Od tłumaczki: Kochani, wszystkiego dobrego w nowym roku 2018! Przed nami powrót do szkoły, pracy i na studia (w zależności, ile masz lat, drogi czytelniku). Przede mną roczna inwentaryzacja w pracy, niestety.

A przed Wami rozdział, w którym pierwszoroczni zostaną przydzieleni do Domów. Wiecie, jak trudno tłumaczy się piosenkę Tiary Przydziału? Fragmenty tego rozdziału widzieliście już we wspomnieniach Severusa, w jednym z poprzednich rozdziałów. Czas na całość.

ROZDZIAŁ 21 – POTTER, MIA

1 września 1971

Zachwyceni pierwszoroczni przeszli przez wielkie drzwi wejściowe, a Mia odetchnęła z ulgą. W tych czasach Hogwart nie miał jeszcze żadnych blizn, nie widział rannych i zabitych podczas wojny. Piękne, kamienne ściany były subtelnie oświetlone zapalonymi pochodniami, a klatka schodowa niknęła w głębi zamku, gdzie ulokowane były dormitoria uczniów. Mia bardzo chciała je ponownie zobaczyć.

Profesor McGonagall zaprowadziła pierwszorocznych do małej komnaty przylegającej do Wielkiej Sali, gdzie mieli czekać na Ceremonię Przydziału i możliwość dołączenia do swoich starszych kolegów.

James podskakiwał z entuzjazmem.

- Gotowy, Syriuszu?

- To na pewno będzie Rogogon Węgierski. Jestem pewny! – Odkrzyknął Syriusz z taką samą ekscytacją.

Mia jęknęła i potarła dwoma palcami grzbiet swojego nosa.

- O, nie. Nie wracajcie do tego!

- O… O co chodzi… Z tym smokiem? – Wykrztusił z siebie Peter.

- Zmierzymy się ze smokiem – odpowiedział Jamie z ogromnym uśmiechem na twarzy, odwracając się do małego chłopca, który skurczył się ze strachu.

- Dostaniesz się do Hogwartu, albo spłoniesz żywcem – dodał Syriusz mrocznym tonem, ale z rozbawieniem w oczach.

Za nimi stali pozostali uczniowie, przysłuchujący się chłopcom ze wzrastającym przerażeniem.

- Możecie przestać? – Warknęła Mia.

- Albo zostaniesz zjedzony – James zignorował swoją siostrę.

Remus pochylił się nad Peterem.

- Nie przejmuj się – wyszeptał mu do ucha. – Robią sobie z ciebie żarty.

- Czyżbyś ty już został przydzielony? – Zapytał James z diabelskim uśmieszkiem.

- Właśnie, Remusie, przecież musisz nam pomóc pokonać tego Długoroga Romańskiego – Syriusz poklepał nowego przyjaciela po plecach. – Ty, ja i James na pewno damy mu radę. Zostaniemy bohaterami!

- Jesteście idiotami.

Mia odwróciła się w kierunku głosu i zobaczyła znajomą twarz rudowłosej dziewczynki, która minęła ich w pociągu. Obok niej stał Severus Snape i rzucał jadowite spojrzenia grupce przyszłych Huncwotów.

Dziewczynka zacisnęła gniewnie usta, skrzyżowała ręce na piersi i spojrzała na Jamesa z obrzydzeniem.

- Ceremonii Przydziału dokonuje magiczny kapelusz.

- Ah, tak? – Jamie zwrócił się do niej, obdarzając ją uśmiechem, w którym ukryte było wyzwanie. – Skąd wiesz?

- Tak napisano w Historii Hogwartu – odpowiedzieli jednocześnie dziewczyna, Mia i Remus.

Syriusz i James roześmiali się i właśnie w tym momencie w drzwiach stanęła profesor McGonagall.

- Ustawcie się jedno za drugim – przykazała. – Za mną.

Tysiące świec rozświetlały Wielką Salę. Unosiły się w powietrzu nad czterema długimi stołami, przy których siedzieli starsi uczniowie. Stoły były nakryte złoconymi talerzami i pucharkami. W drugim krańcu Wielkiej Sali królował piąty stół, za którym siedzieli nauczyciele.

Pierwszoroczni zostali ustawieni w równej linii naprzeciwko pozostałych uczniów, z nauczycielami za swoimi plecami. Setki twarzy przyglądających się nowoprzybyłym wyglądało bardzo blado w migoczącym świetle świec. Pomiędzy ludźmi dało się zauważyć srebrne przebłyski duchów unoszących się między świecami.

Profesor McGonagall bez słowa postawiła przed pierwszorocznymi taboret na czterech chybotliwych nóżkach. Na nim zaś położyła spiczasty kapelusz.

James i Syriusz spojrzeli z niechęcią na brudny, stary kapelusz. Rudowłosa dziewczynka – Mia była pewna, że to właśnie Lily Evans – wyglądała z kolei na zachwyconą i z uniesioną brwią spojrzała na Jamesa.

- A nie mówiłam?

Przez kilka sekund w Wielkiej Sali panowała idealna cisza. Nagle kapelusz drgnął. W pobliżu wytartego brzegu pojawiło się niewielkie rozdarcie, przypominające usta i tiara zaczęła śpiewać:

Załóż mnie na głową swą i pozwól śpiewać pieśń,

O tym, który z czterech domów gotów jest cię znieść.

Siadaj już i pozwól mi zajrzeć w umysł swój,

Bo każdy umysł, każdy sekret ma subtelny krój.

Czyżbyś był Gryfonem w złocie i szkarłacie,

Odważnym jak Godryk, śmiałym, nie płaczącym po stracie?

A może Puchonem, borsukiem żółto-czarnym,

Faworytem Helgi, stałym i lojalnym?

Jeśli będziesz Krukonem, założysz brąz i błękit;

Obiecuję ci: nigdy nie zaznasz nieuków udręki.

Zieleń i srebro ci przeznaczone w domu Slytherina,

Ambicja jego uczniów to ni wada, ni wina.

Nieważne, gdzie was przydzielę, jesteście uczniami Hogwartu,

Wasza magia żyje w was, a z magią nie ma żartów.

Profesor McGonagall wystąpiła przed szereg i uniosła długi pergamin.

- Wyczytany uczeń założy Tiarę Przydziału na głowę, usiądzie na taborecie i poczeka na przydział – wyjaśniła. – Abbott, Adrian.

Jasnowłosy chłopiec podszedł niepewnie do stołka, założył kapelusz na głowę i zaczekał chwilę.

- SLYTHERIN – wrzasnęła Tiara Przydziału.

Chłopiec skierował się do stołu stojącego najdalej po prawej stronie, gdzie siedzieli uczniowie w zielono-srebrnych uniformach. Ślizgoni klaskali uprzejmie po przydziale nowego kolegi. Mia natychmiast dostrzegła pośród nich jasnowłosą głowę Lucjusza Malfoy'a. Jego odznaka prefekta lśniła na idealnie skrojonych szatach. Po obu jego stronach siedzieli Crabbe i Goyle. Naprzeciwko niego siedziała kolejna jasnowłosa osoba, w której Mia rozpoznała Narcyzę Black.

- Alton, Samantha.

- RAVENCLAW!

- Bagman, Otto.

- HUFFLEPUFF!

- Belby, Damokles.

Uwaga Mii szybko skoncentrowała się na chłopcu, który zbliżał się do Tiary Przydziału. Doskonale znała to nazwisko, bo uczyła się o tym człowieku od czasu śmierci Dumbledore'a. Na Snape'a nie mogli liczyć, a bez niego Remus nie miał już dostępu do Wywaru Tojadowego. Slughorn też by im nie pomógł – to nie był ten typ człowieka, który pomógłby bliźniemu w potrzebie, szczególnie za darmo, a zwłaszcza bez Dumbledore'a, który by go ochronił. Mia postanowiła, że sama uwarzy Wywar Tojadowy, ale poniosła porażkę. Chcąc zrozumieć istotę tego eliksiru, wczytała się w jego historię i w historię jego twórcy: Damoklesa Belby'ego. Teraz dziewczyna zagapiła się na chłopca siedzącego na stołku, czując rosnącą niecierpliwość. Chciała odkryć, jakie sekrety skrywa jego mózg, żeby w przyszłości móc uwarzyć eliksir niezbędny Remusowi w funkcjonowaniu.

- SLYTHERIN – w końcu wykrzyknęła Tiara Przydziału.

Mia uśmiechnęła się, wiedząc, kto zostanie przydzielony jako kolejny.

- Powodzenia, Syriuszu.

- Powodzenia? – Syriusz wyszczerzył zęby. – Wystarczy moja determinacja.

- Planujesz przechytrzyć Tiarę Przydziału i zmusić ją, żeby przydzieliła cię do Gryffindoru? – Zaśmiał się Jamie.

- Bardzo ślizgońsko z twojej strony – dodała Mia.

Syriusz odwrócił się do niej i podszedł bardzo blisko, jakby chciał ją przestraszyć swoją obecnością. Przypomniało to Mii o starszym Syriuszu, czekającym na nią gdzieś w przyszłości.

- Za te słowa, kotku, postaram się o przydział do Gryffindoru. Tylko po to, żeby zrobić ci na złość.

- Black, Syriusz – wywołała profesor McGonagall i wszyscy spojrzeli na chłopca, który aroganckim krokiem podszedł do taboretu. Po jego wargach nadal błąkał się uśmiech, nawet pomimo tego, że Tiara Przydziału przesłoniła mu pole widzenia.

Mia wiedziała, do jakiego domu zostanie przydzielony Syriusz, ale mimo wszystko nerwowo mu się przyglądała. Rzeczywiście, wyglądał na zdeterminowanego. Dziewczyna nie potrafiła sobie wyobrazić, jak zażarta dyskusja toczyła się między chłopakiem i Tiarą Przydziału, gdy Syriusz zaciekle odmawiał przydzielenia do domu swoich przodków.

- GRYFFINDOR – zagrzmiał kapelusz i stół po lewej eksplodował oklaskami.

- HA! – Zaśmiał się Syriusz, po czym odwrócił w kierunku Mii, wytknął ją palcem i odtańczył taniec zwycięstwa po drodze do stołu Gryfonów.

Mia zachichotała.

- Nigdy mi tego nie zapomni, prawda?

- Mało prawdopodobne – przyznał Remus.

- Brown, Alice – kolejna Gryfonka, która dołączyła do Syriusza przy stole po lewej. Mia zauważyła podobieństwo dziewczynki do Neville'a Longbottoma. Z kolei jej nazwisko skłoniło Mię do zastanowienia się, czy Neville nie był przypadkiem spokrewniony z Lavender.

-Carrow, Alecto.

Mia niebezpiecznie zmrużyła oczy. Znała doskonale to nazwisko. Bliźnięta Carrow uniknęli Azkabanu po pierwszej wojnie czarodziejów, a cały ostatni rok drugiej wojny czarodziejów spędzili torturując uczniów Hogwartu.

- SLYTHERIN – okrzyk Tiary Przydziału nie zaskoczył Mii. Podobny werdykt kapelusz wydał w kwestii Amycusa.

- Catchglove, Greta.

- HUFFLEPUFF!

- Evans, Lily.

Rudowłosa czarownica wystąpiła z szeregu i nieśmiało założyła sobie na głowę magiczny kapelusz.

Wystarczyła niecała sekunda, żeby Tiara Przydziału podjęła decyzję.

- GRYFFINDOR!

Lily zdjęła Tiarę z głowy i oddała ją profesor McGonagall. Pospieszyła w kierunku stołu po lewej stronie, rzucając smutne spojrzenie Snape'owi.

Jamie podrapał się po głowie.

- Myślałem, że trafi do Ravenclawu.

Mia wywróciła oczami.

- W pociągu twierdziłeś, że to kolejna Ślizgonka.

- Nie. Wiedziała o kapeluszu, tak jak ty i Remus.

Remus spojrzał z ciekawością na Jamesa.

- My też zostaniemy Krukonami?

- Mam nadzieję, że nie. Chcecie zostawić mnie samego z Syriuszem? Kto nas wtedy wyciągnie z kłopotów, w które wpadniemy?

Mia westchnęła, kiedy Jamie puścił jej oczko.

- Gdybyście tak mogli unikać kłopotów w pierwszej kolejności.

- Fawcett, Julia – kolejna Krukonka.

- Gudgeon, Davey – został przydzielony do Hufflepuffu.

Następnie z szeregu wystąpił wysoki, przerażony chłopiec. Mia uśmiechnęła się do niego słodko i poklepała go po ramieniu, oferując ciche poparcie. Chwilę później, pomimo całego zdenerwowania, „Longbottom, Frank" został bez wahania przydzielony do Gryffindoru.

- Denerwuję się – Remus głośno przełknął ślinę, patrząc na taboret z wahaniem. Kolej jego przydziału zbliżała się wielkimi krokami. – Nie jestem zbyt odważny, prawda? Nie powinno mnie tu nawet być.

Mia złapała go za rękę i splotła swoje palce z jego palcami, próbując dodać mu odwagi.

- Nie bój się cieni, bo one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło.

Remus odwzajemnił jej spokojne spojrzenie.

- Oskar Wilde. Czytasz mugolską literaturę?

- Czytam. Ale prawdę mówiąc, Wilde był czarodziejem.

- Naprawdę? – Informacja zaciekawiła Remusa.

- Lupin, Remus – wywołała go profesor McGonagall i chłopak podszedł do taboretu, na którym usiadł z Tiarą Przydziału na głowie.

Kapelusz nie spędził na głowie Remusa nawet dwóch sekund, żeby zastanowić się nad swoją decyzją.

- GRYFFINDOR!

Stół Gryfonów ponownie eksplodował oklaskami. Nikt jednak nie cieszył się głośniej od Syriusza, który z radością powitał swojego przyjaciela. Mia klaskała wraz z pozostałymi, uśmiechając się promiennie do Remusa.

- Macdonald, Mary – dziewczyna, biorąc przykład z Remusa, skierowała się do stołu Gryfonów. Chwilę później Mia dostrzegła, że w kierunku taboretu idzie znajomo wygladająca jasnowłosa dziewczyna.

- Maestro, Pandora – Tiara przydzieliła ją do Ravenclawu.

Mia wiedziała doskonale, jaki będzie werdykt Tiary, gdy wywołany został Peter Pettigrew, ale nie przeszkodziło jej to modlić się do Merlina, żeby chłopak został jednak przydzielony do Slytherinu lub Hufflepuffu. Albo, co byłoby dużo lepszą decyzją, został odesłany do domu. Kiedy jednak Peter dołączył do zadowolonych Remusa i Syriusza przy stole Gryfonów, dziewczyna zmrużyła oczy.

- Założymy się, jak szybko trafię do Gryffindoru? – Zapytał Jamie, praktycznie drżąc ze zniecierpliwienia.

Mia zaśmiała się do brata.

- Jestem pewna, że Tiara nie będzie potrzebowała czasu do namysłu.

- Też tak sądzę – odpowiedział.

- Potter, James!

- GRYFFINDOR – słysząc to po rekordowo krótkim upływie czasu, Mia zaczęła się zastanawiać, czy kapelusz w ogóle dotknął czubka głowy Jamesa.

Uśmiechnęła się, obserwując, jak jej brat pobiegł w stronę swojego nowego domu. Oklaski tylko dodawały mu energii, uskrzydlały go. Zadowolony, obrócił się do swojej siostry i pokazał jej uniesiony kciuk.

- To było do przewidzenia – Mia usłyszała gorzki głos za swoimi plecami.

Odwróciła się i rzuciła neutralne spojrzenie Severusowi Snape'owi. Chłopak miał ręce skrzyżowane na chudej piersi i patrzył z niechęcią na Gryfonów.

- W Gryffindorze nie ma nic złego.

- Mówi kolejna mała lwica – odwarknął.

- Moja mama była Ślizgonką – Mia wzruszyła ramionami. – Przydział do różnych domów jest tradycją, ale nie uważam tego za dobry pomysł. W duchu tej tradycji rozdzielają nas w szkole, ale gdy tylko ją opuścimy, zaczynamy przebywać ze sobą bez względu na dom, do którego należeliśmy w Hogwarcie. Nadal możesz się z nią przyjaźnić, wiesz?

- Nie mam pojęcia, o czym mówisz – powiedział, jednak jego wzrok koncentrował się w miejscu, gdzie siedziała Lily. Musiał się skupić, żeby zignorować hałas, jaki obok niej czynili James Potter i Syriusz Black.

Mia ponownie wzruszyła ramionami.

- Skoro tak twierdzisz.

Zachęcani przez Jamesa i Syriusza Gryfoni świętowali ostatni przydział tak głośno, że profesor McGonagall musiała na chwilę przerwać Ceremonię, żeby uspokoić swoich uczniów. Kiedy wróciła do taboretu i spojrzała na pergamin, musiała zwalczyć irytację, zanim wywołała kolejnego ucznia.

- Potter, Mia!

- Moje imię wymawia się „Ma-ja" – poprawiła grzecznie swoją nauczycielkę, kiedy szła w kierunku Tiary Przydziału. Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła zanim kapelusz opadł na jej oczy, były pełne odwagi spojrzenia Jamesa, Syriusza i Remusa, którzy z niecierpliwością czekali, aby dołączyła do nich przy stole Gryfonów.

- Hmmm… - Odezwał się głos w jej głowie. – Bardzo interesujące. Nie spodziewałem się kogoś takiego, jak pani, panno Granger.

Potter, poprawiła w myślach Mia.

- Wie pani, że przede mną nie można niczego ukryć. Widzę wszystko, co kryje pani umysł. Widzę przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Dla pani one zlewają się w jedno, prawda?

Po prostu przydziel mnie do Gryffindoru, Mia pomyślała z niecierpliwością.

- Jest pani pewna? Widzę, że za pierwszym razem chciałem panią umieścić w Ravenclawie. Ma pani niesamowity umysł. Jest pani genialna i utalentowana. Pasowałaby pani do Krukonów.

Ravenclaw nie jest dla mnie wyzwaniem, sprzeciwiła się, zdeterminowana, żeby zostać przydzieloną do Gryffindoru.

- Nie, nie, to prawda. Pani nie przyswaja wiedzy dla samej wiedzy, ale lubi tą wiedzę wykorzystać w praktyce, prawda? Korzysta pani z tego, czego się pani nauczy. Jest pani zaradna. Sprytna. Ambitna.

Oczy Mii rozszerzyły się, gdy zrozumiała, co insynuuje kapelusz. Nie. Waż. Się. Wiem, gdzie dyrektor cię trzyma. Będzie szkoda, jeśli przypadkiem znajdziesz się w pobliżu Fawkesa, gdy nadejdzie jego Dzień Spalenia.

- Pani mi grozi? To dość niebezpiecznie, panno… Potter.

Tak. Niebezpieczne… I odważne z mojej strony.

- W takim razie nie mam innego wyjścia. GRYFFINDOR!

Mia wypuściła drżący oddech. Szybko oddaliła się od Tiary Przydziału, zaskoczona, że kapelusz chciał ją umieścić w Slytherinie. Draco zemdleje, jeśli kiedykolwiek będzie miała możliwość, żeby mu o tym opowiedzieć.

Natychmiast znalazła się w ramionach Jamesa, który czekał na nią przy stole Gryfonów. Pozostali uczniowie oklaskiwali ją, tak samo, jak witali poprzednich pierwszorocznych. Usiadła obok Remusa, naprzeciwko Lily Evans, która obserwowała, jak Severus Snape został właśnie przydzielony do Slytherinu.

Lily wlepiła smutny wzrok w stół.

Mia śledziła Snape'a, który powolnym krokiem dotarł do stołu Ślizgonów, przy którym miejsce zostało dla niego zrobione obok Lucjusza Malfoy'a. Blondyn poklepał Snape'a po plecach.

W końcu ostatni uczniowie zostali przydzieleni. Gaspard Shingleton trafił do Gryffindoru, Rikard Stebbins do Ravenclawu, William Tuft do Gryffindoru, a nieziemsko piękna Elora Zabini do Slytherinu.

Wstał Albus Dumbledore. Uśmiechał się do swoich uczniów, szeroko rozłożył ramiona. Wyglądał tak, jakby jego największym szczęściem było widzieć ich wszystkich w Wielkiej Sali Hogwartu.

- Witajcie! Witajcie w nowym roku szkolnym! Zanim rozpoczniemy ucztę, mam dla was kilka mądrych słów. Oto one: tuman, bakłażan, śledź i ropuch.

Gryfoni, Krukoni i Puchoni zaśmiali się lekko. Ślizgoni prychnęli z niechęcią.

Dumbledore – zupełnie niezrażony reakcją Ślizgonów – kontynuował swoją przemowę.

- Szczególnie gorąco witam pierwszorocznych. Mam nadzieję, że Hogwart stanie się dla was drugim domem, szczególnym schronieniem, bezpiecznym miejscem w tym dziwnym, nieznajomym świecie. Chociaż nie mogę powiedzieć, że Hogwart nie jest dziwny. A teraz, zanim pójdziecie spać, życzę wam smacznego.

Złote talerze i półmiski nagle zapełniły się jedzeniem. Na stołach pojawiły się steki, kurczaki z rożna, kotlety schabowe, szaszłyki z baraniny, kiełbaski, jaja na bekonie, gotowane ziemniaki, pieczone ziemniaki, frytki, pudding i groszek z marchewką.

Wszyscy natychmiast wyciągnęli ręce po naczynia i zaczęli nakładać sobie słuszne porcje.

Mia spędziła przy tym stole niezliczoną ilość posiłków, zwykle siedząc razem z Harrym i Ronem, którzy często jedli niechlujnie. Jęknęła, bojąc się, że to samo będzie miało miejsce z jej nowymi przyjaciółmi, ale kiedy spojrzała na Jamesa, Syriusza i Remusa, musiała przyznać, że chłopcy zachowują się przy stole wyjątkowo czysto i spokojnie.

- Na Merlina! Wy naprawdę potraficie zachować się przy stole! – Westchnęła. Oczywiście, wiedziała, że Jamie ma nienaganne maniery, ale spodziewała się, że przy chłopcach w swoim wieku nagle zmieni się w niechlujną świnię.

Syriusz spojrzał na nią z zaciekawieniem.

- A czego się spodziewałaś?

- Po jedenastolatkach? – Odpowiedziała pytaniem. – Spodziewałam się, że wepchniecie sobie to jedzenie do gardeł na jeden raz, po czym jeszcze dopchniecie butem.

- Cieszę się, że cię pozytywnie zaskoczyliśmy – powiedział Remus, ale jego mina pokazywała, że nie wie, czy odebrać jej słowa jako komplement czy jako obelgę.

- Peter, stary, wytrzyj twarz – zawołał Jamie przez całą długość stołu. – Obniżasz standardy, które właśnie stworzyliśmy.

Chłopcy szybko zaczęli rozmawiać o Quidditchu – nawet Remus dołączył do ich konwersacji, rzucając Mii mały uśmieszek. Bawiło go jej założenie, że nie interesował się sportem, ponieważ kochał książki tak samo, jak ona.

Mia zignorowała chłopców i spojrzała przez stół na rudowłosą dziewczynkę, która ze smutnym uśmiechem dłubała w swoim jedzeniu.

- Cześć. Jestem Mia Potter.

Dziewczynka podniosła wzrok i jej jasnozielone oczy rozjarzyły się. Ten kolor boleśnie przypomniał Mii, jak bardzo tęskniła za swoim najlepszym przyjacielem, Harrym.

- Lily Evans.

Mia otrząsnęła się z ponurych myśli i odkaszlnęła, zanim zdecydowała się ponownie odezwać.

- Chciałabym przeprosić za mojego brata i naszego przyjaciela.

Wskazała dłonią na Jamesa i Syriusza, którzy właśnie utracili wszystkie dobre maniery i wystrzeliwali groszek za pomocą swoich łyżek, próbując trafić w otwarte usta kolegów. Musiała przyznać, że dobrze celowali.

Mia wywróciła oczami, ukrywając zawstydzenie i ponownie zwróciła się do Lily.

- Nie jestem pewna, co się stało podczas jazdy pociągiem, ale wyglądało to tak, jakby byli niegrzeczni wobec ciebie i twojego przyjaciela. Chciałabym przeprosić w ich imieniu.

- Byli niegrzeczni – przyznała Lily, rzucając chłopcom mordercze spojrzenie, po czym przeniosła wzrok na Mię. – Ale Severus też przyjmuje takie rzeczy na serio.

Syriusz odwrócił się i uśmiechnął.

- Ktoś mnie wołał?

- Wracaj do swojego ciasta, Syriuszu – nakazała Mia, a chłopak tylko skinął głową i wrócił do przerwanej czynności.

- Widziałyście sufit? – Zapytała słodko Alice, z zachwytem w głosie. – Jest piękny!

Smutna mina zniknęła z twarzy Lily, kiedy dziewczyna spojrzała w górę.

- Nigdy nie widziałam czegoś takiego.

- Urodziłaś się w rodzinie Mugoli? – Zapytała Mia, doskonale znając odpowiedź. Korzystała z wiedzy swojego poprzedniego życia, aby rozmawiać z osobą, która w przyszłości stanie się matką jej najlepszego przyjaciela.

- Tak – przyznała Lily. – Przeszkadza ci to?

Mia zmarszczyła brwi, słysząc jej ton. Wyglądało na to, że Lily już spotkała się z rasizmem, który niepodzielnie królował w czarodziejskim świecie. Mia dobrze wiedziała, jak musiała się czuć.

- Nie, wcale mi to nie przeszkadza. Chętnie posłucham czegoś o twojej rodzinie, jeśli będziesz chciała ze mną o tym rozmawiać. Czytałam co nieco o świecie Mugoli, ale nigdy nie miałam przyjaciółki urodzonej w rodzinie Mugoli.

Powoli napięcie zniknęło z sylwetki Lily i dziewczyna uśmiechnęła się.

- Naprawdę?

- Przyjaciółki?

- Jasne!

- A co z wami? – Mia spojrzała na pozostałych pierwszorocznych. – Z jakich rodzin pochodzicie?

- Czystej krwi – przyznała Alice, wzruszając ramionami. – Mam starszego brata, który rok temu skończył naukę w Hogwarcie.

- Ja też – uśmiechnął się Frank Longbottom. – To znaczy, jestem czystej krwi. Nie mam żadnego brata. Zostaliśmy tylko mama i ja.

- Też jestem czystej krwi – do rozmowy dołączyła Mary Macdonald, która przesiadła się bliżej Mii, a dalej od Gasparda i Williama. Chłopcy nawet tego nie zauważyli, tak głęboko byli pogrążeni w rozmowie o Czekoladowych Żabach.

- Ja też – wtrącił się Peter.

- Wszyscy jesteście czystej krwi? – Zapytała Lily, marszcząc brwi. Nagle wyglądała na wyobcowaną.

Syriusz wyjrzał zza pleców Mii.

- To wcale nie jest takie fajne, uwierz mi, Evans.

- Dlaczego?

- Bo większość rodzin czystej krwi musi aranżować małżeństwa między kuzynami, żeby utrzymać czystość – zadrwiła Mia, a Syriusz jej tylko ochoczo przytaknął.

Lily westchnęła.

- Wy tak na serio?

- Tak, ja mam na imię Syriusz – chłopak zaśmiał się. Remus i Mia tylko jęknęli, ale Syriusz nauczył się już ich ignorować. - I tak, to prawda. Moi rodzice są kuzynostwem w drugim pokoleniu. Zawsze istnieje duże prawdopodobieństwo, że potomstwo będzie szalone, ale przynajmniej jest pewność, że dzieci będą ładne. Jak ja.

Mrugnął łobuzersko do dziewcząt. Alice i Mary zarumieniły się, ale Lily wyglądała na poirytowaną umizgami Syriusza. Mia bardzo to doceniała.

- Są także rodziny czystej krwi, które nie przejmują się statusem - dodała Mia, patrząc na Lily. - Na przykład moja rodzina. Wśród Potterów spotkasz wyłącznie normalnych ludzi.

- Mia, patrz! - Wrzasnął Jamie.

Wszyscy odwrócili się w kierunku głosu, a tam dziedzic Rodu Potterów, jedyny syn Charlusa i Dorei, potomek wielkiego Ignotusa Peverella - i przyszły ojciec Wybranego - próbował utrzymać swoją różdżkę na czole bez użycia rąk.

Mia patrzyła na niego z niedowierzaniem, a potem przeniosła wzrok na swoją nową przyjaciółkę i westchnęła z zawstydzeniem.

- Twój brat? - Lily uniosła brew.

- Tak.

- On… - Lily spojrzała na Jamesa, któremu kibicowali Syriusz i Peter.

- Zaczyna ci się podobać - zgadła Mia.

- Tak, na pewno - odpowiedziała sarkastycznie Lily, obserwując, jak różdżka spadła z czoła Jamesa, uderzyła w stół i wypuściła fontannę czerwonych iskier. Przestraszony Jamie odskoczył z krzykiem i spadł na podłogę razem ze swoimi okularami.

- Do diabła! - Wrzasnął, siadając ponownie na swoje miejsce. Schował różdżkę do kieszeni i z konsternacją popatrzył na zbite szkła.

- Daj mi je - zażądała zirytowana Mia. Jamie zignorował jej wzrok, ale posłusznie podał jej zniszczone okulary. Dziewczyna przytknęła swoją różdżkę do szkieł. - Occulus Reparo.

- Uratowany przez młodszą siostrzyczkę - uśmiechnął się Jamie, odbierając naprawione okulary.

- Jesteś młodsza? - Zapytała Alice.

Mia wywróciła oczami.

- Zaledwie o minutę.

- Jesteście bliźniętami? - Zapytała z niedowierzaniem Lily.

- On odziedziczył dobry wygląd Potterów, a ja ich talent - uśmiechnęła się Mia.

- Hej! Ja też jestem utalentowany - zaprotestował Jamie.

Mia spojrzała na niego z udawanym zainteresowaniem.

- I mówi to chłopiec, który próbował utrzymać różdżkę na czole bez użycia rąk.

- Trzeba to Jamesowi oddać - stanął w jego obronie Syriusz. - Udało mu się utrzymać różdżkę na czole przez całą minutę zanim spadła.

Mia fuknęła i nadziała marchewkę na swój widelec z nieco większą siłą, niż była do tego potrzebna.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że będę dzielić pokój z dziewczynami.

- Zostawisz mnie samego z nimi? - Remus spojrzał na nią zranionym wzrokiem, ale w kącikach jego ust czaił się uśmiech.

- Przeżyjesz - obiecała. - A jeśli uda ci się powstrzymać chłopców przed szukaniem kłopotów, dostaniesz ode mnie Czekoladową Żabę.

- Umowa stoi - uśmiechnął się, ale jego radosna mina szybko zniknęła, zastąpiona przez grymas bólu. Chłopak chwycił się mocno za boki i przycisnął ręce do żołądka.

Mia natychmiast spoważniała. Cierpiała razem z nim.

- Wszystko w porządku, Remusie? - Zapytała z wyraźną troską w głosie. Chciała mu pokazać, że jej na nim zależy, a nie, że jej go szkoda. Wiedziała, że starszy Remus najbardziej nienawidził, kiedy ktoś się nad nim litował.

- Tak, ja… Chorowałem w zeszłym tygodniu - skłamał. - Mogę czasami doświadczać nawrotów choroby.

- Potrzebujesz czegoś? - Zaczęła, ale przerwał jej głos Dumbledore'a.

- Teraz, kiedy już wszyscy się najedli, mam dla was kilka dodatkowych informacji. Do wiadomości pierwszorocznych: Zakazany Las jest zakazany dla wszystkich uczniów. Pan Filch, nasz woźny, prosił żeby wam przypomnieć, że nie wolno korzystać z magii na korytarzach. Nabory do drużyn Quidditcha odbędą się w drugim tygodniu semestru. Każdy uczeń, który jest zainteresowany grą w barwach swojego domu powinien skonsultować się z panią Hooch.

- Wezmę udział w naborze - Jamie zapalił się do tego pomysłu.

- Nie wolno ci! Jesteś dopiero pierwszorocznym - odpowiedziała Mia.

- Chciałbym oficjalnie powitać nowego nauczyciela w gronie pedagogicznym - Dumbledore kontynuował. - Profesor Fenwick zgodził się objąć stanowisko nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią.

- Ludzie, przyjmujemy zakłady - zaczął nawoływać znajomy głos. Mia odwróciła lekko głowę w jego kierunku i zobaczyła dwóch chłopców, rudowłosych i piegowatych. Jeden trzymał w dłoniach rolkę pergaminu, a drugi zbierał złote monety do wyświechtanego kapelusza.

- Zakłady? - Mia skierowała pytanie do chłopców, którzy przypominali Freda i George'a Weasley'ów.

- Zakładamy się o to, jak długo wytrzyma na swoim stanowisku nowy nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią. Żaden nauczyciel nie uczył nas dłużej niż przez rok - powiedział chłopiec zbierający monety.

Drugi chłopiec, ten z pergaminem, wyszczerzył zęby do dziewczyny.

- Mówią, że ktoś rzucił klątwę na to stanowisko.

- Bzdura - wymsknęło się Peterowi.

Chłopiec z kapeluszem przyjrzał się uważnie Peterowi.

- Słyszałeś, Gideonie? Ten mały pierwszaczek myśli, że lepiej od nas zna się na legendach Hogwartu.

- Słyszałem, Fabianie - odpowiedział chłopiec z pergaminem. Zmrużył oczy, wbijając spojrzenie w Petera. - Założysz się z nami o to, że cała ta klątwa to bzdura?

Peter zaczął się jąkać w odpowiedzi, a Mia uśmiechnęła się z satysfakcją. To byli Gideon i Fabian Prewett, młodsi bracia Molly Weasley.

Dumbledore cały czas mówił, nieświadomy zakładów, jakie miały miejsce przy stole Gryfonów.

- Na koniec chciałbym dodać, że Profesor Sprout w końcu udało się zasadzić na szkolnych błoniach Wierzbę Bijącą. Uczniowie nie powinni się zbliżać do tego drzewa pod groźbą utraty życia lub kończyny. Wierzba Bijąca to samoświadome drzewo, znane ze swoich wybuchów wściekłości.

Słysząc to, wzrok Mii znowu odnalazł sylwetkę Remusa. Chłopak patrzył uparcie na swój talerz, oddychając powoli. Chciała sięgnąć do niego dłonią, pocieszyć go, ale wiedziała, że jeszcze nie powinna mu uświadamiać, że zna jego sekret i wie, że to z jego powodu Wierzba Bijąca została zasadzona na szkolnych gruntach.

- To drzewo jest niebezpieczne? - Zapytała Lily.

- Bardzo. Czytałam o nich - odpowiedziała Mia.

Syriusz zaśmiał się swoim charakterystycznym, szczekającym śmiechem.

- Oczywiście, że o nich czytałaś, kotku.

- Teraz czas spać - Dumbledore klasnął w dłonie i wszystkie brudne talerze poznikały ze stołów.

- Pierwszoroczni, proszę za mną.

Mia odwróciła się i spojrzała w znajomą twarz Kingsley'a Shacklebolta, młodszą o dwadzieścia lat. Dziwnym odczuciem było widzieć przyszłego Ministra Magii w takim wieku, odprowadzającego do dormitorium stadko jedenastolatków, ale błyszcząca odznaka Prefekta na jego piersi upewniała ją, że to nie był sen.

Wszyscy uczniowie wstali i skierowali się ku drzwiom. Prefekci prowadzili swoich młodszych kolegów. W pewnym momencie Mia zauważyła wymianę spojrzeń między Kingsley'em i Lucjuszem Malfoy'em. Dziewczyna widziała jak na dłoni podobieństwa między nimi w tych czasach i w przyszłości - Kingsley Shacklebolt, Minister Magii i członek Zakonu Feniksa oraz Lucjusz Malfoy, Śmierciożerca, prawa ręka Voldemorta.

- Idziemy, szybciutko. Postarajcie się nie zgubić - krzyczał Kingsley na strumień Gryfonów, który przesuwał się w kierunku ogromnej klatki schodowej. James i Syriusz przewodzili ich grupie, tuż za nimi trzymał się Peter. Mia została z tyłu, czekając na Remusa, który zwijał się z bólu.

- Schody lubią zmieniać swoje położenie. Trzeba o tym pamiętać, szczególnie, gdy jest się spóźnionym na zajęcia. Nauczyciele nie tolerują spóźnień. Nawet nasza opiekunka, która doskonale wie, jak łatwo można utknąć na schodach. Albo w schodach, jeśli nie jesteście wystarczająco ostrożni.

- Co masz na myśli, mówiąc "w schodach"… Auć! - Wrzasnął Frank, gdy jego stopa wpadła w znikający schodek.

- Właśnie to. Wszyscy pierwszoroczni w końcu się na to złapią - Kingsley zachichotał, a Frank poczerwieniał na twarzy.

Mii przypomniał się Neville, który utknął dokładnie w tym samym miejscu. Jaki ojciec, taki syn. Uśmiechnęła się z nadzieją, że kiedyś będzie mogła pokazać Neville'owi swoje wspomnienia o Franku i Alice. Jeżeli w ogóle wróci do swojej linii czasowej.