To był jeden z przyjemniejszych poranków. Jego mięśnie nie paliły żywym ogniem, ale wciąż miał w sobie wspomnienie nocy sprzed kilku dni, gdy Danny wchodził w niego tak mocno. Co dziwne, poziom jego serotoniny faktycznie musiał się wyrównać, bo spał jak dziecko. Może po raz pierwszy w swoim życiu kładł głowę na poduszce i po prostu odpływał. Nie okłamywał się, że śmierć matki nie była dla niego trudna. Zabójstwo ojca wcale nie pomogło, a szkolenie w Annapolis nie należało do najłatwiejszych. Nie miewał dobrego tygodnia. To wydawało się dla niego pojęciem tak abstrakcyjnym, że teraz trudno mu było dojść do siebie.

Danny wydawał się spokojniejszy, gdy w końcu ustalili, że faktycznie to zrobią. Nie od razu, oczywiście. Williams na wszystko znajdował odpowiednią porę, a ta miała przyjść za trzy dni. Chciał, aby Steve się zastanowił. Jemu najwyraźniej pomogła sama świadomość tego, że będzie mógł wyładować się na jego ciele. A on to przyjmie. Zamierzał przyjął wszystko, co będzie mu dane.

Oparł czoło o drzwi samochodu, starając się ochłodzić chociaż w ten sposób. To był jeden z tych poranków, gdy trudno było złapać mu oddech i dlatego prawie zadławił się śliną, gdy ktoś zaszedł go od tyłu.

- Komandor McGarrett – powiedział Timmy tak radośnie, że wydawało mu się to podejrzane.

Ostatnim razem, kiedy się widzieli, nie rozstali się w zbyt dobrych stosunkach i tym bardziej dziwił go entuzjazm mężczyzny. Timmy nie miał na sobie ani kropli potu, co pewnie zaalarmowałoby go, gdyby od samego początku nie miał podejrzeń, że facet nie jest tutaj przypadkowo.

- Cześć – powiedział niepewnie, nie wiedząc jaki jest protokół takich spotkań.

Timmy roześmiał się, jakby wiedział dokładnie skąd jego ostrożność.

- Ze mną możesz rozmawiać normalnie. Nie jestem nadętym bucem – odparł mężczyzna.

Steve z trudem powstrzymał się, aby się nie skrzywić.

- Chyba nie powinieneś tak mówić o Dannym – stwierdził ostrożnie, ale Timmy parsknął.

- Dannym? Pozwala ci tak mówić do siebie? – zakpił mężczyzna. – Muszę przyznać, że byłem w szoku, gdy Carla powiedziała, że to dobry rok. Wiesz, że Williams nadal przychodził do klubu w tym czasie, prawda? – spytał Timmy i Steve musiał mieć jedną z tych niezbyt zadowolonych min. – Nie wiedziałeś?

- Wiedziałem, a raczej podejrzewałem – przyznał, ponieważ nie chciał kłamać.

Nie byli razem, ale Timmy najwyraźniej w tym znalazł swoją szansę. Nie zamierzał burzyć jego koncepcji, szczególnie, że czuł, iż to może faktycznie doprowadzić ich gdzieś. Wszystkie jego instynkty krzyczały, że powinien się trzymać od faceta z daleka, więc postarał się odprężyć, pokazując po sobie tylko lekkie zdenerwowanie.

Szło mu zresztą genialnie. Nie musiał udawać jak bardzo jest zazdrosny o Danny'ego. Miał to w sobie od bardzo dawna.

Timmy spojrzał na niego z pewną dozą satysfakcji.

- Bo to jest dupek. Nie wypuszczał cię do nas, żebyś nie odszedł z kimś innym, ale sam się zabawiał. Masz moje słowo - ciągnął dalej Timmy. – Nie wierzę, że takiemu facetowi jak ty to nie przeszkadzało.

Steve wzruszył ramionami, starając się patrzeć pod nogi. Miał nadzieję, że jego ramiona są dostatecznie obwiśnięte. Potrafił czytać z ludzkich reakcji, ale powtórzenie tego w równi fizyczny sposób nie było tak proste. Nie był zawodowym aktorem.

- To nie tak, że miałem na to wpływ – przyznał, odchrząkując, jakby był zakłopotany.

Timmy przewrócił oczami.

- Nikt nie ma wpływu na Williamsa, zaufaj mi – powiedział mężczyzna, jakby go doskonale znał. – Wydaje mu się, że jest lepszy od innych. Wiesz, że nadal mnie nazywa amatorem? To żałosne. Wrócę do klubu w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Charles wie, że popełnił błąd – poinformował go Timmy.

- To nie było trochę w porządku – przyznał Steve ostrożnie. – Wiesz, to była wasza prywatna kłótnia. Ludzie są podenerwowani – ciągnął trochę niezdecydowanie, ale widział katem oka jak Timmy chwyta przynętę.

Miał cholerną nadzieję, że mężczyzna wyzna mu coś, co połączy go z tymi morderstwami. Timmy jednak zaplótł dłonie na piersi, gdy patrzył na niego.

- Dokładnie – powiedział facet. – Williams zawsze to robi. Zasady są dla innych, ale nie dla niego. Jestem pewien, że przez ten cały czas miał cię tylko dla siebie. Pewnie nie chciał, żebyś zobaczył różnicę między nim, a ludźmi, którzy faktycznie mają w sobie to coś – prychnął Timmy.

Steve najchętniej rozkwasiłby mu gębę, ale uśmiechnął się wymuszenie.

- Słuchaj, to nie tak… - zaczął z lekkim protestem, ale Timmy uniósł dłoń, jakby chciał go uciszyć.

- Nie musisz go bronić. Wiem jak to jest, gdy dopiero zaczynasz, ale po roku… Po roku Steve – przeciągnął jego imię w nieprzyjemnym sposób. – Jesteś gotów na o wiele więcej niż leżenie na kanapie. To co robicie pewnie nie wiele różni się od wanilii, on sądzi, że to jest to, ale to jest po prostu żałosne. I powiedz mi patrząc prosto w oczy, że nie chciałeś zrobić z nim czegoś poważnego, a on cię powstrzymał – dodał Timmy, więc Steve uciekł strategicznie przed nim wzrokiem. – Ha! Wiedziałem – powiedział uradowany mężczyzna. – Wiedziałem to od samego początku. To jak na niego patrzysz. Szkoda twojej lojalności, on nigdy tego nie odwzajemni. Nigdy nie miał nikogo na stałe i nie szuka… - poinformował go całkiem poważnie. – Co innego ja… - przyznał ostrożnie. – Naprawdę stać cię na więcej Steve – ciągnął dalej.

Więc uniósł głowę i spojrzał na niego trochę zaskoczony.

- Mógłbym ci wiele pokazać – przyznał Timmy. – O wiele więcej niż Danny. Pokażę ci to, czego on ci nigdy nie da – dodał z pewnością w głosie.

I Steve może uwierzyłby mu, gdyby wszystkie lampki w jego głowie nie świeciły się na czerwono.

- Tak? – wyrwało mu się i Timmy uśmiechnął się do niego krzywo.

- Dam ci to, czego on nie ma – kusił go wyraźnie mężczyzna. – Jeśli tylko się zgodzisz – dodał.

Steve rozchylił lekko usta, a potem podrapał się po karku, mając nadzieję, że wygląda na odpowiednio zdenerwowanego.

- Widzę, że się wahasz. Nie musi o tym wiedzieć – dodał Timmy. – To może być nasza tajemnica, a potem zdecydujesz, czego chcesz.

I ta kolejność była fatalna. Decydowanie powinno przyjść pierwsze. Steve wiedział o tym, podobnie jak o tym, że Timmy miał naprawdę pokręcony umysł.

- Nie możemy zrobić tego u mnie w domu – przyznał ostrożnie.

- Hotel? – zaproponował Timmy.

Oczywiście, że nie zaprosiłby go do swojego mieszkania.

- jasne. Tylko się wykąpię – powiedział, planując w głowie już całą akcję.

Chin i Kono mogliby obstawiać wejścia. Danny czuwałby najbliżej. Dorwaliby sukinsyna w ostatniej chwili. Timmy jednak położył dłoń na jego ramieniu, zapewne uspokajająco w jego mniemaniu, ale Steve kurczył się w sobie.

- Pachniesz cudownie, zaufaj mi – powiedział mężczyzna. – Może pojedziemy teraz? – dodał i wszystko w nim krzyczało 'nie', więc po prostu oddał Timmy'emu swoje kluczyki, pozwalając się zawieźć w nieznane.

ooo

Wysłał szybkiego smsa do Kono i wyłączył telefon, wiedząc, że dziewczyna szybko połapie się w sytuacji. Wstawała najwcześniej z nich i alarm zapewne został już wszczęty. Wytarł się czystym hotelowym ręcznikiem i spojrzał w lustro, zastanawiając się w zasadzie czy to dobry pomysł. Timmy nie był wojownikiem. Podejrzewał, że zdjąłby faceta jedną ręką, ale podejrzana torba, którą facet przepakował od siebie, nie nastrajała go pozytywnie. Naprawdę nie cierpiał prądu.

- Steve? – spytał mężczyzna przeciągając nieprzyjemnie jego imię.

Najchętniej rozkwasiłby mu gębę, ale potrzebowali konkretów. Przetarł twarz jeszcze raz, nadając jej wyraz niepewnej ekscytacji i wyszedł z łazienki.

Timmy miał pokaźny zestaw lin, co go nie zaskoczyło. Mężczyzna spojrzał wymownie na łóżko, ale Steve skrzywił się lekko. Pokój miał poprzeczną belkę, która o wiele bardziej go interesowała.

- Och – wyrwało się Timmy'emu, który natychmiast zaaprobował ten pomysł.

Przerzucił linę przez belkę i pokiwał w jego stronę palcem, zapraszając go w swoją stronę. Steve zrobił kilka oddechów i podał mu swoje ręce, które tamten związał. Nie przepadał za byciem naciąganym w ten sposób. Za bardzo kojarzyło mu się to z Wo Fatem i kilkoma dniami w Korei, które nie były wakacjami. Jakoś stamtąd wyszedł, a tamci byli zawodowcami. Więzy Timmy'ego nie były nawet w jednej trzeciej tak dobre. Jego mokre od prysznica dłonie, ślizgały się o siebie, upewnił się, że nie wytarł całego żelu.

- Wydajesz się nieśmiały – powiedział Timmy, pewnie na widok jego bokserek.

Nie zamierzał jednak paradować z fiutem na wierzchu, gdy SWAT wpadnie mu na pomoc. Chociaż sądził, że Danny zjawi się tutaj pierwszy. Wiedział też, że w związku z tym jego zbliżająca się kara miała się odbyć na poważnie. To było pogwałceniem wszystkich zasad i już nie mógł ścierpieć dotyku Timmy'ego.

Facet ewidentnie był bardziej zainteresowany sobą niż nim. I nie dotknął nawet jego sutków. Steve starał się myśleć o Dannym, żeby chociaż jego penis wyglądał na zainteresowany, ale Timmy zaśmiał się lekko.

- Wciąż się denerwujesz – stwierdził mężczyzna. – Co powiesz na całusa?

Mógł rzucić jakąś śmieszną zasadą, że się nie całuje, ale Timmy nie czekał na jego reakcję, tylko wsadził mu swój język do ust, starając się siłą wziąć to co chciał. Steve najchętniej ugryzłby go, ale po prostu zawisł, czekając aż się to skończy.

- Nie rób tego więcej – poprosił go cicho, ale najwyraźniej jego ton nie był do końca posłuszny, bo Timmy poczerwieniał na twarzy.

- A jednak jesteś pieprzoną dziwką, prawda? – spytał wściekły mężczyzna, tracąc w ciągu sekund panowanie nad sobą. – Dziwką Williamsa! – warknął. – To był pieprzony pocałunek. Niczego nie potrafisz zrobić dobrze?! – spytał i Steve nie wiedział nawet kiedy w jego rękach pojawiła się jednak z tych śmiesznych maszynek, które wytwarzały napięcie.

Chin sprawdził kto zamawiał je ostatnio w internecie, ale było tych osób zaskakująco wiele i odpuścili sobie. Wiedział jednak dokładnie jak wyglądają, więc spiął się, kiedy Timmy przyłożył mu cholerstwo do żeber. Bolało jak jasny szlag, ale nie mogło się równać z tym, co zrobił z nim Wo Fat, więc zagryzł zęby i pchnął Timmy'ego stopami na jedną z szafek, słysząc wyraźnie w oddali syreny. Mężczyzna wstał, czego się najbardziej obawiał, ale on był już przygotowany do kolejnego kopnięcia.

Timmy pewnie nie spodziewał się, że zasięg jego stóp jest tak wielki i kiedy dostał porządnie w twarz, padł nieprzytomny na dywan. Jego noga trochę bolała i miał kilka kropli krwi na skórze, ale nie wątpił, że Timmy wyglądał w tej chwili o wiele gorzej.

Drzwi wyważono bez ostrzeżenia i Danny wpadł do środka w bronią w ręku. Chin i Kono byli zaraz za nim i Steve uśmiechnął się dumnie, starając się wyswobodzić z cholernej liny.

- Chryste – wyrwało się Danny'emu i wyciągnął z kieszeni kamizelki kuloodpornej nóż.

A narzekał na niego i dziwne skrytki dla granatów. Steve jednak w końcu mógł rozmasować bolesne nadgarstki, gdy Kono sprawdzała puls Timmy'ego i radośnie zakuwała go w kajdanki.

- Za co go zamykamy? – spytała Kalakaua?

- Napaść na policjanta – odparł Steve i spojrzał na zegarek. – Na policjanta na służbie. Pod przykrywką. Mam jego DNA – dodał pół żartem pół serio, patrząc wymownie na swoją nogę.

Lou pojawił się w sekundę później z chłopakami i uniósł brew, jakby naprawdę nie chciał tego komentować.

- Poważnie McGarrett? – spytał Grover. –Williams, czy ty nie miałeś go pilnować?

Danny nie powiedział jednak ani słowa, patrząc na niego tak, jakby nie wierzył w to co się działo. Steve chciał jakoś zmyć z niego ten wyraz twarzy, ale Williams uniósł obie dłonie do góry, jakby się od niego odgradzał.

- Nawet się do mnie nie odzywaj – warknął Danny.

Kono starała się nie zwracać na nich uwagi, więc złapał Williamsa za ramię, nie pozwalając mu tym razem tak po prostu odejść.

- Nie rozumiesz – mruknął półszeptem, patrząc mu prosto w oczy. – Timmy powiedział, że da mi to, czego nie możesz dać mi ty… - zaczął i Danny poczerwieniał na twarzy.

- Nigdy więcej mnie nie dotykaj – warknął Williams, wyszarpując swoją rękę z jego uścisku.

Może zaprotestowałby, ale Lou patrzył wprost na niego i Steve zdał sobie nagle sprawę, że stoi w samych bokserkach na środku pokoju hotelowego i to nie było coś, co chciał mieć wpisane w CV. Wziął od China patyczek i zebrał krew Timmy'ego ze swojej stopy. Pozwolił sobie zrobić nawet kilka zdjęć, a potem wziął ubranie z łazienki.

Kiedy jednak wybiegł przed hotel, samochodu Danny'ego już nie było.

ooo

Spodziewał się, że Williams będzie na niego wściekły, ale Danny przeniósł swoje rzeczy na komisariat jeszcze tego samego dnia. Co pewnie nie powinno go dziwić, ponieważ wraz z końcem tej sprawy, nie współpracowali oficjalnie. Gubernator zresztą zadzwoniła zarówno do nich z gratulacjami jak i kapitana HPD.

Timmy okazał się jeszcze bardziej niestabilny niż przypuszczał. Prokuratura wydała oficjalne oświadczenie i nawet chyba próbowali przeprosić Kono, ale nie z nią takie numery. Spodziewał się szybkiego procesu i sporego hałasu. Wiele szczegółów sprawy przedostało się do prasy, chociaż Timmy'emu nie bardzo chciano wierzyć. Szczególnie, gdy przyszły jego wyniki badania psychiatrycznego.

Steve próbował zadzwonić do Danny'ego kilka razy, ale bezskutecznie. Williams nie odbierał, a wręcz rozłączał go uparcie. I pewnie to miała być jedna z tych grubszych akcji, które kończyły się prawie miesięczną ciszą. Był jednak naprawdę zdziwiony, gdy Danny nie pojawił się na progu jego domu w dwa dni później. Umówili się wcześniej, że przecież spędzą ten wieczór razem, ale Williams najwyraźniej uważał, że naprawdę wszystko między nimi zakończone i ta myśl nie była miła.

Wiedział, że to nie będzie trwało wiecznie, ale ta sprawa nie różniła się o wiele bardziej od innych. W końcu Kono wysyłali jako przynętę tak wiele razy, że kupiła sobie nawet taką koszulkę w sklepie wędkarskim, chcąc pewnie dać im coś do zrozumienia. Nie był seksistą, po prostu kobiety były częstszymi ofiarami napadów. I teraz, kiedy nadarzyła się okazja z przyjemnością ją zastąpił.

I to nie tak, że podjął niepotrzebne ryzyko. Mogli połączyć Timmy'ego z miejscami zbrodni. Mieli jego DNA oraz sprzęt, którym zadał opisane przez Danny'ego i Maxa rany. Proces miał przebiec tak gładko, że spodziewali się wyroku skazującego w ciągu kilku tygodni. Był wyszkolonym SEAL, więc ryzyko dla niego było znikome. Timmy nie miał zarejestrowanej pod swoim nazwiskiem broni. Nie potrafił walczyć. To było jak sto do jednego dla niego, nawet, gdyby był bardziej skrępowany.

I był pewien, że kiedy Danny przemyśli wszystko, pójdzie po rozum do głowy.