Dzisiaj (a wsumie to nie dzisiaj, bo piszę to 13.06, a kiedy wstawiam, to nie wiem) przeczytałam od nowa ostatni rozdział "Alfy i Omegi", a potem rzecz jasna wasze pożegnania. Bo tak to właśnie jest z tymi tekstami. Trudno raz jeszcze zajrzeć do własnych. Nie wiem w sumie czemu; może chodzi o wstyd, zażenowanie, a może po prostu o to, że tkwi się w tym już tak głęboko, że ponowne zanurzenie wydaje się być nieodwracalne.

W każdym razie.

Dało mi to potężnego kopa. Zupełnie, jakby nie wyszlo to spod moich palców, a czyiś innych.

Prawdę powiedziawszy, kiedy wcześniej mówiłam o sequelu, to była bujda. Nie miałam zamiaru go pisać. Mówiłam, że tak, ale tak naprawdę byłam całkowicie zrezygnowana.

Ale co ja tu właściwie piszę.

Zamierzam napisać sequel.

Nie wiem do końca kiedy. Niczego nie obiecuję, żadnych dat. Ale wiecie ... Zbliżają się wakacje, więc gotujcie się.

A może któregoś upalnego wieczora z waszej skrzynki pocztowej wyskoczy parę akapitów...

Trzymajcie się

Mosqua