Zmierzali w stronę zamku. Słońce już dawno skryło się za horyzontem. Ogarniała ich ciemność, jedynym źródłem światła były trzymane w rękach pochodnie. Szli w milczeniu, z obawą co spotkają na swojej drodze, kiedy dotrą na miejsce. Na rozdrożu Teagan zatrzymał się zwracając się twarzą do siedmioosobowej grupy.
- Do zamku wejdę sam, ludzie mnie tam znają. Nie wiadomo. jak żołnierze arla zareagowali by na wasz widok. Sami musicie to przyznać, jesteście dość nietypowa grupą.
- Jesteś pewny, że chcesz to zrobić? – dopytywał się zdenerwowany Alistair.
- Tak, mój drogi chłopcze. Jestem – mężczyzna uśmiechnął się lekko dodając otuchy rycerzowi – Proszę – wyciągnął swoją dłoń w kierunku Isabelli –To jest klucz do podziemnego przejścia. Wejście znajduje się w wiatraku. Ten klucz otwiera zamek drewnianej klapy w podłodze. Tunelem dojdziecie do lochów, a z nich dalej na dziedziniec.
Czarnowłosa wzięła podarek i mocno zacisnęła w ręce.
- Chodźcie – ponagliła towarzyszy i pobiegła w stronę starego wiatraka. Teagan stał przez chwilę obserwując jak ciemne sylwetki znikają po kolei za drzwiami budynku. Modląc się w duchu do Stwórcy ruszył ku zamku.
- Przestań panikować do cholery – niebieskie oczy wpatrywały się zaciekle w twarz blondyna – To była dobra decyzja, Ci wieśniacy nie mogli zostać sami w świątyni. Wynne i Rufus są bardziej tam potrzebni niżeli tutaj. Dobrze wiesz, że gdy tylko ten pies coś zwietrzy od razu zaczyna ujadać. Nie mam zamiaru dać się zabić z powodu natury zwierzęcia. A teraz pozwól, że zajmiemy się większym problemem.
Alistair stał nie mogąc wydusić z siebie żadnego słowa. Isabella ruszyła przodem wyraźnie wytrącona z równowagi. Leliana, Sten, Oghren i Zevran bez ociągania podążyli za Strażniczką, tylko Morrigan stała oparta o ścianę z lekkim uśmieszkiem.
- Na co się gapisz? – warknął rycerz.
- Jesteś przewrażliwiony – wyruszyła ramionami, pstryknęła palcami a z jej dłoni buchnął jasny płomień rozświetlający ciemny tunel.
- I ty przeciw mnie?
- Wręcz przeciwnie, osobiście sama wolałabym zostać w świątyni z tym kundlem. Wędrowanie ciemnym, cuchnącym tunelem jakoś nie leży w mojej naturze – uśmiechnęła się wymownie - Wynne jako uzdrowicielka, bardziej by się tu przydała, niż tym nic nie wartym wieśniakom – powiedziawszy to wyminęła blondyna zostawiając go w tyle.
Po wielu minutowej wędrówce przez ciemne i wilgotne korytarze dostrzegli w oddali snop światła.
Jasna aura dochodziła z tunelu skręcającego w prawo.
- Zatrzymajcie się- wyszeptała Isabella, do jej uszu dochodziły dziwne dźwięki – Słyszycie to?
- Brzmi paskudnie – odezwał się cicho Zevran nadstawiając uszu – Pojdę się temu przyjrzeć.
- Gdyby cos była nie tak, zawołaj nas.
- Nic mi nie będzie, Leliano. Jestem już dużym chłopcem – odparł drwiąco elf.
Isabella kiwnęła głową. Zgasiła swoją pochodnię, reszta uczyniła to samo. W tamtej chwili woleli się nie rzucać w oczy.
Zevran szedł pochylony. W ciemności widział dużo lepiej niż zwykli ludzie. Był elfem, w naturze miał podkradanie się oraz łowy. Pomimo, że został wychowany na zabójcę, nie mógł się tak po prostu wyrzec swoich korzeni. W jego krwi płynęła dzika natura leśnych łowców. Jego stopy ostrożnie stąpały po nieznanym gruncie, starając się nie natrafić na jakąkolwiek przeszkodę, która z góry mogła by zdradzić jego pozycję. Antivańczyk nie chciał narażać kogokolwiek na niebezpieczeństwo. Kidy doszedł na koniec korytarza ostrożne przyległ plecami do lodowatej ściany. W tamtym momencie wyraźnie słyszał te przedziwne odgłosy. Przypominały trochę ludzkie jęki. Momentalnie skojarzył sobie ten odgłos ze starem, któremu zaschło w ustach.
- Błagam zostawcie mnie. Idźcie sobie kreatury – elfa dobiegł głos mężczyzny. Zaintrygowany postanowił zerknąć. Najostrożniej jak tylko potrafił zaczął powoli obracać głowę. Kątem oka dostrzegł kraty.
„ A więc jesteśmy w lochach" pomyślał coraz bardziej zdenerwowany blondyn. To, co zobaczył w głębi lochu przeszło jego największe oczekiwania. Przy jednej z cel zgromadziła się grupa stworzeń. Wyglądałem przypominali ludzi. Ich ruchy były nieskoordynowane. Powolne, apatyczne, napełniające odraza i obrzydzeniem stworzenia. Smród jaki roztaczały wokół siebie te kreatury kojarzył się tylko i wyłącznie z padliną. „ Ten sam zapach co w wiosce, cholera, ten szalony szlachcic miał rację". Nie zastanawiając się dłużej nad sytuacja postanowił wrócić do grupy.
- I co? Co tam zobaczyłeś? – Oghren stał oparty o topór, wyraźnie gotów do walki.
- Trupy, pieprzone chodzące trupy. Ten wariat mówił prawdę – Elf nie mogąc uwierzyć we własne słowa, zaczął nerwowo chodzić w kółko. Isabella stała cicho, analizując sytuację. Leliana zaczęła się modlić pod nosem.
- Był tam ktoś jeszcze, jakiś mężczyzna zamknięty w cieli – Zevran spojrzał po wszystkich – Te stworzenia wyraźnie chcą się dobrać mu do skóry.
- Fantastycznie, jak zabić coś, co już nie żyje? – Alistair rozłożył zrezygnowany ręce.
- Spalić – Morrigan bez słowa ruszyła przodem w dłoniach rozniecając potężny płomień.
- Takie podejście do sprawy to ja rozumiem – ucieszył się krasnolud i popędził za wiedźmą. Reszta grupy wyczekująco wpatrywała się w swoją przywódczynie. Na twarzy Isabelli nie było znać żadnych emocji. Nigdy jej do głowy nie przyszło, że będzie musiała walczyć z takim okropieństwem.
- Isabello?
- Zevranie, Alistairze, Stenie, Leliano – szlachcianka spojrzała po twarzach przyjaciół- Nie wiemy, co nas czeka w tej chwili, ale z jednym się musicie ze mną zgodzić. Nie możemy pozwolić, by tylko Morrigan i Oghren się dobrze bawili – uśmiechnęła się lekko starając się ukryć swoje przerażenie – Za mną!
~Punky
