Tajemnica Hermiony
Gdy wróciliśmy do zamku, w pokoju wspólnym nie było Harry'ego.
— Jak myślisz, gdzie jest? — zapytała cicho Hermiona. Pokręciłam głową na znak, że nie miałam pojęcia. Poszłyśmy zanieść swoje rzeczy do dormitorium. Gdy wkładałyśmy słodycze do szafki, w okno zapukała sowa.
Hermiona otworzyła jej i odebrała list. Ze zmarszczonym czołem otworzyła wilgotny pergamin i zaczęła czytać.
— Hagrid przegrał — powiedziała cicho drżącym głosem. — Zabiją Hardodzioba!
Szybko spojrzałam jej przez ramię i sama przeczytałam list. Nie mogłam w to uwierzyć, chociaż podejrzewałam, że pewnie pan Malfoy przekupił całą komisję.
Bez słowa wyszłyśmy z dormitorium, ale Rona i Harry'ego nadal nigdzie nie było. Postanowiłyśmy ich poszukać, więc przeszłyśmy przez dziurę w portrecie i zobaczyłyśmy ich na końcu korytarza. Od razu do nich podeszłyśmy, widziałam, że coś musiało się stać, bo mieli posępne miny.
— Przyszłaś, żeby się z nas nabijać? — warknął Ron do Hermiony, kiedy zatrzymałyśmy się przed nimi. — A może dopiero co na nas naskarżyłaś?
— Nie — odpowiedziała. — Po prostu pomyślałam, że powinniście o tym wiedzieć… Hagrid przegrał. Mają uśmiercić Hardodzioba.
Chłopcy wpatrywali się w nią bez słowa.
— Przysłał mi… to — powiedziała Hermiona, wyciągając ku nim list. Harry wziął pergamin i obaj pochylili się nad nim.
— Nie mogą tego zrobić — powiedział po chwili. — Nie mogą. Hardodziob wcale nie jest niebezpieczny.
— To ojciec Malfoya tak nastraszył komisję — powiedziała Hermiona, ocierając sobie oczy. — Wiecie, jaki on jest. A oni to banda trzęsących się ze strachu starych głupoli. Ale będzie apelacja, zawsze tak jest. Tylko że straciłam już nadzieję… nic się nie zmieni.
— Nieprawda, zmieni się — zaperzył się Ron. — Tym razem nie będziesz odwalała wszystkiego sama, Hermiono. Pomogę ci.
— Och, Ron!
Hermiona zarzuciła mu ręce na szyję i rozkleiła się kompletnie. Spojrzeliśmy na siebie z Harrym i uśmiechnęliśmy się.
— Ron, naprawdę, tak mi przykro z powodu Parszywka… — załkała Hermiona.
— Och… no dobra… był już stary — powiedział Ron, któremu najwyraźniej ulżyło, kiedy go puściła. — I w ogóle był trochę bezużyteczny. A teraz rodzice może kupią mi sowę.
Poszliśmy do pokoju wspólnego i pierwszy raz od długiego czasu usiedliśmy razem przy kominku. Brakowało mi tego.
— Malfoy na ciebie naskarżył? — zapytałam Harry'ego. — Słyszałyśmy, jak opowiadał Julii, że widział twoją głowę.
— Tak — powiedział Harry. — Snape mnie złapał, ale niczego nie potrafił mi udowodnić… Chciał odczytać Mapę Huncwotów, ale ona zaczęła go obrażać. — Uśmiechnął się na to wspomnienie. — Każdy twórca mapy dorzucił coś od siebie. Pan Lunatyk przesłał mu wyrazy szacunku, ale prosił, żeby nie wtykał swojego długiego nochala w sprawy innych ludzi. — Zachichotałam. — Pan Rogacz zgodził się z panem Lunatykiem i dodał, że Snape jest wrednym głupolem. Pan Łapa wyraził zdumienie, jak taki kretyn mógł zostać profesorem. — W tym momencie wybuchnęliśmy śmiechem. — A pan Glizdogon radził mu umyć włosy, bo kleją się od łoju.
Podczas gdy śmialiśmy się, ja zastanawiałam się, jakby zareagował Harry, gdyby wiedział, kto stworzył mapę i że pan Rogacz jest jego ojcem.
— Co się potem stało? — zapytała Hermiona.
Harry przestał się śmiać i spoważniał.
— Zawołał Lupina. Krył nas, twierdząc przed Snape'em, że to pergamin ze sklepu Zonka, obrażający wszystkich, którzy go próbują odczytać. W tym samym momencie wpadł Ron i od razu potwierdził jego słowa. Potem wyprowadził nas z gabinetu Snape'a i… — Zamilkł na chwilę. — Powiedział nam, że wie, że to jest mapa i wie, skąd ona jest. Zdziwił się, że jej nie oddaliśmy, zwłaszcza po ostatnim pojawieniu się Blacka. Oczywiście nie oddał mi jej.
— Powiedział też coś dziwnego — dodał Ron. — Że ci, którzy sporządzili tę mapę, bardzo by chcieli wywabić Harry'ego ze szkoły, uważali to za bardzo zabawne.
— Przyznał, że ich znał — powiedział Harry.
— Ale przecież nie było cię na świecie, kiedy ona powstała — mruknął Ron. — Chyba.
— Nie przyszło ci do głowy, że może jednym z twórców jest twój tata? — zapytałam Harry'ego.
— Myślisz?
— To możliwe. Jeśli był jej współautorem, na pewno uważałby za zabawne, gdyby jego dzieci odkryły jakieś tajne wyjścia z Hogwartu.
Harry milczał.
— Może — odezwał się po chwili. — Ale czy ktokolwiek mógłby to potwierdzić?
Znów zamilkł, a po kilku minutach przeprosił nas i poszedł do dormitorium. Gdy tylko chłopak zniknął nam z oczu, Ron cicho przekazał nam, co jeszcze powiedział profesor Lupin, dzięki czemu zrozumiałam, dlaczego Harry jest w tak kiepskim nastroju. Wiedziałam, że chłopak w pobliżu dementorów słyszy głosy rodziców i ich ostatnie słowa przed śmiercią. Oddali za niego życie, a on ryzykuje, żeby zyskać torbę magicznych zabawek.
Oczywiście wiem, że nic mu nie grozi. Ale Harry tego nie wie i przez naszą więź czułam smutek, jaki go ogarnął.
.
Przez nowe środki ostrożności nie mogłam wymykać się z zamku, żeby spotkać się z Syriuszem. Hermiona, Ron i Harry ubolewali, że nie mogą wychodzić, żeby odwiedzić Hagrida, ale mogliśmy porozmawiać z nim podczas lekcji opieki nad magicznymi stworzeniami. Staraliśmy się podnieść go na duchu, a po lekcjach pracowaliśmy dalej nad obroną Hardodzioba, z nadzieją, że podczas apelacji zmieni się wyrok.
Hermiona zaskoczyła nas po jednej lekcji. Wracaliśmy do zamku razem z resztą klasy. Z przodu szedł Draco z Vincentem i Gregorym, wciąż zerkał na nas przez ramię. Cały czas się śmiał, a kiedy Hagrid ze łzami w oczach zostawił nas przy wejściu do zamku i ruszył w kierunku swojej chatki, głośno powiedział:
— Patrzcie na tego mazgaja! Widzieliście kiedyś coś tak żałosnego? I on ma być naszym nauczycielem!
Starałam się zapanować nad swoim gniewem, Harry i Ron jednocześnie podbiegli do niego, rozwścieczeni, ale Hermiona była szybsza. Trzasnęła go w twarz z całej siły. Draco zachwiał się, a chłopcy stali jak sparaliżowani. Hermiona znowu podniosła rękę.
— Jak śmiesz mówić o Hagridzie, że jest żałosny, ty głupi… podły…
— Hermiono! — zawołał Ron i spróbował chwycić jej rękę, kiedy się zamachnęła.
— Zjeżdżaj, Ron!
Dziewczyna błyskawicznie wyciągnęła różdżkę i wycelowała ją w Dracona, który cofnął się o krok. Vincent i Gregory spojrzeli na niego, kompletnie ogłupiali.
— Idziemy — wybełkotał Draco i po chwili wszyscy trzej zniknęli nam z oczu.
— Hermiono! — wydyszał Ron z niekłamanym podziwem.
— Harry, musisz go pobić w finale quidditcha! — powiedziała ostro Hermiona. — Musisz, bo ja bym po prostu nie zniosła zwycięstwa Ślizgonów!
Dopiero wtedy podeszłam do nich. Nadal byłam zła i trzymałam zaciśnięte ręce. Zastanawiałam się, co się stało z tym chłopcem, który kiedyś był moim przyjacielem? Kiedy on się tak zmienił? Czy to może ja nigdy nie widziałam jego wad?
— Chyba już się zaczęły zaklęcia — powiedział Ron, wciąż gapiąc się na Hermionę. — Lepiej się pospieszmy.
Popędziliśmy po marmurowych schodach. W końcu dotarliśmy pod salę. Gdy Harry otwierał drzwi, Hermiona stała za mną, szybko weszliśmy do środka i odwróciłam się, żeby się upewnić, że wchodzi za mną: Dziewczyny nie było. Rozejrzałam się po korytarzu i ze zdziwieniem zauważyłam, że był pusty. To niemożliwe, żeby tak szybko gdzieś poszła, musiałabym ją zauważyć. Zamknęłam drzwi i usiadłam obok chłopaków.
— Gdzie się podziała Hermiona? — zapytał Ron.
— To dziwne — powiedział Harry. — Może… może poszła do toalety czy co?
Nie odzywałam się, ale gdyby tak było, zobaczyłabym ją na korytarzu. Miałam wrażenie, że coś mi umknęło, coś oczywistego. Nie mogłam uchwycić tej myśli podczas lekcji, bo właśnie ćwiczyliśmy zaklęcia rozweselające, a byłam w parze z Neville'em, więc nie chciałam zrobić mu krzywdy źle rzuconym zaklęciem. Poza tym chłopakowi zdecydowanie przyda się trochę śmiechu, nadal cierpiał po tym, jak zgubił karteczkę z hasłami. Ku mojemu zadowoleniu, pod koniec lekcji Neville był w doskonałym nastroju, pierwszy raz od tygodni widziałam go z szerokim uśmiechem na twarzy. Cała klasa była w dobrym nastroju.
Natomiast Hermiona nie pojawiła się do końca lekcji, nie przyszła również na drugie śniadanie. Podczas gdy chłopcy martwili się, czy coś jej się nie stało, ja wciąż starałam się przypomnieć, co mogło mi umknąć. Poszłam za nimi do Wieży Gryffindoru, gdzie i tak planowałam spędzić następną godzinę, bo odwołali mi numerologię. Ku naszemu zdziwieniu, Hermiona spała przy stole, z głową opartą na podręczniku. Harry obudził ją szturchnięciem.
— C-coo? — wyjąkała, podnosząc gwałtownie głowę i rozglądając się nieprzytomnie dookoła. — Już czas iść? J-jaką lekcję teraz mamy?
— Wróżbiarstwo, ale dopiero za dwadzieścia minut — odrzekł Harry. — Hermiono, dlaczego nie byłaś na zaklęciach?
— Co? Och, nie! Zapomniałam pójść na zaklęcia!
— Ale jak mogłaś zapomnieć? Przecież byłaś z nami przed drzwiami klasy?
— No nie! Nie mogę w to uwierzyć! — jęknęła, machinalnie dotykając dłonią łańcuszka na szyi. Zaczęłam mu się przypatrywać. Nie widziałam, co było do niego przyczepione, bo trzymała to pod bluzką. Uświadomiłam sobie, że od początku roku szkolnego cały czas miała to zawieszone na szyi. — Flitwick się wściekał? Och, to wszystko przez Malfoya, myślałam o nim i coś mi się pomyliło!
— Wiesz co, Hermiono? — odezwał się Ron, spoglądając na olbrzymi podręcznik do numerologii, który Hermiona użyła jako poduszki. — Ty chyba dostajesz świra. Za dużo na siebie wzięłaś.
— Nie, to nieprawda! — oburzyła się Hermiona, odgarniając włosy z oczu i rozglądając się za swoją torbą. — Po prostu mi się pomyliło, to wszystko! Zaraz pójdę do profesora Flitwicka i go przeproszę… Zobaczymy się na wróżbiarstwie!
— Nie zapomnij, że dziś nie mamy numerologii — rzuciłam w jej kierunku, gdy wychodziła z pokoju wspólnego. Skinęła głową.
— Jakim cudem ona chodzi na numerologię? — zapytał Ron. — Przecież to jest w tym samym czasie, co wróżbiarstwo, a nigdy nie opuściła ani jednej lekcji…
— Numerologii też nie opuściła — powiedziałam. — Ani starożytnych runów.
— Niemożliwe, nie może być w dwóch miejscach jednocześnie, nie można się tak rozdwoić — stwierdził Ron, a ja czułam, jak wszystko układa się w mojej głowie.
Ron mylił się. Magia jest tak rozbudowana, że umożliwia znajdowanie się w dwóch miejscach jednocześnie, chociaż jest to bardzo niebezpieczne. Przypomniałam sobie łańcuszek, który Hermiona nosiła od początku roku szkolnego i uśmiechnęłam się: Chyba odkryłam jej tajemnicę.
.
W końcu chłopcy wyszli na wróżbiarstwo, a ja siedziałam w pokoju wspólnym, w którym było cicho i spokojnie. Zabrałam się do odrabiania zadań domowych, by chociaż ich część mieć już z głowy. Byłam zaskoczona, gdy po dwudziestu minutach przez dziurę w portrecie weszła Hermiona.
— Co tu robisz? Przecież masz wróżbiarstwo! — zapytałam zaskoczona.
— Już nie — odpowiedziała. — Nie będę chodzić na te bzdury. Szkoda czasu, a Trelawney jest taka wkurzająca! Najpierw zaczęła opowiadać, że swoim wewnętrznym okiem widziała, że na egzaminach będzie wróżenie z kuli, a przecież ona sama ustala, z czego zrobi egzamin. — Hermiona dawała upust swojej złości. — Potem gapiliśmy się jak idioci w mgiełkę w środku kuli, ona do nas podeszła i zaczęła mówić, że znów widzi tego śmiesznego ponuraka!
— Pewnie widziała zwykłego psa — wtrąciłam, myśląc o Syriuszu. Hermiona uśmiechnęła się.
— W końcu powiedziała, że nie posiadam czegoś, czego wymaga sztuka przepowiadania przyszłości czy coś w tym stylu… I że mam umysł beznadziejnie doczesny… — Parsknęłam śmiechem. — To ja jej odpowiedziałam, że mam dosyć, rezygnuję i sobie poszłam. Wiesz co, nie żałuję, ten przedmiot nie jest do niczego potrzebny, szkoda na niego czasu.
Uśmiechnęłam się i obie zamilkłyśmy.
— Jak to robisz? — zapytałam po chwili milczenia.
— Co?
— Jesteś w dwóch miejscach jednocześnie — wyjaśniłam. Hermiona milczała. — Dostałaś zmieniacz czasu? — Nie musiała odpowiadać, po jej minie widziałam, że dobrze trafiłam. — Mogę obejrzeć?
Dziewczyna z wahaniem wyciągnęła go spod bluzki. Na bardzo długim, złotym łańcuszku wisiała maleńka, błyszcząca klepsydra. Obejrzałam ją z ciekawością. Po chwili uśmiechnęłam się do dziewczyny, a ona schowała zmieniacz z powrotem pod bluzkę.
— Poćwiczysz ze mną zaklęcia rozweselające? — zapytała po chwili. — Przydałoby mi się trochę dobrego humoru, a Flitwick dał mi do zrozumienia, że będzie to na egzaminach…
Skinęłam głową i złapałam różdżkę. Krótko wyjaśniłam jej teorię, zademonstrowałam, jak działa, a gdy zaklęcie trafiło w nią, zaczęła głośno się śmiać. Hermiona była tak zdolna, że już po kilku próbach rzuciła poprawnie zaklęcie, na co wybuchnęłam śmiechem. Trenowałyśmy jeszcze trochę, a potem rozbawione opadłyśmy na fotele. Brzuchy bolały nas ze śmiechu i nie byłyśmy w stanie nic zrobić do obiadu.
.
Wkrótce rozpoczęły się ferie wielkanocne, ale mimo braku lekcji, nie było mowy o odpoczynku. Zadano nam tyle prac domowych, że wiele osób było bliskich załamania nerwowego. Hermiona miała najwięcej pracy, często opuszczała pokój wspólny jako ostatnia, i jako pierwsza pojawiała się w bibliotece. Harry trenował quidditch, wszystkim, a przede wszystkim Woodowi zależało, żeby zdobyć Puchar Quidditcha. Teoretycznie Ron miał najmniej pracy, ale w wolnych chwilach wertował księgi o hipogryfach, pracując nad apelacją w sprawie Hardodzioba. Pomagałam mu, gdy tylko mogłam. Za to wieczory spędzałam w gabinecie Severusa, dalej ucząc się legilimencji. Teoretycznie mogłam zrobić przerwę w ćwiczeniach przed egzaminami, ale szło mi coraz lepiej, więc byłam bardzo zmotywowana do pracy. Poza tym bałam się, że przerwa mogłaby sprawić, że za kilka tygodni nie szłoby mi tak dobrze, jak teraz.
Ferie minęły bardzo szybko, mecz zbliżał się wielkimi krokami, co powodowało ogromne napięcie między Gryfonami a Ślizgonami. Nie raz dochodziło do bójek, Ślizgoni podkładali nogi Harry'emu, Vincent i Gregory włóczyli się za nim, dając mu tylko spokój, tylko gdy ten był otoczony Gryffonami. W końcu Wood polecił, żeby zawsze ktoś towarzyszył Harry'emu, dlatego ten był wiecznie otoczony tłumem, co często skutkowało tym, że się spóźniał na lekcje. Na szczęście większość nauczycieli przymykała na to oko.
W piątek po lekcjach nikt nie miał głowy do nauki. Nawet Hermiona odłożyła swoje książki. Wszyscy rozmawiali o nadchodzącym meczu. Harry nie mógł się zrelaksować, cały czas myślał o odpowiedzialności, jaka na nim ciążyła. To przede wszystkim od niego zależało, czy Gryffindor wygra puchar. Odetchnął z ulgą, gdy Wood krzyknął, że drużyna ma iść do łóżek.
Hermiona i Ron patrzyli z troską na chłopaka, który zmierzał w kierunku dormitorium.
— Da radę — powiedziałam z pewnością.
Spojrzeli na mnie.
— Skąd wiesz? — zapytała Hermiona.
— Wierzę w niego.
Redakcja & korekta: as_ifwhat
Przepraszam za kolejną tak długą przerwę między rozdziałami. Planowałam go opublikować ok. 2 tygodnie temu, ale krótko przed Dniem Babci moja babcia trafiła do szpitala i było z nią tak źle, że nie byłam w stanie myśleć o pannie Potter.
Niestety moja babcia przegrała walkę z chorobą. W sobotę był pogrzeb, a ja teraz staram się wrócić do normalności. Życzcie mi powodzenia.
Mam nadzieję, że rozdział Wam się podobał, chociaż przyznam szczerze, że nie jestem z niego zadowolona w 100% :(
