No nie mogę... znowu rozdział na 8k słów?! (Notek autorskich nie liczę, bo to prawie jak osobny rozdział, a w sumie to mam teraz sporo do powiedzenia XD).

Chociaż w sumie wiem, czemu wyszło tak długo... wiecie dlaczego? Domyślacie się? Pewnie wpadnie wam to do głowy w trakcie czytania. XD

No to lecimy z koksem:
-Oczywiście, że z niecierpliwością czekam na komentarze! Normalnie jak wrzucam rozdział, to siedzę z telefonem w rękach, czekając na powiadomienie z maila i jest mi smutno jak to Twitch przysyła info, że stream się zaczął. Bardzo lubię jak mnie ktoś pogłaska po główce i powie ''No ładnie, ładnie napisałaś''. XD (Chyba nie mam na co marnować życia tylko na pisanie głupot.) W tym miejscu pragnę pozdrowić Zaczytaną, bo ona to jest totalną rekordzistką w długości komentarzy.

-O jakiejś kontynuacji ''Zjazdu rodzinnego'' to ja nie myślałam, ale zawsze można coś pomyśleć. :v A co do kontynuacji ''Piątego rozbioru''... może kiedyś, na razie mam za dużo na głowie z resztą opek, może tak dla relaksu coś bazgrne. (Swoją drogą jak to ostatnio przeczytałam to myśli miałam takie: ''Ja to poważnie napisałam?! Boże święty, ale to jest durne... .'' XD (Co ja robię ze swoim życiem? XD)

-Które z moich opek piszę mi się najlepiej... zamieniłabym słowo ''najlepiej'', na ''najłatwiej'', bo każde ze swoich opowiadań lubię pisać, niezależnie od poziomu durnoty w nim zawartej. Pozostaje kwestia łatwości pisania i podzieliłabym to tak ''Fantastyczne...'' i ''How to be mercenary?'' są tymi łatwiejszymi (bo opisuje albo czasy współczesne, które są mi raczej nieźle znane lub stworzony przez siebie świat, gdzie mogę kreować go wedle mojego widzimisię), a ''Dlaczego?'' i ''Burzliwe...'' są tymi trudniejszymi, bo w mniejszym lub większym stopniu tyczą się historii (staram się w miarę trzymać kolejności i zgodności historycznej, chociaż tu i ówdzie skopałam już parę spraw), nawet w "Burzliwych...'', gdzie zaznaczałam, że historii trzymać się będę raczej luźno, muszę się pilnować (Co by na przykład w XIVw. nie wyskoczyć z pierwszym lotem w kosmos XD). Czasami przy pisaniu pomaga mi jakaś fajna muzyka na którą trafię w internetach, potrafi to to dać naprawdę niezłego kopa motywacyjnego do pisania.

Czy to już wszystko... chyba tak, a jeśli o czymś zapomniałam, to pewnie przypomnę sobie później i później o tym wspomnę. (Albo ktoś mi przypomni... albo walnę pozarozdziałową rozprawkę jak przy batalii o długopis w ''Dlaczego?'' XD).


-Ach Londyn! Czuć w tym mieście historię!- westchnęła Chaaya, opuszczając wraz ze swym oddziałem lotnisko Heathrow.

-I przy okazji prawie zero odczytów magicznych.- stwierdził kwaśno Stanford.

-Nie narzekaj Willie, lokalizatory magiczne nie są nam teraz potrzebne, skoro twoja ulubiona gadzinka ma wszczepiony lokalizator elektroniczny.- powiedziała agentka machnąwszy od niechcenia ręką.

-A więc? Ruszamy w pościg?- zapytał komandos unosząc brwi, nie skomentował docinka o ''jego gadzince''.

-Po co? Sami do nas przyjdą.- Chaaya wzruszyła ramionami -Na razie są jeszcze dość daleko, nie musimy się spieszyć, odpocznijmy po męczącym locie klasą ekonomiczną.-

-Na jakiej podstawie uważasz, że sami do nas przyjdą?- spytał Stanford unosząc brwi, jak na razie nie widział tego profesjonalizmu który miał obserwować.

-To proste Willie, wystarczy nad tym odrobinę pomyśleć, sam byś do tego doszedł gdybyś nie był tak obsesyjnie skupiony na ściganiu celów.- odparła agentka.

-Czyli mi nie powiesz.- stwierdził komandos.

-Powiem, w końcu mam cię czegoś nauczyć… powiem ale wszystko w swoim czasie.- powiedziała Chaaya uśmiechając się tajemniczo.


-Feliks zatrzymaj się w jakiś zaułku.- powiedział Arthur, kiedy dotarli na przedmieścia Londynu, a Feliks zwolnił do marszu -Najpierw musimy cię odsmoczyć, znaleźć ci ubrania i może zjeść jakieś śniadanie, czy tam lunch… cokolwiek. W dalszą drogę ruszymy bardziej klasycznie.-

-Błagam tylko mi nie mów, że na nogach.- jęknął Alfred, tyłka nie czując po tej smoczej przejażdżce -Śniadanie w pełni popieram, ale jak każesz mi iść na nogach do centrum, to ogłoszę bunt.-

-Miałem raczej na myśli autobus, taksówkę, albo inną formę komunikacji miejskiej. Chociaż tobie mała przebieżka by nie zaszkodziła, dieta a'la McDonald, do najzdrowszych nie należy.- odparł Anglia.

-To było niemiłe Artie.- westchnął Ameryka.

Feliks odwrócił lekko głowę żeby spojrzeć na Torisa, popatrzyli na siebie porozumiewawczo.

-''I my mamy tych dwoje spiknąć razem… super… .''- pomyśleli jednocześnie.

-''Teoretycznie nie musimy… ale w praktyce spróbuj przekonać Alfreda, że my się nie nadajemy na swatki… .''- westchnął Litwa.

-''Do niego nie docierają ani drobne sugestie, ani jasne postawienie sprawy, chyba tylko koniec świata wybawił by nas od tego zadania.''- stwierdził Polska -''Nie wiem co gorsze, to, że polują na nas tamci popaprańcy, czy to… .''-

-''To jest… ciężkie pytanie… .''- uznał Toris.

Feliks tylko wypuścił nosem kłąb dymu i ruszył w stronę uliczki którą uznał za dość odosobnioną, żeby się w niej zatrzymać.

-Tutaj powinno być w porządku.- stwierdził Arthur, zsunął się z grzbietu smoka, kiedy ten przysiadł na łapach i dezaktywował zaklęcie iluzji -No to tak, Alfred, ty idziesz skołować żarcie, tylko pamiętaj, że musi być go dużo, żeby podziałało na Feliksa. Toris ty poszukaj jakiegoś sklepu z ciuchami i znajdź coś co będzie pasować na Polskę, jak już wróci do ludzkich rozmiarów. Ja go przypilnuję i przy okazji dokładnie przemyślę jakich zaklęć użyć, żeby były jak najbardziej skuteczne i jak najmniej męczące.-

-Taaa… żebyś znowu nie przespał nie wiadomo jak długo.- mruknął Ameryka, zaklął siarczyście, kiedy przy zsiadaniu stracił równowagę i wylądował na i tak już poobijanym zadku.

-Nie lepiej będzie jeśli to ja go przypilnuje?- zapytał Litwa zgrabnie zeskakując z karku Polski -Ty na pewno lepiej znasz okolicę, a ja wiem lepiej jak mniej więcej powstrzymać Feliksa od robienia głupich rzeczy.-

-Tak pewnie byłoby lepiej, ale sam muszę odrobinę odpocząć. Myślę, że dam sobie radę z jednym smokiem.- stwierdził Anglia.

-Okej… powiedziałbym, że nie wiesz na co się piszesz, ale nie chcę się kłócić.- powiedział Toris, ignorując oburzony syk od strony Feliksa.

Litwa i Ameryka ruszyli w stronę wyjścia z uliczki, żeby wykonać swoje zadania, a Anglia spojrzał na przyglądającego mu się Polskę.

-Och dajcie spokój nie może być aż tak źle.- stwierdził Arthur -Litwa wytrzymał z tobą całe stulecia, na pewno dam sobie radę przez godzinę czy dwie… .-


Już po pół godziny Anglia dowiedział się jak wielki błąd popełnił, nie zgadzając się na propozycję Litwy. Początkowo wszystko szło gładko, bo Polska, najwyraźniej zmęczony lataniem i bieganiem, zwinął się w kłębek i uciął sobie drzemkę, żeby zregenerować siły.

Znacznie gorzej było kiedy Feliks się obudził i uznał, że mu się nudzi… i jest głodny.

-Po raz setny mówię ci, zostaw ten śmietnik!- krzyknął Arthur -Nie ma tam dobrego do jedzenia! Śmietnika też nie jedz! Nie wnikam w twoją nową metaliczną dietę, ale zostaw ten kontener do ciężkiej cholery!-

Po chwili namysłu Feliks uznał, że śmietnik faktycznie nie jest zbyt dobrą opcją na śniadanie, śmierdział, był przerdzewiały i wyglądał nieapetycznie. Zaczął się rozglądać za czymś bardziej godnym uwagi. Zwrócił uwagę na metalową drabinkę, prowadzącą na szczyt jednego z budynków, pomiędzy którymi się ukryli, oraz… na przewody elektryczne.

-Boże chroń królową!- jęknął Anglia łapiąc się za włosy, kiedy Polska jednym ruchem wyrwał drabinkę ze ściany -Zostaw te przewody! Na litość boską a myślałem, że Ameryka ma problemy ze słuchaniem! Do ciebie chyba nic nie dociera, słuchasz ty mnie w ogóle?!- wrzasnął kiedy smok uniósł się na tylnych łapach i złapał szczękami za kable.

Rozległa się seria elektrycznych trzasków, któremu towarzyszył snop iskier z zerwanej linii wysokiego napięcia. Po łuskach i skórze Feliksa przebiegł strumień drobnych wyładowań elektrycznych… ale większej krzywdy raczej mu nie zrobił, bo najzwyczajniej w świecie ułożył zdobyte przewody obok drabinki.

-Ja się poddaje… .- westchnął Arthur siadając bezsilnie na ziemi. Z ponurą miną obserwował jak Feliks pazurami wyłuskuje miedziane przewody z ich osłonek i wsuwa je jak spaghetti, a kiedy już z nimi skończył, zabrał się za chrupanie wcześniej zdobytej drabinki.

-Czemu ty właściwie jesz metal?- zapytał Anglia -Masz jakieś niedobory czy co?-

W odpowiedzi smok podrapał się łapą po szyi, po czym podsunął drugiej nacji kilka wydrapanych łusek.

-Och czekaj… chyba rozumiem, w którejś książce zdaje się czytałem, że wszelkie metale, zwłaszcza ciężkie, używane są przez smoczy organizm do budowy łusek i szponów.- mruknął Arthur przyglądając się łuskom -Ale skąd ty o tym wiesz? Nie wyglądasz mi na fana fantastyki i magii.-

Feliks wzruszył ramionami, po prostu czuł potrzebę zjadania metalowych rzeczy, najwyraźniej był to jakiś instynkt… no i metal wcale nie smakował źle, był nawet całkiem smaczny i smak różnił się w zależności od rodzaju. Dopiero niedawno zauważył, że jego łuski zrobiły się nieco bardziej połyskliwe i chyba twardsze, to chyba zasługa tego widelca i karabinu które zjadł w Berlinie.

Jak na niewielką ilość zjedzonego wtedy metalu, efekt był całkiem miły, był ciekaw jak podziała ta drabinka i kable.

-Już jestem… czemu Feliks chrupie coś co wygląda jak metalowy pręt?- zapytał zdziwiony Toris, wchodząc do zaułka i ogarniając wzrokiem sytuację.

-Nie pytaj… powiem ci tylko, że na sto procent mu to nie szkodzi.- westchnął Arthur chowając łuski do kieszeni, chciał się im później lepiej przyjrzeć.

-Okej… nie będę pytał.- stwierdził Litwa przyglądając się resztkom osłonek kabli -W każdym razie mam ciuchy dla Feliksa.- powiedział unosząc do góry papierową torbę z ubraniami.

-To teraz tylko poczekać na powrót Alfreda, znając jego, najpierw sam się napcha, a dopiero potem przyniesie coś dla nas.- powiedział Anglia.

-No wiesz co Artie? Twój brak wiary we mnie rani.- oznajmił Ameryka, który w tym momencie zjawił się w zaułku, dźwigał ze sobą pokaźną liczbę siatek z jedzeniem. -Czy Feliks właśnie… .-

-Tak, właśnie kończy wpieprzać metalową drabinkę.- warknął z rozdrażnieniem Arthur pocierając czoło -Nie mam zielonego pojęcia Toris, jak ci się udaje w jakikolwiek sposób nad nim zapanować.-

-Lata praktyki, zastanawia mnie tylko, czy nie mogłeś zakląć tej drabinki? Może też by się nadała.- powiedział Toris podchodząc do łba Polski i zaczynając drapać go nad okiem, na co ten zareagował radosnym mruczeniem.

-Nie pomyślałem o tym.- mruknął Anglia nieco zaskoczony, że wcześniej na to nie wpadł -Bardziej byłem zajęty zastanawianiem się jak powstrzymać to destrukcyjne bydle od dewastacji tej alejki… ale na przyszłość muszę o tym pamiętać, metal zaklina się nawet lepiej niż zwykłe jedzenie… .-

-Feliks stwierdził, że nie podoba mu się nazwanie go destrukcyjnym bydlęciem.- oznajmił Toris, nie przestając drapać swojego partnera.

-Mam to gdzieś, należało mu się za te zniszczenia.- burknął Arthur, biorąc się za zaklinanie jedzenia przeznaczonego dla smoka.

-Mam nadzieję, że jak się już odmienisz, to nie będziesz wcinał tyle metalu.- stwierdził Toris, przysiadając na łapie Feliksa -Trochę się boję o przyszłość sali konferencyjnej w Londynie.-

-Jak będzie próbował coś tam zeżreć, to go zwiąże, zaknebluje i wyśle pocztą do Rosji.- warknął Anglia.

Feliks tylko rzucił mu mordercze spojrzenie, wydając z siebie głośny syk, z kolei na twarzy Torisa zagościł nieprzyjemny grymas.

-To był raczej kiepski żart Artie.- uznał Alfred, z jednej z siatek wyciągając gotową kanapkę i puszkę coli.

-Przepraszam… jestem… po prostu sfrustrowany tym wszystkim.- mruknął Arthur.

-Nie ty jeden.- powiedział cicho Litwa -To nie nasza wina, że to wszystko się dzieje. Nie prosiliśmy się o przemienienie nas w potwory. Nie prosiłem się o metalową sierść, Feliks nie prosił o łuski i rogi, a już na pewno żaden z nas nie prosił o trudności w kontrolowaniu emocji i bolesne transformacje.-

Polska wydał z siebie cichy warkot i wypuścił nosem niewielki płomień, wciąż wpatrując się w Arthura raczej nieprzyjaznym wzrokiem.

-Mówiłem już, że przepraszam.- westchnął Anglia ze skruchą -Nie chciałem tego powiedzieć.-

-Czasami przepraszam nie wystarcza.- stwierdził Toris wzruszając ramionami -Ale może po prostu zostawmy ten temat… .-

-Ta… lepiej tak.- mruknął Arthur -Prawie skończyłem z tym jedzeniem.-

-Długo to zejdzie? Może warto by już kombinować jakąś taryfę?- zasugerował Alfred.

-Lepiej nie, dajmy Feliksowi na spokojnie wrócić do ludzkiej postaci.- powiedział Anglia rzucają ostatni urok na stertę jedzenia przeznaczoną dla smoka.

-Cóż… no to smacznego.- powiedział Litwa, zeskakując z łapy Polski i odsuwając się od niego.

Feliks westchnął ciężko i zabrał się za jedzenie przygotowanego dla niego posiłku.

-Arthur… sugerowałbym ci rzucenie jakiegoś zaklęcia wyciszającego czy coś.- mruknął Toris -Myślę, że Feliks może mieć problemy z zachowaniem ciszy podczas transformacji.-

-Okej… nie ma sprawy… mamy zostawić was na chwilę samych?- zapytał Anglia.

-Byłoby miło.- stwierdził Litwa.

-Chodź Alfred… i daj mi coś do jedzenia bo umieram z głodu.- powiedział Arthur, ruszając w kierunku wyjścia z uliczki. Ameryka ruszył za nim bez żadnych oporów, jeśli przemiana Polski w człowieka, miała wyglądać podobnie jak jego transformacja w smoka, to wolał sobie oszczędzić tego widoku… choćby po to, żeby nie zwrócić tego co zjadł.

-Spokojnie Feliks, to nie potrwa długo… no i przynajmniej teraz nie wylądujemy w rzece.- powiedział cicho Toris, starając się uspokoić swojego partnera.

Feliks potrząsnął łbem kuląc się w miejscu, może i nie miało trwać długo, ale podejrzewał, że wcale nie będzie przez to mniej bolało. Było tak samo nieprzyjemnie, jak w Berlinie, tylko w drugą stronę. Polska miał wrażenie, jakby wskoczył do prasy hydraulicznej, która miała przywrócić mu jego poprzednie rozmiary, przy okazji wpychając do wnętrza jego ciała wszystkie te części ciała, których jako człowiek nie powinien mieć. Litwa odskoczył do tyłu, kiedy smok zarzucił gwałtownie łbem i machnął ogonem, wydając z siebie ogłuszający bolesny ryk, który całe szczęście został w całości pochłonięty przez zaklęcie. Toris zamknął oczy, nie mogąc znieść widoku cierpienia Feliksa, gdyby miał wybierać, wolałby iść z Arthurem i Alfredem, ale nie chciał zostawiać najważniejszej dla niego osoby samej.

Nie tym razem.

Litwa odetchnął głośno odliczając w myślach do sześćdziesięciu, po czym otworzył oczy, całe szczęście było już po wszystkim.

-Wszystko w porządku?- zapytał cicho brunet, przyklękając obok torby którą przyniósł, wyciągając z niej kupione ubrania i podając je blondynowi.

Feliks potrząsnął głową przecząco, klęcząc na ziemi rozdygotany i dysząc przy tym jakby miał za sobą maraton, dopiero po chwili doszedł do siebie na tyle, żeby odebrać od Torisa ubrania i zacząć się ubierać.

-Taa… to było głupie pytanie.- mruknął Litwa -Mam nadzieję, że ciuchy ci przypasują, starałem się znaleźć coś co trafi w twoje gusta.-

-Za przeproszeniem, jebać moje gusta.- wymamrotał Polska ochrypłym głosem -Jakby mało teraz znaczą, skoro co nie ubierzemy, to zaraz kończy w strzępach.-

-No to też fakt.- westchnął Toris -Cóż, módlmy się żeby szybko udało się rozwiązać tą sprawę, bo inaczej finansowo nie wyrobimy na kupowanie nowych ciuchów.-

-Wiesz, mam takie totalnie niefajne uczucie, że ta cała akcja będzie się ciągnęła jeszcze długo i nieprzyjemnie.- stwierdził Feliks, starając się drżącymi palcami zapiąć guziki nowej koszuli.

-Poczekaj pomogę ci.- powiedział brunet, sprawnie pozapinał guziki i przeczesał palcami włosy blondyna.

-Dzięki.- mruknął Polska przymykając oczy -Szkoda tylko, że rogi i ogon nie znikają… niby nie przeszkadzają tak bardzo, ale miło by było chociaż chwilę wyglądać normalnie.-

-E tam… nawet ci pasują.- stwierdził Toris.

-No fajnie, ale podejrzewam, że większość europejskiego społeczeństwa nie podzieli twojego zdania.- powiedział Feliks -Co prawda twoje zdanie liczy się dla mnie najbardziej, ale mimo wszystko nie lubię jak mnie na ulicy wytykają palcami.-

-Szkoda tylko, że masz zwyczaj dość wybiórczo liczyć się z moją opinią.- westchnął teatralnie Litwa -I niech ktoś spróbuje doczepić się do twojego wyglądu… .-

-I to jest kolejny powód, dla którego wolę się zbytnio nie wyróżniać.- parsknął cicho Polska -Dla dobra społeczeństwa, co by ich jakiś żelazny wilk przypadkiem nie pokiereszował.-

-Nie jestem taki agresywny… .- burknął Toris.

-Polemizowałbym, ale nie mamy teraz na to czasu… chodźmy dołączyć do Arthura i Alfreda… no i musisz zjeść śniadanie.- powiedział Feliks.

-A ty nie jesteś już głodny?- zapytał Toris, obejmując swojego partnera ramieniem i ruszając wraz z nim ku wyjściu z alejki.

-Nie… .- mruknął Polska, po czym beknął potężnie zakrywając sobie usta dłonią -Eee… przepraszam… .- powiedział drapiąc się po karku i patrząc na śrubkę którą przy okazji wypluł.

-Nie wiem, czy to bardziej śmieszne czy przerażające.- oznajmił Litwa wpatrując się w kawałek metalu z niepewną miną.

-Ja też nie, ale jestem zmuszony stwierdzić, że chyba potrzebuję czegoś na niestrawność.- stwierdził Feliks -Pytanie tylko, czy w aptece sprzedadzą mi coś, co pomoże mi strawić miedziane przewody i drabinkę przeciwpożarową… .-


-Złe wieści… z jakiegoś powodu, nadajnik znajdujący się w jednym z celów przestał działać.- oznajmił jeden z ludzi z oddziału Chaayi.

-To żaden problem, wiemy, że zmierzali w kierunku Londynu, to nam wystarczy.- powiedziała agentka, popijając na spokojnie kawę.

Ona, Stanford i jej oddział zatrzymali się w jednym z hoteli w centrum, żeby odpocząć po podróży i przygotować się do działania.

-Nadal nie wiem, skąd ta pewność, że damy radę ich namierzyć.- stwierdził Stanford, siedząc z rękami skrzyżowanymi na piersi i wyrazem dezaprobaty na twarzy.

-Nie musimy ich namierzać, już mówiłam, że sami do nas przyjdą.- odparła Chaaya z zainteresowaniem czytając najnowszą gazetę.

-I nadal nie wyjaśniłaś mi, na jakiej podstawie tak myślisz.- powiedział komandos.

-Willie… czasami bywasz wybitnie niedomyślny.- oświadczyła agentka odkładając na chwilę gazetę -Samo to, że tutaj przylecieli o tym świadczy. Tutaj, w centrum Londynu, znajduje się jedno z niewielu miejsc, gdzie mogą znaleźć azyl i nawet organizacja nie będzie mogła nic z tym zrobić.-

-Chyba nie masz na myśli, że… .- zaczął Stanford, doznając nagłego olśnienia.

-Chodzi im o dostanie się do Centrum Kongresowego Narodów Zjednoczonych.- powiedziała Chaaya.

-Ale… czy ONZ nie ma swojej siedziby w Nowym Jorku? A jeśli chodzi o Europę, to powinni byli raczej udać się do Wiednia, albo Genewy… .- mruknął komandos.

-Oficjalne ONZ owszem, ale nawet w tamtych placówkach nie byli by w pełni bezpieczni i wiedzą o tym, bo sam powiedziałeś im, że w rządach Polski i Litwy znajdują się osoby współpracujące z MiT-em.- westchnęła agentka -Mnie chodzi o to miejsce w którym swoje własne konferencje odbywają personifikacje państw, do którego dostępu nie mają nawet rządy współczesnych mocarstw.-

-Czyli w tym miejscu będą praktycznie nie do ruszenia.- mruknął Stanford pocierając brodę.

-Dokładnie, ale wystarczy mieć oko na tą placówkę i przechwycić ich po drodze.- oznajmiła Chaaya wracając do czytania gazety -Gorzej będzie jeśli uda im się przemknąć, ale na to też mam plan.-

-Że też nie pomyślałem o tym wcześniej… znacznie łatwiej byłoby zaplanować całą akcję.- warknął Stanford zły na siebie.

-To jest błąd który często popełniasz Willie.- stwierdziła Chaaya -Gdybyś więcej czasu poświęcał na analizowanie sposobu myślenia swoich przeciwników, lepiej byłbyś w stanie przewidywać ich możliwe posunięcia. A gdybyś jeszcze bardziej doceniał ich możliwości… .-

-Nie musisz przypominać mi o tym, że spierdoliłem sprawę.- westchnął Stanford z irytacją.

-Muszę, w końcu miałam cię czegoś nauczyć podczas tej misji.- powiedziała agentka.


-Miło dla odmiany podróżować wygodnie.- westchnął Alfred, wygodnie rozwalony na jednym z tylnych siedzeń taksówki.

-Mów za siebie.- wykrztusili Feliks i Toris, ściśnięci obok siebie na drugim miejscu.

-To nie moja wina, że tak urośliście i ledwo się mieścicie.- stwierdził Ameryka popijając na spokojnie colę.

-A wiesz, że nasza też nie?- zapytał Litwa -Poza tym, gdybyś się tak nie rozwalał, my też mielibyśmy trochę wygodniej.-

-Albo gdybyś nie żarł tyle hamburgerów.- burknął Feliks z głową pochyloną tak, żeby nie przebić rogami dachu taksówki.

-Dlaczego wszyscy się czepiają mojej diety?!- mruknął Alfred nadymając policzki.

-Bo jest się… aaaaaa!- krzyknął Feliks wiercąc się w miejscu -Toris! Przestań mnie łaskotać!-

-A skąd pomysł, że to ja?- zapytał Toris niewinnym tonem.

-Bo to ty siedzisz obok mnie! I zostaw mój ogon!- pisnął Polska, czując jak łzy cisną mu się do oczu… i z powodu łaskotania i usilnego wstrzymywania się od dmuchania dymem.

-Nie.- odparł krótko Litwa, nawet nie zastanawiając się nad odpowiedzią -Korzystam z okazji żeby zacząć spełniać swoje groźby z całego miesiąca.-

-I co, masz mnie zamiar jakby załaskotać na śmierć?!- zapytał Feliks, trzęsąc się od wstrzymywanego śmiechu -Pomocy!-

-Co wy tam wyprawiacie?- zapytał Arthur, odwracając się do tyłu z przedniego siedzenia -Cały samochód się trzęsie!-

-Na-na-napastują mnie!- wysapał Feliks, czując jak łzy ściekają mu po policzkach.

-Łaskotanie to dopiero początek, moja zemsta będzie straszliwa.- oznajmił Toris.

-Przestańcie się wydurniać, bo nas stąd wyrzucą.- westchnął Arthur.

Toris tylko westchnął ciężko i przestał łaskotać Feliksa, Polska dyszał próbując złapać oddech i otrzeć łzy.

-Hmm… .- mruknął Ameryka, przyglądając się Polsce i Litwie z zaciekawieniem.

-No co?- zapytał Litwa unosząc brwi.

-Takie rzeczy też są częścią związku?- zapytał Alfred przyciszonym głosem.

-Chyba tylko wtedy, kiedy chcesz, żeby twoja druga połówka się poszczała ze śmiechu.- powiedział Feliks -Albo chcesz się na tej osobie wyżyć Bóg wie za co.-

-Ty też wiesz za co, mówiłem ci to już wielokrotnie.- stwierdził Litwa.

-Chyba cię gdzieś zgłoszę albo coś.- mruknął Polska -''Halo pomocy, mój mąż się nade mną znęca… tak proszę pani, jestem mężczyzną… czy pani właśnie okazuje nietolerancję wobec mojej orientacji seksualnej?''- powiedział udając, że rozmawia przez telefon.

-Już sobie wyobrażam minę osoby która odebrałaby takie zgłoszenie.- powiedział Toris śmiejąc się cicho -''Eee… no dobrze proszę pana, a jakieś dowody pan ma? Mówi pan, że pana mąż, a ma pan może akt zawarcia małżeństwa? Tak dla weryfikacji… .''- zapytał cienkim głosem.

-''No jasne, że mam, zaraz poszukam, powinien być gdzieś wśród ciuchów z końca czternastego wieku, różnego rodzaju zbroi i średniowiecznych mebli.''- odparł Feliks pretensjonalnym tonem -''Tylko niech mi pani powie, zna pani łacinę prawda?''-

-To by było piękne.- westchnął Litwa z rozbawieniem.

-Taaa, byłoby się z czego pośmiać, szkoda tylko, że w sumie nie mamy aktu zawarcia małżeństwa, bo nasz związek był symboliczny.- powiedział Polska.

-Cóż z tym raczej nic nie zrobimy.- stwierdził Toris tym razem z nutą bólu w głosie -Nasi rodacy się nienawidzą, porządki na świecie są inne, a nasze rządy prędzej by nas chyba na marsa wysłały, niż na to pozwoliły, choćby tak prywatnie… żeby mieć jakiś dowód… .-

-Trochę nie łapię… .- stwierdził Alfred zdezorientowany -To jesteście małżeństwem, czy byliście małżeństwem czy co… .-

-To trochę skomplikowane.- przyznał Litwa skrobiąc się po karku.

-Liet uspokój się trochę, zaraz mi wsadzisz łokieć w oko.- mruknął Polska -Z ludzkiego punktu widzenia, to nie ma nic skomplikowanego, my dwaj nigdy nie mieliśmy takiego konkretnego, prawdziwego ślubu. Łączył nas tylko wspólny władca, a trochę później to był taki ściślejszy związek, bo mieliśmy już wspólne instytucje państwowe… w sumie byliśmy jednym państwem.-

-Ale to co ludzie rozumieją przez małżeństwo… tego nie było… i pewnie nie będzie… nie pozwolą nam na to ani nasi szefowie, ani panujące zwyczaje, ani inne państwa.- dodał Litwa.

-A co inne państwa mają do tego?- zapytał Ameryka.

-Zapytaj Rosję, czy tęskni za tymi czasami kiedy na Kremlu wisiała nasza flaga, to się dowiesz.- powiedział Feliks -Zresztą pal licho Rosję, każde współczesne mocarstwo, znające choć trochę historię, krzywo by na to popatrzyło, nawet jeśli mamy raczej marne szanse na powrót do tej samej potęgi co kilkaset lat temu. Ci mocni nie lubią kiedy ich pozycji coś może zagrażać i ciebie też się to tyczy.-

-Ale co wasz prywatny związek, miałby do zmiany rozkładu sił na świecie?- zapytał Alfred kompletnie skołowany.

-Nic, ale weź to wytłumacz innym.- odparł Toris -Myślę, że raczej woleliby dmuchać na zimne.-

-I przy okazji zdmuchnąć nas z powierzchni ziemi.- dodał Polska -Czasami naprawdę wolałbym być zwykłym człowiekiem, mieć normalną pracę i martwić się zwykłymi sprawami. Jak na przykład czy najpierw wyremontować łazienkę, czy kupić nowy telewizor, a nie tym, że najnowsze wymysły mojego rządu, lada moment zrujnują mój budżet, a społeczeństwo wkurwia się coraz bardziej… ja też się w sumie wkurwiam coraz bardziej.-

-A tam pieprzenie.- Ameryka machnął ręką -Wpadnijcie do mnie, do Las Vegas, hajtniemy was, urządzimy jakąś imprezę, a reszta świata niech się wypcha.-

-Miło z twojej strony, ale czy ja wiem czy to takie proste.- powiedział Litwa.

-Ja już widzę jedną potężną przeszkodę.- oznajmił Polska z nachmurzoną miną -Po tych wszystkich akcjach, telefonach i innych takich, to kiedy w końcu wrócę do siebie, to mój szef prędzej mnie zamorduje, niż pozwoli wybrać do Stanów Zjednoczonych… ewentualnie mnie gdzieś zamknie z toną papierkowej roboty… no i jeszcze te jebane wizy, o których zniesienie nie mogę się doprosić od kilkunastu lat.-

-Dla mnie to żaden problem, jestem bohaterem pamiętasz?- zapytał Alfred pusząc się dumnie.

-Ten to jest dopiero oderwany od rzeczywistości.- stwierdził Feliks, zwracając się do Torisa po polsku.

-Nooo… co mogę powiedzieć… Ameryka, u niego to chyba normalne.- powiedział Toris.

-A to nie miało być tak, że to my mieliśmy mu pomóc poderwać Anglię, a nie on miał kombinować jak nas hajtnąć?- zapytał Polska.

-Kurwa gdzie jest Google Translate… .- mruknął pod nosem Alfred grzebiąc w telefonie -Co to są za dziwaczne literki?!- jęknął na widok polskich głosek.

-Nie chcę wam przerywać rozmowy, ale wysiadamy.- oznajmił Arthur.

-A jesteśmy już na miejscu?- zapytał Alfred z nadzieją.

-Nie, ale za to mamy problem.- odparł Anglia.

-Ja pierdolę znowu… zresztą dlaczego ja się dziwię?- westchnął Feliks.

-Jaki problem tym razem?- zapytał Toris.

-Ten sam co zawsze od jakiegoś tygodnia.- powiedział Arthur.


-Gdzie mogę złożyć pozew o prześladowanie?- zapytał cicho Polska, obserwując wraz z resztą państw, Stanforda rozmawiającego z kilkoma innymi mężczyznami, których personifikacje nie kojarzyły.

-To są… bardzo złe wieści.- stwierdził Anglia -Tych gości nie znamy, chyba sprowadzili posiłki.-

-Jeszcze gorsze wieści, oni chyba na nas czekają, co oznacza, że wiedzieli gdzie zamierzamy się udać.- dodał Litwa -Co daje nam to, że dostanie się do centrum kongresowego, będzie trudne.-

-Czemu trudne… jak szybko pobiegniemy, to chyba damy radę nie?- zapytał Ameryka.

-A od kiedy chce ci się znowu biegać?- zapytał Arthur -I czy naprawdę myślisz, że nam się to uda, biorąc pod uwagę, że co ich spotykamy, to są coraz bliżej dorwania Torisa i Feliksa?-

-Przynajmniej tyle, że ich zauważyłeś, zanim podjechaliśmy na tyle blisko, że oni zauważyli nas.- stwierdził Feliks, zerkając na Arthura.

-Po ostatnim razie uznałem, że na wszelki wypadek, będę próbował wykryć ich magią, ten gość z którym pobiłeś się w Berlinie był dobrym punktem odniesienia.- odparł Anglia.

-Jakby nie patrzeć, śledzenie gości którzy są praktycznie wszędzie, nie jest złym pomysłem.- uznał Toris -Zwłaszcza, że do starego oddziału dołączyli nowi, ładnie byśmy się nadziali… .-

-To ten… co zrobimy, żeby się dostać do miejsca, gdzie będziemy bezpieczni?- zapytał Polska.

-Wjedziemy autem na pełnym gazie?- zasugerował Ameryka.

-Chyba cię popieprzyło, rozwalimy i siebie i ogrodzenie.- westchnął Anglia.

-To może zlecimy z góry?- zapytał Alfred patrząc z nadzieją na Feliksa.

-Totalnie, wykluczone.- warknął Feliks.

-Rozpieprzymy siebie i budynek.- stwierdził Arthur wznosząc oczy ku niebu.

-A kanałami?- spytał z desperacją Ameryka.

-A jak ty chcesz nas tam zmieścić?- zapytał Toris, unosząc brwi w górę.

-No to nie mam więcej pomysłów.- westchnął Alfred.

-Bogu niech będą dzięki.- skwitował Arthur.

-Ja mam jeden.- oznajmił Feliks -Może schowajmy się gdzieś, zanim nas tu jakby zauważą?-

-I to jest coś na co jestem w stanie się zgodzić.- stwierdził Anglia -Chodźcie, może zastanowimy się nad tym w lepszych warunkach.-


-Podsumujmy naszą sytuację.- powiedział Arthur, delektując się herbatą w hotelowej restauracji. Anglia zaprowadził całą grupę do jednego z hoteli, gdzie najpierw upewnili się, że w tym samym hotelu nie zatrzymali się prześladujący ich komandosi, zanim zabrali się za omawianie problemu dostania się do ich azylu.

-Zupełnie od początku, czy tylko obecną?- zapytał Feliks, ostrożnie sprawdzając, czy jego gorąca czekolada, już się nieco schłodziła.

-Wystarczy obecną.- stwierdził Arthur.

-Bo w sumie i tak wszystko można podsumować zgrabnym: ''Jesteśmy w czarnej dupie".- uznał Polska upijając łyk czekolady.

-Siedzimy w hotelowej restauracji, droga do centrum kongresowego zablokowana jest przez naszych wrogów, nie mamy pomysłu jak ich minąć, chyba o nas jeszcze nie wiedzą, skoro jeszcze nas nie zaatakowali, a Alfred pakuje w siebie drugie śniadanie.- powiedział Toris, dolewając śmietanki do swojej kawy.

-Żeby mieć siłę na działanie.- powiedział Alfred z oburzeniem, celując w Litwę jedną z frytek które miał na talerzu.

-Mhm… ale następnym razem to ty nas będziesz dźwigał na grzbiecie.- stwierdził Feliks z uniesioną brwią.

-Istotne jest teraz to, że musimy wymyślić jakiś plan, na to jak wywieść w pole naszych znajomych komandosów.- oznajmił Arthur -I przy okazji uniknąć sytuacji, w której po centrum Londynu, biegać będą smok i wilk.-

-Ja tam myślę, że z taką drużyną, dostanie się do centrum byłoby banalnie proste.- stwierdził Ameryka, zajadając się frytkami -Jak do tej pory to nam dawało znaczną przewagę.-

-Pytanie czy teraz też by nam dało, mam takie przeczucie, że tym razem mogli się na to przygotować.- stwierdził Toris.

-A ja od siebie dodam, że pierdolę kolejną, bardzo bolesną przemianę w tak krótkim czasie.- oznajmił Feliks.

-A to też.- przyznał Litwa kiwając głową.

-Skorzystanie z którejkolwiek z sugestii Alfreda, skończyłoby się dla nas co najmniej poważnymi ranami.- powiedział Arthur -Wpadanie tam na pałę, bez konkretnego planu, raczej nie ma szans powodzenia.-

-Wiecie co ja bym na pewno zrobił?- zapytał Alfred przerywając na chwilę jedzenie.

-Boje się spytać.- odparł Anglia.

-Korzystając z tego, że ci goście i tak o nas nie wiedzą, wynająłbym pokój w tym hotelu i skorzystał z dobrodziejstw wygodnego łóżka i możliwości wykąpania się.- oznajmił Ameryka, pakując sobie do ust potężną garść frytek -Albo poszedł do Artiego, albo mojego mieszkania.-

-Plan całkiem kuszący, ale z tym pójściem na chatę, to ja bym jakby nie ryzykował… znaczy się ja i Toris na pewno nie powinniśmy iść.- oświadczył Feliks po chwili namysłu -Bo jak nas jednak namierzą, to moglibyście wygrać konieczność remontu.-

-Zostawić was samych raczej nie możemy zostawić.- westchnął Arthur, Toris pokręcił uszami, w ostatniej chwili powstrzymując się przed zapytaniem ''a dlaczego nie?''.

Pomysł Ameryki był mu bardzo na rękę, ale wolał się nie z tym nie wychylać, nie potrzebował teraz niepotrzebnych pytań.

-Sam pomysł jest jednak wyjątkowo dobry, zwłaszcza ta wzmianka o kąpieli. Ostatnio kąpaliśmy się… u Feliksa?- powiedział Anglia.

-No chyba tak jakoś.- przyznał Feliks -O Boże, oddam worek swoich łusek za porządną kąpiel.- powiedział tęsknie.

-Chyba takiej waluty tutaj nie przyjmują.- stwierdził Toris -Ale fakt… kąpiel i odpoczynek, są w tym momencie bardzo kuszące.- mruknął zerkając ukradkiem na swojego partnera.

-To co? Bierzemy pokój? Może jak ładnie poprosimy to nam zrobią dostawkę na czwórkę, bo chyba nie mają takiego pokoju.- powiedział Alfred.

-A nie lepiej wziąć po prostu dwa pokoje?- zapytał Feliks -Nie chce mi się czekać w kolejce do łazienki… .-

-Taaaa… nie tobie jednemu.- westchnął Arthur -To ja zaraz wracam, zapytam czy mają coś wolnego.-

-A ty dokąd idziesz Liet?- zapytał Polska, kiedy Litwa również podniósł się z miejsca.

-Zamówić sobie jeszcze jedną kawę.- odparł Toris -Zaraz wracam.-

-Och to weź mi jeszcze jedną czekoladę jak możesz.- poprosił Feliks.

Toris pokiwał głową i odszedł w kierunku baru, przejrzał uważnie ofertę nim złożył swoje zamówienie.

-Poproszę jeszcze jedną kawę z mlekiem i gorącą czekoladę… i tamtą małą buteleczkę syropu klonowego.- poprosił brunet nie mogąc powstrzymać zadowolonego uśmiechu cisnącego mu się na usta.


No to ten… jedziemy z contentem 18+ dla Torisa i Feliksa XD. Na Arthura i Alfreda przyjdzie czas trochę później :v . Tak a propo bitwy pod Grunwaldem… nie ma ktoś może polskiego doujinshi Grunwald? Naprawdę chciałabym to przeczytać ;-;. (nie wiem czy o to pytałam...wydanie, zdjęcia... cokolwiek... ;-;)

Tak swoją drogą to ten fragment pisało mi się wyjątkowo... łatwo... co mnie niepokoi, chyba nie wyszedł mi taki jakbym chciała... . (Albo mój kręgosłup moralny się połamał w cholerę.)

A więc... NINIEJSZYM OSTRZEGAM, ŻE PONIŻSZY FRAGMENT ZAWIERA TREŚCI DLA OSÓB PEŁNOLETNICH, CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ! (Jałołi~! XDDD)


-Na wszystkie łuski w moim ogonie, w końcu możliwość kąpieli!- jęknął z ulgą Feliks, kiedy weszli z Torisem do ich pokoju -Zaczynałem już czuć własny zapach, a to już był totalnie zły znak.-

-Jak chcesz to leć pierwszy.- powiedział Toris rozglądając się po pokoju, duże łóżko, całkiem grube ściany… idealne warunki dla jego małego planu odwetowego.

-Hoo? To tym razem nie będziesz walczył o środowisko i oszczędzanie wody?- zapytał Polska z figlarnym błyskiem w oczach.

-To nie jest pięciogwiazdkowy hotel i królewski apartament, podejrzewam, że w łazience jest trochę za mało miejsca na nas dwóch i walkę o środowisko.- stwierdził Litwa przeciągając się i kręcąc uszami. Przede wszystkim chciał przygotować kilka rzeczy… .

-No to nie będę jakby marnował okazji, skoro się nadarza.- oznajmił Feliks maszerując w stronę łazienki, rozpinając po drodze swoją koszulę -Tylko nie narzekaj potem, że siedzę tam nie wiadomo ile.-

-Jasne jasne.- powiedział Toris przysiadając na łóżku i machnąwszy ręką -Tylko nie narzekaj potem na to, co dla ciebie przygotowałem.- dodał cicho, kiedy Feliks zamknął za sobą drzwi do łazienki -Ciekawe czy bardzo uda mi się go zirytować?-

Feliks faktycznie wykorzystał okazję do maksimum. W chwili kiedy Toris zaczął się zastanawiać, czy przypadkiem się nie utopił ze szczęścia, wynurzył się z łazienki w puchatym hotelowym szlafroku, z wyrazem absolutnego zachwytu na twarzy.

-Po twojej minie wnioskuje, że jesteś w bardzo dobrym humorze.- stwierdził Litwa.

-Jeszcze jak Liet.- odparł Polska rzucając się na łóżko -Współczesne łazienki i powszechny dostęp do ciepłej wody, jest jednym z najwspanialszych osiągnięć cywilizacyjnych, jakie kiedykolwiek się dokonały.-

-Nie mogę się nie zgodzić.- powiedział Toris podnosząc się z miejsca i ruszając w kierunku łazienki.

-Przez tydzień zdążyłem totalnie zapomnieć co to znaczy wygodne łóżko i ciepła kąpiel.- mruknął Feliks wtulając się w jedną z poduszek.

-To dziwne, ty masz raczej dobrą pamięć.- zażartował Litwa.

-Czasami nawet aż za dobrą.- westchnął Polska przewracając się na plecy i zakładając sobie ręce za głowę -Ty wiesz o tym najlepiej, przypominanie ci niektórych epizodów z przeszłości to jedna z moich ulubionych rozrywek.-

Toris tylko pokręcił głową, po czym zamknął się w łazience. Mimo, że perspektywa długiej, relaksującej kąpieli, była niezwykle kusząca, to jednak to co planował zrobić z Feliksem, biło wszystko na głowę. Brunet był świadomy tego, że jego partner na pewno spodziewa się jakiegoś ruchu z jego strony… ale był skłonny założyć się, że nie miał pojęcia co go czeka. Zignorował więc wannę i wszedł do kabiny prysznicowej, żeby odświeżyć się na szybko.

-O dziwo okazuje się, że i wanna i prysznic są dość duże.- stwierdził Litwa, miał zamiar wykorzystać ten fakt w swojej małej zemście. Odetchnął z ulgą mogąc się w końcu umyć, w ciągu ostatnich dni wraz zresztą państw tyle się nabiegał, napocił i wysiedział w raczej nieładnie pachnących kryjówkach, że miał ochotę wyć ze szczęścia. Nie mógł sobie jednak pozwolić na marnowanie okazji, nie miał pojęcia kiedy nadarzy się kolejna aż tak sprzyjająca. Po dokładnym umyciu się, szybko się osuszył, założył szlafrok i opuścił łazienkę.

-Szybko się uwinąłeś.- stwierdził Feliks, nie odrywając spojrzenia od sufitu, wzór na stropie był całkiem interesujący, zastanawiał się czy nie zastosować podobnego u siebie w domu.

-A czy to takie dziwne?- zapytał Toris, zmierzając w stronę łóżka bez zbytniego pośpiechu -Może i mamy praktycznie środek dnia, ale ty potrafisz zasnąć wszędzie i o każdej porze dnia. Zależało mi na tym, żeby zastać cię jeszcze przytomnego.-

-Może i potrafię zasnąć zawsze i wszędzie, ale wiesz, że mam bardzo lekki sen… w przeciwieństwie do ciebie, ty jak już uśniesz, to można by ci wystrzelić z armaty koło ucha, a ty co najwyżej przewrócisz się na drugi bok.- powiedział Polska zerkając na bruneta -A dlaczego tak ci zależało na tym, żeby zastać mnie przytomnego?- zapytał z uprzejmym zdziwieniem.

-I wytrwale korzystasz z tej właściwości mojego snu, ostatnio chyba ułożyłeś sobie na moim torsie zamek z kart.- westchnął Litwa -I nie wiem po co było to pytanie.- stwierdził, jednym susem wskakując na łóżko i zawisając na czworaka nad blondynem -Za dobrze mnie znasz, żeby nie zdawać sobie sprawy z tego, że nie zmarnuję takiej okazji.-

-Cóż… mam pewne podejrzenia od czasu kiedy byliśmy jeszcze u mnie.- odparł Feliks, przymrużył lekko oczy widząc znajomy błysk w oczach bruneta -No i po tym co było dziś rano, zazwyczaj jak masz takie sny, to oznacza, że jesteś nieźle nakręcony.- powiedział szczerząc się lekko.

-Weź mnie nie drażnij.- warknął cicho Toris.

-No ale o co ci jakby chodzi?- zapytał rozbawiony Feliks -Ja cię chciałem tylko obudzić, to ty zacząłeś mamrotać coś o… .-

-Ani słowa więcej.- ostrzegł Litwa -Grabisz sobie już od dłuższego czasu, radziłbym ci nie pogarszać swojej sytuacji.-

-Czy ja wiem czy jest taka zła?- Polska przekrzywił głowę na bok -Jak do tej pory dużo mówisz, mało ro… .- urwał wciągając głęboko powietrze, kiedy Litwa znienacka złapał za jego ogon.

-Nawet sobie nie wyobrażasz co ci zrobię za te wszystkie wybryki.- wymruczał Litwa, powoli głaszcząc smoczy ogon, był całkiem miły w dotyku… taki gładki.

-To był… totalnie cios poniżej pasa… .- wymamrotał Feliks drżącym głosem -A wyobraźnię mam całkiem niczego sobie… .-

-Twoja wyobraźnia i jej wymysły, są w stanie niejedną osobę doprowadzić do zawału… ale chyba nawet ona tego nie ogarnie.- stwierdził Toris pochylając się bardziej -Cios poniżej pasa powiadasz… przygotuj się na więcej takich, w końcu w miłości i na wojnie wszystko wolno.- wyszeptał, po czym zamknął usta swojego kochanka własnymi.

Feliks sapnął cicho, czując potężne uderzenie gorąca, ile razy by tego nie robili, dla niego zawsze było to tak samo podniecające przeżycie, nawet po paru setkach lat. Pomiędzy coraz bardziej namiętnymi pocałunkami, dotarł do niego fakt, że dłonie bruneta pozbywały się właśnie paska od jego szlafroka, chyba mu się śpieszyło… . A przynajmniej tak myślał do czasu, kiedy nagłym zrywem, Toris przy pomocy zdobytego paska skrępował jego dłonie i przywiązał je do zagłówka.

-Ej… co ty jakby robisz?- mruknął Polska marszcząc brwi, kiedy Litwa przysiadł na jego biodrach z zadowolonym wyrazem twarzy.

-No cóż… to miała być kara prawda?- zapytał Litwa z błyskiem w oku -A skoro tak, to zrobię wszystko wedle swojego planu, nie zważając na twoje protesty.-

-Jakiego znowu planu?- zapytał Feliks ze zdziwieniem.

-O tym to ty się zaraz przekonasz.- oświadczył Toris z uśmiechem, przechylił się przez krawędź łóżka i wziął opaskę którą sobie przygotował.

-Dlaczego mi się to nie podoba?- mruknął Polska, patrząc podejrzliwie na opaskę.

-Bo tobie z reguły nie podobają się sytuację w których coś idzie nie po twojej myśli.- stwierdził Litwa zawiązując opaskę na oczach blondyna, po czym odsunął się od niego na chwilę.

-Jak mnie tak zostawisz, to marny twój los.- oświadczył Feliks potrząsając głową, w nadziei, że uda mu się pozbyć opaski.

-Nie jestem tak głupi żeby cię rozwścieczać, ani tym bardziej, żeby marnować tak niepowtarzalną okazję.- odparł Toris -Niezbyt często zdarza mi się, mieć cię jak na widelcu, tak by móc zrobić z tobą co mi się żywnie podoba.-

-Nooo… zazwyczaj to ci się zdarza po pijaku, wtedy wstępują w ciebie wręcz nieludzkie pokłady siły, uporu i chęci na namiętne zabawy… i to już od czternastego wieku… .- stwierdził Feliks z nutą rozdrażnienia w głosie.

-No nie złość się tak… jeszcze ci się spodoba.- powiedział Litwa sięgając po syrop klonowy który kupił w barze.

-No kurwa… nie wiedziałem, że kręcą cie klimaty BDSM.- mruknął Feliks, niezbyt zadowolony z faktu, że nic nie widział… ruszyć na dobrą sprawę też się nie mógł.

-Bo nie kręcą, zdecydowanie wole klasyka… ale można od czasu do czasu poeksperymentować.- uznał Toris, rozchylając na boki szlafrok, który miał na sobie jego partner -Hmm… mogłem jednak najpierw ściągnąć z ciebie ten szlafrok… .- stwierdził odkręcając butelkę z syropem.

-Tak jakby szlafrok miał ci przeszkodzić.- powiedział Feliks -Ja się zaczynam trochę bać tych twoich eksperymentów, najpierw ta budka fotograficzna, teraz to… musi ci się naprawdę ze mną nud… aaaaa!- krzyknął zaskoczony, kiedy poczuł jak na jego brzuch ścieka coś gęstego i lepkiego -Co to kurna jest?!-

-Nie wierć się tak… tylko cię odrobinę przyprawiam… .- mruknął Toris, jedną ręką manewrując butelką z syropem, a drugą przytrzymując ogon Feliksa, żeby nim przypadkiem nie oberwać.

-Żebym ja cię nie przyprawił o ból głowy jak już się uwolnię.- syknął Polska kręcąc się w miejscu.

-Mówiłem ci kiedyś, że w łóżku bywasz strasznie agresywny?- zapytał Litwa odstawiając butelkę na szafkę obok łóżka -Właściwie to ostatnio w ogóle jesteś strasznie drażliwy.-

-Ciekawe dlaczego?- zapytał Feliks z ironią -Jesteś ostatnią osobą, która może mi wytykać wzrost agresji, ciebie też łatwiej rozdrażnić odkąd zaczęła się ta cała magiczna akcja.-

-Nie zaprzeczam i przyznam, że trochę przeraża mnie to, jak łatwo nam teraz stracić nad sobą panowanie.- odparł Toris -Ale dość pogadanek na poważne tematy, przejdźmy do czegoś przyjemniejszego.-

-No jasne, tylko mnie rozwiąż i powiedz coś ty na mnie wylał i możemy brać się za przyjemność.- powiedział Polska.

-Nie ma opcji, rozwiąże cię dopiero jak z tobą skończę.- oświadczył Litwa pochylając się nad blondynem, uśmiechnął się pod nosem i zaczął powoli zlizywać syrop ze skóry Feliksa, zaczynając od brzucha i sunąc ku górze.

Feliks syknął cicho i zacisnął mocno zęby, czując na swojej skórze język bruneta, był bardzo wrażliwy na takie zagrywki, to, że nic nie widział w sumie dodawało wszystkiemu pikanterii... ale nie chciał dać Torisowi satysfakcji której oczekiwał.

-Hmm? Widzę, że załączył ci się tryb buntownika.- powiedział Toris, widząc zacięty wyraz twarzy blondyna -Nie chcesz mi pokazać jak bardzo ci się to podoba.-

-Na razie, to chcę ci zdrowo walnąć.- oznajmił Polska przez zaciśnięte zęby -Czym ty mnie polałeś do ciężkiej cholery?-

-Chcesz spróbować?- zapytał Litwa z rozbawieniem, ujął swojego kochanka pod brodę i zaczął go całować, powoli i namiętnie, rozkoszując się słodkim smakiem syropu, mieszającym się ze smakiem ust Feliksa. Jednocześnie zaczął głaskać pokryty łuskami ogon, nie miał żadnych wątpliwości, że doprowadzi tym swojego partnera do szału.

Polska ledwie stłumił w sobie jęk, szarpnął rękami, mając cichą nadzieję, że brunet pokpił sprawę wiązania, ale węzeł trzymał mocno.

-Czy to jest syrop klonowy?- zapytał Feliks, kiedy Toris przerwał na chwilę pocałunek żeby nabrać odrobinę powietrza -Miałeś ostatnio jakieś spotkanie z Kanadą czy jak?-

-Sosu czekoladowego w barze nie mieli.- odparł Toris ze śmiechem -Przynajmniej nie na sprzedaż, więc uznałem, że syrop klonowy będzie jak znalazł.-

-Długo to planowałeś?- mruknął Polska, zadrżał lekko czując na policzku oddech Litwy, nie był pewny czego ma oczekiwać, kolejnego pocałunku, czy czegoś innego.

-Równy miesiąc.- oznajmił Litwa, sunąc palcami po boku blondyna -Wiesz… ciężko wymyślić coś, co by cię za bardzo nie urazić, a żebyś chociaż trochę pożałował nieustannego drażnienia się ze mną.-

-To ty sobie stawiasz poprzeczkę, jedyne czym ryzykujesz, to fochem na parę dni, dobrze wiesz, że nie potrafię długo bez ciebie wytrzymać.- stwierdził Feliks.

-Nie chcę ryzykować, że to będzie coś więcej niż foch na parę dni.- powiedział cicho Toris -A teraz przestań mnie zagadywać z łaski swojej.- zanim Feliks zdążył się ponownie odezwać, pochylił się szybko i zabrał się za zlizywanie syropu z szyi blondyna.

Tym razem brunetowi udało się zaskoczyć Feliksa, z jego gardła wydobył się cichy jęk, przemieszany z poirytowanym warkotem, nawet z opaską na oczach, blondyn potrafił wyobrazić sobie tryumfalny uśmiech na twarzy Torisa.

Tym razem Litwa skierował się w dół, ciesząc uszy cichymi jękami i stęknięciami swojego partnera. Nie zważając na ostrzegawcze powarkiwania i protesty Feliksa, uparcie podążał dalej, szyja, obojczyki, pierś, brzuch… a najlepsze wciąż było jeszcze przed nim.

-Liet błagam… rozwiąż mnie, ręce mnie już bolą.- wysapał Polska, kiedy znalazłszy się na linii jego bioder, Litwa znów przerwał swoją zabawę -Obiecuję, że ci nie przywalę.- Nie chciał przyznać tego głośno, ale ta odmiana była całkiem podniecająca… wkurzało go tylko, że nie mógł okazać brunetowi swojego zadowolenia, dotknąć go, poczuć jego skórę pod palcami… .

-Wybacz najdroższy, ale jestem zmuszony cię zignorować.- odparł Litwa ponownie sięgając po syrop klonowy -Kara to kara, muszę być konsekwentny.-

-To może chociaż zdejmij tą opaskę.- jęknął Feliks, kręcąc głową -Proszę… irytuje mnie to, że nie mogę cię zobaczyć… .-

-Chyba muszę jakoś sprawić, żebyś przestał tyle gadać.- uznał Toris -Ciężko mi się powstrzymać przed spełnianiem twoich próśb w takich sytuacjach.- przechylił butelkę, pokrywając syropem niższe partie ciała blondyna.

Feliks zamarł czując jak syrop ścieka po jego udach i nie tylko… bez problemu domyślił się, w jaki sposób Toris chciał go uciszyć. Spodziewał się, że brunet zacznie powoli, od pozbycia się słodkiej cieczy z jego ud, dlatego kiedy poczuł jego język na swoim członku, nie potrafił powstrzymać głośnego, zaskoczonego jęku.

-Mówiłem, że ci się spodoba.- zachichotał cicho Litwa -Nie będę pytał, czy będziesz grzeczny i dasz mi spokojnie dokończyć zabawę, bo dobrze wiem, że to nie ma sensu.-

-Liet~! Proszę~!- jęknął Polska, wiercąc się niecierpliwie w miejscu -Rozwiąż mnie… błagam~!-

-Nic z tego brangiausio.- odparł Toris, nieśpiesznie pozbywając się syropu z męskości swojego kochanka -Musisz trochę pocierpieć.- powiedział, znienacka zabierając się za ''czyszczenie'' ud Feliksa.

-Toris błagam~!- Feliks mimowolnie uniósł biodra w górę, zawiedziony tą nagłą zmianą -Proszę… chcę móc cię dotknąć… albo chociaż zobaczyć… .-

Torisowi ciężko było zignorować te prośby, tym bardziej, że chciałby móc spojrzeć w oczy Feliksa, chciałby poczuć jego dotyk, ale musiał trzymać się planu. Szybko pozbył się syropu z nóg blondyna i wrócił do dopieszczania jego członka, przy okazji pozbył się swojego szlafroka, zaczynał być zniecierpliwiony.

-Sz-szlag… .- wysapał Polska, po czym jęknął głośno -Ach~! Toris proszę~! J-jeszcze… o Boże, tak mi dobrze~!-

-Czyli wygrałem?- zamruczał Litwa wyraźnie z siebie zadowolony.

-Niech ci już będzie, że wygrałeś~.- jęknął Feliks -Przepraszam, że cię wkurzałem i tak dalej… tylko błagam cię nie przestawaj~!-

-Spokojnie… nie jestem aż tak okrutny.- powiedział Toris, zdejmując opaskę z oczu Feliksa -Zresztą, zbliżamy się do końca, myślę, że mogę ci pozwolić na odrobinę swobody.- uznał rozplątując więzy krępujące nadgarstki blondyna.

Feliks jednym ruchem złapał bruneta i przyciągnął go do siebie, wpijając się w jego usta, był tak rozpaczliwe spragniony czułości, że nawet gorycz porażki mu nie przeszkadzała.

-Chyba trochę się pośpieszyłem.- stwierdził zadyszany i rozbawiony Litwa, kiedy udało mu się odzyskać trochę swobody.

-Zamknij się.- powiedział Polska, odruchowo owijając ogon wokół jednej z łydek bruneta -Po prostu się zamknij i cokolwiek jeszcze planujesz, lepiej się za to zabierz, zanim stracę nad sobą panowanie.-

-Tak jest proszę pana.- odparł Toris z uśmiechem, ponownie sięgnął w kierunku szafki, tym razem biorąc do ręki buteleczkę lubrykantu, w który zaopatrzył się przy okazji kupowania Feliksowi ubrań. Feliks westchnął zniecierpliwiony, gładził pierś bruneta, czekając aż Toris w końcu przejdzie do konkretów.

-Rany… aż się boje pomyśleć co by się stało, gdybym miał cierpliwość pomęczyć cie jeszcze trochę.- stwierdził Litwa, dokładnie nawilżając swojego członka.

-Szlag by mnie najjaśniejszy trafił i tyle byłoby z twojego genialnego planu.- oświadczył Polska -Zresztą zaraz i tak mnie trafi jak się w końcu nie pośpieszysz.-

-Strasznie zniecierpliwiony jesteś.- westchnął Toris, rozchylając delikatnie nogi blondyna i zajmując dogodną pozycję, merdając ogonem w podnieceniu.

-Jak zgadniesz dlaczego, to dam ci buzi.- stwierdził Feliks unosząc brwi.

-Chyba wolę nie zgadywać, buzi sam sobie wziąć, a na dodatek dorzucić coś ekstra.- stwierdził Litwa, powoli wchodząc w swojego partnera, był jeszcze na tyle cierpliwy, żeby nie być zbyt gwałtownym. Feliks stęknął głucho z bólu i przyjemności, objął Torisa ramionami, starając się jak najbardziej rozluźnić.

-Cholera… .- wydyszał Polska drżąc delikatnie -Nie tylko pod względem wzrostu ci się urosło od tej wilczej przemiany.-

-Nie mnie jednemu.- wymamrotał Litwa -Powiedz kiedy… .- zaczął chcąc dać ukochanemu trochę czasu na przyzwyczajenie się.

-Na litość boską, rusz się w końcu.- westchnął Feliks z lekką irytacją -Ból to teraz jakby mój najmniejszy problem.-

-Okej… jak sobie życzysz.- mruknął Toris z wahaniem, zaczynając się powoli poruszać. Polska wydał z siebie głośny jęk, pomieszany z warkotem, bolało, jak zawsze, ale jak za każdym razem, był to ten niesamowicie rozkoszny ból. Zresztą, ból bardzo szybko został wyparty, przez czystą przyjemność. Kto przejmowałby się bólem, kiedy liczyło się tylko i wyłącznie przeżywanie rozkoszy z ukochaną osobą?

-Szybciej~!- jęknął Feliks, przyciskając usta do ucha bruneta i oplatając go w pasie nogami -Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że tylko na tyle cię stać Liet?- wymamrotał, przygryzając lekko małżowinę Torisa. W odpowiedzi Litwa warknął cicho, blondyn doskonale wiedział, jak sprowokować go do porzucenia delikatności. Polska jęknął z rozkoszy, kiedy jego partner zaczął w niego wchodzić z większym wigorem, takiego Litwę uwielbiał najbardziej, dzikiego i dążącego do zaspokojenia swojego pragnienia bez względu na wszystko. Temperatura, podniecenie i napięcie między nimi szybko narastały, jęki przerodziły się w krzyki, aż w końcu… .

Pierwszy był Feliks, wcześniejsza ''zabawa'' Torisa nie pozostała mu obojętna, doszedł z głośnym jękliwym westchnieniem, znacząc skórę swoją i bruneta swoim nasieniem. Toris też długo nie wytrzymał, pchnął silnie biodrami, wgryzając się jednocześnie w ramię blondyna, wytłumiając nieco swój jęk, wypełniając wnętrze swojego kochanka.

Po wszystkim Litwa stoczył się z Polski, dysząc ciężko, machał leniwie ogonem i kręcił uchem wyciszając się powoli.

-Tfu… następnym razem, dwa razy się zastanowię, zanim ugryzę cię w ucho… chociaż twoja sierść smakuje całkiem dobrze.- wysapał Feliks uznając, że pora powiedzieć coś zupełnie losowego.

-Wiesz… zabrzmiało to trochę obrzydliwie.- wydyszał Toris, z cichym śmiechem.

-Co poradzisz… ty masz sierść z metalu, a ja ostatnio smaki na owe.- stwierdził Polska z westchnieniem -Szlag… ostre masz zęby.- mruknął pocierając ramię w które ugryzł go brunet, nie zdziwił go zbytnio widok krwi na palcach.

-Och… kurwa… przepraszam… zapomniałem o tym.- powiedział Litwa nieco przerażony.

-Daj spokój, zaraz i tak się zagoi, zresztą moje wcale nie są mniej ostre, nie boli cię przypadkiem ucho?- zapytał Feliks, czując się cudownie odprężony.

-Nie… nic mi nie jest… Feliks poważnie przepraszam, nie chciałem ugryźć cię tak mocno… .- mruknął Toris.

-Poważnie, jak zaraz się nie przymkniesz to ci jednak przywalę.- stwierdził Polska przewalając oczyma -Bardziej boli mnie to, że teraz znów musimy iść się umyć, niż ramię. Cały się lepie od tego syropu… i nie tylko syropu... skąd ci do głowy taki pomysł przyszedł?-

-Inspirowałem się tobą.- powiedział Litwa -Pamiętasz jak w ubiegłego sylwestra uparłeś się, żeby zjeść ze mnie ciastko?-

-Oczywiście, że pamiętam, to było najlepsze ciastko jakie w życiu jadłem… i to z dodatkową porcją kremu.- zachichotał Feliks, wyszczerzył się widząc lekki rumieniec na policzkach bruneta.

-Może lepiej chodźmy się umyć.- westchnął Toris -Zanim mnie przegadasz.-

-Odwlekasz nieuniknione.- zawyrokował Polska siadając, strząsnął z siebie szlafrok i tak nie był mu potrzebny -Ale chodźmy, pod prysznic, nie mam już siły czekać aż wanna się napełni.-

-Jestem jak najbardziej za.- stwierdził Litwa, również nie kłopocząc się tym, żeby się w coś ubrać.

-Swoją drogą, jestem ciekaw czy smocza regeneracja działa na swego rodzaju ból dupy.- zastanowił się Feliks wchodząc do łazienki -Byłoby mi to jak najbardziej na rękę.-

-Jeśli tak, to będę szczerze zachwycony.- uznał Toris wchodząc za nim.

-I ty mi próbujesz wmówić, że nie jesteś zboczeńcem.- powiedział Polska zbolałym tonem -Jak przychodzi co do czego, to wychodzi na jaw o czym ty tam najczęściej myślisz.-

-O tobie, czy to takie dziwne?- zapytał Litwa niewinnym głosem.

-To że o mnie, to niekoniecznie, wszystkie pozostałe państwa wiedzą jakie relacje prywatnie nas łączą.- stwierdził Feliks, wchodząc do kabiny prysznicowej -Ale idę o zakład, że gdyby się dowiedzieli w JAKI SPOSÓB i JAK CZĘSTO o mnie myślisz, to mogli by się zdziwić.-

-Przyganiał kocioł garnkowi, tak jakby twój przypadek był inny.- mruknął Toris, zamykając za sobą drzwiczki od kabiny i odkręcając wodę.

-Różnica jest taka prze pana, że po mnie to się tego spodziewają, co innego cichutki, grzeczniutki Litwa.- westchnął Polska odchylając głowę do tyłu, z cichym jękiem ulgi -Zostawić go sam na sam z tym postrzelonym, nie umiejącym siedzieć grzecznie i cicho Polsce, to wyłazi z niego totalna bestia.-

-Myślę, że tą część mnie, wole zachować dla siebie i ciebie, reszta świata nie musi być tego świadoma.- uznał Litwa, obrzucając uważnym spojrzeniem po plecach swojego partnera. Westchnął ciężko przesuwając palcami po kilku bliznach, które gdyby tylko mógł, zmazałby na zawsze. Feliks spiął się zauważalnie, zaciskając mocno zęby, trwało chwile nim się opanował.

-Dalej się nie wygoiły?- zapytał cicho Toris, delikatnie rozmasowując dwa punkty na ciele swojego partnera, dwie blizny, jedną w kształcie gwiazdy nad prawym biodrem i jedną w kształcie krzyża znajdującą się między łopatkami Feliksa.

-Jak sam widzisz… .- mruknął Feliks, mimowolnie zaciskając dłonie w pięści i opuszczając wzrok -Znasz mnie… sam mówiłeś, że mam dobrą pamięć… szkoda tylko, że chyba najlepiej zapamiętuje te najgorsze wydarzenia.-

-Nie ty jeden tak masz… z reguły te złe rzeczy są tymi, które najlepiej zapadają w pamięć.- powiedział Litwa, cofając dłonie, żeby zbytnio nie stresować blondyna -Chciałbym móc je usunąć… sprawić żeby zniknęły… .-

-Też bym tego chciał… ale prawdopodobnie nigdy do końca się nie wygoją, tak jak twoje.- mruknął Polska odwracając się przodem do swojego partnera -Moglibyśmy przestać o tym rozmawiać?-

-Oczywiście, przepraszam, że w ogóle poruszyłem ten temat.- westchnął Litwa, krzywiąc się boleśnie.

-Przestań.- powiedział ostro Feliks, obejmując bruneta i opierając głowę na jego piersi -Przestań robić taką minę, to nie była twoja wina.-

-Może gdybym wtedy był tam z tobą… może wtedy… .- zaczął Toris, ale urwał, kiedy Feliks zamknął mu usta swoimi.

-Wtedy nic by się nie zmieniło, poza tym, że prawdopodobnie ty też byś ucierpiał. Zostaw ten temat Toris, ani ty, ani ja, nie mieliśmy w tamtym czasie praktycznie żadnej siły, żeby coś zmienić.- szepnął Feliks -Ważne, że teraz jesteśmy tu razem.-

-Taaa… i mają nas na celowniku ludzie, których nie znamy, a którym cholera wie o co chodzi.- mruknął Toris, krzyknął zaskoczony, kiedy poczuł mocne uszczypnięcie w ramię.

-Hej! Stosuj się do własnego zakazu co?- powiedział Feliks z rozdrażnieniem -Zakaz wspominania o złych rzeczach i bolesnej przeszłości, zwłaszcza w chwilach takich jak ta.- oświadczył opierając dłonie na biodrach bruneta -Byś się lepiej wziął za kontynuowanie tej całej kary, bo nie wierzę, że to małe przedstawienie sprzed chwili to wszystko co planowałeś.-

-No nie… to nie wszystko.- stwierdził Litwa z lekkim uśmiechem -Miło, że mi przypomniałeś.- powiedział napierając na blondyna.

-No kurcze od tego mnie masz.- oznajmił Polska, szczerząc zęby, pozwalając się przycisnąć delikatnie do ściany -Po tym wszystkim, to chyba będziesz musiał mnie zanieść z powrotem do łóżka. I bez twojego udziału byłem już dość zmęczony taszczeniem trzech osób z Niemiec tutaj.-

-Oj w takim układzie, będziesz jeszcze żałował, że mi o tym przypomniałeś.- oświadczył Litwa z drapieżnym uśmiechem, jakby nie patrzeć miał dość sporo czasu, żeby pomęczyć swojego partnera bardziej.


Well... kto chciał to przeczytał całość, kto nie to nie. :v

Jestem pewna, że chciałam to napisać inaczej, ale wyszło jak wyszło, mam nadzieję, że będziecie ukontentowani.

A mnie się chcę płakać, w czwartek obrona, a ja się czuję jak umierająca i łeb chce mi pęknąć (o tak, końcówka tego rozdziało rodziła się w potężnym bólu głowy... .)