ROZDZIAŁ 21
„ THE ONSLAUGHT "
Bella POV
Byliśmy tutaj. Udało nam się.
Edward i ja siedzieliśmy w biurze dr. Brooks'. Czekaliśmy na niego, by oddał nam wyniki mojej tomografii głowy – musiał on popatrzyć na szkody, które mogły zostać wywołane oraz musiał przemyśleć, co zrobić, bym mogła odzyskać pamięć. Chciałam stąd wyjść.
Jednak dzisiaj musiałam się dowiedzieć. Jeśli nie dowiem jak bardzo poważne mogę mieć uszkodzenia i ile pamięci mogłabym odzyskać, to stracę jakąkolwiek nadzieję. Praktycznie podskakiwałam na krześle i zagryzałam wargi.
- Chryste, Bello, uspokój się – wymamrotał Edward po raz setny. Siedział on obok mnie przy dużym biurku Dr. Brooks. Moi rodzice siedzieli w poczekalni i mieli przyjść później, jak już dowiem się co się ze mną dzieje i jak można przeprowadzić leczenie, abym mogła jak najwięcej sobie przypomnieć.
- Nie mogę się uspokoić – syknęłam, patrząc na zielone ściany pokoju. Zielony kolor przypominał mi, że jestem chora. Ten kolor był źle wybrany dla tego pokoju, przypominał wszystkim, że jesteś chory, ale każdy starała się, by było im lepiej.
- Spróbuj – powiedział po prostu Edward. Zrobiłam, jak mi polecił. Wzięłam głęboki oddech, starając zatrzymać każdy ruch mojego ciała i być spokojnym. To nie działało. To nie było dla mnie, nie mogłam się uspokoić. Kiedy Dr. Books' przyszedł z moimi wynikami do pokoju, które będą decydować o moim dalszym życiu. Nie ważne co będzie, ja i Edward będziemy razem. Kiedyś Edward powiedział mi, że wie, jakie to uczucie kogoś stracić i tym razem nie pozwoli na to. Wiedziałam, że zawsze jak on o tym mówił, wiedziałam o ko mu chodzi. Czy ten ból na on nadal w sobie? Czy mógł on wszystko zmienić? Byłam w pewien sposób wściekłą na Edwarda, zastanawiałam się jak on się teraz czuje? Prawda była taka, że życie jest skomplikowane. Nic nie jest w nim perfekcyjne, a każda chwila może szybko je popsuć. Kiedy miałam sześć lat moja mama kupiła mi parę lśniących butów od Mery Jane. Pamiętam, byłam taka szczęśliwa, tak bardzo o nie dbałam przez tak długi czas, aż pewnego dnia przyszedł deszcz i weszłam w nich olbrzymią kałużę, a potem one się już po prostu nie nadawały.
Były to tylko głupie buty, które mogły zostać doskonałe, ale tak nie było. Teraz dla mnie doskonały był Edward – w sali całego życia, był on najważniejszy. Kiedy mogłabym już wszystko naprawić, ta skala mogła by się naprawdę jeszcze powiększyć i byłoby o wiele więcej dobra w moim życiu niż zła. Dlatego nie mogłam się uspokoić.
Dr. Books' trzymał w ręku dużą kopertę. Uśmiechnął się do nas uprzejmie, wcale on się nie denerwował, trzymał on w swoich rękach resztę mojego życia.
- Cześć Bello, Edwardzie – powitał nas wciąż uśmiechnięty. Edward skinął mu głową.
- Więc? – Ledwo co utrzymałam się w tym fotelu. Poduszki były wykonane z tworzywa sztucznego i spadły przeze mnie z ogromnym hukiem, ale mnie to nie obchodziło. Musiałam wiedzieć.
- I co ze mną będzie? Lepiej? – zapytałam żarliwie. Dr. Books' zaśmiał się, widocznie rozbawiony tonem mojej wypowiedzi i otworzył kopertę. Założył swoje okulary, które wisiały mu na sznurku na szyi i umieścił je na swoim nosie. Spojrzał na wszystkie strony i wyglądał jakby już wiedział, co powinien nam powiedzieć.
- Uspokój się Bello – zaczął dr. Books'. – Istnieją sposoby, abyś odzyskała wspomnienia – uśmiechnęłam się tak szeroko, że moje policzki chyba by zaraz pękły. Odchrząknął i położył obok mnie tomografię mojej czaszki, zapalił on światło. – Kiedy.. upadłaś, twój płat skroniowy został uszkodzony – powiedział i pokazał palcem to miejsce. – Na pewno wiesz, że upadek spowodował amnezję – kontynuował, spojrzał na mnie, czekając na odpowiedź. Skinęłam głową. – Dobrze, więc dokładniejsze określenie jest to amnezja wsteczna, oznacza ona, że utraciłaś wspomnienia przed wypadkiem… Wspomnienia, które nabyłaś niedawno. Mogą one ukazywać się jako sen po wypadku, ale nie musi. Te rzeczy były prawdziwe.
Edward zacisnął swoją rękę.
- Wszystko powinno powrócić do około miesiąca - wyjaśnił. – Więc, dlatego straciłaś swoje wspomnienia – odwrócił się i zgasił światło. – Ofiara amnezji wstecznej może czuć się zakłopotana lub zestresowana tym, że nie pamięta kluczowych osób czy ważnych wydarzeń. Zwykle poszkodowana osoba może aż pozostać zmiażdżona przez szybkość narzuconą jej na przywrócenie wspomnień. Ważne jest to, żeby osoba poszkodowana utrzymała własne tempo, i przede wszystkim, by nie była zestresowana – wydawał się tak znudzony, jak by powtarzał te same słowa już tak wiele razy, że znał ich kolejność na pamięć, ale przecież nawet nasze miasto nie było aż tak duże, by wiele osób do niego przychodziło. – Teraz, aby odzyskać wspomnienia Bello, musisz naprawdę ciężko nad tym pracować. Musisz odwiedzać te kluczowe miejsca, czy coś takiego…
- Och! Wiem! Będę mogła odzyskać przynajmniej kilka wspomnień – powiedziałam z przejęciem. – Muszę zobaczyć ich zdjęcia, zobaczyć co wydarzyło się przed wypadkiem – lekarz wyglądał na zmieszanego.
- Dlaczego tutaj jesteś? – spytał mnie.
- Ja… Myślałam, że będę potrzebowała operacji, czy... – Zaśmiał się przerywając mi.
- Nie, Bello. Nie będzie żadnych operacji. Po prostu musisz zrobić, to co mówiłaś. Jeżeli wszystkie wspomnienia wrócą, to będzie dobrze. – Stanął przed biurkiem, zebrał wszystkie dokumenty i wyszedł. Zamknął drzwi, a ja poczułam jakby moje serce złamało się na pół. Panowała cisza, a łzy zaczęły spływać po mojej twarzy. Nic nie mogło pomóc, aby moja pamięć powróciła szybciej. Musieliśmy robić to co nadal robiliśmy. Jak do cholery miałoby nam to pomóc? Dlaczego on wyszedł, kończąc, że wszystko będzie dobrze? Po prostu zmarnowałam wiele czasu i praktycznie zdeptałam jakąkolwiek nadzieję, że wrócę szybko do zdrowia z jego pomocą.
Edward POV
Panowała cisza. Bella siedziała tak po prostu i wpatrywała się w zielone ścinany. Widziałem jej błyszczące łzy, które spływały po policzkach, ale ona nawet się nie ruszyła ani nie drgnęła.
Dziwne…
- Bello? – szepnąłem, siedząc na krześle. Nadal brak odpowiedzi. Ten lekarz był naprawdę kretynem! Ojciec Belli powiedział mu wszystko, opowiedział co się stało i poprosił by nam naprawdę pomóc. Pomoc z dupy chyba! Wstałem z krzesła i zacisnąłem pięści.
- Zaraz wrócę. Nigdzie nie odchodź – powiedziałem. Nie poruszyła nawet głową, ani nawet się nie odezwała, nic. – Nigdzie nie odchodź.
Wyszedłem z pokoju i szedłem przez korytarz. Zatrzymałem się i spojrzałem na pielęgniarkę. Spojrzał na mnie przerażona a jej brązowe oczy naprawdę poszerzały, przechyliła głowę na bok i popatrzyła na mnie.
- Gdzie mogę znaleźć dr. Books'? – zapytałem ostro. Jej ręce się trzęsły i wskazała ręką korytarz. Poszedłem dalej przed siebie, kierując się do kawiarni. Dotarłem tam naprawdę w krótkim czasie. Naprawdę tak trudno było odróżnić lekarzy, którzy byli ubrani tak samo i jedli prawdopodobnie to samo. Wszyscy nosili jednolity strój lekarza i każdy miał swoje włosy obcięte na krótko. W końcu znalazłem dr. Books'a, był on w tłumie lekarzy i pielęgniarek. Podszedłem do niego mozolnym krokiem, ale złość we mnie mnożyła się bardzo szybko. Popchnąłem go mocno i uderzył on o ścianę. Upuścił on tacę z jedzeniem i jego niebieskie oczy spojrzały na mnie z przerażeniem, kiedy moje dłonie trzymały jego koszulę.
- Edward? – zapytał przerażony. – C-co ty robisz?
- Mógłbym zapytać ciebie o to samo. Nie martw się, mam nadzieję, że będziesz umiał wszystko naprawić, doktorku – wyciągnąłem moją pięść i byłem przygotowany by go uderzyć.
- Czekaj – krzyknął, szybko zasłaniając swoją twarz, moja dłoń nadal wisiała w powietrzu i czekałem aż coś powie. – Dlaczego to robisz? Co ja zrobiłem? – zapytał.
Co za popierdolone dziecko. Parsknąłem, a następnie umieściłem swoją twarz bliżej jego.
- Co zrobiłeś? – powtórzyłem sarkastycznie. – Powiem ci co kurwa zrobiłeś! Dałeś Belli nadzieję, tym, że ją tutaj przyjąłeś, a następnie zaśmiałeś się jej w twarz i powiedziałeś rzeczy, które ona już dawno wiedziała! – krzyknąłem. Skrzywił się i wyglądał jakby miał zaraz się popłakać.
- Przykro mi, Edwardzie. To się więcej nie powtórzy! – przywaliłem mu pięścią w nos, a on nieprzytomny osunął się po ścianie.
Co za idiota, zaśmiałem się psychicznie. Wtedy zdałem sobie sprawę, co zrobiłem w pomieszczeniu pełnym lekarzy i pielęgniarek. Odwróciłem się po woli od nieprzytomnego ciała dr. Books' i spojrzałem na całą resztę. Każdy inny lekarz czy pielęgniarka stali lub siedzieli całkowicie nieruchomo. Tak jakby akcja się zatrzymała w połowie. Jedna pielęgniarka miał nogę w powietrzu i otwarte usta. Inny facet miał butelkę przyłożoną do ust.
- Co? – uśmiechnąłem się ironicznie. Wszyscy się nagle skulili.
- Dlaczego nie zrobicie zdjęcia, by sensacja trwała dłużej! – krzyknąłem, a echo mojej wypowiedzi rozniosło się w całym pomieszczeniu. Jedna pielęgniarka wybiegła z krzykiem, krzycząc coś czego nawet nie dosłyszałem. Niemal dwie sekundy później, weszło dwóch strażników – ogromnych strażników.
Cholera, pomyślałem w panice. Popatrzyli na nieprzytomne ciało dr. Books' i poszerzały im oczy. Potem ponownie przenieśli swój wzrok na mnie.
- Czy ty to zrobiłeś? – zapytał jeden. Wahałem się z odpowiedzią, przygryzając usta. Czy pójdę do więzienia? Zresztą, ten idiota sobie na to zasłużył.
- Uh,… yeaa, może – powiedziałem im, drapiąc się nerwowo na karku. Dwoje facetów spojrzało na siebie, skinęli głową, po czym chwycili mnie za ramiona.
- Hej – krzyknąłem. Wyciągnęli mnie z pomieszczenia, a w zasadzie z budynku i ujrzałem rodziców Belli. Trzeba będzie im to jakoś wyjaśnić. Ale co ja mam im powiedzieć? Czy mogę im powiedzieć „ Oh, po prostu uderzyłem go w nos i stracił przytomność. To nic wielkiego." Nie, zdecydowanie tak nie mogłem powiedzieć. Dwaj ochroniarze wyrzucili mnie ze szpitala. Wylądowałem na chodniku z potężnym odgłosem upadania. Moje ręce otarły się o chodnik, a na moich kostkach była jeszcze krew z nosa Dr. Books'a.
Ten dzień stałą się coraz lepszy, coraz lepszy.
- Nie chcemy ciebie widzieć tutaj więcej – ostrzegł mnie człowiek. Popatrzyli na mnie i obydwoje wrócili do szpitala. Zniknęli za drzwiami, a za chwile w nich pojawiła się Bella z rodzicami. Jęknąłem, wstając z chodnika. Ojciec Belli uśmiechał się z rozbawieniem na twarzy i kręcił głową w moim kierunku, mama Belli przewróciła jedynie oczami spojrzała przerażona na Bellę, zapominając o tym, że właśnie zostałem wykopany ze szpitala. Bella podbiegła do mnie i popatrzyła na moje zakrwawione ręce.
- Co się stało? – dyszała i dotknęła moich rąk i obejrzała je z każdej strony.
- Moja pięść przypadkowo uderzyła dr. Books'a… - mruknąłem, patrząc na swoje dłonie. Spojrzał na mnie z małym uśmiechem na twarzy.
- Dlaczego to zrobiłeś? – zapytała, a ja parsknąłem.
- Ponieważ byłem osobiście zobowiązany do skopania dupy, każdemu kto mógł się zranić w pewien sposób – powiedziałem to takim tonem, jak by byłą to naturalna rzecz. Pokręciła głową z dezaprobatą, ale zobaczyłem jej uśmiech na twarzy.
- Zostałeś wyrzucony, Edwardzie ? – zapytał Charlie nadal się uśmiechając. Skinąłem głową.
- Dobrze dla ciebie – uderzył mnie delikatnie w plecy. Byłem trochę zaskoczony, bo wyglądało jakby to w ogóle go nie obchodziło. Pewnie słyszał już o tym lekarzu kretynie i nie obchodziło go, że zniszczyłem mu twarz.
- Dobrze, że już stamtąd wyszliśmy – westchnęła Renne. – Chcę wrócić już do domu.
Bella załapała moją dłoń i dotknęła zadrapań na niej, syknąłem bo trochę mnie to zabolało. Zagryzła wargi i spojrzała na mnie.
- Przepraszam – wymamrotała.
Zobaczyłem jej delikatny rumieniec na twarzy, ale nie odpowiedziałem jej. Uśmiechnąłem się i udaliśmy się w stronę samochodu, by pojechać do domu Belli. Kiedy wróciliśmy, Bella pociągnęła mnie w stronę swojego pokoju. Wchodziliśmy po schodach, a Renne spojrzała na nas z niepokojem. Lecz ja i Renne byliśmy na takim etapie rozejmu, że ona nawet nie skomentuje faktu, że ja i Bella jesteśmy sami w pokoju. Bella popchnęła mnie do pokoju i szybko zamknęła drzwi. Spojrzała jeszcze raz na mojej ręce i potrząsnęła głową.
- Edwardzie, czemu zawsze wpadasz w kłopoty? – szepnęła, ciągnąc mnie w stronę łóżka, wzruszyłem ramionami.
- Chyba, jestem kłopotem – skrzywiła się, wstała z łóżka i wyszła z pokoju. Ja siedziałem nadal na łóżku i moje usta zrobiły wielkie O.
Czy ona była szalona? Dlaczego mnie tak po prostu zostawiła? Wszystkie moje obawy się zatrzymały ja wróciła z ścierką i wodą oraz kilka innymi rzeczami. Nie wiem po co one były jej potrzebne, usiadła obok mnie i przetrała wilgotną szmatką moje rany.
- Wyczyszczę ci to – powiedziała. Moje brwi się zmarszczyły, wytarła moją rękę szmatką, a następnie ponownie wymoczyła ją w wodzie. Syknąłem, szybko zabierając rękę. Moja ręka mnie bardzie bolała i czułem jakby płonęła od środka.
- Co do cholery? – syknąłem, pocierając dłoń. Przeczytała głośno napis z butelki „Obecność alkoholu".
- Dlaczego? To boli jak cholera.
- Chcesz mieć zakażenie? – zapytała, przechylając głowę na bok i zbliżyła się ponownie ze szmatką do mojej dłoni. Wstałem szybko z łóżka i odsunąłem się jak najdalej mogłem.
- Tak. Chcę – ona przewróciła oczami i podeszła do mnie. Wycofałem się do tyłu, lecz ona podeszła do mnie bliżej, opadłem na poduszki, przycisnęła moje ramiona, kiedy próbowałem uciec.
- Edward, zachowujesz się jak dziecko – powiedziała w końcu. Chciałem uciec, kręciłem się na łóżku, ale nie chciałem by przez mnie spadła z łóżka.
- Ale to boli… - powiedziałem jak dziecko.
Co ze mnie za człowiek, pomyślałem.
- Miałeś już gorsze… - zatrzymał się nagle i spojrzała w inną stronę. Jej usta zrobiły małe O, szmatka upadłą jej na moje ramie i na jej twarzy pojawił się wielki uśmiech. Pomachałem jej zakrwawioną ręką przed twarzą.
- Um, ziemia do Belli – powiedziałem. Jej duże brązowe oczy ponownie na mnie spojrzały, a uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Było gorzej – powiedziała podekscytowana.
- Dzięki wielkie, nie jest tajemnicą, ze miałem gówniane dzieciństwo, to…
- Nie ty idioto. Pamiętam… – uderzyła mnie w ramię. – Pamiętam... wiele innych rzeczy – wymamrotała. Zmarszczyła swoje brwi i spojrzała na swoje ręce. Zapach alkoholu był już odczuwalny w całym pokoju, przez co zaczęła mnie jeszcze boleć głowa. Wstrzymałem oddech, wpatrując się w Bellę z niepokojem. Ona nadal patrzyła w dół.
- On.. on, cię tyle razy skrzywdził, prawda? – szepnęła drżącym głosem, ścisnąłem wargi, patrząc na nią intensywnym wzrokiem. Popatrzyła na mnie z powrotem, a na jej twarzy był widoczny ból. Skinąłem głową, zobaczyłem jak pojedyncze, błyszczące łzy spływały po jej policzkach i opadały na kolanach, gdzie spoczywały moje ręce.
- On ciebie też dużo zranił – odrzekłem. – A ja za wszelką cenę chciałem cię ochronić.
- Więc, dawałeś się skrzywdzić, tylko.. dlatego, żebym była bezpieczna? – zapytała, spojrzała na mnie z oczami wypełnionymi po brzegi łzami. Skinąłem niepewnie, byłem przygotowany na złość Belli, ryzykowałem własne życie dla niej. Ale to co zrobiła, całkowicie mnie zaskoczyło. Przytuliła się do mnie całym ciałem. Moje oczy rozszerzyły się ze zdziwienia i objąłem ją swoimi ramionami. Wsunąłem swoją twarz w jej zagłębienie przy szyi, wzdychając piękny zapach, pochodzący z jej brązowych włosów.
- Dziękuję – odparła prawie bezgłośnie.
- Za co? – mruknąłem. Spojrzała na mnie.
- Nie widzisz jaki jesteś niesamowity Edwardzie? – zapytała, przechylając głowę na bok. Wzruszyłem ramionami.
- Nie. Jestem po prostu facetem z mroczną przeszłością – skrzywiłem się, położyła swoje ręcę po obu stronach mojej twarzy, a w jej oczach można było dostrzec zachwyt.
- Jesteś kimś o wiele więcej niż tym o kim mówisz – szepnęła z przekonaniem. Zmrużyłem oczy, to był pierwszy raz jak mnie zawstydziła.
- Okej.. – wymamrotałem. – Czemu? – spojrzała na mnie sceptycznie.
- Cóż – westchnęła.- Na zewnątrz wyglądasz na twardego faceta, ale w środku jesteś tak naprawdę wrażliwy. Myślę, ze jedynym powodem, dlaczego nie chcesz pokazać swojego wnętrza jest… - lekko się uśmiechnęła. – Twoja przeszłość.
- Pamiętasz? – zapytałem, a Bella skinęła głową.
- Jesteś twardy, Edwardzie, ale jesteś również bardzo słodki.
- Czy to nie przez moje książki? – powiedziałem, starając rozluźnić sytuację. Potrzasnęła głową, z uśmiechem na twarzy. Zignorowała moje słowa i nadal mówiła.
- Prawdopodobnie jesteś jedyną niesamowitą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałam w życiu – wzruszyła ramionami. – Myślę, ze to dlatego, że tak bardzo cię kocham – uśmiechnęła się, a jej oczy błyszczały. – Nigdy nie spotkałam kogoś takiego jak ty.
Przyciągnąłem ją do siebie, nie zwracają uwagi na moje rany.
- Nigdy nie spotkałem kogoś tak niesamowitego jak ty – szepnąłem do niej. – To ty mnie uratowałaś z tego okropnego życia.
Owinęła swoje nogi wokół moje tali i oparła się na moich ramionach. Lekko dotknę lamnie ustami, a przez moje ciało przeszedł delikatny dreszcz. ,
- Zawsze będę cię kochać – szepnęła, dotknęła moich ust i zamknęła oczy.
- Też cię zawsze będę kochał – odpowiedziałem. Poczułem uśmiech na jej ustach, a następnie zawinął ciasto ręce wokół mojej szyi.
Bella POV
Był to ten sam człowiek. Ten sam człowiek z moich koszmarów. Biegłam szybko uciekając pośród drze. Było zimno, a niebo było ciemne i przepuszczało niewielką ilość światłą pochodzącą z księżyca. Biegłam dalej, słyszałam te strzały i krzyki.. Zatrzymałam się. Moje buty były całe brudne, a w nich czułych, że miałam pełno różnych kamyków.
- Nie wracaj – krzyknął Edward.- Uciekaj, Bello.
Łzy leciały po moich policzkach, a ja powoli odwróciłam się w tamtą stronę. Światło z domu rozświetla trochę drogę. Musiałam wrócić. Nie mogłam zostawić Edwarda, nie mogłam pozwolić by tam umarł.
Wzięłam głęboki oddech, po czym pobiegłam z powrotem. Czułam, że biegła szybko, czułam jakby moje ciało płonęło w ogniu, ale tym razem to był przyjemny płomień. Biegłam z powrotem , przeskakując przeszkody. Zatrzymała się. Było słychać kłótnię i Edwarda. Stałam u podnóża schodów prowadzących do domu. Moje oczy patrzyły na drzwi. Skóra mnie paliła, ale wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.
- Wróciłaś – podszedł do mnie.
- Tak, Bello, chodź do mnie – powiedział.
- Nie! – krzyknął Edward.
Nagle zostałam pochłonięta przez światło Upadłam na podłogę, zwinięta.
- Pójdziesz teraz ze mną – powiedział człowiek, który teraz wiedziałam, że był on Jamsem.
- Gdybym tylko mógł, zabrałbym cię stąd – powiedział szeptem Edward.
- Idealna para … - mruknął Edward. - Chcę, abyś była szczęśliwa.
Wspomnienia zalały mój umysł. Każde słowo, które wypowiedziałam wszystko co się zdarzyło. Mój umysł był gotowy na każdą nową myśl, słowo.
- To nie jest kurwa życie! – krzyknął Edward.
Jego głos zabrzmiał mi w uszach i strzał.
Mój oddech przyśpieszył. Rozejrzałam się po ciemnym pokoju. Poklepałam lewą stronę łóżka i poczułam Edwarda. Jednak on nie mógł mi pomóc. Musiałam iść. Ale gdzie? Nie miałam pojęcia?
Powoli wstałam z łóżka i poruszałam się na palcach do samych drzwi. Obejrzałam się jeszcze raz za siebie i spojrzałam na Edwarda. Wyglądał tak spokojnie jak spał, srebrzysty blask księżyca rozjaśniał jego prawą stronę. Westchnęłam aż przez ten widok, a następnie wyszłam z pokoju. Chwyciłam japonki u założyłam na siebie sweter i wymknęłam się przez kuchenne drzwi. Owinęłam mocniej ramiona wokół swojej klatki piersiowej, kiedy szłam przez trawnik. Skoczyłam przez płot, a następnie przerzedłam przez podwórko sąsiadów.
Musiałam wszystko przemyśleć. Było tyle informacji, których się dowiedziałam dzisiejszej nocy. Po pierwsze, wróciło mi wspomnienie. Jednak nie tego mi brakuje. Czułam się teraz jakbym wyrwała się z bardzo głębokiego snu. Cóż przecież tak było. Czuję jakby brakowało części mnie i właśnie odnalazłam pewną część siebie.
Po drugie, James żył. Byłam naprawdę zła. Uczucia, które kierowałam do Jamesa, wydawały mi się takie świeże – choć naprawdę nie były. Jednak moje ciało reagowało inaczej. Moje mięśnie były napięte, jakby na coś czekały. Musiałam poczuć jakąś adrenalinę w moich żyłach. Moje ciało mnie prowadziło, prowadziło do Jamesa.
Po trzecie moje uczucia do Edward nigdy się nie zmienią. Nawet gdy o nim zapomniałam, moje ciało nie zapomniało. Ta miłość, którą go obdarzyłam była bardzo mocno zakorzeniona. Była ona bezwarunkowa.
- Chcę go zobaczyć – powiedziałam, jak weszłam na komisariat. Policjant spojrzał na mnie zaskoczony, Wstał z fotela i obserwował mnie, jak do niego podchodziłam.
- Kim jesteś? – zapytał.
- Bella Swan – przekręciłam oczami. Zmarszczył czoło i nagle dostał olśnienia.
- To ty jesteś tą dziewczyną, która została porwana a potem straciła pamięć.
- Muszę się z nim zobaczyć – przerwałam jego bezmyślne gadanie. Spojrzał na zegarek a potem na mnie.
- Zdajesz sobie sprawę, że jest druga w nocy? – skinęłam głową, ale nadal dotykałam palcami w biurko, wywołując stukanie. Spojrzał na mnie i westchnął.
- Z kim chcesz się zobaczyć, dziecko?
- Muszę zobaczyć się z Jamesem Cullenem.
- Dlaczego? – podniósł brwi.
- A co ty do tego masz? – zapytałam zirytowana.
- Um, chyba… nie…
- Zabierz mnie do niego – przerwałam mu. Pokiwał głową, po czym machnął bym za nim poszła i otworzył przede mną drzwi.
Szliśmy korytarzem w którym nie było żadnych okien ani drzwi. Wszystko było białe. Nie odczuwałam żadnych emocji, miałam w sobie pustkę. Nic nie chciałam czuć. Przeszliśmy w końcu przez inną bramę i to doprowadziło nas do klatki schodowej, gdzie panowała ciemność.
- Cele są na dole – powiedział oficer, trzymając drzwi. – Zejdę pierwszy, postaraj się nie przewrócić. – skinęłam głową i zaczerpnęłam głęboki oddech.
Miałam zamiar stanąć twarzą w twarz z człowiekiem, który zrobił to wszystko. Przez niego, to wszystko się zaczęło. Byłam wściekła, że mnie porwał – zresztą każdy człowiek był by, przy zdrowych zmysłach – ale również byłam mu wdzięczna. Gdyby nie on, nigdy nie spotkałabym Edwarda. Myślę, że to byłą jedyna dobra rzecz z tej pieprzonej sytuacji. Zastanawiam się, co powiedział, gdy mnie zobaczył. Czy był zaskoczony? Prawdopodobnie był.
Ten.. dupek zrobił to wszystko Edwardowi. Niestety nikt nie mógł pomóc Edwardowi przed jego biciem, czy go głodzeniem. Moje serce się ścisnęło, gdy pomyślałam o tych wszystkich bliznach Edwarda. Były z powodu Jamesa. Nawet ja miałam blizny na swoim ciele, przez niego, nawet jeśli nie były one spowodowane fizycznie, ale psychicznie.
- Ja.. powiem mu, że ma gościa – powiedział policjant. – Przyprowadzę go do tamtego pokoju – kiwnął głową w stronę drzwi. – Możesz tam iść i poczekać….
Skinęłam głową i poszłam prosto do pokoju. Był tam stół i dwa krzesła po dwóch przeciwnych stronach. Nie było żadnych okien, tylko znajdowała się lampa, która oświecała całe pomieszczenie. Usiadłam na krześle najbliżej drzwi. Położyłam ręce na kolanach. Przypomniałam sobie blizny, które znajdowały się na klatce piersiowej Edwarda. Był on taki piękny. Nawet jeśli miał tyle blizn na swoim ciele. Usłyszałam otwieranie drzwi i automatycznie zesztywniałam. Wiedziałam, że nie mógł mnie na początku rozpoznać, bo siedziałam plecami do drzwi. Próbowałam spokojnie oddychać. Zamknęłam oczy, gdy usłyszałam jak drzwi są zamykane. Usłyszałam brzęk metalu, które musiały wywoływać jego kajdanki. Usłyszałam jak siada na krześle i wzięłam głęboki oddech.
- Będę za drzwiami – powiedział policjant. Skinęłam głową, choć oczy miałam jeszcze zamknięte. Usłyszałam jak szedł do drzwi, jak je otwiera i je zamyka. Otworzyłam oczy.
Przede mną siedział James. Zobaczyłam jego puste, nieludzie oczy. Uśmiechał się do mnie.
- Huh, Bella Swan. Czekałem na ciebie.
