W zasadzie dorośli mężczyźni nie powinni płakać. Nie chodziło bynajmniej o całe to gadanie, że to niemęskie, ale po prostu Stiles czuł się trochę jak idiota, gdy Derek obcierał mu kciukiem kolejną łzę płynącą po twarzy. I cholera, ale nie mógł zdecydować się co jest bardziej upokarzające; sama pozycja, w której się znajdował czy fakt, że z całej siły próbował nie zacząć błagać.

Derek był nagi, co było genialne. Stiles mógł swobodnie przyglądać się tym cholernie dobrze wyrzeźbionym mięśniom. Mógł się na nich skupić, chociaż nie przychodziło mu to z łatwością.

Derek wchodził w niego bardzo powolnymi pchnięciami, ostrożnie, jakby nie chciał go złamać i jednocześnie przez całą tą dziwną czułość właśnie doprowadzał do tego, że Stiles przełykał nadmiar śliny. Nie wiedział jak długo to trwało, ale to nie miało znaczenia. Nie potrafił zdecydować czy to jedno z najwspanialszych doświadczeń w jego życiu czy najgorsza tortura, której nigdy więcej by się nie poddał.

Derek nie uderzył go ani raz. W zasadzie, kiedy przywiązał go cholernie sprytnie do kolumienek swojego łóżka i Stiles zorientował się jak odkryty jest, mężczyzna zaczął całować go po udach. Ugięte w kolanach nogi odsłaniały totalnie wszystko, a Hale dodatkowo i tak rozchylił jego pośladki, gdy drażnił się z nim palcami. Wszystkiego tego zapewne można byłoby uniknąć, gdyby nie cholerny telefon. I to wcale w zasadzie nie chodziło o komórkę, ale o zasady. I cholera, ale…

- Wygodnie ci? – spytał Derek.

Sznury nie odcinały mu dostępu krwi do kończyn, ale pozycja sama w sobie nie dawała mu możliwości ruchu. Plecy, wygięte w łuk, wciąż jeszcze nie bolały, ale należało tego wyczekiwać lada chwila.

- Tak, proszę pana – odparł Stiles przez zaciśnięte zęby, bo Derek oczywiście musiał wybrać ten moment, aby wbić się w niego do końca.

Główka twardego penisa otarła się o jego prostatę i mógł przysiąc, że pociemniało mu przed oczami. Nigdy w towarzystwie kobiet nie doszedł od tak od pieszczot, które nie dotyczyły jego członka, ale Derek najwyraźniej za punkt honoru obrał przekonanie go, że stymulacja jego fiuta nie jest mu do życia konieczna.

Dlatego też trochę zaskoczony poczuł jak Hale zaciska dłoń na jego penisie, a przebijający się powoli orgazm odchodzi.

- Nienienie – zajęczał zaciskając powieki i kolejna cholerna łza popłynęła mu po policzku.

Derek i ją starł kciukiem, i wydawało się, że każdą kolekcjonował z namaszczeniem.

- Proszę – zajęczał Stiles. – Muszę… - zaczął i prawie zadławił się słowem, gdy Derek wycofał się tym razem szybciej i wsunął się z powrotem w niego.

Jego całe ciało paliło żywym ogniem. A sutki swędziały, chociaż nikt ich nie dotykał. Może dlatego, że nikt ich nie dotykał. Wydawało mu się, że to trwa godziny, ale fakty były takie, że Derek poświęcił naprawdę sporo czasu, żeby go rozciągnąć. Teraz wiedział dlaczego. Jego dziura była tak luźna, że na pewno będzie czuł ją do końca tego tygodnia. Wątpił czy jazda taksówką do domu będzie przyjemna, bo lubrykant zdawał się z niego wyciekać, co było tylko bardziej drażniące.

- Ułatwiam ci sprawę – powiedział Derek zachrypniętym głosem i to było miłe wiedzieć, że to wszystko działa na niego równie mocno. – Jeśli dojdziesz, będę musiał wymyślić inną karę – dodał.

Stiles nie bardzo potrafił się nawet skupić na słowach. Możliwe, że całe jego życie sprowadziło się do członka zanurzonego w jego tyłku, rozciągającego go niespiesznie, drażniącego i wciąż raz za razem atakującego prostatę. Stiles z największą przyjemnością zacząłby ją chronić, ale to było zarazem takie dobre. Jego mózg wyłączał się na krótkie sekundy, jakby następowały przepięcia, a to samo w sobie było tak cudowne uczucie, że mogłoby zastąpić orgazm. Chociaż nim nie pogardziłby również.

Jego ciężkie jądra zwisały nieprzyjemnie, a członek zostawiał na brzuchu mokre ślady za każdym razem, gdy odbił się przy silniejszym ruchu Dereka. Może gdyby wygiął się bardziej, udałoby mu się złapać za główkę własnymi ustami. Chyba widział coś podobnego na cholernym filmie w sieci.

Derek warknął, jakby czytał w jego myślach, co nakręciło go jeszcze bardziej. A potem przyspieszył.

- Nie lubię, gdy mi się przeszkadza w planach – wysapał mężczyzna, wdzierając się w niego coraz mocniej i coraz bardziej, tak że Stiles czuł go u podstaw kręgosłupa.
Siła pchnięć poruszała nim na cholernej pościeli i nie potrafił złożyć nóg, aby chociaż trochę więcej na tym skorzystać.

Jęknął po raz kolejny, gdy Derek chwycił w dłoń samą główkę jego członka i zaczął masować ją niespiesznie. Stiles już prawie sądził, że zostało mu odpuszczone, gdy poczuł, że tymczasem druga ręka Dereka zaciska się tuż przy jego jądrach, a to już przerabiali.

- Nie – syknął, starając się jakoś pchnąć biodrami.

Bezsilność uderzyła w niego z całą mocą. Po nie całkiem rytmicznych pchnięciach wiedział, że Derek jest na ostatniej prostej do spełnienia. Mężczyzna zresztą patrzył w dół rozognionym wzrokiem, jakby ten widok przed jego oczami był naprawdę znakomity.

Nie do przegapienia było, że mięśnie brzucha Dereka zaczynają się spinać jak zawsze, gdy lada chwila miał wystrzelić i powstrzymywał się tylko ostatkiem sił. Stiles czuł jak twardy był Hale, bo cholerny członek był niczym rozżarzony pręt w jego tyłku. A dłoń na jego główce pracowała usilnie chyba chcąc go wprowadzić w jakiś stan katatoniczny, bo doznania mieszały się ze sobą. Czuł prawie ból z całych sił starając się wyrzucić z siebie orgazm. Łzy płynęły mu teraz po policzkach jedna za drugą i dawno przekroczył linię, gdzie udawał, że to pot.

Nie potrafił jednak oderwać od Dereka wzroku, bo im bardziej zaciskał zęby, im więcej westchnień wydawał tym mężczyzna wydawał się bardziej usatysfakcjonowany, a i z nim to coś robiło. Nie potrafił nazwać tego uczucia, bo to nie była do końca duma, ale był zadowolony. Satysfakcja Dereka dawała i jemu dziwną satysfakcję i to było dziwne, bo orgazm Dereka wcale nie miał się stać jego orgazmem, chociaż z całych sił zaciskał mięśnie na członku mężczyzny, starając się uchwycić każdy nawet najmniejszy ruch.

Derek w końcu zesztywniał z półotwartymi ustami i Stiles wiedział, że przez łzy widzi coś szczególnego. To nie tak, że mężczyzna dochodził przy nim pierwszy raz. Mieli za sobą całkiem sporo interesujących nocy, ale Derek nigdy nie wyglądał na tak… zadowolonego z siebie. Jakby wypełnił każdy punkt w swoim cholernym planie i właśnie odhaczył ostatniego ptaszka, a w tym przypadku było to dosłowne.

Derek wysunął się z niego, ostrożnie, najwyraźniej niepewny czy nie poobijał za bardzo jego tyłka. Zawiązał prezerwatywę i wrzucił ją do stojącego przy łóżku kosza.

Stiles śledził go wzrokiem, starając się uspokoić rozkołatane nerwy, ale Derek nie wyszedł do łazienki po jakąś szmatkę. Pochylił się jednak i pocałował go miękko w usta, jakby bez słów chciał przekazać jak bardzo dobrze Stiles się sprawił. Sznury zniknęły w chwilę potem i Derek zabrał się za rozmasowywanie jego lekko naciągniętych mięśni. Dzisiaj jeszcze nie stanowiło to problemu, ale jutrzejszego dnia na pewno będzie przeklinał swoją nieodpowiedzialność.

Mógł powiedzieć coś wcześniej.

Derek pocałował go miękko w usta, ale odchylił się, gdy tylko Stiles chciał pogłębić kontakt.

- Chcesz skorzystać z łazienki? – spytał mężczyzna całkiem bez sensu.

A potem Stiles zorientował się, że tym razem miał wrócić do mieszkania. Ta pierwsza scena odbyła się zanim prasa wywęszyła ich znajomość. Od tamtej pory nie zostawiali u siebie na tyle długo, żeby wyglądało to na coś więcej niż oglądanie do późna meczu przy piwie.

Tym razem Stiles miał też wrócić z jądrami ciężkimi jak kamienie. Nie bardzo wiedział jak wepchnie to wszystko do ciasnych dżinsów, które Lydia wybierała dla niego chyba instynktownie chcąc go uczynić atrakcyjniejszym dla męskiej części widowni.

- Uhm – wyrwało mu się niezobowiązująco z ust i Derek objął go w pasie.

- Nie wyrzucam cię – powiedział mężczyzna ostrożnie. – Chcę jednak posiedzieć z tobą w ubraniu – dodał Hale. – Musisz się uspokoić, a wtedy porozmawiamy.

- Próbujesz mnie namówić na kolejną komedię romantyczną? – zaryzykował Stiles.

Derek prychnął tylko zamiast dać jasną odpowiedź.

ooo

Tyłek nie bolał go, ale wciąż był porozciągany, gdy wstał rano. Allison wydzwaniała do niego, aby dać mu znać, że odwołano kolejny wywiad i naprawdę był wdzięczny losowi, że nie musiał wstawać skoro świt. Wizyta w siedzibie stacji okazała się jednak konieczna, bo Steve chciał dostać przynajmniej szczątkowe plany jego kolejnych programów, a to oznaczało pozbieranie notatek i złożenie ich w jakąś sensowną całość.

Do tej pory szczycił się, że jako jeden z nielicznych naprawdę panował nad tym, co pokazywano w jego show. On planował gości i wybierał tematy. Wymyślał pytania i wyszukiwał wszelkie ciekawostki, które sprawiały, że jego program cieszył się taką popularnością.

Rozmowę z ojcem pamiętał jak przez mgłę. W zasadzie wspomnieniu towarzyszyły bardziej emocje niż faktycznie przebieg wydarzeń. Możliwe, że oddziaływał tak na niego Derek albo to co robili niedługo później.

Kiedy wrócił do mieszkania, nie czuł się zbyt dobrze. W zasadzie spiął się jak tylko wszedł nago pod kołdrę, ale nie musiał długo czekać na obiecany telefon. Nie dzwonili do siebie za często, ale Derek nierzadko rozmawiał z nim tak długo aż któryś z nich zaśnie. Aż Stiles zaśnie prawdę powiedziawszy.

I to było wciąż przyjemnie nowe. Związek. Bo Stiles wiedział, że są w związku. Wyłożyli karty na stół jakiś czas temu i teraz głównie docierali się, i ustalali zasady, które miały obowiązywać.

Jeśli ktokolwiek zauważył w nim różnicę, nie powiedział ani słowa, ale Stiles widział od czasu do czasu jak Allison zerka na niego niepewnie zza swojego ogromnego notatnika, w którym miała zapewne zapisane całe jego życie.

- Masz dzisiaj spotkanie – powiedziała do niego dziewczyna, gdy tylko wyszedł z windy.

- Wywiad został odwołany – zaczął niepewnie, bo cholera, ale nie mógł sobie niczego zaplanowanego przypomnieć, a to nie znaczyło dobrze.

Nie cierpiał przychodzić na spotkania nieprzygotowanym.

Allison odwróciła wzrok spłoszona.

- Wyszło w ostatniej chwili – powiedziała niepewnie.

- Coś nie tak? – spytał teraz faktycznie zmartwiony.

Allison przygryzła wargę.

- Najwyższe piętro – odparła tylko bardzo ostrożnie.

Stiles zamrugał, bo cholera, ale nigdy nie był na ostatnim piętrze wieżowca. Mieściły się tam głównie biura szefostwa, a oni bardzo rzadko widywali się z kimkolwiek. Mieli od tego podwykonawców i współproducentów. Czy jak oni się tam nazywali.

Nawet na umówione spotkania czekało się miesiącami jak powiedział mu raz szef związkowców. O spotkaniach wypadających w ostatniej chwili nie mogło być mowy.

- Wiesz o co chodzi? – spytał Stiles.

Allison przeważnie posiadała naprawdę dziwne informacje. Sądził zawsze, że to przez to, że dziewczyna naprawdę miała twarz anioła i ludzie czuli się przy niej bezpiecznie, więc może mówili jej różne rzeczy. Nie znał jednak prawdziwego oblicza Allison ten, kto się spóźniał. Dziewczyna nigdy nie wykorzystałaby przeciwko nikomu zdobytych informacji, ale przeważnie była pomocna.

- To nie może być nic złego – odparła bez przekonania, jakby coś chodziło jej po głowie.

- Zwolnią mnie – jęknął Stiles, bo cholera, ale nie bardzo wiedział jak wyglądała Laura Argent, a to jej podobno zaimponował erudycją tego pierwszego dnia, gdy szukał pracy jako ochroniarz.

Możliwe, że kobieta przemyślała sprawę. Albo obejrzała jego program i doszła do wniosku, że popełniła życiową pomyłkę.

Czuł, że zaczyna mieć problemy z oddechem, a Steve patrzy na niego przez szklane drzwi. Wszystko się nagle załamywało, a wczorajsza rozmowa z ojcem dała mu tyle sił. Zaczynało się układać. Znalazł Dereka, który rozumiał go i chyba darzyli się podobnymi uczuciami. To jeszcze nie była miłość, ale wzajemne zaufanie zawsze prowadziło do czegoś solidnego.

Miał porozmawiać ze Scottem i wyjaśnić mu wszystko.

A teraz…

Usłyszał bardziej niż poczuł to uderzenie i trochę bardziej przytomnym wzrokiem zerknął na Allison, która masowała dłoń.

- Ale piecze – jęknęła dziewczyna. – Weź się w garść. Nikt nie mówił, że cię będą zwalniać – syknęła na tyle cicho, żeby nikt ich nie usłyszał.

I dobrze, bo przynajmniej tuzin ciekawskich par oczu śledziło teraz każdy ich ruch.

- Wiesz ile pieniędzy zarabiasz dla stacji? – spytała dziewczyna retorycznie. – Zbierz się do kupy i jeśli musisz to zadzwoń wiesz do kogo, o kim ja nie wiem. Tak między nami, żebyś wiedział – powiedziała jednym tchem i Stiles prawie przegapił o co chodzi.

Musiał wyglądać niewyraźnie, bo Allison znowu podniosła dłoń do góry.

- Okej, okej – powiedział szybko. – Wychodzę na chwilę. Jakoś to… nie wiem.

- Powiem, że źle się poczułeś – obiecała Allison.

- Po tym uderzeniu chyba powinienem zobaczyć się z lekarzem – stwierdził Stiles.

Allison przewróciła oczami.

- Ktokolwiek sprawi, że poczujesz się lepiej. Jesteś umówiony na trzecią po południu. Ostatnie piętro. Tam jest tylko jeden gabinet. Nie spóźnij się – powiedziała z pewnością w głosie.

ooo

Derek odebrał po pierwszym sygnale co wcale nie było niespotykane. Stiles przez chwilę milczał, bo w zasadzie nie bardzo wiedział jak zacząć. Nagle cała sytuacja wydała mu się trochę zbyt intymna. Jeśli miał zostać zwolniony, a żadna inna stacja nie zatrudniłaby go, musiałby wyjechać z Nowego Jorku. A nawet jeśli znalazłby sobie mniej płatne zajęcie, Derek mógłby nie chcieć się z nim spotykać.

Wbrew pozorom wiele uległoby zmianie. Teraz byli mniej więcej na tym samym poziomie finansowym. Mieli podobnych znajomych i tematy. Nie pierwszy raz jakiś związek rozpadłby się przez zmianę realiów jednego z partnerów.

- Coś się stało? – spytał nagle Derek i zaniepokojenie w jego głosie było doskonale słyszalne.

- Dlaczego tak sądzisz? – odparł szybko.

Może zbyt szybko.

Derek prychnął.

- Kiedy zobaczyłem, że dzwonisz spodziewałem się, że będziesz mnie przekonywał, że powinienem pozwolić ci dojść za dobre sprawowanie – zaczął mężczyzna. – Albo że powinniśmy się dzisiaj koniecznie zobaczyć w moim mieszkaniu.

- Yhm – wtrącił Stiles niemrawo.

- Co się stało? – powtórzył Derek tym razem z naciskiem.

I Stiles znał ten ton doskonale.

- Jeśli musiałbym wyjechać z Nowego Jorku, widywalibyśmy się? – spytał niepewnie.

- Coś z twoim ojcem? – zaniepokoił się Derek.

- Wszystko okej z moim ojcem – sarknął Stiles, wiedząc, że nie uniknie odpowiedzi. – Mam się dzisiaj spotkać z kimś i nie bardzo wiem co myśleć o tym spotkaniu. Nikt w zasadzie nic nie wie. I…

- Denerwujesz się – stwierdził Derek i nawet nie czekał na jego potwierdzenie. – Czy jest jakiś sens denerwować się czymś zanim faktycznie do tego dojdzie? Jeśli to nieuniknione i tak temu nie zapobiegniesz. Jeśli wyniknie z tego coś dobrego, to nerwy stracone na darmo – dodał Derek.

- Naprawdę czasem mówisz mądre rzeczy – odgryzł się Stiles, trochę zły na to, że Derek oczywiście miał rację. – Jesteś totalnie zbyt zen.

- Jestem totalnie zazdrosny o to, że ktoś zaprząta twoje myśli, bo one powinny dzisiaj należeć do mnie – odpowiedział mężczyzna ewidentnie się drażniąc.