Rozdział 21.

"Przebaczenie - uśmiech miłości."

Severus Snape obserwował swojego chrześniaka z lekką czułością. Cieszył się, że Draco zdecydował się pozbyć włosów - buntując się w ten sposób Lucjuszowi. Małymi kroczkami, mógł zrobić z tego chłopaka mężczyznę. Bardzo małymi kroczkami.

Bo ten oto chłopiec, który jeszcze nie był mężczyzną – a mylnie tak go postrzegano – siedział w jego gabinecie z zaschniętą krwią na twarzy. Założone dłonie podskakiwały z jego kolanem w rytmie grających mu na nosie nerwów. A Draco uwielbiał szarpać wszystkie struny jego cierpliwości.

Bez słowa przyjął od Severusa chusteczkę i przetarł delikatnie twarz.

– Opowiesz mi o tym, co się wydarzyło? - przysiadł obok niego.

Przed McGonagall odstawił szopkę, jak to zamierza ukarać Draco za bójkę, ale w rzeczywistości nie chciał tego robić. Miał przeczucie, że chłopaka coś mocno trapiło. Znał jego charakter, robił wszystko na odwrót – im bardziej mu na czymś zależało – tym bardziej to odpychał. Severus miał podobny problem. Ślizgoni to bardzo ciężkie i skomplikowane istoty.

Draco milczał, jego wzrok snuł gdzieś daleko. Kilka kropel krwi ozdabiało białe włosy i kołnierz rozpiętej koszuli.

– Dlaczego Weasley cię zaatakował ? - Severus zamoczył wacik w ciepłej wodzie i przetarł ranę. Pod nosem zalegał zeschnięty strup otoczony bordową mazią. Draco bez słowa uniósł podbródek pozwalając aby jego opiekun mógł się nim zajął. Ani razu nie zasyczał z bólu kiedy dotykał miękkim końcem patyczka rozpaloną ranę. Tuż obok kości policzkowej rysował się ślad siniaka, który jeszcze nie pokazał się w pełnej okazałości.

– To ma coś wspólnego z dzisiejszymi zajęciami i historią z Granger? - Severus dostrzegł zwężające się oczy chłopaka. Zaszkliły zdradzając, że i owszem, miało.

Severus był dobrym obserwatorem. Znał swoich wychowanków a charakter Draco nie zaliczał się do łatwych, zresztą – jak przystało na Malfoy'ów, nikt z tej rodziny nie posiadał prostej osobowości. Draco był trochę... inny, zagubiony kierował się emocjami zaś Lucjusz rozumem i zasadami. Nigdy w pełni nie pojął, jaki jest Draco bez swojej maski chytrego lisa, czy ten złowieszczy śmiech, który pojawia się tak często nie zastępuje łez – czy oschłość w stosunku do innych nie jest przejawem strachu przed zostaniem skrzywdzonym.

Draco miał problemy z osobowościową, bił się z zasadami przekazanymi przez rodziców a tym kim sam chciał być. Severus bardzo chciał poznać kim chce być Draco i jak może go jeszcze zaskoczyć.

– Myślałem, że już z tego wyrosłeś - westchnął rozczarowany.

– Też tak myślałem - odpowiedział mu niskim głosem.

Przywołał twarz dziewczyny, sekundę przed tym kiedy wymierzyła w niego policzek. Małe żyłki pulsujące w złości na skroniach, rozczarowanie w oczach po usłyszeniu tak wstrętnych słów, które wypowiedział. Rozchylone usta, które nie mogły zrozumieć dlaczego to zrobił.

No właśnie, dlaczego to zrobił?

– Czy moje życie już zawsze będzie tak wyglądać? - Draco prześlizgnął wzrokiem na Severusa, podtrzymującego jego podbródek. Ten odsunął zakrwawiony wacik od twarzy i spojrzał ze współczuciem. Jego chrześniak cierpiał. Nie w sposób fizyczny a ten gorszy, tego bólu nie dało się odciążyć opatrunkiem.

– Czasami musimy przyjąć na siebie błędy rodziców, ale to nie one czynią tym, kim jesteś - odłożył wacik na półkę i poklepał go po ramieniu.

– Wiem kim jestem - syknął do siebie ponownie opuszczając głowę i wpatrując się w przestrzeń między zgiętymi kolanami. – Pieprzonym, bogatym dupkiem, który zabawia się ludzkimi uczuciami i bzyka laski - uniósł dłonie jakby prezentował siebie jak produkt do sprzedania.

–Jeżeli sam tak o sobie mówisz, to znaczy, że nie jesteś dupkiem - Severus pozwolił sobie na uśmiech. – A co do tego bzykania - uniósł wymownie brwi - baw się bezpiecznie.

Draco zaintrygowany jego reakcją postanowił kontynuować rozmowę.

– Nie chciałbyś mieć drugiego chrześniaka? - zapytał zachowując powagę, zwęził usta w "dziubek" , nałożył zgrabnie jedną nogę na kolano i czekał na komentarz Ojca Chrzestnego.

– Jeden Malfoy mi wystarczy - wyobraził sobie co by to było, gdyby miał na głowie dwóch takich Draco'nów. Gdzieś tam w podświadomości podziękował Lucjuszowi, że nie silił się na kolejnego potomka. Za to Draco wyraźnie wybiegał w przyszłość.

– Zawsze mogę ci sprezentować moją miniaturkę - humor Draco poprawił się, za co Severus był wdzięczny niebiosom bo posępny Draco był czymś, na co ciężko było mu patrzeć. A co gorsza znosić.

– Rzeczywiście - mruknął Severus robiąc srogą minę – jesteś dupkiem.

Przypuszczał, że gdyby Draco rzeczywiście posiadał kiedyś swoją miniaturkę, to za nic w świecie by jej nikomu nie oddał. Pragną by i temu młodzieńcowi dane było stworzyć własną rodzinę, chociaż z jego temperamentem bał się, która kobieta zechce zostać z nim na dłużej niż na wspomniane "bzykanie".

– Nadal uważasz, że to Granger ma medalion? - spojrzał w niego przez ramię kiedy chował apteczkę do szuflady.

– Sam nie wiem - zamyślił się z delikatnym uśmiechem – nie jestem jeszcze tego...pewien.

– Dam ci radę - westchnął Severus – Nie zbliżysz się do dziewczyny mówiąc, że chcesz ją wylizać. Może najpierw pasowałoby zabrać ją na jakąś randkę, nie sądzisz?

Draco nie umiał powstrzymać się od głośnego śmiechu, który z jego ust brzmiał nienaturalnie niczym Czarny Charakter z bajek dla dzieci. Niewątpliwe jego śmiech wymagał wiele do życzenia.

– Specjalnie usadziłeś ją obok mnie? - zmrużył oczy.

– Pomagam ci w misji - odpowiedział kolokwialnie Severus.

– Poradzę sobie z Granger – oparł ramiona o łóżko.

– Z doświadczenia wiem, że Gryfonki to temperamentne dziewczyny - westchną Severus.

– Dzięki mnie zdobyła taki temperament - powiedział , co po części było prawdą, bo nikt tak dobrze nie umiał zaburzyć spokoju w życiu Hermiony a jeżeli Draco. – Podpiłuję ten jej zadarty nosek.

Wstał z łóżka i podszedł do stolika, z którego tlił się płomyk świecy. Wysunął bladą dłoń i zaczął przesuwać nią po ogniu. W stalowych oczach odbił się wąski płomyk, migocząc w tęczówkach za każdym razem, kiedy Draco zaburzał jego spokój. Wydłużony, wąski blask w jego źrenicach przypominał oko węża.

– Co do podrywu - zaczął rozbawiony Draco odsuwając dłoń od świecy. – Jesteś staroświecki. Obecne dziewczyn uwielbiają słuchać o tym, że chcesz wylizać im *****, wsadzić w ***** swojego ***** .

Severus zaczął cenzurować wszystkie wulgarne słowa, które zaczęły wypełzać z ust Draco.

– Idź już - mruknął nie rozumiejąc w żadnym stopniu dzisiejszej młodzieży, a przecież nie był taki stary. Może rzeczywiście zbyt długo siedział w swoich komnatach.

– A - zatrzymał się przed wyjściem – Dzisiaj mamy imprezę, informuję w razie gdybyś chciał zrobić niespodziewaną inspekcję.

– Tylko bez bójek - machnął dłonią Severus słysząc zamykanie drzwi.

Spojrzał w otwartą dłoń. Tuż na środku skóry widniał mały czarny ślad przypalenia.


Po lekcjach Gryfoni skupili się w jedną całość w Pokoju Wspólnym, gdzie tematem rozmów było zlikwidowanie Slytherinu. Seamus Finnigan trzymał przy nodze kanister z benzyną, w razie gdyby rozważyli jego plan podpalenia lochów.

– Widziałeś mojego sierpowego? - Neville machnął dłonią w powietrzu robiąc gwałtownie obrót prawie się przy tym wywracając.

Sam fakt, że postanowił uczestniczyć w bójce ze Ślizgonami był dla wszystkich niespodzianką.

Ron siedział w fotelu a wokół niego kucała grupka dziewczyn. Wysoko trzymał swój profil, nie wiedząc czego te dziewuchy od niego chcą. Nadal był zły, krew już nie gotowała się w żyłach ale wciąż wrzała. Na prawej skroni miał mały plasterek, który przesiąkł krwią. Nie był poturbowany tak jak Draco, ale nie udało mu się uniknąć wszystkich ciosów, które w niego wymierzył.

– Cholerny dupek - pomasował swoje obdarte piąstki.

Harry siedział przy misce z czipsami i starał się wytłumaczyć Seamus'owi, że podpalenie Ślizgonów nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Hermiona opierała głowę o narożnik kanapy, przygniotła do niego policzek pozwalając aby włosy zawisły w powietrzu. Westchnęła żałośnie wsuwając dłonie pod podbródek.

Po tym jak McGonagall postanowiła dać im szlaban, odjęła po 10 punktów i pogratulowała Ronowi sierpowego, wrócili do bezpiecznej przystani Lwa. Postanowiła wziąć część odpowiedzialności. Wciąż nie mogła uwierzyć, w to jak Ron rzucił się na Malfoy'a.

– On się nigdy nie zmieni - Ginny siadła obok niej uderzając głową o oparcie kanapy – Malfoy, on się nie zmieni.

Nie zmieni - powtórzyła w myślach Hermiona. Jak mógłby?

Szybko wyrzuciła wspomnienie ich wczorajszej wyprawy do miejsca, które pokazał Draco. Chciała zapomnieć o śniegu pokrytym szklisty szronem, o drzewach okalających lodowy staw, o szklanych motylach, które zostawiały w powietrzu brokatowe pyłek.

A najbardziej chciała zapomnieć o samym Draco.

Po co ratował ją przed deszczem? Gdyby wtedy zostawił ją na pastwę losu o wiele łatwiej przyszłoby jej teraz znienawidzenie blondyna. Chciała poczuć do niego obrzydzenie - i czuła, całym ciałem odpychała wszystkie wspomnienia, które mógłby jej w tym przeszkodzić.

Nie było żadnego pocałunku.

Sprawił, że straciła czujność. Pozwoliła mu zbliżyć się do siebie a on to wykorzystał, tyko po to aby ponownie uderzyć. I zrobi to znowu, ale wtedy będzie przygotowana. Nie da się sprowokować, nie ucieknie w ramiona Harry'ego tylko je dumnie wyprostuje odbierając nadchodzący atak.

W co ty grasz Malfoy?

Miał Czarny Znak, odpowiedź nasuwała się sama a jednak... a jednak wciąż jej głupia część naiwnej Granger szeptała, że coś było nie tak. Jeżeli rzeczywiście Draco od początku grał na ich niekorzyść, to czemu miałby pomóc jej wtedy we Wrzeszczącej Chacie? Medalion nigdy nie trafiłby w jej ręce a Lucjusz Malfoy mógłby zrealizować swój plan. Przesunęła dłonią po piersi czując jego kontur pod koszulką.

Draco Malfoy musiał mieć coś nie tak z osobowością.

Zaczęła podejrzewać, że ona również ma początki choroby dwubiegunowej.

– Ron - zagwizdała Lavender - jest jakiś inny, co nie? - Taksowała go wzrokiem a Ginny wykrzywiła twarz widząc, jak kilka młodszych Gryfonek wpatruje się w niego szklącymi oczami.

– Fuj Lavender - jęknęła – Chyba nie lecisz na mojego brata? - podniosła głowę z kanapy.

– Seleno, co myślisz? - spojrzała na nią Lavender.

– Rzeczywiście - uśmiechnęła się. - Jest inny.

– Zepsujmy im tę cholerną imprezę - powiedział Dean.

Seamus Finnigan złapał dłonią za kanister, ale Harry szybko skarcił go wzrokiem.

Hermionie przeszło przez myśl aby dołączyć się do planów Seamusa, ale podejrzewała, że puścili by z dymem nie tylko lochy – a cały Hogwart.

Znów westchnęła żałośnie wpatrując się w rozgniewanego Ron'a. Zmienił się, już wcześniej to zauważyła. Bez słowa ratował jej dumę, za co będzie mu zawsze wdzięczna. Chciała z całych sił wykrzykną prawdę o tym co się wydarzyło miedzy nią a Blaise'm w schowku, ale coś stawało jej w gardle. Znienawidzi ją. Tak bardzo się tego obawiała.

Ginny wspomniała wyprawę, kiedy ruszyli na Ślizgonów w poszukiwaniu Hermiony i nie skończyło się to najlepiej. Nie chciała kolejnej powtórki a na pewno bójki, w której mógłby ucierpieć jej brat, chociaż akurat w tym pojedynku to Ron wyszedł zwycięsko.

– Idę do biblioteki - podniosła pukle włosów z kanapy, owładnęła wzroki Harry'ego i przesunęła dłonią po ramieniu Rona. - Spotkajmy się później - dodała szeptem i wyszła.

Musiała zmierzyć się dzisiejszego wieczoru z jeszcze jedną osobą : Pani Pince. Mimo, że psychicznie nie miała siły na więcej walk, postanowiła wykorzystać fakt dodatkowej pracy w bibliotece.


Blaise leżał płasko na łóżku a przed twarzą miał Pansy, która przykładała mu kostki lodu do oka. Siniak robił się ciemniejszy przypominając dużego wora pod okiem. Spojrzała z czułością na przyjaciela dotykając jego policzka. Martwiła się o niego. Blaise zachowywał się podobnie, jak wtedy kiedy zaangażował się w związku z Seleną. Był zagubiony i zdezorientowany.

– Musisz przyznać, że Weasley nieźle wam dokopał - stwierdziła.

Blaise nie bronił się, tak naprawdę przypadkowo został uszkodzony gdy chciał odciągnąć Rona od Draco. Zmrużył oczy nie wiedząc, jak to wszystko mogło się w ten sposób potoczyć. Jeszcze kilka godzin wcześniej był z Hermioną w bibliotece, snuł ustami po jej szyi i namawiał aby przyszła na ich imprezę.

Pansy musnęła go dłonią po policzku. Przyglądała się zamyślonym oczom, sunęła po jego zadartym nosie i wąsko zaciśniętym ustom. Znała go tak dobrze, wiedziała że podobnie jak Draco, Blaise nie umiał w pełni wyrazić tego co czuje. Cała ich trójka miała z tym problemy.

– Olej Granger - uśmiechnęła się blado – i zostań moim mężem.

Obserwowała, jak jego usta kształtują się w uśmiech. Takiego go chciała, uśmiechniętego, Blaise nie mógł być przygnębiony, wystarczy że Draco przypominał ponurego, niezrozumianego arystokratę, który nienawidzi cały świat.

Granger mąciła mu w głowie a Pansy powoli zaczynało to denerwować. Wolała kiedy dokazywał, podrywał dziewczyny i żartował sobie z wszystkiego. Blaise Zabini był dużym chłopcem a jednak widząc go takiego przywoływała jego obraz z dzieciństwa. Bo mimo, że była zakochana kiedy w Draco to B;aise był tym najlepszym. Chłopiec, z którym każdy chce się bawić, uroczy, wygadany i z łatką łobuza, ale kto nie kochał łobuzów takich jak on?

– Powinienem to zrobić, prawda? - powiedział półszeptem. Piękne zielone oczy, jak barwy ich cudownego Slytherinu. Nigdy nie łączyło ich nic więcej od czystej przyjaźni a jednak mimo tego, dostrzegała jak bardzo jest przystojny. Nawet z tym głupim siniakiem, wyglądał jak ozdoba niż rana z bójki.

– Rzućmy Hogwart, ucieknijmy z domu i przeżyjmy przygodę życia. Będziemy balować, uprawiać dziki seks i nie przejmować się niczym innym prócz sobą. - Blaise obserwował jej świecące oczy, zaśmiał się podpierając na łokciach.

– Jak Bonnie i Clyde? - zmarszczył brwi.

Pansy, jego mała naiwna Pansy, która sprawiała że w każdej chwili potrafił zapomnieć o problemach. Mała Pansy, która nigdy nie płakała. Potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji, zrozumieć bez słów co było nie tak i Blaise'm – jak i z Draco.

– Albo Mickey i Mallory, tylko bez trupów po drodze - oboje uwielbiali ten film mimo jego brutalności.

– Z trupami moglibyśmy mieć problem - przyznał rację.

Oboje przesunęli wzrok na drzwi kiedy usłyszeli odgłos klamki. Do pokoju Blaise'a wparował Draco, przystanął w miejscu i obrzucił ich niezrozumiałym wzrokiem.

– Porozmawiajmy - oznajmił zakładając dłonie na lędźwie.

Pansy uważnie ich obserwowała, obaj mieli w sobie napięcie przechodzące przez ciała.

– Zostaw nas Pansy - westchnął Blaise i podniósł się z łóżka. Rzuciła znaczący wzrok " Nie zabijcie się " i zniknęła.

Stali na przeciw siebie, obaj mieli widoczne rany po wcześniejszej bójce. Draco wciąż z zaschnięta krwią na kołnierzu, Blaise z sińcem ozdabiającym kość policzkową.

Czekał, co takiego Draco może powiedzieć, czego sam nie wiedział.

– Nie powinienem dokuczać Granger - westchnął blondyn i zrobił krok w jego stronę. Wzrok Blaise'a był czujny, kiedy usłyszał jego słowa zmrużył bardziej oczy przypominające wąskie otworki. Założył dłonie na piersi i uważnie obserwował twarz przyjaciela. Malfoy wyglądał inaczej w krótkich włosach, spodziewał się, że dostanie niezłą reprymendę od Lucjusza. A jednak, nie potrafił mu w tym momencie współczuć.

– Źle zrobiłem - kontynuowała Draco. – Wiem o tym, ale chyba nie będziemy kłócić się o laskę, co? O Granger?

Blaise zagryzł wewnętrzną stronę policzka. Nie, nie chciał się z nim kłócić, ale zachowanie Draco powoli robiło się nieuzasadnione, nagle kiedy Blaise zbliżył się do Hermiony ten postawia ponownie zostać jej dręczycielem.

– Stary nie wiedziałem, że to tak się skończy. Że Snape przesadzi ją obok nas, a Weasley rzuci się na mnie, jak opętany przez Bazyliszka.

Oczywiście, że nie wiedział i to miałoby być wytłumaczeniem? Kiedyś nie zwracał uwagi na to co robił Draco i jak odzywał się do Hermiony, teraz było zupełnie inaczej. Myśl, że może t płakać przez jego najlepszego przyjaciela doprowadzała go do obłędu.

– Przeproś ją - powiedział a Draco zastygł z otwartymi ustami, które po chwili wykrzywił w uśmiech.

– Daj spokój Blaissy - powiedział sykiem, zawsze nazywał go w ten sposób, kiedy starał się go udobruchać. –Wiesz, że nie mogę tego zrobić.

Brunet przechylił głowę wydłużając szyję i zastanawiał się co ma dalej zrobić. Nie chciał kłótni z Malfoy'em i nie chciał stracić Hermiony.

– Pamiętasz? Kiedyś obiecaliśmy sobie, że żadna dziewczyna nie wejdzie nam w drogę - mówił Draco przekonującym głosem.

Pamiętam i nie kiedyś Draco, to było wtedy kiedy Selena zabawiła się nami obojga.

– Co chcesz żebym zrobił - mówił spokojnie Blaise ale jego oczy wciąż wyrażały pewien rodzaj bólu. – Mam ci pogratulować?

Sam fakt, że Draco postanowił wytłumaczyć z nim tą sytuację było zaskoczeniem. Zazwyczaj miał gdzieś jego zdanie, robił co chciał i nie zważał zbytnio na konsekwencje.

– Powiedziałem, że źle zrobiłem - powtórzył blondyn ale po jego głosie nie słyszał zbyt dużej skruchy.

– I co mi po tym?

– To musi być ona? - powiedział nagle wbijając twarde spojrzenie w Blaise'a. – Nie możesz mieć innej laski, tylko Granger? Wiesz, że nie mogę jej znieść.

– Przestań pieprzyć - przewrócił oczami Blaise.

– Ty zacznij, zerżnij ją i będzie po sprawie. Po co tak to przedłużasz?!

Blaise złapał go za kołnierz i przycisnął do ściany. Draco obrzucił go zaskoczonym i wyzywającym spojrzeniem.

– No, uderz mnie - wydukał. – Jest mi bez różnicy.

Blaise spojrzał na niego spod przymrużonych brwi, na ranę pod nosem, z której widać było małą stróżkę krwi. Opuścił go powoli na podłogę i westchnął przecierając oczy dłonią. Draco dyszał głośno przez nos, poprawił koszule i zacisnął mocno usta.

– Chyba nie jestem w stanie dłużej z tobą rozmawiać - Blaise odwrócił się do niego plecami i wysunął z szuflady piersiówkę pociągając z niej łyk.

Draco syknął coś niezrozumiałego pod nosem, poprawił rozwiane włosy i zdecydowanym krokiem ruszył wyrywając piersiówkę z rąk przyjaciela.

– Dobra - przełknął wódkę bez skrzywienia się. – Przeproszę ją, jak tak ci zależy.

Zobaczył jak usta Blaise'a zmieniają się w niemal niezauważalny uśmiech.

Nastała niezręczna cisza.

– Chcesz, żebym zrobił to teraz, prawda? - kiwnął sam do siebie głową i westchnął robiąc kolejny łyk trunku aby jak najszybciej znaleźć się w stanie odurzenia.


Przesiadywanie w bibliotece było czymś naturalnym, jak nawyk mycia rano zębów czy uczesania włosów. Zazwyczaj dobrowolnie szła do królestwa pani Pince, do miejsca w którym mogła poszerzyć wiedzę, skupić się na nauce i pomyśleć co ma zrobić ze swoim życiem. Nie było za wiele osób, którzy podzielały jej zamiłowanie do książek, zwykle uczniowie przychodzili tu z przymusu.

Ale nie ona, dzisiaj chciała dostać kilka odpowiedzi, odsunąć myśli od Draco i Blaise'a.

– Jestem- oznajmiła kiedy podeszła do biurka pani Pince. Kobieta uśmiechnęła się pod swoim długim, spiczastym nosem i cicho zachichotała.

– Mówiłam - niemal zaśmiewała - ta książka działa!

– Eee - Hermiona przeczesała włosy palcami i wsunęła je za uszy.

Widocznie sama pani Pince nie chciała aby Hermiona mogła zapomnieć o Blaise'u. To nie tak, że trzymała do niego jakiś uraz, chciała skupić się na tym co najważniejsze. Dowiedzieć się czym jest medalion i dlaczego tak bardzo boi się z nim rozstać.

– Proszę - Pany Pince wsunęła jej klucze od biblioteki.– Robimy nowy dział z książkami mugolskimi, dużo uczniów narzeka, że mamy braki w tej selekcji. Przyszło kilka nowych książek i należy zrobić odpowiednią półkę dla nich. Dobrze by było gdybyś przejrzała kilka pozycji aby sprawdzić czy nie ma w nich czegoś...nieodpowiedniego - uniosła wymownie brwi. – Jeżeli taka pozycja znajdzie się oznacz ją czerwoną nakleją. Wszystko jest już przygotowane.

Mugolskie książki w Hogwarcie? Ta szkoła naprawdę zaczyna się rozwijać. Hermiona skinęła głową i poszła w skazane miejsce.

– Idę do swojego gabinetu, jakby ktoś chciał coś wypożyczyć proszę zajmij się tym kochana. Przymknę oko jakby twój chłopak...chciał cię odwiedzić.

O Merlinie.

Hermiona była pewna, że o tej godzinie, w piątek nikt się nie zjawi. W końcu wszyscy chcieli jak najdalej znajdować się od nauki. Kiedy poszła do jednego z rzędów z książkami, zauważyła pusty regał a przy nim stosiki książek. Na dobrą sprawę mogłaby to zrobić machnięciem różdżki, no ale przecież nie o to w tym chodziło.

Wtedy zauważyła chłopaka opierającego się o stolik i wczytującego się w jedną z książek.

– To bardzo interesujące co obecne kobiety czytują - powiedział nie odrywając wzroku od czytania.

Theodore Nott. Naprawdę musi być zdesperowany aby utrzymać pierwsze miejsce, jeżeli zgodził się segregować mugolskie książki.

Świetnie, chciała uciec od Ślizgonów, ale widocznie była skazana na ich towarzystwo.

– Czemu w każdej powieści występuje super mięśniak i niewinna dziewczyna? - spojrzała na kilka książek, które zdołał przejrzeć, większość z nich zawierała czerwone oznaczanie.

Co ta pani Pince pozamawiała?

– Ludzie lubią proste historie ze szczęśliwym zakończeniem - odpowiedziała posyłając delikatny uśmiech i pochyliła się aby zabrać jedną z książek.

– Ludzie lubią seks - Theo rzucił jej książkę, którą przed chwilą czytał. Bez słowa otworzyła na stronie, którą zaznaczył i zaczęła wczytywać się w fragment. Poczerwieniała, starając się powstrzymać jazgot z ust.

– Rzeczywiście, w tej jest go dużo - nakleiła czerwoną karteczkę na grzbiecie książki i wsunęła ją do regału.

– Obecna literatura dla młodzieży jest dość prymitywna - machnął różdżka a kilka tomów książek wysunęło się przed jego twarzą powoli przesuwając samoistnie strony.

Czy tak wyglądała jego nauka, aby przerobić cały materiał? Była pod wrażeniem.

Wyglądał schludnie, w brązowej koszuli w kratę rozpiętej przy kołnierzu i z podwiniętymi rękawami. W spodniach, które odsłaniały mu zgrabne kostki.

Zdmuchnął pukiel czarnych włosów z czoła. Gdy zaczął czytać na głos jej policzki zarumieniły się jeszcze bardziej. Jego głos był delikatny a jednocześnie chrypiący, jakby nie mógł swobodnie wydobyć się z gardła.

– "Jestem tak twardy, że nie myślę logicznie. Presja wytryśnięcia staje się nie do zniesienia. Oddycham płytko i zostawiam jej piersi, a dłoń zsuwam niżej, w kierunku paska od legginsów."*

Pochylił głowę i bez żadnych emocji spojrzał po raz pierwszy w twarz Hermiony. Stała z kłębkiem czerwonych karteczek i wpatrywała się w niego zawstydzonym spojrzeniem.

– Czym są legginsy? - zmarszczył brwi w zamyśleniu.

Przeklęta pani Pince. Co ona sobie wyobrażała zamawiając tego typu książki? I jak ma dowiedzieć się czegoś o medalionie w obecności Nott'a?

– To getry - odpowiedziała mu cicho.

– Ciekawe - zamyślił się i dodał po chwili, rzucają książkę, którą ledwo udało jej się złapać - Myślę , że odpowiedni będzie tu kolor czerwony.

Bez słowa nakleiła karteczkę i machnęła różdżką aby książka powędrowała na regał.

– To chyba jakaś seria - dodał sam do siebie. – Spodziewam się, że są w nich zawarte podobne treści co we wcześniejszej części. Myślę, że spokojnie możesz oznaczyć je czerwonym kolorem.

Trzy książki powędrowały w jej stronę i opadły powoli przed jej stopami, układając się w stosik. Theodore Nott widocznie sam postanowił podzielić ich obowiązki. Hermiona została dziewczynką od karteczek.

Pff dziewczynka od karteczek - prychnęła w środku.

– "I nagle przeciąga szpicrutę po mojej kobiecości, przez moje włosy łonowe, w dół wejścia do pochwy."- Przeczytał a Hermiona poczuła jak ciało zdrętwiało na wydźwięk jego niskiego głosu – Co do tego nie jestem pewien. Zobaczmy inny fragment.

– Och nie! - jęknęła wysuwając dłonie do przodu i czytając tytuł książki, którą cytował. – To...bez dwóch zdań będzie czerwony - wyjąkała widząc tytuł "50 twarzy Grey'a.".

Theodore spojrzał na nią spokojnie, bez słowa ruszył różdżką aby książka powędrowała do rąk dziewczyny.

– Lubisz takie książki - to było stwierdzenia a jeżeli pytanie i trochę się zdenerwowała.

– Nie - odparła. - Ta książka jest dość znana w świecie mugoli.

Och no, oczywiście że ją czytała, z samej ciekawość aby dowiedzieć się czym zachwycał się cały świat. Jej wewnętrzna bogini właśnie rzygała tęczą.

– Rozumiem - jego twarz nadal była spokojna, tajemnicza, nie mogła wyczytać z niej żadnych emocji – ani tych negatywnych, ani pozytywnych. – Zawstydzam cię ?

Tak, palancie! Kto o zdrowym umyśle, czyta takie fragmenty przy dziewczynie, z którą rozmawia pierwszy raz w życiu?!

– Nie ty - odpowiedziała ucinając kontakt wzrokowy. – Tylko treść tych książek jest dość...

– ...erotyczna – stwierdził. – Zgadzam się. W większości pisana przez kobiety. Myślę, że to ty powinnaś je przejrzeć.

Nie będzie czytać o seksie przy Ślizgonie aby ten wyśmiewał się z niej przy kolejnej lepszej okazji. A co gorsza, powtórzył o tym Malfoy'owi, który nie omieszka tego wykorzystać przeciwko niej.

– Tobie idzie dobrze - przykucnęła naklejając karteczki na książki, które jej przysłał.

– Nie uważasz, że to głupie oznaczać książkę na czerwono, tylko dlatego, że jest w niej seks? - uniosła głowę, oczy Theo znowu odbijały burzliwy ocean.

Czemu mnie o to pytasz?! Czemu Ślizgoni ciągle mówią o seksie?

– Ktoś z pierwszaków mógłby ją przeczytać - odpowiedziała.

– A my możemy, bo go praktykujemy?

Nie wszyscy. Z kim Theodore Nott praktykuje seks?

Zmrużyła oczy nie wiedzą co ma odpowiedzieć.

– Wybacz - uśmiechnął się. Była w szoku bo spodziewała się, że te usta nie znają uśmiechu. – Trochę się z ciebie zgrywam. Bardzo szybko można cię zawstydzić.

– To przez gorąc - odpowiedziała dotykając dłonią czoła.

Theodore machnął różdżką a okiennica znajdująca się za ich plecami otworzyła się szeroko. Delikatny powiew wiatru wsunął do pomieszczenia, bawiąc się kartkami książek.

– Bardziej skłaniam się ku literaturze Markiza de Sade.

– Och - wydukała.

Cisza, która nagle nastała była krępująca i nieswoja.

– Tylko żartuje - powiedział kiedy zauważył, że Hermiona zastygła w bezruchu. –Chyba nie jestem w tym zbyt dobry.

Spojrzała na Theo otoczonego książkami dla nastolatek i cicho zachichotała widząc ten obraz.

– Markiza de Sade należałoby umieścić w Dziale Ksiąg Zakazanych - odpowiedziała żartem.

– Zdecydowanie - potwierdził wyraźnie zaskoczony tym, że dziewczyna zna ten rodzaj literatury. Uśmiechnął się pod nosem i wrócił do czytania kolejnych romansideł.


– Jak Weasley znowu się na mnie rzuci... - mamrotał Draco idąc razem z Blaise'm i Pansy w stronę wieży Gryfonów.

– Nie zrobi tego - Blaise nie był co do tego pewien, ale włączyło mu się pozytywne myślenie. Poza tym zobaczy Hermionę, bardzo tego pragnął. Pansy zaś pośpiewała pod nosem imię Harry'ego. Nie udał jej się plan przechwycenia go po eliksirach i odkrycia schowka, ale będzie jeszcze ku temu okazja.

– Ten kmiot powinien przepraszać mnie na klęczkach - marudził dalej Draco chcąc przedłużyć ich wyprawę do Gryfonów. Nagle roześmiał się niczym szaleniec, wbił przerażone spojrzenie w Pansy i złapał ją za ramiona.

– Słabo mi - jęknął. - Weasley chyba za mocno przywalił mi w głowę.

– Draco... - Pansy przewróciła oczami.

– Nie mogę oddychać - poklepał się po klatce piersiowej. – Nie chce umierać tak młodo.

– Umrzesz, jak tego nie zrobisz - Blaise popchnął go w plecy a Draco zawył żałośnie.

– Granger i tak nie zaakceptuje tych przeprosin, po co ta szopka? - panikował z każdym kolejnym krokiem.

– Liczy się gest - zaśpiewała Pansy podskakując z nogi na nogę.

Harry, Harry, Harry.

– Nie możemy zaczekać do jutra? Właśnie trwa impreza i nie chce sobie jej zepsuć tylko dlatego, że oboje zwariowaliście i macie obsesje na punkcie Gryfonów.

Nagle Draco poczuł jakby korytarz zwężał się po bokach a on nie da rady z niego uciec. Zaraz zaciśnie się i zgniecie jego biedne, obolałe ciało zmieniając w naleśnika.

– Zupełnie cię nie rozumiem - skitowa Blaise zatrzymując się przy Obrazie Grubej Damy.

– Czekaj - mruknął Draco łapiąc się za łydkę. – Mam skurcz, słyszałem, że można od tego stracić przytomność. Och chyba mdleje... Pansy, zobacz czy ja mdleje?

– Nie wydaje mi się - prychnęła rozbawiona jego zachowaniem. Wracał stary Draco, dziwny ale za to zabawny. To jej wystarczyło.

– Jak możecie mi to robić? - zawył z irytacją.

– Od kiedy się tak stresujesz Granger? - uniosła podejrzliwe brwi.

Od kiedy miałem ją w ramionach, pocałowałem a później upokorzyłem dostając z liścia. A jak Granger powie Blaise'owi o tym co wyczyniali w lesie? Co ja wyprawiam?

– Od kiedy mam ją prze - prze - zaciął się nie potrafiąc wypowiedzieć słowa. - Przepraszać - westchnął i uderzył pięścią w serce.

Blaise złapał go za ramiona prostując i przywracając do pionu, poprawił mu włosy i spojrzał ostro.

– Weź się w garść.

Nie miał wyboru, niech i będzie. I tak już dostało mu się od kilku dziewczyn, które rzucały w niego oburzone spojrzenia za to, jak potraktował Hermionę. Jakby te wszystkie jajniki zmówiły się na niego. Prychnął marszcząc nos. Pierwszy i ostatni raz dochodzi do czegoś takiego.

– A ten, zna ktoś hasło? - wydukał Blaise widząc, że Gruba Dama nie jest w najlepszym humorze.

– Weasley naszym królem - wyrecytowała dumnie Pansy. Jako jedyna postarała się aby plan nie wziął w łeb. Dostała hasło na kolacji od jednej z Gryfonek, którą przekupiła oferując randkę z Blaise'm. Oczywiście on sam o tym jeszcze nie wiedział.

– No świetnie, może od razu ogłośmy go Ministrem Magii? - warknął Draco.

Obraz uchylił się otwierając przejście prosto do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Draco poczuł, jak wszystkie oczy kierują się właśnie na niego. Nie tylko dostawał palpitacji serca ale skurcz łydki, który wcześniej imitował, pojawił się w rzeczywistości.

Bolało.

Cóż za upokorzenia, zjawiać się po tym wszystkim właśnie tutaj. W marnej dziupli Gryfindoru. Spojrzał na Longbottom'a, który mocno zacisnął pieści, na Ginny która mordowała go wzrokiem, na Selenę, która posłała niemal niewidoczny ale zauważalny uśmieszek pod nosem.

Na Potter'a. Potter, przeklęty mały Potter, który żre przeklęte małe czipsy. Gdyby tak stanął mu w gardle, gdyby tak... Och i oczywiście sam Weasley. Pyszałek siedzi sobie, jak król jaskiniowców a wokół niego wianuszek cycatych dziewczyn.

Mimo wszystko musiał zachować klasę, w jakiekolwiek sytuacji by nie był.

– Mało ci Malfoy? - warknęła Ginny.

Ron wstał z fotela ale nie ruszył się z miejsca. Razem z Draco obrzucili się spojrzeniami godnymi bycia wspólnymi wrogami i mlasnął wsuwając dłoń do kieszeni.

– My pokojowo - Pansy uniosła dłonie do góry i poruszała palcami witając się z Harry'm. Odpowiedział jej uśmiechem, na ustach wciąż miał posypkę z czipsów.

– Przykro nam, za to co się wydarzyło - zaczął Blaise szukając wzrokiem Hermiony. Nie było jej. – Draco chce przeprosić Hermionę.

– Ha, przeprosić? - Ron podszedł do blondyna i oboje taksowali się wzrokiem. Widać było tworzone iskierki między ich spojrzeniami.

– Ha, właśnie - prychnął. Chociaż nie ukrywał, że trochę obawiał się tego rudego gnojka.– Nie ma jej? No trudno, jakoś przeżyję, nie to że się nie starałem, co? Idziemy - ale Blaise zatarasował mu drogę.

– Słuchajcie, ostatnio dobrze się razem bawiliśmy - zaczęła Pansy wchodząc głębiej do pomieszczenia. – Sami musicie przyznać, było fajnie? Co?

Gryfoni w milczeniu pokiwali głowami ale wciąż przeważały posępne miny.

– Lavender, nie było zabawnie kiedy razem grałyśmy w Twistera? A ty Dean, nie cieszyłeś się kiedy wygrałeś pojedynek w piciu shotów? Crabbe do tej pory czeka na rewanż. - Pansy zachowywała się jakby przemawiała do całego kraju w ważnej misji.

– Było zabawnie - potwierdziła Lavender. – Do czasu aż Malfoy nie wrócił do dręczenia Hermiony.

– Nikt nie jest idealny, nawet taki Draco..

– Ależ ja jestem idealny - mruknął pod nosem a Gryfoni ponownie obrzucili go rozgniewanym spojrzeniem. – Niech wam będzie. - przymknął powieki.

– Ginny, Harry, Ron - Pansy rozłożyła dłonie ignorując obecność Seleny. – Wy też świetnie się bawiliście, może na co dzień nie żyjemy najlepiej ale chyba imprezy wychodzą nam całkiem dobrze, co?

Rozległy się szepty po Gryfonach, jakby nie do końca byli pewni słów Pansy, w końcu nie tak dawno chcieli iść podpalić lochy. A przynajmniej Seamus Finnigan miał takie plany.

– Zawrzyjmy pokój - kontynuowała Blaise - jest piątek, mamy dużo alkoholu. - Mówił zachęcająco.

Na słowo alkohol zaczęła wszystkim cieknąć ślinka, bądź co bądź ale oni nie umieli zdobyć tyle butelek Ognistej Whiskey co Ślizgoni.

Draco wybałuszył oczy, tego nie było w planie.

– Wy chyba nie zapraszacie nas teraz na imprezę? - prychnęła Ginny, a Blaise spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.

– Wy już nas ugościliście, teraz nasza kolej - powiedział Blaise, przeczesał włosy do tyłu i mrugnął okiem do kilku dziewczyn, które mimo wszystko wpatrywały się w niego z podziwem. Wciąż miał to coś i umiał to dobrze wykorzystać.

– Chyba, że się boicie - zakpił Draco. – Co mnie nie dziwi.

Oczywiście wiedzieli, że ich prowokuje a jednak nie chcieli wyjść na mięczaków.

– Mi to się zdaje Malfoy, że to ty się boisz - zaśmiał się Ron gładząc się po szczęce.

Blondyn zwęził oczy, ale powstrzymał się od zjadliwego komentarza. Jedynie na co miał ochotę to urżnąć się na całego.

– Niech najpierw Malfoy przeprosi Hermionę - powiedział Harry – Wtedy rozważymy waszą propozycję.

Niech Weaslye klęczy przed moimi butami i całuje ich czubek, wtedy rozważę, czy was nie zabić.

– Ron - Pansy dotknęła jego ramienia – Wiem, że ratowałeś honor swojej przyjaciółki, ale nie ma sensu dalej w to brnąć. Nie lepiej rozwiązać to pokojowo? Bez bójek i szlabanów?

– Niech będzie – mruknął chociaż nie miał zamiaru przepraszać się z Malfoy'em.

– Gdzie ta Granger? - wywrócił oczy Draco. Pewnie siedzi w dormitorium i wypłakuje oczy w poduszkę. Od kiedy zrobiła się taka drażliwa? Przecież rzucał gorsze komentarze w jej stronę i jakoś to znosiła.

– W bibliotece - Harry przegryzł głośno czipsy i wysunął miskę do Pansy, która z lekkim rumieńcem poczęstowała się przekąską.

– No tak, głupie pytanie - bąknął Draco i razem z Gryfonami ruszyli w stronę biblioteki.

– Czy to kanister z benzyną? - rzucił Blaise z przerażonym wzrokiem.


Siedziała przy stoliku i wyłożyła na nim wygodnie nogi. Tuż obok był Theodore z elegancko założoną nogą na kolanie, czytając na głos kolejne parafrazy kontrowersyjnych tekstów, które wyszukał. Podobało mu się to, jak dziewczyna wstrzymuje chichot kiedy dochodził do gorących momentów. Czytał tym sowim beznamiętnym głosem tekst, co sprawiało, że wyglądał jeszcze zabawniej.

Theodore Nott. Najmądrzejszy chłopak w by pomyślał, ze tak zakończy się ten wieczór?

– W rzeczywistości, jest bardzo mało prawdopodobne aby podczas seksu wspólnie dojść do orgazmu - oznajmił Theo naukowym głosem. - W tych książkach wszystkie pary dochodzą razem. Czy to nie zabawne?

Parsknęła chociaż wciąż była zawstydzona w sposób jaki do niej mówił. Nie wulgarnie ale bez żadnego skrępowania, jakby to co mówił było oczywistością, informacją którą należny przekazać. Wzruszyła ramionami pochylając się i naklejają kartkę na grzbiet książki. Powoli zaczęła się do tego przyzwyczajać.

– Zastanawiam się co to będzie, kiedy wszystkie dziewczyny dorwą się do tych książek - westchnęła.

– Wybuch nastoletnich matek - oznajmił poruszając nogą. – Zabawne, co podkusiło pani Pince na wybór właśnie takiej treści?

Ona już wiedziała co, przeklęty Poradnik Gilderoy'a Lockheart'a. Że też będzie ją to prześladować do końca życia. Swoją drogą, musi go w końcu podrzucić do biblioteki.

Hermiona wstała i zaczęła przeglądać kupkę książek, zalegających na ziemi. Ruszyła nogą i nadepnęła na książkę. Schyliła się i poniosła ją wczytując się w tytuł.

– To jest naprawdę dobre - wysunęła ją przed siebie. – Oscar Wilde.

Theodore zmarszczył brwi , podszedł blisko dotykając palcami po książce i odebrał ją zapatrzony w okładkę.

– Dorian Gray zawsze mnie fascynować. Co ty byś robiła będąc nieśmiertelną?

– Pewnie czytałabym książki - zaśmiała się.

Spojrzał na nią i po raz pierwszy dostrzegła coś innego niż samą obojętność. Jakąś nutkę grozy, która świeciła w oczach, niczym nikły blask spadającej gwiazdy.

Kiedy chciała zrobić krok do tyłu, uderzyła nogą w stos książek, zachwiała się tracąc równowagę. Theodore złapał ją za biodra chroniąc od upadku.

– Wyglądasz na niezdarę - powiedział spokojnym głosem wiercąc dziury w jej twarzy. Wciąż trzymał ją poziomo, jakby najmniejszy ruch mógł doprowadzić do upadku.

– A ty - nie czuła skrępowania co było bardzo dziwne. Jego dotyk był delikatny i bezpieczny, nie było w nim nic co by mogło sprawić, że poczuła napięcie. – Co ty byś zrobił ze swoją nieśmiertelnością?

– Ja... - tak bardzo chciała usłyszeć jego odpowiedź ale w tym momencie do biblioteki wparowała grupka Gryfonów i Ślizgonów. Odwróciła się w bok widząc jak wszyscy wpatrują się w nich w milczeniu.

Theo powoli pomógł Hermionie złapać równowagę a następnie niewzruszonym spojrzeniem skupił uwagę na intruzach.

Draco zaklaskał w dłonie a cała biblioteka wypełniła się jego szyderczym i głośnym śmiechem. Oczy Blaise'a zaszły burzą, bała się w nie spojrzeć, bo wiedziała co myślał.

– Przyszliście nam pomóc ? - zapytał całkiem poważnie Theo.

– Co wy tu robicie? - odezwała się w końcu Hermiona chociaż jej głos stracił pewność siebie. – Co on tu robi? - wskazała palcem na rozbawionego Draco. Nie chciała go widzieć, biblioteka była jej bezpiecznym miejscem, teraz poczuła, że traci grunt pod nogami.

Blaise napiął policzki, wziął głęboki wdech i popchnął delikatnie blondyna przed sobą.

– No już, no już - zaśmiał się Draco. – Widzisz, że jest zajęta.

Blaise mocno rozszerzył nozdrza, chociaż starał się całkowicie panować nad emocjami miał ochotę złapać Hermionę za rękę i wyprowadzić ją z tego miejsca jak najdalej.

Draco podszedł do dziewczyny, po drodze odwracając się do swoich towarzyszy z już nie tak wesołą miną.

– Słucha, Granger... - zaczął drapiąc się po uchu.

– Wynoś się.

– Źle to ująłem, słuchaj Hermiono...

– Nie wypowiadaj mojego imienia.

– Głupio wyszło na tych eliksirach...

– Powiedziałam : Wynoś się.

– Nie to żebym zrobił coś aż tak złego żeby zasłużyć na ten policzek...

– Zaraz dostaniesz w drugi.

Gryfoni obserwowali starania Draco podziwiając niewzruszoną podstawę Hermiony, chociaż w środku liczyli, że mu przebaczy, bardzo chcieli napić się Ognistej Whiskey. Dla Ginny, taki Draco był czymś nowym, dlatego z zaciekawieniem czekała co jej przyjaciółka zadecyduje.

– Teges - podrapał się Pansy po głowie. – Coś mu źle idzie.

– Zauważyłem - odmruknął Blaise.

Draco mocno wyprostował ramiona, poczuł jak łopatka mu strzela ale nie mógł pozwolić sobie na jęki.

– Przepraszam - szepnął tak by tylko oni mogli to usłyszeć. –Nie powinienem wtedy... tak do ciebie mówić.

– Prze..., co? Chyba nie słyszałam - założyła dłonie na piersi i odwróciła głowę ukazując swój profil.

– Nie słyszałaś? - powtórzył delikatnie kiwając głową i formułując usta w uśmiech. – Zróbmy tak, żebyś usłyszała - spojrzał na nią w podobny sposób, jak wtedy gdy byli razem w lesie. Nie chciała tego spojrzenia. Nie miała pojęcia co robili tu ci wszyscy ludzie, ale miała ochotę zamienić się w jedną z książek i ukryć w regale między tytułem " Zbrodnia i kara" a "Pokuta".

Draco przysunął do gardła różdżkę, spojrzał ze skupieniem na dziewczynę a następnie chrząknął głośno. Za głośno.

– Granger - krzyknął a całą bibliotekę owładnął jego głos. Książki niemal podskoczyły razem z zaszokowanymi osobami w bibliotece. – Lepiej mi wybacz, albo będę darł się tak do rana!

Zacisnęła dłonie w piąstki, zupełnie tracą orientację. Co się teraz dzieje, dlaczego jego głos faluje po całej bibliotece niczym podłączony do megafonu?

– "Gniew i zemsta fatalnie wpływają na ciśnienie i trawienie. Wybaczenie jest dobre dla zdrowia." - Hermiona spojrzała przez ramię widząc Theo zaczytanego w książce - Przeczytałem to na głos? Chyba nie powinienem - obrzuciła go wzrokiem " i ty przeciwko mnie?".

- Hermiono Granger ja Draco Malfoy, z 5 pokolenia Malfoy'ów, ostatni co do przedłużenia linii pragnę twojego wybaczenia.

Poskoczyła, o mały włos nie padają na ziemię. Czy on oszalał? Tak, zupełnie padło mu na głowę. Cóż za wstyd.

Przysunęła dłoń do ust chłopaka rzucają gniewne spojrzenie. Draco zamilkł powoli odsuwając różdżkę od gardła.

Bała się, że zaraz cały Hogwart zleci się do biblioteki widząc to przedstawienie, które odstawiał.

–Już dobrze tylko przestań! - krzyknęła roztrzęsiona. Poczuła jak jego usta ruszają się pod skórą dłoni wypowiadając po raz kolejny "przepraszam". Odsunęła ją zaciskając usta w wąską linię.

– Usłyszałaś? - zniżył głowę wbijając w nią prowokujące spojrzenie. – Wystarczająco się dla ciebie upokorzyłem? - wyszeptał ochryple.

– Nigdy nie będzie wystarczająco - warknęła. – Niech na tym stracę.

Blaise, Pansy, Ginny jak i Harry z Ronem nie ukrywali zaskoczenie, które malowało się na ich twarzach. Wszyscy stwierdzili, że Malfoy to szaleniec.

– Tego - zaczęła Ginny otępiałym głosem – to ja się zupełnie nie spodziewałam.

– Ojej - wyjąkała Lavender.

– Czy on...- Blaise miał ochrypnięty głos. –Czy on naprawdę to zrobił?

– Oszalał - mlasnęła Pansy. – Spójrz tylko na niego, oszalał.

Draco posłał wszystkim czarujący uśmiech, który z pewnością przyćmił ich twarze.

– Widzicie, macie swoje przeprosiny - zwołał odwracają się w ich stronę. – Oklaski proszę. - Ruszył różdżką niczym dyrygent. – No już.

Theodore wyszedł przed szereg i zaczął głośno klaskać. Robił to powoli, z gracją, rozkoszując się obecną chwilą niczym smakosz oblizujący usta po drogim winie.

– Świetne przedstawienie, Draco.

Spojrzeli na siebie i właśnie wtedy Hermiona poczuła coś dziwnego, nie tylko rywalizację ale jakby rozmawiali przez samo patrzenie sobie w oczy. Draco zrobił teatralnie ukłon i odwrócił się do reszty grupy.

– Możem iść się już urżnąć?


* cytat z książki, Błąd, Elle Kennedy