We were and we are the Dark Lord's „most loyal" servants...
Krople deszczu spływały z jej włosów na sukienkę, a ona wciąż trzymała w dłoniach jego dłoń i szukała w głowie słów, których jak zwykle nie było. Czuła się tak, jakby ktoś nagle zablokował ją od środka jakimś zaklęciem. Nie była w stanie wypowiedzieć ani słowa, a to tylko dlatego, że nie potrafiła wyrazić tego, co chciała. Bo jak udowodnić komukolwiek, że nie jest się złym?
– Przyznam, że nie mam pojęcia, jak mogę pana przekonać, że wcale nie przynosi mi szczęścia to, jak reaguje na mnie Czarny Pan czy śmierciożercy – wydusiła z siebie w końcu. – Przykro mi, że nie potrafi pan mnie zrozumieć. Mimo wszystko wiem, że sama wciąż działam na swoją niekorzyść, bo może faktycznie jestem zbyt śmiała w relacjach ze śmierciożercami i zbyt wylewna w rozmowach z Czarnym Panem. I wiem także, iż nie mogę się wiecznie zasłaniać tym, że zostałam wychowana w taki sposób, żeby darzyć ich szacunkiem, bo przecież jestem już dorosła. Ale po prostu, widzi pan, ta moja mroczna strona tak często podejmuje za mnie wybory...
Spuściła głowę. Severus spojrzał na jej twarz, która była mokra. Nie był do końca pewien, czy było to spowodowane deszczem, czy też łzami. Czuł w sercu coś dziwnego. Był nieco zagubiony w tym momencie, ponieważ dziewczyna siedząca obok niego, zdawała się być w tej chwili osobą zupełnie inną od tej, którą zwykł widywać każdego dnia. Mimo wszystko nie potrafił teraz odwzajemnić uścisku jej dłoni i powiedzieć, że wszystko w porządku. Coś mu na to nie pozwalało.
– I nienawidzę się zwierzać, czuję się wtedy słaba – powiedziała po chwili. – Ale widzę, że jeśli nie otworzę się teraz przed panem i nie ukażę mojego dosyć słabego i chwiejnego wnętrza, to pan mi nie uwierzy... – westchnęła, nie bardzo pewna, od czego zacząć. – Po prostu zawsze chodziło mi tylko o to, aby ktoś pokazał, że jestem warta czegokolwiek... Gdy byłam młodsza miałam niewielu przyjaciół. Właściwie mało kto mnie lubił, ponieważ byłam arogancka i zarozumiała. A gdy jest się takim aż za bardzo, nawet Ślizgoni nie chcą się z tobą zadawać. Draco był podobny, tyle że on potrafił schować te niezbyt ładne cechy do kieszeni, kiedy chodziło o przyjaźń. Dlatego w Slytherinie go uwielbiano, miał wielu przyjaciół. A ja nie umiałam obchodzić się bez tych cech... Byłam do każdego nastawiona źle. Każdego traktowałam z góry. A Draco za moimi plecami prosił swoich kolegów, aby od czasu do czasu zabrali mnie na spacer i udawali, że świetnie się bawią z taką jędzą, jaką byłam. Bo byłam jędzą, profesorze... Założę się, że pan o tym doskonale pamięta i że nieraz docierały do pana skargi od innych na mnie... – Snape patrzył przed siebie i Victoria nie była nawet pewna, czy ją słucha, jednak ciągnęła dalej: – I tak właśnie trwałam. Aż do końca szóstej klasy. Wtedy coś zaczęło się we mnie zmieniać. A zmieniło się na dobre z dniem, gdy dołączyłam do śmierciożerców. Jak na ironię, prawda? – Spojrzała w dal i wyglądała przez chwilę tak, jakby mówiła to wszystko do siebie. – Zrozumiałam, że nie chcę taka być. Nie chcę być zła. Ale jednak wciąż siedziało we mnie to, swego rodzaju, niedowartościowanie... Wciąż chciałam być traktowana jak najlepiej. Wciąż chciałam, aby ktoś mi udowodnił, że znaczę cokolwiek. I wtedy właśnie zaczęli przystawiać się do mnie śmierciożercy; zapraszać mnie na przyjęcia i adorować. A chwilę po tym zaczął się mną interesować Czarny Pan. I dostałam to, co chciałam. Uwagę, uwielbienie, zainteresowanie.
Na chwilę zamilkła i spuściła głowę, patrząc na trawę i rozmyślając nad swoimi własnymi słowami. Później spojrzała na niego. Nic nie mówił, Victoria więc tylko prychnęła cicho i uśmiechnęła się. Próbowała za tym uśmiechem ukryć strach. Otworzyła się przed nim, a on nawet nie raczył jej odpowiedzieć. Bała się, że Snape, znając teraz jej słabości, wykorzysta je przeciwko niej.
– W sumie może nie powinnam się zwierzać. W końcu sama dla siebie wiem, że tak naprawdę nie jestem zła, a to co robię z moim życiem to już inna sprawa... Nie potrzebuję, aby pan to akceptował. Aby pan mnie akceptował. Skoro pan tego nie potrafi, to ja nie będę już dłużej tego wymagać. Lepiej skończmy z tymi beznadziejnymi próbami pozostania przyjaciółmi czy kimś w tym rodzaju. Trzeba pogodzić się z tym, że widocznie nie powinno być między nami czegokolwiek, co wychodziłoby poza szkolną relację.
Wstała i podeszła do fontanny. Usiadła na jej brzegu i zanurzyła palce w zimnej wodzie. Następnie podniosła się i – nie patrząc na niego oraz przyjmując minę dumnej i zwycięskiej śmierciożerczyni – zaczęła odchodzić. Nie zdążyła dojść jednak nawet do drzwi, gdy Snape złapał ją za ramię. Obróciła się do niego gwałtownie. W jej oczach nie było już skruchy, smutku ani niczego, co dało się dostrzec, gdy przed chwilą do niego mówiła. Można by nawet rzec, że jej spojrzenie było gniewne. Nic jednak nie zdążył powiedzieć, bo pojawił się obok nich Yaxley.
– Moi drodzy, zapraszam do środka, będziemy grać w prawdę i wyzwania! – powiedział.
– Chyba nie sądzisz, że się dam wciągnąć w tę beznadziejną grę? – Snape spojrzał na niego z niesmakiem.
– Obiecuję, że dam ci niezapomniane wyzwanie – Yaxley spojrzał znacząco na Vicky, która właśnie wchodziła do środka. – A jeśli nie zagrasz, dam je komuś innemu... Myślę, że Rabastan byłby zachwycony!
– Daj jej spokój – rzekł Snape, siląc się na obojętny ton.
– Właśnie tego chcę. Aby ktoś zaspokoił to jej młode ciało... W końcu to maskotka naszej drużyny. Trzeba o nią dbać. Więc grasz?
Severus zacisnął zęby, po czym kiwnął głową. Corban uśmiechnął się do niego i weszli do środka. W salonie, na samym środku, ustawione były w okrąg krzesła, na których siedzieli już goście. Snape wziął ze stolika szklankę z Ognistą i także zajął miejsce. Niespecjalnie usiadł naprzeciw Victorii. Ta jednak nawet na niego nie spojrzała. Minę miała posępną i patrzyła w podłogę. Snape miał ochotę złapać ją za ramiona i porządnie potrząsnąć... Już zdążyła się na niego obrazić, a przecież to wcale nie było tak, że on nie zamierzał jej nie odpowiedzieć na te jej zwierzenia... Po prostu potrzebował czasu, by to wszystko przemyśleć, a ona niesprawiedliwie oczekiwała od niego, że od razu powie, co o tym sądzi. Zamierzał z nią jednak porozmawiać jeszcze tego wieczoru i to tylko dlatego zgodził się na tę głupią grę... Oraz także po to, aby Yaxley nie dał żadnemu szaleńcowi wyzwania, które będzie polegać na – delikatnie mówiąc – naruszeniu jej nietykalności cielesnej.
Grę rozpoczął Yaxley, jednak nie zaczął od Snape'a i Victorii, a od swojego najlepszego przyjaciela – Dołohowa, któremu rozkazał zatańczyć przy filarze, aby na początek rozluźnić atmosferę i wprowadzić wszystkich do gry. Snape nawet nie zwracał uwagi na to, co działo się wokół. Starał się nie słuchać intymnych pytań śmierciożerców rzucanych sobie nawzajem oraz jeszcze gorszych wyzwań. Im mniej obleśnych i niedorzecznych faktów o nich wiedział, tym łatwiej przychodziło mu później na nich patrzeć, a już i tak robił to z niechęcią. Obserwował natomiast dziewczynę siedzącą naprzeciw niego, która – co zauważył z niepokojem – piła już którąś z kolei szklankę Ognistej Whisky i oczy miała coraz bardziej zamglone.
– No dobrze, Snape! – powiedział po kilkunastu minutach gry Yaxley. – Teraz ty. Pytanie czy wyzwanie? Pamiętaj, że jak nie weźmiesz wyzwania, to dam je komuś innemu – dodał półgębkiem.
– Biorę wyzwanie – odparł Snape.
– Pieprz się z Vicky! – zawołał Corban, który także przesadził dziś z alkoholem i klasnął w dłonie.
Victoria spojrzała z żalem na Yaxleya, jednak nikt się tym nie przejął. Poza Snape'em, który nie miał pojęcia, jak to wszystko rozegrać.
– Weź ją ostro. Jak sukę – usłyszała głos któregoś śmierciożercy.
Nic jednak nie odpowiedziała na to, ponieważ przed oczami zrobiło jej się ciemno, a jej dłonie zaczęły się trząść. Czuła jednocześnie wściekłość, rozpacz i upokorzenie. Nie mieli prawa traktować ją jak rzecz...
– Nie sądzicie chyba, że wykonam to wyzwanie przy was? – Snape wstał. – Daj nam trochę czasu w twej sypialni... Posprzątam po sobie – dodał Severus, widząc ich niepocieszone miny.
– Niech ci będzie. Ale jak tu wrócicie, mam widzieć po jej twarzy, że ją naprawdę zadowoliłeś!
– Iście poważnie podchodzę do powierzonych mi zadań – odparł Severus i podszedł do Vicky, wyciągając ku niej dłoń.
Victoria, która po sytuacji z ogrodu stała się znów nieufna wobec Snape'a, nie przyjęła jego dłoni. Sama się podniosła i ruszyła w stronę wyjścia. Snape odchrząknął i ruszył za nią. Przeszli do sypialni Yaxleya. Vicky mimo wszystko wiedziała, że Snape jej nie tknie i specjalnie chciał przenieść się tutaj, aby po prostu nie musieć spełniać wyzwania. Zamknął drzwi zaklęciem, gdy znaleźli się już w pokoju. Victoria westchnęła i usiadła na brzegu wielkiego łoża, wlepiając oczy w kolana. Severus krążył chwilę po sypialni, rozglądając się po ścianach pokrytych ciemną tapetą. Nagle niespodziewanie znalazł się przy niej i złapał ją za ręce. Victoria spojrzała na niego ze strachem. Wyglądała wtedy doprawdy przerażająco... Jak ktoś, kto traci ostatnią nadzieję.
– Proszę mnie nie dotykać! – wykrzyczała histerycznie i odepchnęła go.
Przeczołgała się na drugi koniec łóżka i skuliła, a w jej oczach stanęły łzy. Z drżącym sercem wpatrywała się w Snape'a. Była pewna, że zamierza zrobić to, co rozkazał mu Yaxley.
– Uspokój się, wariatko – wysyczał wściekle Snape. – Chcę z tobą porozmawiać.
– Tak? Bo wygląda mi to na coś innego!
Victoria była tego wieczoru w iście chwiejnym nastroju. Można jednak rzec, że miała do tego zupełne prawo. Dnia tego bowiem najpierw miała nadzieję na to, że uda jej się złapać na tym przyjęciu lepszy kontakt z człowiekiem, z którym była właśnie zamknięta w pokoju. Następnie zaczął dobierać się do niej Lestrange, a Snape się o to obraził, a przynajmniej nie chciał jej widzieć i wyszedł. Gdy próbowała mu wytłumaczyć, że wcale tego nie chciała, okazało się, iż Snape uważa ją za kogoś złego. Otworzyła się więc przed nim i zaczęła się mu zwierzać, a on to zignorował. W ciągu tej samej godziny Yaxley próbował zmusić ją do seksu z nim – po tym, jak nawet nie raczył odpowiedzieć na jej zwierzenia! – a śmierciożercy bili brawo i komentowali. Jak mogła teraz patrzeć na tego człowieka ze spokojem?
– Jeśli myślisz, że byłbym w stanie cię zgwałcić, to chyba masz nierówno pod sufitem. Po prostu mnie zdenerwowałaś tym incydentem w ogrodzie, gdy nagle zerwałaś się z ławki i, z nosem wyżej głowy, zaczęłaś odchodzić, w myślach pewnie przeklinając mnie stokrotnie. Nie pomyślałaś, że potrzebuję zastanowić się nad odpowiedzią? Że muszę sobie to wszystko poukładać w głowie?
– Dał mi pan do zrozumienia, że ma pan gdzieś to, co panu powiedziałam. Ja się przed panem otworzyłam, do cholery.
Schowała twarz w dłoniach. Warto sobie przypomnieć, ile tego wieczoru Victoria wypiła alkoholu.
– I żałujesz tego? Że się otworzyłaś?
– Nie wiem, profesorze – odparła po chwili, robiąc minę wielce nieszczęśliwą. – Jest mi cholernie trudno... Uważa mnie pan za jakiegoś potwora, śmierciożercy uważają mnie za dziwkę, Czarny Pan za swoją własność... A ja jestem tylko zwykłą dziewczyną, która chciałaby wieczorem przejść się po błoniach z przyjaciółką, a później napić się gorącej czekolady, a nie biegać od Dumbledore'a do Czarnego Pana, i na odwrót. Po drodze oczywiście sprzeczając się co chwila z panem...
Oparła głowę o kolano, a z jej oka wypłynęła łza. Snape przez chwilę walczył ze sobą. Nie miał pojęcia, co powinien zrobić, jednak po chwili usiadł obok niej. Victoria spojrzała na niego i wymusiła lekki uśmiech, jakby próbowała mimo wszystko udowodnić, że się trzyma. Wtedy stało się coś, czego tak naprawdę żadne z nich się nie spodziewało. Długo patrzyli sobie w oczy, a następnie Victoria uniosła głowę do góry, a on złapał ją za podbródek. Przybliżył swoją twarz do jej twarzy, a później wpił się żarliwie w jej usta, z których wyrwał się cichy jęk. Victoria często sprawiała wrażenie osoby zimnej, brutalnej lub nieraz rozchwianej. Jej pocałunek był zupełnym przeciwieństwem osobowości, bowiem był gorący, delikatny i pewny, jakby oddawała w nim drugiej osobie całe swoje serce. Snape przełożył jej włosy za ucho, nie przestając poznawać jej ust. Czuć było od niej przede wszystkim alkohol i chyba właśnie to sprawiło, że wrócił na ziemię. Oderwał się od niej i spojrzał w oczy, które patrzyły na niego z... pożądaniem?
– Przepraszam... – zaczął, jednak ona mu przerwała:
– Nie może pan teraz uciec i udać, że do niczego nie doszło.
Chwyciła go za rękę, jakby bała się, że faktycznie zamierza uciec. Snape przez dłuższą chwilę patrzył niepewnie na jej twarz, a potem znów pocałował jej usta, tym razem przechylając ją do tyłu. Położyła się na łożu, a on leżał na boku obok niej i oddawał się w całości tej nieprawdopodobnej chwili. Nie mógł uwierzyć, że całował najpiękniejszą dziewczynę, jaką kiedykolwiek widział w życiu. Dziewczynę, której pożądał każdy. Dziewczynę, która była jego uczennicą...
– Nie powinniśmy – oderwał się od niej.
– Wiem o tym doskonale... – odparła, przygryzając wargę.
Te słowa zamiast ich od siebie oddalić, jeszcze bardziej ich rozpaliły. Snape zaczął zsuwać z niej długą, czarną suknię. Victoria pomogła mu w tym i po chwili kucała na brzegu łóżka w samej koronkowej, bordowej bieliźnie. Ciało miała jak z obrazka – jej piersi były pełne, pośladki jędrne, skóra miękka i do tego to duże wcięcie w talii... Snape nie mógł się powstrzymać i głośno westchnął. Nie spodziewał się, że bez ubrań wyglądała aż tak dobrze. Prawie zakręciło mu się w głowie. Czy zwykła ludzka istota ma w ogóle prawo wyglądać aż tak dobrze?
Victoria dostrzegła, jak bardzo Severus się nią zachwycił. Postanowiła jeszcze bardziej go rozpalić i zaczęła się wyginać na łóżku. Co chwila wypinała się w tył lub oblizywała usta językiem, patrząc mu wciąż głęboko w oczy. W chwilach, gdy mężczyźni patrzyli na nią tak, jak Snape teraz, po prostu czuła się doskonała i nabierała niezwykłej pewności siebie. Oczywiście niezwykłej mocy dodawało jej także to, iż pożądała mężczyzny, który pożądał właśnie jej. Który z rozszerzonymi oczami i przyspieszonym oddechem podziwiał jej kształty. Chciała go. Bardzo. Doczołgała się do niego na kolanach i zaczęła rozpinać guziki jego szaty. Snape nie wiedział, co bardziej go przerażało – to, jak on bardzo pragnął jej, czy to, jak ona bardzo pragnęła jego...
– Jesteś pewna? – zapytał Snape, gdy zdjęła z niego już szatę i spodnie oraz zaczęła zabierać się za rozpinanie guzików jego czarnej koszuli.
Spojrzała na jego twarz i znieruchomiała. Przestała odpinać guziki. Zobaczyła w jego oczach poczucie winy i serce w niej prawie zamarło. Odsunęła się od niego. Kolejny raz tego dnia poczuła się upokorzona.
– Wybacz, nie zauważyłam, że nie chcesz – powiedziała, czując w gardle gulę. – Że pan nie chce... – poprawiła się po chwili.
– Chcę – odparł niemal od razu, gdy jej usta zaczęły drgać. – Ale boję się, że następnego dnia, gdy emocje znikną, wytrzeźwiejemy, to będziemy żałować.
– Rozumiem – nerwowo przełożyła kosmyk włosów za ucho, a potem okryła swoje piersi, odziane jedynie w biustonosz, ramionami. – To prawda...
– Nie chcę stracić tego, o co walczyliśmy tak zawzięcie do tej pory. Nie chcę, abyśmy po tym dzisiejszym wieczorze odwrócili się od siebie. Wierz mi, dziewczyno, że marzę o tym, aby zerwać z ciebie teraz te majtki i... Naprawdę ledwo nad sobą panuję... Ale ważniejsze jest dla mnie to, abyśmy jutro potrafili spojrzeć sobie w oczy...
Vicky zerknęła na niego niepewnie, a następnie uśmiechnęła się.
– Merlinie, jaki pan jest mądry...
– Po prostu wiem, że wiele można stracić w parę sekund. Ale i tak z pewnością nie zapomnę tych dzisiejszych paru minut z tobą w tym łóżku...
Przejechał dłonią po jej udzie, a potem złapał ją za dłoń i ucałował w nią.
– I chcę ci powiedzieć, że cię rozumiem. Wierzę, że faktycznie jesteś dobra i że w głębi duszy stoisz po właściwej stronie.
Victoria ścisnęła jego dłonie, a następnie położyła głowę na jego ramieniu.
– Ja też nie zapomnę tych kilku minut...
Podniosła głowę i spojrzała na niego. Snape znów pocałował ją, a gdy oderwali się od siebie, wstał i zaczął zakładać spodnie oraz szatę. Victoria także odziała się w swoją suknię. Nim wyszli z pokoju, Severus złapał ją za dłoń. Zdjął zaklęcie z drzwi i opuścili sypialnię. Wtedy dopiero ją puścił.
