Rok VII

Minerwa McGonagall ostrożnie manewrowała różdżką, lewitując wydrążoną i zapaloną dynię pod sam sufit wejściowego hallu Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Jako prefekt naczelna była odpowiedzialna za pomoc nauczycielom w dekorowaniu Hogwartu na dzisiejszą Noc Duchów i obchodzone tego samego dnia urodziny wcale nie zwalniały ją z tego obowiązku.

Tego dnia Minerwa miała formalnie stać się dorosła. Od samego rana był to dzień pełen niespodzianek. Najpierw obudziło ją ,,Sto lat" odśpiewane przez przyjaciółki z Gryffindoru, które wcześnie wpadły do jej osobnego pokoju prefekt naczelnej z piernikową babeczką i konfetti. Minerwa naprawdę czuła się wzruszona, ale również zachwycona prezentami, jakie otrzymała dzisiejszego dnia.

Poppy jako pierwsza wręczyła jej swój prezent. Była to unikatowa apteczka, zawierająca ponad sto fiolek z leczniczymi miksturami, maściami, kremami i żelami, a także narzędziami, które zapewne pozwoliłby zrobić udaną trepanację czaszki w zupełnie bitewnych warunkach. Minerwa bardzo doceniała gest przyjaciółki – dla przyszłego aurora taka apteczka to był prawdziwy skarb, szczególnie że Poppy musiała zbierać do niej elementy od wielu lat.

Następny prezent był od Rolandy. Choć dziewczynka była już w czwartej klasie Hogwartu, talent do psot i żartów wcale jej nie minął, choć może zblakł w porównaniu z nową pasją – quidditchem. Minerwa powołała ją do drużyny Gryffindoru dwa lata temu i nigdy nie żałowała swojej decyzji – była nawet pewna, że Rolanda przejmie po niej schedę kapitana. Nie zdziwiła się więc, że prezentem od Rolandy był profesjonalny zestaw miotlarski, z maścią pozwalającą na nurkowanie w wodzie z miotłą, woreczkami z łajno bombami w odpowiednim momencie zrzucanymi na przeciwnika i sprejem wywołującym niebieskie płomienie i turboprzyspieszenie. ,,Przecież jako auror musisz mieć miotłę z bajerami, no nie?" – Rolanda mrugnęła do niej porozumiewawczo. Minerwa jedynie zachichotała.

W pokoju wspólnym Minerwa spotkała Alastora. Moody podarował jej fałszoskop i pudełko cukrowych myszy, na widok których wybuchła śmiechem. ,,Długo zastanawiałem się, co najlepiej by do ciebie pasowało." – mruknął Moody, jednocześnie puszczając do niej oko. Minerwa poklepała przyjaciela po plecach, nadal się zaśmiewając, gdy schodzili razem na śniadanie.

Tam czekało na nią więcej niespodzianek. Swój prezent podarowała jej Pomona Sprout. Była to niepozorna na pierwszy rzut oka roślinka o małych, sercowatych listkach. Jednak Pomona była mistrzynią zielarstwa i sprowadziła tę roślinę z Ameryki Południowej ze względu na jej niesamowite właściwości: ,,Żuj jeden liść dziennie, a nigdy nie będziesz chorować na zwykłe choroby. Ta roślina wzmacnia układ odpornościowy. I nie połykaj czasem przeżutych liści. Susz je, później będziesz mogła robić z nich niezwykle skuteczne maści na najróżniejsze rany. Przepis na taką maść nasz na doniczce, obok instrukcji dotyczących podlewania, przesadzania itd." Minerwa natychmiast spróbowała jednego listka. Ku jej zaskoczeniu, miał mentolowy smak. Na doniczce, obok zastosowań rośliny, Pomona dopisała ,,PS. Odświeża oddech!". Minerwa serdecznie podziękowała swojej przyjaciółce z Hufflepuffu.

Potem przybyła poczta. Minerwa dostała ciężką paczkę od Amelii Bones, która obecnie studiowała w ministerstwie prawo czarodziejów. W środku odkryła cały stos nowych książek o obronie przed czarną magią, a także najnowsze wydanie ,,Najwspanialszych magów historii". Ku jej zaskoczeniu, kolorowa zakładka wskazywała jedną ze stron. Minerwa z ciekawością otworzyła leksykon i jęknęła. Oprócz zdjęć i opisów osiągnięć jej dziadków i ojca, dodano także jej zdjęcie i imię, ale już nie jako po prostu potomkinię legendarnych magów. Figurowała tam jako najmłodszy animag w historii i pierwszy animag, który wykroczył poza sztywne ramy swojej formy. Opisano ją także jako największą nadzieję brytyjskiej nauki transmutacyjnej. Rolanda na nieszczęście zobaczyła ten wpis i po chwili książka wędrowała z rąk do rąk przy długim stole Gryffindoru, a kolejni uczniowie co chwila wykrzykiwali do Minerwy swoje życzenia i gratulacje.

Dorodna sowa uszata przyniosła Minerwie jeszcze jedną paczuszkę, ale o wiele mniejszą. W środku były przepiękne życzenia od Nicolasa i Perenelle Flamelów, oraz mała buteleczka z różowego kwarcu z fioletowym korkiem. Minerwa otworzyła szeroko usta, gdy doczytała, co zawiera flakonik. Z zdumieniem wychyliła się na ławce, by spojrzeć na nauczycielski stół. Albus właśnie uniósł kielich, posyłając jej uśmiech. Minerwa przewróciła oczami i troskliwie schowała fiolkę do kieszeni szaty. Flamelowie podarowali jej najcenniejszy płyn w czarodziejskim świecie – Eliksir Życia, będący odpowiednikiem mitycznej ambrozji. Minerwa szybko zakodowała by zapytać Albusa, o ile lat może przedłużyć życie taka porcja.

Nadeszło jeszcze mnóstwo listów i telegramów z życzeniami i gratulacjami, ale nie przyleciała jedna sowa, której Minerwa usilnie wypatrywała. Dziewczynie trudno było ukryć zdumienie, gdy pod koniec śniadania nadal nie było listu od lady McGonagall. Babka zawsze pamiętała o jej urodzinach, Minerwa nie wiedziała, czy powinna się niepokoić, z drugiej zaś strony było jej też trochę przykro. Tego dnia wchodziła w dorosłość, i choć Theresa nie była już potrzebna jako opiekunka prawna, to nadal była wzorem i przewodniczką Minerwy. Ukochaną babcią, jedyną rodziną jaka jej została.

Pierwsze dwie lekcje to było zielarstwo i Minerwa zdążyła nieco wyprzeć myśl o urodzinach z głowy, ale przy wyjściu z cieplarni czekał na nią kolejny podarunek. Bardzo zmieszany, ale i bardzo zadowolony z siebie, Hagrid wypatrywał jej cierpliwie, nie zwracając uwagi na obraźliwe uwagi rzucane przez Ślizgonów pod jego adresem. ,,Eee dziś panienki urodziny cholibka, i pomyślałem sobie, że zrobię coś dla panienki, więc… wszystkiego najlepszego…" – Hagrid podarował jej małe zawiniątko. Minerwa uśmiechnęła się, choć irytowało ją jego nieustanne ,,panienko", którego używał, gdy się denerwował. Znając jego słabość do niebezpiecznych stworzeń, zastanawiała się też, jak bardzo osobliwy może być jego dar. Ale Hagrid zaskoczył ją bardzo pozytywnie. Podarował jej sakiewkę własnoręcznie utkaną z zbieranych przez lata włosów jednorożców i wyszywaną smoczymi łuskami, które kolekcjonował podczas wakacyjnych wyjazdów do Instytutów. Minerwa podziwiała włożoną w ten dar pracę, zrozumiała też, że ta sakiewka to potężny magiczny artefakt, a po zaczarowaniu jej zaklęciem zmniejszająco-zwiększającym była idealnym dopełnieniem jej ,,wyprawki aurora".

Teraz Minerwa miała wolną lekcję i kończyła ostatnie przygotowania do święta Nocy Duchów. Gdy zawiesiła ostatnią dynię, usłyszała znajomy rozbawiony głos.

- Kilka centymetrów w lewo i byłoby idealnie symetrycznie.

Ze schodów obserwował ją profesor Dumbledore. Minerwa podeszła do niego i spojrzała z góry na zawieszone dynie. Już miała przesunąć tę ostatnią zgodnie z jego wskazówką, gdy nagle do hallu wpadł Irytek i z wyraźną uciechą zderzył się z tą dynią.

- Teraz jest idealnie? – zapytała Minerwa sarkastycznie.

- Podobnie jak wiele osób nie rozumiem twojej niechęci do wróżbiarstwa. Byłabyś idealnym jasnowidzem. – zachichotał Albus.

- Masz może chwilę? Pewni Odwieczni podarowali mi cenny dar, ale nie jestem pewna jak najlepiej go wykorzystać. – Minerwa z dezaprobatą obserwowała jak Irytek przedrzeźnia innych prefektów.

- Oczywiście. – Albus wskazał na Minerwę i pomachał przepraszająco do reszty prefektów.

W jego gabinecie Minerwa natychmiast wyciągnęła fiolkę z Eliksirem Życia i położyła ją ostrożnie na biurku.

- Zaklęcia potwierdziły, że to esencja z kamienia, ale nie wiem czy dobrze rozumiem jego działanie.

Albus delikatnie ujął flakon i obejrzał go pod światło. Gdy się odezwał, jego głos był dość cichy.

- Taka jednorazowa dawka Eliksiru wydłuża życie o jakieś pół roku, ale wydaje mi się, że prawdziwą intencją Flamelów było, byś użyła go do uratowania czyjegoś życia, a nie przedłużania swojego. Eliksir potrafi przywrócić do życia człowieka będącego jedną nogą na tamtym świecie. Flamelowie dali ci element boskości – możliwość decydowania o życiu lub śmierci jakiejś pojedynczej jednostki. Mam nadzieję, że rozumiesz jak cenny to prezent.

Minerwa z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w małą fiolkę. Wartość prezentu prawie ją przytłoczyła. Albus tymczasem wyciągnął coś z szuflady i podał jej:

- Mój prezent jest oczywiście dużo bardziej skromny, ale czułem potrzebę odwdzięczenia się za te wszystkie różnokolorowe skarpetki, które dostaję od ciebie rok po roku. Życzę ci wszystkiego co najlepsze i spełnienia marzeń, Minnie. – uśmiechnął się delikatnie.

- Skarpetek nigdy za wiele, prawda? – mrugnęła do niego, otwierając małe pudełko. A potem jęknęła z zachwytu. W środku znajdowała się prześliczna srebrna bransoletka. Miała jedną zawieszkę - z diamentowym kotem, którego oczami były dwa małe szmaragdy.

- Albusie, to jest zbyt piękne, bym mogła to przyjąć. – Minerwa spojrzała w migoczące oczy nauczyciela, ale on tylko się uśmiechnął.

- Wiem, że może jest trochę zbyt ekstrawagancka jak na twój gust, ale gdy ją zobaczyłem, od razu pomyślałem o tobie. Jest zaczarowania – na zawieszkę rzuciłem czar optymizmu mojego autorstwa. Wystarczy że jej dotkniesz, a od razu poprawi się twój humor.

Minerwa natychmiast przesunęła palcem po błyszczących diamentach. Albus nie kłamał, doznała takiego samego uczucia jak zawsze, gdy z okien powozu widziała wieżyczki Hogwartu pierwszego września. W perspektywie opuszczenia szkoły w tym roku, ten prezent był niezwykle wartościowy.

- Dziękuję, jest prześliczna. Mógłbyś mi ją od razu zapiąć? – Minerwa podała mu bransoletkę i pozwoliła by z cichym klik zapiął ją na jej delikatnym nadgarstku.

- Nie będę cię dłużej zatrzymywał, widzimy się na uczcie.

Minerwa opuszczała gabinet Albusa z o wiele większym optymizmem niż do niego wchodziła. Idąc udekorowanymi korytarzami do wieży Gryffindoru, doszła do wniosku, że wspaniale jest urodzić się w Noc Duchów.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx

Gdy godzinę później Minerwa zeszła z grupką przyjaciół z Gryffindoru do Wielkiej Sali, trudno jej było powstrzymać się od okrzyku pełnego zachwytu. Dawno sala nie była tak pięknie udekorowana. Wydrążone dynie zdobiły stoły, zakryte szarymi obrusami z wyhaftowanymi na nich pająkami. Serwetki były wykonane z szarej koronki, imitując pajęcze sieci. W powietrzu unosiły się setki świec, razem z pająkami, nietoperzami oraz duchami. Sklepienie tym razem było zupełnie czarne, czasem tylko rozbłyskiwało fioletowym blaskiem, ukazując straszliwe cienie.

- Muszę przyznać, że znakomita robota, Tom. – Minerwa delikatnie dotknęła ramienia chłopca stojącego na środku sali, krytycznym okiem oglądającego dekoracje. W tym roku to on, jako drugi prefekt naczelny, był odpowiedzialny za wystrój Wielkiej Sali, ona zajmowała się resztą zamku.

- Podoba ci się? – Ślizgon uniósł brwi i nie czekając na jej odpowiedź, wyciągnął różdżkę i zamienił trzymanego w dłoniach zdezorientowanego nietoperza w piękną srebrną różę, z czarnymi brzegami płatków.

- Wszystkiego najlepszego, Minnie. – wręczył jej różę z sarkastycznym uśmiechem.

Minerwa przewróciła oczami, ale przyjęła prezent. Rok temu, gdy Tom został prefektem naczelnym, urządziła mu sporą awanturę, miała dość jego ciągłego uniżonego tytułowania jej ,,panienką McGonagall". Od tamtej pory ich relacja nieco ewoluowała, bo do granic możliwości szydzili z różnic między sobą i swoimi domami. Niemniej jednak Riddle zawsze był wobec niej idealnie uprzejmy, nieodmiennie traktując ją z głębokim szacunkiem.

- Minerwa . – Moody pociągnął ją za rękaw, rzucając Tomowi złowrogie spojrzenie. Widząc że nauczyciele powoli zajmują swoje miejsca, Minerwa pozwoliła się zaprowadzić Alastorowi do stołu Gryffonów.

Gdy dyrektor Dippet stanął przy mównicy, Minerwa przerwała rozmowę z Poppy, jednocześnie patrząc na okna pod sklepieniem. Nadal nie było żadnych wieści od babci.

- Proszę już o ciszę! Zanim zaczniemy ucztę, jest kilka ogłoszeń. Jak usilnie prosił mnie profesor Dumbledore, musimy odnotować niebywały sukces naszej uczennicy, panny Minerwy McGonagall, która wygrała Międzynarodowy Turniej Transmutacyjny nie tylko w kategorii uczniowskiej, ale również w kategorii zupełnie dorosłych czarodziejów. To nie wszystko, panna McGonagall reprezentowała naszą szkołę na największej międzyszkolnej konferencji szkół magii i uzyskała stypendium dla najlepiej zapowiadającego się ucznia swojego pokolenia. Brawo!

W sali rozległy się ogłuszające oklaski. Minerwa ukłoniła się, czując lekki dyskomfort. Nie lubiła, gdy wszyscy zachwycali się jej sukcesami. Owszem, osiągnęła więcej niż jakikolwiek uczeń Hogwartu poza Dumbledorem. Jednak nadal potrafiła czerpać satysfakcję z faktu, że choć Albus wygrał więcej turniejów i konkursów, to nie udało mu się uzyskać samych ,,wybitnych" z SUM-ów. Ona tego dokonała i była z tego naprawdę dumna, nawet jeśli Albus bezlitośnie ironizował sobie z jej dumy.

Poza tym, to nie wymuszone uznanie Dippeta było dla niej istotne. O wiele ważniejszy był fakt, że klaskał naprawdę cały Hogwart. Wszyscy nauczyciele i wszyscy uczniowie, nawet Ślizgoni, z Tomem Riddle na czele. Choć Tom również uzyskiwał niebywale wysokie wyniki w prawie wszystkich przedmiotach i również szybciej otrzymał tytuł prefekta naczelnego, to nigdy nie udało mu się przyćmić Minerwy. Nie sądziła przynajmniej, by tego próbował – choć niewątpliwie dokładnie ją obserwował.

- Dobrze, a teraz mam jeszcze jedno, ale bardzo ważne ogłoszenie. Otóż w murach naszej szacownej szkoły w tym roku odbędzie się Bal Noworoczny, organizowany co roku przez Ministerstwo Magii.

W Wielkiej Sali wybuchł szmer podnieconych szeptów. Minerwa uniosła brwi. Oczywiście znała tradycję tych bali, co roku odbywały się w innym, wyznaczonym przez ministra miejscu. Gdy miała dziewięć lat, zorganizowano go w rezydencji McGonagallów i był to jeden z największych bali w historii rezydencji. Jeśli w tym roku wybrano Hogwart, musiało to być spore wyróżnienie. Jednocześnie Minerwa zacisnęła usta – babcia musiała wiedzieć, a jednak nie wspomniała o tym ani słowem.

- Proszę o spokój, bo nie poznacie szczegółów! - Dippet lekko się zirytował, ale po jego napomnieniu zapadła cisza, każdy był ciekawy.

- Teraz lepiej. Ten bal to idealna okazja do promocji naszej szkoły i wszystkiego co w niej najlepsze. Dlatego wezmą w nim udział uczniowie trzech najstarszych roczników, choć mogą oni zaprosić młodszych kolegów lub koleżanki w roli … partnerów do tańca. Bal odbędzie się w piątek po przerwie świątecznej, więc już teraz uprzedzam, by uczniowie biorący udział w balu przywieźli ze sobą szaty odświętne. Myślę, że to na razie wszystkie informacje, gdy zostaną już ustalone szczegóły z ministerstwem, przekażemy je prefektom. A teraz życzę wszystkim smacznego! - Dippet klasnął w ręce, a na udekorowanych stołach pojawiły się półmiski z świątecznymi potrawami.

Jednakże mało kto tym razem rzucił się na smakowite potrawy. Wszyscy komentowali informację o balu.

- Jaka szkoda, że zaproszone są tylko trzy najstarsze roczniki! - narzekała Rolanda.

- Gdybyś była milsza dla starszych kolegów, to może by cię który zaprosił. – zażartowała Minerwa.

- Ja? Niemiła? Wiesz że i tak się tam wkręcę, nie przepuściłabym takiej okazji. – Rolanda wykonała parodię uwodzicielskiego uśmiechu.

- Nie mam żadnych wyjściowych szat, będę musiała kupić jakieś. – Poppy z rezygnacją sięgnęła po zapiekankę z dyni.

- W przypadku dziewcząt chodzi po prostu o elegancką sukienkę, Poppy. – wyjaśniła Deborah, ich rówieśniczka. Poppy zarumieniła się lekko – pochodząc z mugolskiej rodziny, nie mogła tego wiedzieć.

- Minerwa, dla ciebie takie bale to nic szczególnego, co? – rzuciła Christina, koleżanka Deborah.

- Raz organizowali go w jej domu, więc pewnie masz rację. – wciął się Moody, zanim Minerwa zdążyła się odezwać. Posłała mu zdumione i dezaprobujące spojrzenie i zapytała:

- Skąd wiesz?

- Rodzice ochraniali wtedy rezydencję. – wyrzucił z siebie, lekko zarumieniony. Rodzice Alastora byli aurorami, bardzo możliwe, że dostali polecenie ochraniania rezydencji. Minerwa wzruszyła ramionami – wtedy nie pozwalano jej kręcić się wokół tych wszystkich wysoko postawionych ludzi. Czasem udało jej się coś podejrzeć, ale z uwagi na jej nieprzewidywalne zdolności było zbyt niebezpieczne, by brała bezpośredni udział w tego typu wydarzeniach.

Dyskusje toczyły się jeszcze długo, ale Minerwa nie angażowała się w nie za bardzo. Idea balu w Hogwarcie niezbyt się jej podobała. Trudno było przypuszczać, że będzie się dobrze czuć w morzu oficjeli, w dodatku musiała znaleźć sukienkę i partnera do tańca. Z rezygnacją dotknęła diamentowego kota na nowej bransoletce. Czując znajomy przypływ optymizmu spojrzała na stół nauczycielski. Albus rozmawiał z profesor Merrythought. Na chwilę jednak odwrócił głowę i mrugnął do Minerwy. Uśmiechnęła się lekko, choć jednocześnie szybko zajęła się swoim talerzem. Poppy kilka razy już zauważyła te wymiany spojrzeń, a Minerwa wiedziała, że jej komentarz jest kwestią czasu.

Gdy uczta dobiegła końca, Minerwa, lekko już zmęczona całym dniem, razem z innymi Gryfonami zmierzała do pokoju wspólnego. Chciała zapytać o coś Poppy, ale przyjaciółki nie było obok. Minerwa rozejrzała się. Była tak znużona, że nie zauważyła, że przyjaciele poszli przodem, a ona utknęła wśród pierwszo i drugoklasistów. Westchnęła, widząc jak jeden z chłopców ciągnie stojącą przed nim dziewczynkę za włosy, a potem udaje niewiniątko. Potem miała ochotę zachichotać, gdy zbladł, widząc jej surowe spojrzenie.

- No dalej, marsz na górę! – popędziła maruderów, ustawiając się na końcu pochodu Gryfonów. Skoro już tu była, to mogła przypilnować porządku – dwójka zwykłych prefektów musiała pójść przodem.

Do pokoju wspólnego weszła jako ostatnia. Gdy wyłoniła się z dziury za portretem, oniemiała.

Wszyscy Gryfoni zgromadzili się w pokoju głównym, przystrojonym odświętnie w barwy domu i halloweenowe dekoracje. Na jej widok zaintonowali potężne ,,Sto lat", a Poppy podeszła do niej z ogromnym tortem w kształcie lwa. Minerwa nie mogła wydobyć z siebie słowa, wzruszenie chwyciło ją za gardło. Dom nigdy jeszcze tak spontanicznie nie świętował urodzin żadnego ucznia. Minerwa z rozrzewnieniem pozwoliła przylgnąć do siebie pierwszorocznym dziewczynkom i bezwiednie głaskała ich głowy, gdy ostatnie nuty urodzinowej piosenki rozbrzmiewały.

- Minerwo, popatrz! - Daniel Radclaf, zazwyczaj nieśmiały pierwszoroczny, podszedł do Poppy, a inni umilkli. Daniel wyciągnął różdżkę i czystym głosem wypowiedział zaklęcie:

- Firenies!

Osiemnaście świeczek na torcie zapaliło się. Minerwa nie kryła radości – prawie miesiąc ćwiczyła z Danielem to zaklęcie na lekcje z profesorem Beerym. Była dumna, że teraz już sobie z nim radził.

- Ja też chcę! – Olivia Pembroke podbiegła i zgrabnym zaklęciem zmieniła naturalnie żółte płomyki świeczek na szkarłatne. Minerwa zaklaskała, z uznaniem kiwając głową dziewczynce. Jeszcze tydzień temu mała wypłakiwała sobie oczy, nie potrafiąc wykonać prostej transmutacji zmieniającej kolor.

- Dobrze, dajcie jej pomyśleć życzenie! – Poppy lekko odsunęła dzieci, przysuwając się bliżej Minerwy. Minerwa rozejrzała się po pokoju, a Gryfoni zaczęli spontanicznie skandować:

- Mi – ner - wa!

Wzięła głęboki wdech i dmuchnęła. ,,Chcę, by Hogwart zawsze był bezpieczny." – pomyślała. Wszystkie świeczki oczywiście zgasły, ale Minerwa nie byłaby sobą, gdyby nie dodała do tego trochę magii. Wraz z jej dmuchnięciem świeczki zmieniły się w lśniący złoty pył, który uformował się w pięknego złotego lwa, zanim opadł na wyciągnięte ręce zachwyconych dzieci.

- Cisza, proszę! - głos Rolandy uniósł się echem. Dziewczynka stała na jednym z krzeseł, górując nad wszystkimi. Młodsi uczniowie zamilkli.

- Minerwo, w uznaniu twoich zasług dla naszego domu, domu czcigodnego Godryka Gryffindora, mamy dla ciebie jeszcze jeden prezent. To tylko dzięki tobie przez siedem lat z rzędu wygrywaliśmy Puchar Domów, to ty stworzyłaś niepokonaną drużynę quidditcha, to ty wreszcie pokazałaś Ślizgonom, kto tak naprawdę jest lepszy! – po tych słowach Rolandy wybuchły gromkie wiwaty, ale dziewczynka uniosła rękę. Jeszcze nie skończyła.

- Dlatego jednogłośnie zdecydowaliśmy o wykonaniu wiecznego symbolu naszej wdzięczności. I zanim zapytasz – otrzymaliśmy pełne poparcie dyrekcji! – Rolanda gestem poprosiła Minerwę do siebie. Dopiero teraz Minerwa zobaczyła ogromne czerwone sukno za przyjaciółką. Rolanda podała jej złoty sznurek. Minerwa rozejrzała się niepewnie, ale Gryfoni znów zaczęli klaskać. Zręcznym ruchem pociągnęła za sznurek i sukno opadło.

Minerwa otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Zobaczyła sporej wielkości obraz. Jako jedyny w pomieszczeniu nie był ruchomy, ale nie mógł być, bo przedstawiał osobę żyjącą. Przedstawiał ją. Stała dumnie wyprostowana na tle zamkowego muru. Ubrana była w prostą krojem, ale bogatą złotym kolorem, szatę, natychmiast przywodzącą na myśl rzymskie boginie. Lewą ręką opierała się na ogromnej prostokątnej tarczy, przedstawiającej godło Gryffindoru – złotego lwa na szkarłatnym tle. Lew na tarczy idealnie współgrał z kolorem jej szaty. W prawej ręce trzymała jednak różdżkę zamiast miecza. Obraz był piękny, choć można było odnieść wrażenie, że długie, ciemne loki Minerwy i jej drobiazgowo namalowane szmaragdowe oczy nieco kłócą się z ciepłą kolorystyką dzieła. Namalowana Minerwa z bardzo poważną miną patrzyła na wprost, ale dzięki perfekcyjnie oddanej wyniosłości widz miał wrażenie że dziewczyna patrzy w dal, ponad nim. Minerwa nie potrafiła znaleźć słów by opisać swoje rozczulenie.

- I jak? Mnie się wydaje, że przez lata będziesz tu stanowić niedościgniony wzór tego, jak powinna nosić się prawdziwa Gryfonka. – odezwał się Moody, w jego oczach błyskały wesołe ogniki.

- Widzisz dyrektor zgodził się na ten portret pod warunkiem, że zostanie w Wieży Gryffindoru. – wyjaśniła Poppy.

Minerwa uniosła rękę, musiała coś powiedzieć, choć nie wiedziała czy głos nie odmówi jej posłuszeństwa.

- Powiem szczerze, że nie spodziewałam się tego tortu, tego pięknego portretu i naprawdę udało się wam mnie zaskoczyć. Siedem lat temu ten dom przyjął mnie niezwykle serdecznie, choć szeptano, że z moimi korzeniami powinnam skończyć w Ravenclawie albo Slytherinie. I dlatego chciałam, by wszystkie moje działania przynosiły chwałę domu lwa. Wiecie, że to wszystko co powiedziała Rolanda, robiłam dla was, by każdy z was był dumny, że znalazł się właśnie w Gryffindorze .Teraz, widząc wasze pełne radości twarze, myślę, że dobrze spłaciłam swój dług. Dziękuję wam za wszystko, choć wiem, że słowa nie wystarczą, by wyrazić więzy braterstwa i przyjaźni, jakie łączą nas wszystkich.

Gdy skończyła, rozległy się gromkie oklaski, a ktoś znów zaintonował ,,sto lat" i rozpoczęła się zabawa w najlepsze. Minerwa najpierw rozkroiła wszystkim tortu, potem ktoś przyniósł radio i puścił jazzową muzykę. Gdy Minerwie udało się w końcu usiąść przy stole by odpocząć od szaleńczych tańców, obok pojawił się Moody.

- Tylko nie proś mnie do tańca, Moody. Padam z nóg. – powiedziała swoim surowym tonem, ale zdradziła się głębokim uśmiechem.

- Rozczulasz się nad sobą, McGonagall. Powinienem był odradzić im ten portret, bo jeszcze popadniesz w jakiś samozachwyt. – przyjacielsko klepnął ją w ramię.

- Jest przepiękny, choć dziwnie jest widzieć swoją podobiznę wśród tylu znakomitych Gryfonów. – wyznała Minerwa, popijając kremowe piwo.

- Zasługujesz na to honorowe miejsce, Minnie. Ale jeśli to pocieszy twoją skromność, to za jakieś pięćdziesiąt lat mali Gryfoni pomyślą że to tylko personifikacja i stwierdzą, że Gryffindor powinien reprezentować ktoś z rudymi włosami. – mrugnął do niej.

- To mnie pocieszyłeś! A myślałam że na zawsze zapiszę się dla potomnych. – wywróciła oczami.

Zabawa trwała w najlepsze do północy, aż Minerwa była zmuszona zagonić wszystkich do łóżek. Na szczęście wystarczyło jej surowe spojrzenie, by Gryfoni bez narzekań opuścili pokój wspólny. Minerwa razem z Poppy rzuciły jeszcze kilka zaklęć sprzątających by odciążyć choć trochę biedne skrzaty domowe, ale były tak zmęczone, że szybko wycofały się do swoich pokojów – Poppy do dormitorium siedmiorocznych Gryfonek, Minerwa do własnego pokoiku prefekt naczelnej.

Gdy Minerwa zamknęła za sobą drzwi, zobaczyła jakiś cień przy oknie. Wyciągnęła różdżkę, mruknęła Lumos i zbliżyła się do okna. Na parapecie siedziała znajoma sowa. Minerwa westchnęła, przeklinając w duchu, że nie przyszła tu wcześniej i szybko otworzyła okno. Najpierw ostrożnie włożyła wyczerpanego ptaka do pustej klatki Egidy, która coraz częściej wolała zostawać na noc w sowiarni. Ten osobnik, należący do jej babki, musiał czekać na parapecie od wielu godzin, Minerwa dopilnowała by sowa zjadła coś i wypiła trochę wody ze spodka.

Dopiero potem sięgnęła po paczkę. Była średniej wielkości, opakowana w papier z tartanem McGonagallów. W środku był list, Minerwa przebiegła wzrokiem po tekście:

Najdroższa Minerwo!

Dzisiaj wkraczasz w świat dorosłych czarodziejów i czarownic. Nierzadko świat brutalny i pozbawiony logiki, ale na swój sposób piękny. Życzę ci, byś odnalazła w nim radość, miłość, spełnienie i szczęście. I jednocześnie zapewniam, że dla mnie zawsze pozostaniesz najukochańszą wnuczką, z której jestem niezmiernie dumna. Nie umiem tego wszystkiego wyrazić w prostym liście, dlatego resztę życzeń dostaniesz kiedy się zobaczymy.

Pewnie zastanawiałaś się, dlaczego nie przysłałam ci prezentu poranną pocztą. Otóż wiedziałam, że wiadomość o Balu Noworocznym zostanie wam podana dopiero na wieczornej uczcie, a mój prezent ma z tym balem pośredni związek. Może będziesz na mnie zła, ale to ja podsunęłam ministrowi pomysł na zorganizowanie balu w Hogwarcie. Z prostego powodu- chciałabym, by ten ostatni rok w Hogwarcie zwieńczony był pamiętnym, szczególnym wydarzeniem.

W paczce znajdziesz suknię balową, którą uszyłam wspólnie z skrzatami z materiału, który zostawiła specjalnie dla ciebie twoja matka. Kupiła go rok przed śmiercią i zostawiła u mnie, mówiąc ,,Idealnie pasuje do Minerwy. Gdyby nie kolor, uszyłabym jej z niego suknię ślubną. Ale na pewno znajdzie się okazja…". Tak powiedziała, a ja postanowiłam zadbać o to, by okazja w istocie się znalazła. Mam nadzieję, że krój ci się spodoba.

Z wyrazami najgłębszej miłości

Babcia

Lady Theresa McGonagall

Minerwa drżącymi rękami wyjęła suknię z pudełka. Materiał był niesamowicie lekki, bardzo delikatny, przywodził na myśl pajęczą sieć połączoną z miękkim puchem. Gdy już rozprostowała całą, Minerwa wydała z siebie jęk zachwytu. To była suknia w kolorze jej oczu, niesamowicie intensywna i równie mocno wyzywająca. Od samej góry, od głębokiego dekoltu do dołu spływały zielone cekiny w nieuporządkowanych kaskadach. Suknia była mocno obcisła, rozszerzała się jedynie na wysokości kolan. Gdy Minerwa ją odwróciła, westchnęła – plecy były całkowicie odkryte. Materiał przelewał się przez jej ręce, gdy kładła suknię na wieszaku.

Minerwa nie rozumiała intencji babki. Jak kobieta, urodzona w typowo pruderyjnych, wiktoriańskich czasach, mogła przysłać jej tak rażąco wyzywającą suknię? Nawet jej matka zapewne miałaby wątpliwości. Ale potem do niej dotarło. Matka i babka rzadko się zgadzały za życia tej pierwszej, ale w jednym były zgodne – Minerwa miała odpowiednio wyjść za mąż. Sama Minerwa, która zazwyczaj uważała swoich rówieśników płci męskiej za niedojrzałych i często nieokrzesanych, starała się nie zwracać uwagi na swój wygląd, ale wiedziała, że niektórzy uważają ją za atrakcyjną. Jednak włożenie takiej sukni nagle wydało jej się równoznaczne z podaniem się na srebrnej tacy. Choć w jej sercu już formowało się zarzewie buntu, spojrzała na suknię i pokręciła głową. Musiała ją założyć, chodziło o uczczenie pamięci matki, uszanowanie babki.

,,Będę martwić się tym później" – postanowiła. Machnięciem różdżki zmieniła kartonowe pudełko w pokrowiec na suknię i z lekkim uczuciem ulgi schowała ją na sam tył szafy. Szybko przebrała się w ulubioną, prostą koszulę nocną i położyła do łóżka, licząc na chociaż kilka godzin snu.

ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo

I tak zaczynamy ostatni rok pobytu Minerwy w Hogwarcie jako uczennicy. Mam nadzieję, że opis urodzin Minerwy się wam spodobał - dajcie znać w komentarzach co sądzicie o prezentach i zakulisowych działaniach Theresy oraz czego się spodziewacie po Balu Noworocznym.

Uinena - bardzo dziękuję za twoją opinię, niezmiernie cieszę się, że podoba ci się powolna transformacja Minerwy. Starałam się przedstawić świat czarodziejów dość zbliżony do kanonu, zmieniając jedynie niektóre niuanse. Śmierć rodziców Minerwy na pewno była jednym z najważniejszych wydarzeń jej życia, chociaż słusznie podejrzewasz, że to nadchodząca wojna odciśnie na niej najmroczniejsze piętno. Jeśli chodzi o Harry'ego, to może jego brak talentu wynika z tego, że JKR nie chciała przesadzić (tak jak ja to zrobiłam :) ). Szczerze to ja nigdy nie postrzegałam go w ten sposób, ewentualnie zawsze zaskakiwało mnie, jak cudem wychodził cało z różnych tarapatów. W mojej historii chciałam, żeby postać Pottera była zbliżona do kanonu, ale na ile to się udało ocenicie jak pojawią się kolejne tomy. Mam nadzieję, że dalszy ciąg tej opowieści dalej będzie ci się podobał i nieśmiało liczę na więcej komentarzy.

Pozdrowienia

Emeraldina