Rozdział 21
Pół godziny później holownik dotarł do stacji. Doktor podniósł się gwałtownie, chcąc jak najszybciej sprawdzić, co wydarzyło się w bazie. Jack jednak złapał go za ramie powstrzymując.
- Co? – zapytał z zaskoczeniem Doktor
- A gdzie plan? – zapytał kapitan
- Wymyślimy po drodze, chodźmy już – zawołał Doktor – Już nie pracujesz dla Torchwood, tutaj improwizujemy.
- Więc chodźmy – uśmiechnął się Jack wpisując kod, by dostać się do wnętrza stacji.
Drzwi rozsunęły się i pierwsze co mężczyźni zobaczyli to trzy karabiny skierowane na nich.
- Zidentyfikujcie się! – zawołała młoda, około 25-letnia kobieta. Krótkie, zafarbowane na fioletowo włosy podkreślały bladość jej skóry. W miodowych oczach czaił się gniew, upór ale i zaskoczenie. Towarzyszyło jej dwóch starszych, około czterdziestoletnich mężczyzn. Cała trójka skupiała teraz swoja uwagę na przybyłych.
- Ja jestem Doktor, a to kapitan Jack Harkness… my mieliśmy pobrać próbki dla pani kapitan, ale potem… potem moja – Doktor zawahał się przez chwilę – Moja przy… przyjaciółka Rose…
Jack prychnął lekko:
- przyjaciółka… też żeś wymyślił….
- ….Rose zawiadomiła nas, że tu się coś dzieje i wróciliśmy – dokończył Doktor lekko speszony rozbawieniem Jacka.
- Tak myślałam, że to wy – uśmiechnęła się sympatycznie kobieta – tylko trochę się spóźniliście. Ale o tym zaraz. Teraz chodźcie, musimy przejść do zbrojowni obok, bo tu jest niebezpiecznie.
Jack i Doktor bezwiednie podążyli za ludźmi, aby chwilę później dotrzeć do pomieszczenia wypełnionego bronią i sprzętem komputerowym. Wyraźnie widać było, że to kobieta dowodzi tą grupką. Zaraz po wejściu do sali, wydała bowiem odpowiednie dyspozycje swoim ludziom.
- Macie tu dużo broni – zawołał Jack rozglądając się – Zdecydowanie za dużo jak na misje badawczą.
- Trzeba się zabezpieczyć – roześmiała się kobieta – a teraz…
- Teraz – przerwał jej Doktor – pomożesz mi odnaleźć kapitan Emme, Rose i Marthe…
- Wiem kogo szukacie. Tylko że sprawy się odrobinkę skomplikowały. Pozwól mi wytłumaczyć…
- świetnie – zadrwił pod nosem Jack – uwielbiam jak ludzie tak mówią…
- Mógłbyś się zamknąć? – zapytała z gniewem kobieta – Tracę swój cenny czas, żeby wprowadzić was w sprawę, więc bądź tak miły i zaknebluj się na moment!
Jack spojrzał na nią zaszokowany. Doktor zerkał niepewnie to na dziewczynę to na przyjaciela. Przez chwilę widać było, że Jack ma ochotę się odgryźć, ale potem opanował się mówiąc chłodno:
- Strzelaj
- Zaraz po waszym wyjściu ze stacji, nasi ludzie, ci chorzy, którzy wrócili z terenu obudzili się. Szybko dotarło do nas, że musiał ich opanować jakiś pasożyt czy cos w tym stylu. Nie wirus czy bakteria, jeśli wierzyć notatkom zrobionym przez tego waszego lekarza… Jak jej tam było? Jones, tak? Mniejsza z tym… W każdym razie to cos okazało się cholernie zaraźliwe i właściwie opanowało całą załogę.- wyciągnęła z biurka mapę stacji i rozłożyła ją przed nimi – spójrzcie tu… Oni… kosmici, obcy czy jak wy to nazywacie opanowali zachodnią i południową część stacji. Mają około 15zakażonych, co dla nas jest niezbyt dobrą wiadomością, bo baza liczy 23 osoby z czego 4 są już martwe, bo zginęły wtedy w terenie. Możecie więc sobie policzyć… jeśli jest w was choć odrobina inteligencji… że naszych czyli zdrowych zostało już tylko czworo – wskazała na siebie i dwóch mężczyzn – czyli my i kapitan Emma i wy troje, co za dużych szans w walce nam nie….
- Jak to nas troje? – przerwał jej Doktor
Kobieta spojrzała na niego rozeźlona, ze odważył się jej przerwać. Po chwili jednak opanowała się i wyjaśniła:
- Ty, on i ta wasza blondynka – powiedziała poważnie – Niestety wasza pani doktor….
- Złapali Marthe? – spytał pustym głosem Jack
- Czy jemu wszystko trzeba dwa razy powtarzać? – spytała patrząc na Jacka złośliwie – Wasza lekarka poszła na pierwszy ogień. Emma i ta wasza Rose… ukrywają się na tarasie widokowym. Wiem to, bo udało mi się włamać do głównego komputera i mam podgląd na cała stacje. Do dziewczyn próbuje się dostać ta wasza lekarka i podporucznik Dan… I mogę zagwarantować, że jak się dostaną na taras to będzie niewesoło…
- Ale te drzwi… - zaczął Jack – drzwi od tarasu to chyba tytan, nie? Nie przedostaną się przez tytan, więc dziewczyny są bezpieczne.
- To chyba mutanty, nie? – odgryzła mu się kobieta – Nie oglądałeś filmów? One zazwyczaj są silniejsze, niż normalni ludzie.
- A nazywasz się? – spytał nagle Doktor, myśląc głęboko
- Suzana Wingfield, technolog, informatyk i aktualnie kapitan obozu ziemian, czyli tej trójki.
- Świetnie – uśmiechnął się Doktor – Teraz powiedz mi Suzano, czy sądzisz, że mamy szansę dostać się na taras widokowy?
- Chcesz tam iść? To samobójstwo – powiedziała lekko, jakby mówiła o pogodzie. Widząc jednak zdeterminowany wzrok Doktora dodała:
- Myślę, że jakby dobrze opracować drogę…. Oni nie kontrolują wszystkich korytarzy….
- Już cię lubię, Suzano Wingfield – zaśmiał się Doktor – Będę ci mówił Suz, może być?
- Skoro musisz…. – westchnęła ciężko.
