Between the devil and the deep blue sea – wersja polska


Disclaimer: Nie posiadam praw autorskich do prac, które zainspirowały to opowiadanie.
Bohaterowie, etc. należą do L.J. Smith i do Producentów serialu "Vampire Diaries" - "Pamiętniki Wampirów"
Jestem jedynie autorką swoich własnych, oryginalnych bohaterów.


Rozdział 20

- Jakaś milcząca się nagle zrobiłaś… - Głos Klausa wyrwał mnie z przyjemnych wspomnień.

Otworzyłam oczy i zobaczyłam go przed sobą. Na szczęście nie przyszło mi do głowy by dzielić się z nim tą jakże przyjemną częścią moich wspomnień związanych z Damonem. W ogóle nie było takiej możliwości, żebym opowiadała swojemu oprawcy o swoim życiu seksualnym. To mi jednak przypomniało od razu, że jakiś czas temu się ono skończyło. Zazgrzytałam zębami, bo uświadomiłam sobie, że hybryda musi mnie już dość długo przetrzymywać i torturować. A może tylko mi się tak wydawało?

- Wspomniałaś coś o tym, że na randce z moim starszym bratem rozmawialiście o czymś… - Prawie że uprzejmym tonem Klaus dawał mi znak, bym kontynuowała swoją historię.

W tym momencie oboje usłyszeliśmy, że gdzieś w budynku otwierają się drzwi frontowe. Pewnie mój oprawca nawet by nie zareagował, gdyby nie to, że zaraz potem rozległ się głos właśnie wspomnianego przez niego brata.

- Klaus? Musimy porozmawiać! - Głos Elijah był wyraźnie naglący - jakże niepodobnie do niego.

Hybryda pod niemą groźbą jeszcze poważniejszych tortur zakazał mi się w ogóle odzywać. Wyszedł z pomieszczenia i zamknął za sobą ciężkie drzwi. Wyłączył także jedyne źródło światła - niczym nie przykrytą, pojedynczą żarówkę zwisającą z sufitu.

Znalazłam się w całkowitej ciemności. Już nie wiedziałam, czy powinnam się z tego powodu bardziej martwić czy odetchnąć z ulgą. Zamiast się nad tym w ogóle zastanawiać, postanowiłam cieszyć się tą chwilą spokoju i także przerwą w torturach.

Spróbowałam poruszyć rękami i nogami, by może się uwolnić, ale było to bezskuteczne. Nasączone nawet dla mnie trującą werbeną sznury tylko bardziej wrzynały mi się w nadgarstki i kostki i skóra w tych miejscach paliła mnie żywym ogniem. Nie zdołałam powstrzymać ciężkiego westchnienia i syku, który wydobył się z moich ust, kiedy starałam się przybrać wygodniejszą pozycję.

Starałam się zapomnieć o swojej obecnej sytuacji, odetchnąć choć chwilę. Ponownie zanurzyłam się we wspomnieniach…


Woda z prysznica nad naszymi głowami spływała na nas jak ulewny deszcz. Tym razem straty były poważne - moja fioletowa, szyfonowa sukienka była całkiem mokra i oblepiała mi ciało jak druga skóra. Makijaż, który wreszcie udało mi się nałożyć, zupełnie mi się rozmazał. Nie wspomnę już o świeżo zakręconych na lokówce włosach, które teraz opadały mi strąkami na plecy i ramiona.

Damon jednak zupełnie wydawał się tym nie przejmować. To on, kiedy brał prysznic, wykorzystał mój moment nieuwagi i już całkowicie ubraną wciągnął mnie pod strumień wody, wszelkie protesty i wściekłe piski z mojej strony tłumiąc kolejnymi pocałunkami.

- Zapłacisz mi za to, Salvatore! I to dosłownie! To oryginalna Dolce&Gabbana! - wydyszałam wściekle, kiedy wyznaczał pocałunkami szlak od płatka mojego ucha w dół do tej części piersi, którą jeszcze zakrywało przemoczone ubranie. Miałam ochotę go odepchnąć i próbować ratować sukienkę, ale trzymał mnie zbyt mocno i na dodatek wolną dłonią sięgnął pod przemoczony dół mojego stroju i zmysłowo przesuwał ją po wewnętrznej stronie moich ud. Walczyłam ze swoimi naturalnymi odruchami, milcząc i starając się nie drżeć pod jego dotykiem.

W odpowiedzi usłyszałam tylko parsknięcie śmiechem z jego strony.

- Dostaniesz takie trzy… - Mruknął, ponownie przybliżając swoją twarz do mojej i całując mnie prawie brutalnie. Potem, kiedy już brakło mi tchu, oderwał się ode mnie i posłał mi drapieżne spojrzenie. - Przecież uprzedzałem, jak będzie… - Miał na myśli to, że odmówiłam wspólnego prysznica, bo chciałam przygotować się przed wspólnym wyjściem na zakupy z Caroline.

Ściągnął ze mnie przemoczone ubranie i odrzucił je w kąt łazienki. Miałam cichą nadzieję, że później jeszcze mi się uda uratować sukienkę. Musiałam wyglądać gorzej niż Joker, z resztką makijażu spływającą mi po twarzy, ale Damonowi chyba to nie przeszkadzało. Przygniótł mnie właściwie plecami do ściany, a ja automatycznie objęłam go nogami w pasie, maksymalnie ułatwiając mu do siebie dostęp. Najpierw szarpnęłam go za włosy, żeby go ukarać, ale później wykorzystałam to, by sterować jego poczynaniami, kiedy pogrążaliśmy się w kolejnym niekończącym się pocałunku. Potem, tak jak nakazał mi na początku, wyraźnie dawałam mu do zrozumienia, gdzie chcę, by zadziałał swoimi ustami. Oczywiście, nie poprzestał na tym. Zażyczył sobie, a właściwie zażądał, bym wyraźnie wyartykułowała, czego chcę. Dręczył mnie, dopóki tego ze mnie nie wydusił. Wreszcie połączyliśmy się i jednocześnie przyciągnęłam jego usta do swoich, co świetnie tłumiło okrzyki i jęki, jakie moment wcześniej także z siebie wydawaliśmy.

Kiedy znów byliśmy w stanie oddychać to ja przejęłam dowodzenie. Oboje wiedzieliśmy, że to po prostu nie może być koniec tej rundy…

xoxoxoxoxoxo

W końcu udało nam się wyjść spod prysznica. Zabrałam z podłogi nieszczęsną, przemoczoną sukienkę i zastanawiałam się, co z nią zrobić. Damon przewinął się ręcznikiem na biodrach, a ja, w grubym, kąpielowym szlafroku udawałam, że wcale nie zerkam w jego stronę, kiedy z podniesioną głową przeszłam przez jego sypialnię i skierowałam się do swojej. Kiedy przejrzałam się w dużym lustrze rzeczywiście moja twarz była w opłakanym stanie.

Zmyłam resztki makijażu i już miałam zamiar ponownie rozpocząć przygotowania do wyjścia, kiedy usłyszałam na dole głos Caroline. Zawołałam, że potrzebuję jeszcze minutki i dałam nura do swojej szafy w poszukiwaniu nowego stroju.

Tym razem, żeby nie kusić losu, postawiłam na czarną, jedwabną sukienkę codzienną od Burberry i do niej dla efektu założyłam także czarne kozaki Valentino na wysokim obcasie i czerwoną torbę na ramię Ferragamo, do której kolorystycznie dobrałam delikatną biżuterię. Włosy natychmiast wysuszyłam i związałam w węzeł na karku, a zamiast pełnego makijażu tylko oczy podkreśliłam tuszem i eye-linerem. Byłam gotowa na zakupowy maraton! Oczywiście, zakupy były dla nas tylko pretekstem, by zdać sobie dokładne relacje z tego, co wydarzyło się poprzedniego wieczora…

Zbiegłam na dół, uśmiechnięta od ucha do ucha, starając się, jak tylko mogłam, by nie było po mnie w ogóle widać, jak spędziłam cały ranek i poprzednią noc.

Caroline na mój widok uśmiechnęła się szeroko. Podeszłam do niej i ucałowałyśmy się w oba policzki.

- Przepraszam, że musiałaś czekać tak długo… - powiedziałam, kiedy zerknęłam na zegarek i zorientowałam się, że "minutka" przekształciła się w kwadrans dzięki uprzejmości Damona i tego, że musiałam wszystko zaczynać od nowa.

Zamiast się gniewać, machnęła tylko ręką.

- Nie ma sprawy. Wynagrodzisz mi to, opowiadając, jak zakończyła się wczorajsza akcja! Widać wszystko poszło dobrze, bo jesteś w dobrym nastroju…

Obrzuciła mnie uważnym spojrzeniem i już wiedziałam, że nie wymigam się od zdania jej szczegółowej relacji z poprzedniego wieczoru.

- Masz to jak w banku! i tak, racja, wszystko poszło nawet lepiej, niż się spodziewałam…

Caroline już miała rozpocząć przesłuchanie, kiedy przerwało jej znaczące chrząknięcie za naszymi plecami.

Damon, już ubrany w sweter i jeansy - oczywiście na czarno - stał z rękoma założonymi na piersi, oparty o ścianę. Na jego twarzy gościł jak zwykle charakterystyczny uśmieszek, a spojrzenie, które mi posłał, spowodowało, że przeszedł mnie niezwykle przyjemny dreszcz… Dopiero po dłuższej chwili skinął głową Caroline na powitanie.

Ona natomiast zmarszczyła tylko brwi i skrzywiła się na jego widok.

- Damon… Chcesz czegoś?

Był wyraźnie rozbawiony jej reakcją.

- i tobie dzień dobry, Blondie. - Znów zerknął w moją stronę. Chciał coś powiedzieć, ale wtedy zadzwonił jego telefon i kiedy zobaczył nadawcę, natychmiast odwrócił się i poszedł przed siebie. Na odchodnym tylko machnął mi, niby od niechcenia, ręką na pożegnanie. Wyraźnie czekał, byśmy wyszły, zanim odbierze… To sprawiło, że zrobiłam się podejrzliwa. Nie miałam jednak w tym momencie już czasu, by się nad tym zastanawiać.

- Spróbuj nie dać się dzisiaj zabić, Salvatore! - krzyknęłam za nim i moment później wyszłam z domu, prawie ciągnięta przez Caroline.

Zdecydowałyśmy się jechać moim samochodem z tej prostej przyczyny, że miał trochę większy bagażnik. No i mój kochany mustang był zdecydowanie szybszy.

To było trochę dziwne, ale Caroline milczała przez cały czas jazdy aż do momentu, kiedy wyjechałam na główną drogę prowadzącą do Richmond. Dopiero wtedy zamiast patrzeć się przed siebie, marszcząc brwi, zwróciła się w moją stronę i zmrużyła oczy, by dać mi znać, że na zadane pytanie absolutnie muszę odpowiedzieć zgodnie z prawdą.

- Więc… Jak doszło do tego, że UPRAWIAŁAŚ SEKS Z DAMONEM?!

Tylko wampirze zmysły pozwoliły mi w tym momencie nadal prowadzić samochód, chociaż prawie doszło do wypadku, którego cudem uniknęłam.

Ups… Mamy problem.


Damon skończył rozmawiać z szeryf Forbes i przede wszystkim złapał się na tym, że miał ochotę natychmiast zadzwonić do Marty. Przypomniał sobie jednak, że była razem z Blondie, która bez trudu podsłuchałaby całą ich rozmowę. Dlatego właśnie wybrał numer Stefana.

- Co tam?

- Wziąłem prysznic, ogoliłem się, zjadłem śniadanie. Czuję się bardzo rozluźniony. - Damon spacerował po swojej sypialni, która była już prawie całkiem posprzątana po całonocnym maratonie seksu z Martą. Tylko jeszcze na podłodze obok łóżka zostały jej porozrzucane ubrania. Uśmiechnął lekko się sam do siebie, kiedy je podniósł i znów otoczył go jej zapach.

- Dobrze, że chociaż ty. - Odpowiedział Stefan prawie że grobowym głosem.

- Słyszałem coś dobrego. Tyler Lockwood uciekł wczoraj z domu.

- Skąd wiesz? - Nareszcie jego młodszy braciszek brzmiał prawie jakby był tym zainteresowany.

- Powiedziała mi o tym szeryf Forbes, a ona usłyszała to od pogrążonej w smutku Carol Lockwood. - Ironia w głosie Damona była prawie namacalna. - Tym samym zakończyliśmy rozdział z wilkołakami i zaczynamy następny… - Wyciągnął ze sterty najróżniejszych drobiazgów obok szafki nocnej sztylet.

- Zabicie Elijah.

- Dokładnie. - Stefan nawet się nie domyślał, jak bardzo Damon cieszył się na ten etap. Z fascynacją w oczach obracał w dłoni śmiercionośne narzędzie.

- To nie będzie łatwe. Elijah jest przebiegły. - Jak zwykle Stefan, Pan Znajdę-Problem-We-Wszystkim-Co-Możemy-Zrobić, musiał włączyć swój malkontentyzm.

- Za to ja mam zmyślny sztylecik. - Damon podrzucił broń w ręce, jakby chcąc ją zważyć.

- Jest Pierwotnym. Nie wiemy do końca, co to oznacza.

Damon przewrócił oczami po swojej stronie słuchawki.

- Zaufaj mi, Stefanie. Zamierzam być bardzo skrupulatny. Nie chcę żadnych niespodzianek.

- Nie mów mi, że choć raz będziesz ostrożny! - Niedowierzanie w głosie młodszego brata mówiło samo za siebie.

- Tak, Stefanie. Zamieniłem się w ciebie. Jakie to tragiczne dla nas obu. Lecę. Muszę zaplanować morderstwo. Pracowity dzień.

Damon rozłączył się i jeszcze raz obejrzał sztylet w swoich rękach. Wreszcie mogli się pozbyć Elijah, który nie tylko bruździł im w utrzymaniu Eleny całej i zdrowej, ale także przystawiał się do Jego Kobiety…

Och, już się po prostu nie mógł tego doczekać…