I znowu rozdział z Billem. Na Erica we własnej osobie trzeba jeszcze trochę poczekać, ale obiecuję, że nie zapomniał o Sookie.

Nie mam nic. Ale nie zapominajmy, że ostatni będą pierwszymi.


21. - W porządku, Sookie – powiedział Bud pstrykając długopisem. - To by było na tyle.

Skinęłam tępo głową. Właśnie dowiedziałam się, że mężczyzna, którego dopadł Charles (wedle danych z prawa jazdy znajdującego się w jego kieszeni niejaki Jeff Marriot) w chwili śmierci sięgał w stronę zaworu gazu. Obok innych dokumentów policjanci znaleźli przy nim również kartę członkowską Bractwa Słońca, co skłaniało ku hipotezie, że przyjechał zapolować na mnie ze względu na moje koneksje z wampirami. Zaplanowanie czegoś takiego nie mieściło mi się w głowie.

Pożar został stłumiony i strażacy zaczęli się zbierać. Kierujący akcją Catfish zapewnił mnie, że pomimo ponurych pozorów dom jest jeszcze do odratowania za wyjątkiem ganku i kuchni. Straciłam też samochód, ale w obliczu całej reszty wydało mi się to niemal błahostką. Zgodziłam się przyjąć na tę jedną noc gościnę zaoferowaną przez Billa, choć zastrzegłam się, że nazajutrz przeniosę się do Jasona.

Byłam ciekawa historii Charlesa, ale nie sądziłam, żeby wersja, którą przedstawił policjantom („sprowadziłem się do okolicy niedawno – mieszkam z Billem póki nie znajdę własnego miejsca – wracając ze spaceru zobaczyłem płomienie i zauważyłem jakiś ruch w zaroślach – kiedy podszedłem bliżej zobaczyłem mężczyznę, który na mój widok rzucił się na mnie z bronią, zabiłem go w samoobronie") była prawdziwa. Żaden z wampirów jednak nawet nie mrugnął, kiedy ją przedstawił i stwierdziłam, że lepiej nie będę się wyrywać. Pam pozostała przez cały czas zaskakująco cicha.

Kiedy Bud wypytał nas już o wszystko, co było mu potrzebne do sporządzenia raportu, cała nasza grupka skierowała się w stronę domu Billa. Przebyłam krótki dystans tak głęboko pogrążona w myślach, że nawet nie zauważyłam braku rozmów i napięcia panującego wśród wampirów.

- Słucham – powiedziała Pam, gdy tylko zamknęły się za nami drzwi, stając w wyczekującej pozie z założonymi ramionami.

Bill wydął wargi.

- Pam, nie jestem w nastroju na twoje humory. Gdybyś miała odrobinę taktu, pozwoliłabyś mi się zająć Sookie, zamiast zawracać mi głowę. Poza tym, nie widzę powodu, żeby ktokolwiek z obecnych miał się z czegokolwiek tłumaczyć tobie.

W domyśle zawisło niewypowiedziane imię Erica. Normalnie pewnie starałabym się zachować neutralny ogląd sprawy, ale dziś Pam poważnie zapunktowała sobie u mnie ratując mi życie, więc nie mogłam powstrzymać się w myślach od wzięcia jej strony. Posłałam Billowi dezaprobujące spojrzenie.

Pam przewróciła tylko oczami.

- Na litość Boską, Bill – powiedziała zniecierpliwiona. - Jeśli naprawdę musisz usłyszeć to bezpośrednio od Erica, to zaraz do niego zadzwonię i powiem mu, jaki masz problem, ale zastanów się, czy chcesz go denerwować marnując jego czas i każąc mu to powtarzać – albo stawiać się osobiście. Nie wiem, czy warto – mogę się założyć, że nie zrobisz w ten sposób wrażenia na Sookie, jeśli o to ci chodziło.

Przedstawione w ten sposób stanowisko Billa faktycznie nie prezentowało się imponująco.

- Eric nie wydaje się mieć w ostatnich dniach nic przeciwko marnowaniu czasu w Bon Temps – powiedział zimno Bill pogrążając się jeszcze bardziej.

- Och, jakiś ty uprzejmy – wykrzyknęłam urażona bardziej, niż się tego sama po sobie spodziewałam.

Wszyscy wiedzieliśmy, że „w ostatnich dniach" Eric „marnował czas" w moim domu. Niektórzyz nas posiadali tę wiedzę z podejrzanych źródeł – przypuszczałam, że weszli w jej posiadanie włócząc się samowolnie pod oknami rzeczonego domu, jak to mieli w zwyczaju. Jeśli nie podobało im się to, co podpatrzyli, powinni przemyśleć, czy przypadkiem nie byłoby lepiej pilnować własnego nosa.

Nagła myśl sprawiła, że poczułam, jak cała krew gwałtownie odpływa mi z głowy.

- Sookie? - zapytał Bill.

Wszystkie wampiry przypatrywały mi się uważnie. Przypuszczam, że zbladłam jak prześcieradło.

- Bill, podsłuchiwałeś mnie? - zapytałam cicho.

- Sookie! Dlaczego miałabyś mnie pytać...

- Odpowiedz! Pam mówiła mi, że włóczysz się w okolicy. Kiedy Eric był tu wcześniej, w tym tygodniu – skąd wiedziałeś, że był w Bon Temps? Słyszałeś, o czym rozmawialiśmy?

Pytanie, którego nie zadałam, brzmiało: „Czy słyszałeś, że pewnej styczniowej nocy przed snem wpakowałam kulkę Debbie Pelt i poprosiłam Erica, by był tak dobry i pozbył się jej zwłok?"

- Spacerując po okolicy zauważyłem, że Eric jest u ciebie, ale nie nasłuchiwałem waszych rozmów, ani... nie nasłuchiwałem – zakończył niezgrabnie Bill. - Nigdy cię nie szpiegowałem.

Ależ skąd! Po prostu lubi przechadzać się w krzakach za moim podwórkiem.

Miał minę, jakby czuł się dotknięty moimi podejrzeniami. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Być może Bill chciał po prostu zaznaczyć delikatną różnicę pomiędzy szpiegowaniem a stalkingiem.

- W porządku – wtrąciła się Pam. - Jakkolwiek zajmująca nie byłaby ta konwersacja, muszę ją przerwać. Są pilniejsze sprawy do omówienia. Charles, wiem, że tu nie mieszkasz. Zauważyłabym to. Co się tu naprawdę dzieje?

Ku rozczarowaniu Pam nie mieli nic nadzwyczajnego do wyjawienia. Bill potwierdził wersję Charlesa, który zeznał, że odkąd sprowadził się do Obszaru Piątego często odwiedzał mojego sąsiada w celach towarzyskich. Jako łączącą ich nić porozumienia wskazali wspólne zamiłowanie do gier.

Jeśli myślicie, że wampiry grają w szachy, albo w Magię i Miecz, to muszę was rozczarować. Nie wiem, czy to jakiś szerszy trend, ale Bill i Charles zadeklarowali z dumą, że grają w Farmeramę.

Późna godzina i emocje dzisiejszego dnia sprawiły, że kiedy adrenalina opadła poczułam się bardzo zmęczona i nie mogłam ukryć ziewnięcia.

- Sookie, jeśli chcesz odpocząć, nie krępuj się – powiedział Bill. - Twoje łóżko wciąż stoi na górze.

Była to uprzejma propozycja, choć poczułam się trochę dziwnie, kiedy wspomniał o „moim łóżku". Kiedy spotykaliśmy się z Billem, zwykle spałam w jednym z pokojów na piętrze, jeśli u niego nocowałam. Przypuszczam, że Bill wciąż myślał o nim jako o „mojej" sypialni, mimo że dla mnie ten zwrot nie miał większego znaczenia, bo „moją" sypialnią była dla mnie zawsze sypialnia w moim domu. Kiedy jednak zajrzałam do znajomego pomieszczenia, zrozumiałam, że Bill nie nazwał go w ten sposób jedynie na mój użytek – znalazłam tam swoje rzeczy pozostawione jeszcze w czasie, kiedy byliśmy razem i o których dawno już zapomniałam. Z jakiegoś powodu Bill ich nie wyrzucił, jakby wierzył, że jeszcze kiedyś tu wrócę. W łazience na piętrze znalazłam nawet moją szczoteczkę do zębów. Nie wiedziałam, co o tym myśleć.

Kiedy wróciłam do pokoju, czekał w nim na mnie Bill.

- Przyszedłem zapytać, jak się czujesz i czy czegoś potrzebujesz – powiedział.

- Dziękuję, to bardzo miło z twojej strony. Jestem zmęczona i... cóż, przybita. Ale poza tym czuję się w porządku.

Przynajmniej udało mi się uniknąć fizycznych obrażeń. Bill skinął głową.

- Hej, Pam i Charles już sobie poszli? Chciałam jej podziękować. Z tego wszystkiego zapomniałam to zrobić.

- Charles nie chciał przeszkadzać i już się pożegnał. Prosił, żeby przekazać ci pozdrowienia – przypomniałam sobie, że pirat miał na wampira bardzo wylewne maniery. - Wygląda na to, że Pam zatrzyma się u mnie na jakiś czas. Twój schowek nie byłby bezpieczny.

Nawet o tym nie pomyślałam. Oczywiście, Pam musiała znaleźć gdzieś w okolicy schronienie na dzień, jeśli nie chciała zakopywać się w ziemi. Bill nie wyglądał na zbyt zachwyconego jej towarzystwem, ale na szczęście powstrzymał się od komentarza.

Choć temat, na który postanowił się przerzucić, wcale nie okazał się lepszy.

- Spałaś z Erikiem, kiedy z tobą mieszkał – wypalił nagle.

Spojrzałam na niego, jakby walnął mnie patelnią w głowę. Co, do diabła?

- Skoro wiesz, to po co pytasz? - odgryzłam się defensywnie.

Przez sekundę wyglądał na zbitego z tropu.

- Nie wydajesz się zaskoczona – powiedział przyglądając mi się z uwagą.

No nie, na litość, czy to był moment, w którym oczekiwał że zemdleję skonfrontowana z jego rewelacjami na temat mojej przerwy w życiorysie? Myślałam, że po tym, jak powiedziałam mu, że uciekł mi jeden dzień, odpuścił, ale wyglądało na to, że sprawa nie dawała mu spokoju.

- Przeciwnie, jestem bardzo zaskoczona twoją bezczelnością – wycedziłam przez zęby, mimo że wiedziałam, do czego pije.

Ale Bill zignorował mój przytyk i kontynuował:

- Wiedziałem od razu, kiedy was zobaczyłem razem, tuż przed bitwą.

Nie zareagowałam w żaden sposób, więc ciągnął dalej.

- Cała nim pachniałaś. Masz w sobie moją krew – wiem, co do niego czułaś – po raz pierwszy mnie zaciekawił. Co takiego czułam? Ale ku mojemu rozczarowaniu Bill nie pociągnął wątku i zakończył – Ciężko jest oprzeć się Ericowi.

Przyznaję, że ostatnim zdaniem mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się usłyszeć go z ust Billa.

Kiedy nadal patrzyłam na niego w milczeniu (i w nadziei, że wyjaśni, do czego zmierza), dodał w końcu:

- Ale przecież wieszo czym mówię.

Jego wysiłki mówienia kodem owocowały subtelnością podobnego kalibru co kurtuazja mojego brata. Westchnęłam cicho i pomyślałam, że czas zakończyć tę farsę.

- Tak – powiedziałam po prostu.

- Tak? - zapytał Bill tonem, który sugerował, że powinnam rozwinąć.

- Tak, wiem, o czym mówisz.

- Wiesz?

- Tak, wiem.

Wiedziałam, o czym mówi, nawet jeśli tego nie pamiętałam. A pod stwierdzeniem o trudnościach z opieraniem się Ericowi mogłam się podpisać i bez tego.

- To dobrze – powiedział w końcu po chwili krępującej ciszy Bill.

- Też tak sądzę.

- Zawarliście z Erikiem jakieś porozumienie? - zapytał, zamiast porzucić temat.

- Słu... cham? - spojrzałam na niego podejrzliwie, niepewna co sugeruje i czy powinnam się obrazić.

- Myślałem, że zostawił cię w spokoju, ale ostatnio znowu się tu kręci, a Pam mieszka w twoim domu. Musi być jakiś powód. Czego Eric od ciebie chce?

- Pam pomaga w Merlotte's w ramach przysługi dla Sama – objaśniłam, celowo ignorując pozostałą część jego wypowiedzi.

„Musi być jakiś powód" zagrało mi na nerwach. Czy naprawdę było aż tak nie do pomyślenia, że ktoś po prostu chciał się ze mną zobaczyć? Wiem, że z wampirami sprawy zawsze są skomplikowane, ale nie wydaje mi się, by było z mojej strony naciąganiem faktów twierdzenie, że zarówno Eric jak i Pam dobrze czuli się w moim towarzystwie.

Bill uniósł brwi.

- Przysługi dla Sama? - najwyraźniej nie interesował się ostatnio życiem miasta tak bardzo, jak rejestrem moich gości.

- Tak, Sam jest ranny – ktoś do niego strzelał. To nie był pierwszy taki przypadek w okolicy, więc postanowił poprosić o zastępstwo kogoś, kto w razie czego będzie potrafił się obronić.

Bill wyglądał na odpowiednio ostudzonego.

- Nie wiedziałem – powiedział. - To faktycznie niefortunne.

I po chwili:

- Wybacz mi moją natarczywość. Z pewnością wiesz, że myślenie o tobie z kimś innym jest dla mnie... trudne.

- Domyślam się. Ale musisz przyzwyczaić się do tej myśli. Nie jesteśmy razem i doceniłabym, gdybyś nie robił problemu, jeśli zobaczysz mnie z kimś innym. Nie możesz mnie powstrzymać przez próbowaniem poukładania sobie życia ani oczekiwać, że będę zawsze samotna. Wiem, że to trudne, ale nie powinno cię obchodzić czy się z kimś spotykam, tak samo jak ja nie pytam, czy ty się z kimś widujesz.

- Czy nierozsądne jest liczyć na to, że kiedyś znów będziemy razem?

Zamyśliłam się nad najlepszą odpowiedzią.

- Nie sądzę, żebym mogła kiedyś zapomnieć o bólu, który mi sprawiłeś – powiedziałam uczciwie.

Upłynęło już wystarczająco dużo czasu, żeby wspomnienia stały się mniej dotkliwie, ale wraz z nimi stępiała również moja tęsknota za Billem. Myślę, że pogodziłam się już z naszym rozstaniem. Tak jak mu powiedziałam, potrzebowałam zostawić to za sobą i ruszyć z moim życiem dalej.

- Nigdy nie chciałem cię skrzywdzić – powiedział Bill ze zbolałą miną. - Wiesz o tym, prawda? Nie zostawiłbym cię, gdyby to zależało ode mnie. Musiałemjej posłuchać.

Mimo że było to zgodne z moją wiedzą o wampirach, poczułam, jak narasta we mnie irytacja.

- A tak dokładnie, co jeszcze musiałeśzrobić? - wyrwało mi się.

Nigdy dotąd nie zadałam tego pytania, ale zawsze czaiło się gdzieś w zakamarkach mojej głowy. Czy Lorena tylko wezwała Billa do siebie, czy pozbawiła go wyboru również w innych kwestiach? Jak daleko sięgała jej władza nad nim? I ile z niej użyła? Jeśli mogła mu rozkazać cokolwiek, to czemu uciekła się do tortur podczas przesłuchania?

Czy Bill naprawdę przespałby się z nią gdyby – przynajmniej fizycznie – jej nie pragnął? Krótko mówiąc – zastanawiałam się, czy w smętnej historii Billa znajdował się rozdział pt. „Lorena zmusza mnie czarodziejskim rozkazem do seksu, podczas gdy ja bohatersko bronię się do ostatka".

Swoją drogą, jak dokładnie miałby brzmieć rozkaz, który zmusiłby niezainteresowanego mężczyznę do tego typu aktywności? Nie chciałam zanieść się szaleńczym chichotem, więc porzuciłam szybko te rozważania.

- Wszystko – odparł Bill dramatycznie zostawiając mnie z rozdziawionymi ustami, podczas gdy moja wyobraźnia pracowała przegrzewając się od nadmiaru możliwych scenariuszy.

Miałam ochotę zapytać bezceremonialnie, czy Lorena go zgwałciła i czy sądzi, że to doświadczenie było porównywalne z tym, które on zafundował mi w tym zakresie, ale pomyślałam, że nie chcę zakłócać wiecznego spoczynku mojej świętej pamięci babci, która niechybnie musiałaby się przewrócić w grobie.

- Idę życzyć Pam dobrej nocy – powiedziałam zamiast tego po dobrych kilku minutach wpatrywania się w niego w ciszy i odwróciłam się na pięcie.

Wyszłam szybko, tak żeby nie miał szansy zobaczyć wściekłych łez, które napływały mi do oczu. Wyglądało na to, że nie byłam aż tak obojętna na to, co się stało, jak wydawało mi się przed chwilą.