Obudził go piekielny ból głowy. Miał wrażenie, że Thor wali mu młotem po głowie. Robiło mu się od tego niedobrze. Z trudem, powoli, otworzył lewe oko i został oślepiony przez jasny punkt światła, skierowany wprost na jego twarz. Natychmiast zamknął je z powrotem, mamrocząc.
- Jarvis...światła...za jasno…
- Tony! - Ten damski, wysoki głos z pewnością nie należał do jego komputerowego przyjaciela. - Tony, słyszysz mnie?!
- Pep?
- Na Norny, otwórz oczy. - Poczuł delikatne potrząsanie jego prawego ramienia, przez co znów poczuł, że jest mu niedobrze. Mimowolnie, obrócił się na bok - choć nie miał pojęcia, jak to zrobił - i zwymiotował na podłogę, wciąż mając zamknięte oczy.
Chyba za dużo wypiłem wczoraj… - pomyślał, otwierając ponownie oczy.
Jasne, rozmazane barwy, potęgowały już i tak ogromny ból głowy. Jednak przemógł się i skupił na ciemniejszym punkcie naprzeciwko siebie. Po chwili ów punkt przybierał ostrzejsze kształty. Te kształty szybko nabrały formy jakiejś ludzkiej postaci w długiej, czarnej sukience.
Moment? Pepper nigdy by się tak nie ubrała. To nie jej styl.
W takim razie…
- TONY! - Kobiecy głos po raz kolejny się odezwał. Stark go rozpoznał.
- Eir? - Twarz jego elfickiej przyjaciółki przybliżyła się do jego twarzy. Nawet gdy atakował go ogromny ból głowy, był w stanie ją rozpoznać. Wysoko osadzone kości policzkowe, jasna, świetlista cera i piękne, niebieskie oczy, które teraz wpatrywały się w niego z taką ilością troski i współczucia, że Tony miał ochotę przytulić swoją przyjaciółkę. - Co się stało?
- Znalazłam cię na korytarzu, przed biblioteką…- Nagle wszystko do niego wróciło. Wydarzenia z poranka. Seks z Lokim, śniadanie w łóżku, lekcja walki na sztylety. Potem udał się razem ze swoim ukochanym do biblioteki, ale zrobiło mu się za gorąco i chciał wyjść sam na zewnątrz.
A potem jedna, wielka, czarna plama w jego wspomnieniach.
Tony spróbował usiąść na kozetce...chwila. Rozejrzał się dookoła i spostrzegł, iż znajduje się w komnacie dla służby, a dokładniej na łóżku należącym do Eir. Choć nie był to dobry pomysł. Momentalnie znów zebrało mu się na wymioty, ale szczęśliwie dla niego, był w stanie się powstrzymać. Eir usiadła obok niego i chwyciła jego dłonie w swoje.
- Chcesz, bym wezwała księcia Lokiego? Mogę też cię zabrać do jego komnaty.
- Nie - oświadczył stanowczo. - Nie chcę, by mnie widział w takim stanie. Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje. Ostatnio wiecznie źle się czuję. Może się czymś zatrułem. I w kółko tyję. Nawet Loki już zauważył, że przytyłem.
Tony położył dłoń na brzuchu, czując w nim jakieś dziwne ruchy. Zdecydowanie musiał się czymś poważnie zatruć i teraz owo coś jeździło mu po całym żołądku i jelitach. A może to miało związek z nowym reaktorem, który włożył sobie jeszcze na Ziemi.
- Pozwól, że znajdę przyczynę twego złego zdrowia.
Tony przytaknął, chcąc wiedzieć, co jest z nim nie tak.
Eir podciągnęła jego tunikę ku górze i po chwili rzuciła odzienie na podłogę. I tak nie nadawało się już do noszenia, Stark zwymiotował na siebie. Kobieta przyłożyła swoje ciepłe dłonie do jego brzucha i wymamrotała jakieś słowa w języku Alfów. Oczywiście, Tony nie miał pojęcia, co to za zaklęcie. Eir przymknęła oczy i poczęła wodzić dłońmi po całym brzuchu Starka.
Mężczyzna miał nadzieję, że jego przyjaciółka odkryje przyczynę jego bólów i mdłości.
- Hmmm… - Eir mruknęła do siebie, przyciskając na podbrzusze Tony'ego. - To dziwne…
- Co jest dziwne? - zapytał.
- Zdaje się, że masz coś w brzuchu, coś, co posiada zalążek magii, ale nie jestem pewna, co to jest - wyjaśniła, spoglądając na jego zmieszany wyraz twarzy.
Prawdę powiedziawszy, Tony nie miał pojęcia, co sądzić o odkryciu Eir. Co za magiczne coś siedziało w jego brzuchu? Czy był to efekt nowego reaktora łukowego? Nie. Nie może być. Przecież jego reaktor to czysta nauka, a nie magia. A może to konsekwencja kamienia mocy, który Tony idiotycznie wsadził w swój reaktor i teraz ma jakieś dziwaczne reakcje po jego wyjęciu?
Tak, to musi być to.
Stark był pewien, że prędzej czy później te bóle i mdłości mu przejdą. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Jednak, jak to mówią, nadzieja matką głupich.
Bóle i mdłości wcale mu nie przeszły. Co więcej, mdłości się nasiliły, zwłaszcza o poranku, gdy zwykł serwować śniadanie swojemu księciu. Oczywiście, elegancko zawsze się ulatniał do najbliższej łaźni, zostawiając najczęściej śniadanie pod drzwiami sypialni Lokiego. Bardzo nie chciał, by jego Rudolf zobaczył go w stanie takiej słabości. Co on wtedy sobie pomyśli o Tony'm?
Żeby tego było mało, Stark miał wrażenie, że z dnia na dzień przybywa mu wagi, stopniowo, w małych ilościach.
- Co się do cholery ze mną dzieje? - mruknął do siebie, stojąc przed lustrem w sypialni księcia, czekając na jego powrót z sali tronowej. Trwały ostatnie przygotowania do wesela księcia Thora i panny Kalliery z Alfheim. Tony był prze-szczęśliwy, gdy Thor oznajmił, że Loki nie musi poślubić drugiej siostry, jeśli nie chce. W zasadzie zastanawiało go, dlaczego Thor chce poślubić tę drugą alfkę, skoro wcale nie musiał. Odyn już nie żył, więc Gromowładny mógł spokojnie ściągnąć ponownie do Asgardu swą ukochaną Jane Foster. Chociaż nie. Nie mógł, na Ziemi minęło dziesięć lat, odkąd Jane została tam odesłana przez Odyna, z pewnością już ułożyła sobie życie i zapomniała o Asgardzkim ukochanym.
Tony nigdy by nie zapomniał o Lokim.
Loki był niemal całym światem dla Tony'ego i nie tylko dlatego, że był jego panem, ale dlatego, że namiastka jego prawdziwego serca biła już tylko dla Psotnika. I Tony wiedział, że będzie go kochał, jak nigdy nikogo wcześniej, aż do śmierci.
Co może przyjść szybciej, niż się spodziewał, o ile nie dostarczy Tesseraktu Thanosowi.
Ostatnimi czasy Tytan zsyłał na niego koszmary. To właściwie nie były koszmary, w większości przypadków to wspomnienia z jego królestwa. Wspomnienia nieludzkich tortur. Bicie batem i łańcuchami. Topienie go w lodowatej mazi, bo to nawet nie była woda. Głodzenie go niemal na śmierć. Thanos pokazywał mu to jak najbardziej przerażający horror, którego gwiazdą był Tony Stark. Jednak swoje tortury był w stanie znieść. Zagryzł wargi i nie dawał tego po sobie poznać, ale Thanos okazał się sprytniejszy.
Począł zsyłać na niego wizje, w których podcina gardło Lokiemu, wprost na oczach Starka. A do tego Tony nie mógł dopuścić.
Nikomu nie pozwoli skrzywdzić swojego ukochanego księcia. Nikomu.
Jednak z drugiej strony jego heroiczne zapędy - cholera, że też zachciało mu się być bohaterem - nie pozwoliły mu na oddanie tak cennego artefaktu w ręce tak pokręconego maniaka, jakim jest Thanos. Toż Tytan przyniesie zniszczenie całej galaktyce, w której Tony planował mieć swoje 'żyli długo i szczęśliwie' z Lokim. Co prawda książę jeszcze tego nie wiedział, a może i podejrzewał, w końcu też wyznał mu miłość. Nie, Tony nie mógł dopuścić, by Tesseract trafił w łapska Thanosa. Za żadne skarby świata.
I właśnie dlatego, jego genialny umysł wymyślił iście idiotyczny plan.
Inaczej tego nazwać nie można.
Tony miał pobożne życzenie, by nie zostać złapanym. Jednak, jak w każdej książce, gdzie ktoś próbuje dokonać czegoś złego, zostaje przyłapany na gorącym uczynku.
Jednak wróćmy do wcześniejszych wydarzeń.
- Tańczą całkiem nieźle, co nie, Rudolf? - szepnął Lokiemu do ucha, stojąc obok krzesła księcia i nalewając mu wina. Loki podążył wzrokiem za palcami Starka, które wskazywały na Thora i jego świeżo poślubioną królową. Tak, bowiem wesele odbyło się równomiernie z koronacją księcia Thora, a tym samym jego żona została królową Asgardu. - Chociaż, w sumie, my byśmy ich wymietli. Moglibyśmy im tu urządzić niezłe step-up, a im szczeny opadłyby w dół.
Loki spojrzał na niego zmieszany.
- Taki ziemski film o tańcu. Pepper kiedyś zmusiła mnie do obejrzenia. - Loki tylko wzruszył ramionami, choć w jego oczach pojawiły się iskierki zazdrości, jak za każdym razem, gdy Tony mimowolnie wspominał o swojej byłej. - Dolać ci wina?
- Próbujesz mnie upoić, Anthony?
- A będziesz bardziej chętny później? - Wzruszył sugestywnie brwiami, oblizując usta.
- I bez tego będę chętny, jak to mówisz, moja gwiazdo. - Tony tylko się zaśmiał, dolewając wino do złotego kielicha Lokiego.
Minęło kilka godzin śpiewów Fandrala - doprawdy, facet nie miał za grosz talentu - opowieści Volstagga, jak to on, Thor, dwaj pozostali wojowie i Lady Sif polowali w młodości. Godziny te wymieszane były z ogromną ilością wina i miodu pitnego. Gdzieś w międzyczasie połowa ze zgromadzonych była już nieźle urżnięta, ktoś spał na twardych, drewnianych krzesłach. Tancerki poruszały się zgrabnie w rytm muzyki granej na harfach i lutniach. Loki siedział ze skwaszoną miną obok Thora, z wyraźnie wymalowanym na twarzy pragnieniem ucieczki. Mimo faktu, że Thor był bardziej wstawiony niż Psotnik, zielonooki mag nie był w stanie uwolnić się z misiowatego uścisku swojego brata.
- Anthony, Eir! - rozbrzmiał głos króla Asgardu. - Donieście nam wina i mięsiwa! Trzeba nam więcej zabawy!
Zawtórowały mu gromkie brawa i okrzyki zgromadzonych.
Tony wyczuł to jako idealną okazję, by obrócić swój plan w działania. Z uśmiechem na twarzy kiwnął głową i odszedł w stronę drzwi. Eir tuż za nim.
- Dam znać w kuchni, niech szykują kolejne dziki - powiedziała Alfka, kładąc dłoń na jego przedramieniu. - Ty przynieś wino i miód.
- Jasne - odpowiedział lekkim tonem i ruszył korytarzem w stronę winnicy.
- Tony - zwróciła się do niego, nim zniknął za rogiem. Mężczyzna obrócił się ponownie. - Jak się czujesz? Mdłości przeszły?
- Eh, nie, ale daję radę. Nie jest tak źle. Mdli mnie tylko z rana. - Machnął ręką, uśmiechając się do przyjaciółki. - Pewnie, w końcu mi przejdzie. Dzięki za troskę, Eir.
Oboje oddalili się w swoich kierunkach.
Tony nie do końca.
Idąc w stronę winnicy, bardzo zboczył z kursu. Widząc, że korytarze są niemal puste, że strażników nie ma, Tony przyspieszył kroku. Drogę do skarbca miał wyrytą w pamięci jak plan na stworzenie reaktora. Szedł, co chwila rozglądając się dookoła, czy nikt za nim nie idzie. Znaczy, czy Heimdall - pan wszechwidząceoko - nikogo nie wysłał. Jakby nie patrzeć, czarnoskóry strażnik był też równo wstawiony na weselu Thora, ale, może, nawet pod wpływem alkoholu jego dziwaczna moc nie przestawała działać?
Póki co, szczęście mu sprzyjało. Nie spotkał nikogo, kto zadawałby zbyt wiele pytań. Napotkani strażnicy łatwo wierzyli, iż udaje się do winnicy po trunki na wesele. Co nie znaczyło, że Stark nie był przygotowany na każdą ewentualność. Miał ze sobą dwóch, małych przyjaciół, zabranych z płaszcza Lokiego.
W końcu dotarł do skarbca.
Tuż przed drzwiami stało dwóch strażników. Jeden z nich miał zamknięte oczy, być może przysypiał. A drugi wpatrywał się ze znużeniem w swój miecz. Tony pokręcił nosem.
Może jednak to nie będzie takie proste, jakie się wydawało?
No cóż. Tony poklepał się po pasie od spodni, wyczuwając sztylety. Raz kozie śmierć.
- Co tu robisz? - odezwał się strażnik, kierując ostrze miecza na niego. - Sługom nie wolno tu przebywać!
- Oj, chłopaki, zabłądziłem. Szedłem do winnicy i cholera, musiałem skręcić nie w ten korytarz. - Obaj strażnicy - ten drugi otworzył oczy przed chwilą - spoglądali na niego z ostrożnością. - Pomożecie mi odnaleźć drogę?
- Wróć tym korytarzem i potem w lewo i do końca na wprost - wyjaśnił drugi strażnik.
- A jak znów się zagubię. Wiecie, jaki ten pałac jest wielki. A król Thor czeka na wino. Podobno wesele ma trwać do białego rana.
Strażnicy westchnęli. Zwrócili się do siebie i poczęli mamrotać w języku nordyckim. Tony znał go na tyle, by dobrze zrozumieć tę krótką wymianę zdań. Jeden z nich miał go zaprowadzić do winnicy. Co było bardzo mu na rękę.
Gdy zniknął za rogiem z jednym ze strażników, sięgnął do pasa spodni i w okamgnieniu wyciągnął oba sztylety. Nim mężczyzna w złotej zbroi zdążył odpowiednio zareagować, Tony już wbijał mu sztylet w pierś, tuż nad sercem, a drugim poderżnął mu gardło.
- To nic osobistego - wymamrotał, przykładając fragment swojej tuniki, który oderwał, do rany na szyi. Wiedział, że minie trochę czasu, niż się wykrwawi, ale i tak nie będzie miał siły, by się podnieść i wszcząć alarm. - Muszę to zrobić, stary. Wybacz.
Z drugim strażnikiem poszło trochę trudniej. Blond mężczyzna o niebieskich oczach był lepszym wojownikiem niż jego kolega i nie dał się wziąć całkiem z zaskoczenia. Jednak treningi z Lokim nie poszły na marne. Tony ściął go, a gdy strażnik runął z hukiem na ziemię, Stark poderżnął mu gardło i wbił sztylet w pierś, pozostawiając go tam. Wokół szyi zawiązał kawałek tuniki i również przeprosił strażnika. Miał nadzieję, że ktoś ich znajdzie, nim się wykrwawią.
Wszedł do skarbca, zamknąwszy za sobą drzwi. Wiedział, że teraz to będzie kwestią czasu, nim ktoś go tu znajdzie, toteż musiał się spieszyć. Czym prędzej podszedł do kolumny, na której stał Tesserakt.
Lśnił tak cudownie, przywoływał go tak piękną melodią, iż Stark nie mógł mu się oprzeć.
Już miał sięgać po kostkę, gdy nagle do jego uszu doszedł głośny, głęboki krzyk.
- STÓJ!
A/N: I jak wrażenia?
Dziękuję za komentarze, polubienia, śledzenia.
Pewno już nic nie dodam przed świętami, więc tak na wszelki wypadek: Wesołych Świąt i smacznego karpia xd
Opinie będą mile widziane,
Intoxic
