Betowała Freja.


Natalia spała jak zabita, kiedy tylko mogła już zasnąć w swoją noc poślubną. Kiedy pozostała sam na sam ze swoim ukochanym, cało zdenerwowanie ostatnich tygodni zaczęło z niej spływać. Odczuwała strach jak prawie każda panna młoda, zaś świadomość, że będą na nią patrzeć czarodzieje z całej Europy bynajmniej nie pomagała, a wręcz przeciwnie. Wtuliła się mocno w swego, teraz już męża, i z westchnieniem zamknęła oczy.

Tamtego dnia wielu czekał ciężki poranek. Większość gości mruczała i klęła, popijając eliksiry na kaca, naturalnie w wersji wzmocnionej. Matylda, pomimo swego sceptycyzmu wobec zięcia, wypiła dokładnie tyle, ile oczekiwano od matki panny młodej. Dość długo rozmawiała z Anastazją, kiedy to zajadały placek i popijały nalewką. Teraz żałowała swego łakomstwa, zaś mąż patrzył na nią z kpiną w oczach.

- Upiłaś się jak dziecko, zaraz ci podam eliksir – szepnął – potem wrócimy do domu i postaramy pomyśleć co z Anuszką – westchnął ciężko - nie wiem co ją opętało, ale musimy przemówić jej do rozsądku. Krew to krew a nasze córki nie powinny skakać sobie do gardeł z powodu obcego mężczyzny.

- A Natalia? – zapytała zmartwiona matka.

- Wyszła za mąż i niewiele możemy dla niej zrobić. Mam tylko nadzieję, że Orłowski jej nie porzuci i ograniczy się do zdradzania z jakimiś pięknotkami. Złamie jej serce, ale Natalia nie chciała słuchać ostrzeżeń.

- Nie wiem sama – powiedziała Matylda – księżna Anastazja wydawała się uprzejma i nie chce skandalu, więc rozwodu nie będzie. A Natalia, ona przy nim promienieje, może on… może jej nie skrzywdzi?

- Skoro chciała męża z magnackiej rodziny, winna była wybrać kogoś z bocznej linii jak tego Michała Poleskiego. Widziałem jak na nią patrzył, tak by było lepiej dla wszystkich.

Matylda skinęła głową i nie protestowała. Starsza córka zapewne odsypiała wesele i to ku młodszej winni kierować uwagę. Lecz nie mogli wyjść bez pożegnania i złożenia życzeń szczęścia Natalii. Przydzielona im sypialnia, była luksusowo urządzonym, dużym pomieszczeniem z oknami wychodzącymi na ogród. Natalia upierała się by tutaj właśnie trzymali szaty potrzebne na oficjalne okazje i nie musieli raz po raz pamiętać by takowe zabrać z domu. „To wasza sypialnia, nikt inny nie będzie tutaj mieszkać".

Komnata znajdowała się cichej, słonecznej części pałacu. Drewnianą podłogę pokrywał czarno-złoty dywan pasujący kolorem do mahoniowych mebli oraz ciemnobrązowej kapy na szerokiemu, królewskim łożu. Aby nie tworzyć wrażenia ciemności, ściany pomalowany na ciepły kolor piasku na plaży, zaś w oknach wisiały zasłony w zbliżonym odcieniu. Spało im się naprawdę wygodnie na miękkim materacu, chociaż zrzucili połowę poduszek, których nie potrzebowali.

- Pani rodzice czekają w pokoju dziennym – głos Dobroniegi zmusił Natalię do wstania.

Nie była zachwycona, zaś wiła dosłownie promieniała. Skinęła tylko głową i spojrzała z uśmiechem na swego ukochanego... męża. Lubiła na niego patrzeć o poranku, kiedy wyglądał o wiele spokojniej niż w ciągu dnia. Dlatego pewnie nie mogła się powstrzymać by nie pocałować go przelotnie, nim postanowiła wstać i doprowadzić się do stanu używalności.

- Nigdzie nie idziesz – zaśmiał się, przyciągając ją bliżej.

- Muszę porozmawiać z rodzicami – wyjaśniła – poza tym czeka nas kilka dni sam na sam –zapewniła sprytnie wyrywając mu się z rąk.

Założyła długą, wygodną szatę, którą zwykle nosiło się po domu. Nie miała siły by się stroić ani ochoty, a przecież na spotkanie z krewnymi nie musi a nawet nie powinna przychodzić specjalnie odstrojona. Naturalnie wyglądająca młoda żona wywrze o wiele bardziej pozytywne wrażenie. Czuła, że więź między nimi została dopełniona. Magia zwykle wirowała między małżonkami przez kilka dni po ceremonii, a Natalia czuła się naprawdę wspaniale i gdyby nie świadomość niewłaściwości podobnego zachowania, zapewne pobiegła by w podskokach do komnaty rodziców.

- Promieniejesz – zauważyła Idalia, ziewając przeciągle – pamiętam jak sama czułam się po swoim ślubie. Czeka cię kilka cudownych dni.

- Jesteś niewyspana – zauważyła Natalia – czy łóżko było niewygodne? – zapytała naiwnie.

Ciotki Gertruda i Helena a także matka wybuchły śmiechem. Idalia także parsknęła, chociaż zaoszczędziła swej kuzynce aż tak gwałtownej reakcji. Starsze czarownice w końcu opanowały wesołość, patrzyły jednak na młodsze z mieszaniną tkliwości i złośliwości. Owa postawa zaczynała działać jej na nerwy.

- Tylko ty mogłaś zadać podobne pytanie – powiedziała w końcu Idalia – chyba domyślasz się co ma miejsce w małżeńskim łożu.

- Oczywiście – odparła oburzona Natalia – zapewne wszyscy już widzieli pergamin! Po prostu nie pomyślałam, że ty… przecież niedawno urodziłaś dziecko!

- I pracujemy nad rodzeństwem – zachichotała Idalia – mój mąż marzy o dużej rodzinie, przynajmniej trójce dzieci, więc sama rozumiesz. W „Polskiej Czarownicy" zaś pisali o wpływie miejsca poczęcia na rdzeń magiczny potomka i… - odparła sugestywnie

- Rozumiem, w porządku! – przerwała Natalia – chcesz mieć więcej dzieci i słusznie. Znalazłaś Ziemowita?

Naprawdę miała coraz bardziej dość tej rozmowy. Dlaczego krewne traktowały ją jak bezrozumne dziecko? Przecież wyszła za mąż a zanim tak uczyniła mieszkała przez ponad rok z narzeczonym, w jego sypialni a on był całkiem uświadomiony we wszystkim. Przestała być dziewicą już wiele miesięcy temu.

Odstawienie eliksiru antykoncepcyjnego powodowało drażliwość, co czuła ostatnimi czasy. A może była zdenerwowana ślubem i postawą rodziny, uważającą ją za nieświadomą niczego, igrającą z ogniem ,dziewczynę? Wzięła kilka głębokich wdechów usiłując się uspokoić. Naprawdę pragnęła wrócić do ukochanego, który nigdy, przenigdy nie traktował ją jak dziecka.

- Nie – pokręciła głową – powiedział, że Nina źle się poczuła i postanowił ją odprowadzić.

- To szlachetne – pochwaliła go Natalia – czy wszystko w porządku ciociu? – zapytała widząc zaciskające się pięści Heleny.

- Natalio – zaczęła starsza czarownica – jesteś jak widzę zmęczona i niewyspana, wyraźnie potrzebując kawy lub gorącej czekolady. Czy naprawdę wierzysz, że mój syn po prostu odprowadził pannę do domu? Widziałam jak na nią patrzył, zaś alkohol i pożądanie to wybuchowa mieszanka.

- Tak ciociu – zapewniła i kontynuowała ostrym tonem – i nie jestem małym dzieckiem, a twoje postawa pouczenia mi nie odpowiada. Jestem zamężną kobietą i nie musisz mi tłumaczyć oczywistego. To, że Ziemowit uważa Ninę za piękną, nie znaczy, że ją znieważy. Alkohol nie ma tu nic do rzeczy. Sasza ograniczał się do pocałunków aż do naszych zaręczyn a okazji i możliwości nie brakowało. Wierzę w maniery mego kuzyna – zakończyła.

- Pytanie czy tylko Nina była równie twarda w swych postanowieniach – nie dawała za wygraną Helena – wszystkie tutaj jesteśmy mężatkami i nie ma sensu ukrywać niczego. Pokusy ciała bywają ciężkie i dlatego ongi dbano, by związki małżeńskie zawierano w młodym wieku, zaś przy zgodzie rodzin, dzieci poczęte w okresie narzeczeństwa zakończonego ślubem nie miały statusów bękartów. Ty Natalio miałaś świadomość różnicy statusów między wami i twój rozsądek cię powstrzymywał, ale widziałyśmy wszystkie jak błyszczały ci się oczy jak o nim mówiłaś.

- Dobrze ciociu, ale skąd pomysł, że dla Ziemowita jest ona kimś więcej niż przyjaciółką.

- Bo zaczął rozmawiać o ślubie – wyjaśniła Helena – wspominał o tym, że być może czas się ustatkować, ale oczywiście nie mogłyśmy zacząć przygotowań przed twoim ślubem – spojrzała na Natalię – wesele musi być huczne, Nina to dziewczyna z dobrej rodziny a jej ojciec chrzestny to być może przyszły Szef Departamentu Przestrzegania Prawa.

- We wszystkim ci pomożemy – zapewniła Gertruda – pamiętam urwanie głowy przez ślubem i weselem Idalki, Ziemowit zasługuje na równie huczne wesele. Nasze dzieci dokonują wspaniałych wyborów.

Natalia wymieniła spojrzenia z Idalką. Ziemowit raz po raz podkreślał jak wielce nie cierpi hucznych imprez i jak zarzekał się, że pragnie cichych, spokojnych uroczystości. Pamiętała jak narzekał na ścisk i zamieszanie, kiedy kuzynka wychodziła za mąż. Podczas ślubu Idalii, Natalia miała głowę wypełnioną innymi sprawami, lecz i tak zapamiętała jego słowa. Wówczas… wówczas wspominała spotkania w „Magicznych Fusach" i plotkowała z Anuszką o czarodziejach z Instytutu Alchemii, a siostra opowiadała o swoim chłopaku. Teraz Idalia była matką ślicznej córeczki, Anuszka oszalała a Natalia zwyciężyła narodowy wyścig o najbardziej pożądanego kawalera, jak to nazywały złośliwie gazety. Poślubiła swego ukochanego i co najważniejsze, tak on jak i najbliższa rodzina wierzyli, że wyszła za niego z miłości nie dla pieniędzy i tytułu. Zdaniem innych nie zamierzała się przejmować bardziej niż to konieczne.

Wróciła do swoich komnat po skończonej rozmowie z ciotkami. No może nie od razu, bo zirytowana postawą krewnych uśmiechnęła się diabolicznie. Wówczas jeszcze postawa ciotek nie wywołała awantury, lecz miała dość bycia traktowaną jak dziecko, bo cóż ciotki tak na nią patrzyły. Naprawdę nie chciała tupać nogą i krzyczeć „jestem tutaj królową". Postanowiła ostrzec Ziemowita przed możliwą, niezapowiedzianą wizytą. Mało ją obchodziło, co dorosły kuzyn robił wieczorem: czy poszedł spać sam czy spędził wieczór z Niną. To nie jej sprawa, co robią dorośli czarodzieje. Rok narzeczeństwa ją nauczył wielkiej wyrozumiałości. Jeśli zrobili coś głupiego poniosą konsekwencje, ale nie zamierza nad nimi stać jak kat nad dobrą duszą. Przywoławszy wspomnienie oświadczyn, zamruczała „Expecto Patronum".

Zaklęcia Patronusa, podobnie jak wiedzy o horkruksach od niedawna, nauczano w ostatniej klasie na lekcjach Obrony. Nie wszyscy potrafili rzucić aż tak zaawansowane zaklęcie, lecz większość dawała radę chociaż przywołać bezkształtną mgłę światła, bowiem w Lwowskim Instytucie Magii od pierwszej klasy kładziono nacisk na przygotowanie do spotkania niebezpiecznych stworzeń. Demenotorzy nie mieszkali wyłącznie w Anglii, lecz także niezamieszkanych, odludnych miejscach Europy. Nikt, poza Anglikami nie użył ich jako strażników więziennych, byli bowiem groźni i trudni do kontrolowania. Natalia umiała rzucać zaklęcie. Pierwotnie jej Patronus przypominał dużego kota, żbika jak się zdawało, lecz odkąd zaczęła spotykać się z Aleksandrem zaczął zmieniać formę. Ostatecznie przybrał postać drapieżnego ptaka, orła, co jakby nie patrzeć pasowało. Pamiętała jak ją ucałował kiedy powiedziała mu o swoim Patronusie, a także kiedy okazało się, że jego jest bardzo dobry. „Orzeł i orlica"- mruknął czule. Wymruczała kilka słów, po czym srebrny ptak wyleciał przez okno.

Ziemowit i Nina spędzali dość leniwy poranek, mrucząc z zadowolenia. Mężczyzna nieomal spadł z łóżka widząc srebrnego ptaka, mówiącego głosem kuzynki. Nie była to wiadomość jakiej oczekiwał od rana.

- Mam dług u Natalii... ciekawe jej Patronus był niegdyś żbikiem, a teraz proszę orzeł.

- To słodkie, Patronus zmieniający formę pod wpływem miłości – mruknęła Nina – twój to ryś prawda?

- Tak – skinął głową Ziemowit – większość z moich krewnych ma Patronusa w postaci kotowatych. Natalia miała żbika, Idalka dachowca, moja matka to lwica a ciotka Matylda kota perskiego. Kiedyś razem z kuzynkami urządziliśmy wyścigi Patronusów! Spotkamy się potem, czeka nas rodziny najazd.

Nina teleportowała się do swego mieszkania niedługo przed tym, kiedy do drzwi pukała Helena. Ziemowit zamruczał coś jak „zaraz idę", zaraz po tym jak usunął z pomocą różdżki ślady bytności ukochanej. Ostatnie o czym marzył to wizyta krewnych sprawdzających czy dobrze się prowadzi. W tamtej chwili chciał uściskać kuzynkę za wysłanie ostrzeżenia.

Natalia winna być wdzięczna, że nieco zmarudziła przed powrotem do swej komnaty. Kiedy ona szła rozmawiać z krewnymi, jej teściowa postanowiła odbyć rozmowę z jej mężem. na swoje szczęście nie była świadkiem owej rozmowy.

- Gdzie Natalia? – zapytała, po czym nie czekając na odpowiedź kontynuowała – wydajesz się zadowolony.

- Mamo! Nie przyszłaś chyba pytać mnie czy… - zapytał wzburzony Aleksander.

- Nie bądź drażliwy Sasza, sprawdzam czy niczego nie potrzebujecie przez wyjazdem w krótką podróż poślubną. Klamka zapadła.

- Mogłabyś chociaż okazywać radość – odparł z wyrzutem – rodzice Natalii mi nie ufają i kiepsko maskują swoje obawy.

- Bo mają świadomość problemów – wyjaśniła Anastazja zirytowana beztroskim zachowaniem syna, który przecież władał wielkim krajem – nie przyszłam robić ci wyrzutów, tylko powiedzieć, że Podolak zaoferował swą pomoc w ustalaniu ostatnich szczegółów wizyty w Anglii a ty naciesz się swoją czarownicą.

- Podziękuję mu, a co z angielskim ambasadorem?

- Dochodzi do siebie po zabawie – szepnęła Anastazja ze złośliwym uśmiechem – Dobroniega zaniosła mu eliksir.

- Nie chce więcej widzieć kuzyna Michała na zabawach – nakazał Aleksander butnie – widziałem jego zainteresowanie Natalią i słyszałem nieraz, że to za niego a nie za mnie winna wyjść.

- Naprawdę aż mnie zastanawia co cię ugryzło po nocy poślubnej. – westchnęła ciężko i zastanawiała się gdzie popełniła błąd - Michał należy do rodziny i nie możemy go ignorować, o ile nie przekroczy granicy zaś tańczenie z żoną króla takową nie jest. A wszyscy wiemy jakim mezaliansem jest twój ślub z Natalią. Przyznaję – zaczęła widząc zacięty wzrok syna – dobrze sobie radzi z prasą i na bankietach i z pewnością będzie cię wspierać. Po prostu…

- Liczyliście, że się rozmyślimy w okresie zaręczyn – syknął w odpowiedzi – Natalia jest moją żoną i prawowitą królową, dlaczego nie chcesz tego zaakceptować?

- Zaakceptowałam ją w chwili podpisania dokumentów przed zaręczynami. Przez ostatnie półtora roku poznałam jako chętną do nauki, bystrą dziewczynę. Ma wiele zalet i czuję, że wszystko się skończy dobrze. Po prostu…

- Lepiej by było jakby wyszła za któregoś z moich kuzynów, bo nie jest dla mnie dość dobra – zakończył – wybrałem ją i zdania nie zmienię. Czy to aż tak dziwne, że pragnę kochającej i wspierającej żony jak normalny czarodziej?

- Oczywiście, że nie... – wzbraniała się księżna. Ona już tak po prostu miała, że była przywiązana do tradycji i osoba Natalii bardzo nią wstrząsnęła. Bardzo się broniła przed pokochaniem nowej córki, no bo żeby od razu królowa... przecież istnieje forma jak małżeństwo morganatyczne.

Dalsza rozmowa nie miała miejsca, bowiem do komnaty weszła Natalia. Przywitała uprzejmie Anastazję, do której mówiła „pani matko" jak nakazywał zwyczaj by mówić do teściowej. Księżna skinęła głową i życzyła synowej udanego odpoczynku. Doceniała, że dziewczyna niższa stanem bardzo się stara by poznać i uszanować zwyczaje. „Gdybyś była chociaż z Sandomierskich" – mruknęła. Uściskała jednak młodą kobietę, widząc twardy wzrok syna. Każdy, kto znał Aleksandra nieco lepiej, widział jak radosnym i rozluźnionym stawał się w obecności Natalii. Anastazja nic więcej nie potrzebowała, a skoro synowa dawała mu szczęście będzie mieć ochronę rodziny.

. . . . . . . . . . . .

Wielkie wesele w Warszawie zajmowało uwagę prasy w dużej części magicznej Europy. Obecna na uroczystościach Lavender napisała obszerną relację dla „Proroka" opatrując artykuł zdjęciami młodej pary. Rzecz jasna najważniejsze przedstawiało ślubny pocałunek a także rodzinę stojącą blisko obojga, a także przypomnienie całej historii o ambitnej i wykształconej dziewczynie „z ludu", co zdobyła serca wielce pożądanego kawalera z królewskim tytułem. Kochająca plotki Lavender wiedziała w jaki sposób opowiadać historię, by trafiała do możliwie największej grupy ludzi. Napisała relację dla „Proroka" pasującą do sentymentalnej historii, lecz miała wyczucie.

Rita Skeeter przeczytała relację i kiwała głową z uznaniem. Uważała Lavender za kogoś w rodzaju swej następczyni i podopiecznej, uznając opowieść za idealną. „Kobiety oszaleją na punkcie króla, co pokochał dziewczynę z ludu. Z pewnością dzięki temu wzrośnie poparcie dla zacieśnienia relacji z Polską. Dobra robota" – mruknęła zachwycona. Rita Skeeter dobrze wychodziła na pisaniu kąśliwych artykułów na temat politycznych przeciwników Ministra, nie zostawiając suchej nitki na Zakonie Feniksa oraz Hermionie. Normalnie nigdy by nie atakowała żony głowy rodu czystej krwi, lecz Hermiona była wybitnie niepopularna w towarzystwie a coraz wyraźniejsza niechęć między Aleksandrem a Lucjuszem ośmielała. Skeeter oglądała zdjęcia z wesela i wzięła swoje samopiszące pióro, uśmiechając się diabolicznie.

Czy Elaine Scrimgeour ma rywalkę?

Wszyscy wiemy, że pani Elaine Scrimgeour, żona Ministra Scrimgeoura dała się poznać tak w Anglii jak i za granicą jako wielce elegancka dama, każdym gestem pokazująca przywiązanie do tradycji. Ostatnimi czasy także Ginewra Potter zaczęła brylować na salonach. Zgrabna żona naszego bohatera wojennego doskonale potrafi podkreślić swą urodę bordowymi szatami, przyprawiając czarodziei o szybsze bicie serca, a czarownice o zazdrość. Nasze wierne czytelniczki nieraz zastanawiały się czy Elaine Scrimgeour a może Andromeda Lestrange wyglądała piękniej na przyjęciu, zaś teraz do zaszczytnego grona dołączyła Ginewra Potter. Lecz może ktoś jeszcze?

Polecam zobaczyć zdjęcia ślubne pięknej i młodej królowej Polski, Natalii. Ta niezwykle wykształcona kobieta występowała nieraz w klasycznie pięknych szatach i takowe wybrała na swój ślub. Lekko rozszerzana szata przypomina krojem tradycyjne, polskie stroje noszone podczas najważniejszych uroczystości. Królowa Natalia dołączyła tym samym do zaszczytnego grona młodych kobiet, wielce przywiązanych do tradycji. Wielka to radość dla Polski, a także Anglii, w której odradzają się najlepsze z zasad. Młoda i piękna Natalia Orłowska może rywalizować z Elaine Scrimgeour pod względem obycia oraz doboru szat. Obiecuję wiernym czytelniczkom baczne śledzenie tego specyficznego pojedynku czarownic, lecz oczywiście trzymamy kciuki za żonę pana Ministra.

Nie wszystkie jednak czarownice uważają za właściwie by dbać o swoich mężów elegancją, prezentacja oraz zachowaniem ni nie uważają za właściwe by radować się z rosnącej pozycji Anglii na arenie międzynarodowej. Nie, niektórzy mający status wojennych bohaterów uważają za właściwie, by nieustannie krytykować nasze zwyczaje i plany w imię zasad panujących w innym świecie, nie uważając za właściwie by poznać i zrozumieć naszą kulturę. Nie chcą poprawy sytuacji Anglii, ni swej rodziny. "

Wszyscy przeczytali artykuł rozumiejąc przesłanie Rity. Amfitryta Greengrass wraz z córką Dafne także przeglądały prasę uśmiechając się złośliwie. Skeeter uderzała bezlitośnie, a wiele osób kiwało głowami z zadowoleniem. Pewny siebie, na swój sposób zarozumiały wobec innych Lucjusz rozdrażnił niejednego, a teraz niektórzy pragnęli utrzeć mu nosa chociaż trochę, zaś pragnąca zmian, marząca o lepszym świecie Hermiona nadawała się idealnie jako pałka do okładania Malfoya.

- Na Ritę zawsze można liczyć – zawyrokowała Amfitryta – to ty Dafne winnaś być panią Malfoy, nie ta cała Granger.

- Ale Lucjusz Malfoy nie rozwiedzie się z żoną, to by był skandal – zauważyła Dafne – raczej wyśle ją na wieś i będą żyć w separacji.

- Chyba, że pozostanie w małżeństwie zaszkodzi bardziej – uśmiechnęła się starsza czarownica – Hermiona popełnia błąd za błędem, zaś Rita umie takowe naświetlić. A pomyśleć, że parę lat temu jej pozycja wydawała się niemożliwa do osłabienia!

- Co planujesz mamo? – zapytała Dafne.

- Nic, co winno cię kłopotać. Zaczniesz chodzić na bankiety do Malfoyów, pokazując się jako wyrozumiała oraz dobrze wychowana panna. Poza tym po wizycie Saszy w Anglii, odwiedzisz Warszawę. Gertruda Podolak cię zapraszała – odparła, po czym nakazała - skorzystaj z tego. Jej synowie są mali, lecz ona ma znajomości i nieżonatych kuzynów, a i Sasza może pomóc.

Hermiona także przeczytała artykuł i zaszlochała. Jej relacje z Lucjuszem ze złych robiły się okropne, zaś dziewczyna miała przykrą okazję dostrzec jak książę z bajki zmienia się w naprawdę wredną ropuchę. Skeeter robiła z niej awanturnicę, która szkodziła Anglii, zgrabnie grając na wielowiekowych uprzedzeniach. Po wojnie źle wyglądało by wspominać wprost o statusie krwi, lecz opowieści o obcych, co nie poznawali kultury a żądali zmian trafiały do wielu. A Hermiona naprawdę uważała wiele zasad i zwyczajów za przestarzałe. Nie ona jedna, lecz tylko ona tak mocno płaciła za swoje ideały. Lucjusz kpił, Elaine uważała pomysły za głupie a inne czarownice z towarzystwa zazdrościły. Teraz została kozłem ofiarnym a ludzie powoli się od niej odwracali, chociaż kilka lat temu wiwatowali na jej cześć. Sława bywa wielce zmienna co naraz do niej dotarło. Po raz pierwszy wiedziała jak mógł się czuć Harry, który całe swoje życie w szkole żył na takim rollercoasterze. A przecież łaska zwykłych ludzi dla bohaterów zawsze na nieposłusznym koniu siedzi i nieraz z niego spada…

. . . . . . . . . . . .

Aleksander do samego końca nie powiedział żonie dokąd zabiera ją w podróż poślubną. Nie mógł wyjechać na miesiąc miodowy i najwięcej o czym mógł marzyć to dwa tygodnie, o ile nie będzie musiał wracać w pilnej sprawie. Zamierzał z robić jej niespodziankę, wyraźnie licząc na aprobatę. Natalia miała dość rozsądku by zrozumieć w czym rzecz.

- Dokąd się wybieramy? – zapytała.

- To niespodzianka, zamknij oczy kochanie.

Natalia zamknęła oczy wyraźnie porudzona. Nie wiedziała czego się spodziewać, ale na pewno nie tego, co widziała. Aleksander zabrał ją do jednej z pysznych posiadłości swoich krewnych, położonej wśród malowniczych krajobrazów Polesia. Mógł pozwolić sobie na wykupienie rejsu po morzu Śródziemnym, lecz pragnął odpoczynku od całego zamieszania, pobyć z nią sam na sam i cieszyć bliskością.

- Zawsze lubiłem to miejsce jako rodzaj ucieczki ku naturze – wyznał, kiedy wyszli z kominka – pojeździmy po najbardziej reprezentacyjnych miejscach lecz teraz pragnę odpocząć.

- Zatem prowadź – poprosiła.

Nie wiedziała czego oczekuje, ale pewno nie wizyty w pałacyku daleko od Warszawy. Osobiście nie miała nic przeciwko rejsowi po ciepłych morzach, lecz na razie czekało ją co innego. Mogła zrozumieć chęć odpoczynku i miała tylko nadzieję, że nie wygląda na zawiedzioną. Zresztą trafiła do zacisznego, lecz bardzo wygodnego miejsca. Służba była dyskretna i nie rzucała się w oczy, dbając o należyte przygotowanie.

Zajęli największą, najbardziej pyszną sypialnię. Na stolikach stały świeże, pachnące kwiaty co wywołało uśmiech Natalii. Poprowadził ją do dużej, przyjemnej komnaty zdobionej jedwabną tapetą o przyjemnym, ciepłym odcieniu. Podłogę pokrywały deski z jakiegoś jasnego drewna, nie była to mozaika… Z resztą, to ogromne, wygodne łóżko zwracało uwagę. Wokół łóżka na podłodze leżał kremowy, puchaty dywan. Już miała ochotę się położyć i mruczeć z zadowolenia. Komnata była piękna, dokładnie taka w jakich miejscach winni spędzać czas świeżo poślubieni małżonkowie? Mogła by nie wychodzić z pięknego miejsca i wyraziła głośną wdzięczność do męża, że zabrał ją właśnie w owo miejsce, nie zaś na rejs gdzieś daleko.

Podeszła do jednego z okien. Rozumiała już czemu lubił posiadłość. Otworzyła je na oścież, wpuszczając do przestronnego pomieszczenia pachnące wiosną, ciepłe, majowe powietrze. Ogród był przestronny i zadbany tworząc trudną do opisania mieszaniną dzikości przyrody oraz starannego planowania. Dostrzegła niewielki, przyjemny staw w którym można było pływać w czasie cieplejszej pory roku. Niektórzy próbowali kąpieli w maju, lecz ona zapewne by zamarzła.

- Jak tu pięknie, obiecaj, że jeszcze mnie tu kiedyś zabierzesz! – krzyknęła zarzucając mu ręce na szuję.

- Wedle życzenia moja królowo, a teraz chodź na spacer. Posiadłość otacza prywatny las, po którym możemy spacerować godzinami – szepnął całując ją za uchem – nikt nie będzie nam przeszkadzać.

- To piękne miejsce – odparła rozmarzona, a potem spojrzała na męża z nutą szaleństwa i z figlarnym uśmiechem odparła - gdyby było cieplej wskoczyłabym do stawu – po chwili dodała prowokacyjnie – dołączyłbyś do mnie?

- Oczywiście, zaś wodę można zaczarować tak, by była ciepła – zapewnił – lecz chodź pokażę ci okolicę.

Ogród był lasem, a może parkiem, z trudnym do opisania czarem podobnych miejsc. Natalia dostrzegała drzewka owocowe oraz krzewy malin, które niewątpliwie rodziły słodkie owoce w czasie sezonu. Dotknęła jego dłoni i zachęciła by pokazywał jej większą część okolicy, acz na razie zasiadła na jednej z ławek. Maj tego roku zapowiadał się pięknie i była chętna by korzystać z pięknej pogody.

Spacerowali przez jakiś czas trzymając się za ręce. Miejsce było piękne i zaczynała doceniać, że wybrał właśnie ów pałacyk zamiast rejsu po morzu Śródziemnym. Podobne rejsy były wielce popularne pośród młodych par, które mogą wyjechać podczas wakacji. Teraz zaś będą spacerować po malowniczej okolicy i kochać się tak długo, aż będą mieli dość, co zresztą zrobili. Nie żeby narzekała. Znalazła w komnacie świeże, niewątpliwie przygotowane dla niej koszule nocne z delikatnej, lekko prześwitującej tkaniny. Podobała się sobie w owym stroju, będąc kuszącą lecz nie wulgarną zaś materiał jedynie delikatnie sugerował jakie skarby kryją się pod spodem. Wiedziała, dzięki naukom Anastazji, że mężczyźni lubią kobiety w kuszącej bieliźnie i Natalia mogła przysiąc, że teściowa lub Liliana wybrały dla niej owo cudo.

Co wieczór czytali razem lub rozmawiali prędzej czy później kończąc w gorącym ucisku. Widziała jak oczy mu błyszczały kiedy dostrzegł ją w nowej koszuli, co zanotowała by częściej zakładać podobne fasony. Mruczała z zadowolenia kiedy składał głowę na jej piersi a ona mogła go głaskać i uważnie słuchać. Potrzebowała wyciszenia po całym zamieszaniu związanym ze ślubem, weselem i przygotowaniami. Zaś zakończenie aktywnego dnia na czułych uściskach zdecydowanie jej odpowiadało.

- Jak wrócimy do Warszawy pójdę do uzdrowiciela – szepnęła któregoś ranka.

- Coś ci dolega? – zapytał czule.

- Nie, ale podejrzewam, że po tym wszystkim mogę być w ciąży. Teoretycznie czas odstawienia eliksiru to trzy miesiące, ale… pragnę dać ci syna.

- I zadbamy o to właśnie. – odparł władczo, a jednocześnie na tyle uwodzicielsko, by wzbudzić w Natalii ochotę na małe co nieco.

Lecz na razie musieli myśleć o zbliżającej się wielkimi krokami wizycie w Anglii. Mieli odwiedzić Hogwart w rocznicę bitwy, co zakończyła terror Voldemorta. Teraz jednak spacerowali po przyjemnym, liściastym lesie i cieszyli odpoczynkiem z dala od zamieszania świata na zewnątrz.

Ostatniego poranka ich krótkiego pobytu, obudził się dość wcześnie. Uśmiechnął się i delikatnie pocałował czubek głowy swej świeżo poślubionej żony, lecz tak by jej nie budzić. Patrzył przez chwilę na śpiącą kobietę z pełnym zadowolenia uśmiechem. Nie była tak rozpustna jak jego dawne kochanki, owo określenie do niej nie pasowało, a i tak dawała mu o wiele więcej zadowolenia niż tamte. Narzucił na siebie lekki szlafrok po czym zgrabnie wyślizgnął z ramion Natalii. Spała jak zabita, co oczywiście miało związek z ich intensywnymi czynnościami poprzedniego wieczoru.

- Wstawaj, dzisiejszy dzień będzie piękny i nie możesz przeleżeć go w łóżku – zaczął z udawaną powagą, kiedy usłyszał, że kobieta wyraźnie wstała.

- Nie mam siły się ruszać i to twoja wina – odparła usiłując zabrzmieć jak zezłoszczona, lecz uśmiech zepsuł wrażenie.

- A ty nie protestowałaś – odparł – weźmiemy kąpiel, potem czas na śniadanie – odparł władczo a potem przybrał minę smutnego chłopca, któremu obcięto dostawę słodyczy – I ostatni spacer.

- Ja wezmę prysznic – oznajmiła ćwicząc władczy ton - co do reszty… - zamyśliła się i odparła pogodnie - zgoda.

- O nie – odparł z uśmiechem sytego kocura i pogładził ją po policzku - Idziemy razem – odparł - nie patrz tak na mnie, nie wierzysz, że się potrafię zachować?

- Nie umiesz trzymać rąk przy sobie – dodała ze śmiechem.

- Co lubisz! – nie dawał za wygraną.

Ostatecznie uległa, nie mogąc się oprzeć czułym pocałunkom. Poszli razem do łazienki, gdzie spędzili nieco czasu. Spędziliby więcej czasu ciesząc ostatnim wolnym porankiem, lecz konieczność zjedzenia śniadania zmusiła ich do zjedzenia śniadania, zanim udadzą się na spacer po ogrodzie. Wieczorem będą już w Warszawie, wracając do codziennych obowiązków. Natalia zamierzała spotkać się z Ludwiką i porozmawiać jak czarownica z czarownicą, oraz rzecz jasna przyjść na jeden z bankietów Instytutu Alchemii. Borewicz zapraszał ją na każdy z nich zaś Natalia zamierzała bywać na wszystkich wydarzeniach naukowo-kulturalnych.

Spacerowali przez resztę poranka, a Natalia musiała przyznać, że chociaż ich miesiąc miodowy skrócił się do dwóch tygodni nie żałowała ani chwili, być może tylko tego, że wszystko trwało tak krótko. Lecz w Warszawie już czekała na nią Ludwika, Idalka oraz Liliana, która od dawna była dla niej jak starsza siostra.

O swej młodszej siostrze, Anuszce wolała nie myśleć. Na kilka tygodni przed ślubem próbowała po raz kolejny z nią porozmawiać, lecz dziewczyna nie zamierzała zmieniać swej postawy ani o jotę, co najwyżej wyrzucając Natalii wywyższanie się. Natalia była ciężko zaskoczona i zasmucona postawą młodej krewnej: Anuszka nigdy wcześniej nie zdradzała objawów zazdrości, będąc raczej spokojną osobą. Teraz jednak wszystko uległo zmianie. „On cię zostawi tak czy siak. A chociaż rozwody są rzadkie on znajdzie sposób. Mierzysz za wysoko i się sparzysz". Wywiązała się wówczas awantura, bowiem Natalia może i nazbyt głośno zwymyślała Anuszkę za bycie uprzedzoną i odmawiania narzeczonemu szczerości z racji urodzenia. Echa kłótni dotarły do Aleksandra, który wpadł we wściekłość i wykrzyczał, że po skończeniu szkoły Anuszka powinna zostać zamknięta w odosobnieniu. Nie wiedzieli, że dziewczyna usłyszała owe słowa i wzięła groźbę na serio.

Mniej więcej w połowie maja, kiedy semestr miał się ku końcowi, spędzała dużo czasu z Darkiem. Chłopak miał najlepsze oceny z alchemii w całej szkole i dyrektor obiecał napisanie mu listu polecającego do Instytutu Alchemii. Darek był wielce zadowolony i dziękował za podobną pomoc, zwłaszcza, że dzięki takiemu listowi mógł dostać stypendium. By zostać alchemikiem musiał iść na dodatkowe studia po szkole, co kosztowało. Sumy nie były bardzo wysokie z punktu widzenia czarodziei, lecz jego rodzice byli Mugolami i studia kosztowały tyle, co studia na Oxfordzie po przeliczeniu walut. Dlatego potrzebował pomocy.

- Czy aby nie przesadzasz? – zapytał słuchając słów Anuszki – rozmawiałem kilka razy z twoją siostrą i była naprawdę uprzejma. Nie mogę uwierzyć, że aż tak się zmieniła!

- Kiedyś taka właśnie była, lecz wizja korony zaćmiła jej umysł. Ma się za nie wiadomo kogo i nie może znieść żadnej krytyki pod swoim adresem. Nieraz bywa tak, że powodzenie zmienia ludzi.

- To prawda, ale może z czasem wszystko się ułoży?

- Po skończeniu szkoły chcą mnie zamknąć w domowym areszcie – szepnęła dziewczyna robiąc z siebie ofiarę – boję się i chyba nie pozostanie mi nic innego jak uciec, nim mnie zamkną. Mój kuzyn Ziemowit.. on jest w porządku, ale czy mogę się u ciebie zatrzymać na jakiś czas? Proszę nie mam się do kogo zwrócić. – umiejętnie manipulowała miłym chłopakiem.

I chłopak posłuchał, wierząc, że dziewczyna naprawdę może źle skończyć. Na zajęciach ze zwyczajów i historii czarodziei słyszał o różnych zwyczajach, sięgających aż do przedrozbiorowej Polski. Darek poznał rodzinę Anuszki i wiedział że, podobnie jak większość z ich sfery, byli dość konserwatywni i przywiązani do tradycji. Z pewnością mogli skorzystać z możliwości zamknięcia w domu niepokornej latorośli. Skinął głową i wyraził zgodę, nie wiedząc, że w owej chwili przypieczętował los ich obojga.

. . . . . . . . . . . .

Podolak już czekał na swego przyjaciela. Sprawy wizyty państwowej w Anglii zostały już załatwione, lecz pragnął mu przekazać inne, potencjalnie wspaniałe wieści. Informatorzy z ulicy Bazyliszka donieśli niedawno o czarodziejach z „Kwitnącej Paproci", najbardziej znanej grupy antymonarchistów, spotykających się z Francuzami. Francuzi byli rzecz jasna agentami Czyścicieli przebranymi za turystów, lecz działali ostrożnie. Ograniczali swoją działalność do upijania się do nieprzytomności oraz snucia planów zmiany świata na lepsze, przynajmniej wedle swego wyobrażenia tego co lepsze. Ustalono, że spotkali się z Remusem Lupinem w przeddzień jego śmierci a także rozmawiali z innymi Anglikami, którzy przybywali jako turyści. Ich podobizny zostały przesłane do Londynu, dla ustalenia ich tożsamości. Wciąż oczekiwano na odpowiedź z Departamentu Międzynarodowej Współpracy.

- Wyglądacie naprawdę wspaniale – powitał ich Podolak ze szczerą radością i po chwili spojrzał na Króla – możemy porozmawiać Sasza? Mam ważne informacje z Działu Śledczego.

- Zajmę się przekąskami – szepnęła Natalia.

Wyszła poszukać Dobroniegi, a także rozpakować po powrocie z podróży poślubnej. Rozumiała też, że czasem powinna zostawić go, by załatwiał swoje sprawy, co właśnie uczyniła. Zresztą zapewne czeka na nią zaległa korespondencja, wszak jeszcze przed ślubem dostawała zaproszenia na różne wydarzenia towarzyskie i miała niemały problem by wybrać te, na które winna pójść. Jako królowa z pewnością zostanie dosłownie zasypana takowymi.

- Co się dzieje? – zapytał Aleksander, kiedy już wyszła.

- Nie bez powodu prosiłem byś oderwał ręce od swojej czarownicy. Wydaje się, że niektórzy członkowie „Kwitnącej Paproci", na czele z przewodniczącym Tyrolskim odbywają często spotkania z Francuzami w „Zatrutym Zielu", barman był wielce pomocny.

Dwaj czarodzieje zasiedli w komnacie używanej jako miejsce odpoczynku lub przyjmowania gości. Podolak zajął miejsce w swoim ulubionym fotelu, popijając nieco nalewki. Patrzył też uważnie na swego przyjaciela, który był wyraźnie z siebie zadowolony i uśmiechnięty. Ostatni raz tak wyglądał kiedy opijali wygraną w wolnej elekcji, coś co wielce ich zaskoczyło bowiem był dość młody jak na podobne stanowisko.

- Sugerujesz, że antymonarchiści współpracują z Francuzami? Trudearoro chce nawiązać relacje z opozycją i użyć ich jako zalążków rewolucji?

- Tego się obawiamy i zbieramy dowody. Lecz by ich aresztować i oskarżyć potrzebujemy czegoś więcej niźli tylko spotkań w spelunie. By zamknąć w więzieniu przeciwników politycznych, trzeba solidnych dowodów – przypomniał Podolak.

- Wiem. Nieostrożne działanie kosztowało wiele moich poprzedników. Zachęcajmy ich lecz subtelnie… aresztowanie tych wywrotowców bardzo mi się spodoba.

- Ja myślę – skinął głową Podolak – dyrektor Lwowskiego Instytutu przesłał listę uczniów, którzy będą częścią delegacji do Anglii. Nie ma na niej siostry Natalii.

Po tych słowach podał listę uczniów, napisaną eleganckim pismem na papierze z godłem szkoły. Dyrektor został wtajemniczony w wyczyny Anuszki i chociaż uważał ścisłą kontrolę za przesadną, to jednak nie pochwalał wulgarności. Nie przepadać za szwagrem, to jedno, ale czarownica winna wyrażać zdanie rozważnie. Można nie przepadać za instytucją monarchii, lecz krytykować w sposób na poziomie. Wyraźne sympatia dyrektora szkoły do „Kwitnącej Paproci" stanowiła tajemnicę poliszynela, lecz ponieważ ograniczał się do zwykłej sympatii, nie spotkały go za to konsekwencje. Aleksander, podobnie jak poprzednicy, pragnął pokazać, że nie prześladuje rodaków za poglądy zaś jak mawiał Podolak antymonarchista bywa dobry na widocznym stanowisku, bowiem pokazywał otwartość i tak dalej, a jednocześnie nie dawał do ręki argumentów by posądzać o zamordyzm.

„Trzeba mieć jak to mawiali po mojej stronie wentyl bezpieczeństwa, który można kontrolować"- owe słowa rozumiał obecnie panujący monarcha, podobnie jak poprzednicy. Teraz jednak najwyraźniej jednak sprawy zaczynały zmierzać w groźnym kierunku i czas na dobrze przygotowane i wymierzone uderzenie.

- Doskonale – pochwalił go Aleksander, nalewając sobie i jemu nalewki – wspomniałeś jeszcze o Anglikach, spotykających Francuzów oraz antymonarchistów. Co o nich wiemy?

- Na razie nic, ale czekamy na odpowiedź z Londynu – wyjaśnił Podolak skrupulatnie – nie przybyli tutaj przez Międzynarodowe Fiuu, lecz z pomocą mugolskich środków.

- Ciekawe – mruknął Aleksander, popijając aromatyczny napój – większość Anglików to kompletni ignoranci jeśli chodzi o wiedzę Mugoli, nawet jeśli ponoć działają w ich sprawie. Nie wyobrażam sobie by jakikolwiek Anglik, urodzony w rodzinie czarodziei potrafił korzystać z samolotu czy też metra.

- Też tak uważamy, Krzemień już wysnuł ten wniosek. – odparł czujnie Pierwszyz Najważniejszy Czarodziej Pierwszego Pokolenia w Magicznej Rzeczypospolitej Polsce i spojrzał na Króla z dziwnym uśmiechem - Mugolaki spotykające się w spelunie z wywrotowcami, to prezent od losu Sasza.

- Wiem, jeszcze jakbyśmy złapali Hermionę Malfoy… - rozmarzył się Sasza

- Naprawdę jej nie lubisz – zauważył Podolak – i pomyśleć, że gdyby miała więcej rozumu, mogłaby mieć w tobie sojusznika – parsknął - nie rozumiejąc, że nie cierpisz idei wyznawanych przez zwolenników czystej krwi równie mocno, co ona.

- Nie lubię ludzi ograniczonych – odparł zniesmaczony Król, który kierował tęskne spojrzenie w stronę butelki szkockiej, którą Podolak przywiózł z Magicznej Brytanii jako prezent od Rufusa - a ta chodząca encyklopedia nie rozumie złożoności świata. Nie mamy wojny dobra ze złem, dobrych zwolenników zmian i złych konserwatystów – skwitował z ironicznym uśmiechem ten dziwny, wręcz dziecięcy podział na „białe" i „czarne" - lecz wszystko sprowadza się do walki o władzę. – król kontynuował nie zdając sobie sprawy, że momentami brzmi jak ten bękart Gauntów - Nie pojmuje też, że swoją postawą wzmacnia uprzedzenia, bowiem pokazuje niechęć do poznania i uszanowania kultury kraju, do którego przybyła. Jest nowa w naszym świecie i żąda zmian wedle zasad starego świata, pokazując słuszność niechęci takich jak Lucjusz. – na wspomnienie starego przyjaciela parsknął śmiechem - Może to był jego plan, by przekonać jak okropna alternatywa czeka Anglię? Czego oni ich uczą na lekcjach historii w Hogwarcie? – spojrzał zszokowany na Podolaka, który taktownie milczał i kręcił młynek palcami jednocześnie rozprawiając nad obiadem, który czeka go ze strony jego ukochanej żony, a który zapewne sprowadzi się do jakichś …jarzyn. Tak jakby to mięso tuczyło! - Dumbledore był politykiem stojącym z boku, używającym Hogwartu jako miejsca zaszczepiania zmian zaś Knot był wygodny dla wszystkich przez podatność na wpływy. Ale tego Panna-Wiem-To-Wszystko nie pojmuje. Poza tym – zakończył tyradę – nigdy jej nie zapomnę, że miała czelność namawiać cię do buntu.

Podolak skinął głową. Zapewniał Aleksandra, że nigdy by go nie zdradził lecz i tak król zamierzał zareagować ostro zamierzając pokazać jak dalece potępia podobne zachowania. Tutaj nie chodziło o różnicę poglądów, zaś Lucjusz miał drogo zapłacić za poślubienie niewłaściwej kobiety nie rozumiejącej zasad świata w którym żyła. Lecz jak mawia powiedzenie, chytry dwa razy traci a Lucjusz zamierzał zbijać kapitał polityczny na roli nawróconego złego nawet jeśli owa postawa była wykalkulowana a nie szczera. Szczerze mówiąc, to Aleksander nie cierpiał żony dawnego druha i kompana z lat młodzieńczych. Hermiona nawet nie wiedziała jak potężna jest wrogość króla do jej osoby.. Hermiona nie wiedziała jakiego wroga miała w polskim królu.

Niedługo potem weszła Dobroniega z przystawkami, a za nią Natalia. Obaj natychmiast wstali, by powitać wchodzącą kobietę, na co ta zareagowała uśmiechem. Wiła uśmiechała się od ucha do ucha. Dla klanów wiążących się z rodami czarodziei, było powodem do dumy by przebywać blisko pary królewskiej, zaś do takiego należał jej klan. Ostatnio uprosiła też Aleksandra, by zainstalować też swą młodą siostrzenicę, której zadanie polegać będzie na zajmowaniu się oczekiwanymi przez wszystkich dziećmi młodej pary. „Spełni tę samą rolę co i ja". Olśniewająco piękna panna o srebrnych włosach była bardziej niż chętna do zadania, więc wszystko szło ku dobremu.

- Nie wiem o czym rozmawiacie, ale przyda się zagryzka – zauważyła Natalia, patrząc na nalewkę.

- Nigdy nie należy pić na głodnego – powtórzyła Dobroniega – pańska siostra przybędzie na kolację z mężem. Pani Liliana.. – wiła zawiesiła głos – była wzburzona kiedy przyszła dzisiaj rano.

- Co się stało? – zapytał Aleksander wyraźnie zaniepokojony.

- Niech ci Liliana wyjaśni – odparł Podolak – z twoją siostrą wszystko w porządku, ale jej teść… jej teść zwariował. Ale nie masz powodu do niepokoju?

- Nie mam powodu? – zakpił Aleksander – teść mojej siostry oszalał a ty mi mówisz bym… był spokojny?

- Och nie w takim sensie, Liliana ci wszystko wyjaśni. Powiedzmy – zawiesił sugestywnie głos - postanowił zaszaleć i to bardziej niż pokazać co nosi pod szatami na bankiecie – wyjaśnił tajemniczo Podolak.

Natalia znała męża Liliany dość słabo, lecz wiedziała, że to dość konserwatywny mężczyzna wielce przywiązany do zasad. Podolaka darzył rodzajem szorstkiej przyjaźni, doceniając jego oddanie rodzinie żony. Natalia musiała go do siebie przekonać, bowiem w jego wyorażeniu ludzi z jej klasy społecznej mogli stanowić klientów ludzi jak Orłowscy, szukać ich protekcji, ale nie zawierać z nimi małżeństwa. Rzecz jasna czym innym małżeństwo z kimś z bocznej linii, lecz z królem... Dlatego wiedziała, że musi dobrze odegrać swoją rolę, aby wywrzeć na mężczyźnie wrażenie.

Spędziła nieco czasu na wybieraniu szat. Spędziłaby nieco mniej, gdyby Aleksander nieustannie jej nie rozpraszał raz po raz obsypując komplementami, a także sunąc dłońmi po odsłoniętych plecach. Patrzyła na niego z rozczuleniem tak dumna jak i nieco zirytowana, wszak winna przygotować się do kolacji.

- Jesteś zdenerwowana – mruczał całując jej odsłonięte ramiona – pozwól, że pomogę.

- Pomóż mi zapiąć szatę – zaśmiała się.

Ku wielkiemu niezadowoleniu obojga wciąż nie była w ciąży. Odstawiła eliksir półtora miesiąca temu i miała nadzieję, że ich pierwsze dziecko zostanie poczęte w czasie namiętnych uniesień w zacisznym miejscu. Nic takiego nie miało miejsca, co nie dziwiło biorąc pod uwagę, że eliksir powodował tymczasową, trwającą do trzech miesięcy niepłodność. Lecz i tak czuła zawód. „Nie martw się, nic się nie zmieni" – szeptał, zapewniając o swej nieustannej pomocy w powiększaniu rodziny. Zresztą… Często bywałotak w świecie mugoli, jak i magów – że gdy starająca się o potomka para stwierdzała, że ma dość i mówiła względne „bye bye natural baby" okazywało się, że Panią Domu budziły problemy gastryczne, a oprócz nich pojawiały się inne znaki zwiastujące powiększenie rodziny.

Ostatecznie wybrała wygodną, jasną szatę sięgającą do ziemi. Ponieważ kolacja miała mieć miejsce w gronie rodzinnym, nie musiała wyglądać wielce poważnie, chociaż na pewno elegancko. Dlatego wybrała wygodne buty na niewysokim obcasie, zamiast szpilek. Nie mogąc zdecydować się na naszyjnik, wybrała długie kolczyki nie wymagające żadnych dodatkowych elementów biżuterii. Nałożyła lekki makijaż, głównie podkreślając długie rzęsy. Dobroniega, oraz jej młoda siostrzenica Swietłana, pochwaliły strój oraz pomogły ułożyć włosy. Wiły były mistrzyniami w kwestii urody praz stylizacji, co Natalia właśnie poznawała.

Jarema Krzemień, nazwany tak na część Jaremy Wiśniowieckiego, charłaka i bohatera tak magicznej jak i mugolskiej Polski siedział smętnie na sofie. Na widok Aleksandra i Natalii wstał witając ich uprzejmie, lecz widać było, że coś go trapi. Podobnie jak większość czarodziei nosił długie włosy, o wiele jaśniejsze niż Orłowscy. Patrzył na żonę ponuro a Liliana sprawiała wrażenie zdenerwowanej.

- Wyglądacie kwitnąco – powitała ich Liliana serdecznie – czekam na bratanka lub bratanicę – nakazała.

- Dziękuję – powiedziała Natalia – proszę usiądźcie. Zaraz podamy lekką kolację.

- Doskonale – odparła Liliana – potrzebuję wina by wyjaśnić co zaszło. Ty Sasza także – zerknęła a brata – a i ty Natalio.

- Co się dzieje? Podolak był bardziej niż tajemniczy – wyjaśnił Aleksander, biorąc do ręki kieliszek – wspomniał tylko o twym teściu.

- On oszalał – westchnęła Liliana – owdowiał dziesięć lat temu, a samotność mu nie służy. Spotykał przez lata wiele kobiet, lecz teraz… teraz wyraził chęć ożenku – zakończyła wzburzona.

- A ty jak rozumiem nie popierasz jego wyboru? – bardziej stwierdził niż zapytał Aleksander.

- Nawiązał romans z Marią Dołgucką –Jarema wypluł słowa z obrzydzeniem – co gorsza postanowił znieważyć pamięć mej matki, poprzez ożenek!

- Marią Doługucką? – zapytała Natalia, zapominając o konieczności zachowania spokoju.

Rzecz jasna kojarzyła ową czarownicę. Zawodniczka „Strzyg z Polesia", narodowej, żeńskiej drużyny sportowej była mniej znana ze sportowych osiągnięć niż z romansów ze znanymi czarodziejami, na czele z Aleksandrem. Maria mogła uchodzić za piękną, ze swoimi długimi do ud, jasnoblond włosami oraz nienaganną figurą sportsmenki. Stanowiła obiekt fantazji wielu i była ostatnią z kochanek męża, nim zaczęli się spotykać. Nie mogła darzyć sympatią kobiety, którą wspominał jako „wielce giętką" oraz „świadomą", do budziło irytację Natalii. Tamta potrafiła dogadzać mężczyznom jak niewiele kobiet.

- Ożenić? – krzyknął Aleksander – to jakiś ponury żart. Z takimi jak ona się nie żeni, przecież ona... - zaczął wyraźnie niepewny jak wyrazić swoje zdanie – nawet nie wiem przez ile rąk przeszła nim trafiła do mnie, ani przez ile rąk przeszła w międzyczasie – dodał.

- Mówisz o niej jak o używanym pucharze – parsknęła Natalia nieco zniesmaczona.

- Raczej pucharze przechodnim – wyjaśnił – bo tym właśnie jest, przechodząc od kochanka do kochanka. Nie patrz tak na mnie – spojrzał na nią z boku – są kobiety do dawania przyjemności i kandydatki na żony. Miała wielkie zdolności i doświadczenie, lecz żenić się z taką to niemożliwość.

- Mój teść tak uważa – wyjaśniła Liliana – błagam Sasza porozmawiaj z nim. Taki wstyd dla rodziny! – jęczała kobieta – Maria Dołgucka moją teściową, to niemożliwe. Rozumiem małżeństwo z młodszą kobietą, lecz nie z nią! Pamiętam jak wiele razy rozmawiał i zapraszał w gości młodą uzdrowicielkę, ale wybrał inną – jęknęła załamana Liliana.

Cała postawa Liliany wyrażała oburzenie. Czarownica nie przebierając w słowach ganiła teścia za zadawanie się z byłą kochanką brata, może nie tyle zadawanie się lecz plany małżeńskie. „Przecież jeśli szukał czy też potrzebował zabawy niechby takową miał, ale bez ślubu". Natalia kiwała głową po raz kolejny notując mądrość w wychowaniu czarownic, by były wstrzemięźliwe i zachowywały swój klejnot dla tego jednego, jedynego. Nie mogła też opanować wrażenie, że pomimo przysiąg i zapewnień, Aleksander traktował by ją równie chłodno gdyby uległa wcześniej jego żądzy. Porzuciłby ją jak każdą inną „jeśli dasz mężczyźnie wszystko bez przysięgi, nie będzie chciał się żenić" – powtarzały doświadczone kobiety. Nie miała powodów by darzyć byłą kochankę męża sympatią, lecz mogła tylko kiwać głową nad hipokryzją, która postrzegała poszukujących rozrywek mężczyzn jako wielce męskich zaś kobiety oddające swe ciała jako nierządnice.

Następnego dnia na zamek przyszedł stateczny August Krzemień, głowa znamienitego i zasłużonego rodu Krzemieni wywodzącego z zachodnich części kraju, a przybyłego wieki temu z Niemiec. Chociaż stanowili część polskiej społeczności od wielu pokoleń, to jednak różnili się w podejściu do wielu spraw od Orłowskich oraz Poleskich, będąc bardziej niż oni wyczulonymi na kwestie statusu krwi oraz stanu niż wschodnie rody. Zapewne dlatego Jarema okazywał Natalii o wiele większy chłód niż Liliana, która praktycznie od razu zaakceptowała żonę brata.

Starszy czarodziej miał już wyraźnie siwe włosy, czego nie ukrywał. Podobnie jak wielu czarodziei nosił długie włosy oraz krótką, zadbaną brodę. Przypominał wyglądem Albusa Dumbledore, lecz nijak nie był spokrewniony z poprzednim dyrektorem Hogwartu. U jego boku szła olśniewająco piękna, jasnowłosa czarownica w eleganckiej i kuszącej szacie ze srebrnego jedwabiu. Kobieta nosiła dość głęboki dekolt, zdobiony staromodnym naszyjnikiem z pewnością należącym do rodzinnego zbioru. Szła pewnym siebie krokiem, zaś kształtne usta zdobił uśmiech zadowolenia. Maria Dołgucka promieniała, co wywołało irytację Natalii, zwłaszcza jeśli widziała długie spojrzenia, które miała czelność rzucać w kierunku jej męża.

- Wspaniale cię widzieć Auguście – powiedział uprzejmym, dyplomatycznym tonem – jak widzę kwitniesz.

- Nic tak nie pomaga mężczyźnie jak młoda, piękna kobieta – wyjaśnił starszy czarodziej – wybrałeś młodszą damę na królową – spojrzał w kierunku Natalii – postanowiłem także znaleźć szczęście w młodości – dodał.

-Grunt to właściwie wybrać źródło – wycedził Aleksander, wyraźnie oburzony samym pomysłem by porównywać Natalię z Marią – niektóre trucizny są słodkie. Porozmawiajmy przez chwilę na temat doświadczeń z młodością – dodał jedwabiście – zaś moja królowa zajmie się twą przyjaciółką.

Natalia zacisnęła pięści, lecz skinęła głową na znak zgody. Widziała jak bezczelna czarownica próbowała podchwycić spojrzenie jej męża, który jednak ignorował jej próby ku wielkiemu zadowoleniu królowej. Niech sobie tamta za wiele nie wyobraża.

- Nie ma to jak spotkanie starych przyjaciół – dodała Maria, zupełnie nie rozumiejąc sytuacji – czy ten formalizm jest naprawdę potrzebny? Przecież kiedyś … - wypaliła dość wulgarnie niczym Ginewra Potter podczas swoich występów

- Przeszłość jest przeszłością i przeminęła – przerwał chłodno Aleksander – jeszcze nie jesteś żoną Augusta Krzemienia panno Dołgucka, dlatego winniśmy zaczekać z tą poufałością.

- Niedługo tak właśnie będzie – zapewnił August – lecz dobrze zachować zasady. Marysieńko – zerknął na swą narzeczoną – z pewnością spędzicie miły czas z królową.

Kobiety wymieniły spojrzenia, które zapowiadały raczej walkę niż przyjaźń między nimi. Natalia jednak zamierzała odegrać rolę dobrej gospodyni, nawet wobec wielce nielubianej kobiety. Zrobi tak dla niego, królowa winna być zawsze uprzejma i nigdy nie może pokazać złego humoru. Udowodni wszystkim, że Aleksander dokonał dobrego wyboru żony.

Kiedy mężczyźni wyszli, nakazała Swietłanie by przyniosła lekką przekąskę. Nie spuszczała uwagi z Marii, która patrzyła na salon, w którym przebywali, z wyraźnym sentymentem. Coś w jej sposobie bycia drażniło Natalię niepomiernie, przypominając znane ze szkoły czy późniejszych etapów życia czarownice, które flirtowały z wieloma mężczyznami a ich pewność siebie wręcz ociekała bezczelnością. Całkiem jak u tej całej Marii.

- Bardzo lubiłam to miejsce – wyjaśniła blondynka – szczególnie te fotele.

- Nie jesteśmy na „ty" panno Dołgucka – odparła lodowato Natalia – trzymajmy się zasad, co nam wszystkim pomoże.

- Wedle życzenia Wasza Wysokość – odparła tamta – lecz już niedługo zostanę żoną głowy rodu Krzemieni, więc…

- Wtedy panno Dołgucka przejdziemy na ty – odparła słodko Natalia.

- Lecz po co aż tak trzymać zasad? – zapytała Maria – przecież obie naginamy takowe – odparła lekko - obie weszłyśmy w najwyższe kręgi arystokracji, wywodząc się z innego stanu. Mamy ze sobą wiele wspólnego królowo.

- Nie sądzę – wyjaśniła Natalia – więcej nas dzieli niż łączy, panno Dołgucka – odparła jadowicie Królowa - Zaś łączy wyłącznie pochodzenie z klasy średniej.

- Oraz osoba króla – dodała Maria.

- O tym bym nie mówiła panno Dołgucka – syknęła Natalia – jesteś jego przeszłością a ja przyszłością. Będzie dla nas lepiej jeśli nie będziemy o tym zapominać.

- Przeszłość nie zawsze jest martwa królowo. Ja zaś wiem lepiej w jaki sposób ożywiać niejedno. – odparła zuchwale - August jest ze mnie wielce zadowolony.

Natalia spojrzała na nią lodowato, lecz wtedy na szczęście przyszła Swietłana z przekąską i nie doszło do kłótni. Niechęć do Marii Dołguckiej jeszcze wzrosła, zaś cała postawa kobiety jej suknia, jej maniery oraz makijaż budziły wielką wściekłość młodej królowej. Mogła zrozumieć dlaczego Liliana oceniała czarownicę tak ostro. Zawrze sojusz z szwagierką, by utrzeć nosa bezczelnej dziewusze.

- Damy nie rozmawiają o podobnych sprawach panno Dołgucka – przerwała – a już na pewno nie w czasie spotkania na zamku.

Rozmowa między królem a Augustem Krzemieniem, przebiegała w nerwowej atmosferze. Fakt, że głowa statecznego rodu zamierzała poślubić byłą kochankę króla był wielce pikantny i dodawał całości smaczku, a i tak decyzja starszego czarodzieja wywołała emocje. Nic dziwnego, że kiedy siedzieli obok siebie na wygodnych fotelach, atmosferę można było kroić nożem.

- Nie rozumiem skąd w tobie taka niechęć do mojej decyzji – tłumaczył August – sam poślubiłeś kobietę niższą stanem, mamy ze sobą wiele wspólnego.

- Nie sądzę – przerwał Aleksander – ja poślubiłem damę, co do której mam pewność. Nie muszę myśleć przez ile przeszła rąk nim trafiła do mnie i wiem, że nie pragnie mojego tytułu ni majątku. Maria Dołgucka miała słabość do znanych czarodziei, nie wnikam – posłał teściowi swojej ukochanej siostry kpiące spojrzenie - ilu miała przede mną ni ilu miała po mnie. Lecz, czy możesz ufać w jej cnotę?

- Szukała miłości i mężczyzny, z którym założy rodzinę – wyjaśnił August – potępiamy ją, lecz czyż nie korzystamy z okazji, by dać upust naszym żądzom? Potępiamy te, które się nam oddają a przecież sami je zachęcamy!

- Nie róbmy ofiar z kobiet, które widzą w nas skrót do wspinaczki do społecznej drabinie. To umowa.

- Byłeś z nią kiedyś! Skąd takie potępienie?

- Tak, byłem i postąpiłem wobec niej uczciwie: ona chciała zdjęcia z królem i naszyjnika z pereł, dając w zamian przyjemne chwile. Pojawiłem się z nią na bankietach, przeszedłem po Babiogórskiej po czym rozstaliśmy kulturalnie. Takie kobiety zostawiają po sobie przyjemne wspomnienia, lecz żeby się żenić rzecz niepodobna. Dlaczego tak ci zależy na ślubie? Czy ona… - zawiesił głos - Maria czy ona spodziewa się dziecka? Masz pewność, że to twoje?

- Moja Marysieńka nie jest w ciąży, zaś gdyby była byłbym wielce radosny. Nie może uwierzyć, że ze wszystkich ludzi ty ją tak traktujesz. Poślubię ją i dam nazwisko. Nawet ty będziesz musiał szanować moją żonę.

- Nie zostanie zaakceptowana – parsknął Aleksander – twoje dzieci jej nie zaakceptują, nie możesz walczyć z całym światem. Potrzebujesz sojuszników, skoro dokonałeś kontrowersyjnego wyboru. Wiem to lepiej niż inni – powiedział spokojnie – jak zamierzasz przedstawić zalety swej wybranki? Nie ma urodzenia, ni wykształcenia, ni majątku ni osiągnięć. – wyliczał bezlitośnie Aleksander, który w tym momencie był takim hipokrytą. Jak Lucjusz - Latanie na miotle to mało, zwłaszcza jeśli, jej przeszłość jest powszechnie znana.

- Nie boję się wyzwań. – odparł hardo senior rodu

Ślub miał mieć miejsce w lipcu, zaś niechęć rodziny i otoczenia nijak nie zniechęcała Augusta Krzemień. Tylko zwiększała determinację czarodzieja, który zamierzał poślubić swą wybrankę, pomimo niechęci a może właśnie za sprawa reakcji otoczenia. Natalia odetchnęła z ulgą kiedy Maria wyszła. Słysząc o zachowaniu swego męża uśmiechnęła się wyraźnie zachwycona.

Wieczorem założyła ową kuszącą, lekko prześwitującą koszulę nocną, która budziła taki jego zachwyt. Nie musiała długo czekać na jego reakcję, kiedy wpił się mocno w jej usta a niecierpliwe dłonie pozbawiały ją okrycia.

- Otwórz książkę – nakazał podając do ręki „poradnik dobrej czarownicy".

Kiedyś znalazł ów tom w jej rzeczach i zaczął żartować. Wymyślili zabawę, polegającą na otwieraniu książki na losowo wybranej stronie pokazującej rozmaite pozycje, które potem próbowali w sypialni lub innym miejscu. W większości przypadków wielce się to jej podobało, zresztą musiała o niego zadbać, aby Maria Dołgucka stanowiła tylko wspomnienie.

- Jesteś rozkojarzona – zauważył z wyrzutem, przerywając pocałunek.

Westchnęła, wiedząc już doskonale jak bywał drażliwy na domniemany brak zaangażowania i koncentracji. Przesunęła dłonią po jego policzku, przybierając możliwie najbardziej pokorny wyraz twarzy. Nie miała ochotę na sprzeczkę, poprzez wyjaśnianie mu bezsensowości jego podejrzeń.

- Czy kiedy August Krzemień poślubi tę kobietę, tę Marię to czy będzie do nas przychodzić na bankiety? – zapytała.

- Do ślubu może nie dojść – wyjaśnił lekko – nigdy jej nie zaakceptują w towarzystwie. Nie ma nikogo kto by ją wprowadzał jak ciebie – odparł ciepło na wspomnienie lekcji, które obserwował - poza ty masz wykształcenie i nienaganną opinię panny z dobrej rodziny, zaś lista jej kochanków z pewnością trafi do gazet. – odparł z niewinnym uśmiechem - August tego pożałuje, ale czy naprawdę musimy rozmawiać o niej teraz? – zapytał rozdrażniony.

- Ona była tutaj z tobą przed laty – wyznała Natalia – z pewnością dawała ci przyjemność i...

- Nie myśl o niej, chwile przyjemności nie były warte słuchania piskliwego głosu. Przeszłość to przeszłość, nie myśl o niej – nakazał.

- Nie myślę, ale ona... masz rację zajmijmy się przyszłością – skinęła głową, układając wygodnie na poduszkach.


A/N Ten rozdział to cisza przed burzą