A/N: No dobrze… W naszej wędrówce z bohaterami tej opowieści doszliśmy wreszcie do momentu, gdzie zrobi się bardzo gorąco (i nie mówię tu o temperaturze powietrza). Dlatego lojalnie uprzedzam każdego nieletniego, który może to czytać, że tu zaczynają się rozdziały wyłącznie dla dorosłych!
-xxx-
21.
Jej największe marzenie stało się wreszcie jawą. Bobby się oświadczył, oddał jej swoje serce i duszę, a przyrzeczenie przypieczętował pierścionkiem, o jakim nawet nie śniła. Był czarujący, spontaniczny, romantyczny i co najważniejsze, należał do niej… Uczcili swe zaręczyny butelką szampana, którą przywiózł ze sobą i tymi wszystkimi pysznościami, którymi ją karmił przez resztę pikniku, co jakiś czas kradnąc jej pełne pasji i słodyczy pocałunki.
-„ Wciąż nie mogę w to uwierzyć…"- wymruczała, leżąc w jego objęciach. Ukryci w cieniu wielkiego dębu nie odczuwali takiego skwaru, jak reszta otaczających ich ludzi i mogli skupić się tylko na sobie.
-„ W co, luv? W to, że cię kocham, że chcę być z tobą? Dlaczego?"- zapytał miękko, całując jej lewą dłoń, na której lśnił pierścionek.
-„ Bo to jest jak sen, Crash! Cudowny sen, jeden z tych, o których myślisz, że jest niemożliwy do spełnienia. Jesteś tu ze mną, kochasz mnie, chcesz się ze mną ożenić, a ja wciąż nie rozumiem, dlaczego… Mógłbyś mieć każdą, piękną dziewczynę, która stąpa po ziemi. Na jedno twoje skinienie zjawiłby się ich cały tabun, a jednak wybrałeś mnie…"- powiedziała cicho, patrząc z uczuciem w jego przystojną twarz.
-„ To bardzo proste, skarbie… Jest wiele pięknych kobiet, ale ty jesteś niepowtarzalna, Tar. Jesteś piękna nie tylko na zewnątrz, ale i w środku. Masz cudowną osobowość, której nic nie dorówna. Jesteś wesoła, spontaniczna, czuła i lojalna, i wierz mi lub nie, ale nie znam seksowniejszej sheili od ciebie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaka jesteś podniecająca, luv. Uwierz mi, kochanie, gdyby nie to, że mieszkamy u twoich rodziców, albo że w tej chwili jesteśmy w parku pełnym ludzi, byłabyś już naga!"- zachichotał, ale w jego oczach widziała pożądanie równie wielkie, co jej własne.
-„ Szaleję za tobą, Koala!"- powiedziała mu na ucho, przysuwając się bliżej i drażniąc jego skórę językiem. Ciało Crasha natychmiast ożyło pod wpływem jej pieszczot i agent poważnie się zaniepokoił, czy uda mu się powstrzymać się od czegoś niestosownego, co mogłoby ich oboje zaprowadzić przed oblicze sędziego…
-„ Przestań, Pi, bo zrobię zaraz coś głupiego…"- powiedział przerywanym, płytkim głosem. Jej akcja rozpalała jego żądzę do czerwoności. –„ Nie czujesz, jak cię pragnę?"- szeptał, dysząc ciężko. Leżała na nim przecież. Powinna poczuć, co mu robi i czuła…
-„ Czy to pistolet, Bobby, czy cieszysz się, że mnie widzisz?"- wyszeptała, wciąż nie przerywając pocałunków. Przez cienki materiał szortów czuła dowód jego pożądania i w głębi duszy cieszyła się, że tak na niego działa. Ona, mała Tara Williams, potrafiła podniecić takiego super-mężczyznę, jak boski Bobby Manning!
Ledwo panował nad sobą. Chciał jej tak bardzo, że ledwie mógł myśleć.
-„ Proszę, kochanie…Nie wytrzymam dłużej…"- błagał, ale nie usłuchała. Zamiast tego poczuł, jak rozsuwa mu rozporek i jej dłoń wędruje w kierunku jego pulsującej z podniecenia męskości. –„ O cholera! Tara!"- wymruczał, gdy go dotknęła. Kątem oka rozejrzał się wokół, ale na szczęście wszyscy patrzyli na pokaz sztucznych ogni, który właśnie się rozpoczął. Język Tippy wsunął się do jego ust, a jej palce pieściły jego członek. O mały włos nie oszalał, ale było mu tak dobrze… Chciał, by ona również zaznała rozkoszy, którą mu ofiarowała, więc poszedł w jej ślady. Wsunął rękę w jej szorty, wślizgując się pod majteczki i zaczął badać jej wnętrze. Najpierw poczuła jeden palec, potem dwa, a gdy była dostatecznie wilgotna, wsunął w nią trzeci. Jęczała cicho, gdy doprowadzał ją do kresu, ale nie pozostała mu dłużna i już po chwili, oboje poczuli, że nadchodzi spełnienie. Huk sztucznych ogni zagłuszył krzyk rozkoszy, który wydobył się z ich ust, gdy oboje osiągnęli orgazm. Na szczęście zdążyli doprowadzić się do porządku, nim pokaz się zakończył, bo inaczej mogli by popaść w kłopoty…
-„ Jezu! Luv! To było…"- zbrakło mu słów. Nigdy wcześniej nie przeżył podobnego doświadczenia. Uprawiał seks w miejscu publicznym, w biały dzień i w tłumie ludzi. Jego życie nigdy już nie będzie takie samo…
-„ Niesamowite..."- dokończyła za niego, głosem wciąż jeszcze drżącym po niedawnym „zbliżeniu". Sama nie wiedziała, skąd wzięła na to odwagę, ale nie żałowała. Doświadczyła przyjemności, jakiej jeszcze nie zaznała. –„… i ryzykowne."- szepnęła, oblizując nabrzmiałe wargi. –„ Byłeś niesamowity, Bobby!"- dodała po chwili.
-„ Nie, Tar… To ty byłaś niesamowita, skarbie!"- powiedział, gdy odzyskał w miarę równy oddech. –„ Gdzie się tego nauczyłaś?"- zapytał cicho, zafascynowany jej umiejętnościami.
-„ Nigdzie, Crash. To był mój pierwszy raz… Nie robiłam tego nigdy wcześniej."- wyznała z rozbrajającą szczerością i oblała się rumieńcem. Wyglądała cudownie, gdy była zawstydzona.
-„ W takim razie, kochanie, muszę ci powiedzieć, że takiej techniki nie powstydziłaby się niejedna profesjonalistka… Sprawiłaś, że niemal zapomniałem, jak się nazywam!"- przyznał agent.
-„ Naprawdę?"- była zdumiona jego słowami.
-„ Naprawdę, luv! Na przyszłość jednak, musimy być nieco bardziej ostrożni. Raz nam się udało, ale kiedyś nasz fart może się skończyć i wylądujemy w pule…"- zażartował, a jego wzrok był pełen wesołych iskierek.
-„ Tchórzysz, Manning?"- mrugnęła przekornie, rzucając mu wyzwanie.
-„ Bynajmniej, skarbie. Chętnie to kiedyś powtórzę, ale tak, by uniknąć w aktach wpisu typu: ARESZTOWANY ZA UPRAWIANIE SEKSU W MIEJSCU PUBLICZNYM I OBRAZĘ MORALNOŚCI. Nieciekawie wyglądałby w moim CV…"- dodał, chichocząc, a Tara roześmiała się głośno. Uwielbiała jego poczucie humoru, a właściwie…uwielbiała go całego!
-„ Kocham cię, Koala…"- powiedziała po chwili poważniejszym tonem. –„Tylko dla ciebie potrafię zmienić się w rozwiązłą kobietę."- wyszeptała, dotykając czule jego policzka.
-„ To dobrze, kochanie, bo ja tylko dla ciebie jestem rozwiązłym facetem."- odparł. –„ Tylko dla ciebie…".
Minęła szósta, gdy wreszcie zdecydowali się na powrót. Zanim polecą do D.C., trzeba powiadomić rodziców o zaręczynach…
TBC
