Hermiona weszła do gabinety Percego.

- Dobrze cię widzieć , musimy porozmawiać.

- Ciebie również. – dziewczyna się uśmiechnęła.

A młody mężczyzna szybko przeszedł do konkretów.

- Penelopa powiadomiła mnie o twoich zakupach. – skupił wzrok na jej twarzy czekając na reakcję – Czy, ty się zakochałaś w Severusie?

- Oczywiście, że nie.

- Czy macie romans?

Odpowiedz trwała chwilę dłużej.

- Nie.

- Ale jest coś na rzeczy?

Odpowiedziało mu milczenie.

- Hermiono, jesteś dla mnie jak młodsza siostra. Jako twój opiekun czuję się zobowiązany do poinformowania cię, jak wielkim błędem byłoby wdanie się w romans z tym mężczyzną. Nawet nie z uwagi na różnicę wieku, ale …Hermiono, spójrz na mnie.

Dziewczyna uniosła głowę.

- Nie stworzycie szczęśliwego małżeństwa. Nawet nie masz możliwości, być oficjalną narzeczoną, chyba to rozumiesz? Wdając się w związek od początku skazanym na niepowodzenie skażesz się tylko na cierpienie. I zamkniesz drogę do dobrego zamążpójścia. Jesteś młoda i dość popularna. Znajdę ci odpowiedniego kandydata. Na pamięć Merlina, nawet mój brat, Charlie jest tobą zainteresowany!

- Ja nie chce, byś mi wybierał męża. Mamy dwudziesty pierwszy wiek..

- Zapominasz, że żyjesz w naszym świecie. Chyba, że chcesz za męża mugola?

- Wcale nie chcę męża, jeszcze mam czas.

- Nie wśród czarodziei. Większość twoich koleżanek zaręczyła się wkrótce, po ukończeniu Hogwartu, czy się mylę?

Czarownica pokręciła głową.

- Połowa z nich po roku - dwóch była już po ślubie.

Przypomniała sobie, jakie kłótnie toczyli w tym temacie Ron i Lavender.

- To prawda.

- Jeśli chcesz być częścią tutejszej społeczności, a nie poza jej marginesem, powinnaś przed dwudziestym piątym rokiem życia wyjść za mąż, a przynajmniej być na dobrej drodze do tego. Jesteśmy tradycjonalistami.

Hermiona miała niepewny wyraz twarzy. Zagryzała wargi.

- Wiem, że brakuje ci wsparcia rodziców. Dlatego uznałem, że musimy porozmawiać, zanim dokonasz złego wyboru. Powiedz, co jest pomiędzy tobą, a Severusem.

Imię byłego nauczyciela otrzeźwiło ją.

- Nic. …. Nie myślę, bym była zakochana, to raczej… nie wiem… fascynacja?

Po tych słowach spojrzała w oczy przyjacielowi. A ten skiną głową.

- Bo jest mądrym i fascynującym mężczyzną.

- Ochronił nas przed wieloma niebezpieczeństwami. Jest naprawdę dzielny.

- Tak.

- Pewnie uważasz mnie za głupszą niż zakładałeś.

- Wcale nie. Pociągają cię inteligentni i silni mężczyźni. Cenisz też autorytet, jakim odznacza się pozycja nauczyciela. Jesteś mądrą wiedźmą, Hermiono. Jedynie z braku odpowiedniego kandydata, zwróciłaś uwagę na najbardziej odpowiadającego ci, jakiego znasz.

- Heh

- Przedstawię ci odpowiednie osoby. Pójdziesz ze mną i Penelopą na noworoczny bal w ministerstwie. Spodoba ci się, obiecuję.

W odpowiedzi uśmiechnęła się niepewnie.

-.-

Było przedpołudnie przedostatniego dnia roku. Kończyła się druga godzina, odkąd spotkała się z Ronem w sali treningowej.

- Pas. Jestem wykończona.

- Nie szło ci najgorzej.

- Bo musiałam się bronić! Strasznie zapalczywy dziś byłeś.

- Przesadzasz. Ok, jestem wkurzony, z rana się dowiedziałam, że zostałem zdegradowany. Na bliżej nie określony czas.

- Co ty mówisz?

- Już nie jestem w grupie patrolowej. Będę pomocą na oddziale szpitalnym.

- Co to ma na celu? Powinni skierować cię do odpowiedniego magomedyka..

- Dziękuję, Hermiono! I tak, skierowali. Będę dwa razy w tygodniu miał sesje terapeutyczne. I od tego, jak mi będzie szło, zależy długość mojej służby jako sanitariusz.

Przy ostatnim słowie załamał mu się głos.

- To dla twojego dobra.

- Nie pomagasz mi.

- Jeśli ci pomoże możemy się umówić na wspólne dyżury.

- Mam służbę na oddziale szpitalnym w kwaterze aurorów. Będę najpierw musiał porozmawiać o tym z Moodym.

- I tak muszę odbyć jeszcze cztery tygodnie praktyk w związku ze studiami. Właśnie Ron, mam sesję. Nie uda mi się tego wcisnąć teraz.

- Moje parszywe życie. Ależ oczywiście, jeśli przedkładasz studia, nad zdrowie najlepszego przyjaciela…

I tu oberwał klątwą zmuszającą usta do uśmiechu.

- A ja słyszałam, że śmiech to zdrowie. I właśnie dzięki mnie przez najbliższą godzinę nie będziesz chodził nadąsany, mój najlepszy przyjacielu.

Co powiedziawszy pocałowała go w czubek nosa i wyszła z sali. Uczyć się.

-.-

Hermiona z Penelopą i jej przyjaciółką Audrey czekały u madame Malkin na poprawki. Panna Granger początkowo chciała jedynie dopasować do figury swoją (oczyszczoną z czaru zmieniającego) zieloną suknię z Utrechtu. Ale ta okazała się być idealna dla Penny, więc panie uradziły się zamienić. I teraz czarownica czekała, na odbiór nowej sukni, wybranej na miejscu. Suknia była w kolorze malinowym, ze złotymi haftami na gorsecie. Klasyczna w kroju, na kilku halkach, sięgająca połowy łydki. W rozsądnej cenie. I prezentowała się naprawdę dobrze. Większy kłopot miała Audrey, która przed miesiącem urodziła dziecko, co kompletnie zmieniło jej figurę, więc musiała dobrać wszystkie elementy garderoby.

Oczekiwanie się przedłużało, więc Hermiona zaproponowała, że wróci szybciej do Nory, bo musi się uczyć. Uzyskawszy zgodę, pożegnała się szybko i opuściła sklep. Lecz nie udała się bezpośrednio w miejsce, jakie podała. Ledwo znalazła się w przedsionku sklepu, aktywowała świstoklik do Prince Manor.

Znalazła się w pomieszczeniu do aportacji. Poprawiła ubranie i czekała, na pojawienie się gospodarza. Po dłuższej chwili ujawnił się koło niej skrzat domowy.

- Co panienkę sprowadza?

- Czy zastałam Pana Domu?

- Niestety, nie. W czym mogę pomóc?

- Chciałabym zostawić wiadomość.

- Ustną czy podać przybory do pisania?

Zawahała się. I w tym momencie w tym samym pomieszczeniu rozległ się trzask aportacji.

- Co tutaj robisz? – odezwał się poddenerwowanym głosem jej były nauczyciel – Musiałem w pośpiechu zakończyć ważne spotkanie.

- Inaczej nie miałabym możliwości przybyć w ogóle. I Mam tylko chwilę.

Snape odprawił skrzata.

- Więc mów. Chyba, że napijesz się herbaty?

- Obawiam się, że muszę odmówić. Nie będę mogła pojawić się wieczorem. Percy myśli, że mamy romans a bez niego nie mam szans się wyrwać z Nory.

Mężczyzna jedynie chwilę wyglądał chwilę na zaskoczonego.

- Chyba, że będziesz szła na uczelnię. – dziewczyna skinęła głową - Kiedy masz najbliższe zaliczenie?

- 3 stycznia.

- Bądź na miejscu o godzinę wcześniej. Będę w jednej z nieużywanych sal na ostatnim piętrze uczelni. Z Percym też porozmawiam.

- Dziękuję.

- Hermiono ….. co spowodowało nieostrożne zachowanie najmłodszego syna Artura Weasleya kilka dni temu? Rozmawiał ze swoim starszym bratem?

- Ach. Nie sądzę. Jakby to delikatnie powiedzieć... Ronald przeżył dość poważne załamanie nerwowe. Ja… nie chcę wchodzić w szczegóły… to mój przyjaciel.

- Rozumiem. I jeśli dobrze pamiętam, to głownie on prowadzi z tobą treningi?

Dziewczyna potwierdziła.

- To dobrze. Obserwuj w jaki sposób unika ciosów oraz zadaje własne. Jest świetnie wyćwiczony bądź obdarzony naturalną intuicją. Z pięcioma przeciwnikami radził sobie bardzo dobrze, z dwunastoma nawet ja bym nie wygrał.

Młoda czarownica się w odpowiedzi uśmiechnęła, żałując, że nie może przekazać tej opinii przyjacielowi. Pozytywny werdykt niechętnego do chwalenia byłego nauczyciela, podbudowałaby osłabione ego Rona. Przedłużająca się cisza skłoniła mistrza eliksirów do podjęcia rozmowy:

- Czy coś cię jeszcze trapi?

- Tak. … Będziemy na noworocznym balu w ministerstwie. Czy to bezpieczne?

Severus głośno jęknął.

- Ty i Potter? Czy z młodym Weasleyem?

- Ja oraz Percy z żoną.

Mistrz eliksirów nie okazał po sobie emocji, lecz dłuższą chwilę mu zajęło sformułowanie pytania:

- Możesz tego uniknąć?

- A powinnam?

- A jak myślisz? Będziesz wystawiona na atak. Na chwilę obecną, nie wiem o żadnym bezpośrednim zagrożeniu. Ale, jeśli plotka o twojej obecności dotrze do uszu czarnego pana, to atak jest bardzo prawdopodobny. Kto wpadł na ten cudowny pomysł?

- Niestety, nasz wspólny przyjaciel uznał, że jako mój opiekun jest odpowiedzialny za moją przyszłość. I chce mnie przedstawić odpowiednim kandydatom na potencjalnego narzeczonego.

Dziewczyna powiedziała cicho, a mistrz eliksirów spojrzał na nią uważnie. I potrzebował kilku minut na przemyślenie odpowiedzi.

- Mogę dać ci eliksir, który w połączeniu z białkiem zwierzęcym, np. jajkiem na śniadanie spowoduje biegunkę. Która nie ustąpi przed upływem czterech do sześciu godzin, pomimo podania leków.

Teraz to czarownica intensywnie patrzyła, z grymasem zgrozy.

- Jak będę chora, to nie będę w stanie się uczyć do egzaminów.

- Martwa również.

- Co za alternatywa, ale przekonałeś mnie.

Mężczyzna wyszedł i wrócił z eliksirem, podszedł blisko dziewczyny. Delikatne ciepło na żebrach stało się lekko kłujące.

- Hermiono, nie chce byś sobie pomyślała, że chce ci uniemożliwić poznanie odpowiedniego kandydata na męża. Jestem zdania, że Percy tym działaniem na ma celu jedynie twoje dobro. Przecież łączą nas czysto profesjonalne stosunki.

Dziewczyna skinęła głową, przymykając oczy i śmiejąc się u duchu. Mistrz eliksirów kłamał, co sugerowały dzwoniące kolczyki, … czyżby coś innego miał na myśli? Spojrzała z rozbawieniem w czarne oczy, ale napotkała jedynie twarde spojrzenie.