CHAIRO

Kiedy tylko wyszliśmy ze sklepu, Midorima od razu objął dowodzenie i zaczął ciągnąć mnie do jakiegoś sklepu. Ej, co ty robisz? Nie myśl, że ja ci pozwolę iść, gdzie ty zechcesz. Pierw grzecznie wszystko razem ustalamy. Szarpnąłem go z całej siły, by zatrzymał się. O dziwo zrobił to i spojrzał na mnie z wyrzutem.

- Chciałem iść do zielarskiego. – wyjaśnił spokojnie, ignorując moją niezadowoloną minę.

- A co ty wiedźma, że po zioła idziesz? – zapytałem z ironią. Zielonowłosy tylko poprawił okulary i prychnął. – Nie licz, że będziesz łaził, gdzie chcesz i ignorował moje zdanie. Nie pozwolę ci iść do zielarskiego, dopóki nie powiesz mi, po co tam idziemy. Nie pozwolę ci pójść gdziekolwiek bez mojej wiedzy. Nie będziesz mnie za sobą ciągał, jak psa. Dopóki jesteśmy skuci, nie pozwolę ci na nic. Nawet na nazwanie naszego dziecka Homobonus.

- Naszego dziecka? Nie wiedziałem, że będziemy mieli dziecko. – stwierdził i uśmiechnął się rozbawiony.

- Ja też nie wiedziałem… Ale jeśli się zdarzy, to nazwiemy go Feliks. – odpowiedziałem i również się uśmiechnąłem. Feliks to bardzo ładne imię, chciałbym by moje dziecko się tak nazywało.

- Nazwiesz dziecko swoim imieniem? – spytał, unosząc przy tym brew.

- Coo? To ja mam na imię Feliks? – zamrugałem kilkukrotnie, co zbiło chłopaka z pantałyku. Haha. Glon jeden, Feliks jeden. Mamy remis. Ty mnie załatwiłeś hasłem o snach, ja cię załatwiłem tym! I nie licz, że pozwolę ci znowu mnie zgasić. Nie jestem jakąś pieprzoną świeczką, by mnie gasić.

- Ja… Nie, dobra… Nie ważne… To gdzie chcesz iść?

Muahahaha. Glon jeden, Feliks dwa. Uległ mi! No po prostu uległ mi. Oddał mi dowodzenie. A więc gdzie chcę iść? Hmmm… Niech się dobrze zastanowię. Na pewno nie do sklepu z ubraniami. Nadal boję się, że zgwałci mnie w przymierzalni. Może do łazienki? Nie jest to dobry pomysł… Ale czuję potrzebę umycia rączek. W końcu czołgałem się po podłodze, a jeśli chcę jeść żelki, muszę mieć czyste łapki.

- Do toalety. – oznajmiłem i ruszyłem przodem, ciągnąc Glona za sobą. Do damskiej toalety, tak uściślając. Przez przypadek pomylę trójkącik z kółeczkiem… Tak całkowicie przez przypadek. Midorima jednak w spostrzegł, że idę w zupełnie inną stronę, niż powinienem i spróbował zawrócić. Ja jednak nie dałem za wygraną i szarpnąłem mocno, przez co zielonowłosy uderzył w ścianę z głuchym hukiem. Ał… Aż mnie zabolało. Kiedy wreszcie odkleił się od ściany, chciałem znów pociągnąć w kierunku łazienki, jednak tym razem to on przyciągnął mnie do siebie. AAA! Gwałcą! Spiąłem się, kiedy poczułem jak jego ramiona oplatają mnie i przyciskają do torsu. Kiedy schylił się, poczułem jego ciepły oddech na karku.

- I co teraz, Chairo? – wyszeptał mi do ucha. Umm… Nic? Wyrywanie się i tak nie ma sensu. Daleko nie ucieknę, będąc do niego przykutym. Przymknąłem oczy i próbowałem się uspokoić. Serce to mi zaraz z klatki piersiowej wyskoczy, a policzki spłoną. Wstyd, tak bardzo wstyd. A ten zielony glon pewnie się teraz świetnie bawi. A ja mam ochotę zapaść się pod ziemię. Ale przez pieprzone kajdanki pociągnąłbym go za sobą, więc nie rozwiązałoby to moich problemów. Glon dwa, Feliks dwa. Znowu mamy remis, fuck.

- Ja nadal chcę iść do toalety… - mruknąłem cicho i odwróciłem głowę, by móc spojrzeć na Midorimę. Skrzywiłem się, kiedy zobaczyłem w jak perwersyjny sposób się uśmiecha. Zaraz się wkurzę i zetrę ci ten uśmieszek z twarzy. Ale wkurzę się dopiero, gdy mnie puści. Teraz mi się nie chce wkurzać. Takie miłe ciepełko od niego bije… Ale to nie zmienia faktu, że gdy tylko raczy przestać mnie przytulać, oberwie tak, że go rodzona matka nie pozna.

- Ale do niej nie pójdziesz. – ponownie szepnął, na co wzdrygnąłem się. Przestań! Nie cierpię, jak ktoś mi mówi do ucha. A szczególnie, jeśli tym ktosiem jest taki tytan jak ty! – Idziemy do zielarskiego i koniec, kropka. To ja tu jestem górą.

- Pff. Jasne. A więc mi udowodnij. – prychnąłem i posłałem mu wyzywające spojrzenie. Dopiero, gdy w jego oczach pojawiły się dziwne błyski, zrozumiałem w co się wpakowałem. Umm… Czyżbym miał się pożegnać ze swoim dziewictwem?

- Oh, udowodnię ci tak, że zapamiętasz to do końca życia. – wymruczał, na co przełknąłem nerwowo ślinę. A może ja jednak nie chcę? Przymknąłem oczy w oczekiwaniu na najgorsze, kiedy gdzieś za nami rozległ się pełen przerażenia krzyk. Midorima puścił mnie i odwrócił się do miejsca, w którym spanikowany Gilbert miotał się i darł na widok stojącej przed nim wielkiej wiewiórki. Czekaj Gilbert! Feliks leci ci na ratunek! Tylko… chciałbym pierw coś dokończyć… Albo nie. Nie ma żadnego dokańczania. Lecę! Już chciałem ruszyć z wrzaskiem na rudego potwora, kiedy znikąd przed nim pojawił się sam Akashi Seijurou! Matko boska, co za komedia. I ma nożyczki! Zacząłem się opętańczo śmiać. Jezu, czy ja dobrze widzę? Akashi broni Gilberta przed wiewiórką? Koniec świata normalnie. Murasakibara zaraz przestanie jeść słodycze, a Shintaro przestanie być zboczony. A ja powiem, że lubię wysokich. Tak, wtedy dopiero będzie koniec świata.

Ponownie roześmiałem się, kiedy blondyn ożywił się i wyciągnął swój nóż. Jezu, nie mogę. Zaraz umrę. Niech włączą jeszcze muzyczkę Piratów z Karaibów, to wtedy to w ogóle zgona zaliczę. Oparłem się o ramię Midorimy i chwyciłem za brzuch. Po raz kolejny zaniosłem się śmiechem, gdy wiewiórce odpadła głowa. Nie no… Dziś już nic mnie nie zaskoczy. Daję wam dziesięć tysięcy marchewek na dziesięć za to przedstawienie. Ja jestem na tak, Midorima chyba też, co można wywnioskować po jego rozbawionej minie. Dwa razy na tak, przechodzicie dalej.

Podeszliśmy do dwójki naszych przyjaciół i spojrzeliśmy na stojącego naprzeciw nich bruneta. Jego rozbawiona mina trochę mnie zdezorientowała. Normalny człowiek byłby przerażony, albo mocno wkurwiony. Ale nie uśmiechnięty. Nie wierzę! Trafiliśmy na kogoś tak samo walniętego, jak my! Już wiem, że zostanie moim przyjacielem. Nawet gdyby nazywał się Homobonus.

- Przepraszam za moich kolegów… Mam nadzieję, że nic ci nie zrobili. – odparł poważnie Midorima. No wiesz ty co? Gdy na to patrzyłeś, w kącikach oczu miałeś łzy od powstrzymywania śmiechu, a teraz wyjeżdżasz do tego kolesia z przeprosinami? Ja to bym jeszcze się spytał, ile mu zapłacili za łażenie w stroju rudego potwora-morderczy z Krainy Grzybów. To je, kurwa, Teufel. On ci porwie twoje dzieci i je zje.

- Nic się nie stało. – chłopak machnął ręką i poprawił opadającą mu na oczy grzywkę, odsłaniając tym samym wielkie zielone oczy. Przystojniak, nie powiem… I ma śliczne oczęta. Mam słabość do zielonych oczu. Nie żeby oczy Midorimy mi się podobały… Są zielone… i zielone… ale nie są zielone tak jakbym chciał. A ja chcę by były zielone. – Przyznam, że dawno się tak nie ubawiłem podczas pracy. – dodał po chwili.

- A więc jak ci tak zależy, to będziemy przychodzić tu częściej i dotrzymywać ci towarzystwa, byś się nie nudził. – odezwałem się i uśmiechnąłem. Gilbert od razu pokiwał głową – Swoją drogą… Jestem Feliks, a przykuty do mnie glon to Shintaro. – przedstawiłem siebie i Midorimę.

- Ja jestem Gilbert! – blondyn skłonił się lekko i zdjął wyimaginowany kapelusz. - A ten tu demonek to Seijurou. Był jeszcze z nami tytan Atsushi… ale promocja na lizaki w Empiku była dla niego zbyt kusząca, by iść dalej z nami. A ciebie jak zwą, wiewiórkowy chłopcze? – dodał. Spojrzeliśmy wyczekująco na bruneta, który uśmiechnął się zakłopotany.

- Homobonus. – odpowiedział. Zgon. No po prostu, kurwa, zgon. A mówiłem, że nic mnie dziś już nie zaskoczy… Cofam to.