A/N: Witam,
Roxx: Nie byłabym sobą, gdybym nie namieszała ;)
Dziękuję za komentarze, polubienia, śledzenia.
Bohaterowie należą do Cassie Clare, z wyjątkiem oryginalnych.
Tytuł, dla tych co czytają inne moje wypocinki, wiedzą, skąd pochodzi taki tytuł.
By wpasować się w nastrój, posłuchajcie 'I'm sorry' Alex'a Band'a
Miłego czytania.
Rozdział XXI
„Ty i Ja to Jedno"
Alec stał na środku swojego pokoju, wpatrując się tępo w podłogę przez długi czas po tym, jak usłyszał drugi trzask drzwi frontowych, z pewnością po wyjściu Magnusa z ich domu. Wszystko to, co się działo wcześniej w sypialni, działo się zbyt szybko dla niego, zbyt intensywnie. Prawdę powiedziawszy do Alec'a jeszcze nie do końca docierało, co się tak naprawdę wydarzyło. Jego umysł, co rusz pokazywał mu sceny sprzed kilku chwil, gdy Magnus wykrzykiwał na niego, ze łzami w oczach.
W momencie, gdy chłopak zrozumiał, co się stało, coś wstrząsnęło jego ciałem. Kolana się pod nim ugięły niemal zmuszając go do padnięcia na podłogę; szczęśliwie znajdował się blisko krańca łóżka, toteż złapał się materaca, by utrzymać, jaką-taką równowagę. W mgnieniu oka, ignorując łzy, które przebijały się, by wypłynąć z jego błękitnych oczu, Alec podniósł się i wybiegł ze swojego pokoju. Gnał niczym błyskawica po schodach, nie zwracając uwagi na nawoływania jego syna i matki i wybiegł na zewnątrz. Lecz Magnusa nie było już nigdzie widać, za to miał wrażenie, że widzi swoją siostrę w oddali.
Wszedł z powrotem do domu i trzasnął drzwiami, krzycząc.
- Kurwa!
- Alexandrze! – Krzyknęła matka, piorunując go wzrokiem za przekleństwo. Chłopak wziął głęboki wdech i spojrzał na matkę.
- Przepraszam mamo, - wydukał, idąc w stronę salonu. Usiadł na kanapie, chowając głowę w dłoniach. Czuł, że łzy leciały mu po policzkach, ale nie miał siły ich powstrzymywać.
- Tatusiu? – Usłyszał cichy głosik Jake'a gdzieś blisko niego. Oddychając ciężko, odsunął dłonie od twarzy, wycierając łzy z policzków. Spojrzał na chłopczyka, który stał teraz blisko Max'a, ściskając mocno jego dłoń. Alec uśmiechnął się do niego smutno i otworzył szeroko ramiona, by Jake do niego przyszedł. Chłopczyk z niepewnością podszedł do niego. Gdy już znalazł się ostatecznie blisko, Alec pochwycił go w ramiona, mocno przytulając do swojej piersi. – Ciemu płacieś?
- Bo jestem największym idiotą na świecie, misiu. – Jake nie rozumiał jego słów, co było widoczne w jego zdziwionych błękitnych oczkach. – Tatuś jest po prostu idiotą.
Alec poczuł ugięcie się kanapy tuż obok niego. Spojrzał w bok i ujrzał swoją matkę ze zmartwionym wyrazem twarzy. Maryse położyła mu dłoń na ramieniu, ściskając w otusze, a drugą wolno przeczesywała rozwichrzone włosy syna.
- Synku, powiedz, co się stało? – zaczęła smutno, widząc zaschnięte łzy na policzkach Alec'a. Nie lubiła, gdy jej dzieci cierpiały, sama wtedy cierpiała patrząc na nich. – Słychać was było aż na dole.
- Pokłóciliśmy się, - spojrzała na niego wzrokiem mówiącym, że tyle to już wie. – I Magnus chyba ze mną zerwał.
- Cio zniaci zielwał? – zapytał Jake, ale Alec nie wysilił się na odpowiedź. Zresztą, nie mógłby, bo od razu Maryse odezwała się ponownie.
- Chyba zerwał? Dlaczego? – Alec nie chciał o tym mówić przy swoim synu, więc zwrócił się do swojego brata.
- Max, weź proszę Jake'a na górę, dobrze? – młodszy Lightwood potaknął i zabrał małego z kolan Alec'a. Gdy tylko zniknęli z pola widzenia Alec'a i Maryse, niebieskooki zaczął mówić. – Chodzi o Kaelie.
- Nie rozumiem… - Gdy Alec miał jej wyjaśniać całą sytuację, drzwi frontowe się nagle otworzyły, a do środka weszła bardzo skonfundowana Isabelle.
- Wpadłam na zapłakanego Magnusa za rogiem. – rzuciła, idąc w stronę salonu. – Jedyne co mi powiedział to, to, że to koniec. Co się stało, Alec?
Dziewczyna usiadła na podłodze naprzeciw brata i matki i wymownym wzrokiem kazała bratu opowiadać.
- Magnus… - łzy po raz kolejny wypełniły jego błękity, gdy mówił o tym, co zaszło na górze. – Powiedział mi, że ma dość. Ma dość tego, że Kaelie tu przychodzi, że…że odwołuję randki, bo muszę zostawać z Kaelie i Jake'm, gdy ona tu przychodzi. Że ma dość tego, że traktuję go jak jakąś zabawkę…Ale tak nie jest, ja go kocham.
- A powiedziałeś mu to? – zapytała matka, biorąc jego dłonie w swoje i ściskając mocno, w geście pocieszenia.
- Próbowałem…ale…on…on wtedy zapytał kim dla mnie jest. A ja mu odpowiedziałem, że jest moim chłopakiem.
- I co jeszcze? – dopytała Isabelle, a gdy Alec nic nie odpowiedział, podniosła się z podłogi i uderzyła w tył głowy. Chłopakowi wymskął się jęk bólu z ust, nim spojrzał zdziwiony na siostrę. – Ty idioto! Dziewczyny…i Magnus oczekują wyznań miłosnych w takich chwilach! Powinieneś mu powiedzieć, że jest dla ciebie najważniejszy, o ile tak jest…
- Oczywiście, że tak jest. – Alec natychmiast oświadczył z pewnością w głosie. To było oczywiste, że Magnus był dla niego najważniejszy, zaraz po Jake'u. Wtedy też coś do niego dotarło, że przecież mógł to powiedzieć Bane'owi i wszystko byłoby między nimi dobrze. Naprawdę, Alec był największym idiotą na świecie, właśnie to zrozumiał.
- Idź i błagaj go o wybaczenie. – Isabelle mówiła dalej. – Jeśli go kochasz, to rusz tyłek i idź tam. Bo chcę mieć choć jednego, fajnego szwagra, który ma styl. – gdy Alec spoglądał na siostrę całkiem zdziwiony, ta posłała mu wymowne spojrzenie. – No co tak siedzisz? Rusz się i idź odzyskać swojego chłopaka. Rany, czy ja muszę myśleć za was o wszystkim?
Alec pozwolił słowom Isabelle osiąść się w jego umyśle. Miała rację, musiał odzyskać Magnusa, nim będzie za późno. W szybkim tempie podniósł się z kanapy i biegiem ruszył do drzwi, nawet nie zabierając ze sobą żadnej kurtki, mimo tego, że na dworze padał deszcz.
Miał szczęście, że na podjeździe dostrzegł ojca, parkującego samochód. Doskoczył do drzwi i otworzył je, szybko oddychając.
- Potrzebuję twojego samochodu teraz. – nim Robert miał choćby szansę dowiedzenia się, o co chodzi, Alec już wyrywał mu kluczyki z ręki i gestem dłoni nakazał szybciej wysiadać. Gdy Lightwood senior w końcu opuścił auto, Alec natychmiast odpalił silnik i ruszył w drogę.
Na szczęście dla niego drogi były niemal puste. Chłopak gnał z prędkością zdecydowanie zbyt dużą, jak na taką pogodę pod psem, gdzie drogi były śliskie, ale nie miał wyboru. Musiał jak najszybciej dojechać do domu swojego ukochanego. Musiał mu wszystko wyjaśnić, przeprosić, błagać o kolejną szansę. Musiał mu wyjaśnić, że Kaelie się nie liczyła, że była tylko matką jego dziecka. To Magnus się liczył, tylko on i Jake.
Gdy tylko zatrzymał się na podjeździe państwa Stewart, nawet nie gasząc silnika, wyskoczył z samochodu i pognał do drzwi. Nawet nie myśląc o wcześniejszym zapukaniu, czy choćby upewnienu się czy drzwi są otwarte, chłopak, z nadzieją, po prostu wparował do środka. Od progu usłyszał głośne rozmowy domowników, dochodzące z kuchni. Jak burza wpadł do pomieszczenia, wywołując grymasy zdziwiena na twarzy rodziny Stewartów.
- Gdzie…Magnus? – sapnął, próbując złapać oddech.
- Magnusa nie ma w domu. – odezwał się Arthur poważnym tonem. – I nie będzie do jutra.
- Wie pan, gdzie go znajdę?
- Pewnie u któregoś z przyjaciół, - głos Stewarta był nadal chłodny w stosunku do młodego chłopaka. – ale wolałbym, byś zostawił mego syna w spokoju dzisiaj, Alec.
- Pan nie rozumie, ja muszę…
- Magnus był tu i powiedział nam, co się stało. – przerwał mu natychmiast. – Mój syn chce dziś zostać sam, rozumiesz?
Alec tylko pokiwał głową, opuszczając ramiona i ruszył w stronę drzwi. Nim wyszedł, obrócił się jeszcze w stronę Arthura, posyłając mu przepraszający uśmiech.
W drodze do domu, Alec rozmyślał ponownie nad tym, co się stało. Musiał obmyśleć jakiś dobry plan, by przeprosić swojego chłopaka. Miał tylko nadzieję, że nie będzie za późno.
- Tatusiu, - Jake zapytał, gdy Alec kładł go spać tego wieczora, po przeczytanej bajce. – A ci Magnuś jeście dio naś psijdzie?
- Mam nadzieję, misiu. – pocałował czubek głowy synka, nakrywając go kołdrą w kolorowe małpki. – Mam nadzieję.
- Ja nie kcie, zieby psieśtał psichodzić. Kocham Magnusia. – jego błękitne oczka wypełniły się nieuronionymi łzami.
- Ja też, kochanie. – posłał mu ciepły uśmiech, głaszcząc go po policzku, nim zgasił lampkę w kształcie gwiazdki, która wisiała obok łóżka chłopca. – A teraz śpij, Jakey. A tatuś idzie pomyśleć, jak przeprosić Magnusa.
Pomysł na przeprosiny przyszedł mu do głowy o trzeciej nad ranem, po kilkugodzinnym, intensywnym rozmyślaniem. Już wtedy chciał zadzwonić do wszystkich przyjaciół Magnusa, których znał i którzy mieszkali w Nowym Jorku, ale zdecydował, że poczeka do rana. Gdy tylko jego zegar wybił siódmą, Alec natychmiast zaczął wykonywać telefony. Po trzecim razie, po rozmowie z Catariną, upewnił się, że Magnus wrócił na noc do domu, że tam Alec powinien go szukać.
Z uśmiechem na ustach, pełen nadziei, wybiegł z samego rana z domu, krzycząc do matki, że nie wie kiedy wróci, by zajęła się jego synem. Po drodze miał tylko dwa miejsca postoju, nim mógł ruszyć do domu Magnusa, by go przeprosić.
- Trzydzieści, tak? – Alec tylko przytaknął miłej kobiecie i czekał na swoje zamówienie. – Szykuje się coś wielkiego, czy to na przeprosiny?
- Przeprosiny. – kobieta kończyła przyozdabianie, uśmiechając się do Alec'a.
- Z pewnością ukochana ci przebaczy, z takim bukietem, - powiedziała radośnie. – Każda by wybaczyła.
- Mam nadzieję, że on mi wybaczy. – zdziwiła się na jego słowa, ale nie wypowiedziała żadnego niemiłego słowa, tylko wręczyła kwiaty Alec'owi, a ten zapłacił i już wybiegał z kwiaciarni. Miał jeszcze tylko jeden przystanek przed domem Bane'a.
Gdy w końcu znalazł się na ganku, czekając, by ktoś mu otworzył, w głowie rozmyślał, jak ma to wszystko rozegrać. Wiedział, co chce powiedzieć, ale co, jeśli Magnus nie będzie chciał go słuchać? Co jeśli Magnus już kompletnie się poddał? Co jeśli nie będzie chciał go widzieć? Alec strząsł z siebie te myśli, gdy drzwi otworzyła mu siostra Magnusa – Alli. Po krótkim wyjaśnieniu jego obecności i po szybkiej konsultacji z matką, wpuściła Lightwooda do domu, przestrzegając – jak każda siostra – że jeśli Magnus uroni przez niego jeszcze jedną łzę, z Alec'iem będzie bardzo źle.
Nim zapukał do drzwi sypialni swojego chłopaka, wziął głęboki oddech. Trzy krótkie, ciche stuknięcia i Alec powoli, jak najciszej uchylił drzwi. Kucnąwszy, ręką wsunął pakunek do pokoju i zamknął z powrotem drzwi, mocniej w nie stukając. Przykładając ucho do drzwi, nasłuchiwał odgłosów z sypialni. Słyszał, że Magnus poruszył się i zszedł z łóżka, że podszedł bliżej. A potem przez dłuższą chwilę nic.
Wtedy, nagle z sypialni Magnusa dobiegł cichy śmiech. Z ulgą na sercu, Alec odważył się nacisnąć klamkę i wejść do środka, ukrywając twarz za bukietem trzydziestu, czerwonych róż. Z nad kwiatów, dostrzegł chłopaka ze słabym uśmiechem na twarzy i łzami w oczach, trzymającego pakunek w ręku.
- Ktoś mi kiedyś powiedział, że czekoladowe ciacha pomagają na wszystko. – Alec odezwał się, wciąż chowając twarz za kwiatami. – Ale jeśli to nie pomoże, mam jeszcze kwiaty. Mogę też paść na kolana, jeśli chcesz.
Magnus nic nie powiedział na te słowa, więc Alec wziął to za znak do kontynuacji.
- Jestem kompletnym idiotą, przepraszam. – Niebieskooki podał swojemu chłopakowi bukiet róż, które Magnus wziął do rąk i uniósł w górę, by powąchać ich piękny zapach.
- Przepraszasz mnie, bo jesteś idiotą? – zdziwienie malowało się w jego głosie, gdy odpowiedział.
- Nie. Znaczy też. – Lightwood zaoferował mu delikatny uśmiech, który Magnus bardzo lubił oglądać na jego twarzy. – Przepraszam, że byłem głupcem i cię nie zatrzymałem wczoraj, że nie odważyłem się powiedzieć tego, co czuję. – Bane otworzył usta, by coś powiedzieć, ale gestem dłoni Alec poprosił, by się nie odzywał. – Wczoraj ty powiedziałeś, co ci leży na sercu. Dziś moja kolej, ok?
Kociooki tylko pokiwał głową i siadł na krańcu swojego łóżka, wskazując Alec'owi miejsce obok siebie. Lightwood z niepewnością położył dłoń na dłoni Magnusa, która spoczywała na kolanie chłopaka. Jego cała poza była spięta, ramiona tak sztywne jak cegła. Jedyne o czym Alexander teraz myślał to, to, że pragnie, by Magnus się rozluźnił. Instynktownie jego dłoń ścisnęła dłoń Magnusa, co rozluźniło odrobinę kociookiego.
- Zapytałeś mnie, kim dla mnie jesteś. – Bane skinął głową, a jego twarz przybrała smutny wyraz, z pewnością chłopak przypomniał sobie wydarzenia z poprzedniego wieczora. – A ja byłem głupi, że ci od razu nie powiedziałem. Magnus, - Alec wziął obie dłonie chłopaka w swoje i uniósł je do swoich ust, by złożyć na nich pocałunek. – Jesteś nie tylko moim chłopakiem. Jesteś chłopakiem, którego kocham…nawet nie jestem w stanie określić jak bardzo cię kocham, ale wiedz, że to ty jesteś panem mojego serca…naprawdę muszę przestać słuchać Izzy, jak biadoli o tych swoich romansidłach. – Magnus patrzył na niego uśmiechając się, a jego oczy wypełnione były zmieszaniem. – Kocham cię, Mags. Zaraz po moim synu jesteś dla mnie najważniejszy.
- Naprawdę, Alexandrze? – zapytał z nadzieją w głosie.
- Tak. – chłopak przysunął się bliżej Magnusa, dłonią muskał jego policzek. – To ty się dla mnie liczysz, nie Kaelie. Kaelie jest tylko matką mojego syna i już zawsze będzie częścią mojego życia, łączy nas Jake.
- Po prostu nie chcę być traktowany jak zabawka. – Piękne, złoto-zielone, kocie oczy Magnusa wypełniły się smutkiem, którego Alec chciał się jak najszybciej pozbyć.
- Przepraszam, jeśli się tak poczułeś. – mówił. – Nie jesteś dla mnie zabawką i nigdy nie będziesz. Wiem, że ostatnio zachowywałem się jak kompletny dupek wobec ciebie, nie miałem prawa tak cię traktować. I za to cię błagam o przebaczenie. – nawet błękitne oczy Alec'a były wypełnione skruchą, która wzruszyłaby każdego i przełamała każde lody. – Przysięgam, że już nigdy się tak nie poczujesz.
- Nie chcę, żebyś przysięgał, Alexandrze. – Magnus odezwał się stanowczo. – Po prostu nie chcę byś tak postępował. Nie chcę znów czuć się porzucony jak pies, ani jak piąte koło u wozu. Jeśli chcesz z nią być, tworzyć z nią rodzinę dla Jake'a, to lepiej powiedz mi teraz, nim…
- Nie! – Alec przerwał bez wahania, ściskając dłonie Magnusa jeszcze mocniej. – To nie z nią chcę tworzyć rodzinę, tylko z tobą. Kaelie jest tylko matką Jake'a, nikim więcej dla mnie. Zawsze będzie matką Jake'a i tylko jego matką. Nikim więcej. Nie będzie częścią mojej rodziny, nie tak jak ty. To ty jesteś częścią mojego życia i mojej rodziny. Ty, nie ona. Ty i Ja, razem, jak jedno.
Twarz Magnusa rozjaśniała na te słowa, radosny uśmiech zagościł na niej, oczy – te piękne oczy – teraz błyszczały od łez radości. Chłopak położył dłoń na karku Alec'a, przyciągając go bliżej siebie.
- Kocham cię, Alexandrze.
- Kocham cię, Mags. – Lightwood nie czekał ani chwili dłużej i wpił się w słodkie usta swojego chłopaka.
Magnus, jak zwykle smakował jak karmel – może był to efekt codziennego nakładania karmelowego balsamu na usta, a może to był taki jego specyficzny smak, który Alec ubóstwiał ponad wszystko. Dłonie Magnusa przeniosły się na łopatki chłopaka i posuwały się coraz niżej, aż do skraju jego koszulki, tylko po to, by zaraz wpełznąć pod nią i dotknąć nagiej, chłodnej, bladej skóry Alec'a. Sam Bane usadowił się na kolanach swojego chłopaka, by być jeszcze bliżej niego. Delikatnym ruchem dłoni, Magnus popchnął Alec'a i siebie by padli na łóżko, nie przerywając pocałunku. Ciche pojękiwania Alexandra, mieszały się z równie podniecającymi jękami ze strony Magnusa.
- Powinniśmy…to…robić? – Alec wydukał między jednym, a drugim pocałunkiem.
- Rodziców nie ma w domu. – odparł Magnus, ściągając koszulkę z siebie, a następnie sięgając po krawędź koszulki Alec'a, próbował ją podciągnąć do góry, by się jej pozbyć. – Spokojnie.
- Ale Alli jest na dole. – Bane wypuścił głośno powietrze, przewracając oczyma, nim zeskoczył z kolan Alec'a i pognał do drzwi. Otrworzył je szeroko i krzyknął na cały głos.
- Alli! Włącz sobie głośno muzykę!
- Zamierzasz uprawiać seks z Alec'iem? – głos Alli dobiegł z dołu. Policzki Lightwooda przybrały kolor szkarłatu w momencie, gdy Magnus odezwał się ponownie.
- Tak!
- Magnus! – syknął Alec, chwytając jedną z poduszek z łóżka i rzucił nią w swojego chłopaka. Ów chłopak tylko wzruszył ramionami, posyłając mu swój prowokacyjny uśmieszek. Gdy tylko głośna, popowa muzyka wypełniła cały dom, Magnus zamknął drzwi, przekręcając w nich klucz. Oblizując usta, wzruszając sugestywnie brwiami, wrócił do łóżka. Ruchem dłoni nakazał Alec'owi położyć się dalej na łóżku tak, by mieli odpowiednio dużo miejsca. Gdy tylko Lightwood leżał już na środku wściekle żółtej pościeli, Magnus wdrapał się na jego uda. Już miał mu skraść kolejny pocałunek, gdy telefon niebieskookiego zaczął dzwonić. Z przepraszającym uśmiechem, Alec sięgnął do kieszeni swoich jeansów po telefon. Gdy oboje dostrzegli, kto dzwonił, Magnus odetchnął ciężko przez nos. – Cześć Kaelie.
- Cześć Alec, - usłyszał jej głos, wymieszany z dźwiękami gwaru na ulicy; dziewczyna musiała być w drodze. – Słuchaj, jest taka piękna pogoda, może pójdziemy we trójkę do parku, co? Jakiś piknik, a potem na plac zabaw, Jake się pobawi. Co ty na to? Już jestem niedaleko waszego domu, będę tam dosłownie za dwie minuty. Aż żal siedzieć przy takiej pogodzie w domu. A potem…
- Kaelie, - przerwał jej natłok słów. – To dobry pomysł z tym placem zabaw. – Gdy Magnus to usłyszał, na jego twarz wstąpił grymas niezadowolenia. – Ale ja dzisiaj nie mogę, spędzam dzień z Magnusem. Ale możesz iść do mnie, w domu są rodzice, Izzy, Max. Z pewnością Jake ucieszy się z twojej wizyty.
- A mogę go zabrać na spacer? Na plac zabaw? – Alec przygryzł wargę, czując jak stres opanowuje jego ciało. Magnus złapał jego dłoń w swoją i ścisnął, dodając odrobinę otuchy. To był moment, w którym Alec musiał zadecydować o tym, jak mają wyglądać stosunki… jak ma wyglądać przyszłość ich wszystkich; jego, Magnusa, Kaelie, a przede wszystkim Jake'a, bo to on był tu najważniejszy. – Alec?
- Wybacz, am…- wziął głęboki wdech i skrzyżował wzrok z wzrokiem Magnusa. – Tak, możesz go zabrać.
Gdy tylko się rozłączyła, Magnus się odezwał.
- Ufasz jej? Jeśli chcesz, możemy…
- Nie. – pokręcił głową. – Muszę jej w końcu kiedyś zaufać. Poza tym, nie mogę pozwolić, by każda jej wizyta rozwalała nasz związek. Pewnie będę się stresował, za każdym razem, gdy będzie sama z Jake'm, ale muszę dać jej i nam szansę.
- Hmm, - Bane nachylił się do Alec'a, zatrzymując się, gdy jego nos dotknął czubka nosa niebieskookiego. Ich usta znajdowały się milimetry od siebie, wystarczyło jeszcze odrobinę się pochylić i już by się złączyli w namiętnym pocałunku. – W takim razie muszę się bardzo postarać, by cię trochę teraz rozproszyć. – dłonią wodził po nagiej klatce piersiowej Alec'a. – Nie możesz się tak stresować, kochanie.
- Czyli mi wybaczyłeś? – Magnus pokiwał głową, śmiejąc się bezgłośnie. – To dobrze…to teraz…rozpraszaj mnie, Mags.
- Taki mam zamiar, kotku. – ręka Bane'a powędrowała w dół, po klatce piersiowej Alec'a, wprost do jego jeansów, po drodze odpinając zamek od spodni, nim wpełzła do środka.
Ich usta połączyły się w mocnym pocałunku. Wkrótce cała sypialnia wypełniła się jękami przyjemności, wzdychaniami i raz po raz wypowiadanym imieniem ukochanego, który był dla niego jedynym.
A/N: Podobało się?
Widzicie, nawet na długo się nie rozstali.
Spoilery z kolejnego?
"-Wiesz, Alexandrze, podoba mi się ten widok...Ty, rozkładający nogi przede mną."
"Rozkładam je tylko przed tobą."
"...we troje...jeszcze mój syn."
To tyle ze spoilerów. Kolejny postaram się, by był przed 14.07, później, na jakiś czas - prawdopodobnie 2 tyg, nie będzie rozdziału, z racji urlopu i braku dostępu do neta.
Opinie będą mile widziane,
Intoxic
PS. Zapraszam do czytania bloga mojej bety - piecesofmyown na wordpressie i jej opowiadań "RedCoral na ff." mojego bloga 'museofmyown' również na worpressie, Drugiej Szansy na fanfiction, a także opowiadań autorskich na profilu na tablo lub inkitt - linki w bio. wystarczy usunąć spacje.
