Szeryf obserwował ich z lekkim uśmieszkiem z drugiej strony stołu. Derek w zasadzie nie spodziewał się odwiedzin tak wcześnie i siedział spięty, podczas gdy Stiles podawał posiłek. Jego spaghetti niestety było wszystkim, co mieli i żaden z nich nie planował pełnowartościowej kolacji po ciężkim dniu. Przeważnie zjadali kilka kanapek albo pizzę i chociaż to musiało się zmienić – nie powinni żyć w końcu w ten sposób – Derek nie sądził, aby któryś z nich szybko przejął władanie nad kuchnią.
Stiles dość często zapominał o mleku, a on sam nie był dobry w śledzeniu zawartości lodówki. Z Deucalionem na karku – takie domowe problemy – wydawały mu się po prostu drugorzędne i przestało go dziwić, że po domu watahy kręciło się tak wiele osób, które zajmowały się ogrodem czy kuchnią. Problem na pewno miał się rozwiązać, gdy oficjalnie ze Stilesem by się tam wprowadzili, ale w tej chwili do jedzenia pozostała im zaledwie porcja makaronu, który przypominał breję.
- Rozumiem, że to twoje dzieło? – spytał szeryf, unosząc brew wyżej i Stiles zaczerwienił się wściekle, chociaż przecież to nie on próbował przygotować kolację kilka dni wcześniej.
- W zasadzie, panie Stilinski… - zaczął Derek mniej pewnie i mężczyzna parsknął przednio ubawiony.
- Spodziewałem się akurat czegoś podobnego – westchnął mężczyzna.
-Tato – jęknął Stiles. – Nie możesz się spodziewać po nas kulinarnych zdolności Melissy.
- Ale spodziewam się, że nie umrzecie z głodu, gdy tylko rodzice spuszczą was z oka – odparł szeryf przedrzeźniając jego ton. – Coś ty jadł przez te wszystkie lata w rezerwacie? – spytał całkiem szczerze mężczyzna.
- Obiady u Melissy – odbił piłeczkę Stiles i uśmiechnął się wrednie, gdy jego własny ojciec się zaczerwienił. – I dobra robota tatku! Wy haczyłeś świetne obiady… Znaczy chciałem powiedzieć, że świetną kobietę.
- Łobuz – prychnął szeryf. – W zasadzie przyszedłem porozmawiać…
- Powiedziała ci o ciąży – odgadł Stiles i przy stole zrobiło się nagle cicho.
Derek zamarł z widelcem w dłoni i co prędzej wsadził sobie do ust sporą porcję jedzenia, aby mieć wymówkę. Za cholerę nie chciał brać udziału w tej rozmowie, ale z dwoma Stilinskimi przy stole nie miał wyjścia. Doskonale pamiętał, że szeryf jeszcze niedawno mierzył do niego z broni. I sądząc po wzroku mężczyzny, nie zawahałby się strzelić.
- Skąd wiedziałeś? – spytał szeryf zdezorientowany.
Stiles wzruszył ramionami.
- Dziecko jest Iskrą – powiedział tylko omega, odkładając sztućce. – Wyczułem magię, która pojawiła się w Rezerwacie – dodał z westchnieniem. – Nie mogłem wam powiedzieć, nie zdradzając ci, że jestem jak mama… - urwał i przygryzł wargę.
- Wiesz, że nie radzę sobie dobrze, gdy coś ukrywasz. Melissa powiedziała mi, że nie miałeś wyjścia, ale jestem twoim ojcem i…
- Tak miało być. Widziałem to pewnej nocy. Nie mogliśmy mieszkać razem. Byłeś potrzebny tutaj – wszedł mu w słowo Stiles. – A ja miałem więcej czasu na naukę z Deatonem – przyznał sztywno. – Inaczej nigdy nie mielibyśmy szansy.
Szeryf wyglądał przez chwilę, jakby chciał coś dodać, ale szybko zrezygnował. Derek pospiesznie włożył kolejną porcję jedzenia do ust i zaczął powoli żuć. Stilinski zresztą spojrzał na niego, zapewne oczekując jego reakcji.
- Wiesz, co jest najgorsze? Twoja matka robiła to samo. Robiła coś bez wyjaśnienia i wiem, że nie miałeś wyjścia. Znam ją. Znam ciebie. Wiem jak się to odbywa, ale to nie oznacza, że będę się z tym dobrze czuł – przyznał mężczyzna i Derek nie spodziewał się niczego innego.
- Może wyjdę – zaproponował w końcu, ale Stiles położył mu uspokajająco dłoń na ramieniu.
- Nie, już skończyliśmy – powiedział omega i spojrzał wymownie na ojca, który tylko wzruszył ramionami. – Nic innego nie może być zrobione – dodał Stiles. – Rozmawiałeś ze Scottem? Planujecie ślub? – spytał omega zmieniając pospiesznie temat.
Stilinski skrzywił się lekko.
- Chciałbyś, żebym ja porozmawiał ze Scottem? – spytał Stiles kompletnie przerażony. –Nie ma takiej opcji. Ty nabroiłeś, ty się tłumacz! – dodał, wzdrygając się.
- Wiesz jaki jest Scott – westchnął szeryf.
- Jedna rada. Mów do niego prostymi zdaniami i najlepiej zacznij od tego, skąd się biorą dzieci, bo ostatnio jak słyszałem jego teorie… - urwał Stiles sugestywnie.
Szeryf uderzył się otwartą ręką w czoło.

ooo

Derek przebrał się w coś wygodniejszego, starając się nie zwracać uwagi na siniaki, które pojawiły się na jego żebrach. Nigdy nie sądził, że Iskra tak bardzo go zmęczy, ale jego własna magia wydawała się wycieńczona. Teorie o tym, skąd brała się możliwość ich przemiany bardziej interesowały ludzi pokroju Petera czy jego matki, ale kilka rzeczy zapamiętał i nie zamierzał w najbliższej przyszłości biegać po lesie nago. Nie chciał utknąć jako wilk do następnej pełni, gdzie ich moc byłaby największa.
Stiles wyjaśnił mu, że koncentracja była najważniejsza, ale i tak zdążył podpalić swoją koszulkę. Próbował kontrolować Iskrę tak bardzo nieprzyzwyczajony, aby być w mocy kogoś innego. Nawet Stiles był jego omegą i hierarchia tutaj była jasna i klarowna. A jednak Iskra mogła zrobić z nim, co chciała i próbowała go ustawić w szeregu. Zrzucił więc niepotrzebną nadpaloną koszulkę, rejestrując trochę zszokowane spojrzenie Stilesa.
Zaczęli ponownie i jego omega nie miał zbyt wielkiego szczęścia z trzymaniem się na wodzy. Raz czy dwa zagapił się i nie upilnował, gdy Derek naruszył okrąg z popiołu czując się tak, jakby na jego skórze pojawił się płaszcz z czystej lawy. Iskra oczywiście go nie poparzyła, ale to było dobre ostrzeżenie dla nich obu.
Faktycznie czuł się silniejszy i szybszy. I trochę z zaskoczeniem obserwował Stilesa stojącego samotnie pośród kręgu. Omega wydawał się tak kruchy, gdy jego własna moc go nie otaczała. Została przekazana w pełni Derekowi i dopiero wtedy zdał sobie sprawę jak wiele tego dnia wymagał od Stilesa. Jak bardzo chłopak mu zaufał.
Obaj byli wyczerpani i wrócili do domu po kilku godzinach tylko po to, aby dostrzec, że szeryf czeka na nich pod mieszkaniem. I ta rozmowa nie była do końca przyjemna. Derek widział zmarszczkę na czole Stilesa, która nie zniknęła od chwili, gdy poruszyli kwestię ciąży Melissy.
- Martwisz się o dziecko? – spytał wprost, gdy chłopak wsunął się pod kołdrę.
Stiles nie próbował nawet udawać, że nie wie o co chodzi.
- Martwię się o wszystkie Iskry – przyznał powoli omega.
- Ale jeśli Melissa nosi twojego brata… - zaczął Derek, przypominając sobie ich wcześniejszą rozmowę o dziedzictwie.
- To nie będzie Iskra mojej matki. To Iskra przypadkowa. Melissa jest alfą – poinformował go Stiles. – Chociaż tego nie wyczujesz. Jej mąż, ojciec Scotta… No cóż, nie należy do moich ulubionych ludzi. Czasem związki dwóch silnych osobowości źle się kończą… Ale to jego linia miała w genach silniejszą magię. Sprawdziłem to – uświadomił go Stiles. – Moja Iskra pochodzi z linii mojej matki. I dziecko Melissy nie będzie spokrewnione z Deucalionem, więc nie powinien za nim podążyć, ale to nie oznacza, że nie martwi mnie kolejna Iskra, która będzie omegą…
- Och – wyrwało się Derekowi, chociaż powinien był to przewidzieć.
Stiles wzruszył ramionami.
- Oczywiście Scott może w przypływie szału zabić nas wszystkich – dodał z humorem omega.
- Scott wygląda jak wielki psiak – odparł Derek, nawet nie ukrywając, że nie uważa McCalla za godnego siebie przeciwnika.
I może uwaga Stilesa wcale nie oznaczała, że inny alfa jest od niego silniejszy – jednak należało to zaznaczyć.
- Ludzie robią dziwne rzeczy, gdy czują się do tego popchnięci – stwierdził Stiles i znowu wzruszył ramionami, jakby to nie było nic nowego.
I Derek zamarł, bo coś pojawiło się na twarzy omegi. Całkiem podobnego tonu Stiles użył w rozmowie z jego matką i od tamtej pory rosło w nim nieprzyjemne podejrzenie. Nie mieli czasu porozmawiać, bo jeśli mieli zgrać się w walce, musieli zacząć ćwiczyć jak najszybciej. I pod czujnym okiem Lydii dotarli do Rezerwatu, gdzie najwyraźniej mieli przygotowane specjalne place w tym celu. Widział kilka nadpalonych krzaków, więc oddział Iskier nie próżnował nawet pod nieobecność Stilesa i nie wiedział czy jest z tego powodu zadowolony. Nie chciał, aby omega stracił wpływy. Nie chciał, aby uważali Stilesa za straconego.
- Peter nas zdradzi, prawda? – spytał cicho, po raz pierwszy wypowiadając swój największy lęk.
Stiles spojrzał na niego niepewnie i zmrużył podejrzliwie oczy.
- Przechwyciłeś kolejną z moich wizji? Wiesz, że powinieneś mówić mi o swoich snach? – spytał poważnie omega.
I normalnie Derek powiedziałby mu, że miał kilka całkiem erotycznych wizji, ale te słowa zamarły mu w ustach. Stiles bowiem nie zaprzeczył.
- A jednak nas zdradzi – stwierdził Derek, czując gorycz w ustach.
- Nie chcę być tym, który dostarczy złe wieści – odparł Stiles i spojrzał na niego z czymś łagodniejszym w oczach. –Widziałeś to?
- Nie- prychnął Derek. – To po prostu była jedyna rzecz, która spowodowałaby, aby moja matka przestała mu ufać. I dlaczego jednocześnie posłuchała ciebie. Co zrobi? –spytał Derek całkiem poważnie.
- Zrobił – odparł Stiles spokojnie. – On wpuścił ludzi z bronią na nasze przyjęcie. Oczywiście nie udało im się osiągnąć celu, ale to tylko spowodowało, że miałem całkiem rozbudowaną wizję. Stres czasem to powoduje. Albo, kiedy używam za wiele magii.
- Czyli dzisiaj nie spędzimy nocy spokojnie? – upewnił się Derek i Stiles przygryzł wargę. – Co? – spytał niemal natychmiast.
- Nic, po prostu… Zawsze możesz… Znaczy nie chciałbym zakładać… - zaczął omega i spuścił wzrok, ale Derek był już tak obznajomiony z podobnym jąkaniem, że nie mógł się krótko nie zaśmiać.
- Zawsze mogę cię rozproszyć? Zbudować nowe, dobre wspomnienia w sam raz przed snem? – spytał, przysuwając się bliżej omegi.
Stiles zadrżał, co właściwie było jedyną odpowiedzią, jakiej oczekiwał. Kiedy pocałował w końcu chętne usta, usłyszał charakterystyczne westchnienie ulgi, jakby chłopak czekał na to cały dzień. Przyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż jego kręgosłupa. Było coś ekscytującego w byciu po prostu chcianym. Jego dotychczasowi partnerzy przeważnie coś podobnego dobrze skrywali albo po prostu nie pragnęli go tak bardzo, aby nie móc się powstrzymać. Stiles natomiast sięgał po niego za każdym razem z takim samym niezmąconym niczym entuzjazmem. Ich pocałunki może i były ciut zbyt mokre, ale nie mógł poradzić nic na to, że nie znał cudowniejszego smaku niż ten należący do omegi.
Nie wyłączył nawet światła, bardziej skupiony na tym, aby wciągnąć mniejsze ciało pod swoje. I Stiles się tak cudownie wił pod nim, że nie potrafił się opanować. Chwycił ręce chłopaka w nadgarstkach i przyszpilił je po obu stronach mniejszego ciała, zsuwając się odrobinę w dół, aby w zasięgu jest ust znalazła się klatka piersiowa omegi. Widział ślady, które zostawił tam wieczór wcześniej i nie mógł nie zadrżeć. Pocałował czerwone znaki, słysząc jednocześnie jak Stiles głośno wciąga powietrze, gdy jego szorstki policzek otarł się o wrażliwy sutek.
- Derek – jęknął omega, i to była muzyka dla jego uszu.
Przyssał się do nienaruszonej jeszcze jego ustami skóry i znowu niby przypadkiem potarł twardy już guzek. Biodra Stilesa wyrwały się tym razem do przodu i ich okryte materiałem erekcje otarły się o siebie. Wcisnął omegę w prześcieradło, czując pod palcami przyspieszony puls. Ostry zapach podniecenia wypełnił powietrze i nie mógł nie wziąć głębszego wdechu, gdy skóra Stilesa znajdowała się tak blisko. Mgiełka potu osiadła już na ich ciałach, ale nie chciał tego kończyć. Stiles zawsze mówił tylko o pocałunkach, ale omega przeważnie zwiedzał ustami jego ciało, więc postanowił się odwdzięczyć.
Przygryzł sutek, który zaczerwieniony i twardy, musiał być niezwykle wrażliwy i Stiles próbował się wyrwać, ale to nie miało większego sensu. Nie, gdy Derek napierał na niego całym ciężarem ciała, czując każdy najmniejszy nawet dreszcz, który przebiegał po omedze. Słony smak na jego języku kojarzył mu się nierozerwalnie z nasieniem, chociaż brakowało w nim charakterystycznej goryczki, za którą zaczynał tęsknić. I oddałby wszystko, aby zsunąć ze Stilesa spodnie od piżamy i wziąć go do ust, ale nie rozmawiali o tym. I czuł, że to na razie było poza jego zasięgiem.
Nie zamierzał jednak narzekać, bo omega w końcu uwolnił się z jego objęć i obrócił ich na łóżku. Włosy Stilesa odstawały we wszystkie strony, a jego brązowe tęczówki były tylko cieniutką obwódką wokół rozszerzonych źrenic. Wyglądał jak wariat albo człowiek z misją, bo kiedy przylgnął ponownie do Dereka, ten pocałunek nie miał w sobie nic z powolności i niewinności. W ich spodnie wsiąkło nasienie i czuł, że obaj są blisko, więc po prostu przytulił do siebie bliżej chłopaka nie przerywając pocałunku. Ich biodra poruszały się zsynchronizowanie, a może po prostu w tym szaleństwie była metoda. I Stiles wydawał się tracić nad sobą kontrolę, więc objął dłonią pośladek chłopaka i zaczął nadawać im rytm, który miał jakiś większy sens. Jego palce wbiły się odrobinę głębiej w miękki materiał piżamy i nie przemyślał tego wcześniej, ale czuł wyraźnie, że Stiles nie miał na sobie bielizny. I kiedy nie natknął się na żadną blokadę – dotknął wejścia chłopaka samym opuszkiem palca.
Omega zesztywniał w lekkim szoku i wygiął się, wciąż z językiem Dereka we własnych ustach, który zdusił jęk. Ciało Stilesa rozluźniło się momentalnie, gdy chłopakiem przestał wstrząsać orgazm i Derek z zaskoczeniem poczuł, że podążył za nim.