Disclaimer: I don't own Harry Potter.
Autor oryginału: BummedOutWriter
Link do oryginału: /works/13851786/chapters/31860894
Zgoda na tłumaczenie: jest
Paring: HP / DM
Ostrzeżenia: Slash, Time Travel, Mpreg
Rozdział 21
- Cieszę się, że między wami dobrze się układa. - powiedziała Wiewióra, przeglądając magazyn Quidditcha. - Harry zawsze był takim delikatnym kochankiem.
- Był prawiczkiem, ty kłamliwa babo! - wydusił na jednym tchu Draco, chwytając mocniej cienkie prześcieradło, które go przykrywało.
- Och. Masz rację. - dziewczyna wzruszyła ramionami. - Chyba miałam na myśli Deana.
- Gdzie on jest, do jasnej ciasnej? Gdzie on jest?
- Dean?
Kolejny skurcz. Draco jęknął głośno a ten rudowłosa demonica stłumiła dźwięk poduszką.
- No już, już. - powiedziała, odsuwając się, podczas gdy blondyn z trudem łapał powietrze.
Dziewczyna sadowiąc się wygodniej w fotelu, przerzuciła kolejną stronę.
- Czy to prawda, że dałeś się trafić tylko dlatego, żeby uniknąć starcia ze mną w finale Pucharu Ligi?
- Oczywiście, że nie, ty głupi baranie!
Dziewczyna rzuciła mu niedowierzające spojrzenie.
- Salazarze, gdzie jest Harry?
- Och? Nie powiedziałam ci? Luna go zatrzymała. Mówiła coś o gnębiwtryskach.
- Pieprzone gnębiwtryski. - jęknął Draco, czując kolejną falę skurczów. Ta była boleśniejsza, do tego stopnia, że ciężko mu było oddychać.
- Jestem, jestem! - do pokoju wpadł Harry.
- Harry! - krzyknęła Ginny, wstając natychmiast i rzucając mu się na szyję.
- Och, Ginny. Wielkie dzięki. - odpowiedział mężczyzna, obracając ją dookoła.
- Jestem taka szczęśliwa i podekscytowana! - przyznała kobieta. - Jak bardzo szalone to jest?
- Wiem. To takie przytłaczające.
Draco mocniej przycisnął poduszkę do twarzy, mając nadzieję, że zemdleje.
- Cóż, będę służyć pomocą, o ile będziesz jej potrzebować. Przy okazji, bardzo mi się podoba to, co zrobiłeś w pokoju dziecinnym. - powiedziała, kładąc dłoń na bicepsie Harry'ego.
- Tak? Pomyślałem, że przyda mu się więcej kolorów.
- Och, jest idealnie. Myślę, że...
Draco wydał z siebie kolejny stłumiony jęk. Harry zbladł, nagle przypominając sobie o cierpiącym małżonku i bezceremonialnie odepchnął Ginny na bok, przez co dziewczyna wpadła na jedną z szafek. Dzięki trzem dużym krokom, znalazł się koło łóżka blondyna i z pewnym trudem oderwał poduszkę od jego twarzy.
Potem chwycił jego dłoń.
- Wszytko w porządku, kochanie?
Draco nie zamierzał nawet na to pytanie odpowiadać.
- Zabierz-ją-stąd! - wydusił zamiast tego.
Harry spojrzał na Ginny, która akurat się pozbierała.
- Przepraszam, Gin.
Ruda uśmiechnęła się dość niezręcznie, po czym wyszła z pokoju.
Harry przycisnął usta do dłoni Draco i skupił na nim całą swoją uwagę.
- Twoja kolej. - zakomunikował słabo Draco.
Harry pomyślał przez chwilę, bezmyślnie głaszcząc jego nadgarstek.
- Twój najlepszy seks w życiu. Oczywiście, poza tym ze mną. - uśmiechnął się.
- Milly.
Brunet poczuł, że opada mu szczęka.
- Bullstrode?
- Jest... twardą dowódczynią.
- Myślałem, że... - zaczął dukać, szukając drogi ucieczki.
- Wiesz, jestem biseksualny i czasami...
- Ech! Nie kontynuujemy tego! - zaczerwienił się Harry, próbując odegnać od siebie myśl, że Draco i Milly kiedyś się pieprzyli w jakimś schowku. - Twoja kolej. Możesz zapytać mnie o wszystko.
Blondyn poczekał aż skończy się kolejny skurcz. Jego twarz była wykrzywiona z bólu a zęby zaciśnięte.
- Czy zastanawiałeś się kiedyś... - wziął głęboki oddech. - ...jakbyśmy się spiknęli, gdyby... nie dla Molly?
- To ma znaczenie?
- Jestem po prostu ciekawy.
- Jakkolwiek. - odpowiedział Harry, odchylając się na krześle. - Czy to ci przeszkadza?
- Może czasem... - Draco napiął mięśnie, więc brunet znowu go pomiział po plecach. I tak ich rozmowa dobiegła końca. Zmarszczył brwi ze zmartwienia.
Blondyn nie miał zielonego pojęcia ile czasu już minęło od ich przybycia do Świętego Munga. Miał wrażenie, że minęły wieki, odkąd zaczęły się te tortury. Przez nie nienawidził Harry'ego. Tak właściwie, to teraz nienawidził wszystkich i wszystkiego. Nienawidził Luny i tego, że w tym pokoju brak jest jakiejkolwiek prywatności. Nienawidził częstych ingerencji "życzliwych" ludzi i wszystkich tekstów podobnych do "Łał, Harry. Wygląda na to, że BARDZO cierpi."
Harry starał się trzymać wszystko pod kontrolą - uspokajał go, kojąco szeptał i dotykał spoconej głowy. I podtrzymywał tą głupią grę – rozpraszał go.
Czy ich małżeństwo było dobre? Czy im się udało?
Musiał to z siebie wyrzucić.
- Kochamy się. - odpowiedział Harry, wzruszając ramionami.
Draco owinął palce wokół jego dłoni.
- To moja kara. - stwierdził. - Jesteś dla mnie za dobry.
Mężczyzna zamrugał zdziwiony.
- Cóż, to nasze pierwsze dziecko.
- Pró... próbuję ci powiedzieć, że...
- Oddychaj. Oddychaj, Draco.
Próbował. Naprawdę próbował. Zęby miał zaciśnięte mocno, dopóki fala bólu nie minęła. Gdy otworzył oczy, Harry zagryzał wargę i domyślił się, że jego oczy musiały lśnić srebrem.
- Draco... Musisz się uspokoić...
Blondyn wpatrywał się w ścianę ale nie widział jej.
Twarz mężczyzny była pusta. Wyraźnie się czemuś przypatrywał. Harry momentalnie się napiął i odwrócił szybko, żeby stawić czoła niebezpieczeństwu.
Niczego tam nie było. A przynajmniej jeszcze nie. Dopiero po chwili widać było, jak ktoś materializował się powoli - nie aportował - ale stopniowo pojawiał się. Magia wokół tej postaci wirowała.
- Stop! - Harry bezradnie upomniał Draco. Potem wyciągnął różdżkę i przygotował się, celując jej końcem w tą dziwną osobę. - Draco, przestań! - zawołał w panice.
Gdy proces formowania dobiegł końca, przed nimi pojawił się młody ciemnowłosy człowiek o szarych oczach. Miał na sobie eleganckie czarne szaty. Wyglądał całkiem znajomo ale Harry nie potrafił sobie przypomnieć, gdzie się spotkali. Młody czarodziej też był najwyraźniej dość oszołomiony, wnioskując po wyrazie jego twarzy.
Dopiero, gdy zobaczył Harry'ego, uspokoił się odrobinę.
- Mówiłeś, że to właśnie może się stać.
Auror nie opuścił różdżki nawet na sekundę.
- Kim jesteś? - zażądał.
- Och, tylko przyjacielem. No wiesz, z przyszłości. - odpowiedział nieznajomy z ewidentnie nieszczerym uśmiechem. Po chwili jego wzrok przesunął się na Draco. - Och, wszystko w porządku?
- Trzymaj się od niego z daleka! - zawołał Harry.
Kompletnie go ignorując, tajemniczy mężczyzna podszedł do cierpiącego blondyna i odgarnął mu grzywkę z czoła.
- Molly, prawda? - zapytał z widocznym współczuciem. Harry poczuł przepływający w powietrzu strumień magii, który sprawił, że Draco zamknął oczy a napięcie zniknęło z jego czoła. - Wiecznie uparty dzieciak.
- Co... co mu robisz? - wyjąkał Harry.
- Odejmuję nieco bólu.
Po krótkiej chwili, oczy Draco otworzyły się. Mężczyzna podniósł wzrok i złapał spojrzenie nieznajomego.
- Syriusz. - stwierdził.
- Nie. Draco, to nie jest... - przerwał Harry, przełykając gwałtownie ślinę. - Musisz odesłać go z powrotem.
- W porządku. - odpowiedział Syriusz. - Potrafię latać sam.
- Po... potrafisz?
Czarodziej wyszczerzył zęby.
- Też jestem jasnowidzem. - odpowiedział, odwracając się do Draco. - Mam nadzieję, że czujesz się już lepiej. - dodał, po czym zdematerializował się o wiele płynniej, niż przybył tutaj. Harry za to wciąż stał tak samo zamrożony w miejscu jak wcześniej. Jedyną różnicą był fakt, że dłoń trzymająca różdżkę nieco się trzęsła.
Po tym jak Luna odebrała dziewczynkę, dzięki jakimś niewyjaśnionym zbiegom okoliczności, to Ginny Weasley jako pierwsza dostała ją do potrzymania. Draco nie wiedział nawet jakim cudem dostała się znowu do jego pokoju. Gdyby miał różdżkę w zasięgu ręki, kobieta bez wątpienia leżałaby na podłodze w kałuży krwi. Zabiłby ją. Natychmiast i bez chwili wahania. Zamiast tego, mógł jedynie obserwować jak Harry delikatnie odbiera jej niemowlę i wkłada małą w jego ramiona.
Dopiero wtedy blondyn mógł przyjrzeć się swojej córeczce. To było takie dziwaczne, pomyślał. Molly wyglądała na spuchniętą i była równie czerwona co mały troll. Płakała tak przeraźliwie, że miał wrażenie, że uszy zaraz mu zaczną krwawić. A jednak, mimo to, trzymał ją w objęciach, czując jak wzrok zaczyna mu się rozmazywać.
- Jest cudowna. - mruknął cicho Harry. Jego wesołość i zdumienie ustąpiły miejsca niepewności. - Czy... czy porozmawiamy o... hm... Syriuszu?
- Być może. - skłamał smutno Draco. Wiedział też, że nie wytrzyma dłużej. Musi się zdrzemnąć.
Pozwolił, żeby jego powieki opadły - w międzyczasie słyszał, jak do pokoju pakują się ludzie - wybrał sobie idealny moment na drzemkę. Harry delikatnie wyjął mu dziecko z ramion i Draco odpłynął.
Gdy się obudził, dziecko płakało.
W pokoju byli jego rodzice - matka delikatnie kołysała małą. Najwidoczniej jej ciche uspokajające pomruki nie przynosiły rezultatu.
Ojciec wcale nie wyglądał na tak oburzonego, jak Draco przypuszczał, że będzie. W rzeczywistości, jego reakcja na niemowlę była raczej łagodna, niemal neutralna.
W fotelu obok łóżka spał Harry. Nogi miał wyprostowane, ręce skrzyżowane a podbródek spoczywał na jego klatce piersiowej.
- Matko. - odezwał się Draco, czując się żałośnie i potrzebująco. Nienawidził tego, że wciąż był taki bezbronny. Na szczęście, nikt tego nie wykorzystywał.
Narcyza natychmiast podeszła do łóżka i podała mu dziecko. Trzymał małą już wcześniej ale dopiero teraz zalała go fala ulgi. Z czułością pogłaskał cienkie, blond włosy. Jej oczy były już zielone. Takie piękne.
Dziecko krzyknęło na niego niegrzecznie - Harry nawet nie drgnął. Molly wydała potem z siebie dźwięk, który Draco zaklasyfikowało jako "co?". Gdy się uspokoiła, spojrzała na niego tak intensywnie, że miał wrażenie, że jest podziwiany. Widział ten wzrok już wcześniej. Mała gapiła się na niego w ten sposób przez dłuższy okres czasu.
- Może rozpoznawać bicie twojego serca. - zasugerowała matka.
Może dziwnie jej było sugerować, że poznaje nie tylko bicie jego serca ale także jego jako całość?
- Ma na imię Molly. - powiedział pewnie.
Rodzice spojrzeli na niego oszołomieni. Zapewne uważali to za potworną deklarację.
- Molly? - niegodnie skrzeknął Lucjusz.
- Nie postępuj pospiesznie, Draco. Jesteś teraz zestresowany. - powiedziała szybko matka.
Draco zignorował ich.
- Chciałem... chciałem nazwać ją po kimś żywym. - usłyszał swój głos, co było dziwne, bo tak naprawdę nigdy się nad tym nie zastanawiał. - Po kimś ważnym w życiu Harry'ego. Po Molly Weasley. Ona traktuje Harry'ego jak syna a Weasleyowie byli jego pierwszą prawdziwą rodziną...
- To... cudowne imię. - uspokoiła go matka, choć wypowiedziała te słowa dość zduszonym głosem.
Ojciec jednak wciąż wyglądał, jakby został spoliczkowany. Chwycił swoją laskę tak mocno, że aż pobielały mu kostki. Wyglądał jakby rozważał uderzenie nią Draco.
Gdy zamrugał, okazało się, że Harry jest już na nogach i przygląda się tej scenie ze skrzyżowanymi rękami - jego twarz była całkowicie nieczytelna.
- Zostawimy cię teraz, żebyś odpoczął. - powiedziała matka, niemal wywlekając siłą ojca z pokoju.
Nawet kiedy jego rodzice wyszli, Harry nie poruszył się. Zamiast tego, błyszczały mu oczy. Potem kaszlnął.
- Hm...
Draco złapał go za koszulę i wciągnął na łóżko, tak by nie ścisnąć za bardzo noworodka.
- A gdzie jest Teddy?
- Był tutaj, kiedy spałeś. Teraz jest z Ronem i Hermioną.
Draco mruknął cicho. Harry pochylił się, żeby ukraść mu szybki pocałunek ale blondyn przedłużył go, przy okazji skubiąc wargę mężczyzny.
- Kocham cię. - powiedział Ślizgon. Gdy się odrobinę cofnął, zauważył że Harry jest cały czerwony. Drań.
- Też cię kocham. - odpowiedział gorliwie.
- Och, i Potter?
- Tak?
- Nie zmieniam pieluszek. - zakomunikował Draco, przekazując małą mężowi.
