ROZDZIAŁ 21
" STILL GOT IT"
Bella POV
MIESIĄC PÓŹNIEJ
– Jesteś tego pewien? – wierciłam się nerwowo na krześle przy biurku pana Uley'a. Jestem pewna, że mój tyłek zostawi jakiś ślad w tym miejscu.
– Nie pozwól by ktoś cię skrzywdził ponownie, Bello – powiedział Sam, wyciągając do mnie rękę. Brałam codziennie udział w ćwiczeniach, a przez ostatnie dwa tygodnie ćwiczyłam trochę na treningach, turniej koszykówki był już naprawdę blisko. Dziś był wielki dzień, w końcu zdejmowali mi z nogi to cholerstwo.
W końcu będę się mogła, poruszać samodzielnie, co tak naprawdę trochę mnie przerażało. Moja pierwsza myśl, gdy weszłam do biura Sama i gdy powiedział mi, że czas to zdjąć to : O CHOLERA! Był to naprawdę dobry dzień. Na dodatek był dziś piątek, choć niestety nie było słońca i było zimno, a nauczyciele byli tacy mili, że tym razem nie zadali żadnej pracy domowej na weekend. Nie zrozumcie mnie źle, byłam bardzo podekscytowana tym, że będę mogła już normalnie chodzić, ale bałam się, ponieważ miałam to na sobie przez półtora miesiąca i trudno mi będzie przywyknąć, że nie mam żadnego ciężaru na nodze. Chwyciłam rękę Sama, wstałam i nadal opierając się na nim, położyłam stanęłam swoją zdrową nogą.
– Bello… żeby to zadziałało, musisz zachowywać się, jakby nic się nie stało – powiedział, powoli obniżyłam nogę, łapiąc równowagę.
– Wszystko dobrze? – zapytał Sam.
– Właściwie to tak – uśmiechnęłam się do niego.
– Okej, teraz przejdziemy się trochę. Daj znać, jak będzie ci się nudziło – szliśmy wokół szkoły i odwiedziliśmy chyba wszystkich nauczycieli. Trenerka Clapp byłą zachwycona i od razu, zaczęła planować ustawienie na zawodach i ćwiczenia, żebym szybko wróciła do formy. Edward gdy mnie zobaczył, wyszedł z siłowni. Pan Uley i trenerka Clapp zaczęli walczyć o to jak ciężko mogę ćwiczyć, i ile, a ja korzystając z tego, że się kłócili uciekłam stamtąd.
– Dobrze, dobrze, dobrze. Patrz chodzisz sama – uśmiechnął się Edward.
– Fajnie, co nie? – odpowiedziałam. Zaśmiał się i rzucił mi piłkę.
– Wiem, że nadal możesz robić niesamowite rzeczy.
– Nie wiem…. – patrzyłam na obręcz. – Minęło trochę czasu.
– O proszę! Wielka Bella Swan straciła swój talent – zadrwił, na co przekręciłam oczami. – Ale OK., mogę zrozumieć, że wstydzisz się pokazać, widać nie jesteś taka dobra jak na boisku – uśmiechnął się. Doigrał się. Wzięłam piłkę, zaczęłam ją odbijać, biegłam. Zamknąłem oczy, przypomniałam sobie ostatni mecz, tylko kilka sekund do końca. Fani dopingowali, słyszałam odbijające się buty od podłogi, a potem mój strzał…. Piła wrzucona do kosza… weszła!
– Tak – zapiszczałam.
Wszyscy, co byli w Sali gimnastycznej zebrali się, dookoła, gdy krzyknęłam, kiedy udało mi się rzucić do kosza. Spojrzałam na Edwarda, podniosłam brwi i podeszłam do niego.
– I co nadal mam to? – trąciłam go kuksańcem.
– Przecież o tym wiedziałem – uśmiechnął się w odpowiedzi.
Wiadomość o tym, co się stało na sali gimnastycznej rozniosła się bardzo szybko, ponieważ trzy minuty później zadzwoniła do mnie Alice. Siedziałam na trybunach czekając aż Edward skończy trening.
– Hej Ali, co się dzieje?
– Co się dzieje? Powiem ci, co się dzieje! Moja najlepsza przyjaciółka może znowu chodzić! – roześmiałam się.
– Ale ja mogłam chodzić cały czas! – broniłam siebie.
– Nie, nie bardzo. Ty się po prostu czołgałaś.
– EEE, dzięki – odpowiedziałam sucho.
– Oh, no chodź, wyglądasz słodko, kiedy chodzisz! A kiedy już „biegasz"! O to było zabawne, wyglądasz wtedy jak mały pingwinek.
– Ha! Ha! Jak ty mnie nazwałaś Alice? Inne przezwiska są śmieszne, ale….
– Oh! Postanowiłam, że wszyscy powinniśmy, gdzieś pójść i świętować twój powrót do zdrowia! Ty i Edward nie macie nic zaplanowane, tak?
– Nie. A co mamy zamiar robić?
– No cóż z Jazzem o tym rozmawiałam i myślał o jakimś filmie akcji/thriller, bo podobno Edward i Emmet umierają, by móc w końcu to zobaczyć, więc jeśli to nie jest jakiś ohydny film możemy iść to obejrzeć. Po czym możemy iść do Walmart1 czy coś, albo pójść zjeść coś w Wendy2! – Alice miała na tym punkcie jakąś obsesję, od kiedy zobaczyła, że dziewczynka z loga jest bardzo do niej podobna3, nie licząc tego, że miała czerwone włosy, cały czas tam chodziła. W końcu rodzina zaczęła do niej mówić „Alice", ponieważ bardzo kochała to imię.
– Wow, od lat tam nie byłyśmy…. – Alice zaciągała tam Rose codziennie odkąd miała prawo jazdy. Choć ostatnio, zajęłyśmy się chłopakami.
– Wiem! – zgodziła się. – Więc co ty tutaj jeszcze robisz? Poza oczywiście patrzenia na chłopaków i obserwowaniu ich talentów koszykarskich… - zachichotałam.
– Strzeliłam raz do kosza. Wiesz jak to jest Alice, ale teraz chcę popatrzeć jeszcze na chłopaków.
– Oooo! Zrób zdjęcie Jazz'owi i wyślij mi zdjęcie. Wygląda naprawdę słodko, kiedy kozłuje dookoła – zrobiłam, co mi kazano i zrobiłam szybkie zdjęcie Jasperowi, kiedy ćwiczył. Złapał mnie na tym i spojrzał na mnie, po czym wykręciłam oczami i powiedziałam „Alice". A on odłożył piłkę i poszedł ćwiczyć swoje muskuły. Rzuciłam mu pytające spojrzenie, po czym wskazał na mój telefon. Odchyliłam się do tyłu, roześmiałam się i zrobiłam drugie zdjęcie, by móc wysłać je do Alice.
– Okej, dwie niesamowite zdjęcia już wysyłają się do ciebie! – zaśmiałam się i wysłałam dwie wiadomości Alice. Czekaliśmy w milczeniu na jej reakcję.
– Co za pryszcz – zachichotała. Te słowa spowodowały atak śmiechu i nie mogłam, przestać się śmiać.
– Co? – zapytała Alice.
– Nie mam pojęcia. Wystarczył to słowo „pryszcz" – westchnęłam, próbując złapać oddech. – Nie, po prostu myślę, że dzisiaj jestem w naprawdę dobrym humorze!
– Oh, Bello, co ja mam z tobą zrobić? – westchnęłam, łapiąc oddech ponownie.
– Szczerze, to nie mam pojęcia.
– Cóż i tak muszę iść, i namówić tatę, by dał mi jakieś pieniądze na zakupy na wieczór. Do zobaczenia!
– Czekaj. Pieniądze na zakupy?
– Będziemy w Walmart! Nie mogę tam być i wyjść z pustymi rękami!
– O, no tak – uśmiechnęłam, wyobrażając sobie Alice, która patrzy z psim wzrokiem na swojego ojca i próbuje mu wyjaśnić, dlaczego ma obsesję na punkcie zakupów. – Do zobaczenia – rozłączyłam się, spojrzałam na zegarek, zostało dziesięć minut do końca treningu. Siedziałam dalej na trybunach, obserwując chłopców, lecz w międzyczasie postanowiłam zadzwonić do Rosalie.
– Hej, Bells! Słyszałam, że jesteś na treningu chłopaków! – mogłam usłyszeć rozbawienie w jej głosie.
– Strzeliłam kosza! To nic takiego! Kto ci to powiedział?
– Taka mała wróżka, wiesz…. – odpowiedziała.
– Ostrzegałam Alice o tym…. – narzekałam, po czym roześmiałam się i próbowałam zmienić temat.
– Co robisz?
– Czekam na Edwarda, aż skończy trening.
– Wychodzicie, gdzieś we dwójkę wieczorem?
– Oczywiście! Przecież nie możemy zrezygnować z pójścia do Wendy! – zawołałam, dobra przyznaję, Alice zaraziła mnie entuzjazmem do tej restauracji.
– Idziemy do Wendy? – Rosalie również była uzależniona od tego.
– Yeah! A gdzie indziej moglibyśmy jeść, jeśli jest z nami Alice? – zażartowałam.
– Prawda, prawda – parsknęła.
– A co ty robisz?
– Ugh, tak naprawdę nic! Choć teraz odliczam minuty do wyjścia. Nie wierzę, ze to powiem, ale może praca domowa mi zajmie trochę czasu, bym cały czas o tym nie myślała.
– Whoa! Musisz naprawdę się nudzić – to było absurdalne, ze Rosalie robiła pracę domową. Edward, Emmet i Jasper, kiedy skończyli ćwiczyć, podeszli do mnie.
– Z kim rozmawiasz? – zapytał Emmet.
– Nie wasz biznes – wysunęłam język.
– Z kim ty rozmawiasz? – zapytała Rosalie o to samo, co przed chwilą Emmet.
– Emmet.
– Co? – zapytał, myśląc, że mówię do niego.
– Nie ty.
– Co? – powtórzyła Rosalie, po czym odezwałam się teraz do niej.
– Nie ty – wyjaśniłam.
– Już to powiedziałaś – Emmet spojrzał na mnie, jakby była nienormalna.
– Nie ty! – odpowiedziałam sfrustrowana.
– To kto? – zapytali się jednocześnie.
– O Mój Boże! Nie mogę uwierzyć, że zachowujecie się tak samo! – zaśmiałam się.
– Kto? – zapytali ponownie, niecierpliwiąc się.
Jasper i Edward stali z boku nie mogą przestać się śmiać, bardzo ich rozśmieszyło jak rozmawiam z dwoma osobami naraz. Zakryłam mikrofon w swoim telefonie i odezwałam się do Emmeta.
– Okej, rozmawiam z Rosalie! Kiedy zapytałeś się mnie, z kim rozmawiam, to ona myślała, że mówię do niej, a potem powiedziałam, że to nie do niej i wtedy ty myślałeś, że rozmawiam z Tobą, ale tak naprawdę gadałam z Rose. Wtedy pomyślałeś, że się powtarzam. A potem ty i Rose myśleliście, że z wami rozmawiam, i oboje zapytaliście się z kim rozmawiam w tym samym czasie – powoli, próbowałam wyjaśnić mu tą bardzo skomplikowaną sytuację.
– Więc… z kim rozmawiasz? – zapytał Emmet.
– Z Twoją dziewczyną! – powiedziałam, wyrzucając ręce w powietrze. Czy przed chwilą mu właśnie tego nie wyjaśniłam?
– Bello? Belllooooo! Isabello Marie Swan, czy ty mnie zawiesiłaś? – krzyczała Rosalie na linii. Podniosłam palec do góry, który miał kazać Emmetowi być cicho.
– Nie, Rose, wciąż z tobą rozmawiam – i ponownie wyjaśniłam jej to samo, co Emmetowi przez chwilę i nie wiem jakim cudem mogła zadać to samo pytanie co Emmet.
– Więc z kim ty wcześniej rozmawiałaś i mówiłaś do tej osoby „Nie Ty"?
– Emmet! – krzyknęłam.
– Co? – zapytał się mnie.
Nie, nie ma mowy by to się powtórzyło! Na szczęście Edward uratował mnie przed tym, wziął Emmeta ze sobą i zaczął mu jeszcze raz wszystko wyjaśniać, a Jasper wziął mój telefon i zaczął wszystko wyjaśniać Rose. Oni są dla siebie stworzeni. Naprawdę, nikt nie mógł sobie
z nimi poradzić. Położyłam się na trybunach wyczerpana dzisiejszym dniem.
Około godziny siódmej pojechaliśmy do Port Angeles, by móc zjeść coś w Wendy.
– Nie masz pojęcia, jak bardzo jestem podekscytowana! – piszczała Alice, gdy tylko weszła do restauracji.
– Najwyraźniej nie…. – wymamrotał Edward. Nie rozumiał, dlaczego tak bardzo jesteśmy zauroczone tym miejscem.
– Czy kiedykolwiek tutaj jadłeś? – zapytałam.
– Nuuu… nie mieliśmy zbytnio na Alasce tyle restauracji typu fast food – wzruszył ramionami.
– O człowieku, nie wiesz, co straciłeś! – podeszłam do kasy i zamówiłam kanapkę z kurczakiem, a do tego mrożoną czekoladę i dodatkowy sos, a następnie wzięłam to sama dla Edwarda. Wzięłam nasze tace z jedzeniem, powróciłam do naszego stolika i postawiłam przed nim tacę.
– I co teraz? – zapytał.
– Jedz… - zaśmiałam się.
– Tak, dzięki a pomoc Einstein'ie. Nie wiem, w jaki sposób mam jeść to „specjalne jedzenie: - uśmiechnął się.
– No tak – powiedziałam, – Moczysz kanapkę w sosie, a potem frytki w lodach – z jego twarzy dało się odczytać, ze właśnie był obrzydzony tym jedzeniem.
– Frytki z lodami?
– To dobre! Musisz spróbować – pokręcił głową. – Dla mnie? – poprosiłam.
– Dobrze… - westchnął dramatycznie. No tak Cullen nie umie oprzeć się moim wdziękom. Patrzyłam na niego uważnie i trzymał w ręku kanapkę. Zanim wziął to do ust z minutę zastanawiał się, czy na pewno przejdzie mu to przez gardło. Spojrzał na mnie z wahaniem, a ja uśmiechnęłam się do niego robiąc pieskie oczy. Niepewnie przyłożył to do ust, zacisnął mocno powieki i żuł mocno pokarm w buzi. Kiedy połknął, dopiero zadałam mu pytanie.
– Więc….
– To jest… zaskakująco dobre – powiedział.
– Co ty robisz? – zapytał jednocześnie Jasper z Emmetem, patrząc się na niego z obrzydzeniem. Wtedy zauważyłam, że Alice i Rosalie też zamówili im jedzenie.
– To jest dobre! – bronił się. Spojrzałam na dziewczyny, a one natychmiast pouczyły swoich chłopaków jak zjeść jedzenie w Wendy.
Niestety nie pojechaliśmy na film, ponieważ Alice wcześniej obejrzała zwiastun i stwierdziła, że było tam za dużo krwi i wyścigów samochodowych jak dla niej, więc skończyliśmy, w Wally World. Alice chwycił, gdy weszliśmy do środka.
– Najpierw zakupy, potem granie – rozkazała.
Chodziliśmy za nią po całym sklepie, podczas gdy ona cały czas dorzucała coraz to nowsze rzeczy do koszyka. Włożyła nawet jakieś karty do iTunes.
– Allliceeee! – narzekał Emmet. – Nudzzzzzzzzzzzzzzz miii sięęęę!
– Oh, zamknij się duży bobasie, skończyłam! Teraz do kasy! – powiedziała i przeszła do następnej części sklepu. Patrzyłam jak Alice ignorowała wzrok wszystkich kasjerów i poszła do kasy samoobsługowej.
– Proszę wszystko wyjąć! – powiedział robot.
– Przecież już to zrobiłam! – skarciła. Nie mogła skasować jednego produktu, czerwony laser nie mógł dopasować kodu kreskowego, tak się wściekła, że aż mi kazała podejść i spróbować. Delikatnie przesunęłam opakowanie gumy po czytniku i usłyszałam „tik".
– Arggghh! Jak ty to zrobiłaś? – warknęła.
– Trzeba być po prostu osobą cierpliwą – powiedziałem.
– Tak, ja ci zaraz pokażę moją cierpliwość – wymamrotała i wróciła do skanowania.
– Proszę wybrać metodę płatności – powiedziała maszyna, gdy Alice zeskanowała wszystkie przedmioty. Wcisnęła przycisk „Gotówka" na ekranie.
– Proszę wybrać metodę płatności – maszyna powtórzyła.
– Ughhh! – westchnęła i nacisnęła wielokrotnie ten sam przycisk.
– Proszę wybra- Proszę wybra- Proszę wybra- Proszę wybra- Proszę wybra- Proszę wybra- Proszę wybra- Proszę wybra- Proszę wybra- Proszę wybra- - jęknęła.
– Bella pomocy! – powiedziała Alice, kiedy cała reszta próbowała się nie roześmiać. Kliknęłam delikatnie na przycisk, a maszyna powiedziała:
– Proszę włożyć pieniądze – usłyszałam głos pochodzący z głośników. Uśmiechnęłam się do Alice, która podała mi pieniądze.
– Skończyłam – powiedziałam.
Po tym wszystkim, chłopcy musieli zanieść zakupy Alice do samochodu. Po czym Rosalie zaproponowała grę w chowanego.
– Wchodzę w to! – powiedział Emmet, zaciskając pięści. – Chcę Alice w swoim zespole.
– Hej! – spojrzała na niego Rosalie.
– No cóż, ona jest mała i może wejść w wiele miejsc… - uśmiechnął się głupkowato.
– Przykro mi Em, ale nie chcę być w twoim zespole. Jesteś za duży by zmieścić się w pewnym miejscach – zachichotała Alice.
– Ja chcę Bellę! – oświadczył Edward.
– Awww, jakie to słodkie. Ale sorki kochasiu, dziewczyny na chłopaków! – Rosalie poklepała Edwarda po plecach. Zachichotał, gdy Edward spuścił głowę, ale jego dobry nastrój szybko powrócił.
– Więc, jakie są zasady?
– Musicie złapać wszystkich trzech członków drużyny, aby wygrać, brak telefonów komórkowych, aby móc zadzwonić i zobaczyć, skąd pochodzi dźwięk. Zaczynamy z dwóch przeciwnych końców. Pięć minut i gra się zaczyna. Zająć pozycje! – Emmet szybko złapał swoich braci za ramię i pobiegli do sekcji spożywczej w sklepie, a my do ubrań.
Edward POV
– Więc, jaką mamy strategię? – zapytałem.
– Wyciszcie telefony, będziemy tutaj tyle czekać, aż dziewczyny same tutaj przyjdą. Gdy zobaczysz jedną z nich wysyłasz do nas sms, a my próbujemy szukać ich dalej – wyjaśnił Jasper.
– Emmet, mrożonki, ja wezmę delikatesy, Edward twoje to produkty mleczne. Jeśli złapiesz jedną, od razu zakryjcie usta, by nie mogła krzyczeć. Wszystko jasne?
– Tak jest, sir! – zasalutował Emmet. Spojrzałem na swój zegarek i powiedziałem:
– Gra oficjalnie trwa od dwóch minut i trzydziestu sekund, zaczynajmy! – powiedziałem. Szybko się rozeszliśmy, znajdowałem się w dziale produktów mlecznych i chodziłem sobie spacerkiem od jogurtów do serów. Za borówkowymi jogurtami udało zobaczyć mi się blond włosy. Szybko wziąłem telefon i napisałem wiadomość.
Cel namierzony! Rosalie idzie w twoim kierunku, Jasper. Szybko!
Usłyszałem cichy pisk z sekcji Emmeta, kiedy wysłałem wiadomość.
Bella na drugiej! Cholera, idzie prosto do mnie! Mayday, mayday, mayday!
Oczywiście, Emmet zostanie złapany jako pierwszy, potrząsnąłem głową, wyobrażając sobie, jak łapie go Bella. Kocham ją. Każda dziewczyna, która jest w stanie pokonać Emmeta w jego własnej grze jest dla mnie wyjątkowa. Wracając do gry, ukradkiem udało mi się uciec przez mrożonki. Jakoś niepostrzeżenie udało uciec mi się od dziewczyn, Rosalie stała na straży.
Emmet wyeliminowany.
Wydawało mi się, że usłyszałem jęk Jaspera.
OMG! Już? Alice i Bella właśnie odchodzą z sekcji zbożowej, spotkajmy się tam.
Akurat szedłem obok Lucky Charms4, gdy nagle poczułem, ze ktoś dotyka mojego ramienia. Podskoczyłem, obróciłem się i zobaczyłem Jaspera, który próbował nie wybuchnąć śmiechem.
– Przepraszam… ja… nie.. chciałem.. cię przerazić! – z trudem łapał powietrze.
– Zamknij się! – warknąłem.
Usłyszałem znajomy chichot w uliczce obok, skinąłem głową na Jaspera, by pójść inną drogą, by nie wpaść w pułapkę. Szliśmy powoli, a następnie szybko uciekliśmy, akurat prosto do dziewczyn. Bella spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami, po czym na jej twarzy pojawił się uśmiech. Następnie pokazała się Alice, podeszła do nas bliżej. Jasper też nie był z tego zadowolony jak ja.
– Teraz! – powiedziała Alice, podbiegła do mnie i szybko złapała mnie w tali. – Mam go – zawołała.
– Ja też! – odpowiedziała radosnym głosem Bella, spojrzałem do góry i zobaczyłem, ze Jasper był w tej samej sytuacji. Byliśmy prowadzeni do miejsca, gdzie był złapałaby Emmet, a kiedy zobaczył, że jesteśmy złapani, opuścił zrozpaczony głowę.
– Epicka przegrana mężczyzn, epicka – dziewczyny przytuliły się do siebie i przybiły piąte na znak „epickiej wygranej".
– Może następnym razem chłopcy – zachichotały.
1 Walmart – jest to sklep, gdzie można kupić wszystko. Zaczynając od elektroniki, sprzęcie sportowym kończąc na ubraniach dla dzieci i kupna basenów.
2 Wendy – jest to sieć restauracji w Ameryce, lecz również jest już dostępna w innych krajach. To restauracja jest typu Fast-food. Charakterystyczne dla tej restauracji jest to, że bułki do hamburgerów są kwadratowe, a nie okrągłe jak wszędzie.
3 LOGOG - .org/wikipedia/en/5/56/Wendy%27s_
4 Płatki
