Mimo wszystko Hermiona nie poszła tego dnia do Hogsmeade, żeby kupić myślodsiewnię, czy na herbatę z Ginny. Kiedy rozmawiała z nią poprzez sieć Fiu, Ginny właśnie wychodziła na praktyki, a z powrotem miała być dopiero późnym popołudniem.

Wzięła długą kąpiel w swojej luksusowej wannie, gdzie rozmyślała o Severusie i o tym, co zamierzała mu później powiedzieć. Nie zamierzała go unikać, nie ważne jak bardzo by się bała spotkania z nim. Mierzyła się z gorszymi rzeczami, dorosłymi Śmierciożercami, jak i trzynastoletnimi czarodziejami i czarownicami, więc poradzi sobie z jednym Mistrzem Eliksirów, z którym spała podczas chwilowego zaniku rozsądku.

Ron mnie za to zabije. Harry pewnie będzie się tylko śmiał, bez wątpienia uzna to za zabawne.

Leżała na plecach zanurzona w ciepłych bąbelkach z nogami wyciągniętymi na całą długość wanny. Wciąż nie mogła uwierzyć, że to się wydarzyło, że poszła do łóżka z Severusem Snapem, tym tłustowłosym dupkiem, który terroryzował ją, kiedy miała jedenaście lat i który wciąż ją przerażał po tych dwunastu latach i wciąż nie wiedziała, co ma mu powiedzieć.

Cóż, nie mogę zaprzeczyć, że lubię Severusa i cieszę się z jego towarzystwa – zdecydowała. – ale przespanie się z nim było błędem. Chyba mu to powiem w jakiś taktowny sposób. Ale może się zdenerwować. Albo odczuje ulgę, że nie chcę się z nim związać. Na brodę Merlina!

Za wiele tego było, by przemyśleć wszystko właśnie teraz. Jej palce pomarszczyły się, w końcu wyszła z ochładzającej się wody. Owinęła ręcznik wokół głowy i użyła drugiego, by się wytrzeć, zanim wróciła do sypialni i założyła jeansy i ciemno zielony sweter, a na to ciężki płaszcz.

Zdecydowała, że wybierze się do Londynu odwiedzić rodziców, czego nie robiła już od dłuższego czasu. To nie tak, że nie lubiła rodziców, właściwie było wręcz przeciwnie. Ale wyglądało na to, że mają ze sobą coraz mniej wspólnego, nie licząc oczywiście pokrewieństwa. Jako że był Sylwester jej rodzice wzięli wolne z pracy i całą trójką wybrali się na lunch. Kiedy rozmowa przestawała się kleić, pożegnali się, a Hermiona wybrała się na ulicę Pokątną, gdzie odwiedziła Esy i Floresy i zakupiła dwa książki. Po wszystkim zatrzymała się w lodziarni Fortescue'a, gdzie zamówiła duży, gorący, karmelowy deser lodowy, który doskonale poprawił jej nastrój.

Aportowała się na obrzeżach Hogsmeade i postanowiła, że lepiej skonfrontować się z Severusem wcześniej niż później. Jej myśli gnały naprzód, gdy szła pokrytą śniegiem ścieżką, dłonie miała ukryte głęboko w płaszczu, ale do niczego nie doszła przez ten czas, kiedy dotarła do drzwi prowadzących do sali wejściowej. Zanim ruszyła schodami w dół, do lochów, wzięła głęboki oddech. Każdy krok odbijał się echem od kamiennych ścian zbyt głośno, co powodowało, że czuła się nieznośnie świadoma tego wszystkiego. Przy drzwiach zawahała się, jej determinacja osłabła.

Dalej, Granger, poradzisz sobie z tym.

Wzięła kolejny głęboki oddech i nacisnęła klamkę. Szukała go wzrokiem, aż znalazła go w jego fotelu z cienką książką w smukłych dłoniach, a on spojrzał na nią, kiedy drzwi zamknęły się z kliknięciem.

Hermiona wstrzymała oddech, kiedy och oczy się spotkały, ale bolesny ucisk na sercu zmusił jej płuca do pracy i wykrztusiła słabe:

- Cześć.

- Dzień dobry – odparł łagodniejszym niż zwykle głosem. – Jak było w Hogsmeade?

- Och, byłam w Londynie. – Podeszła do drugiego fotela i dodała. – Odwiedziłam moich rodziców, potem poszłam jeszcze do Esów i Floresów.

Jego oczy, czarne i nieprzeniknione, śledziły ją, kiedy siadała.

- I co kupiłaś?

Zapomniała już tytułów, więc musiała spojrzeć na książki.

- Um, Nowa Ocena Magicznej Edukacji w Europie – prychnął bezceremonialnie – i Teorie Przeistoczeń w Transmutacji.

- Czyżbyś planowała zastąpić Minerwę na jej stanowisku? – zapytał przeciągając samogłoski, na jego twarzy pojawił się malutki uśmiechem.

- Nie, po prostu wciąż się interesuję transmutacją – kontynuowała, nie zauważywszy, że uśmiech przerodził się w znaczący uśmieszek. – a szczególnie transmutacją molekularną nawiązującą do fizyki.

- Ależ fascynujące.

- Cóż, sam pytałeś. – Prychnął i wrócił do książki. Po kilku chwilach Hermiona zapytała. – Zrobiłeś dzisiaj jakieś postępy?

- Spędziłem kilka godzin w bibliotece szukając w Dziale Ksiąg Zakazanych zastosowania dziurawca. Jednakże, nie znalazłem nic wartego uwagi.

- Właściwie, to interesująca myśl. Rozejrzę się za tym później – powiedziała, na co on kiwnął głową. – Kiedy będziemy mogli przetestować następny eliksir?

- Nie przed powrotem uczniów, oczekuję, że będzie gotów w następny czwartek.

- Cholera. Chciałabym wziąć jedną porcję i dodać do niej napar z soków mandragory.

- Sam już to rozważałem – powiedział Severus nie odrywając wzroku od książki. – ale mam wątpliwości, co do skuteczności tego.

- Wątpliwości będą, dopóki tego nie spróbujemy. Poza ty, będę potrzebowała jedynie jednej dawki.

- Bardzo dobrze.

Zapadła między nimi cisza, a Hermiona wierciła się z książkami na swoim miejscu zerkając na niego od czasu do czasu. Był pochłonięty czytaniem i nie zauważył jej. Nie oczekiwała po nim, że będzie tak rozmowny, przez chwilę zastanawiała się nad poruszeniem tematu poprzedniej nocy, ale równie szybko z tego zrezygnowała.

Poszła za to sprawdzić Mortalis fallax, wszystkie cztery kociołki. Kiedy pracowali osobno w pracowni, oboje przygotowali sobie własne kociołki do eksperymentów. Zerknęła do jego kociołka, zauważyła, że eliksir jest czerwonawo-pomarańczowy i spojrzała do jego notatek.

- Severusie, czy on powinien być pomarańczowy?

- Co? – warknął przenosząc wzrok na kociołek przed nią.

- Nie sądzę, że to właściwy kolor, biorąc pod uwagę jaja tarantuli, które dzisiaj dodałeś.

Podniósł się z fotela i przeszedł przez pokój, jego oczy rozbłysły, kiedy zobaczył, że ona ma rację, że coś zepsuło eliksir. Spiorunował kociołek wzrokiem, a Hermiona rozpoznała to spojrzenie, jako że otrzymywała je częściej niż była w stanie zapamiętać. Obrócił się na pięcie, jego szaty załopotały i wypadł z pomieszczenia trzaskając za sobą drzwiami.

Hermiona patrzała chwilę za nim, po czym wzruszyła ramionami i podeszła do swojego eliksiru, który był ciemno zielony i bulgotał wesoło. Zerknęła na notatki i zauważyła, że był już czas, żeby dodać chrząszcze. Sięgnęła po miskę, odmierzyła właściwą ilość, a następnie dodała je do eliksiru, zadowolona, gdy pojawiły się niebieskie wiry.

Drzwi otworzyły się szeroko, kiedy Severus wrócił trzymając małą fiolkę. Podszedł do swojego kociołka i wlał do niego dwie krople przezroczystego płynu. Zbladł, gdy eliksir zasyczał i wzburzył się.

- Kurwa!

- Co się stało? – zapytała ostrożnie z drugiego końca pracowni.

Zignorował ją i zamiast tego wyjął różdżkę i wymruczał zaklęcie chłodzące, zanim chwycił kociołek i przeniósł go gniewnie nad zlew, który był za nim, a zniszczony już eliksir chlapnął na szafkę i zbliżając się szybko do krawędzi spłynął na podłogę.

- Czujesz się teraz lepiej? – zapytała Hermiona podchodząc do niego. – Jak już narobiłeś tego bałaganu?

Spojrzał na nią gniewnie, uniósł różdżkę i kucając mruknął: Detergeo. Niebieskie światło wypłynęło z końca jego różdżki i pomarańczowy eliksir zniknął. Powtórzył proces na szafce, po czym odwrócił się do niej i warknął ostrym głosem.

- Zadowolona?

- Powiesz mi, co się stało? – zapytała.

- Zepsułem eliksir i nie był już użyteczny.

- Dzięki, tyle się domyśliłam. Co go zanieczyściło?

- To było… zaciąłem się w kciuk podczas krojenia gąsienic i nie uświadomiłem sobie, że je zanieczyściła, zanim ich nie dodałem. – Nie patrzył na nią mówiąc to, a Hermiona była zdziwiona, że w ogóle powiedział jej coś takiego. – Nie było żadnej natychmiastowej reakcji, więc pomyślałem, że to była niewielka ilość i nic z tego nie wyjdzie.

- Krew musiała wejść w reakcję z jajami, ale z niczym innym. Zastanawiam się, dlaczego – zamyśliła się, a Severus spojrzał na nią zdziwiony, że nie zgromiła go za jego błąd.

Odchrząknął i przybrał kamienny wyraz twarzy.

- To ciekawe, ale raczej nie ma żadnych konsekwencji wynikających z tego. Powinienem zaczał eliksir od nowa.

- W porządku, wypadki się zdarzają.

- Nie jest w porządku, to strata czasu i składników.

- Szkoła płaci za składniki, a ty masz więcej czasu. – Zmarszczył brwi, a ona się uśmiechnęła, jej głos stał się żartobliwy, kiedy dodała. – Albo i nie masz, jeśli wybierasz się na przyjęcie sylwestrowe.

Mocniej zmarszczył brwi i podszedł do stolika ze składnikami.

- Przypuszczam, że ty się wybierasz. – zaszydził.

- Cóż, Anne zaprosiła mnie, żebym dołączyła do niej, Wasilija i jakichś jej przyjaciół w Trzech Miotłach. Jestem pewna, że nie mieliby nic przeciwko, gdybyś chciał do mnie dołączyć.

Posłał jej miażdżące spojrzenie z drugiego końca pracowni.

- Dziękuję, ale nie. Nie jestem zainteresowany upijaniem się w towarzystwie kompletnych dziwaków.

- Więc co powiesz na drinka ze mną? Później? – zapytała spoglądając w dół, na swoje dłonie. Po długiej ciszy spojrzała na jego zgarbione ramiona i już myślała, że jej nie odpowie.

- Tak – powiedział do noża i gąsienic leżących na stole przed nim. – Napiję się z tobą.

- Świetnie. W takim razie pójdę z Anne do Hogsmeade i wrócę tu przed północą.

Nic nie odpowiedział koncentrując się na krojeniu gąsienic, a Hermiona uświadomiła sobie, że Ginny może być już w domu i mogłaby z nią porozmawiać przez sieć Fiu. Przeprosiła i skierowała się do swojego gabinetu na górze.

Hermiona wrzuciła szczyptę proszku Fiu do kominka i kiedy płomienie zmieniły kolor na zielony, wetknęła do środka głowę.

- Wellington Park dwadzieścia jeden – powiedziała zaciskając oczy, kiedy kominki zaczęły wirować przed nią.

Kiedy poruszenie ustało, otworzyła oczy i ujrzała uroczy salon ze szmaragdowo zieloną sofą i mahoniowym stolikiem przed nią. Duży bukiet czerwonych róż stał w kryształowym wazonie na stoliku.

- Ginny?

- To ty, Hermiona? – dobiegł ją stłumiony okrzyk z lewej i nagle Ginny Weasley pojawiła się przed nią i przysiadła na krawędzi stolika. – Miona! Jak się masz?

- Och, mogło być gorzej. A ty? I kto wysłał ci te cudowne róże?

Ginny zarumieniła się, jej policzki płonęły.

- No cóż, są od Neville'a.

- Nevile'a? – pisnęła Hermiona. – Nigdy nic nie wspominałaś o Neville'u!

- Dopiero zaczęliśmy się spotykać i nie chciałam zapeszyć – powiedziała Ginny z uśmiechem. – Hermiona, on jest taki cudowny. Nie mogę uwierzyć, że nigdy tak naprawdę na niego nie spojrzałam w Hogwarcie.

- To wspaniale, Ginny! Zawsze wiedziałam, że mu się podobałaś.

- Wiedziałaś? Dlaczego mi nie powiedziałaś?

Hermiona uśmiechnęła się mówiąc:

- Za bardzo martwiłaś się wtedy Harrym.

- Pewnie tak – odparła Ginny. – Zanim zapomnę, zaczynam niedługo swój pierwszy mecz w Armatach. To będzie drugi czwartek lutego, Harry i Ron mają na nim być. Oczywiście będziesz musiała zaprosić profesorów Dumbledore'a i McGonagall.

- Nie zapomnę! Jestem pewna, że Albus i Minerwa też będą pamiętać.

- Więc o czym chciałaś porozmawiać? – zapytała Ginny, a Hermiona przypomniała sobie, dlaczego zwróciła się do niej. – Wyglądasz jakoś na zaniepokojoną.

- Owszem, masz trochę racji. – Ginny spojrzała na nią pytająco, a Hermiona westchnęła. – Ginny, musisz obiecać, że nie powtórzysz tego Harry'emu ani Ronowi, bo inaczej cię zabiję.

- Jasne, możesz mi ufać.

Wzięła głęboki oddech, a słowa wypłynęły z jej ust zanim zdołała je zatrzymać.

- Przespałam się wczoraj ze Snapem.

- Hermiono Granger! – Ginny zapowietrzyła się, na jej twarzy niedowierzanie mieszało się z przerażeniem. – Powiedz mi, że żartujesz, że to jest jakiś straszny żart!

Potrząsnęła głową i wbiła wzrok w drewnianą podłogę przed nią.

- Zgaduję, że jest tak źle, jak sądziłam.

- Masz zamiar mi powiedzieć, co właściwie się stało? – zapytała Ginny, w jej głos wkradła się odrobina niecierpliwości. – Może nie będzie aż tak źle.

- Dzięki, Gin, ale ci nie wierzę. No cóż, pocałowałam go – zignorowała spojrzenie Ginny – dzień przed naszym przybyciem do Nory. Byłam zmartwiona, nie powinnam była tego robić, ale dość mocno to zignorowaliśmy. Po moim i Harry'ego zniknięciu zdenerwował się, był naprawdę wściekły na mnie.

- Wierz mi, zauważyliśmy.

- Unikał mnie przez prawie tydzień, zanim nie skonfrontowałam się z nim zeszłej nocy, kłóciliśmy się, potem pogodziliśmy i znowu go pocałowałam, a potem spędziliśmy razem noc.

- A co się stało dzisiaj? Rozmawiałaś z nim?

- Wyszłam rano, nie rozmawiałam z nim tak naprawdę, ale dopiero co spędziłam z nim trochę czasu w pracowni i wygląda na to, że wszystko wróciło do normy.

- Zachowywał się normalnie?

Hermiona zastanowiła się przez chwilę, zanim odpowiedziała.

- Cóż, wydawał się być milszy niż zwykle mimo, że miał napad złości przy zepsutym eliksirze. I mamy dzisiaj wypić razem drinka z okazji Nowego Roku.

- Drinka? Hermiono Granger, czy ty próbujesz znowu się z nim przespać?

- Nie! – wykrzyknęła spoglądając ostro na przyjaciółkę. – Dlaczego miałabym?

- No cóż, nie wyglądasz na tak przerażoną, jakbym się tego spodziewała po tym, jak przespałaś się z takim dupkiem… Lubisz go? – Hermiona przygryzła dolną wargę i nic nie odpowiedziała. –Czyli go lubisz.

- On jest taki mądry, Ginny. I jest też całkiem dowcipny, no i…

- I jest kompletnym łajdakiem, który czerpie przyjemność ze znęcania się nad dziećmi – odparła Ginny. – Nie zapominaj o tym.

- Jest inny, jak się go bliżej pozna.

- Skoro tak twierdzisz – powiedziała, ale jej spojrzenie wskazywało, że nie do końca jej uwierzyła. – Wydaje mi się, że powinnaś być ostrożna ze Snapem.

- Wiem, masz rację.

Siedziały chwilę w ciszy, aż w końcu oczy Ginny zamigotały i zapytała.

- Więc, jak było?

Hermiona zaliczyła kilka odcieni czerwieni i wyrzuciła z siebie ciche:

- Co?

- Oj, daj spokój, Miona! – złośliwy uśmieszek wykwitł na jej twarzy i dodała. – Nie możesz wyskoczyć z taką sensacją i nie oczekiwać, że będę chciała się dowiedzieć, jak dobry Snape jest w łóżku.

- Był dobry, naprawdę dobry – przyznała w końcu Hermiona z wciąż zaróżowionymi policzkami.

Wzdychając, Ginny odparła:

- No cóż, jeśli prześpisz się z nim jeszcze raz, myślę, że mogłabyś wprowadzić go do gry.

Draco uśmiechnął się lekko zbliżając się do bram Hogwartu, zerkając na Archibalda Bole'a, jednego z jego kontaktów w Ministerstwie. To właśnie Bole zaaranżował tą inspekcję na ostatnią chwilę w Sylwestra. Nie mógł się już doczekać konfrontacji ze Snapem, a także spotkania z Granger, by się przekonać, czy zaklęcie zapomnienia wciąż trzyma.

Wchodząc na schody prowadzące do wielkich, dębowych drzwi, przeczesał dłonią swoje platynowe włosy. Tego dnia był ubrany elegancko, długi, czarny płaszcz zakrywający spodnie koloru khaki i ciemnozielony sweter z dekoltem w serek z białą koszulą pod spodem. Dziękował Merlinowi, że nie miał takiego wyczucia stylu, jak Lucjusz, który lubował się w płaszczach z wysoko postawionymi kołnierzami i szatach. Pomimo ograniczonych zdolności magicznych, Mugole mieli lepszą modę, nie obawiał się tego przyznać.

Otworzył z rozmachem drzwi, Bole był zaraz za nim, wszedł do zamku spacerowym krokiem prostując się na całą swoją wysokość, gdy Albus Dumbledore i Minerwa McGonagall schodzili po schodach.

- Profesorze Dumbledore, jak miło pana widzieć – powiedział przeciągając samogłoski i uśmiechając się kącikiem ust, kiedy się zatrzymał, by się przywitać. – I profesor McGonagall, jaka miła niespodzianka.

- Draco – odezwał się starszy czarodziej spoglądając na Dracona z ponad okularów połówek, a McGonagall oparła się o jego ramię. – Muszę powiedzieć, że nie jestem zdziwiony, że cię tu widzę.

- Profesorze Dumbledore, jestem Archibald Bole, inspektor wyżywieniowy w Ministerstwie – przedstawił sam siebie Bole. – Ufam, że był pan poinformowany o tej wizycie.

- Oczywiście, panie Bole, otrzymałem pańską sowę raptem kilka chwil temu.

Dumbledore kiwnął głową McGonagall i poprowadził mężczyznę w stronę kuchni. Draco uśmiechnął się lekko do niej odwracając się do lochów i zawołał do niej znad ramienia.

- Miło było panią widzieć, pani profesor, ale myślę, że złożę małą wizytę mojemu Opiekunowi Domu, jeśli nie ma pani nic przeciwko.

- Oczywiście, że nie, Malfoy. Właściwie, myślę, że powinnam ci towarzyszyć, w razie, gdybyś zabłądził – odparła uśmiechając się lekko do niego.

Oczekiwał eskorty podczas pobytu w szkole, więc nie zaniepokoił się jej decyzją i ruszył przed siebie z McGonagall tuż za plecami.

Zdumiewające było, jak wszystko wyglądało tak samo, mimo że nie był w lochach od czasu ukończenia szkoły. Najpierw zatrzymał się przy klasie Snape'a, ale w środku było pusto, a w gabinecie obok było ciemno. Poszedł dalej, wzdłuż korytarza do starej, przerobionej sali, gdzie zaliczył niezliczone godziny dodatkowych lekcji od Snape'a dotyczących mrocznych eliksirów i innych rzeczy na poziomie dużo bardziej zaawansowanym poziomie, niż mieli inni uczniowie z roku OWUTEMów. Teraz te lekcje przekazywał Harry'emu.

Otworzył drzwi pozwalając im odbić się od kamiennej ściany z głuchym uderzeniem, a Hermiona poderwała się z fotela przed kominkiem.

- Malfoy! – krzyknęła. – Co ty tu, do cholery, robisz?

- Och, to tylko rutynowa inspekcja, nic szczególnego – mruknął przeciągając litery. Chłodnym wzrokiem rozglądał się po pomieszczeniu zapisując sobie w głowie wszystko, co zobaczył. – Sylwester w samotności, Granger?

Zignorowała go i przeszła przez pokój, żeby stanąć między nim a eliksirami.

- Hermiono, pójdę poszukać Severusa – zawołała Minerwa.

- Cóż za znakomity pomysł. Możemy mieć małe sylwestrowe spotkanie tutaj, w lochach.

Draco się obrócił wpatrując się wzrokiem sępa w swoją ofiarę, a Hermiona została z nim nie pozwalając mu nawet na moment uzyskać jakieś informacje. Podszedł do innego stolika i zatrzymał się przy notatniku Severusa, który leżał otwarty na najnowszych wynikach testów z Mortalis fallax; palcem musnął papier.

- Accio! – krzyknęła łapiąc z łatwością lecącą do niej książkę.

- Pracujemy nad nielegalnymi eliksirami, czyż nie? Czy Ministerstwo obawia się waszych… -eksperymentów?

- Czemu nie zapytasz swoich kumpli z Ministerstwa, Malfoy? – warknęła Hermiona. – Czy nie za to im płacisz?

- Spokojnie, Granger, spokojnie – uciszył ją i uśmiechnął się. – Jestem po prostu ciekaw, nic więcej. Raczej jestem zaskoczony, że w ogóle pracujesz ze Snapem.

Wpatrywała się w niego nic nie mówiąc. Draco szarpnął różdżką za plecami, a kociołek po drugiej stronie pomieszczenia wybuchł.

- Cholera! – krzyknęła Hermiona i podbiegła do kociołka. Nie zauważyła, jak Draco szybko wyciągnął fiolkę i wlał jej zawartość do kociołka stojącego obok niego, po czym zamknął fiolkę i schował ją razem z różdżką do wewnętrznej kieszeni płaszcza.

Podszedł wolno do niej i mruknął.

- Powinnaś bardziej uważać na swoje eliksiry.

Drzwi otworzyły się z trzaskiem i do środka wpadł Severus z powiewającymi szatami i Minerwą zaraz za plecami. Draco odwrócił się, paskudny uśmieszek pojawił się na jego twarzy i przeszedł przez pomieszczenie, by stanąć przed Severusem. Hermiona oderwała się od kociołka leżącego na podłodze i stanęła daleko od Dracona.

- Ach, profesor Snape. Jak dobrze widzieć, że trzyma się pan tak… dobrze.

- Malfoy – warknął w odpowiedzi, a Hermiona rozpoznała niebezpieczeństwo kryjące się w jego głosie. Był tak samo zdenerwowany nagłym pojawieniem się Dracona, jak ona. – Czemu mam zawdzięczać to niespodziewane… nieszczęście?

- Przybyłem z Archibaldem Bolem, na pewno go pan pamięta, i pomyślałem, że byłby miło odwiedzić mojego drogiego Opiekuna Domu i powspominać stare dobre czasy w Hogwarcie. – Jego szare oczy zwęziły się, a usta wykrzywiły. – I mojego ojca, Lucjusza. Z pewnością pan o nim nie zapomniał.

- Oczywiście, że nie, Draco. Nie sądzę, żebym kiedykolwiek zapomniał twojego ojca. – Po chwili jego usta wykrzywił nienawistny uśmieszek. – Albo tego uczucia, gdy jego kark pękał w moich dłoniach. Żałuję jedynie, że umarł tak szybko.

Draco skrzywił się, jego dłoń zanurkowała w głąb płaszcza w poszukiwaniu różdżki, ale Hermiona była szybsza, jej różdżka wbiła się w jego gardło, kiedy chciał zbliżyć się do Snape'a. Przebiegła wzrokiem po sali, by ujrzeć Minerwę również celującą w niego.

- Nie radzę, Malfoy – syknęła Hermiona. – To chyba najwyższy czas, żebyś już poszedł.

Z jadem w oczach Draco skierował się do drzwi, rozrywając wzrokiem Severusa i Minerwę, gdy ich mijał. Podążyli za nim do sali wejściowej, gdzie Dumbledore rozmawiał miło z Bolem.

- Jeszcze raz dziękuję za wizytę – powiedział Dumbledore, zerkając na Dracona migoczącymi oczami. – Ufam, że wszystko było w porządku.

- Oczywiście – odparł inspektor. – Nie spodziewałem się niczego innego po pańskich kompetentnych skrzatach. Panie Malfoy, czy jest coś jeszcze?

- Nie, skończyłem tutaj – fuknął wpatrując się ze zdegustowaniem w Dumbledore'a, po czym odwrócił się i wymaszerował przez frontowe drzwi, a Bole szybko się pożegnał i podążył za nim.

Pozostała czwórka obserwowała ich odejście i przez chwilę nic nie mówili.

- Był bardzo zainteresowany eliksirem – powiedziała w końcu Hermiona.

- Powinienem się spodziewać, że mógłby być – wymamrotał Dumbledore. – Dwa olśniewające umysły pracowały wspólnie nad tajemniczym eliksirem. Właściwie, jestem zaskoczony, że pan Malfoy nie odwiedził nas wcześniej.

- Bez wątpienia Voldemort zostanie o wszystkim powiadomiony w ciągu kilku godzin – powiedział Severus marszcząc brwi i wpatrując się w drzwi.

- Merlinie, nienawidzę, kiedy to robisz – krzyknęła McGonagall.

- Kiedy co robię? – zapytał udając, że nic nie wie.

- Dokładnie wiesz co – odparła. – Niektórzy wciąż nie są przyzwyczajeni do jego imienia.

Dumbledore odchrząknął, a wszystkie spojrzenia skierowały się na niego, gdy zerkał na przemian na Severusa i Hermionę.

- Przypuszczam, że oboje jesteście świadomi, że prace nad eliksirem muszą ulec przyspieszeniu. Czas jest teraz istotą sprawy. – Oboje przytaknęli. – Dobrze by było zmniejszyć wasze obowiązki nauczycielskie.

- A kto niby miałby uczyć moje klasy? – warknął Severus z wściekłością, która zaskoczyła Hermionę, biorąc pod uwagę, że zawsze myślała, że on gardzi nauczaniem i żywi do uczniów urazę za odbieranie mu czasu, który by wykorzystał do pracy nad eliksirami.

- Oczywiście ja – odparł Dumbledore z błyszczącymi oczami.

- Nie! Już ci mówiłem, że nie masz wstępu do moich lochów! Nie ma w tej szkole nikogo na tyle kompetentnego, żeby uczyć chociażby pierwszorocznych!

- Uspokój się, Severusie, to była jedynie sugestia. – Niebieskie oczy przesunęły się na Hermionę, a pod białą brodą krył się uśmiech. – Czy pani również odczuwa zaborczość w stosunku do swoich klas, profesor Granger?

Hermiona stłumiła śmiech zerkając na Severusa. Odpowiedział jej spojrzeniem, potem rzucił okiem na McGonagall, która jedynie wzruszyła ramionami.

- Nie sądzę. Uważam, że prawie każdy mógłby nauczać pierwszo i drugorocznych.

- Uraziło by cię, gdybym ja nauczał te klasy? – zapytał, jego oczy znów zamigotały, gdy starał się zignorować sztyletujące spojrzenie Severusa.

- Oczywiście, że nie, dyrektorze – odparła. – Te kilka godzin więcej będzie bardzo pomocne przy pracy nad eliksirem.

- Bardzo dobrze. Omówimy to dokładniej zanim semestr się zacznie.

- Jeśli to wszystko, muszę wrócić do lochów, by ustalić, co takiego Malfoy mógł widzieć.

- Severusie, poczekaj. Muszę porozmawiać o czymś z waszą trójką – powiedziała Hermiona, a Dumbledore i McGonagall wymienili zdziwione spojrzenia, kiedy niechętnie wrócił. – Rozmawiała dzisiaj z Ginny Weasley i zaprosiła naszą czwórkę na następny mecz Quidditcha w lutym.

- Wspaniale! – wykrzyknęła McGonagall. – Oczywiście pójdziemy.

- Mów za siebie – zaszydził Severus. – Nie mam żadnego powodu, by oglądać tą okropną drużynę, szczególne za namową Weasley.

- Harry i Ron też tam będą – dodała Hermiona.

- No to ustalone. Bez wątpienia się tam nie pojawię.

- To jest takie nieuczciwe! – powiedziała odwracając się do niego, dłonie zacisnęła w pięści. – Mógłbyś przestać zachowywać się jak dziecko, gdy dochodzi do moich przyjaciół!

Severus wyraźnie się zjeżył i wpatrując się w nią odparł niskim głosem.

- Twoi przyjaciele powinni się nauczyć zachowywać jak dorośli, a nie jak nastolatki przez cały czas!

- Może, gdybyś nie drwił z nich nawet teraz, byliby milsi dla ciebie!

Dumbledore przyglądał się ich sprzeczce z szerokim uśmiechem i zauważył, że Severus traktował ją dużo łagodniej niż kogokolwiek innego. Wymienił z McGonagall rozbawione spojrzenia, po czym odchrząknął, a Severus i Hermiona wreszcie zamilkli.

- Severusie, wierzę, że to było by dla ciebie ciekawe doświadczenie. Muszę prosić, byś się zjawił na meczu panny Weasley.

- Prosić czy żądać? – syknął, a jego nienawistne spojrzenie było w stanie przestraszyć najodważniejszych.

Dumbledore nie odpowiedział, a jedynie się uśmiechnął i zwrócił do McGonagall.

- Cóż, Minerwo, może wrócimy dokończyć naszą herbatę?

Hermiona poszła z Wasilijem i Anne do Trzech Mioteł, gdzie spotkali sześć czy siedem czarownic i czarodziejów z Hogsmeade i Londynu. Siedziała tam z nimi i piła do czasu, aż się spostrzegła, że było już dobrze po jedenastej. Przeprosiła szybko i musiała przez chwilę znosić żarty ze strony całej grupy, jako że wychodziła przed dwunastą, a nie podała żadnego powodu.

Pospieszyła z powrotem do Hogwartu, płaszcz ciasno zawiązała w pasie, skupiała całą uwagę na ścieżce przed nią. W pewnym momencie, obcas zaklinował jej się między dwoma kamieniami i chwiała się przez chwilę, aż udało jej się uwolnić i po chwili odzyskać równowagę.

W końcu dotarła do zamku, jej obcasy ślizgały się, kiedy wkroczyła do sali wejściowej, więc zatrzymała się i je zdjęła. Podążyła dalej do lochów, a dzięki temu, że buty trzymała w dłoni, odgłos jej kroków był przytłumiony. Otworzyła drzwi do pustego pomieszczenia, a jej ramiona opadły, zanim nie zauważyła kawałka pergaminu na jej krześle.

- Accio – zawołała niecierpliwie, a złożona karteczka podleciała do jej czekającej dłoni i została błyskawicznie rozłożona.

Jeśli wciąż masz ochotę na drinka, proszę, dołącz do mnie w moich kwaterach. Użyj wyblakłej, czarnej książki na drugiej półce.

Niezwłocznie odwróciła się do biblioteczki i znalazła wymienioną książkę. Nigdy wcześniej nie zauważyła tej książki, więc zastanowiła się, czy jakieś zaklęcia ukrywały ją przed wzrokiem nieproszonych osób. Będzie musiała zapytać Severusa. Niepewnie sięgnęła dłonią do książki i przesunęła palcem po startej okładce, a zaraz potem cofnęła się, gdy półki zaczęły się rozsuwać.

Wkroczyła do korytarza i skręciła w lewo, w kierunku jego kwater. Zatrzymała się przed drzwiami, wzięła głęboki oddech przygotowując się.

Nie będę znowu z nim spać. Nie będę. Nie mogę.

Zapukała w twarde drewno, najpierw delikatnie, a później, gdy nie było odpowiedzi, mocniej. Sięgnęła, by przekręcić gałkę, ale drzwi otworzyły się szeroko.

- Cześć – powiedziała. W gardle jej nagle zaschło, gdy spojrzała na niego, stojącego przed nią w białej koszuli i czarnych spodniach, kilka odpiętych górnych guzików odsłaniało jego bladą klatkę piersiową, a jego formalna szata, którą na co dzień nosił, wisiała niedbale na krześle. Kiedy uniósł brew na widok jej butów, które trzymała w dłoni, zamiast mieć je na nogach, uśmiechnęła się nieśmiało.

- Dobry wieczór.

- Wybacz, że się spóźniłam, ale straciłam poczucie czasu.

- Przeszło mi przez myśl, że zamierzasz zostać w Hogsmeade z… przyjaciółmi. – Jego oczy było ciemne, niczym połyskujące węgle, przez co poczuła szarpnięcie w żołądku.

- Wiem, miałam wyjść przed jedenastą. – Uśmiechnęła się i z nadzieją uniosła brew, gdy dodała. – Ale wciąż zostało kilka minut do dwunastej, jeśli dalej masz ochotę na tego drinka.

Severus bez słowa cofnął się, by wpuścić ją do środka i podążył za nią do sofy, gdzie usiadła wpatrując się w płomienie trzaskające w kominku. Usiadł niedaleko niej, czuła wwiercający się w nią wzrok, zanim nie odwrócił się do butelki szkockiej i dwóch szklanek stojących na stoliku przed nimi i nalał do każdej sporą ilość bursztynowego płynu.

Z podziękowaniem przyjęła swój napój, po czym oboje unieśli szklanki.

- Za ten wolny czas bez uczniów, który nam pozostał – wzniosła toast zauważając chwilowy uśmiech na jego twarzy.

- Za to mogę wypić.

Hermiona wzięła łyk i przez chwilę pozwoliła alkoholowi pływać wokół jej języka, zanim wypalił sobie drogę przez jej gardło, po czym znów się napiła. Poczuła mrowienie w palcach, gdy płyn dostał się do krwi.

- Szkoda, że nie poszedłeś dzisiaj z nami – powiedziała. – Może byś się dobrze bawił.

Zaśmiał się krótko, bez wesołości.

- Spodziewałbym się po tobie, z twoim wyjątkowo bystrym umysłem i wyczulonymi instynktami aurora, że zauważyłaś moją awersję do spotkań towarzyskich. Zawiodłem się na tobie, Hermiono.

Na dźwięk swojego imienia, zerknęła na niego i była zaskoczona widokiem zadowolonego uśmiechu na jego twarzy. Posłała mu połowiczny uśmiech, zanim zwróciła uwagę z powrotem na szklankę i wzięła kolejny łyk, a w głowie zaczęło jej szumieć. Zegar na kominku wybił dwunastą i odwróciła się do niego.

- Szczęśliwego Nowego Roku – powiedziała Hermiona.

Severus od jakiegoś czasu ją obserwował intensywnie swoimi czarnymi oczami, rękę przesunął po oparciu sofy w jej stronę.

- Sądzę, że tradycją jest pocałunek – mruknął jedwabistym głosem – na powitanie w nowym roku.

Kiwnęła jedynie głową, nie mogąc wydusić z siebie słowa, jego oczy utkwione były w niej, pochylił się, jego usta musnęły jej, a ręka sama wsunęła się w jej włosy przyciągając ją bliżej. Pocałunek pogłębił się, a Hermiona zarzuciła mu ręce na szyję i wsunęła palce w jego włosy. Mogła smakować ognistej na jego języku, a jej głowa obróciła się, gdy wolną dłonią przesunął po jej plecach.

Pomimo zamroczenia przypomniała sobie wcześniejszą obietnicę i oderwała się od jego ust. Spojrzał na nią pytająco, kiedy odsunęła się od niego.

- Chyba powinnam iść się położyć. Nie czuję się zbyt dobrze – dodała, kiedy jego spojrzenie stało się sceptyczne. – Przepraszam.

- Chcesz, żebym cię odprowadził? – zapytał z nutką niepokoju w głosie.

- Nie, dam sobie radę, ale dziękuję. I dziękuję za drinka.

Jego oczy zamgliły się, gdy odsunął się na koniec sofy.

- Oczywiście.

Wyszła z cichym „Dobranoc" i po chwili usłyszał, jak drzwi zamknęły się za nią. Wypił resztę szkockiej i napełnił szklankę ponownie.

Dobrze, że wyszła. Przespanie się z Granger było błędem, którego nie powinienem powtarzać.

Trzymał się tej myśli pijąc do trzaskającego ognia. Może, jeśli będzie wciąż to sobie powtarzał, zacznie wierzyć w tą myśl.