Witam. Przedstawiam nowy rozdział, w całości poświęcony Albusowi z Severusem i z Milo w rolach drugoplanowych. Wstawiam tak na rozgrzewkę, żeby sprawdzić, czy nadal czuję tego ficka. Czy czuję, sami ocenicie.
Freja – Tak myślałem, że przestaniesz lubić Milo, ale może jeszcze się do niego przekonasz xd
JHoracy – Zgadzam się z tobą co do Milo, bo to moja ulubiona postać, no może zaraz po Harrym i Voldemorcie. Co do twoich pytań, to w tym rozdziale znajdziesz kilka odpowiedzi.

Oczywiście zapraszam każdego do komentowania ;)
Dziękuję wam za komentarze i już nie przynudzam.


Rozdział 18 Kawałek Układanki

Ktoś mógłby powiedzieć, że Harry Potter jest szalony i nie pomyliliby się bardzo. Prawda, był szalony, ale miało to swoją dobrą stronę. Po rannym incydencie w wielkiej sali rozpoczęła się lawina plotek. Wszyscy w Hogwarcie zastanawiali się, dlaczego Potter przyszedł w takim stanie, i dlaczego prawie umarł. Krążyły różne pogłoski. Mówiono, że walczył ze śmierciożercami, wilkołakami, że przetrwał atak hordy wampirów. Wszyscy chcieli wierzyć, że dokonał czegoś niesamowitego, czegoś, co wskazywałoby na to, że jest Wybrańcem. Chodziły nawet słuchy, że walczył z samym Voldemortem! Jednak prawda była całkowicie inna, bo kto może połączyć ataki i wybuchy w mugolskim świecie z Harrym i Milo, którego nikt nie znał, ani nawet nie kojarzył? Nawet sam Albus Dumbledore rwał sobie włosy z głowy, próbując rozwiązać te zagadki. Pierwszą zagadką był mężczyzna, który usiłował zabić Alastora. Drugą był Harry i jego słowa zanim zemdlał. Pierścień na jego palcu, dziennik i puchar, te przedmioty łączyło jedno. Były horkruksami, które straciły swoją moc. Ale jak? Jak ten chłopak mógł tego dokonać, a on sam nie mógł zniszczyć przeklętego dziennika?! To było nie do pomyślenia.

Teraz chłopak leży w skrzydle szpitalnym, a w szkole trwały święta. Nikt poza domem Gryffindoru nie przejmował się Harry. Przed południem reporterzy z proroka codziennego i innych gazet złożyli szkole niezapowiedzianą wizytę. Jakiś uczeń musiał dać im znać, a wieść się rozniosła. Albus przez przeszło godzinę musiał użerać się z tymi krwiopijcami, które wyssałyby resztkę życia z Harry'ego. Szlag! Chłopak prawie umarł w jego szkole! Pod jego nosem! Jak mógł do tego dopuścić?! Jeszcze ta sytuacja z Horacym, który już się obudził i oczywiście nie pamiętał nic ze zdarzenia po przyjęciu. Dumbledore tego dnia westchnął ciężko więcej razy, niż w ciągu ostatniego roku. Nic nie było dla niego jasne.

— Albusie, moim zdaniem powinniśmy obudzić Pottera – głos Severusa Snape'a wyrwał go z zamyślenia. Spojrzał na niego spod swoich okularów i ściągnął je, bo coraz bardziej mu ciążyły. Podobnie jak ta cała sytuacja. Chyba jest już za stary na rozwiązywanie zagadek i tajemnic. Potrzebna mu pomocna dłoń. Był pewny, że Harry nic im nie powie. W chłopaku było coś takiego, że to się po prostu wiedziało. Potrzeba mu kogoś, kto wyciągnie z niego te informacje i nie będzie prosił, żeby wszystko wyjaśniał. Najlepiej byłoby, gdyby Harry sam się przed kimś otworzył.

— Nie, Severusie, to nic nie da.

— On teraz śpi, Albusie. Może mógłbym wejść do jego umysłu? Założę się, że ta jego ochrona nie działa całodobowo. Chłopak nadal się uczy, jeszcze wiele przed nim.

— Mylisz się – przerwał mu i po raz kolejny westchnął ciężko. – Harry osiągnął więcej niż ja przez cztery lata, albo nawet więcej. On zniszczył trzy horkruksy, Severusie. Nie można go lekceważyć. Nie jestem pewny, czy Harry nam ufa.

— Oczywiście, że ufa! – sprzeciwił się żywo. – Albusie, ten chłopak jest tak ufny i naiwny, jak jego ojczulek. Poza tym, dlaczego miałby ci nie ufać? Skąd te podejrzenia? Myślałem, że jesteś, co do niego pewny.

— Byłem, ale coś mi podpowiada, że Harry nie do końca jest świadomy całej sytuacji. To może powodować u niego pewne wahanie. Voldemort nadal ma na niego potężny wpływ, już raz próbował się z nim skontaktować. – Przypomniał sobie zdarzenie z tamtego dnia. Wtedy Voldemort mówił o pucharze, który teraz Albus trzymał w ręce. A ten puchar miał Harry, więc to z kolei oznacza, że w jakiś sposób wszedł w jego posiadanie. Tylko, jak tego dokonał?

— Potter ci ufa, Albusie. Jesteś dyrektorem, przywódcą zakonu feniksa, dla niego jesteś niczym mentor. To właśnie dzięki tobie on trafił do tego świata i nie umarł w domu wujostwa. Nie widzę powodów, dlaczego miałby ci nie ufać.

— Nie powiedział mi, że nosi pierścień. Nie powiedział, że zabrał dziennik. Możliwe, że dziennik Milo on też zabrał. Nie powiedział mi tego, więc to jest wystarczający powód.

— Z tego, co wiem, nie powiedział nawet tym rudzielcom.

— Więc, skoro nie powiedział nikomu, to znaczy, że im też nie do końca zaufał. Może mógłby zaufać Ginny.

— Tak, podeślijmy mu dziewczynę, język szybko mu się rozwiąże – zakpił Severus. – A pannie Weasley, co powiesz? Wyjaśnisz jej zawiłość sytuacji, czy z mostu każesz przesłuchać Harry'ego. Może najlepiej będzie podać mu veritaserum? Mam kilka flakoników.

— Nie – odparł ciężko. Severus jawnie z niego kpił. Nigdy tego nie lubił, ale już dawno temu do tego nawykł. Tym razem jednak czuł, że jeszcze kilka strun i mistrz eliksirów wyprowadzi go z równowagi. A tego nie dokonał nawet sam Tom Riddle, gdy uczęszczał do tej szkoły. Pamięcią sięgnął do tamtych wspomnień i coś mu zaświtało. Jakby ciemna postać tuż obok Toma. Jeszcze potężniejsza i bardziej mroczna od niego. Ktoś lub coś niewyobrażalnego. Wytężył pamięć jeszcze bardziej i wspomnienia zaczęły zalewać jego umysł niczym tsunami. Ta postać była wszędzie i prawie zawsze obok Toma. Coś było nie tak. Jakby jego wspomnienia zostały wymazane. Coś mu mówiło, że to coś bardzo ważnego.

— To nie Harry'ego powinniśmy przesłuchać – odezwał się Albus. – To nie do jego głowy powinniśmy zajrzeć.

— Chcesz przesłuchać Weasleyównę? – spytał z nutką zainteresowania.

— Nie, Severusie. Chcę, żebyś to ty przesłuchał mnie. – Oczy Severusa Snape'a momentalnie powiększyły się do rozmiarów dwóch galeonów, a usta nieco się rozdziawiły. Zakręcił haczykowatym nosem, zacisnął wargi i zmrużył oczy, przypatrując się dyrektorowi.

Przez chwilę obaj taksowali się wzrokiem, próbując odgadnąć swoje myśli. Albus wiedział, że mistrz eliksirów nie rozumie jego pomysłu. Nie mógł rozumieć, bo te wspomnienia sięgały czasów, jeszcze sprzed narodzin Snape'a. Lord Voldemort, a wtedy Tom Marvolo Riddle miał potężnego sprzymierzeńca już w czasach szkolnych. I ten sprzymierzeniec mógł być odpowiedzią na któreś z dręczących go pytań.

— Że niby, co? – zdołał zapytać, ale w jego głosie nadal było słychać niedowierzanie i niezdecydowanie. Severus widocznie nie był pewny, czy usłyszał dobrze.

— Chcę, żebyś wszedł do mojego umysłu. I to nie powierzchownie. Chcę, żebyś wyciągnął stare wspomnienia, jeszcze z czasów, gdy Tom Riddle uczęszczał do Hogwartu. Mam wrażenie, że coś mi umknęło i teraz to się na mnie mści.

— Albusie, nie wydaje mi się...

— Wiem – powiedział nico głośniej, niż wcześniej. – Po prostu to zrób.

— Teraz? Bez przygotowań? Mówimy o wejściu do twojego umysłu. Ominięcie wszystkich ważnych wspomnień i dotarcie pięćdziesiąt lat wstecz będzie bardzo trudne.

Albus zakląłby gdyby mógł, ale nie chciał pokazywać Severusowi tej strony siebie. Zawsze był spokojny, nie mógł tracić panowania. Zwłaszcza teraz, gdy trwa wojna, a w Hogwarcie tyle się dzieje, musi dumnie prowadzić jasną stronę do walki. Musi pokonać Toma za wszelką cenę. To jest jego zadania, nie Harry'ego. Voldemort dorastał w jego szkole, żył z nim pod jednym dachem, widział jak ten dorasta i szkoli się w magii. Widział jego zmiany, znał jego pragnienia i rządze władzy. Wiedział, że Tom kiedyś stanie się mroczy, ale nie sądził, że aż tak. Wtedy nie powstrzymał Toma, nie wykonał zadania. Teraz musi je wykonać. Albo on, albo Tom, tak to musi się skończyć.

— Wejdę tam z tobą – zdecydował.

— Ze mną? W twoje wspomnienia? To w ogóle możliwe, żebyś był tam ze mną? Nie lepiej użyć myśloodsiewni?

— Nie, jeśli na moich wspomnieniach z tamtego okresu ciąży magia, myśloodsiewnia nie pomoże – wyjaśnił. – Rzucę na siebie zaklęcie, które umożliwi mi poruszanie się po swoim umyśle, ale tylko przez krótką chwilę. Utoruję ci drogę, ty po prostu brnij jak najdalej, aż cię zatrzymam. Rozumiesz?

— Tak – powiedział twardo Snape i wyciągnął różdżkę. Albus uśmiechnął się nieco, głównie po to, żeby uspokoić towarzysza, ale był te inny powód. To pierwszy raz, gdy dobrowolnie pozwala komuś wejść do swojego umysłu. W jego głowie jest wiele tajemnic, którymi z nikim nie chciał się dzielić. Wolał nigdy nikogo tam nie wpuszczać, bo to byłoby niebezpieczne dla tej osoby. Jednak musi teraz zaryzykować. Czuł, że gra jest warta świeczki.

— Zaczynaj.

Legilimens! – Snape wypowiedział zaklęcie i niemal natychmiast wszedł do umysłu dyrektora. Od razy ujrzał bariery ochronne, szczelniejsze niż wszystko, co w życiu widział. Przypominały wielką taflę zamarzniętej wody, stojącą pionowo przed nim. Ta nagle pękła i przeszedł dalej.

Natłok wspomnień prawie go zmiażdżył, ale znikąd pojawił się Albus, który w jakiś sposób je odganiał. Severusowi przypominało to setki zniczy, które uciekały przed dotykiem dyrektora Hogwartu. Przez chwilę to obserwował, ale zaraz się otrząsnął. Nie ma teraz czasu na podziwianie, musi ruszać. Po umyśle starca poruszało się tak łatwo, że mógłby to porównać do swobodnego biegu przez niebo, chociaż nigdy po niebie nie biegał, to w jego wyobraźni tak by to wyglądało. Po chwili przedarli się przez kolejną tafle i Severus kątem oka widział, że obrazy zmieniają się na ciemniejsze, to znaczy, że są starsze. Nagle poczuł mocny uchwyt na swoim ramieniu i powstrzymał chęć dalszej podróży. Zatrzymał się i rozejrzał. Albusa już nie było, a on sam stał w jakimś gabinecie. Zlustrował szybko pomieszczenie, w którym się znalazł i natychmiast się domyślił, gdzie się jest. To klasa transmutacji, więc za biurkiem powinien być... Albus Dumbledore!

Młodsza wersja Albusa zatrzymała na nim wzrok i przez chwilę miał wrażenie, że go zauważył.

— Wejdź, Tom. – Severus natychmiast zrozumiał i odskoczył w bok, spoglądając na młodego chłopaka o czarnych włosach, szarych oczach i szacie godnej Malfoya. Młody Tom Riddle szedł szybkim i pewnym krokiem w kierunku – wtedy – profesora transmutacji.

— Dobry wieczór, profesorze. – Severusa przeszły dreszcze, gdy usłyszał ten głos. Tom mówił cicho, a jego głos był aksamitny i dźwięczny. Nigdy by nie pomyślał, że to przyszły Czarny Pan, przed którym klęknie połowa magicznej Anglii. Chłopak wyglądał normalnie, miał czarne, zaczesane w tył włosy i zachowywał się jak dumny uczeń domu węża. Kompletne przeciwieństwo Pottera, narwanego Gryfona.

— Tom. Wiesz, czemu cię wezwałem? – zapytał Albus.

— Hm... Sądzę, że tak. Chodzi o incydent, który miał miejsce tego ranka. – Severusa ponownie przeszły dreszcze, bo to ,,Hm..." z ust Riddle'a brzmiało teraz jak groźba.

— Masz rację. Powiesz mi, dlaczego podczas mojej lekcji zaatakowałeś Prewetta?

— Nie zaatakowałem go, profesorze – odparł.

I w tym momencie coś się stało. Miedzy dwójką nastąpiło długie milczenie, jakby coś ich zmroziło. Stali nieruchomo, patrząc sobie prosto w oczy, nie drgnęły im nawet powieki. Severus zainteresowany podbiegł szybko do tego i zaczął się im przyglądać.

— Znieruchomieli – szepnął cicho. Całe wspomnienie znieruchomiało. Spróbował szturchnąć kubek, żeby sprawdzić, ale jego dłoń przeniknęła przez przedmiot, jakby był duchem. W ogóle czuł się jak w myśloodsiewni. Był tak pochłonięty umysłem Albusa, że nawet nie zauważył podstawowej różnicy. Mógł się poruszać i obserwować ich z każdej perspektywy. W normalnej leglimencji nie jest to możliwe.

Nagle coś przykuło jego wzrok i szybko spojrzał. Nie zauważył nic, prócz bezkształtnej, czarnej masy. Podszedł do tego i przyjrzał się z każdej strony. Nie rozumiał. To coś pojawiło się tuż obok Czarnego Pana, ale chyba nie było częścią wspomnienia. W końcu wyprostował się i uznał, że to jest właśnie to, czego szuka Albus. Musi to dokładnie zapamiętać, żeby...

Nie dokończył nawet myśli, gdy poczuł żelazny uścisk na swoim gardle. Wybałuszył oczy, spróbował nabrać powietrza, ale to tylko uciekło z jego płuc i teraz autentycznie się dusił. Spróbował oczyścić umysł i spojrzał na to, co go trzyma. To ta bezkształtna masa, która nie była już tak bezkształtna. Przypominała człowieka. Przypominała Toma Riddle'a. Po krótkiej chwili, to, co go trzymało, zmieniło się w dłoń, a później zmieniła się reszta ciała. Ogarnął go szok spowodowany zarazem nagłym zachowaniem tego czegoś i tym, w co się zmieniło. Przed nim pojawił się sam Tom Marvolo Riddle, który coraz mocniej ściskał jego krtań. Spojrzał mu w oczy i ujrzał różnicę. Te były niebieskie.

— Nie wtykaj swojego haczykowatego nochala w sprawy innych ludzi, bo to może się źle skończyć – powiedział groźnie, z sadystycznym uśmiechem. W jego oczach widział szaleństwo, zło i rządzę krwi. Ten chłopak budził w nim wszystkie lęki i po chwili, nauczyciela eliksirów ogarnął paniczny strach. Serce zabiło tak szybko jak nigdy, krew przyspieszyła w żyłach szybciej, niż w ogóle było to możliwe. Czuł, że zaraz straci przytomność.

— Pokaż to wspomnienie Albusowi i powiedz, że ja jestem tylko jednym puzzlem jego układanki.

Oczy Severusa prawie wyleciały z orbit, a jego gardło zostało rozerwane. W następnej chwili trząsł się na podłodze gabinetu, trzymając za szyję i próbując złapać oddech. Widział Albusa, widział, że to koniec wspomnienia, ale skutki zostały. Starszy mężczyzna rzucił na niego jakieś zaklęcie i po chwili profesor oddychał już normalnie. Jednak nadal odczuwał strach. Strach większy, niż ten, kiedy stawał przed Czarnym Panem.

— Albusie, muszę ci to pokazać.

Całe wspomnienie wylądowało w myśloodsiewni i tylko Albus w nie wszedł. Severus nie chciał widzieć tego po raz drugi.

Gdy Albus się wynurzył, pomyślał, że jest już na to za stary. To wspomnienie wywołało u niego szok, większy niż kiedykolwiek mógł się spodziewać. Milo. Jak mógł o nim zapomnieć? Kiedy Milo wtargnął do jego umysłu? I dlaczego nie rozpoznał jego imienia, gdy czytał dziennik? Jak to możliwe, że ten chłopak nadal żyje i kontaktuje się z Harrym przez dziennik? Pamiętał jego śmierć, choć tamten dzień owiany był wielką tajemnicą. Jednak nie mógł pojąć całej tej sytuacji.

— Albusie, kim jest ten chłopak? – zapytał nadal przerażony Snape.

Dumbledore przez dłuższą chwilę zbierał się w sobie, żeby na to odpowiedzieć.

— To bliźniaczy brat Voldemorta. – Severus usiadł, a raczej padł bezwładnie na fotel. – Był wychowywany w mugolskiej rodzinie. Toma poznał dopiero w Hogwarcie. Milo był moim ulubionym i najlepszym uczniem. Przez pierwsze trzy lata to Tom zdobywał tytuły najlepszego ucznia Hogwartu, ale później Milo go wyprzedził. Jego umiejętności i wiedza już wtedy przekraczała moje wyobrażenia. Możliwe, że nawet ciebie mógłby nauczyć czegoś z eliksirów. Wtedy też, on i Tom zaczęli szukać sposobu na nieśmiertelność. To było mniej więcej w tym samym czasie. Jednak nie wiem, czy mu się powiodło. Wiem tylko, że jeśli poszerzał swoją wiedzę i szlifował umiejętności, to może być potężniejszy ode mnie, a nawet Voldemorta.

— Przesadzasz.

— Nawet, jeśli tego nie robił, to z pewnością jest bardziej niebezpieczny. Milo to sadysta, lubi budzić w ludziach lęk i grozę. Zwodzi ich i wykorzystuje zręczniej niż Tom. Łatwiej trafia do ludzi. Jest inteligentny, po prostu niesamowity. Niestety dojrzałem to zbyt późno. Później, gdy skończyła się szkoła, byłem na jego pogrzebie. Zdaje mi się, że to wtedy o nim zapomniałem. A raczej on sprawił, że zapomniałem.

— To wydaje się nierealne. Jak ktoś taki może istnieć? Uważasz, że jest groźniejszy od Czarnego Pana i potężniejszy od ciebie. I dodatkowo skontaktował się z Potterem.

— Myślę, że Harry powiedział mu o horkruksach, a on pomógł mu je zniszczyć, żeby zdobyć jego zaufanie i wykorzystać. Milo może nawet zabić Harry'ego. Musimy działać.

Po tych słowach, bez zastanowienia ruszył w kierunku wyjścia. Nie czekał na Severusa, musiał iść po Złotego Chłopca. Harry jest jego największą bronią przeciwko Voldemortowi i nie może go stracić. Po prostu nie może. Szedł przez korytarze tak szybko, że niemal biegł i zatrzymał się dopiero w skrzydle szpitalnym. Zamarł, gdy zobaczył puste łóżko chłopca.

— Och, Albusie! – zawołała pielęgniarka.

— Poppy – szepnął przerażony. Jego umysł podsyłał mu same czarne scenariusze i nie mógł tego zatrzymać. – Gdzie Harry?! – Niemalże ryknął, a ona wzdrygnęła się.

— Pan Potter? Przyszła po niego przyjaciele i zabrali go do wieży Gryffindoru na czas świąt. Wybacz, nie mogłam ich zatrzymać. W końcu to dzieciaki, niech się bawią.

Albus Dumbeldore po raz pierwszy dzisiejszego dnia odetchnął z ulgą.

— Chodźmy po niego – syknął Severus, ale Albus go zatrzymał.

— Nie. Niech odpocznie. Dzisiaj nie jest dobry dzień. Porozmawiamy z nim jutro. Muszę wszystko przemyśleć.