Poruszenie na korytarzu obudziło Faya. Otworzył oczy i natychmiast je zamknął, czując pieczenie pod powiekami z niewyspania. Ziewnął, przeciągnął się i odwrócił na drugi bok z zamiarem spania jeszcze przez długie godziny. Chociaż, czując nieprzyjemne łupanie w czaszce wiedział, że jest na straconej pozycji.

- Nigdy więcej alkoholu – obiecał sobie, jak robił to wiele razy wcześniej, kiedy budził się z suchością w ustach i bólem głowy po zbyt zakrapianej zabawie.

Z umęczony jękiem przewrócił się na plecy. Skrzywił się patrząc na widok za oknem. Pogoda wciąż się nie poprawiała, wręcz przeciwnie, stawała coraz gorsza. Pochmurne niebo nijak nie wpłynęło na poprawę jego humoru.

Wstawaj, chłopie, nakazał sobie w myślach, po czym nawet nie drgnął.

Leżał tak podziwiając sufit i ze wszystkich sił starał się nie myśleć.

Bo myślenie było złe, zmuszało do analizowania sytuacji i szukania rozwiązań.

Rany, jak go bolała głowa.

Zamknął oczy i otworzył je natychmiast, bo pod powiekami ujrzał silne, opalone ręce sięgające po niego.

Jednoczesne leżenie i niemyślenie okazało się niewykonalne, dlatego Fay w końcu wstał i na chwiejnych nogach krzątał się po komnacie, doprowadzając się do porządku.

Kiedy uznał, że wygląda w miarę reprezentacyjnie (bo cienie pod oczami, bladość skóry i ogólny brak energii to coś, z czym nie miał teraz jak walczyć), chwycił klamkę i nacisnął.

Otworzył drzwi, postąpił krok do przodu, rozejrzał się po korytarzu, gdzie w dali krzątała się tylko jedna służąca, po czym uznał, że nie, absolutnie nie jest gotów, by skonfrontować się ze światem zewnętrznym. Wycofał się z powrotem na łóżko i znów starał się nie myśleć o tym, co zainicjował wczoraj z Kurogane.

Ale trudno było o tym nie myśleć, kiedy wydarzenia z poprzedniego wieczoru nie chciały go opuścić, obrazy w jego głowie były zbyt wyraźne i miał wrażenie, że wciąż czuje na sobie ręce wojownika. Nawet poduszka przesiąknięta była jego zapachem!

Oczywiście, wczoraj pomysł, by pocałować Kurogane wydawał się być bardzo dobry, ale dziś po alkoholu został jedynie ból głowy i mag mógł teraz dostrzec luki w swoim rozumowaniu.

Kurogane najpierw go zapewnił, że skrzywdzi każdego, kto mu zagraża, potem przyznał, że nic nie łączy go z Tomoyo i Soumą, a Fay dał się unieść nastrojowi i własnym fantazjom, dlatego zachował się tak, jak się zachował.

Co prawda, nieśmiały głosik w jego głowie szeptał mu, że przecież Kurogane go nie odepchnął, a entuzjastycznie odpowiedział na jego poczynania. Poza tym, gdyby nie znaleźli tego poturbowanego człowieka, prawdopodobnie kontynuowaliby to, co zaczęli i wojownik leżałby teraz obok niego.

Ciekawe jakby zareagował, gdyby się tu obudził? przemknęło przez głowę Faya. Czy Kurogane przytuliłby go i jeszcze długo leżeliby splątani w pościeli, czy może zszokowany spadłby z łóżka, po czym w atmosferze niezręczności i napięcia wymamrotał, że za dużo wypili i powinni o tym zapomnieć?

Lepiej, że wszystko skończyło się, nim na poważnie zaczęło, bo Fay nie chciał, by pijacki wybryk przekreślił jego przyjaźń z Kurogane.

Uznając, że ignorancja wczorajszego zajścia jest najlepszym rozwiązaniem, mag wreszcie wstał, wziął głęboki wdech i wyszedł z komnaty, gotów zmierzyć się z kolejnym dniem.

Jego zdecydowana postawa kruszyła się z każdym pokonywanym stopniem, a kiedy stanął w progu kuchni, rozsypała się zupełnie.

Oto przy stole siedzieli Yukito, Syaoran, Sakura i Kurogane, i wszyscy, równocześnie spojrzeli na niego. Bycie w centrum zainteresowania nagle bardzo go speszyło, ale przywołał na usta pogodny uśmiech i dzielnie postąpił do przodu.

- Dzień dobry, wszystkim! – zawołał energicznie, a coś w jego głowie huknęło porządnie.

- Kucharki mają teraz wolne, ale wszystko jest do twojej dyspozycji – powiedział uprzejmie Yukito.

- Dziękuję, napiję się tylko – odparł mag, czując jak na samą wzmiankę o jedzeniu jego żołądek boleśnie się wygina. Nalał wody z dzbanka do jednego z umytych kubków, po czym dosiadł się do stołu i (przyjmując twarz pokerzysty) spojrzał na Kurogane.

Kurogane patrzył na niego.

I tak spoglądali na siebie przez chwilę.

Dopiero po jakimś czasie dotarło do Fay'a, że nie tylko Kurogane na niego patrzy, ale i cała reszta.

- Em? O co pytałeś? – zwrócił się do Yukito, przerywając w końcu kontakt wzrokowy z wojownikiem.

Fay stwierdził, że Kurogane może nie pamiętać wczorajszego zajścia. Wojownik również miał worki pod oczami (chociaż na jego skórze nie były one tak widoczne, jak u niego), poza tym skutki picia przejawiały się w jego braku apetytu. Ninja zazwyczaj jadł za dwóch, a teraz skubał suchą bułkę, której zdawało się wcale nie ubywać. Możliwe, że wypił więcej niż Fay, możliwe, że zapomniał. To by tłumaczyło jego twarde (choć skacowane) spojrzenie oraz to, że powietrze nie było gęste od zakłopotanej, winnej atmosfery, wokół wojownika nie unosiła się też żadna złowieszcza aura.

Kurogane nie pamiętał. Problem z głowy. To dlaczego Fay czuje frustrację?

- Fay, czy ty mnie słuchasz? – głos Yukito, po jego prawej stronie, wyrwał go z zamyślenia.

- Oczywiście, a co mówiłeś? – spytał nieprzytomnie.

Towarzystwo przy stole zaśmiało się niezwykle czymś rozbawione, więc Fay postanowił bardziej zwracać uwagę na otoczenie.

- Mówiłem – zaczął po raz trzeci były czarodziej – żebyś nie wychodził dziś z zamku.

Został uziemiony? Coś przeskrobał?

- Dlaczego? – zapytał, po czym stwierdził z przerażeniem, że Yukito wie. Yukito wie o tym, że rzucił się wczoraj na Kurogane. Kurogane mu się poskarżył, a teraz Fay dostanie karę.

- Od kilku dni zanosi się na burzę – wytłumaczył mężczyzna. – Prawdopodobnie dzisiaj będzie niezła nawałnica, a burze piaskowe nie są bezpieczne. Zwłaszcza dla osób nieobytych z pustynią.

- W porządku – odpowiedział mag, ciesząc się, że jednak nie chodziło o jego poczynania z ninją. Pogoda nie była zbyt zachęcająca do wycieczek, więc nie miał problemu ze spełnieniem prośby.

Przy stole rozpoczęła się dyskusja na nowy temat. Fay podniósł szklankę do ust i znowu spojrzał na wojownika. Kurogane nadal na niego patrzył.

To coś znaczyło! Musiało! Kurogane jednak pamiętał!

Wojownik spojrzał teraz w bok na Syaorana, nie zmieniając wyrazu twarzy.

Gdyby patrzył na mnie i myślał o wczoraj, to nie patrzyłby teraz na Syaorana, tak samo, jak na mnie, przemknęło mu przez głowę, na nowo budząc w nim wątpliwości. To Kuro-puu pamiętał, czy nie?

Jaki Fay był głupi! Mag uderzył się w czoło, dzięki czemu ponownie skupił na sobie uwagę reszty. Posłał im niewinny uśmiech.

- Mucha – wyjaśnił.

Przecież Fay był magiem! A skoro był magiem, mógł bez przeszkód zapytać Kurogane, czy pamięta co wczoraj się stało i co o tym myśli! Gdyby Kurogane nic do niego nie czuł, ich relacje nie musiałyby na tym ucierpieć. Bo jako (całkiem potężny) mag, Fay mógłby wynaleźć jakieś zaklęcie zaginające czasoprzestrzeń i cofnąć ich w czasie, tak, że wrócą do wydarzeń przed rozmową i Kurogane nie będzie jej pamiętał!

Kurde, ale on też nie będzie pamiętał!

Plan okazał się być zły. Będzie musiał wymyślić nowy, ale zajmie się tym, jak już w końcu wirowanie w jego głowie ustanie.

- Fay? – ktoś dotknął jego ramienia. Odwrócił się. Księżniczka. – Dobrze się czujesz? Wyglądasz blado, może powinieneś się jeszcze położyć? – dłoń Sakury dotknęła jego czoła. – Zastanawiam się, co ci dolega – powiedziała zmartwiona.

Kac, odparł w myślach, ale na głos powiedział:

- Mało spałem w nocy, jestem po prostu zmęczony. – Teraz było mu głupio, że księżniczka przejmuje się jego stanem, na który sam sobie zapracował, nie znając umiaru.

- Idź się wyspać – rzekła Sakura. – I tak nic ciekawego się nie dzieje.

- Tak jest, wasza wysokość! – odparł mag. Chciał wstać, ale zastanowiło go, czy wypada mu odejść od stołu, kiedy księżniczka siedzi. Nie miał doświadczenia w obchodzeniu się z królewską rodziną, ale jakaś etykieta powinna go obowiązywać. Jednak, skoro księżniczka kazała mu iść to chyba może? Poza tym, od kiedy on ma takie problemy?!

- Na co jeszcze czekasz, młotku? – dobiegł go na poły poirytowany, na poły rozbawiony głos Kurogane. – Wyglądasz jak własny cień i zaraz nam tu padniesz, a potem będę musiał cię tachać do komnaty.

Obiecująca wizja...

Fay złapał się za płonące policzki i zrozumiał. On nie miał kaca, on wciąż był pijany.


Kiedy trzy godziny później, Kurogane zobaczył Fay'a, musiał przyznać, że mag wygląda już o niebo lepiej. Oczywiście, wciąż miał cienie pod oczami i poruszał się mniej żwawo, niż zazwyczaj, ale jego wzrok był teraz bardziej obecny, i mniej szalony. Kurogane wiedział, że Fay nie ma zbyt wysokiej tolerancji na alkohol, co już nieraz udowodnił podczas ich podróży. Mimo to, wciąż nie mógł się nadziwić jak zabawnie mag zachowuje się, gdy wino uderza mu do głowy.

- Król chce nas widzieć? – czarodziej zrównał się z nim i Soumą. - W jakiej sprawie?

- Ten ranny człowiek, którego wczoraj znaleźliście, odzyskał przytomność – wytłumaczyła wojowniczka. – Król z nim rozmawiał przez chwilę i uznał, że my również powinniśmy usłyszeć, co ten mężczyzna ma do powiedzenia.

- Biorąc pod uwagę stan w jakim się znajdował, domyślam się, że nie będzie to nic radosnego – mag westchnął. - Chodźmy.

Wczoraj po przyniesieniu rannego mężczyzny do zamku, medycy od razu się nim zajęli, a Fay czekał na korytarzu, chcąc wiedzieć jaki jest jego stan. Kurogane został razem z nim. Minuty zamieniły się w godziny, a oni siedzieli w milczeniu, w jakiś sposób czując się odpowiedzialnymi za nieprzytomnego nieznajomego.

Niewiele rozmawiali, a tematu o tym, co między nimi zaszło nie poruszyli w ogóle. Korytarz przed salą medyczną nie był najlepszym miejscem na to. Jakiś czas później, Kurogane zszedł na chwilę na dół, porozmawiać z Soumą, a gdy wrócił Faya już nie było. Kiedy medycy oznajmili, że pacjent nie umrze, mag poszedł do komnaty odpocząć. Kurogane, równie zmęczony, także udał się na spoczynek, tylko na chwilę zatrzymując się przed komnatą maga.

Teraz był już dzień, między Fayem, a nim było sporo do wyjaśnienia, ale jak na razie, nie mieli okazji by porozmawiać sam na sam.

Obserwował kątem oka, idącego obok, czarodzieja. Miał ochotę zignorować Soumę, złapać Faya za ramię, przyszpilić do ściany i skończyć to, co wczoraj zaczęli.

Kurogane chciałby powiedzieć, że to był tylko pijacki wybryk, że żadnych uczuć z jego strony tu nie ma i że kompletnie nie dba o to, co Fay myśli o całym tym zajściu.

Chciałby, ale nie mógł, bo to byłoby kłamstwo.

Wojownik przerwał rozmyślenia, kiedy weszli w końcu do komnaty z rannym mężczyzną. Król, który siedział przy oknie, wskazał im ręką, by usiedli na przygotowanych wcześniej krzesłach. Zajęli miejsca, po czym czekali na słowa króla, jednocześnie z zainteresowaniem przyglądając się mężczyźnie na łóżku. Był strasznie blady, na twarzy miał zadrapania, jedna ręka cała była zabandażowana, na drugiej pełno było sińców i plastrów.

Ale to były rany fizyczne, które za jakiś czas znikną. Kurogane zastanawiał się, ile czasu zajmie, aż zagoją się te psychiczne, o ile w ogóle, biorąc pod uwagę jak martwe były oczy tego człowieka.

- To jest Subaru Sumeragi – odezwał się król. – Subaru, jak już ci wspominałem, to są Souma, Fay i Kurogane.

Mężczyzna skinął głową i spojrzał na każdego z nich, ale Kurogane był przekonany, że wcale ich nie dostrzega, jego oczy kompletnie pozbawione były wyrazu.

- Subaru jest z Tokyo – kontynuował Touya. Patrzył na Sumeragiego ze smutkiem. – Jest onmyoji'm, posiada zdolności spirytualne. Jakiś czas temu poznał pewnego mężczyznę... Subaru, mam mówić czy ty to zrobisz? – zapytał z troską Sumeragiego.

- Ja to zrobię – odparł onmyoji. Wpatrując się w pustą przestrzeń przed sobą, zaczął mówić. W jego głosie nie było żadnych emocji, twarz również niewiele zdradzała. Wyglądał jakby opowiadał obcą, nudną historię. Kiedy wspomniał o wioskach wojowników, Kurogane i Souma spojrzeli na siebie porozumiewawczo, ale nie przerywali, chcąc do końca wysłuchać opowieści. Kurogane miał wrażenie, że mężczyzna nie mówi im wszystkiego i najboleśniejsze fakty zostawia dla siebie. Jego podejrzenia okazały się słuszne, kiedy król zaczął zadawać mu pytania. I zupełnie nagle, w martwych, zielonych oczach pojawiła się pierwsza emocja. Bezdenny smutek, który zaraz przerodził się w ból i wreszcie cała twarz Subaru wykrzywiła się w wyrazie cierpienia.

I tak dowiedzieli się, że weterynarz nie był przypadkowym znajomym, ale człowiekiem, którego Subaru darzył głębokim uczuciem.

- A co z twoją siostrą? – zapytał król. – Wspominałeś mi wcześniej o swojej bliźniaczce. Może powinienem kogoś po nią wysłać? Z pewnością się o ciebie martwi...

Subaru zesztywniał słysząc te słowa, a Kurogane poczuł, jak Fay obok niego drgnął. Spojrzał szybko na maga i widząc jego minę domyślił się, o kim Fay teraz myśli.

- Nie – odpowiedział Subaru tak cicho, że Kurogane ledwo usłyszał jego odpowiedź. – Nie trzeba.

- Subaru, to żaden problem – zapewnił król. – Przejechałeś szmat drogi w ciężkim stanie, żeby nas ostrzec, pozwól przynajmniej choć w ten sposób nam się zrewanżować.

- Nie – odparł Sumeragi. – Król nie rozumie. On... – Kurogane patrzył, jak onmyoji zaciska mocno dłoń na prześcieradle. – On... – niewzruszony do tej pory głos mężczyzny zaczął się łamać i wojownik wiedział już, jakie będą jego następne słowa. – On ją zabił.

To wyglądało tak, jakby do tej pory Subaru mimo, że wiedział o śmierci siostry nie dopuszczał do siebie tej wiadomości. Dopiero przyznając to na głos, w pokoju pełnym ludzi, świadomość tego, że Hokuto naprawdę nie żyje dotarła do niego, jednocześnie uwalniając wszystkie te emocje, które tak mocno w sobie tłumił. Tama skrywająca cały jego ból, runęła na ich oczach. Mężczyzna szepnął zdławionym głosem „Hokuto", zasłonił dłonią twarz, a oni w ciszy i smutku przyglądali się jego rozpaczy.


Siedzieli znowu w kuchni, która prawdopodobnie była ulubionym miejscem króla. Touya rozsiadł się wygodnie na krześle, oparł nieelegancko dłonią głowę i zaczął pożerać owoce z koszyka.

- Nie podoba mi się to – oznajmił wreszcie. – Ani trochę!

Nie wyglądał teraz jak król. Raczej jak dziecko, zmuszone do prac domowych, podczas gdy ono wolałoby bawić się z kolegami. Chociaż może to porównanie nie było trafne, bo Touya bardziej był zmartwiony całą sytuacją, aniżeli niezadowolony, że musi tracić na nią czas.

- Podsumujmy, co wiemy – powiedział. - Jakaś grupa, o której mamy niewiele informacji, chce zdobyć moc znajdującą się tutaj, w Clow. Są w to bardzo zaangażowani, ponieważ wysłali Kyle'a na przeszpiegi, tak samo jak tego Sakurazukę, by zbadał zdolności Subaru. Co więcej, są odpowiedzialni za ataki na wioski ninja, gdyż nie chcą, by ktokolwiek był w stanie nam pomóc. Teraz jest moment, w którym powinienem się oburzyć i powiedzieć, że Clow jest w stanie obronić się samo, ale stawka jest zbyt wysoka, by unosić się jakąś źle pojętą dumą. Kyle jest iluzjonistą, z tego co wiemy, Sakurazuka również posiada pewne moce i chociaż dużo ze sobą nie walczyli, Subaru twierdzi, że jest bardzo silny. Poza tym, byli tam jeszcze inni mężczyźni, z czego przynajmniej jeden miał jakieś niezwykłe zdolności. Pozostała dwójka pewnie też. A my w Clow, niestety, nie mamy zbyt wielu środków, czy doświadczenia w walce z ludźmi posiadającymi takie talenty. Na naszą korzyść jest to, że nasi przodkowie skrupulatnie wypełnili robotę i ruiny okazały się być dla nich nie lada wyzwaniem. Gdyby nie to, już dawno by nas pewnie zaatakowali. – Touya westchnął. Wyglądał naprawdę markotnie.

- Kiedy walczyliśmy z ludźmi atakującymi dzieciaka powiedzieli, że nagrodę za niego mieli odebrać w Yashy – odezwał się Kurogane. – Gdzie to jest?

- Jeżeli dobrze pamiętam, Yasha nie jest zbyt daleko od Clow - odparł król. – To miałoby sens. Rondart nie musiałby na długo oddalać się, aby dać wynagrodzenie za Syaorana, a z drugiej strony, jest to bezpieczna odległość od nas. Teraz mamy nowe informacje – Touya spojrzał znacząco na Faya. – Chyba nie zaszkodzi jeszcze raz go przesłuchać.

- To nie ma sensu – zaoponował Kurogane, co skupiło na nim uwagę reszty. – Nie ma potrzeby, by mag przebywał w jego towarzystwie dłużej, niż jest to konieczne.

Touya wyglądał jakby podzielał zdanie Kurogane, Fay za to patrzył na ninję z szeroko otwartymi oczami. Kurogane wydawało się, że mag mruczy z niedowierzaniem „a jednak pamięta", ale nie był pewien.

- Też nie chcę konfrontować Faya z Rondartem – zgodził się król. – Ale nie mamy na razie zbyt wielu opcji.

- W porządku – odezwał się mag. – Pójdę z tobą do niego, królu. Nie będę uciekał z podwiniętym ogonem, tylko dlatego, że Rondart dziwnie się na mnie patrzy.

- Nadal uważam to za stratę czasu - wykłócał się dalej Kurogane. – Skończy się na tym, że zszyją mu się usta.

- Zapewne masz rację – odparł Touya. – Rondart nie może nam niczego zdradzić... Ten drań! – król zacisnął dłonie w pięści. – Traktowałem go jak przyjaciela! Pozwoliłem mu uczyć moją siostrę! A on...!

- Wasza Wysokość, to nie twoja wina – Yukito wszedł do kuchni ściskając w dłoni zrulowany papier. – Rondart oszukał nie tylko ciebie. Zwiódł nas wszystkich.

- Ale Kurogane od razu wyczuł, że coś z nim nie w porządku – król wciąż był nadąsany, choć jego twarz rozpromieniła się na widok Yukito.

- Kurogane jest doświadczonym ninją – odparł Tsukishiro, sadowiąc się na krześle obok króla. – Wioski wojowników nie bez powodu cieszą się tak dobrymi opiniami, nieprawdaż? – spojrzał na Kurogane, który skromnie skinął głową. – A teraz proszę, przyniosłem mapę, o którą mnie prosiłeś.

Kurogane i Souma usunęli ze stołu kosz z owocami i kubki, a Yukiro rozłożył na nim obszerną mapę. Pochylili się nad nią i zaczęli studiować ją w skupieniu.

- Tu jest Clow – Touya wskazał palcem punkt zaznaczający jego królestwo. – Tutaj Tokio. Z tego, co mówił Subaru, kryjówka w lesie, do której się udał znajduje się mniej więcej w tym obszarze – zakreślił kółko na mapie pomiędzy Tokio, a Clow. – I właśnie tutaj mamy...

- Yashę – dokończył za niego Yukito. – Czyli Yasha jest ich siedzibą.

- Raczej miejscem spotkań - wtrąciła Souma. – Subaru mówił, że w środku magazynu było tylko trzech mężczyzn, potem doszedł jeszcze jeden, ale to z całą pewnością nie byli wszyscy. Wspominał o szefie, który nie był obecny. Wydaje mi się, że ich główna siedziba mieści się gdzie indziej, a Yasha to tylko miejsce, w którym spotykają się od czasu do czasu, składając sprawozdania.

- Też tak myślę – poparł ją Kurogane. – Byłoby bardzo nierozsądne z ich strony, gdyby podali lokalizację głównej siedziby, tylko po to, by jacyś ludzie odebrali tam nagrodę za śmierć dzieciaka. Yasha jest tylko jedną z kryjówek, może jedyną, a może jest ich więcej.

- To niedobrze, ale przynajmniej mamy jakiś punkt odniesienia – powiedział król. – Wyślę tam kilku ludzi, by zbadali teren. Niestety, teraz nie mogę tego uczynić, bo wysłanie ich w taką pogodę byłoby skazaniem ich na śmierć. Musimy przeczekać, aż przejdzie burza, ale boję się wtedy będzie za późno i w kryjówce nikogo nie znajdziemy! Mieliśmy przewagę, bo Subaru zabrał im jeden pojazd, a drugi zniszczył, ale teraz pewnie nikogo już tam nie ma. Zwłaszcza, że na pewno domyślili się, że Subaru nas powiadomi...

- Nawet jeżeli uciekli, to warto zbadać ich kryjówkę – powiedział Yukito.

Pozostali skinęli głowami, pokazując, że zgadzają się z Tsukishirou.

- Jak tylko pogoda się poprawi, wyślę tam kilku żołnierzy - zdecydował Touya. – Póki co, Yukito, chodź ze mną do biblioteki. Skoro Sakurazuka powiedział, że udało im się zdobyć zapiski mówiące o magii w ruinach, nam też się uda! Musiały zachować się jakieś informacje w Clow! Nie może być tak, żeby przeciwnik wiedział więcej od nas, o tym, co znajduje się na naszym terenie!

- My też pomożemy – zaoferował Fay.

- Dziękuję, ale to niepotrzebne - odpowiedział Touya. – Już wystarczająco nam pomagacie. My zajmiemy się szukaniem informacji. Mamy w Clow starszyznę, która być może posiada wiedzę na ten temat, w archiwum znajdziemy ludzi, którzy na pewno będą się orientować, gdzie szukać. Póki co – król spojrzał na Fay'a . – Chciałbym, byś mimo wszystko towarzyszył mi podczas przesłuchania.

Mag skinął głową i wstał w ślad za królem. Mijając niezadowolonego Kurogane posłał mu niepewny uśmiech.


Syaoran bardzo dobrze walczy, pomyślała Souma z uznaniem, obserwując jak chłopiec zręcznie posługuje się mieczem. Gdyby Kurogane nie wspominał jej, że jeszcze jakiś czas temu, dzieciak nie potrafił utrzymać broni w ręku, pomyślałaby, że od dawna uczył się fechtunku.

Ale cóż się dziwić, Kurogane był znakomitym nauczycielem, szkolił większość młodych wojowników w Nihon, a i ona niejednego się od niego nauczyła. Syaoran był zwinny, wysportowany, szybko się uczył, a determinacja i chęć pomocy dodatkowo go motywowały.

- Dobrze - pochwalił ucznia Kurogane. – Jednak, za bardzo odsłoniłeś prawy bok w ostatnim ataku i gdybyśmy walczyli na poważnie, miałbyś teraz sporą ranę.

Mężczyzna podszedł do chłopca, by zademonstrować mu poprawną pozycję, Syaoran skinął głową, po czym szybko ją powtórzył.

Drzwi do sali uchyliły się i do środka weszła księżniczka. Ćwicząca dwójka jej nie zauważyła, a dziewczyna nie przerywała im, tylko cicho podeszła do Soumy.

- Słyszałam od Yukito, że Kurogane i Syaoran trenują tutaj – powiedziała. – Nie wiedziałam, że Syaoran uczy się walczyć.

- Chce ochraniać tych, którzy są dla niego ważni – odparła wojowniczka i spojrzała znacząco na księżniczkę. Sakura zarumieniła się lekko.

- Zbliżają się kłopoty, prawda? – popatrzyła uważnie na wojowniczkę. – Brat niczego mi nie mówi, ale widzę, że chodzi posępny i wyraźnie się czymś martwi. Ten człowiek, którego znaleziono na pustyni... czy on ma coś wspólnego z ruinami?

- Księżniczko, o to powinnaś pytać króla – powiedziała Souma, wyraźnie zmieszana. – Nie jestem odpowiednią osobą do udzielania ci informacji.

- Ale mój brat wciąż uważa mnie za dziecko, które musi chronić! Nie potrafi dostrzec, że jestem już prawie dorosła! – odparła niezadowolona Sakura.

- Wydaje mi się, że królowi bardziej chodzi o to, że straciłaś kilka miesięcy życia i powinnaś teraz cieszyć się każdym dniem, i ...

- Doceniam jego troskę, ale on nie rozumie, że ja też się o niego martwię – księżniczka wpadła wojowniczce w słowo. – On jest młody. Za młody, by być królem. Nasz ojciec zbyt wcześnie umarł, na Touyę spadły obowiązki, na które tak naprawdę nie był jeszcze gotów. Chciałabym, by korzystał z życia, a nie budził się z masą problemów na głowie.

Dziewczyna wyglądała na naprawdę przygnębioną i Souma miała ochotę przyciągnąć ją do siebie i przytulić.

- Twój brat i tak dobrze sobie radzi – powiedziała z uznaniem. – Szczerze mówiąc, pierwszy raz przebywając w towarzystwie króla czuję się tak swobodnie. Jest bardzo przyjazny, trudno go nie lubić.

Ale ma to też złe strony. Jego dobroduszność i ufność można wykorzystać, tak jak zrobił do Rondart. – dodała w myślach.

- A co to za markotna mina? – Fay pojawił się znienacka przed nimi. Wciągnięte w rozmowę nie zauważyły jego przybycia. Mag ujął policzki Sakury i palcami wygiął kąciki jej ust do góry. – Od razu lepiej – ocenił.

- Fay! – księżniczka uśmiechnęła się, tym razem bez pomocy maga. – Jak się czujesz?

- Znacznie lepiej – przyznał czarodziej.

- To dobrze – odpowiedziała z nieudawaną ulgą. – Byłeś z moim bratem, prawda? Gdzie on jest?

- Król poszedł do Yukito – poinformował ją mag. – O, a co to? – dotknął głowy księżniczki, która patrzyła na niego pytająco. Po chwili Fay cofnął dłoń i podał zdumionej Sakurze kwiat. – Popatrz, co ci się zaplątało we włosach, księżniczko!

- Jaki śliczny! Dziękuję! – zawołała zachwycona dziewczyna.

- Ty Souma, też tu coś masz! – Fay sięgnął tym razem za ucho wojowniczki i również wyciągnął kwiat, o nieco ciemniejszym odcieniu kielicha. Kobieta przyjęła prezent ze śmiechem.

- Co tam czarujesz, hm? – Kurogane podszedł do nich, a za nim przydreptał zmęczony Syaoran.

- Syaoran, ale cię Kuropyon wymęczył! Potrzebujesz energii! – w dłoni maga znikąd pojawił się kawałek czekolady.

- Dziękuję – odpowiedział chłopiec, po czym wpakował sobie cały kawałek do ust, uśmiechając się przy tym błogo.

- Co do ciebie, Kurorin... – Fay odwrócił się w stronę Kurogane, a mężczyzna zrobił krok w tył.

- O nie! Ja niczego od ciebie nie chcę. Żadnych słodkich paskudztw!

- Ależ niczego takiego nie planuję! – zawołał mag przybliżając się do niego. Kurogane znów się cofnął, ale każdemu jego krokowi w tył towarzyszyły dwa w przód w wykonaniu Fay'a i nim się spostrzegł czarodziej już był przy nim.

- Kuro-tan ma coś we włosach – ninja obserwował bez ruchu, jak ta blada, smukła dłoń zmierza w jego kierunku. Prześlizgnęły się obok jego ucha, dotykając lekko policzka. Kurogane miał silne uczucie déjà vu. Ze wszystkich sił próbował powstrzymać własne ręce przed sięgnięciem po maga, który zdecydowanie był zbyt blisko, by ninja czuł się komfortowo.

Palce Faya zabłądziły gdzieś w jego włosach, musnęły szyję, a wojownik przełknął głośno ślinę.

- Już prawie mam – sapnął mag z wysiłkiem, jakby usilnie próbował, ale nie mógł sięgnąć. – Jeszcze troszkę... – postąpił do przodu i wolną ręką oparł się o pierś Kurogane. Ninja poczuł jego oddech na szyi.

Jeszcze chwila i...

Kurogane zapomniał, jak się oddycha.

Mag pocałował go w szyję!

Był niemalże pewien, że to zrobił! Motyli dotyk na skórze, ledwie wyczuwalny...

Są tutaj Souma, księżniczka i dzieciak, opanuj się!

Kurogane zamknął oczy i przygryzł mocno wargi. Jeżeli mag zaraz nie przestanie to...

- Jest! – Fay wykrzyknął tryumfalnie, po czym cofnął się i chwycił jedną z dłoni Kurogane, wciskając w nią niewielki przedmiot. Ninja spojrzał na niego i zmarszczył czoło. Sprzączka. Sprzączka od paska, która zaginęła mu wczorajszego wieczoru.

Podniósł wzrok na maga, a ten mrugnął do niego, po czym ze śmiechem odwrócił się na pięcie i wrócił do pozostałej trójki, która wpatrywała się w nich z rozbawieniem, w ogóle nie zauważając, co tak naprawdę robili.

A więc mag pamiętał. Jego zachowanie nie budziło, co do tego żadnych wątpliwości. I ta sprzączka! Wojownik czuł zmieszanie, ale przede wszystkim był zadowolony. Reakcja maga była obiecująca.

Muszą wreszcie ze sobą porozmawiać sam na sam, bo od samego rana nie mieli okazji...

- Jak przesłuchanie, dowiedzieliście się czegoś od Rondarta? – zapytała Souma maga, kiedy Syaoran i Sakura odeszli w kąt pomieszczenia żywo o czymś dyskutując. Wyglądało, jakby chłopiec opisywał księżniczce swój trening, gdyż co rusz wymachiwał wyimaginowanym mieczem.

Fay westchnął zrezygnowany, co było dla nich wystarczającą odpowiedzią.

- Był zdziwiony jak dużo wiemy i rzekłbym, że nawet go to zmartwiło. Ale niestety, każde nasze pytania na ten temat kończyły się tym, że uaktywniało się zaklęcie zszywające mu usta.

- A prócz tego? – spytał Kurogane ostrzej niż zamierzał. Jego niechęci do Kyle'a nie dało się nie zauważyć. – Czy mówił coś o tobie, zachowywał się podejrzanie?

Fay przeczesał ręką włosy.

- Nic – odpowiedział zmartwiony. – Być może tylko mi się wydaje, ale wciąż mam wrażenie, że patrzy na mnie jakby wiedział coś, o czym nikt inny nie ma pojęcia. Kiedy zadawałem mu jakiekolwiek pytania na ten temat, był wyraźnie rozbawiony, ale niczego nie mówił. Raz, gdy go nacisnąłem, zszyły mu się usta. Trochę mnie to martwi, bo dlaczego sprawy związane ze mną, też aktywują zaklęcie?

- Nie wiadomo jak dokładnie działa zaklęcie rzucone na Kyle'a – odezwała się Souma. – Kiedy przesłuchiwałam ludzi odpowiedzialnych za ataki na wioski wojowników, dławili się językami. Nieraz dochodziło do tego, nim zadałam im jakiekolwiek pytanie. Możliwe więc, że tu nie chodzi o ciebie tylko o sam fakt, że Kyle czuje się zmuszony do udzielenia odpowiedzi.

- Może masz rację – mag uśmiechnął się do niej z wdzięcznością.

- Kurogane! – Syaoran zawołał do wojownika. – Mogę na moment pożyczyć twój miecz? Chcę pokazać księżniczce Sakurze ten atak, którego mnie nauczyłeś.

- Masz jeszcze siły do tego? – mruknął ninja, po czym wyjął miecz i podszedł do chłopca.

Souma i Fay przyglądali się, jak Syaoran przybiera odpowiednią pozycję, Kurogane go poprawia, a Sakura głośno komentuje i chwali przyjaciela.
- To niebywałe, jak księżniczka dobrze wygląda – powiedziała wojowniczka do maga. – I to zaraz po obudzeniu się.

- Wymieszanie antidotum z magią Yukito musiało przynieść tak dobre rezultaty – odparł Fay.

- To był doskonały pomysł – zgodziła się z nim Souma. – Świetna robota. - Zabrzmiało to tak jakby pochwaliła Fay'a, więc ten spojrzał na nią zaskoczony. Tymczasem, wojowniczka kontynuowała. – Jedna rzecz mnie zastanawia. Dlaczego nie przybyliście do Clow równocześnie? W końcu podróżowaliście w trójkę: ty, Kurogane i Syaoran?

- Owszem, ale w pewnym momencie zostaliśmy rozdzieleni. – Zaczął opowiadać Fay. – Syaoran i Kurorin trafili do jednego miejsca, ja do innego. Syaoran prędko udał się tutaj, a Kuro-bohater ruszył ocalić mnie z opresji – zadrżał na wspomnienie wrogich mu ludzi, ale zaraz ciepły uśmiech pojawił się na jego twarzy, kiedy przypomniał sobie pojawienie się Kurogane i jego pomoc.

- Ale o czym ty mówisz? – Souma popatrzyła na niego zdumiona. – Przecież ty i Syaoran dotarliście tu równocześnie, a Kurogane dotarł później, sam.

Fay potrząsnął głową.

- Coś pomieszałaś – odparł spokojnie. – Ja i Kuro-pun przybyliśmy razem, a wcześniej do Clow przylecieli Syaoran, Yukito, którego spotkał w Piffle oraz mężczyzna, który uzdrowił księżniczkę.

Mag zmarszczył brwi, widząc minę wojowniczki.

- O co chodzi? – zapytał.

- Czy wszystko w porządku, Fay? – Dotknęła dłonią czoła maga, jakby sprawdzała mu temperaturę – Wyglądasz jakbyś naprawdę wierzył w to, co mówisz. Może ktoś rzucił na ciebie jakieś zaklęcie, które pomieszało ci fakty?

Z przeciwnego końca sali, Kurogane, Syaoran i Sakura przyglądali im się badawczo. Zaczęli iść w ich kierunku, a kiedy usłyszeli, o czym rozmawiają, zamarli. Tylko na Sakurze rozmowa nie robiła żadnego wrażenia.

- Nie wiem, z kim Syaoran tutaj przyleciał, bo mnie przy tym nie było – mówiła dalej Souma, nie wyczuwając nerwowego napięcia Syaorana i Kurogane. – Ale wiem, że to ty przyrządziłeś antidotum. Nie rozumiem Fay, czemu zaprzeczasz? Przecież osobiście przyłożyłam ci nóż do gardła myśląc, że próbujesz skrzywdzić Yukito. Za co, swoją drogą, przepraszam jeszcze raz.

- Nie mam pojęcia o czym mówisz – Fay wydawał się być kompletnie zagubiony.

- Rety, Fay! Widziałam cię na własne oczy! Doprawy, ilu jest ludzi, którzy wyglądają identycznie jak ty...

- Souma! – zawołał ostrzegawczo Syaoran, ale było już za późno.

- ... i potrafią wykorzystać magię do leczenia, hm?

Wojowniczka skończyła mówić i spojrzała na Kurogane i Syaorana, którzy podbiegli do nich z przeraźliwie poważnymi minami.

- Co się stało? – spytała ich, ale oni nie patrzyli na nią, tylko na stojącego obok niej Fay'a. Podążyła za ich wzrokiem i zdziwiła się, widząc maga z wyrazem kompletnego szoku na twarzy.

- Wyglądający tak jak ja i potrafiący leczyć magią... – powtórzył grobowym głosem Fay, patrząc gdzieś w przestrzeń, ponad ich głowami.

- Fay... – odezwał się cicho Syaoran.

Mag spojrzał na niego, jego niebieskie oczy patrzyły przenikliwie, groźnie.

- Powiedz mi, Syaoran, kim był uzdrowiciel, którego zabraliście z Yukito z Piffle? – spytał chłodno.

Chłopiec przygryzł wargę i winny spojrzał w bok. Niespodziewanie, Fay chwycił go za koszulę i potrząsnął nim mocno.

– Kim on był?! – krzyknął.

Pierwszy raz słyszeli, by Fay podnosił głos. Twarz maga była teraz mieszaniną niedowierzania i złości.

- Fay, ja... - zaczął chłopiec. Spojrzał w końcu na czarodzieja ze skruchą i żalem. – Przepraszam.

- Gdzie on jest? – zażądał Fay zdławionym tonem. Siłą, o którą nikt go nie podejrzewał, podniósł chłopca kilka centymetrów nad ziemię. - Pytam się, gdzie on jest?!

- Nie wiem. Odleciał jednym z pojazdów, ale nikomu nie powiedział dokąd. – Odparł chłopiec. Wisiał bezczynnie w uścisku maga, w ogóle nie próbując się uwolnić. – Fay, ja naprawdę przepraszam...

- Zostaw, dzieciaka – odezwał się Kurogane, zbliżając się do nich ostrożnie.

Widział, jak mag traci kontrolę nad sobą; pomieszczenie buzowało od gromadzonej w niej energii, temperatura to podnosiła się, to opadała. Kurogane już raz zaobserwował, że targany silnymi emocjami Fay, nie do końca jest w stanie panować nad swoją mocą. Wojownik obawiał się, że ktoś niechcący może przez to ucierpieć.

- Twój brat nie chciał, abyś się dowiedział – kontynuował. Uświadomił sobie, że użył złych słów, kiedy usłyszał jak mag gwałtownie wciąga powietrze.

Fay puścił Syaorana, który upadł na kolana. Sakura kucnęła przy chłopcu i pomogła mu pozbierać się na nogi.

- Ty też wiedziałeś. – Głos maga był teraz pełen niedowierzania i bólu. Kiedy popatrzył na Kurogane, mężczyzna ledwie wytrzymał jego spojrzenie, pełne rozczarowania i zawodu. – Ufałem ci... Ufałem, jak nikomu innemu, a ty...

- Posłuchaj – Kurogane próbował chwycić go za łokieć, ale mag wściekle odtrącił jego ramię.

- Nie dotykaj mnie! – Krzyknął. – Trzymaj się ode mnie z daleka! Nienawidzę cię, Kurogane!

Nim którekolwiek z nich zdążyło go zatrzymać, Fay wybiegł z sali.

- Cholera – zaklął wojownik, po czym ruszył za magiem. Pozostali, nie zastanawiając się długo, pobiegli w ślad za nimi.

Fay nie zważał na ich wołania i prośby. Pędził korytarzem, trącając przechodzących przez niego ludzi. Dotarł w końcu do wyjścia i wypadł na zewnątrz.

- Do diaska! Stój, kretynie! – zawołał za nim bezradnie ninja.

Służba przyglądała im się z zainteresowaniem, ale oni nie zwracali na nią uwagi.

Kiedy Kurogane wydostał się z zamku, zauważył, że Fay zmierza do pojazdu, którym tu przylecieli.

Nie zwalniając, ninja osłonił ręką twarz, by choć trochę uchronić się przed wiatrem i piaskiem. Kątem oka widział, że Souma, Syaoran i Sakura również znaleźli się na zewnątrz.

Zaryczał silnik i wojownik z przerażeniem pomyślał, że jeśli się nie pospieszy, Fay naprawdę odjedzie. Dopadł maga, nim pojazd wzbił się w górę.

- Przestań się wygłupiać i wracaj! – zawołał, niemalże prosząco, przekrzykując ryk silnika i wiatru. Złapał Fay'a za łokieć chcąc go ściągnąć z pojazdu i nie puścił, gdy ten szarpnął się gniewnie.

- Zostaw mnie w spokoju!

Fay odwrócił się do niego i zanim Kurogane pojął, co się dzieje, jakaś olbrzymia siła odrzuciła go do tyłu. Nie był w stanie nic zrobić, minął przerażonych Soumę, Sakurę oraz Syaorana i boleśnie uderzył plecami, i głową o mury zamku. Osunął się z jękiem na ziemię i na moment kompletnie stracił orientację. Poczuł, jak ktoś chwyta go za rękę i podnosi.

- Kurogane, w porządku? – zaniepokojony głos Soumy przebił się przez szum w jego głowie.

Przytaknął wolno, czując ból w całym ciele.

Czy mag właśnie użył przeciwko niemu magii?

- Trzeba go zatrzymać – powiedział słabym głosem i próbował stanąć o własnych silach, ale nie był w stanie. – Powstrzymaj go!

Z niepokojem obserwował, jak Fay unosi się coraz wyżej, nie zważając na wołania Sakury i Syaorana.

- Fay'u D. Fluorite! Zatrzymaj się, natychmiast!

Czyjś głośny, zagniewany głos rozległ się gdzieś od strony wejścia do zamku. Kurogane przekręcił głowę i dostrzegł Touyę oraz Yukito zmierzających w ich stronę.

Mag spojrzał w dół, na króla.

- Dziękuję za gościnę i miłe przyjęcie! – zawołał. – Ale na mnie już pora.

- Nie zmuszaj mnie, bym siłą ściągnął cię z powrotem!

Touya nie przypominał tego człowieka, z którym do tej pory mieli do czynienia. Przybrał teraz władczą pozę, jego twarz była surowa, a postawa zadecydowana i nieugięta. Aura władczości roztaczała się wokół niego i nawet mag zdawał się stracić nieco na swojej brawurze.

- Nie jestem obywatelem Clow, nie złamałem prawa... – zaczął, ale Touya ani myślał pozwolić mu skończyć.

- Ale jesteś na terenie Clow! – zagrzmiał. – Poza tym, gdzie myślisz, że się udasz? Nie widzisz, jaka jest pogoda?! Podróż w tych warunkach to samobójstwo! I nie masz racji, bo właśnie łamiesz prawo. Ten pojazd nie jest twoją własnością. Chcesz okraść monarchę? – co prawda, pojazd należał do Yukito, ale mag nie musiał o tym wiedzieć.

Wiatr stawał się gwałtowniejszy, piach wpadał do oczu i ust. Przebywanie na zewnątrz z każdą chwilą stawało się coraz bardziej niebezpieczne.

- Wracaj! W tej chwili!

Fay był już kilka metrów nad ziemią, posiadał potężną magię, więc bez obaw mógłby się uprzeć i uciec. Ale widząc stanowczą, dumną sylwetkę króla, zaczął zniżać pojazd, mimo ciągłego gniewu, rozczarowania i poczucia zdrady.

Kiedy znalazł się z powrotem na ziemi, kilku żołnierzy momentalnie go otoczyło.

- Niech ktoś zabierze stąd pojazd, szkoda stracić go podczas burzy – powiedział Touya jednemu mężczyźnie, po czym skupił uwagę na Fay'u.

Mag stał przed nim spokojnie, ale burza emocji szalała w jego niebieskich oczach.

- Zaprowadźcie pana Flourite do jego komnaty – rozkazał król. – I pilnujcie, by jej nie opuszczał.

- Jestem teraz więźniem? – spytał z niedowierzaniem Fay. Wykonał ruch, jakby chciał wrócić do pojazdu, ale dwóch strażników złapało go za ramiona.

- Oczywiście, że nie – odparł Touya, teraz już spokojniejszym tonem. – Po prostu chcę, byś choć odrobinę się uspokoił. Czarodziej targany silnymi emocjami jest niebezpieczny, a ja nie chcę, by komukolwiek stała się krzywda.

Fay spuścił głowę i bez słowa pozwolił poprowadzić się strażnikom. Kiedy mijał Kurogane, podniósł głowę i posłał mu spojrzenie pełne wściekłości, żalu i zawodu.

Gdy zniknął wewnątrz zamku, Touya westchnął.

- Już się bałem, że nie uda mi się go zatrzymać – przyznał.

Yukito położył dłoń na jego ramieniu.

- Myślisz, że po tym, co przed nim zatailiśmy, mamy prawo go tu trzymać?

- Może i nie – odrzekł Touya – ale nie mogłem pozwolić, by odszedł w taką pogodę. Poza tym, miejmy nadzieję, że gdy emocje opadną, będzie chciał z nami porozmawiać.

Souma popatrzyła na nich, a potem spojrzała bezradnie na przyjaciela.

- Kurogane, przepraszam – powiedziała zagubiona. – Ja nie wiedziałam... nadal nie jestem pewna o co dokładnie chodzi, ale wiem, że namieszałam, nie chciałam, ja...

- W porządku – przerwał jej mężczyzna. Zrobił krok w kierunku zamku i skrzywił się, czując ból w całym ciele. – Prawdę mówiąc, cieszę się, że wie. Okłamywanie go było nie w porządku z naszej strony, więc dobrze, że prawda wyszła na jaw.

- Oby tylko Fay nam wybaczył – rzekł cicho Syaoran.

Kurogane nie odpowiedział. Przypomniał sobie spojrzenie Fay'a i pomyślał ze smutkiem, że nie zdziwi go, jeżeli mag już nigdy mu nie zaufa.