Rozdział 21.

Obława… część 2.

Samantha Carter była dość sceptycznie nastawiona do przedstawionego jej planu pozbycia się lanteańskich żołnierzy. Zdawała sobie jednak sprawę z faktu, że w obecnej sytuacji i przy tej niewielkiej ilości sprzętu, jakim dysponowali, mogła to być najszybsza metoda wyeliminowania najeźdźcy… bez poniesienia ofiar po stronie ludzi z Ziemi… A przynajmniej tak zakładał plan.

W prawdzie A'he'ye udało się wysłać na Aquandię wezwanie o pomoc, lecz nawet ona nie była pewna czy zarówno wiadomość jak i wsparcie dotrą na czas. Dlatego też nie mogli jedynie schować się i czekać. Musieli coś zrobić… I właśnie robili.

- Jesteśmy prawie na miejscu - rzucił John do słuchawki komunikatora.

- My właśnie skończyliśmy kalibrację pola siłowego według wskazówek A'he'ye - odparła Sam.

- Ustawcie je na maksymalną moc - dodała młoda samica. - Przy takim obciążenia wytrzyma kilkanaście godzin. A jeśli Lanteanie mimo wszystko otworzą drzwi, pole was ochroni przed nimi i ich bronią.

- Każdą? - spytał nieco pesymistycznym tonem McKay.

- Niestety nie przed każdą… ale wątpię aby sprowadzili tutaj… na przykład ręczne działa jonowe.

- A jeśli?

- McKay? - warknął do słuchawki John.

- Co?

- Zamknij się… I trzymajmy się planu. Im szybciej go zrealizujemy, tym szybciej pozbędziemy się… problemu… i nie przekonamy się jaką broń zabrali ze sobą - powiedział. - Jesteśmy już prawie na miejscu. Zaraz wyjdziemy na korytarz - dodał, zatrzymując się przed przejściem.

Wysunął ze swojej kamizelki malutkie lusterko na wysięgniku, aby przy jego pomocy zbadać teren z obu stron.

- Czysto - rzucił i chowając przyrząd, chciał wyjść na korytarz, kiedy nagle ktoś chwycił go za ramię.

- Nie, zaczekaj - oznajmiła A'he'ye. - Ktoś się zbliża… Nie zdążymy przejść niezauważeni.

- Skąd ta pewność?

- Wyczuwam ich… Dwóch.

- Potrafisz wyczuć obecność Lantean w pobliżu? - spytał Radek.

- Nie w tym rzecz… To działa bardziej na zasadzie… jak detektor życia - wyjaśniła. - Po prostu wyczuwam obecność innych form życia w pobliżu mnie. Potrafię określić jakie są duże i w jakim nastroju.

- Bardzo ciekawe - przyznał.

- A więc jednak mamy drugi detektor - zażartował John i przygotował broń do strzału.

- Są blisko - dodała Hydra.

Ale o tym pułkownik już tez wiedział. Kroki zbliżających się żołnierzy stały się już dla niego wyraźnie słyszalne.

Wychylił się zza rogu i oddał pierwszą serię strzałów. Kilku kul trafiło jednego z Lantean. Upadł od razu na ziemię. Jednak drugi przylgnął do ściany, chowając się za jednym z licznych filarów biegnących wzdłuż całego korytarza.

- Daj mi broń - powiedział Todd.

- Zapomnij - rzucił John i znów otworzył ogień, by pod jego osłoną przebiec na drugą stronę korytarza i także skryć się za filarem.

Zanim jednak dobiegł do celu, leżący na ziemi mężczyzna uniósł nieco swoją broń i wystrzelił. Pułkownik zamarł niemal w bezruchu. Kolana ugięły się pod nim i zanim osunął się na ziemię, stracił przytomność.

Pozostała trójka patrzyła na niego lekko zdezorientowana i nagle Starburst wyskoczył z ukrycia, chcąc podbiec do Shepparda, by zabrać jego broń. Zanim jednak zdążył ją pochwycić, drugi z Lantean także wyskoczył zza filara, uruchamiając jednocześnie swoja broń. Promień paraliżujący od razu trafił Wraith… jednak tym razem atakowany nie upadł od razu, nieprzytomny. Jego organizm o wiele lepiej poradził sobie z chwilowym porażeniem układu nerwowego i Dowódca jedynie zachwiał się porządniej na nogach, próbując utrzymać równowagę.

Ta chwila wystarczyła jednak mężczyźnie by podbiec do niego, chcąc wystrzelić do niego ponownie, gdy nagle z przejścia wyłoniła się kolejna osoba.

A'he'ye podskoczyła do niego błyskawicznie, chwyciła jego nadgarstek, by wykrzywić jego dłoń do tyłu i zmusić tym samym Lanteanina do puszczenia broni. A potem równie błyskawicznym ruchem wykręciła jego ramię za plecy, zmuszając mężczyznę aby nieco pochylił się do przodu i z całą siłą pchnęła go na ścianę.

Uderzył w nią z impetem, zachwiał się i osunął nieprzytomny na ziemię.

Dopiero wtedy młoda samica chwyciła jego broń leżącą na podłodze i wystrzeliła do niego… tak na wszelki wypadek.

- ŁOŁ - rzucił po chwili przyglądający się całej tej scenie Radek.

A'he'ye spojrzała na niego i uśmiechnęła się.

- Dziękuję.

Starburst uniósł nieco brew.

- Dobrze walczysz… jak na pokojowo nastawioną istotę - powiedział z nutą ironii.

Młoda samica spojrzała teraz na niego.

- Dziadek mnie nauczył… Uznał, że może mi się to kiedyś przydać… jeśli spotkam Lantean - odparła i przykucnęła przy nieprzytomnym pułkowniku, przykładając dłoń do jego czoła.

- Co robisz?

- Jest nam potrzebny przytomny - wyjaśniła, skupiając się z zamkniętymi oczami nad swoją czynnością.

Musiała przesłać część swojej energii do ciała mężczyzny, aby w ten sposób zniwelować działanie fali paraliżującej.

Już po chwili Sheppard drgnął, a potem otworzył powoli oczy i jęknął. Czuł nieprzyjemne mrowienie w każdym mięśniu własnego ciała.

- Może pan chodzić? - spytała.

- Chyba tak - jęknął, podnosząc się z pewnym trudem. A potem rozejrzał się wokół. - Załatwiliście drugiego? - zauważył.

- Tak… A teraz pospieszmy się, zanim zjawi się ich więcej - odparła i podała mu rękę, aby pomóc wstać.

Spojrzał na nią lekko zaskoczony, kiedy bez większego trudu postawiła go na nogi… chociaż zapewne ważył więcej niż ona, stwierdził. Ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, Todd oddał mu karabin i cała trójka ruszyła dalej.

Pułkownik dogonił ich szybko.

- A skąd twój dziadek zna sztuki walki? - zainteresował się Wraith. - Przyznam, że twoja technika przypomina nasze sztuki walki - zauważył.

- Pobierał nauki u tego, którego wy nazywacie Pierwszym Ojcem - odparła obojętnie.

Dowódca otworzył szerzej oczy, wyraźnie zaskoczony, a potem znów zmarszczył czoło.

- Jak stary jest twój dziadek? - spytał.

- Urodził się przed Wielką Wojną - powiedziała i westchnęła ciężko. - Jak już tłumaczyliśmy ludziom, w prawdzie opuściliśmy galaktykę Pegaza zaraz na początku wojny, jednak z powodu uszkodzenia silników, przez dłuższy czas poruszaliśmy się z prędkością światła. To spowodowało, że według naszej perspektywy minęło zaledwie pięćset lat, odkąd przybyliśmy do tej galaktyki. Podczas gdy dla was minęło aż dziesięć tysięcy lat.

- Rozumiem… Przypominasz mi pewną młodą samicę Wraith. Dobrze walczy, jest utalentowanym inżynierem… i ma podobne zdolności, jak ty - dodał. - Z daleka potrafi wyczuć obecność ludzi… Ale nie tylko.

- Zapewne jest bardzo przydatna podczas waszych żniw - zadrwił z tyłu John. - Mówi wam gdzie jeszcze schowali się ludzie.

- Ona nie bierze udziału w żniwach… Na ogół - niemal mruknął Starburst.

- No tak. Jeszcze by sobie pazurek złamała - nie zmienił tonu pułkownik.

Dowódca warknął ostrzegawczo, ale mężczyzna jak zwykle niewiele sobie z tego robił. Była to jedna z cech tego człowieka, która bardzo irytowała Dowódcę: wyśmiewanie ich kultury, ich zwyczajów… prawdopodobnie tylko dlatego, że są inne od ludzkich, uznał już dawno.

- Podobno mieliśmy współpracować, pułkowniku - wtrąciła spokojnie A'he'ye. - A nie komentować różnic kulturowych - wytknęła mu.

Spojrzał na nią.

- Po czyjej stronie ty jesteś?

Nie odpowiedziała mu jednak. Właśnie dotarli na miejsce, zatrzymując się przed jednymi z kilku drzwi, jakie mijali po drodze. Zelenka przesunął dłoń przed panelem i dwie metalowe płyty rozsunęły się na boki, ujawniając przejście do pomieszczenie z panelem dla ZPM. Obok niego, na podłodze, stało inne urządzenie: generator mocy sprowadzony tutaj przez Hydra do tymczasowego zasilania miasta oraz wspomagania zewnętrznych osłon.

To właśnie to urządzenie było ich celem. Musieli je wyłączyć, a niestety jego konstrukcja sprawiała, że było to możliwe tylko stąd, bezpośrednio.

A'he'ye zablokowała za nimi drzwi od środka i podeszła do jednego z dwóch paneli kontrolnych.

- Przymocujcie generatory pola, a my z Radkiem przygotujemy odłączenie tych zewnętrznych.

- W porządku - rzucił pułkownik i zabrał od naukowca plecak, w którym ten niósł potrzebne im urządzenia, po czym włączył słuchawkę swojego komunikatora. - Sheppard do Carter… Jesteśmy na miejscu.

- Świetnie… Bo właśnie odkryliśmy z McKayem, że Lanteanie odzyskali kontrolę nad częścią systemów miasta - poinformowała Sam. - W tym nad wewnętrznymi czujnikami… co oznacza, że wiedzą gdzie jesteśmy.

- Więc odetnijcie ich z powrotem.

- Właśnie próbujemy… ale zrobili to samo co my wcześniej: zakodowali dostęp do tych systemów.

Mężczyzna spojrzał na młodą samicę.

- Kiedy wyłączymy wasz generator, wszystkie systemy się wyłączą?

- Tak. Drużyna pułkownik Carter unieruchomiła wasze generatory, więc teraz jedynym źródłem zasilania dla stacji jest nasz… Obawiam się jednak, że skoro Lanteanie odzyskali dostęp do czujników, już o tym wiedzą i będą na pewno próbowali tutaj dotrzeć.

- Świetnie - mruknął i zaczął wyciągać z plecaka urządzenia. - Pospieszmy się więc, zanim się tutaj zlecą i zaczną szturmować drzwi - dodał i rzucił jeden z grubych krążków do Wraith. - Ty zakładaj na górze… Jesteś wyższy.

Ten warknął tylko cicho pod nosem i podszedł do pierwszego z rogów pomieszczenia, by przymocować urządzenie najwyżej jak potrafił. W tym samym czasie John zajął się montowaniem generatorów przy samej podłodze.

- A'he'ye, czy mogłaby się troszkę pospieszyć? - odezwał się nagle ze słuchawki kobiecy głos. - Mamy tutaj gości… Próbują dostać się do środka.

- Rozumiem - odparła. - Postaramy się pospieszyć.

- Dzięki - rzuciła Sam i spojrzała ponownie w kierunku drzwi.

Tak samo zresztą jak pozostałe zebrane w pomieszczeniu osoby, siedzące na skrzyniach.

Odgłosy wskazujące na próbę siłowego otworzenia drzwi właśnie ucichły… ale w zamian, na metalowych płytach pojawiła się blado-czerwona plama.

- O cholera - mruknęła pułkownik.

- Mam nadzieję, że to pole siłowe wytrzyma - jęknął Rodney.

- To zależy czego właśnie używają Lanteanie - odparła nieco pesymistycznie.

Żałowała, że nie ma możliwości zobaczenia tego, co właśnie działo się na korytarzu. Nie było tam kamer, a działanie ich detektora życia zakłócało teraz pole siłowe. Do tej chwili sprawdzali za jego pomocą, czy ktoś się nie zbliża… ale teraz byli zupełnie odcięci od reszty miasta. Jeśli więc Lanteanom uda się dostać do środka zanim Sheppard i pozostali odłączą generator Hydra… no cóż, wtedy wszyscy tutaj będą w śmiertelne pułapce.

I zapewne na to właśnie liczyli napastnicy, próbując otworzyć drzwi za pomocą ręcznego działka plazmowego, które skupili na metalowych płytach odgradzających ich od pomieszczenia kontrolnego.

Niewielkie urządzenie było długości karabinu Wraith i do jego obsługi wystarczała jedna osoba.

Alnani Calderi zatrzymała się przy grupie swoich żołnierzy wraz z niewielkim oddziałem, w tym dwójką niosącą generator.

- Jak wygląda sytuacja? - spytała.

- Tak jak pani mówiła, wszyscy zebrali się w tym pomieszczeniu. Zablokowali drzwi od środka, więc próbujemy wypalić otwór… ale to trochę potrwa - odparł jeden z nich. - Drzwi są solidne.

- W końcu to Atlantyda. Wszystkie strategiczne pomieszczenia mają mocniejsze zabezpieczenie… Ilu ich tam jest?

- Nie liczyłem... ale przynajmniej dziesięć osób… Musieli włączyć jakieś pole siłowe, ponieważ w pewnym momencie straciliśmy ich z czujnika - dodał, pokazując jej detektor.

Kobieta zerknęła na urządzenie.

- Rozumiem - niemal mruknęła, niezbyt zadowolona. - Pracujcie dalej… My idziemy do pomieszczenia głównego generatora - dodała i ruszyła dalej wraz z kilkoma żołnierzami, którzy z nią przyszli.

Strategia ludzi zaskoczyła ją. Nie rozumiała dlaczego wszyscy zamknęli się w tym jednym pomieszczeniu. Albo są tak naiwni iż uważają, że pole siłowe Hydra uchroni ich przed atakiem… albo mieli jakiś plan.

Barykada jednego z pomieszczeń kontrolnych oraz sali głównego generatora nie mogły być przypadkowe. Do tej pory nie doceniała tych ludzi, jednak ich poczynania wyraźnie świadczyły, że coś knują. Dlatego ona i jej oddział musieli szybko dowiedzieć się co to jest… zanim sytuacja znów wymknie się spod kontroli.

A teraz, kiedy dowiedziała się, że większa grupa ludzi posiada dodatkowe, wewnętrzne pole siłowe, obawiała się, iż to samo mogą napotkać po dotarciu do generatora.

Podniosła rękę, przysuwając umieszczony na nadgarstku komunikator do ust.

- Kemayas… widzisz drugą grupę ludzi na czujnikach? - spytała.

- …Tak - odpowiedział jej po chwili męski głos. - Są już od pewnego czasu w pomieszczeniu głównego generatora - poinformował.

- Nie odbierasz stamtąd żadnych zakłóceń lub sygnałów źródła mocy?

- Nie. Główny generator wciąż jest wyłączony.

- A inne źródła energii? Na przykład generator Hydra?

- Musiałbym skalibrować czujniki - odparł.

- Zrób to i poinformuj mnie natychmiast… Czuje, że te robaki kombinują coś większego, niż nam się dotąd wydawało.

- Tak jest - odparł jej męski głos.

Kobieta odsunęła rękę od ust. Wyszli właśnie na schody, wiodące w dół na poziom, na którym znajdowała się sala głównego generatora.

Poruszanie się w ten sposób było uciążliwe, jednak nie mieli innego wyboru. Transportery nie działały, więc tylko tak mogli dostać się na miejsce. Co niestety dawało przeciwnikowi więcej czasu na zrealizowanie swojego planu… I to właśnie irytowało ją najbardziej.

Nigdy nie rozumiała dlaczego jej przodkowie byli tak zafascynowani tymi stworzeniami. Tylko dlatego, że uważano ich za drugą ewolucje Lantean? Ale przecież i tak zawsze daleko im było do Lantean. Byli prymitywni z jeszcze bardziej prymitywniejszym sposobem myślenia. Gdyby dać im chociażby cześć wiedzy Lantean, nie wiedzieliby co z nią zrobić.

Zresztą, nie trzeba było daleko szukać przykładu; doskonały znajdował się na pokładzie Atlantydy. Z dotychczas zebranych informacji wynika, że ludzie odkryli to miasto już kilka lat temu, a wciąż ledwie radzą sobie z jego kontrolą. Żałosne, pomyślała.

- Dowódco? - odezwał się z komunikatora Kemayas.

Kobieta znów przysunęła urządzenie do ust.

- Tak?

- Tak jak pani podejrzewała… W pomieszczeniu znajduje się generator Hydra… Niestety nie mam dokładnych danych, ale przypuszczam, że poza zasilaniem podstawowych systemów, zasila on także dodatkowo zewnętrzne pole siłowe… Jeśli go wyłączą…

- Będzie po nas - warknęła. - To dlatego zabarykadowali się w tych dwóch pomieszczeniach. Mają wewnętrzne pole siłowe i planują wyłączyć pole ochronne wokół głównej wieży… To marne robactwo zaczyna mnie naprawdę denerwować - syknęła wściekła. - Obserwuj ich. Zaraz dotrzemy na miejsce - dodała, kiedy opuścili schody, wychodząc na korytarz.

Natychmiast ich oczom ukazały się dwa leżące na ziemi ciała. Jeden z towarzyszących jej żołnierzy podszedł, by sprawdzić puls.

- Orell wciąż żyje - oznajmił z ulgą, sprawdzając tego, który leżał pod ścianą.

- Ocuć go. My idziemy dalej - warknęła.

Żołnierz skinął głową i sięgnął do kieszeni po niewielką ampułkę, która przyłożył do karku towarzysza. Miniaturowa pneumatyczna strzykawka zawierała substancję pobudzającą i jednocześnie neutralizującą działanie ich broni paraliżującej.

Kobieta i pozostali ruszyli natomiast dalej.

- Dowódco? - odezwał się ponownie Kemayas. - Właśnie straciłem druga grupę ludzi z czujników - poinformował niechętnie.

Calderi fuknęła wściekle.

- Rozwalcie te przeklęte drzwi! - rozkazała.

Jeden z żołnierzy skinął głową i wycelował ze swojego karabinu. Nieprzerwany strumień energii uderzył w metalowe płyty dzielące ich od pomieszczenia głównego generatora mocy Atlantydy.