N/A:

Serdeczne podziękowania dla Joreth za betowanie moich pomysłów.

Pozdrawiam też wszystkich którzy dobrnęli aż tu... jesteśmy mniej-więcej w połowie.

Dziękuję za poprzednie komentarze. Zapraszam do podtrzymywania tego zwyczaju, to dodaje mi kopa do pisania kolejnych części.

Ostatnio wena uczepiła sie mojej lewej nogi i nie zamierza najwyraźniej opuścić. W związku z tym postaram się częściej wrzucać kolejne rozdziały, zanim natchnienie mnie opuści i ucieknie w siną dal...


Siedzieli późnym popołudniem w ogródku Nory i popijali piwo imbirowe. Dziewczyny gdzieś zniknęły w ramach wieczoru panieńskiego, na jaki Hermiona i Luna wyciągnęły Ginny. Chłopacy mieli więc sporo czasu, by zrelaksować się przy piwie i pieczonych kiełbaskach. Jutro miał odbyć się ślub Harrego i Ron przekonał go, że najlepszym sposobem, by zapomnieć o stresie który go czeka, jest napić się z przyjaciółmi w domowej atmosferze. Gdyby nie te zapewnienia nie wychodziłby pewnie z domu i miotał się jak szalony próbując zdecydować się na jeden z sześciu krawatów które miał do wyboru.

- Hahaha… tak. I wtedy twój stary zrobił minę jakbym mu nasikał do kieliszka z winem! Wyglądał jakby go piorun trzasnął. Nie wiem czy był oburzony czy powstrzymywał się resztkami świadomości, by nie dostać zawału. Masz pojęcie co mu zrobiłeś Draco? – Harry próbował nakreślić sytuację jaką wywołał Draco nie informując Lucjusza o planowanym w Malfoy Manor weselu.

- O tak. Minutę po twoim wyjściu miałem taką awanturę o jakiej jeszcze świat nie słyszał. Ale przeżyłem. Wiesz. To jest też mój dom. Moja posiadłość. Nie może mi zabronić organizowania tak ważnego wydarzenia dla czarodziejskiego świata. Jak trochę ochłonął, pojął, że może na tym tylko zyskać. Wiec nawet polecił mi kilka osób, które się na tym znają. Zajmują się profesjonalnie weselami i przyjęciami. Chociaż nie mówiłem mu, że to wszystko nie jest zupełnie potrzebne. Że wszystko już zorganizowałem. Nasz salon i ogród będą idealne na przyjęcie. Pamiętaj tylko, że musicie się stawić o 7 rano w moim salonie. Żeby wszystko dopiąć na ostatni guzik.

- I dalej nie zamierzacie mi z Ronem powiedzieć niczego o ślubie?

- Ani mi się śni. A teraz zamknij oczy. – powiedział Draco uśmiechając się szelmowsko.

- Co?!

- Zamknij oczy Potter. – powiedział i dotknął jego ramienia. Harry kątem oka dostrzegł jak Ron, Seamus, Neville i jeszcze kilku znajomych, mrugają do siebie porozumiewawczo. Nie zdążył zaprotestować, bo w tym momencie poczuł nieprzyjemne szarpnięcie aportacji.

Otworzył oczy i ujrzał wkoło górskie klify. Powietrze było co najmniej kilka stopni cieplejsze. Kilka stóp od niego zaczynała się kamienista skarpa, w dole wąwozu do którego prowadziła, płynęła rzeczka, szumiąc dość głośno. Za jego plecami był ciemny las, którego Harry nigdy nie widział.

##

#

Zza krzaków nagle wyłonili się Weasleyowie. Fred. George. Charlie. Bill. Pojawił się tez Krum, którego Draco od kilku miesięcy starał się ściągnąć do Anglii, do Ligi Quidditcha. Było kilku chłopaków z drużyny. Wszyscy zjawili się tak jak to zostało zaplanowane. Malfoy nie darowałby sobie, gdyby coś nagle poszło nie tak.

Nie miał doświadczenia w organizowaniu takich imprez. Wieczory kawalerskie były domeną mugolskiego świata. Ale w ciągu ostatnich dni przeczytał na ten temat wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że ostatnia noc wolności pana młodego ma być niezapomniana.

Na początek było więc dużo ognia i czerwonego wina. Wybuchów. Latania na miotłach. I na smokach. Udało im się nawet namówić Jaspera, smoka na którym uwielbiał latać Ron, żeby zrzucił Wybrańca z grzbietu… prosto do jeziora. Na koniec impreza przeniosła się do zamku na wzgórzu. Po trzeciej butelce ognistej, którą wypili z Harrym i Ronem, Draco przestawał mieć poczucie czasu. Wiedział, że zaraz impreza powinna się skończyć, by wszyscy rano byli w stanie wstać na ślub. W końcu po nim będą mogli pić dalej.

I wtedy do pomieszczenia weszły istoty piękne, zwiewne i delikatne. Niczym stworzone z płynnego srebra. Ulotne niczym wiatr. A jednak pewne siebie jak nacierający huragan. Czarnowłosa niewiasta w skąpej, czerwonej kiecce podeszła do przyszłego pana młodego. Omiotła spojrzeniem całą salę i delikatnie machnęła ręką. Draco poczuł, że nie może się poruszyć. Spojrzenie na innych uczestników zabawy jasno mu powiedziało, że nie jest osamotniony w tym paraliżu.

- Panie Potter, pan pójdzie z nami. – szepnęła hipnotyzującym głosem kobieta. Draco dostrzegł jej ostre zęby, gdy mówiła. Wtedy sobie przypomniał z czego poza smokami słynęła Rumunia…

##

#

Zataczając się na nogach, z pijacką czkawką wstrząsającą całym jego ciałem, przestąpił próg kolejnego pokoju. Zamek był piękny. Położny na kamienistym wzgórzu, porośniętym gęstym lasem. Wewnątrz zaś urządzony w stylu gotyckim i raczej ponurym. Właśnie tak jak Harry spodziewał się, że powinien wyglądać zamek jakiś mrocznych istot zamieszkujących te tereny. Urządzony był ze staromodnym przepychem, jednak pozostawiał miejsce dla funkcjonalności. Ściany z niemal czarnego kamienia i posadzki z marmuru nadawały mu zimnego charakteru. Jednak już pierwsze dotknięcie ścian przekonało wszystkich, że mury muszą być magicznie ogrzewane, bo wydobywało się z nich przyjemne, kojące ciepło. Harry zawsze marzył, by zobaczyć Rumunię. Nigdy nie spodziewał się, że nastąpi to tak szybko. Wszystkie opowieści, które usłyszał od Rona o smokach były takie trafne! Piękne stworzenia. Teraz, będąc dorosłym, dopiero mógł je naprawdę docenić. I przestał dziwić się Hagridowi, że tak bardzo go fascynowały.

Drzwi się za nim zatrzasnęły z hukiem. Harry nie zdążył się nawet wystraszyć. W jego kierunku szły dwie Wile o srebrzystych włosach i czarnowłosa, zjawiskowo piękna kobieta. Uśmiechnęła się promiennie w jego kierunku ukazując drobne, ostre kły. Wampirzyca. Pomyślał Harry.

- Oo so chozi? – spytał pesząc się lekko. Kochał Ginny, ale te istoty były śliczne. Chciał ich dotknąć. Miał też pewność, że są zabójczo niebezpieczne jeśli zechcą.

- Bohater. Smakowicie. – szepnęła brunetka i oblizała wargi – Jesteś najsłynniejszym Anglikiem. – podeszła bliżej do niego i powąchała skórę na jego szyi. Harry zadrżał. W głowie mu się lekko kręciło. Alkohol i hormony dawały o sobie znać.

- Nie zzzabijajcie mjie. – szepnął, gdy zimny pot spłynął mu na plecy. Dziewczyny roześmiały się.

- Zabić? Jesteśmy po to by dostarczyć ci przyjemności, panie Potter. Co możemy dla ciebie zrobić?

- Eee… na-piłbym zie szegoś zzzimneho. – powiedział, a Wila w białej sukni, stojąca po lewej pstryknęła palcami. W jej dłoni zmaterializował się kolejny drink z palemką. Miał barwę błękitną i lekko musował.

- Twoje życzenie jest dla nas rozkazem. – szepnęła druga i podeszła bliżej. Jej dłoń przemknęła po włosach Harrego mierzwiąc je jeszcze bardziej.

- Ja... nie mogę... ja jutro biorę ślub. – mamrotał Harry, gdy wampirzyca zaczęła lizać jego kark. Nagle wszystkie trzy zbliżyły się do niego i zaczęły rozpinać koszulę.

- Myślę, że chłop - aki – hik - przesssadzili z atrachcjami na zisiejszy wieszór. – wybełkotał próbując odzyskać zdrowy rozsądek. Pociągnął łyk napoju. Ale te kobiety były takie piękne… Harry podniósł dłoń, by dotknąć aksamitnej skóry wampirzycy przed nim.

I wtedy kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie.

Jego żołądek i nadmiar alkoholu w nim dały o sobie brutalnie znać. Odbiło mu się dramatycznie, wydał z siebie jęknięcie, po czym zrzygał się prosto przed siebie, ochlapując wysokie, czerwone, skórzane kozaki wampirzycy. Dziewczyny odskoczyły i pisnęły. Drzwi otworzyły się z hukiem i w progu stanęli z różdżkami w dłoniach Draco i Ron.

Harry mógłby przysiąc, że słyszy latające w powietrzu czary, ale nie był pewien jakie, bo świat kręcił się wokół niego z zadziwiającą szybkością. On był tylko małym ziarenkiem w wielkim młynku do kawy, który wciąż przyspieszał. Wile zasyczały głośno ukazując ostre kły, to także były wampirzyce! Pomyślał Harry i znów zaczął wymiotować.

- No nie! Na coś takiego się nie umawialiśmy! Miał być striptiz dla przyszłego pana młodego! Nikt nam nie zapłacił za zniszczenia obuwia! I histerycznych kolegów. Orgii nie będzie! – Słyszał obok głos brunetki.

- Nie wynajęliśmy was. – usłyszał oburzony głos Rona.

- Wynocha stąd brudne dziwki! – wymamrotał Draco.

- Pójdę. I upewnię się, że twój ojciec zapłaci za moje buty!

- Co ma z tym wspólnego mój ojciec? – spytał Malfoy podchodząc bliżej. Wyciągnął w kierunku Harrego różdżkę i rzucił zaklęcie czyszczące. Harremu się zdawało, że jego głos był spokojniejszy. Ktoś go chwycił pod ramię i poprowadził w stronę salonu, w którym odbywała się cały czas impreza. Jakieś dziewczyny tańczyły na wielkim, drewnianym, ciemnym stole. Chłopaki śpiewali, i klaskali zachęcając dziewczyny do zrzucania kolejnych porcji ubrań. Ktoś odkorkowywał szampana. Harry jeszcze usłyszał jakieś pojedyncze słowa z ust dziewczyny w czerwonej sukience, jak: zapłacono, Malfoy, Snape, czy niezły dowcip… a potem urwał mu się kompletnie film.

##

#

Obudził się, bo świeciło mu w oczy słońce. Otworzył je, mrużąc delikatnie i omiótł wzrokiem pomieszczenie. Wyglądało w nim jakby rozgorzała tam jakaś porządna walka. Ale nikt nie był ranny. Nikt nie był nawet przez chwilę zagrożony. Chyba, że ktoś obawiałby się o cnotę bohatera narodowego. W fotelu, z jedną nogą na poręczy, a z drugą przerzuconą o oparcie spał, a właściwie wisiał głową w dół Harry Potter. Ron leżał gdzieś pod stołem, przytulony do jakiejś blondynki, z twarzą schowaną w jej cycki.

Na rzeczonym stole spali bliźniacy, okryci jakimś różowym czymś co przypominało wzorem tygrysie futro. Po kątach spali porozkładani członkowie jego drużyny, i inni Gryfoni. Longbottom jako jedyny, poza Draco wpadł na to, żeby transformować sobie wygodne łóżko i narzutę. Reszta była zbyt pijana, by zainteresować się takimi rzeczami. Ktoś przeraźliwie chrapał. I Draco skrzywił się mimowolnie. Po trzech wampirzycach z zeszłego wieczoru nie było ani śladu, czemu Draco się specjalnie nie dziwił widząc słońce przebijające przez szyby.

Uśmiechnął się w duchu przypominając sobie idiotyzm całej sytuacji. Podli Ślizgoni w postaci Severusa i jego ojca zadrwili sobie ze Złotego Chłopca, chcąc mu pokazać jak powinien wyglądać prawdziwy wieczór kawalerski i sprowadzili bardzo drogie prostytutki. Naprawdę drogie. Wila-wampirzyca to bardzo rzadkie zjawisko. Draco nie miał pojęcia skąd ci dranie się dowiedzieli gdzie będzie się odbywała zabawa, ale w końcu uznał, że ojciec pewnie potrafi prześledzić wydatki, które jego syn poczynił w związku z organizacją imprezy i wynajęciem tego zamku. Przez chwilę zastanawiał się jak daleko posunąłby się Potter, gdyby nie wpadli tam z Ronem? I czy Ron zabiłby Harrego od razu za przystawienie rogów jego siostrze jeszcze przed ślubem? Czy poczekałby aż biedak wytrzeźwieje i zrobił to wtedy.

Wstał chwiejnym krokiem i rzucił na siebie zaklęcie odświeżające. Poprawił fryzurę i znalazł swoją marynarkę leżącą gdzieś pod głową jednego z rudzielców. Gdy ten otworzył oczy dał mu tylko znać, że czas już wstawać. Dopiero teraz przypomniał sobie, że należałoby sprawdzić która jest godzina. Rzucił niewerbalnie tempusa i zbladł. Była 6.55. Za pięć minut Ginny, Hermiona i reszta ślubnej świty panny młodej zjawi się w Malfoy Manor!

##

#

Potworny hałas zerwał go na równe nogi. A raczej zrzucił głową w dół z fotela. Teraz głowa bolała go i w środku i na zewnątrz. Po salonie biegał bardzo zdenerwowany Draco i budził wszystkich. Cisnął w Harrego jakimiś czarami odświeżającymi, więc przynajmniej nie śmierdział jak gorzelnia, ani wysypisko śmieci. Przeciągnął się i spojrzał w światło dnia za oknem. Co za przeklęty dzień. Przeklęte słońce, kiedy powinien jeszcze pospać. Musi być przytomny na własnym ślubie

Cholera! Ślub! Zerwał się teraz na równe nogi i zaczął w panice szukać różdżki. Usłyszał jak Draco woła go i obrócił się w jego stronę. Zrobił to dokładnie na czas, by uchronić się przed zarobieniem własną różdżką w głowę. Blondyn rzucił ją w jego kierunku.

Rozejrzał się po pokoju. Jedyną jeszcze śpiącą osobą był Ron, który niemal nagi znajdował się pod stołem razem z jakąś rozebraną niewiastą. Chciał go zabić. Skopać z całych sił, żeby się już nie obudził, za to że zdradził Hermionę. Sam nie był lepszy. Pamiętał jak przez mgłę, że wczorajszego wieczora przed narobieniem głupot uratował go jedynie jego własny żołądek i narobienie sobie obciachu przed jakimiś wampirzycami… wynajętymi przez Snape'a… jeśli dobrze pamięta. Już on sobie porozmawia z tym podłym Ślizgonem… nie wie na co był zły, ale w zasadzie nie było teraz czasu się tym przejmować. Draco wykrzykiwał coś, że zostały 3 minuty i muszą się zaraz aportować do posiadłości.

Ktoś kopnął Weasleya, i wyciągnął spod stołu. Draco w tym czasie postawił na wyczyszczonym wcześniej stole torbę z jakimiś fiolkami.

- Eliksir na kaca i regenerujący. Wszyscy, szybko, już! – powiedział Malfoy władczym tonem. Harry był mu teraz wdzięczny. Nie wyobrażał sobie bowiem dojścia nawet do kominka w tym stanie w którym się teraz znajdował. A próba teleportacji z takim kacem skończyłaby się w najlepszym wypadku rozszczepieniem.

Dwie minuty później wszyscy goście wczorajszego wieczoru, z wyjątkiem tej obcej blondynki, którą zostawiono śpiącą nadal pod stołem, stali w ogrodzie Malfoya i szybkim krokiem zmierzali w stronę domu. Część z nich, by się stamtąd przenieść kominkiem do siebie i poczynić przygotowania do ślubu, który miał się zacząć za dwie godziny. Harry zmierzał teraz w kierunku sypialni na górze, by przebrać się w odpowiednie szaty. Towarzyszył mu wydający przytomne polecenia Draco, trzy skrzaty domowe i Ron w nastroju raczej trumiennym. Harry nadal chciał dać mu w mordę, ale nie było na to czasu, bo zza okna doleciały do niego rozentuzjazmowane głosy Fleur, Hermiony i Ginny.