Zgodnie z harmonogramem co piątek publikuję nowy rozdział. Tradycyjnie już dziękuję za czytanie oraz odwiedzanie. W tym rozdziale Harry będzie pić na przyjęciu z Rufusem i Lucjuszem oraz dowie się dlaczego mocna głowa może mu pomóc w pracy Aurora.

FrejaAleera1: Ależ marudź ile wlezie, ja bez bety nie ogarniam edycji dokumentów a Twoje uwagi są cenne. Rufus był tradycjonalistą i uważał, że to jednak facet winien decydować. A Hermiony jakoś specjalnie nie lubił i na pewno wysoce nie cenił, wziął ją do pracy na zasadzie paprotki (była znana). Poza tym jej pomysły ze skrzatami na pewno zepsuły jej opinię w jego oczach. Całkiem inne podejście miał do Percy'ego oraz Elaine, co do Percy'ego to jeszcze potem opiszę jego relacje z Rufusem. Nie wiem czemu wyobrażałam sobie Dolores że je różowe cukierki w różowych papierkach.

O eliksirze czytałam w wielu fickach, zaś jak to bywa z eliksirami zawsze można zapomnieć.

Toraach: Umbridge to parodnia i postać rodem z komedii i żaden normalny facet jej nie tknie. Ron był za głupi na Aurora i za leniwy, to była praca elitarna i naprawdę dla najlepszych i ciężko pracujących. A Ron? Ron był leniem i jedyne co mógł zrobić co sprzedawać gadżety w sklepie.

Harry i Hermiś się kapnęli za późno, Rufus oraz Bertie i Lucjusz dodali dwa do dwóch znacznie wcześniej. I postanowili zrobić użytek z tej wiedzy.

Tonks straszące Lucjusza.. super.

Elaine może by i założyła koronki i zrobiła parę innych rzeczy, ale potrzebowałaby zachęty w postaci czegoś z procentami.

Patik: Dziękuję i zapraszam do dalszej lektury.


Draco Malfoy nie od razu zastąpił w pracy swoją dawną nieprzyjaciółkę i przyszłą macochę. Brzmiało to naprawdę dziwacznie i mogłoby uchodzić za kiepski żart. Lucjusz nie krył swoich zamiarów wobec Hermiony, a biorąc pod uwagę planowany na maj ślub dziedzica Malfoyów z Pansy, wrześniową uroczystość zapowiedzianą i ogłoszoną przez Ministra Scrimgeoura nadchodzący rok nazwano „Rokiem Ślubów". Opinia publiczna śledziła mariaże elit z zapartym tchem. W roku 1998 pokonano Lorda Voldemora, w 1999 zakończono najważniejsze procesy śmierciożerców więc planowane na 2000 śluby idealnie pasowały do obrazu odbudowy. Zwłaszcza kiedy doszły smaczki typu pośpiesznie zaangażowane ceremonia z udziałem Andromedy Tonks oraz Rabastana Lestrange. Fakt, że Bellatrix, rodzona i niedawno odzyskana siostra panny młodej, była w związku ze starszym bratem pana młodego dodawała nowych barw całości. Posiadłość rodziny Lestrange bez trudu pomieściła dwa małżeństwa, ale oczywiście wywołało to lawinę plotek.

- Zamieszkajcie z Remusem i Teddym w moim domu – powiedziała Andromeda do swej córki – tutaj spędziłam cudowne lata z Tedem i czuję, że owo szczęście wciąż mieszka w ścianach. Wypełnicie dom miłością tego jestem pewna. Nie mogłabym sprowadzić tutaj Rabastana, nie, to by nie było w porządku wobec Teda.

- Wątpię by on chciał tu mieszkać!

- Zrobiłby tak gdybym go poprosiła. Podszedł by na koniec świata po źdźbło trawy gdybym tego pragnęła. Nie, po prostu ten dom to część życia z Tedem. Cudowna i zamknięta całość, pamiątka naszej miłości i jej świadek, z Rabastanem zacznę życie gdzie indziej, w jego domu.

- Nie lubię go, wiem, że przeszedł na naszą stronę ale był śmierciożercą. Nigdy nie będzie mi bliski.

- Nie proszę o to, proszę tylko byś nie mściła się na naszym dziecku za winy ojca. I byś spróbowała być uprzejma dla Rabastana.

- Dziecko nie jest winne, ale do niego nie zamierzam odezwać się nawet słowem!

- To uczciwe.

- Jak nazwiesz dziecko? Masz plany mamo?

- Jeśli urodzę syna, nazwę go Cygnus Rabastan, dla córki wybrałam imiona Druella Narcyza.

- Strasznie to dziwne, chociaż znośne jako Cyg i Dru.

Andromeda wywróciła oczami na równie okropne pomysły. Nic nie powiedziała, ale cała postać wyrażała oburzenie. Wciągnęła głęboko powietrze, mimowolnie kładąc dłoń na lekko zaokrąglonym brzuchu. Nerwy i złość mogą zaszkodzić dziecku. Pożegnała córkę i ruszyła do swego nowego domu. Do Rabastana, swego narzeczonego dumnego jak paw z faktu, że zostanie ojcem. A biorąc pod uwagę Azkaban, Wojnę i Voldemorta było to niemałe osiągnięcie. Nikt już nie oczekiwał dzieci w ich rodzinie.

Hermiona i Lucjusz długo rozmawiali nad terminem ślubu. Nie chcieli specjalnie czekać, ale nadmierny pośpiech mógł obudzić paskudne plotki. Tylko, że dziewczyna nie miała już nastu lat i nie bała się Rity. Poza tym cokolwiek by nie zrobili i jakiej by nie podjęli decyzji na pewno muszą oczekiwać lawiny komentarzy.

Któregoś lutowego poranka siedzieli przy stoliku śniadaniowym. Pansy przejawiała wszelkie objawy ciężkiej, przedślubnej histerii. Pragnęła wypaść idealnie dla swego ukochanego, doprowadzając go w stan rozstroju nerwowego. Draco pragnął uciec z domu i gotów byłby nawet pracować w biurze Artura Weasleya byleby nie musieć znosić szaleństwa.

- Jak ty to przeżyłeś z mamą? – zapytał Lucjusza.

- Ona mieszkała z rodzicami do ślubu. Blackowie dorównywali nam majątkiem, ale mieli nieco wyższy status, więc nie mieszkaliśmy razem jako narzeczeni. Wówczas nad tym bolałem, ale chyba nie ma tego złego. Nadmiernie podekscytowane czarownice bywają naprawdę groźnymi stworzeniami.

- Hermiono a ty kiedy? – pytała Pansy – wiesz, byłoby słodko jakbyśmy wzięły ślub razem, wiesz ojciec i syn jednocześnie składający małżeńską przysięgę.

- To niegłupie – poparł ją Draco – ale czy ludzie nie zaczną gadać, o ślubie z powodu ciąży?

- Zawsze będą, ale Elaine na przykład wymyśliła termin na wrzesień a i tak przysięga, że wszyscy wypatrują czy nie przytyła, albo nie używa zaklęcia maskującego.

W ten oto sposób ustalono wspólne uroczystości dla ojca i syna. Pozwalało im to zaoszczędzić ślubnej gorączki oraz dwukrotnego przeżywania paniki ze strony zaręczonych czarownic. No a maj to naprawdę piękny okres na ślub.

Z okazji ogłoszenia daty ślubu obu par, Lucjusz wydał bankiet. Zaprosił na ten liczne grono arystokratycznych znajomych, ważnych urzędników Ministerstwa oraz Harrego Pottera. Ten ostatni był przyjacielem Hermiony i nalegała na jego obecność. Fakt, że zaproszono jego nie Kingsleya stanowiło przytyk wobec Szefa Biura Aurorów, bowiem Lucjusz nie zapomniał jak stanął w obronie Rona. Poza tym po prostu nie cierpiał ciemnoskórego czarodzieja ze wzajemnością zresztą.

Hermiona, ubrana w bordową, sięgającą do kostek suknię, stała u boku gospodarza. Jako przyszła pani Malfoy miała witać gości. Czuła się okropnie zdenerwowana, bowiem nie nawykła do podobnych rzeczy. Była dzielna i nie drżała przed walką, ale nic w świecie nie chciała zawieść Lucjusza. Ściskała jego ramię niczym przerażone dziecko, gniotąc kosztowną szatę z jedwabiu Akromantuli. On jednak nic nie mówił, tylko uśmiechał się do niej łagodnie. Na szczęście na jej pierwsze przyjęcie zaprosił znane osoby.

Z trudem opanowała okrzyk zdumienia widząc Andromedę Tonks idącą pod ramię z Rabastanem Lestrange. Wyglądali na bardzo szczęśliwych zaś lekko zaokrąglony brzuch starszej czarownicy mówił wszystko. Ubrana w elegancką, szmaragdową szatę kobieta poruszała się z lekkością i arystokratycznym szykiem, niewątpliwie odziedziczonym po rodzie Blacków. Wyściskała Hermionę oraz życzyła jej wszystkiego najlepszego.

Potem zobaczyła Elaine w długiej, bladoniebieskiej sukni. Poruszała się lekko i z gracją w wysokich szpilkach, lekko ściskając ramię narzeczonego. Głęboki granat jego szaty współgrał i tworzył duet z jaśniejszym materiałem jej stroju. Często nosili albo podobne, albo kontrastujące kolory (jak biel i czerń), co zwykle komentowano w dziale plotkarskim gazet. Styl Elaine już zyskał spore uznanie poprzez nawiązanie do tradycji oraz powagę. Czegoś takiego oczekiwano od kobiety na jej miejscu. Złożyła Hermionie gratulacje podobnie jak prawie wszyscy, ale wiedziała, że w przeciwieństwie do wielu mówiła szczerze.

Wyraźne zainteresowanie Lucjusza Malfoya czarownicą mugolskiego pochodzenia wywołało falę plotek i sporego oburzenia. Tradycyjnie nastawieni członkowie społeczności uważali, że młoda kobieta zdecydowanie za wysoko mierzy i powinna znać swoje miejsce. Zwłaszcza jeśli miała zostać następczynią Narcyzy Malfoy, z domu Black. Dystyngowana i piękna arystokratka uosabiała szyk oraz ideał damy z wyższych sfer. Od dziecka wychowywana na dobrą żonę oraz ważną panią. Aksamitne maniery oraz szerokie znajomości były tym, czego oczekiwano od pani Malfoy, nie zaś zainteresowania skrzatami. Hermiona doskonale o tym wiedziała i dlatego denerwowała się przez przyjęciami oraz koniecznością wystąpienia w towarzystwie. Wiedziała jak bardzo czekają na jej upadek oraz potknięcie.

Ginny szła tuż za Elaine, trzymając rękę Harrego. Tym razem założyła szaty czarodziejki, nie zaś mugolską sukienkę i wysokie buty. Rzadko ubierała się w podobny sposób, ale prawie nigdy nie odwiedzała ludzi pokroju Malfoya. Ale szła tam dla Harrego i Hermiony i nie chciała znowu słuchać kąśliwych uwag na swój temat.

Po wszystkich oficjalnych powitaniach i gestach, gospodarz rozpoczął ożywioną rozmowę ze Scrimgeourem. Mieli ostatnio sporo interesów do załatwienia, zwłaszcza jeśli chodziło o pewną denerwującą grupę w Ministerstwie. Znajomi Lucjusza też coś znaleźli, zaś przyjęcie stanowiło idealną okazję do rozmowy.

- Znakomicie, Bertie też wykopał podobne informacje z odmętów swego departamentu – Rufus wręcz promieniał – zatem mamy prawdziwą broń w rękach.

- Proponuję toast – uśmiechnął się Lucjusz – i to naprawdę dobrą whisky. Co ja mówię toast, to warte całej butelki.

Dwaj mężczyźni wypili już ze dwie szklanki, kiedy ich wzrok padł na szczupłego chłopaka o rozczochranych włosach. Harry Potter, Wybawca i przyszły Auror stał samotnie przy bufecie. Prawie ukończył Akademię a instruktorzy bardzo go chwalili. Był skromny i pracowity, wyraźnie zmęczony sławą. Pewnie dlatego Minister zaczął patrzeć na niego nieco inaczej, z mniejszą niechęcią. Zresztą tak naprawdę Dumbledore ich skłócił, a chłopak po prostu był niewiarygodnie lojalny wobec mentora. Przecież nie wiedział wówczas, że ów mentor wyśle go na śmierć!

- Dołącz do nas Harry, trofea się zebrały w jednym miejscu – zaprosił go ubawiony Lucjusz.

- Dobry wieczór panie Ministrze – wybąkał nie rozumiejąc w czym rzecz- jakie trofea?

- Takie, które czarownice wieszają nad kominkiem po dekapitowaniu – wyjaśnił poważnie Scrimgeour, ale usta mu drgały.

- Rufusie, Harry nie zna tego powiedzenia – zauważył Malfoy widząc kompletnie ogłupiałego Pottera.

- Co mu wyjaśnisz Lucjuszu, podobnie jak to że potrzebuje kija na stado wygłodniałych wilczyc?

- Na pewno z jego kijem wszystko w porządku i nie potrzebuje zaklęcia powiększającego.

Harry otworzył usta, ale milczał. Niewątpliwie podejrzewał, że dwaj czarodzieje wypili za dużo i po prostu bredzą. Albo mówią do siebie bliżej nie znanym kodem. I najwyraźniej przeszli sobie na „ty" co w niemały sposób zaskoczyło młodego mężczyznę. Dawny Harry by wpadł w oburzenie, ale dorósł i wiedział, że Malfoyowie bardzo pomogli a obecny Minister był niewątpliwie bardziej kompetentny od Knota. Nie cackał się ze śmierciożercami, chociaż nie przepadał za Zakonem. Zapewnił jednak ludziom spokój oraz dbał o przestrzeganie prawa, czym zyskał wielką popularność.

- Potter – odezwał się Scrimgeour spokojnym głosem- nic nie pijesz? Chodź tutaj i napij się z nami, jesteśmy na przyjęciu i powinniśmy pogratulować Lucjuszowi rychłego ślubu.

- Trafiony zatopiony – powiedział Malfoy – mogę zostać skreślony z listy Skeeter!

- Jakiej listy? – zapytał Harry biorąc łyk whisky.

- Celów do upolowania, czyli inaczej kawalerów do wzięcia – wyjaśnił Scrimgeour ubawiony jego zdumieniem – Lucjusz figurował na niej jako najbardziej pożądany wdowiec, ty zaś górujesz w kategorii najbardziej pożądanych kawalerów w Ministerstwie, za co winienem ci dziękować. Na tobie, nie na mnie skupiła się przez to uwaga armii łowczyń głów.

- Ma pan na myśli czarownice z Ministerstwa? – zapytał Harry

- Oczywiście, polują na mężczyzn niczym drapieżniki i mówią przywodzącym na myśl zawodzenie banshee głosem, który uważają za pociągający. Potraktuj to jako trening Aurora, dasz sobie radę z nimi, nie straszni ci będą czarnoksiężnicy.

- Jakieś rady od bardziej doświadczonego w walce człowieka? – zapytał Potter- pan był kiedyś Szefem Biura Aurorów prawda?

- Prawda i cóż ja sam wybrałem dywersję i podrzucenie przeciwnikowi fałszywych informacji – wyjaśnił – jesteś sławny, ale to cię męczy prawda Harry Potterze?

- Tak panie Ministrze, mam dość tych ludzi gapiących się na mnie jak na cel! Wiem, że gazety zrobiły ten okropny ranking i mam nadzieję, że nie żywi pan do mnie pretensji o bycie numerem dwa.

- Dziękuję ci za to – odparł – nie interesują mnie bandy rozchichotanych czarownic polujących na konto w Gringottcie.

- Przywykłem w szkole przez pierwsze lata ludzie szeptali jak przechodziłem. Na szczęście znalazłem przyjaciół – wyjaśnił przeczesując włosy dłonią.

Harry właśnie prowadził najdziwniejszą rozmowę swego życia. Jego stosunki ze Scrimgeourem były napięte i obie strony ponosiły odpowiedzialność za ów stan rzeczy. Kiedy rozmawiali po raz pierwszy, w pewien zimowy poranek, Harry odczuwał ogromny żal do Ministerstwa. Nie zapomniał urągających wszelkim zasadom procesu, tego co Umbridge wyprawiała w Hogwarcie i oszczerczej kampanii Knota przeciw niemu. Nie przywitał jego następcy zbyt serdecznie. Zareagował furią na propozycję wsparcia wizerunkowego i powtarzał wszelkie słowa Dumbledora. Skąd mógł wiedzieć, że dyrektor prócz nauczania działał aktywnie na polu polityki, zaś Zakon Feniksa był czymś więcej niż klubem przeciwników Voldemorta? Skąd miał wiedzieć, że trenuje go do śmiertelnego pojedynku ukrywając wiele faktów?

Po czasie przeżył szok i opadły mu różowe okulary. Głęboko zraniony ostro oceniał wybory Dumbledora i pomyślał, że być może nie powinien był nienawidzić i napadać na Scrimgeoura z powodu rzeczy jakie zrobił Knot. Przez długie lata Snape karał Harrego za winy jego ojca, coś co budziło w młodym mężczyźnie złość i sprzeciw. A sam, zupełnie nieświadomie, potraktował wrogo nieznanego sobie człowieka, tylko dlatego że miał zatargi z jego poprzednikiem. To ludzie jak Lucjusz, Rudolf i Rabastan sprawili, że Zakon Feniksa oraz Ministerstwo ściśle współpracowali i walczyli jako jedno. Dyrektor tego nie chciał, próbując się dystansować. Harry wolał nie myśleć ile osób więcej by zginęło, gdyby czynili wedle woli dyrektora. W miarę sprawne znalezienie horkruksów zawdzięczali Malfoyom i Bellatrix, która zaprowadziła ich do swej skrytki w Gringottcie. Aurorzy trenowali razem z członkami GD, co ocaliło wiele żyć. To właśnie dzięki temu przed Bitwą o Hogwart zastawili pułapki i utworzyli wokół zamku potężne tarcze przez co nie doszło do wielkich zniszczeń.

Miewał czasem sny, koszmary, w których Zakon i Ministerstwo nie grali w jednej drużynie. Widział wiele śmierci i bólu. Wielu przyjaciół nie żyło i wszyscy byli torturowani, zaś Hogwart leżał w gruzach. Ostatecznie wygrali, lecz cena zwycięstwa była ogromna. Pewnych ran już nic nie mogło zaleczyć. Kto wie czy w ogóle naprawdę zmienili cokolwiek na lepsze?

Pogrążony w rozmyślaniach nie zauważył jak mężczyzna o przywodzącej na myśl lwa postawie patrzy na niego uważnie. Nie na niego ale na jego dłoń z wciąż widocznymi słowami, wyrytymi przez Krwawe Pióro. Harry dopiero po chwili zmrużone oczy swego rozmówcy oraz wąską kreskę w którą zacisnął usta.

- To nie jest zwykła blizna Potter, przeklęty sztylet?

- Nie – odparł Harry niezbyt uprzejmym głosem – robota pańskiej podsekretarz: Umbridge i jej krwawe zabawy mi to zrobiły.

- Wspominałeś o Krwawym Piórze, nie o torturach – wyjaśnił Scrimgeour usiłując nie okazać irytacji.

- To nie to samo?

- Nie, Potter, Krwawe Pióra są dość powszechnie używaną formą kary*. Rodzice i dziadkowie często każą przepisywać nimi zdania, ale to tak nie działa. Nie zostawia śladów. Ma potrząsnąć niesfornym dzieckiem, nie kogoś napiętnować! Prawie każdy, mam na myśli osoby wychowanie w rodzinie czarodziei, chociaż raz pisał Krwawym Piórem, po użyciu maści oraz prostych zaklęć ból i ślady znikają. Czy powiedziałeś o tym komuś?

- Tak, Ronowi i Hermionie! - odparł Harry i naraz poczuł się strasznie głupio.

- Panna Granger nie mogła wiedzieć – wtrącił cicho Scrimgeour – a Weasley.. cud, że bez mapy potrafi znaleźć drogę z własnej sypialni do łazienki. Czy Umbridge stosowała podobne pióra wobec kogoś jeszcze?

- Tak – powiedział Harry – wobec wielu osób z GD, ale… tylko tych z rodzin Mugoli – młody mężczyzna aż odskoczył – bo inni by wiedzieli, że coś jest nie tak, prawda?

- Krwawe Pióra nie są zakazane Potter, ale prawo nakazuje używać ich z umiarem. Pytałeś Weasleya?

- Dlatego pan nie zareagował jak o tym mówiłem i ..

Harry patrzył ze zdumieniem na stojących obok czarodziei. Wesoły nastrój prysł jak bańka mydlana, zastąpiony przez powagę. Krwawe pióra, naruszenie zasad i wszystko naraz robiło się jasne. Ron mu nic nie powiedział, pewnie nie wiedział, albo zapomniał. Neville czy nawet Lavender na pewno by wyjaśnili wszystko lepiej.

Nie zauważyli podejścia blondynki w jasnoniebieskiej sukni. Elaine patrzyła na nich zaskoczona, nie rozumiejąc czemu naraz atmosfera radości i śmiechu ustąpiła miejsce dziwnej powadze. Delikatnie dotknęła ramienia swego narzeczonego, chcąc przykuć jego uwagę.

- Stało się coś? – zapytała – panie Potter, co ma pan na ręce?

Harry wciągnął powietrze, po raz kolejny opowiadając o Umbridge i Krwawym Piórze. Nie rozumiał czemu naraz wszyscy się tym zainteresowali i zaczynają rozmawiać. Wspomniał o tym przecież Ministrowi podczas ich pierwszego spotkania. Nie, krzyczał i wymachiwał rękami co raczej nie pomagało w rozmowie. Potem reagował podobnie, więc właściwie nie powinien nawet się dziwić, że nie został wysłuchany skoro krzyczał i intensywnie machał rękami.

Patrzył na elegancką kobietę w jasnoniebieskiej sukni. Wiedział o niej tylko, że jest narzeczoną Scrimgeoura, kuzynką Lavender i dobrą koleżanką z pracy Hermiony. Rozmawiali kilka razy w uprzejmy i dyplomatyczny sposób, ale nic poza tym. Teraz słuchała go uważnie, raz po raz przygryzając wargę.

- Panie Potter, to co pan mówi to poważne nagięcie prawa – powiedziała po chwili – Dekrety Edukacyjne nie nadawały Umbridge prawa tak dręczyć uczniów. Sam fakt użycia to jeszcze nie przestępstwo, ale regularne korzystanie z podobnych narzędzi bez zapewnienia leczenia to inna sprawa i być może nawet możliwa do pociągnięcia pod stosowanie przemocy wobec nieletnich a to już poważna sprawa – kontynuowała swoim urzędniczym tonem – czy ktoś jeszcze został poddany podobnym praktykom?

Harry nie mógł zrobić nic innego jak udzielić wyjaśnień. Kiedy po raz kolejny mówił dlaczego nic nikomu nie powiedział poczuł się naraz głupio. Był zbyt dumny by prosić o pomoc, za bardzo zły na dyrektora by myśleć racjonalnie. Na szczęście Elaine miała dość taktu by nie zrobić mu wykładu. Mruknęła coś co brzmiało jak „Gryfoni" i zamilkła.

- Pani nie przepada za Umbridge – powiedział Harry przerywając ciszę.

- Nie muszę jej lubić – odparła po czym kontynuowała bardziej opanowana – a moje sympatie lub ich brak nie mają znaczenia jeśli chodzi o przestrzeganie prawa. Ona nagięła prawo Harry Potterze. Nikt ci nie wyjaśnił jak należy używać Krwawych Piór? Twój… sojusznik Kingsley Shacklebolt jest czystej krwi, musi wiedzieć!

- My nie rozmawialiśmy – wyznał szczerze – dałem sobie spokój w którymś momencie. Ron mi nie mógł pomóc, państwo Weasley mieli własne problemy. Teraz i tak nic się nie da zrobić.

- Nie bądź taki pewny Harry Potterze – odparła Elaine przygryzając wargę – nigdy to bardzo mocne słowo.

- Ja… - zaczął – pani jest kuzynką Lavender prawda? Ona..

- Nie chcę o niej rozmawiać i nie obchodzi mnie kogo wybrała na posłańca – przerwała dość ostro – możesz jej powiedzieć, że nie mam jej nic więcej do powiedzenia ponad to co powiedziałam ostatnim razem, a ona tez wyraziła swoje zdanie dobitnie. Obie dokonałyśmy swoich wyborów.

Harry nie zdążył wyjaśnić, że Lavender ani z nim nie rozmawiała, ani o nic nie prosiła. Elaine odeszła pośpiesznie, ledwie pamiętając o pożegnaniu. Naprawdę nie chciał jej urazić, nie skoro zawsze była wobec niego w porządku. I przyjaźniła się z Hermioną.

- Przepraszam panie Ministrze, nie chciałem urazić pańskiej narzeczonej. Była bardzo uprzejma i – zaczął.

- Daj spokój Potter, winę ponosi jej bezmyślna kuzynka i jeszcze durniejszy niż ta bezmyślna dziewczyna Weasley. Cud, że nie doznałeś trwałego uszczerbku na głowie pod jego wpływem. No pij whisky, na co czekasz?

- Mam słabą głowę proszę pana – wyjaśnił szczerze.

- Niedobrze, jako Auror możesz być zmuszony mieć informatorów na Nokturnie, a tamtejszy element, cóż mają słabość do mocnych drinków. Wygranie z nimi konkursu picia to jeden ze sposobów na zdobycie wśród nich czegoś na kształt posłuchu.

- A inne sposoby? – zapytał zaciekawiony Harry.

- Na to jesteś za młody, lub za trzeźwy – wyjaśnił spokojnie Scrimgeour – Shacklebolt powinien przeprowadzić z tobą podobną rozmowę, ja już dzięki Merlinowi nie muszę tłumaczyć młodym Aurorom nic o zabawach na Nokturnie. A uwierz mi, bez informatora będzie ci bardzo ciężko. Niektórzy jak Alastor Moody oczywiście wybierali otwartą walkę, ale ktoś musi infiltrować.

- Szpieg – wtrącił Harry – tak jak Severus Snape w Wewnętrznym Kręgu. Rozumiem, mieliśmy o technikach śledczych na szkoleniu.

Harry nie bardzo miał ochotę na kolejnego drinka. Nie mógł jednak odmówić. Dwaj starsi mężczyźni, z których jeden był gospodarzem a drugi Ministrem Magii, najwyraźniej postanowili go upić. Po trzeciej szklance ognistej był naprawdę rozluźniony i ze zdumieniem odkrył specyficzne poczucie humoru Scrimgeoura. Zaśmiewał się z opowieści o polowaniu oraz zawieszaniu głowy nad kominkiem. Lubił też porównania Lucjusza do głodnych wilczyc, bo widząc pełne pragnienia spojrzenia nieznanych mu czarownic czasem miał wrażenie jakby był soczystym stekiem otoczonym przed drapieżniki. Bogaty pogromca Lorda Voldemorta budził żywe zainteresowanie i dziękował losowi za Ginny i Hermionę. Przy nich pozostał po prostu normalnym człowiekiem.

Niechęć między Wybawcą a Ministrem Magii znikła. Nigdy nie zostali przyjaciółmi, ale nauczyli się wzajemnego szacunku i zachowywania wobec siebie spokojnego i uprzejmego dystansu. Harry oczywiście nie wiedziała o ostatnich wyczynach Rona w mugolskim pubie, bowiem przestał pomagać go kryć. Nie po tym jak opowiadał okropne rzeczy o Hermionie, którą kochał jak siostrę. Nie mógł słuchać pełnych buty oraz pretensji opowieści o sławie i co im się niby należy. Harry przestał gdziekolwiek wychodzić z Ronem, który łaknął uwagi i rozdawał autografy. Rudzielec nie słuchał próśb przyjaciela, nigdy nie słuchał.

Nic dziwnego, że wolał już pić whisky w towarzystwie ostatnich ludzi na Ziemi, z którymi myślał, że może pić. Jego relacje z Lucjuszem nie były przyjacielskie, ale poprawne odkąd poznał prawdę o związku starszego Malfoya z Hermioną. Znał mroczną przeszłość mężczyzny, ale nienawiść prysła odkąd poznał prawdę o losie Narcyzy. A fakt, że Lucjusz dbał i rozpieszczał jego przybraną siostrę wystarczał. Scrimgeour okazał się całkiem w porządku. Nie tylko nie przyjmował łapówek od rodzin oskarżonych śmierciożerców, ale jeszcze skazywał na więzienie tych, co próbowali takowych zagrywek.

Xxxxx

Harry nie wiedział dokładnie ile wypił, nim Ginny go wyprowadziła. Czekał go paskudny poranek, zwłaszcza, że nie mieli w domu eliksiru antykacowego. Nigdy takowego nie potrzebowali, a rudowłosa wyrzucała sobie swoją nieostrożność nad rankiem. Zostawienie trzech facetów obok barku musiało doprowadzić do nieszczęścia. Ocierała mu czoło gąbką, raz po raz prosząc Stworka o ciepłą herbatę.

- Panicz Harry cierpi! – mówił skrzat – czy panienka Ginny nie zna leku?

- Niestety nie – wyjaśniła.

Huk na dole, połączony z siarczystym przekleństwem, poderwał ją na nogi. Tylko Tonks mogła potknąć się o coś, po przejściu paru kroków. Ginny zostawiła Harrego pod opieką Stworka i szybko zeszła na dół. Dlaczego Auror musiała przyjść w niedzielę?

Tamtego lutowego dnia miała na sobie dżinsy i luźny sweter. Przypominała zwyczajną Mugolkę w tym przebraniu, zaś fioletowe włosy przywodziły na myśl szalone eksperymenty nastolatek z wyglądem.

- Wszystko w porządku? – zapytała Ginny – stało się coś?

- Nie, po prostu wpadłam z wizytą. Byłaś na przyjęciu u Malfoya? Co z Harrym?

- Wypił o jednego za dużo i kona w naszej sypialni. Tak byłam, Hermiona nas zaprosiła. Nie widziałam kiedy ostatnio tak promieniała. Malfoy jej służy, nie sądziłam, że to powiem ale ojciec fretki ma na nią dobry wpływ.

- No i dobrze, a jak ma się moja matka?

- Rabastan nie opuszczał jej ani na krok, chyba że biegł dla niej po sok albo coś do jedzenia. Kurczę Tonks jak ona to robi, że ma dorosłą córkę i wygląda równie wspaniale? Widziałam ją w czasie Wojny a teraz jakby wymłodniała a jej oczy lśnią światłem.

- Czyli jest szczęśliwa? – zapytała niepewnie Tonks.

- Tak, nie wiem jak Lestrange to robi, ale twoja matka jest bardzo szczęśliwa.

- Nie podoba mi się to.. wiem, że mój ojciec zmarł kilka lat temu ale Rabastan.. wspomniałaś o Harrym co z nim?

- Ma kaca swego życia – wyjaśniła Ginny – nie wypił dużo, ale wiesz jaką on ma słabą głowę.

Tonks nakazała młodszej kobiecie by poszły na górę. Podała swemu podopiecznemu i koledze z pracy eliksir antykacowy. Każdy kto chadzał na przyjęcia do arystokratów potrzebował takowego. Zwłaszcza, że naprawdę miał słabą głowę.

- Kto go tak urządził?

- Nie uwierzysz – zaczęła rudowłosa po czym widząc oczekiwanie w oczach starszej kobiety kontynuowała – Malfoy i Scrimgeour, wciągnęli go w męską rozmowę.

- To doskonała wiadomość – krzyknęła Tonks - słuchaj, kiedy Kingsley zarekomendował i pozwolił Harremu zacząć trening Aurora, Scrimgeour nie był szczęśliwy. Wiem, że kazał go obserwować i przysyłać sobie raporty. Jeśli z nim rozmawiał i wypił parę głębszych znaczy, że go zaakceptował. Ich relacje nie były łatwe, Dumbledore słusznie nie ufał Ministerstwa w czym miał cel i..

- Tonks – przerwała Ginny – dzięki za pomoc, ale nie chcę rozmawiać o dyrektorze, ani polityce. Czy Harry czegoś potrzebuje?

Młoda Auror pomogła wyraźnie przestraszonej dziewczynie. W międzyczasie opowiadała różne ciekawostki o swojej pracy. Chwaliła przy tym Kingsleya pod niebiosa, wszak nie stanowiło tajemnicy, że wysoki, ciemnoskóry czarodziej jako jeden z pierwszych powitał serdecznie niezdarną metamorfomag w gronie Aurorów. Alastor Moody był tym, który postanowił zostać jej mentorem i osobiście trenował aż zdała wszelkie niezbędne testy, zaś Kingsley uczynił pierwsze dni w nowym zespole znośnymi.

Nie wszyscy powitali radośnie młodą czarownicę o kolorowych włosach o legendarnej wręcz z czasem niezdarności i wesołym sposobie bycia. Starsi członkowie Biura, z ówczesnym Szefem i Rufusem Scrimgeourem oraz jego zastępcą Gawainem Robartsem na czele, patrzyli z wyraźną irytacją na nowego rekruta. Jawiła im się zbyt niefrasobliwa i wesoła jak na jedną z nich. Powszechny szacunek jaki swymi umiejętnościami wypracował sobie Moody umożliwił mu pomoc dziewczynie.

Uważaj, Scrimgeour cię nie lubi i nie uczyni twego życia prostym. Och nie, nie zrobi nic nielegalnego, pewnie wybierze ciebie jako rekruta do parzenia kawy, zawsze na kogoś pada, zapewne też kilka razy nawrzeszczy za zbyt wesoły strój. Generalnie spróbuje doprowadzić do łez, ale jak wytrwasz i sprawdzisz się na misji odpuści ci, przynajmniej częściowo" – ostrzegał Moody. Tonks, którą Scrimgeour nazywał Nimfadorą kompletnie ignorując jej prośbę o bycia nazywaną inaczej, faktycznie musiała parzyć kawę, zastępując na tym stanowisku pewnego chłopaka o brązowych włosach. „To niegrzecznie mówić do kobiety po nazwisku" – padła jedyna odpowiedź, zaś młoda kobieta miała dość rozumu by nie ciągnąć kobiety. Parzenie kawy czy przynoszenie ciasteczek dla starszych kolegów było czymś normalnym i nawet nie protestowała. Nauczyła się nawet przyrządzać cappuccino (z dużą ilością pianki oraz posypką z wiórków kokosowych i czekolady), które musiała przynosić do gabinetu Scrimgeoura.

Przeżyła niemały szok bo nie podejrzewała sztywnego Szefa Biura Aurorów o zamiłowanie do podobnych napojów. Zbierała szczękę z podłogi kiedy zobaczyła jak rozmawiał z młodą, jasnowłosą kobietą w szpilkach. Nie wiedziała kim jest nieznajoma w prostej, acz eleganckiej szacie czarodziejki, ale fakt, że rozmawiała o czymś intensywnie ze Scrimgeourem był dziwny. Oczywiście w Ministerstwie jak w każdym miejscu ludzie miewali schadzki i romanse, zaś schowki służyły do tych samych celów do schowki w Hogwarcie. Ale po prostu Szef Biura Aurorów nie wyglądał na nikogo zainteresowanego kobietami. Tonks widziała ową blondynkę kilka razy, kiedy tamta z niesmakiem spojrzała na jej różowe włosy. Kolejne spotkanie nastąpiło całe lata potem, podczas ostatniego Balu Bożonarodzeniowego u Malfoya, gdzie Elaine przyszła jako narzeczona Ministra Magii. Ku bezgranicznemu zdumieniu Tonks młoda kobieta ją rozpoznała.

- Niezła opowieść – zauważyła Ginny popijając herbatę.

- No, nie sądziłam, że mnie pamięta. Wydaje się w porządku, ale nie wiem po co nosi tyle tapety na twarzy. Wyglądała naprawdę ładnie bez tego. Widziałaś jak zgrabnie chodziła w butach na obcasach? Ja bym się zabiła! Pamiętam jak szybko potrafiła chodzić po korytarzach Biura, niosąc kawę w jednej ręce i papiery w drugiej.

- Ja założyłam wysokie buty i myślałam, że nogi mi odpadną jeszcze bolą – jęknęła – Hermiona wspominała coś o zaklęciu, ale nie pamiętam inkantacji. Jak wspomniałaś o cappuccino z czekoladą i wiórkami kokosowymi nabrałam ochoty na jedno..

Zaręczynowe przyjęcie Hermiony było bardzo pamiętne i stanowiło chwilę ciszy przed burzą. Ludzie pracujący dla Lucjusza oraz Higgsa znaleźli wiele interesujących dokumentów, które wskazywały, że Ron Weasley, przyjaciel Pottera, członek Złotego Trio, syn i krewny zasłużonych weteranów Zakonu Feniksa od dłuższego czasu upija się i rzuca czary w mugolskich pubach.

Był jednak kryty przez przyjaciół i sojuszników. Raporty lądowały na zakurzonych półkach i leżały zapomniane. Każde użycie czarów w obecności Mugola jest odnotowane a przepisy nakazują pouczenie przez pracownika Departamentu Przestrzegania Prawa. Zazwyczaj należało iść do kogoś z Biura Przypadkowego Użycia Czarów, ale w razie potrzeby notkę mógł podpisać inny pracownik Departamentu, o ile nie był krewnym lub kolegą z pracy owego czarodzieja. Kingsley czy Tonks nie byli kojarzeni jako powiązani z Ronem i mogli podpisać dokument odkąd Emmeline Vance odmówiła pomocy po trzecim z kolei wyskoku młodego Weasleya. Z perspektywy czasu ona postąpiła najrozważniej.

Nadchodziła gorąca wiosna i bynajmniej nie z powodu temperatur. Informacje o wyczynach Rona nie bez powodu trafiły do gazet niedługo przed zapowiedzianym głosowaniem w Wizengamocie nad przepisami znoszącymi pytanie o status krwi przy rozmowę o pracę w Ministerstwie. Podobna zmiana oczywiście sama w sobie niewiele robiła w sprawie faworyzowanie czarodziei czystej krwi. Oznaczała jednak pierwszy krok, pierwsze ustępstwo na rzecz Zakony Feniksa. Zaś każdy kto przeczytał chociaż jedną książkę o polityce i sztuce negocjacji wiedział, że wyrwa w murze bywa niemożliwa do wypełnienia zaś otwartych drzwi nieraz nie sposób zamknąć. Dlatego pewnie konserwatywni politycy tak bardzo nie chcieli przepuścić niegroźnej pozornie ustawy.

Zakon zgłaszał swoje projekty powoli, stosując taktykę drobnych kroczków. Nie apelowali o całkowite zmiany od razu. Po fiasku początkowych planów, zaczęli działaś bardziej rozważnie i powoli. Nie mieli już wśród siebie Dumbledora, ale pozostali członkowie nie byli w ciemię bici i umieli patrzeć na świat wokół. Na swoje nieszczęście nie wiedzieli jak bardzo Ron Weasley pokocha sławę i status bohatera wojennego i że w którymś momencie straci nad sobą resztki kontroli.

Rita Skeeter wysmażyła należycie okropny artykuł. Ta kobieta potrafiła ze strzępek rozmów stworzyć cały obraz, a cóż dopiero z autentycznych dokumentów zawierających podobne szczegóły? Oczywiście bombę rzucono nie od razu, dopiero jak zebrano należytą liczbę dowodów i zaplanowano strategię. Urwanie głowy Kingsleyowi i innym do niczego by nie doprowadziło. Nie chcieli stworzyć męczenników, kogoś kto by został symbolem prześladowanych przez zły rząd bohaterów wojennych. Ludzi lubią takie biedne, przemoczone szczeniaczki i wierzą im. Nawet jeśli sami są sobie winni. Rzecz w tym, że większość czytelników gazet nie kojarzy faktów i uznali by nawet Knota za niesłusznie skrzywdzonego, gdyby tylko ktoś go tak przedstawił. Trzej mężczyźni spotykający się w eleganckiej restauracji na bardzo ważnych rozmowach nie mieli co do tego wątpliwości.

- Tak, powinniśmy uderzyć – zauważył Lucjusz Malfoy pewnego deszczowego, marcowego dnia – śmiech załatwi ich bardziej niż otwarty atak, na to przyjdzie czas potem.

- Prześlijmy anonim Skeeter, co jak co, ale obsmarować przeciwnika to ona umie – zaproponował Rufus Scrimgeour – i jeśli chcemy wbić szpilę Zakonowi i Weasleyowi nikt nie zrobi tego skuteczniej i jeszcze będzie wiercić w ranie.

- Zgoda, potrzebujemy tej hieny. A teraz panowie proponuję toast – zakończył Bertie Higgs – oraz powrót do domów. Niedzielnie wydanie jest idealne, ludzie czytają „Proroka" do śniadania, cóż będzie wesoło nie ma co.

Trójka zaśmiała się diabolicznie, po czym rzuciwszy wszelkie znane zaklęcia tajności i zwodzenia wysłali elegancką kopertę do Rity Skeeter. Ostatnie czego potrzebowali to powiedzieć komukolwiek o słaniu anonimów na temat politycznych oponentów. Oczywiście oni, w przeciwieństwie do „Żonglera", nie fabrykowali dowodów, ale nie zamierzali ryzykować porównania do nich.

Ksenofilius Lovegood oraz jego córka wypisywali w swojej gazecie niestworzone historie. Nie tylko przekonywali czytelników o istnieniu nargli oraz chrapaków krętorogich, ale dodatkowo pisali niewiarygodne informacje o znanych ludziach. Za czasów Knota pisali o rzekomej armii heliopatów, którą miało Ministerstwo. Opisali też Rufusa Scrimgeoura jako przywódcę grupy wampirów. Minister zignorował obrazę, ale znacznie ciężej było mu przyjąć nazwanie swej narzeczonej sukkubem co było podwójną obelgą wobec tej subtelnej i skromnej dziewczyny. Nazwanie kogoś stworem to jedno, ale oskarżenie o rozwiązłość to drugie. Zrujnowałby sobie jednak wizerunek tocząc procesy ze szmatławcem.

Przed publikacją materiałów dotyczących wyczynów Rona wybuchł inny skandal. Rabastan Lesntrange pobił na Pokątnej Lovegooda, krzycząc karalne groźby. Wszystko zaczęło się od zdjęcia jego ciężarnej żony, Andromedy i artykułu o rytuałach magii krwi stosowanych przez rodzinę Lestrange. Faktycznie wydziedziczona niegdyś panna Black odmłodniała i promieniała w stanie odmiennym, ale dla czarownicy wiek czterdziestu paru lat nie był nieprawdopodobny na urodzenie dziecka. I niejedna kobieta młodniała będąc dojrzałą, przyszłą mamą. Rabastan nigdy nie był typem milczka, zaś lata w Azkabanie nie pomogły mu w zachowaniu dobrych cech.

Podobnie jak brat i bratowa zdradził Voldemorta po zabiciu Narcyzy Malfoy. Dodatkowy argument stanowił fakt, że liczne klątwy Cruciatus jakie ten stosował na swoich zwolennikach miewały trwałe efekty. Bellatrix nie mogła począć dziecka i dziedzica rodu Lestrange, bowiem przeklęty bękart półkrwi, jak nazywali dawnego idola, zbyt wiele razy potraktował jej brzuch czarną magią. Zabicie jednej z nich przelało czarę goryczy. Pewnie dlatego Rabastan zareagował entuzjazmem na ciążę Andromedy i wziął z nią ślub możliwie najszybciej.

Para szła akurat Pokątną, kiedy zobaczyli dziwacznie wyglądającego człowieka. Nosił włochaty płaszcz z jakiejś wściekle fioletowej tkaniny. Długie, jasne włosy częściowo schował pod niebieskim kapeluszem o fantazyjnym kształcie. Ludzie wytykali go palcami chichotali złośliwie. W śmiesznym stroju pasowałby może na wystawę sklepu Weasleyów, ale nie na zwyczajny spacer!

- Widziałaś Dromedo tego cudaka? – zapytał Rabastan tłumiąc śmiech – skąd oni go wypuścili?

- To chyba Lovegood, naczelny „Żonglera" – wyjaśniła po czym widząc grymas wściekłości na twarzy męża syknęła - nie rób nic gwałtownego, potrzebujemy cię – wskazała na swój zaokrąglony brzuch.

Lestrange jednak nie słuchał. Ruszył na mężczyznę głośno krzycząc coś w stylu „Myślisz, że możesz obsmarowywać wszystkich. Ja ci dam szkalować moją żonę!". Spacerujący natychmiast stanęli lekko z boku, najwyraźniej oczekując niezłego przedstawienia. Publiczne awantury a może i bójki zawsze budziły zainteresowanie. Zanim Andromeda zdążyła do niego dobiec, Rabastan kilka razy uderzył Ksenofiliusa klnąc przy tym na czym świat stoi. Tak, była z tego potem niezła afera, ale zamaskowana przez coś co diaboliczna Rita nazwała „weź różdżkę i powiększ różdżkę".


*ponieważ wiele nie wiemy o Krwawych Piórach założyłam, że były powiedzmy dozwolone, ale miały żółte światło.

Od Autorki: wątek Dolores jeszcze rozwinę, spotka ją kara.