Część 21

Terminal jak zwykle był zatłoczony. Na wielkim zegarze widniała 19:01. Pogoda sprawiła, że większość lotów miało opóźnienia. Tuż przed punktem odpraw stał przystojny mężczyzna, który wydawał się trochę zdenerwowany. Miał dość niedbale zarzucony płaszcz a z paska błyszczała dość krzykliwa sprzączka. Z niedaleka taksowały go jakieś małolaty. Co chwila coś szeptały posyłając sobie porozumiewawcze uśmiechy. Ku ich zmartwieniu mężczyzna jednak w ogóle nie zwracał na nie uwagi. W końcu pasażerowie lotu 936 wyszli. Mężczyzna zauważył osobę na którą czekał.

-Bones!- cicho krzyknął, a kobieta zwróciła się w jego stronę. Wyglądała na wycieńczoną, jakby nie spała od paru dni. Uśmiechnęła się promieniście, jakby chciała zatuszować swój wygląd.

-Booth- w końcu chwycił ją w ramiona i mocno przytulił.

-Szczęściara- dobiegł ich głos jednej z dziewcząt, które niedawno jeszcze pożerały mężczyznę wzrokiem. Na te słowa zarówno Tempe jak i jej partner się uśmiechnęli.

-Cieszę się, że jesteś- wyszeptał jej do ucha.

-Ja też- W końcu się puścili, a agent bez słowa zabrał podręczny bagaż kobiety. Wolną ręką ją objął, a ona się wtuliła. Po chwili wróciło racjonalne myślenie.

-Muszę jeszcze odebrać resztę bagaży.- jej głos dźwięczał zmęczeniem.

-Nie wyglądasz za dobrze- odpowiedział patrząc w jej szafirowe oczy, które teraz wydawały się przygaszone.

-Dzięki, miałam wyspać się w samolocie, ale przez te turbulencje wszyscy panikowali i nie dało się spać. Zawsze jednak miło usłyszeć takie słowa od swojego mężczyzny.

-Dobra, masz kluczyki- wyjął je z kieszeni i podał partnerce- daj kwit i odbiorę je za ciebie. Tylko ja prowadzę.- kobieta nawet nie miała ochoty na kłótnie, a co dopiero na jazdę samochodem.

Po piętnastu minutach Booth przybył wraz z bagażami do czarnego SUVa. Otworzył bagażnik i zapakował torbę. Już chciał trzasnąć bagażnikiem, gdy zauważył, że Temprence śpi w siedzeniu pasażera. Jak najciszej zamknął bagażnik usadowił się za kierownicą. Kluczyki czekały na niego w stacyjce.

Pięknie tylko wsiąść i Cię porwać- te słowa skierowane do partnerki zaistniały tylko w jego myślach. Spojrzał na nią wyglądała tak bezbronnie. Uśmiechnął się lekko, szczęśliwy, że znów ją ma przy sobie. Upewnił się, że kobieta ma zapięte pasy i ruszył w kierunku jej mieszkania.

Po niecałej godzinie dojechali do celu. Brennan nadal trwała uparcie we śnie.

-Bones- wyszeptał jej do ucha Seeley równocześnie odsuwając kosmyk jej włosów. Kobieta otwarła zmęczone oczy, nieco zaskoczona rozejrzała się wokoło. – Tak jesteśmy już pod twoim mieszkaniem.-agent uśmiechnął się widząc dezorientację pani antropolog i wysiadł z wozu.

Kobieta przetarła dłońmi twarz i próbowała wydostać się z pasów bezpieczeństwa. Drzwi po jej stronie nagle się otwarły. W końcu odpięła pasy i spojrzała na partnera, który właśnie się nad nią pochylił.

-Jutro zrobisz mi masaż kręgosłupa- powiedział i wyciągnął kobietę trzymając w rękach.

-Booth daj spokój, przecież jestem w stanie chodzić.- Już chciała wyrwać się z jego uścisku, Seeley nogą zamknął drzwi samochodu i przycisnął pilot który automatycznie zamknął samochód. Nie dał partnerce opuścić jego silnych ramion.

-Po prostu powiedz, że chcesz tego masażu- próbowała zażartować. W głębi duszy cieszyła się, że Booth ją niesie to jak spełnienie marzeń małej dziewczynki.

-Tak to mój jedyny cel- zaśmiał się agent- Żywili cię tam w tej Gwatemali? Nawet przez te płaszcze czuje twoje kości Bones.- Tempe chciała powiedzieć coś na swoja obronę, ale nie zdołała, ponieważ ochota ziewnięcia była większa.- Teraz to nadajesz się tylko do łóżka… okej to zabrzmiało dwuznacznie. –oboje się uśmiechnęli.

Pół godziny później kobieta spała już w swoim łóżku. Zdecydowali, że porozmawiają jutro. Agent wyszedł z łazienki i usadowił się obok ukochanej. Popatrzył na jej spokojną teraz twarz, a lekki uśmiech mimowolnie zagościł na jego twarzy. Przytulił się do niej, a ona podświadomie wtuliła się w niego. Po paru minutach również ruszył do krainy snów.

Dźwięk wibracji komórki zawdzięczał w uszach agenta. Było jeszcze dosyć szaro. Szybko poderwał się z łóżka i ruszył w kierunku telefonu. Wziął telefon i wyszedł z sypialni, aby nie zbudzić Temprence.

-Booth- wypowiedział jak zwykle automatycznie.

Chłód opanował jej ciało. Poczuła przeszywający ją dreszcz, który spowodował gęsią skórkę. Zapach deszczu doszedł do jej zmysłów. Otworzyła oczy była odkryta, a okno uchylone. Przyjrzała się mu- deszcz już ustał. Popatrzyła w bok, była sama w łóżku.

-Booth?- zero odpowiedzi. Wstała i rozejrzała się po domu. W kuchni zauważyła dwie kanapki z twarożkiem i kartkę z napisem „Smacznego Bones". Uśmiechnęła się i od razu wybrała numer do partnera. Czekając na połączenie wbiła wzrok w zegar, wskazywał 10:06. Nie uzyskała połączenia, ale postanowiła się nagrać.

-Booth tu Tempe. Dzięki za śniadanie. Czemu mnie nie obudziłeś? Przez ciebie spóźnię się do instytutu. Prawdopodobne przesiedzę tam trochę dłużej- zdała sobie sprawę, że jej monolog zaczyna być nieco za długi- Pa.

Dochodziło południe, gdy agent Booth przekroczył próg instytutu. Nie widząc swojej ukochanej w pobliżu platformy udał się do jej gabinetu. Już chciał wpaść z hukiem do środka, gdy zatrzymała go Angela.

-Hej Booth, co tu robisz?

-Mam chyba dobre wieści dla Bones, właśnie rozmawiałem z Cullenem.

-Spokojnie rycerzyku, przecież Brennan nie ma.

- Nie ma? Zostawiła mi wiadomość 2 godziny temu, że będzie tutaj. Wyszła gdzieś?!

-Nie, w ogóle jej dzisiaj nie było.- do rozmowy dołączyła dr Soroyan.

-Co?

-No myśleliśmy, że nakłoniłeś ją do odpoczynku. W końcu i tak nie miała po co przychodzić. Sprawa rozwiązana. Znaczy ma również inne obowiązki.- Camille poczuła wzrok rozmówców i zrozumiała, że nie potrzebne zabrnęła tak daleko w dyskusje- zadzwoń do niej i się dowiedz, o co chodzi.

-Próbowałam się do niej dodzwonić pół godziny temu, myślałam, ze bateria jej padła.- słowa artystki wyrażały lekki niepokój.

-Jadę do mieszkania zobaczyć czy nadal jej tam nie ma.- Booth zareagował dosyć nerwowo- Próbuj cały czas się do niej dodzwonić – Montenegro przytaknęła i od razu sięgnęła po swoje mobilne urządzenie. Booth ruszył szybkim krokiem do samochodu. Poczuł ucisk w klatce piersiowej miał złe przeczucia.

W trakcie jazdy jego komórka cały czas była ustawiona na auto-wybieranie do pani antropolog. Niestety bezskuteczne próbował się z nią skontaktować. Ostatecznie nieźle dociskając gaz dojechał pod jej mieszkanie. Nie wiedział, jakim cudem nie spowodował wypadku. Wbiegł szybko na odpowiednie piętro i szarpnął klamkę. Drzwi były zamknięte. Zadzwonił i zapukał głośno bez rezultatu. Nerwy i emocje w nim wezbrały. Nie miał pojęcia, o co chodzi. Zdrowy rozsądek wziął górę i stwierdził, ze warto jednak się rozejrzeć po mieszkaniu. Wyciągnął klucz, który dała mu, aby miał oko na mieszkanie, gdy jej nie będzie. Po przyjeździe jednak się o niego nie upomniała, pewne chciała, aby go zatrzymał. Przekręcił zamek i szarpnął klamką, ku jego zaskoczeniu drzwi zatrzymały się na zasuwie, którą można zamknąć tylko od środka.

-Bones?! Jesteś tam?! Bones to nie jest śmieszne.- zero reakcji. Nagle zdał sobie sprawę, że przecież Temprence Brennan nie zna się na żartach, a z pewnością nie takich. –Bo wywarzę zamek! – znów nic nie usłyszał. W końcu nie widząc innego wyjścia wyszarpał zamek poprzez jedne precyzyjne pchnięcie drzwi całym ciałem. Wbiegł do środka i usłyszał włączony prysznic. Przez chwile pomyślał, że może kobieta po prostu go nie usłyszała, bo bierze kąpiel. Mimo wszystko chciał się upewnić, że nic jej nie jest. Lekko zapukał, gdy nie usłyszał żadnej odpowiedzi postanowił wejść do środka.

Całe pomieszczenie przeszywał chłód, który był spotęgowany przez wilgotne powietrze. Skierował się prosto do kabiny prysznicowej to co zastał sprawiło, ze ucisk w klatce piersiowej był jeszcze bardziej odczuwalny. W brodziku kabiny siedziała skulona kobieta. Była cała przemoczona nadal w ciuchach, a zimna woda ciągle na nią spadała. Twarz miała opartą o swoje kolana, które kurczowo trzymała rękoma. Agent po otrząśnięciu się z szoku kucnął, by przyjrzeć się jej.

-Bones…?- zapytał zdezorientowany i wystraszony całą sytuacją. Temprence uniosła wzrok. Nagle Booth zdał sobie sprawę, ze już kiedyś widział te przerażenie w jej szafirowych oczach.

c.d.n.