Od tłumacza: Podziękowania dla Shaunee Altman, która jak zwykle szybko i sprawnie przejrzała ten rozdział.

Tradycyjnie zapraszam na mojego bloga o książkach: „Z pierwszej półki". Link znajdziecie w moim profilu autora.


Od autora: Uwaga, ten rozdział zawiera przemoc. Pomysły na niektóre jego fragmenty zostały zaczerpnięte z trzeciego sezonu Battlestar Galactica.

Dedykuję ten rozdział Rutzy/NYC10016, która powiedziała: „Hej, napisz coś, gdzie Harry i Ginny mają wielką kłótnię, a potem się w sobie zakochują…" Pewnie nie do końca to miała na myśli, ale to dla niej jako lojalnej czytelniczki i przyjaciółki.


Rozdział 21 – Niedokończone sprawy

Sześć miesięcy później

Ginny westchnęła z satysfakcją, patrząc na rozgrywającą się przed nią scenę. Na środku ostatnio powiększonego pokoju treningowego GD wzniesiono podest odgrodzony linami. Uczniowie zgromadzili się wokół platformy dopingując dwóch przeciwników, którzy stali twarzą w twarz na ringu z wyciągniętymi różdżkami. Zabrzmiał gong i Krukon ruszył pierwszy. Ginny zmarszczyła brwi. Drugi z walczących był typowym Ślizgonem, który starannie oceniał sytuację zanim zadziałał. Walka zaczęła się i żółte światło zaklęć rozświetliło pomieszczenie.

Turniej był pomysłem Dumbledore'a. Entuzjastycznie wyjaśnił go Harry'emu i Ginny przed świętami, a oni ogłosili Turniej Pojedynków na pierwszym spotkaniu GD po Nowym Roku. Uczniowie zgłaszali się, a pary pojedynkowe były dobierane losowo. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że każda para mogła używać przeciwko sobie tylko jednego, tego samego zaklęcia. Dumbledore sam wyselekcjonował kilka mniej niebezpiecznych zaklęć i klątw i wrzucił kartki z zapisanymi nazwami do jaskrawego purpurowego kapelusza, którego, jak Ginny podejrzewała, czasami używał również w charakterze nakrycia głowy. Po ogłoszeniu każdej pary, dyrektor sięgał do kapelusza i losował zaklęcie, którego będą używać. Walka kończyła się, kiedy jeden z przeciwników stracił różdżkę albo został wyliczony do pięciu po knokckdownie. To był świetny sposób na nauczenie efektywnego używania mniej efektownych zaklęć.

Ginny stała na balkonie, który Dumbledore wzniósł dla nauczycieli, żeby mogli oglądać walki. Nie wrzuciła swojego nazwiska do puli i nie była pewna czy to zrobi.

- Ginny, będziesz walczyła?

Ginny odwróciła się słysząc pytanie profesora. Dumbledore stał obok niej, a w jego oczach za okularami tańczyły ogniki.

- Nie wiem, panie profesorze. Myślałam, że może dorzucę swoje imię nieco później.

- Widzę, że Harry został wylosowany do walki z panem Malfoyem.

Ginny skrzywiła się. Wydawało jej się, że nikt nie może wpływać na kojarzenie par, ale to niezwykły zbieg okoliczności, że Harry stanie akurat naprzeciwko swojego starego szkolnego rywala.

- Uważam, że Harry go pokona – oznajmiła stanowczo. – A co pan uważa, profesorze?

- Uważam, że to ciekawe, iż niezależnie od ewidentnych animozji między tobą i Harrym w ciągu ostatnich miesięcy, wciąż wspierasz go w walce.

Zarumieniła się.

- Nooo, Harry to znakomity wojownik – zająknęła się. – To logiczne, że go pokona.

Dumbledore przechylił głowę i popatrzył na nią.

- Ginny, mogę mówić szczerze?

Skinęła głową.

- Oczywiście, panie profesorze.

Oczy Dumbledore'a patrzyły łagodnie, ale w jego głosie dźwięczała stal, której nie sposób było zignorować.

- Normalnie nigdy nie ośmieliłbym się interweniować w prywatne sprawy moich uczniów – rzekł dyrektor. – Jednak niezgoda panująca pomiędzy tobą i Harrym spędza mi sen w powiek.

Oczy Ginny niebezpiecznie błysnęły.

- Nie widzę jak…

- Ginny, Ginny – przerwał jej Dumbledore pojednawczym tonem. – Nie sądź, że winię któreś z was – położył jej dłoń na ramieniu. – Będę z tobą całkowicie szczery. O to mnie zawsze prosisz, czy nie tak?

Skinęła głową bez słowa.

- Ty i Harry potrzebujecie się nawzajem – powiedział nie owijając w bawełnę. – Niezależnie od tego co wydarzyło się między wami, musicie znaleźć sposób, by rozwiązać tę kwestię. Voldemort wygrywa każdego dnia, w którym wasza przyjaźń pozostaje w zawieszeniu. Wiem, że kłóciliście się już wcześniej, ale ten rozłam wydaje się mieć – badawczo spojrzał jej w twarz – wyjątkowo fatalne skutki. A jeśli zrujnuje to waszą przyjaźń na zawsze, to Tom Riddle osiągnie zwycięstwo. On pragnie zniszczyć was oboje, ale w obecnej sytuacji sami się wyniszczacie, on tylko musi was przeczekać.

Ostre słowa, ale jego ton, postawa i to jak trzymał ją za ramię, by złagodzić cios sprawiło, że do oczu Ginny napłynęły łzy. Tak ją męczyła ta niezgoda z Harrym. Miała dość pełnych jadu słów i okrutnego traktowania siebie nawzajem. Męczyło ją poczucie winy, pożerające ją co noc i dziura w sercu, w miejscu, które kiedyś on zajmował. Był na nią zły, bo zrobiła coś niewybaczalnego, a ona była zła na niego, bo on nie mógł jej wybaczyć. Chciała po prostu odzyskać swojego najlepszego przyjaciela.

- Zrobiłam coś naprawdę okropnego – wyznała cicho. Zamrugała szaleńczo, usiłując powstrzymać napływające jej do oczu łzy. – I nie mam pojęcia, czy on mi to kiedykolwiek wybaczy. Jest na mnie taki zły.

Dłoń Dumbledore'a na jej ramieniu zacisnęła się odrobinę mocniej.

- Musi być jakiś sposób, by uwolnił z siebie tę złość i pozbył się jej.

- Próbowałam… - zaczęła, ale dyrektor przerwał jej, potrząsając głową.

- Niewystarczająco – odparł. – Widziałem jak się nawzajem traktujecie. On pragnie walki. Chce cię zranić, tak, jak ty najwyraźniej zraniłaś jego.

- Ale on mnie rani! Codziennie!

- Najwyraźniej niewystarczająco – zauważył oschle starzec. – Cokolwiek mu zrobiłaś, wywarło to na niego przemożny wpływ. Rozmawiałem z nauczycielami i twierdzą, że postawa was obojga na lekcjach pozostawia wiele do życzenia.

Ginny wzięła głęboki oddech.

- Co w takim razie powinnam zrobić?

Dumbledore wyprostował się i spojrzał na ring pod nimi.

- Wydaje mi się, że będzie to prostsze niż ci się wydaje. Jak rozumiem nie zdążyłaś jeszcze zgłosić się do zawodów?

Ginny podążyła za jego spojrzeniem ku pojedynkującym się uczniom.

- Tak jak powiedziałam, ale co…

- Pan Potter będzie walczył z panem Malfoyem po tej rundzie – powiedział. – Ale reguły nie zabraniają jednej osobie walczyć dwukrotnie w ciągu jednego dnia – zerknął na nią. – Po następnej rundzie pudełko do którego wrzucisz swoje nazwisko będzie puste. Jeśli znajdą się w nim tylko dwa nazwiska, zostaną automatycznie połączone.

Ginny gapiła się na nauczyciela. Nie była głupia, ale ciężko było jej pojąć, co on zamierza w ten sposób zaaranżować. Dumbledore zasugerował, żeby ona i Harry zmierzyli się na ringu. Ale… chwila, moment… to nie takie głupie. Harry był tak wściekły, że pewnie nie będzie tamował swojej agresji.

Ginny puściła poręcz balkonu i wyprostowała się. Mogło nie zadziałać, ale musiała spróbować. Teraz musiała tylko przekonać Harry'ego, żeby ją obił.


Harry podskakiwał lekko, rozgrzewając się w oczekiwaniu na rozpoczęcie jego walki z Malfoyem. Ron uznał to za rękę opatrzności, jako że był pewien, że Harry „skopie fretce dupę". Hermiona uśmiechnęła się, dodając mu odwagi, ale Harry widział niepokój w jej oczach.

Nie wątpił, że zdoła załatwić Malfoya, ale Ślizgon po drugiej stronie ringu wyraźnie się cieszył, więc trzeba było uważać na jego podstępy. Wylosowali ogłuszacze i Harry ucieszył się, że nie coś bardziej śmiercionośnego. Chociaż dobrze wycelowany ogłuszacz i tak mógł nieźle zaboleć.

Zabrzmiał gong oznajmiający początek pojedynku, ale Harry pozostał na miejscu. Postanowił zobaczyć, czy Malfoy zaatakuje pierwszy. Obaj przyglądali się sobie z przeciwległych krańców ringu. Na twarz Malfoya wpłynął arogancki uśmieszek i Harry poczuł pokusę, by odpowiedzieć mu tym samym.

Malfoy nie uczęszczał na GD, więc nie miał pojęcia o poziomie, jaki Harry prezentował w pojedynkach. Na szczęście w turnieju mogli brać udział wszyscy uczniowie piątego roku i starsi, więc Malfoy miał dostać nauczkę.

Harry'emu znudziło się powstrzymywanie aroganckiego uśmiechu, który wdzierał się na jego twarz, więc po prostu pozwolił mu się objawić w pełnej okazałości. Od dawna miał ochotę na dobrą walkę i nie mógł sobie wyobrazić lepszego sposobu na pozbycie się złego nastroju niż spranie Malfoya na kwaśne jabłko.

Na szczęście lub nieszczęście, nie był do końca pewien, obaj postanowili zaatakować dokładnie w tej samej chwili. Uchylił się przed zmierzającym w jego stronę ogłuszaczem i walka zaczęła się na poważnie.

Po pięciu minutach wciąż walczyli. Harry wykonywał uniki po całym ringu, omijając nawałę zaklęć Malfoya. Nigdy by tego nie przyznał na głos, ale Ślizgon okazał się lepszy, niż się Harry spodziewał. Harry nie rzucał zaklęć tak często jak Malfoy. Chciał wyczerpać Ślizgona fizycznie, a potem się z nim rozprawić.

Po kolejnych kilku minutach obaj walczący wciąż rywalizowali w ringu. Napięcie w pomieszczeniu rosło, gdy kibice dopingowali coraz głośniej swoich zawodników. Harry nie zauważył, kiedy Ginny dołączyła do tłumu zgromadzonego przy linach, ale kiedy Malfoy cisnął ogłuszaczem, który zmusił Gryfona do przetoczenia się po macie, żeby go uniknąć, Harry spojrzał jej prosto w oczy. Czas zwolnił. Zaciskała dłonie na linach otaczających ring z pełną napięcia twarzą.

- Wstawaj! – wrzasnęła na niego, przekrzykując tłum. – WSTAWAJ! Przestań lecieć w chuja i DORWIJ GO!

Zauważył coś znajomego w jej oczach i nagle poczuł się silniejszy niż kiedykolwiek w ciągu minionych tygodni. Mimo wszystkiego co między nimi zaszło, ona wciąż w niego wierzyła. Widział to w jej twarzy. Przez ułamek sekundy czuł się, jakby nic między nimi się nie zmieniło: jakby nie przespali się ze sobą, jakby nie złamała jego serca i jakby nie spędzili ostatnich sześciu miesięcy raniąc się raz po raz.

Wypełniła go moc i Harry błyskawicznie zerwał się na równe nogi. Malfoy puszył się jak paw po drugiej stronie ringu i zbyt późno zauważył wstającego przeciwnika.

Harry wykrzyczał inkantację, wkładając w zaklęcie całą moc, którą gromadził w trakcie pojedynku. Czerwone światło popędziło w stronę Malfoya i trafiło go idealnie w środek piersi. Blondyn runął na plecy, otwierając ze zdziwienia usta i oczy.

Pokój eksplodował. Gryfoni, Krukoni i Puchoni wrzeszczeli triumfalnie. Harry odwrócił się do widowni. Dyszał ciężko, ale na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Zauważył, że Ron i Hermiona wiwatują głośniej niż ktokolwiek inny. Ginny stała z boku z domyślnym uśmieszkiem na twarzy. Pozwolił sobie na krótką chwilę zatracić się w marzeniach. Gdyby ostatniego lata wszystko między nimi nie uległo zmianie, zapewne świętowałby teraz z nią.

Nie pomyślał nawet, by poszukać wzrokiem Parvati. W końcu jednak i tak ją dojrzał. Wodziła rej wśród grupy rozplotkowanych Gryfonek. Harry wywrócił oczami i zszedł z podestu. Podszedł do pudełka ze zgłoszeniami, do którego zwycięzca każdego pojedynku musiał włożyć różdżkę. Jedno z tajemniczych urządzeń Dumbledore'a rejestrowało zwycięstwo z punktu widzenia różdżki. Harry nie miał pojęcia do czego Dumbledore użyje tych informacji, ale dyrektor zapewnił, że to standardowa procedura w każdym turnieju pojedynkowym.

- Nie spieszyło ci się – skomentował oschły głos za jego plecami.

Harry zesztywniał, ale nie odwrócił się. Był jej wdzięczny za ten ostatni okrzyk, który zmobilizował go do zakończenia walki, ale nic się między nimi nie zmieniło. Poza tym obawiał się, że jeśli teraz zobaczy jego twarz, to zorientuje się jak bardzo potrzebował jej wsparcia, żeby wygrać.

- Chciałem go zmęczyć – odpowiedział. Urządzenie odczytujące różdżkę zawirowało po raz ostatni, więc zabrał swoją broń. Wciąż jednak się nie odwracał.

Ginny przesunęła się i stanęła obok niego.

- Wiesz, nie zgłosiłam się jeszcze do turnieju – powiedziała spokojnie.

- Naprawdę?

Udawał, że go to nie interesuje, ale szczerze mówiąc zastanawiał się wcześniej, czemu nie widział jej nazwiska na tablicy. Ale to był dopiero pierwszy dzień zawodów, więc uznał, że młoda kobieta czeka, żeby pojedynkować się ze zwycięzcami dzisiejszych potyczek.

- Czekałam na właściwego partnera – wyjaśniła w języku węży. Wstrząśnięty Harry uniósł głowę, kiedy powód jej zachowania dotarł wreszcie do jego ociężałej mózgownicy.

Wtedy już nie mógł się powstrzymać i obrócił się, żeby na nią spojrzeć. Ona wpatrywała się w niego, unosząc jedną brew.

- Nie mówisz poważnie – wyrzucił z siebie. – Nie ma mowy, żeby z tobą walczył.

Uniosła drugą brew.

- A co, boisz się, że przegrasz?

Przymrużył oczy.

- Nie. Boję się, że cię zabiję.

Ginny wzruszyła ramionami.

- Przecież mnie nienawidzisz. Wydawałoby się, że to kusząca perspektywa.

- Nie – rzekł, potrząsając głową. – Nie zrobimy tego.

- Nigdy nie słyszałam, żebyś uciekł przed wyzwaniem, Potter. A może fretka za bardzo cię wyczerpała?

To było poniżej pasa. Szlag, jak ona dobrze wiedziała gdzie użądlić, żeby zapiekło. Chociaż świetnie wiedział, że prowokuje go, żeby zgodził się na ten pojedynek, nie mógł się powstrzymać. Naprawdę dobrze się poczuje, zmazując ten pełen samozadowolenia uśmieszek z jej twarzy…

Ginny wyciągnęła różdżkę. Nie odrywając spojrzenia od jego oczu, dotknęła wieka pudełka ze zgłoszeniami, które leżało koło nich na stole. Na moment rozbłysło błękitne światło, oznajmiające, że właśnie dołączyła do turnieju.

Harry spojrzał na pudełko. Wiedział, że jest puste. Jeśli teraz doda do niego swoje zgłoszenie, zostaną dobrani automatycznie. Zanim zdołał się zastanowić dlaczego Ginny tak bardzo chce z nim walczyć, poczuł, że jego ręka unosi różdżkę i dotyka nią pudełka.

Rozbłysło błękitne światło i rozległ się gong. Na magicznej tablicy wyników, którą profesor McGonagall zawiesiła w pokoju pojawiło się „G. Weasley vs. H. Potter".

Zapadła cisza. Uczniowie to patrzyli na tablicę, to wyciągali szyję, by pogapić się na Harry'ego i Ginny, którzy obrzucali się pochmurnymi spojrzeniami przy stole zgłoszeniowym. Wszyscy wiedzieli o ich skłóceniu, szkoła gadała o tym od wielu miesięcy, więc wszyscy wiedzieli, że ich walka będzie czymś więcej niż przyjacielską rywalizacją.

Rozbrzmiał kolejny gong i obok imion zawodników pojawiła się nazwa zaklęcia, którego będą przeciwko sobie używać: zaklęcie tłukące. Kilka osób westchnęło, a większość Gryfonów jęknęła.

Harry Potter i Ginny Weasley mieli się zaraz sprać na kwaśne jabłko.


Tłum pozostawał ożywiony, a od nerwowej energii iskry niemal latały w powietrzu. Harry i Ginny stali przy dwóch końcach ringu plecami do siebie, wysłuchując ostatnich rad przyjaciół.

- Harry, nie możesz się powstrzymywać – mówił Ron. – Ona będzie liczyć na to, że nie odważysz się uderzyć dziewczyny.

- On nie będzie się powstrzymywał – Hermiona ostrzegła Ginny. – Nigdy wcześniej tego nie robił.

- Po prostu wyjdź i skończ to szybko. Nie chcę patrzeć, jak ty i moja siostra obijacie się nawzajem.

- Nie wiem, czemu to robisz, ale mam nadzieję, że wiesz co robisz – powiedziała niespokojnie Hermiona do Ginny.

Ginny zignorowała przyjaciółkę i zrobiła kilka ruchów barkami, by się rozgrzać. Mieli trzydzieści minut na przygotowanie do walki, a ona zużyła większość tego czasu na bieg do Gryffindoru, gdzie przebrała się w koszulkę i bawełniany dres, który pozwalał jej łatwiej się poruszać.

W głębi serca była przerażona. Nie bała się bólu, przynajmniej nie fizycznego. Wytrzyma wszystko, co rzuci na nią Harry. Była pewna, ze jest w stanie nawet go pokonać. Nie, bała się tego, co mu zrobiła. Bała się, że nic pomiędzy nimi już nigdy nie będzie w porządku, że ta walka niczego nie rozwiąże. Że straciła go na zawsze.

Jednocześnie obrócili się twarzami do siebie. Harry też zmienił ubrania i Ginny oceniła jego kamienną twarz. Wyglądało na to, że bierze to na poważnie. Była mu za to wdzięczna. Zaryzykowała szybkie zerknięcie na galerię, skąd obserwował ich Dumbledore. Dyrektor patrzył skoncentrowany, bez błysku w oczach, a usta zacisnął w wąską kreskę. Najwyraźniej nie tylko ona odczuwała napięcie panujące w pomieszczeniu.

Rozległ się sygnał oznajmiający początek pojedynku, ale żadne z nich się nie poruszyło. Harry skupił się na Ginny. Wszystko inne zniknęło. Był tylko on, ona i walka między nimi. Obserwował ją, szukając jakiegokolwiek znaku, że zamierza ruszyć do akcji.

Kiedy ruszyła, stało się to tak szybko, że ledwo dostrzegł ruch jej różdżki. Zaskoczyła go i jego głowa odskoczyła do tyłu po silnym ciosie pod oko. Zaklął i odpowiedział tym samym, ale ona wykonała piruet i zaklęcie zaabsorbowała osłona otaczająca ring, która chroniła widzów.

Harry zebrał się w sobie i uspokoił. Nie ma sensu atakować w gniewie, popełni tylko głupie błędy. Jego oczy podążały za jej poruszającą się po ringu postacią. Okrążali się niczym pantery. Policzył do trzech i zaatakował. Jego różdżka poruszała się błyskawicznie, gdy zadawał cios za ciosem. Uniknęła trzech pierwszych, ale czwarty trafił ją w usta i oczy Harry'ego rozszerzyły się, gdy zorientował się, że wytoczył pierwszą krew.

Po kilku minutach był skłonny przyznać, że w tym ataku popełnił poważny błąd. Choć rozciął jej wargę, Ginny jedynie uśmiechnęła się, otarła krew palcami i zmrużyła oczy jak kot. Potem wyprowadziła serię ciosów i Harry musiał tańczyć po całym ringu, by ich unikać. Jednak większość zaklęć dochodziła do celu i Harry czuł się, jakby uderzało go kilka pięści. Jego szczęka i tułów płonęły bólem.

- Dawaj, Harry – rzuciła Ginny z pogardą. Odskoczyła, podczas gdy on łapał oddech. Rozłożyła ręce i wspięła się na palce, zaciskając różdżkę w prawej dłoni. – Boisz się uderzyć dziewczynę?

Ponownie ruszyła różdżką i Harry poczuł, jak na jego barku ląduje kolejny cios. Zatoczył się i oparł na linach, a ona zbliżyła się, unosząc złowieszczo różdżkę.

- Przestań odpuszczać, Harry. Przecież od dawna chcesz mnie uderzyć. To twoja szansa.

Zatrzymała się i przechyliła głowę.

- A może po prostu jesteś takim słabeuszem? Może walka z Malfoyem wyczerpała cię bardziej niż sądziłam, co? A może to ja jestem taka dobra.

Uderzyła jeszcze raz i głowa Harry'ego odskoczyła do tyłu, gdy zaklęcie trafiło go w podbródek.

Coś w nim pękło. Później, gdy zastanawiać się będzie nad tą chwilą, uzna, ze faktycznie się powstrzymywał. Że nie mógł się zmusić, żeby uderzyć dziewczynę, nawet Ginny. Ale jej kpiny, pogardliwe uśmieszki i nieustanna nawała zaklęć sprawiły, że przestał być gentlemanem.

Z warkotem odepchnął się od lin i poprzecznym ruchem machnął różdżką w jej stronę. Zaklęcie trafiło ją w brzuch i zgięła się na moment, gdy jej mięśnie absorbowały uderzenie. Nie czekał, aż odzyska siły i wyprowadził kolejny cios. Ten trafił ją w policzek. Potem następny w szczękę, następny w ramię i po raz kolejny w brzuch. Wkrótce przyparł ją do narożnika, gdzie zalał ją potokiem zaklęć tak szybkich, że mogła jedynie unieść dłonie, żeby osłonić twarz przed ciosami, podczas gdy magiczne pięści spadały na jej ramiona i pierś.

Za każdym razem, gdy zaklęcie dochodziło do celu, Harry czuł coś, czego nie umiał nazwać. Bicie jej było przyjemne. W każde zaklęcie wkładał pół roku frustracji, gniewu i krzywdy i za każdym razem gdy uderzał, czuł, jak odrobina tych zablokowanych w jego wnętrzu emocji uwalnia się.

Zatrzymał nawałę ciosów i zrobił kilka kroków w tył. Ginny łapała ciężko oddech zgięta w pół. Usiłowała się wyprostować. Zrobiła kilka kroków w jego stronę, a on wypalił kolejne zaklęcie, które trafiło ją w policzek i powaliło na matę.

Tłum westchnął, ale Ginny zdołała unieść się na czworaka, jej rudy koński ogon opadał jej na twarz, gdy z wysiłkiem próbowała się podnieść. Jej przyjaciele przy linach krzyczeli, zachęcając, żeby wstawała, a Harry darł się na nią ze środka ringu:

- No dawaj! Wstawaj! To ty mnie na to namówiłaś, to teraz mamy to skończyć!

Ginny uniosła głowę i dojrzała Colina, który pokrzykiwał do niej zachęcająco. Stał obok Hermiony, która obserwowała ją z błagalną miną. Zastanawiała się czy Hermiona prosi ją, żeby się poddała i skończyła tę walkę czy żeby wstała i wykończyła Harry'ego. Ale i tak miała to gdzieś. Ginny Weasley nigdy nie odpuszczała walki i nie zamierzała teraz zaczynać.

Przeniosła ciężar ciała na prawą rękę i uniosła różdżkę lewą, by uderzyć w stronę Harry'ego. Potężne zaklęcie trafiło go w kolano i upadł z hukiem na matę. Widziała, że trochę go oszołomiła i skorzystała z tej przerwy, żeby unieść się na nogi.

Parvati stała między widzami, załamując ręce i patrząc na pojedynek Harry'ego i Ginny. Nie była pewna o co tu chodzi. Jej związek z Harrym był dość luźny i rzadko rozmawiali o poważnych sprawach. Nie miała pojęcia dlaczego on i Ginny byli skłóceni od zeszłego lata. Ale nie była głupia i zdawała sobie sprawę, że to co dzieje się w ringu to coś bardzo ważnego. A choć tłukli się bez litości Parvati przez moment poczuła zazdrość o Ginny Weasley. Wątpiła, żeby Harry kiedykolwiek miał o niej tak dobre zdanie, by traktować ją jako równą sobie.

- Co tu się do cholery dzieje? – usłyszała wstrząśnięty głos i odwróciła się. Dean wreszcie przyszedł. Przegapił większość turnieju i nie wiedział, że jego dziewczyna wyzwała Harry'ego Pottera na pojedynek.

- A na co ci to wygląda? – zawołała, usiłując przekrzyczeć rozentuzjazmowany tłum.

- Że usiłują się nawzajem pozabijać! – odkrzyknął.

Faktycznie. Harry i Ginny podnieśli się już na nogi i obrzucali zaklęciami, z których większość dochodziła celu. Wyglądało na to, że są u kresu wytrzymałości i ledwo udawało im się chwiejnie poruszać po ringu w próbie uniknięcia ciosów przeciwnika. Ich twarze pokrywała krew, a Parvati widziała też pokrwawione miejsca na innych częściach ciała, gdzie ciosy okazały się na tyle silne, by przeciąć skórę.

- Można tak powiedzieć! – odpowiedziała Deanowi.

Spojrzeli sobie w oczy i nagle nawiązali nić porozumienia. Parvati zastanawiała się czy dla reszty szkoły też było takie oczywiste, że Harry i Ginny nigdy tak naprawdę nie należeli do Parvati czy Deana. Należeli tylko do siebie i zawsze tak było.

Harry tracił szybko siły, ale pocieszało go, że Ginny też wyraźnie się męczyła. Uniki wykonywali jedynie pro forma, zadowalało ich tłuczenie przeciwnika na miazgę.

Wypalił kolejne zaklęcie, które trafiło ją w ramię, a siła ciosu obróciła ją wokół własnej osi. Odwróciła się do niego i jej celne zaklęcie w żebra mocno utrudniło mu oddychanie. Dłoń Harry'ego była spocona, a zapewne i pokryta krwią, ale zdołał utrzymać różdżkę. Pojedynek kończył się, gdy jeden z walczących stracił różdżkę lub został wyliczony do pięciu. A kiedy zostali dobrani w parę, stali się częścią magicznego kontraktu. Musieli walczyć aż do wyłonienia zwycięzcy.

Harry nie słyszał już rozkrzyczanego, dopingującego ich tłumu. Nie dostrzegał Rona i Hermiony, którzy z trupiobladymi twarzami stali przy linach, ani tego, że ich pozostali przyjaciele już dawno przestali entuzjastycznie ich dopingować. Widział tylko Ginny. Młoda czarodziejka wyglądała przerażająco, oboje tak wyglądali. Harry czuł w ustach smak krwi, a każdy mięsień jego ciała bolał, jakby został wielokrotnie obity. Jedno z oczu zapuchło mu tak, że niemal nic przez nie nie widział, a wargi obrzękły mu tak mocno, że nie był pewien czy będzie w stanie mówić.

Biała koszulka Ginny poplamiona była smugami szkarłatu w miejscach, gdzie użyła materiału, by otrzeć pot i krew z twarzy. Widział, że osłania swoją prawą stronę. Prawdopodobnie stłukł jej w pewnym momencie żebra, może nawet kilka złamał. Powinien być przerażony, że potrafili tak mocno się nawzajem pobić, ale jakaś jego część czuła, że od dawna tego potrzebowali. Poczuł się zdumiewająco wolny. Po raz pierwszy odkąd się ze sobą przespali nie czuł wściekłości. A kiedy gniew zniknął, pozostała jedynie ogromna tęsknota za najlepszą przyjaciółką… i to jak bardzo wciąż ją kochał.

Ich spojrzenia się spotkały. Po jej twarzy spływały łzy, ale trudno było je dostrzec, ze względu na jej opuchnięte oczy i rozbity nos. Nie patrzył jej prosto w oczy już od bardzo dawna i kiedy ujrzał te wszystkie emocje wirujące za brązowymi tęczówkami, poczuł jak coś w nim pęka.

Ginny wiedziała, że sprowokowała tę walkę w nadziei, że zdołają dosłownie wybić sobie z głowy wzajemny gniew i nienawiść. Jednak nie zdała sobie sprawy nim było za późno, że każdy cios różdżki Harry'ego odłupywał mały kawałek skorupy, którą wzniosła wokół siebie z gniewu, bólu, strachu i niechęci do samej siebie, póki nie pozostała sama naga prawda. Prawda, którą na długo pogrzebała gdzieś na dnie serca: kochała Harry'ego Pottera nieprzerwanie przez cały ten czas. Jej uczucia do niego… jej miłość… okazały się silniejsze od nich obojga. Zmęczyły ją ciągłe próby ucieczki, ignorowania i zaprzeczania wszystkiemu. A kiedy to zniknęło, pozostała tylko akceptacja.

Ta chwila ujawniła też inną prawdę: Harry Potter ją kochał. Miał to wypisane na twarzy i pewnie zawsze tak było. Tylko jej głupota uniemożliwiała jej uwierzenie w to. Pozwoliła Tomowi na wmówienie jej, że nie warto o to walczyć.

Ich wspólna pokręcona historia zmieniła ich dogłębnie i wzmocniła więź między nimi. Jeśli wciąż czuli tyle gniewu, miłości w ich sercach musiało być jeszcze więcej. Wiedziała to aż za dobrze, bo oba te uczucia koegzystowały w jej sercu. Przeszłość okazała się testem ich miłości, która przetrwa wszystko, co stanie jej na drodze, nawet Voldemorta. Może nadszedł czas, żeby przestała się temu opierać.

Ginny chwiejnie ruszyła ku niemu. Potknęła się i wypaliła kolejne szalone zaklęcie, które przeleciało nad jego głową. On niepewnie przesunął się ku niej i chwycił ją w ramiona. Jej różdżka upadła na matę. Rozległ się gong, a magiczna tablica wyników ogłosiła Harry'ego zwycięzcą.

Ginny oplotła go ramionami i oparła głowę na jego ramieniu. Harry rozstawił szeroko nogi, by utrzymać ich oboje w pionie, ale był tak wyczerpany, że musiał się o nią oprzeć. Podtrzymywali się tak nawzajem, napierając na siebie, by utrzymać się na nogach.

- Tęskniłam za tobą – szepnęła.

Harry przytulił ją mocniej, ukrywając twarz na jej szyi. Poczuł raczej niż zobaczył, jak kropla jego krwi spada jej na skórę.

- Ja… - musiał przełknąć gulę w gardle. – Ja też za tobą tęskniłem.


W następnym rozdziale:
- Harry i Ginny będą musieli wszystko sobie wyjaśnić
- a Ron palnie im kazanie