Rozdział 21
Odnalezienie Remusa
,,,
„Przyjaciele są rodziną, którą sobie wybraliśmy."
Edna Buchanan
,,,
SYRIUSZ:
Kiedy szkolna sowa wróciła z nieprzeczytanym i nienaruszonym listem Remusa, Syriusz wiedział, że działo się coś bardzo, bardzo złego. Albo Remus całkowicie zignorował sowę – co było mało prawdopodobne, ponieważ powiedzieli sowie, aby dziobała Remusa, aż weźmie i przeczyta list – albo nie był on w stanie do niego dotrzeć.
— Co teraz zrobimy? – zapytał James, wpatrując się w nieotwarty list leżący przed nim na stole Gryffindoru.
— Pójdziemy powiedzieć McGonagall – odparł Syriusz. — Zobaczymy, czy może coś zrobić. Coś od Andersa?
James potrząsnął głową.
— Minęły prawie dwa tygodnie. Dlaczego nie odpowiedział?
Syriusz z uczuciem rezygnacji wzruszył ramionami.
— Chodźmy po śniadaniu do McGonagall.
— A w czym ona pomoże? – zapytał Peter. — Myślałem, że powiedziała, że nie jest w stanie nic zdziałać?
— Musimy coś zrobić! – wybuchnął Syriusz. — Może tam cierpieć, a my tylko tutaj siedzimy! Za dwa dni święta. Chcę mu dać mój prezent.
— Spokojnie, Syriuszu – powiedział James, uspokajająco kładąc dłoń na ramieniu przyjaciela. — Pójdziemy się z nią zobaczyć po śniadaniu. Nie martw się.
Syriusz w całym swoim życiu nie był mniej głodny. Usiadł, krzywiąc się i ruszając nerwowo na swoim miejscu. W końcu James westchnął ze zniecierpliwieniem i wstał.
— Chodźmy w takim razie.
Peter wydał z siebie stłumiony odgłos protestu. Wepchnął sobie do ust resztę jagodowej muffinki i podskoczył, aby za nimi podążyć.
— Ne skonczlem sniania! – powiedział z wydętymi policzkami.
— Sorry, stary – powiedział James, schodząc z drogi opadającym okruchom z wyćwiczoną łatwością. — Nie mówię po wiewiórczemu. Jednak Smarkelus być może będzie wstanie dać mi lekcje.
Syriusz był zbyt zmartwiony, aby zaśmiać się na tę uwagę. Peter rzucił mu badawcze spojrzenie, a potem z trudem przełknął i powiedział:
— Mówilem, że nie skończyłem śniadania.
— No cóż, Syriusz wydawał się być bliski eksplozji – odparł James. — To prawdopodobnie nie wyglądało by zbyt ładnie.
Syriusz otworzył usta, aby zaprotestować, ale zanim to zrobił, skręcił za róg i wszedł wprost na kogoś większego niż on, powodując, że odbił się od Jamesa, a potem od Petera. Dwie zmartwione twarze wpatrywały się w nich, kiedy cała trójka znalazła się w bolesnej mieszaninie kończyn.
— Przepraszam, chłopcy – powiedział znajomy głos. — Nie widziałem was.
Na dźwięk tego głosu, Syriusz usiadł gwałtownie, ignorując fakt, że w efekcie jego łokieć uderzył Petera w nos.
— Profesor Anders?
Ich były profesor stanął nad nimi, wyglądając tak chłopięco jak zawsze, pomimo tego, że na jego twarzy odbijało się napięcie, którego nie było tam rok wcześniej. Koło niego stała kobieta w zbliżonym do niego wieku – być może miała około 30 lat. Miała duże ciemnoniebieskie oczy, a na czubku głowy zawijały jej się biało-blond puszyste loki.
— Syriusz? – Anders wyglądał, jakby bardzo mu ulżyło, kiedy ich zobaczył. — Dostałem twój list. Wypełniałem swoje obowiązki, więc czekał na mnie, kiedy wróciłem do domu. Przybyłem tutaj tak szybko, jak mogłem.
Syriusz spojrzał podejrzliwie na kobietę. Nie chciał, aby sekrety Remusa poznały nieznajome osoby.
— Kim ona jest?
— Syriusz! – powiedział Peter, zaszokowany jego nieuprzejmością.
Ani Anders ani kobieta nie wyglądali na obrażonych. Anders lekko się uśmiechnął.
— To moja żona, Angela. Wie o Remusie.
Wszyscy trzej chłopcy stanęli na nogi.
— Pójdziesz uratować Remusa? – zapytał Syriusz.
— Zrobimy, co w naszej mocy. Byliśmy właśnie w drodze do profesor McGonagall.
— My też – przejął rozmowę James. — Możecie państwo iść z nami, jeśli chcecie.
— Um… być może będzie lepiej, jak zaczekacie aż to przedyskutujemy?
— Co? Nie!
Wszyscy trzej Huncwoci patrzyli na niego, jakby był niespełna rozumu.
— Jest naszym przyjacielem – powiedział uparcie Peter. — Nawet by pana tutaj nie było, gdybyśmy nie napisali panu listu.
Anders wyglądał, jakby znów chciał zaprotestować, ale Angela uspokajająco położyła mu rękę na ramieniu.
— Niech idą, kochanie. Może mogą pomóc.
— Są tylko dziećmi!
— Nie jesteśmy! – odparł oburzony Syriusz. — Jesteśmy Huncwotami! Uratujemy Remusa, a wy możecie nam pomóc.
Anders westchnął i Syriusz widział, jak dochodzi do wniosku, że każdy plan ucieczki, jaki chłopcy mogli wymyślić, będzie o wiele bezpieczniejszy, jeśli zostanie utemperowany dzięki radom dorosłych.
— W porządku. Chodźcie z nami.
Zadowoleni z siebie Huncwoci podążyli za Andersem i Angelą w dół korytarza w kierunku gabinetu McGonagall.
Profesor McGonagall nie wyglądała na zdziwioną widokiem Andersa i Angeli na swoim progu. Jednak zmarszczyła pytająco brwi, kiedy zobaczyła Syriusz, Jamesa i Petera.
— Nie powinniście być na śniadaniu, chłopcy?
— Chcemy z panią porozmawiać o Remusie – powiedział Syriusz, promieniejąc swoją największą pewnością siebie czystokrwistego bachora. — Powiedzieliśmy profesorowi Andersowi i jego żonie, że mogą przyjść z nami.
Profesor McGonagall uniosła brwi w kierunku Andersa, który bezsilnie wzruszył ramionami.
— Więc co ma mi pan do powiedzenia z związku z Remusem, panie Black.
Syriusz spojrzał na resztę Huncwotów i James wystąpił do przodu, trzymając list, który wysłali Remusowi.
— Wrócił z powrotem. List, który mu wysłaliśmy. Nie dotarł do niego. Martwimy się, że coś mu się stało.
McGonagall westchnęła i odsunęła się trochę od drzwi, pozwalając im wejść. Wskazała Andersowi i Angeli miejsca na naprzeciwko jej biurka. Machnęła różdżką transmutując kawałek pergaminu w ławkę, na której usiedli Syriusz, James i Peter.
— Obawiam się, że nic nie mogę zrobić – powiedziała, kiedy wszyscy usiedli.
— Ale pani jeszcze nic nie zrobiła! – odparł Syriusz, czując błysk złości i bezsilnej frustracji.
— Maniery, panie Black, albo pana wyproszę.
Syriusz zgarbił się na ławce, piorunując ją wzrokiem.
— W przeciwieństwie do tego w co pan wydaje się wierzyć, tydzień temu razem z Poppy Pomfrey przybyłyśmy do domu pana Lupina podając jako powód chęć sprawdzenia jego zdrowia, ponieważ wydawał się bardzo zdenerwowany, kiedy nas opuszczał.
Syriusz wyprostował się, wpatrując się w nią.
— I?
— Czy było z nim wszystko w porządku? – zapytał Peter.
Westchnęła i na chwilę przyłożyła rękę do czoła.
— Nie było go tam.
– CO? – wykrzyknęła cała trójka w jednej chwili.
— Rozmawialiśmy z jego ojcem, który nam powiedział, że kiedy Remus przeszedł przez kominek, ogłuszył go i uciekł. Nie widział go od tamtego czasu.
Zapanowała długo cisza, podczas której wszyscy starali się pogodzić z nowymi informacjami.
— Kłamał – powiedział nagle Syriusz.
— Nie może pan tego udowodnić, panie Black.
— Jeśli Remus chciał uciec, mógł wyjść z Wrzeszczącej Chaty i pójść do Hogsmeade. Po co się tak męczył, aby najpierw dostać się do domu?
Profesor McGonagall wpatrywała się w niego z zaszokowanym wyrazem twarzy.
— Co? Jak się o tym dowiedziałeś?
Teraz nastała kolej na Syriusza, aby być zaskoczonym.
— O czym?
— O Wrzeszczącej Chacie.
Syriusz poczuł, jak siedzący koło niego James zesztywniał, a jego własne serce opadło w okolice jego butów. Czasem był takim idiotą. Jednak teraz już nie mógł cofnąć swoich słów.
— Nie wiedzieliśmy. Nie do nocy, w której uciekł. Kiedy uciekł do chatki, podążyliśmy za nim. Mówił coś o tym, że się przemienia. Odgadliśmy, że jest wilkołakiem, ale uciekł zanim zdążyliśmy mu powiedzieć, że nie dbamy o to.
— Widzieliście pokój, w którym się przemienia i nie dbacie o to? – zapytał profesor Anders zduszonym głosem.
— No, dbamy o to – poprawił się James. — Dbamy, ponieważ jest nam przykro z jego powodu. Jego krew była wszędzie na ścianach. Obiecaliśmy mu, że o niego zadamy, ale nie możemy, prawda? Przed tym go nie obronimy, ani przed tym, co robi mu jego tata.
Syriusz był świadom, że wszyscy dorośli patrzą na nich z dziwnym wyrazem twarzy. W końcu profesor McGonagall przemówiła cicho.
— Ma prawdziwe szczęście, że wasza trójka jest jego przyjaciółmi. Nie wielu ludzi potrafi wznieść się ponad uprzedzeniami jakie ma czarodziejski świat.
— Eee… - Peter podniósł rękę. — Nie wiem jakie uprzedzenia ma czarodziejski świat. Ale jeśli mi pani o nich powie, jestem pewien że mogę ponad nimi wznieść.
— Dlatego musimy mu pomóc! – powiedział Syriusz, ignorując przyjaciela i próbując przyciągnąć uwagę do głównej kwestii. — Ponieważ jesteśmy jego przyjaciółmi.
— Co jeszcze możemy zrobić? – zapytała McGonagall.
Angela chrząknęła, zwracając na siebie uwagę. Dotychczas nie mówiła wiele, przez większość czasu obserwowała wzajemne relacje innych.
— Może będę miała pomysł.
Wyglądała na dość przerażoną, kiedy trzej Huncwoci skierowali się do niej, otaczając jej krzesło.
— Och! – powiedział James z dość dzikim zapałem. — Czy pójdziemy do jego domy, wyważymy drzwi, zwiążemy jego ojca i będziemy go torturować, aż nam nie powie, gdzie jest Remus?
— Albo zabijemy go boleśnie i brutalnie, a sami znajdziemy Remusa? – zasugerował Syriusz.
— Albo będziemy go torturować, aby zdobyć od niego informację, a potem zabijemy go bardzo brutalnie? – dodał Peter, wyglądając na dumnego, kiedy Syriusz i James kiwnęli w jego stronę aprobująco głowami.
Angela wyglądała na dość zaniepokojoną i rzuciła zdesperowane spojrzenie w stronę męża.
— Dajcie spokój chłopcy, przestańcie się wygłupiać – powiedział Anders zmęczonym głosem.
— Wygłupiać się? – zapytał Syriusz, kierując na niego spojrzenie. — Kto się wygłupia?
— Mój pomysł – powiedziała głośno Angela — nie ma nic wspólnego z brutalnymi zabójstwami.
— A z torturami? – zapytał z nadzieją Syriusz.
— Panie Black proszę wrócić na swoje miejsce i słuchać w ciszy, albo naprawdę wyrzucę pana z tego spotkania. — McGonagall spojrzała na nich trzech z przerażającym wyrazem twarzy i wszyscy w ciszy wrócili na swoją ławkę. — Proszę kontynuować, panie Anders. A wasza trójka nie może wypowiedzieć nawet słowa bez naszego pozwolenia.
— Dlaczego nie damy ministerstwu podstaw do przeszukania domu w ramach podejrzeń o nadużycia w stosunku do dziecka? – zapytała Angela.
— Nie możemy, kochanie – powiedział Anders. — Remus jest niezarejestrowanym wilkołakiem. Jeśli się dowiedzą wybuchnie piekło i jeśli będzie miał na tyle szczęścia, że nie zostanie zgładzony, na pewno nie wydadzą wyroku na jego korzyść w sprawie nadużyć.
— Nie muszą się dowiedzieć – powiedziała Angela, kierując wzrok na McGonagall. — Anders może pójść na misję ratunkową, jako jeden z Aurorów wymaganych do przeszukania domu. A on ma przyjaciela Aurora, którego siostra także jest wilkołakiem. Będą dyskretni, kiedy pójdziemy go szukać. Potem wszystko czego potrzebujemy to ich zeznania, waszego zeznania, jako nauczyciela ze szkoły oraz medycznego raportu od szkolnej uzdrowicielki z dowodami na maltretowanie i będziemy w stanie jednocześnie wydostać Remusa i wnieść oskarżenie przeciwko jego ojcu.
Przez chwilę nikt nic nie mówił, kiedy wszyscy myśleli nad jej słowami. W końcu McGonagall powiedziała:
— Ojciec Remusa może z łatwością poinformować ministerstwo, że Remus jest wilkołakiem, gdy będziemy starali się wnieść przeciwko niemu oskarżenie.
— Musi być powód dla którego jeszcze nigdy nikomu nie powiedział – zauważyła Angela. — Nawet nie zarejestrował Remusa. Wiem – sprawdziłam akta w Departamencie Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami. Musimy się tylko upewnić, ze powód dla którego tego nie zrobił jest nadal aktualny, nawet jeśli dostanie on wyrok w Azkabanie.
— To dobry pomysł – powiedział w końcu Anders. — Musimy o tym porozmawiać z Dumbledorem. Ma duże wpływy w ministerstwie i może będzie w stanie pomóc. Im więcej będziemy mieli dowodów na maltretowanie tym lepiej. Tym sposobem nie będą domagać się, aby Remus pokazał sędziom swoich zranień i ryzykował ujawnienia blizn.
Syriusz słuchał ich z respektem. To dlatego warto było mieć dorosłych po swojej stronie. Słyszał naprawdę okropne historie o więzieniu Azkaban od swoich rodziców i uważał, że brzmiało to, jak idealne miejsce, aby wsadzić ojca Remusa. Zauważył, że zaczyna lubić coraz bardziej tą wyglądającą na delikatną Angelę. Miała naprawdę przebiegły umysł za tymi dużymi, niebieskimi oczami i kręconymi blond włosami. Mógł zrozumieć dlaczego Anders ją lubi.
Kiedy w konwersacji nastała chwila przerwy, niepewnie podniósł rękę.
— O co chodzi, Syriuszu? – zapytał Anders, patrząc na niego serdecznie.
— Ja… uch… mogę powiedzieć im o tym, co widziałem na stacji – powiedział. – I o tym jak zemdlał od ran w powozie.
— To może być rzeczywiście dobry pomysł – odparł Anders, patrząc na dwie kobiety. — Jeśli Syriusz złoży zeznania pod Veritaserum nada to naszej sprawie dużą wagę.
— Nie mogę pozwolić na podanie Veritaserum jednemu z moich uczniów bez zgody rodzica – powiedziała McGonagall z żalem. — Czy mylę się zakładając, że twoi rodzice na to nie zezwolą, panie Black?
Syriusz zmarszczył brwi.
— Nie zezwolą.
— Nie, w porządku – powiedział Anders. — W sprawie dotyczącej nadużyć w stosunku do dzieci, musisz jedynie zgodę dziecka – chętną zgodę. Było wiele spraw, gdzie rodzice nie byli zadowoleni, że ich dzieci były wciągane w sprawy, więc zmienili prawo.
— W takim razie znakomicie – odparła McGonagall, wyglądając na usatysfakcjonowaną. — Obawiam się, że wy trzej musicie już nas opuścić. Musimy porozmawiać z profesorem Dumbledorem.
Niechętnie wstali i podeszli do drzwi. Jednak zanim wyszli, James obrócił się i rzucił badawcze spojrzenie na dorosłych.
— Będziemy mogli iść go wydostać, prawda? – zapytał z nutka zmartwienia w głosie.
Syriusz zamarł. Nawet mu nie przeszło przez myśl, że mogą im nie pozwolić uczestniczyć w misji ratunkowej.
— Nie wydaje mi się, aby było to właściwe… - zaczęła McGonagall, ale przerwała jej Angela.
— Jeśli Remus został mocno zmaltretowany i ucierpiał olbrzymią traumę, być może poczułby się bardziej komfortowo, jeśli jego przyjaciele byliby z nami, kiedy przybędziemy go ratować – powiedziała.
Zarówno Anders jak i McGonagall wyglądali na niepewnych.
— Może tam być wiele wstrząsających rzeczy – odparł Anders. — Rzeczy, których dzieci nie powinny oglądać.
Syriusz otworzył usta, aby zaprotestować, że jeśli Remus ich doświadczał, reszta poradzi sobie jedynie je oglądając. Jednak zanim to zrobił, Angela znów przemówiła.
— Widzieli pokój, gdzie się przemienia i poradzili sobie z tym dobrze – powiedziała. — Wierzę, że możemy im zaufać, że nie zachowają się nierozsądnie.
Anders i McGonagall westchnęli i krótko kiwnęli głowami. Huncwoci uśmiechnęli się szeroko do siebie, a potem do Angeli, która mrugnęła do nich, kiedy Anders i McGonagall odwrócili się do nich plecami.
— Lubię ją – ogłosił Syriusz, kiedy kierowali się z powrotem do pokoju wspólnego.
— Pewnie, że tak – odparł Peter, przewracając oczami. — Jest jak dorosła wersja ciebie i Jamesa. Bystra i podstępna.
— Fenomenalnie dobrze wyglądająca, a także z wcale nie nudnymi włosami – dodał rozsądnie James.
— Tak, jeśli byłaby chłopcem dwadzieścia lat młodszym i nie poślubiła nauczyciela, byłaby Huncwotem – powiedział Syriusz.
Minął kolejny tydzień a z nim święta. Mimo, że wszędzie były przecudowne dekoracje i uroczystości, tak samo jak w zeszłym roku, żaden z Huncwotów nie był w nastroju, kiedy myśleli o ty, że Remus powinien być razem z nimi. Żaden nie potrafił zrozumieć, dlaczego coś tak prostego, jak zdobycie świstka papieru z ministerstwa, mówiącego, że mogą wejść do czyjegoś domu, aresztować i przeszukać w związku z nadużyciami w stosunku do dziecka, trwa tak długo.
W końcu, prawie miesiąc po ucieczce Remusa, chłopcy tłoczyli się koło świstoklika w towarzystwie Andersa, Angeli, McGonagall, Madame Pomfrey i bardzo młodego, wysokiego Aurora, nazywającego się Kingsley Shacklebolt, który obiecał być dyskretny, jeśli chodzi o likantropię Remusa.
Shacklebolt zawzięcie zaprotestował, kiedy usłyszał, że do misji ratunkowej zatwierdzonej przez ministerstwo dołączyła się trójka drugorocznych chłopców, ale surowe spojrzenie McGonagall natychmiast go uciszyło. Syriusz zastawiał się, czy Shacklebolt był kiedyś jednym z jej uczniów, który nie zrobił zadania z transmutacji. Zastanawiał się, czy McGonagall zgodziłaby się dać mu lekcje ze „spojrzenia".
Poczuł ostre szarpnięcie w okolicy pępka i sceneria wokół nich nagle się zamgliła. Kiedy zrobiło się wyraźniej, Syriusz rozejrzał się wokół i zauważył, że stoi w ogrodzie na małej posiadłości w pobliżu lasu. Mur ogrodu był bardzo wysoki, zbyt duży, aby się na niego wspiąć. Za to chatka koło nich wglądał na zniszczoną i poobijaną – jak wszystko co należało do Remusa. Kremowa farba odpadała z murów, gdzie bluszcz przedzierał się przez szczeliny, a ogród wyglądał, jakby nie pielęgnowano go od dłuższego czasu.
Chłopcy poszli za dorosłymi, którzy podeszli do drzwi. Shacklebolt zapukał ostro, a potem zapanowała napięta cisza, kiedy czekali na odpowiedź. Po chwili rozległ się dźwięk kroków i drzwi otworzyły się lekko, odsłaniając podejrzliwą twarz mocno zbudowanego mężczyzny, którego Syriusz widział na stacji. „Ma oczy Remusa" zauważył Syriusz. Bardzo jasno brązowe, prawie bursztynowe. Syriusz założył, że oczy są częścią klątwy wilkołaka, ale najwyraźniej się mylił.
— Panie Lupin – powiedział Anders doniośle — mamy powody przypuszczać, że w pańskim domu mają miejsce nadużycia w stosunku do dziecka. Mamy nakaz przeszukania od Ministerstwa Magii, a także nakaz aresztowania.
Pokazał nakazy, a oczy pana Lupina rozgrzeszyły się. Starał się zatrzasnąć drzwi, ale Kingsley i Anders już wepchnęli się do środka.
— Petrificus Totalus! –powiedział Anders, kiedy przechodził koło protestującego mężczyzny i patrzył z bardziej niż lekką dziką przyjemnością, kiedy John Lupin przewrócił się i wylądował z głośnym grzmotnięciem na kamiennej podłodze w korytarzu.
Huncwoci nerwowo podążyli za dorosłymi do domu. Mieli surowy przykaz, aby trzymać się jak najbardziej z drogi, ale Syriusz nie mógł powstrzymać się, aby nie dać nieruchomemu Johnowi Lupinowi delikatnego kopnięcia w skroń, kiedy przechodził koło niego.
— Ups… - wymamrotał, kiedy Anders to zauważył i rzucił mu groźne spojrzenie, ale Syriusz i tak nie zabrzmiał na zbyt skruszonego.
Angela stała po środku niechlujnego salonu i wyciągnęła dziwny metalowy instrument z kieszeni szaty. Miał dwa małe, srebrne dzwonki na końcu każdego ze smukłych, srebrnych prętów, które były przyczepione do małego, kwadratowego łuku. Angela trzepnęła lekko dzwoneczek, a smukły pręt zaczął się kołysać. Za każdym razem, jak dzwoneczki dotykały góry łuku, wysoki, melodyjny dźwięk wypełniał pokój.
— Co to? – ośmielił się zapytać James.
— Wykrywacz wilkołaków – odpowiedziała z roztargnieniem, przechylając głowę, kiedy słuchała dzwonienia. — Srebrny pręt obraca się tym szybkiej im bliżej jest wilkołaka. W ten sposób departament znajduje niezarejestrowane wilkołaki. — Musiała zauważyć przerażone spojrzenia, ponieważ szybko zapewniła. — Nie zamierzam go wydać. Pomyślałam po prostu, że to będzie najlepszy sposób na znalezienie go, jeśli jest ukryty w domu. — Zamrugała i skierowała się do kuchni. — Tam – dodała.
Reszta podążyła za nią do kuchni. Była bardzo czyta, ale tak jak reszta domu, wszystkie meble były stare i zniszczone. Angela podeszła do dużego kredensu, który stał na końcu pokoju. Wtedy zatrzymała się, marszcząc brwi.
— Mówi, że jest gdzieś tutaj – powiedziała.
— W kredensie? – zapytał niepewnie Peter. — Myślę, że nawet mały Remus nie jest wystarczająco mały, aby się tam zmieścić.
Przez jedną przerażającą sekundę, Syriusz widział martwego Remusa, pociętego na małe kawałki i ukrytego w kredensie. Potem Angela znów przemówiła.
— Wygląda na to, że jest pod nami.
— Tu musi być piwnica – powiedział Shacklebolt, podchodząc bliżej. Machnął różdżką i kredens z głośny zgrzytem przesunął się po podłodze, w której znajdywała się klapa.
— Jego sypialnia – wymamrotała Madame Pomfrey. — Mam nadzieję, że ten mężczyzna zgnije w Azkabanie.
Shacklebolt ukląkł i szarpnięciem otworzył klapę w podłodze. Reszta okrążyła go, kiedy schodził drabiną prowadząca pod podłogę.
— Wielki Merlinie – usłyszeli, jak wołał przerażonym głosem.
Anders i Madame Pomfrey natychmiast za nim podążyli.
— Wy chłopcy zostaniecie tutaj – powiedziała im surowo McGonagall. Trójka Huncwotów wpatrywała się w nią, jakby oszalała.
— Oczywiście, że nie – odparł Syriusz.
Zanim zdążyła zaprotestować, wystrzelił w kierunku drabiny i zszedł w dół. Pierwszą rzeczą, którą zauważył był odór. To był ten sam zapach, który przesiąkł sypialnię w Wrzeszczącej Chacie – krwi i dzikiego zwierzęcia. Powietrze było gęste i ciężkie, a kiedy jego szare oczy przywykły do ciemności, Syriusz zaczął być świadomy, że byli w „sypialni", która wydawał się nawet bardziej zniszczona niż ta w chacie.
yriusz. odparł all. Trójka Huncwotów wpatrywała się w nią, jkaby oszlała.
a.
one. Angela podeszła do dużego kredensu, która
W pokoju była jedna szafa, łóżko, szafka nocna przy łóżku i zadrapany oraz rozbity szkolny kufer Remusa. Jak tamten drugi pokój, kamienne ściany były ochlapane krwią – niektóre stare, mocno zaschnięte plamy oraz kilka wyglądających na nowe i klejące. Syriusz poczuł, jak żółć podchodzi mu do gardła, ale przełknął ją szybko.
— Kto zrobiłby to dziecku? – wyszeptała Angela. Nikt jej nie odpowiedział, zbyt zajęci byli rozglądaniem się po pokoju z niedowierzaniem i odrazą.
— Gdzie on jest? – zapytała Madam Pomfrey drżącym głosem.
— Remus? – zawołał cicho Syriusz. Na dźwięk jego głosu, spod łóżka dało się usłyszeć ciche skomlenie.
— Remus? – powiedział Anders, podchodząc do łóżka. Tym razem nie było odpowiedzi. Anders podniósł wzrok i skinął na Syriusz, James i Petera.
Syriusz ukląkł przy łóżku i przyjrzał się uważnie w ciemności. Zapach krwi, potu i wilka były tam nawet mocniejsze. Udało mu się rozpoznać mały kształt skulony w rogu przy ścianie.
— Rem? – Wyciągnął dłoń w kierunku ciemnego kształtu. — To ja, Syriusz. Przyszliśmy na ratunek. James, Peter i ja przekonaliśmy wszystkich dorosłych, aby przyszli cię uratować.
Zabrzmiało kolejne głośne skomlenie, ale tym razem brzmiało dziwnie, jakby Remus starał się coś powiedzieć.
— Co powiedziałeś?
— Sleblny topol.
Syriusz zamarł, pamiętając, co kilka dni temu Angela powiedziała mu o tym, jak przeprowadza się egzekucje wilkołaków.
— Nie ma srebrnego topora – powiedział bez zwłoki James, klękając koło Syriusza. — Nie powiedzieliśmy ministerstwu czym jesteś, Rem. Nie dbamy o to. Nadal jesteś naszym przyjacielem.
— Jesteś, Remusie – dodał Peter. — Po tym, jak Anders wyjaśnił mi, jakie są uprzedzenia w czarodziejskim świecie, wzniosłem się ponad nimi. Nie dbam o to.
— Bice?
— Nie ma również biczów, stary – powiedział łagodnie James. — Obiecujemy. Tylko my, Anders i McGonagall - która cały dzień wszystkich poraża „spojrzeniem", więc nie wchodź jej w drogę… Jest także żona Andersa, która jest prawie Huncwotem, bo pozwoliła nam iść. I jeszcze Madam Pomfrey, która, jak zawsze, ma złowieszczo wyglądające eliksiry, więc jej również nie wchodziłbym w drogę. Och, i jeszcze ten facet, co się nazywa Shakky-jakiś, który ma siostrę, która jest wilkołakiem i ją kocha.
Zabrzmiał dziwny dźwięk, jakby paniczne krztuszenie się. Serce Syriusza podskoczyło ze strachu zanim nie uświadomił sobie, że był to bardzo wątły chichot.
— Bledisz, James…
— Widzę, że nadal masz w sobie wewnętrznego Huncwota – powiedział sucho Syriusz, prawie uśmiechając się na bliskie oburzeniu spojrzenie Jamesa. — Tęskniliśmy za jego pomysłowością w psikusach.
Zapanowała długo cisza, kiedy wszyscy w pokoju wstrzymali oddechy. Dorośli odsunęli się od łóżka, aby nie robić tłoku wokół chłopców. Syriusz prawie podskoczył, kiedy nagle poczuł małą, ciepłą dłoń wsuwającą się w jego własną, którą wsunął pod łóżko. Delikatnie oddał uścisk.
— Nie… nie nawidite mne? – Nadzieja w jego głosie była najbardziej łamiącą serce rzeczą, jaką Syriusz kiedykolwiek słyszał.
— Nie, Rem. Naprawdę nie nienawidzimy. Bycie wilkołakiem nie jest dostatecznym powodem, aby zniszczyć życzenie, które wypowiedziałeś z krwią w księżycowych cieniach.
Ręka w uścisku Syriusza, podskoczyła w szoku.
— Widiałeś?
— Widziałem – odpowiedział Syriusz. Mówił cicho, starając się dojrzeć wyraz twarzy Remusa. Jego oczy przywykły już do ciemności i był w stanie zobaczyć błysk tych ogromnych bursztynowych, obserwujących go oczu. — Podążyłem za tobą w tamtą noc. Jednak nie musiałeś tego robić. Już wcześniej chcieliśmy być twoimi przyjaciółmi. Jednak trochę spanikowaliśmy, ponieważ widzieliśmy, jak pobiłeś tych Ślizgonów w lochach. To było świetne, tak przy okazji. Zasługiwali na to, że próbowali się nad tobą znęcać.
Zabrzmiał kolejny dźwięk przypominający krztuszenie się, a potem następny. Syriusz czuł, jak dłoń Remusa drży i tym razem uświadomił sobie, że chłopiec płacze.
— M-myslałem, że m-m-mnie nienawidite.
Syriusz wymienił krótkie spojrzenie z Jamesem i Peterem, klęknął, wyciągając oba ramiona pod łóżkiem.
— Wyjdź, Remusie. Musimy cię doprowadzić do porządku.
Rozbrzmiał odgłos szurania, a potem jaki kształt zaczął się do nich zbliżać. Kiedy Remus wyszedł z pod łóżka, Syriusz musiał się powstrzymać od zaszokowanego okrzyku. Mały chłopiec był w okropnym stanie. Był brudny i pokryty oparzeniami, a krew tak zafarbowała piżamę, że była prawie cała kleisto-czerwona. Było prawie niemożliwe stwierdzić, jaki kolor miały jego włosy. Kiedy się czołgał, jedną ręką kurczowo przyciskał do wygłodzonej piersi jakieś bardzo poniszczone pudełka
— Ach, Rem – powiedział Syriusz, nie będąc w stanie wykrztusić niczego innego.
Delikatnie wziął nieopierającego się chłopca w ramiona i poczuł, jak osunął się na niego, ciągle szlochając. Remus pachniał okropnie – mieszaniną krwi, choroby i zainfekowanych ran, ale Syriusz nie potrafił się tym przejąć. Po prostu trzymał go w ramionach, czując, jak łzy tryskają z jego oczu.
— Remus – wyszeptał James, podchodząc bliżej i biorą jedną z rąk Remusa. — Przykro nam, strasznie nam przykro.
Peter także dołączył i wyciągnął dłoń, aby dotknąć pudełek, które Remus kurczowo przyciskał do piersi. Syriusz od razu je rozpoznał. Były to opakowania Fasolek Wszystkich Smaków Bertiego Botta,
musów-świstusów oraz czekoladowych żab. Jedno z nich nadal było owinięte podartym świątecznym papierem. Syriusz poczuł, jak serce go kuje.
— Mam dla ciebie lepszy prezent w tym roku – wymamrotał Remusowi do ucha.
