UWAGA! Autorką opowiadania jest Wizards-Pupil, ja tylko tłumaczę na Polski. : )

Aportowałam się w Norze, w pokoju Percy'ego. Zdecydowałam, że na razie zamieszkam tutaj, przynajmniej dopóki nie będzie go potrzebował. Podeszłam do lustra i spojrzałam na swoje odbicie. Nie było tak źle, moje włosy były trochę bardziej krzaczaste niż zwykle, ubrania lekko wygniecione, ale raczej nie można było się domyślić, że się z kimś całowałam. Szybko związałam włosy w warkocz i wyprostowałam ubrania. Potem wetknęłam różdżkę do kieszeni i wyszłam z pokoju.

Wiedziałam, że prawdopodobnie wciąż jestem czerwona na twarzy, ale mogłam zwalić to na zwykłe zdenerwowanie. Będę musiała udawać zawroty głowy, które zresztą i tak czułam. Nie dobrze byłoby pojawić się przed panią Weasley zbyt szczęśliwą, nawet jeśli miałam ku temu dobre powody. Zbiegłam po schodach i mało brakowało a wpadłabym na Freda.

Teraz rumieniłam się tak bardzo, że nie dałoby się zwalić tego na nerwy.

- Wow! Pali się gdzieś? Gdzie jest ogień?- zapytał Fred z uśmiechem, otwierając przede mną drzwi do kuchni.

Uśmiechnęłam się i zaczęłam iść, ale zdecydowałam, że najpierw odpowiem mu jakoś. Odwróciłam się do niego.

- Myślę, że to twoja matka. Zdajesz sobie sprawę jakie mamy kłopoty, prawda? - powiedziałam starając się brzmieć na wściekłą pomimo tego, że stałam tak blisko niego.

Fred roześmiał się. Pochylił się i delikatnie pogładził mnie po rozpalonym policzku sprawiając, że serce zaczęło bić mi mocniej. Pochylił się nade mną tak, jakby zamierzał mnie pocałować, a ja pochyliłam się do niego.

- Myślę, że oboje wiemy, że to inny ogień sprawił, że twoje policzki tak ładnie poróżowiały. - powiedział mi i odwrócił się przechodząc przez drzwi zostawiając mnie z rozdziawionymi ustami i szeroko otwartymi oczami.

Kiedyś mi za to zapłaci.

Pani Weasley stała przy kuchence, wyglądając jakby nie usłyszała, lub udawała że nie usłyszała naszej rozmowy. Fred usiadł przy stole a ja specjalnie nie usiadłam obok niego. Usiadłam o dwa krzesła dalej. Mrugnął do mnie z szerokim uśmiechem zanim odwrócił się do matki.

Kiedy zobaczyła, że usiedliśmy, odłożyła łyżkę i odwróciła się w naszą stronę, z twarzą oczyszczoną z jakichkolwiek emocji. Po cichu odsunęła krzesło i usiadła na przeciwko mnie i Freda. Fred kompletnie znieruchomiał na widok braku emocji na twarzy matki i musiałam przyznać, że nawet ja się bałam. Nigdy nie widziałam pani Weasley w takim stanie.

- Dlaczego, - zaczęła cichym i pustym głosem. - Nic mi nie powiedzieliście? Macie pojęcie, jak bardzo poważna jest ta sprawa?

Obróciła się na krześle i teraz patrzyła prosto na mnie.

- Po Fredzie mogłam się jeszcze tego spodziewać, ale z tobą Hermiono wiązałam o wiele większe nadzieje. Szczerze, nie mogę uwierzyć, że nie powiedziałaś mi czegoś tak ważnego.

Poczułam ucisk w gardle i poczułam jak łzy napływają mi do oczu. Od roku nie widziałam mojej prawdziwej matki, a teraz kobieta, którą powoli zaczynałam traktować jak matkę czuła się tak, jakbym ją zdradziła. Chciałam zrobić coś, co udowodniłoby jak bardzo ją kochałam, ale teraz nie chciałam zranić jej w jakikolwiek sposób.

- Czemu nie poprosiliście nas o pomoc? Czemu musiałam dowiedzieć się od Ginny, że mój syn i przyszła synowa zostali związani zaklęciem, które jest nie tylko nielegalne, ale i ogromnie niebezpieczne?

Więc to Ginny nas wydała. Wcale nie czułam złości; Byłam załamana tym, jak bardzo pani Weasley jest nami zawiedziona. Poczułam nagłą złość, ale wcale nie pochodziła ona ode mnie.

- Mamo, przecież nie zrobiliśmy tego specjalnie.

Głos Freda brzmiał tak, jakby powstrzymywał się od krzyku. Spojrzałam na niego zaskoczona i zobaczyłam, że rzeczywiście był wściekły. Czy to jego złość przed chwilą poczułam? Czy to miało związek z naszą 'więzią'?

- Nie chcieliśmy cię martwić dopóki nie wiedzieliśmy dokładnie co zrobiliśmy. Poszlibyśmy do ciebie, gdyby stało się coś naprawdę poważnego.

Spuściłam wzrok przed jej wściekłym wzrokiem, podczas gdy Fred mówił dalej. Była bardzo dobra w odczytywaniu ludzkich emocji i nie chciałam dawać jej żadnego powodu żeby wątpiła w słowa Freda. Ponieważ osobiście uważałam, że kiedy Fred zemdlał w Hogsmeade to już można było traktować za naprawdę poważny problem.

- Szczerze, naprawdę nie wiem co myśleć. Chciałabym wam uwierzyć, ale nie jestem pewna czy potrafię. Wiem tylko, że kiedy Artur wróci do domu chciałabym żebyście powiedzieli mu wszystko, i mam na myśli dokładnie wszystko.

Żarliwie pokiwałam głową, podczas gdy Fred wzruszył ramionami. Szczerze, uważałam jego reakcję za dość dziwną. Musiałam zapytać go o to później.

Pan Weasley wrócił do domu po dwudziestu minutach. Czytałam w moim pokoju, próbując bardziej unikać wzroku pani Weasley niż skupiać się na czytaniu. Sprzątnęli trochę w salonie i zawołali nas. Fred i ja usiedliśmy na jednej kanapie, utrzymując trochę większy dystans niż w mieszkaniu Freda i George'a. Pan i pani Weasley usiedli na przeciwko nas, oboje z twarzami oczyszczonymi z emocji, co potrafiło naprawdę mocno wytrącić z równowagi.

Zaczęłam tłumaczyć jak znalazłam zaklęcie i jak pomyślałam o nim próbując ocalić życie Freda. O tym jak trudno było znaleźć informacje na temat zaklęcia i o tym jak powiedziałam o tym wszystkim Fredowi. Potem Fred kontynuował, a ja uważnie go obserwowałam.

Pochylił się i opowiedział wszystko z rozemocjonowanym wzrokiem. To było dość dziwne, jak na kogoś kto zawsze potrafił wszystko złożyć do kupy, a teraz wyglądał po prostu na wystraszonego i wyglądającego jakby po prostu chciał wyjaśnić wszystko rodzicom w desperackiej nadziei, że sprawią, że wszystko znów będzie w porządku. Prawdopodobnie myślał, że sprawi to, że będzie wyglądał na mięczaka, ale ja wcale tak nie uważałam. Wiedziałam że był silny i zawsze uważałam go za niezwyciężonego. Więc fakt, że teraz wyglądał na wystraszonego sprawiał, że był człowiekiem, co powodowało, że wydawał się silniejszy.

Dziwne, no nie? Zauważyłam, że tak naprawdę może być tak bardzo wystraszony jak ja, (a wierzcie mi, byłam przerażona!) i wciąż potrafi kontynuować swoją wypowiedź, co było o wiele bardziej imponujące niż nie okazywanie żadnego strachu. To była dla mnie prawdziwa odwaga. Zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa, ale wciąż dawać sobie z tym radę.

Oprócz tego wiedziałam, że jest to prawdziwe ponieważ potrafiłam odczuć jego emocje. Mogłam stwierdzić kiedy był zdenerwowany, a kiedy przestraszony. Nasza więź rosła w siłę. To zmusiło mnie do zastanowienia czy on też czuje moje emocje i co z nimi zrobi.

Kiedy zakończyliśmy opowieść zaległa cisza. Wreszcie, wydawało mi się że minęły wieki, chociaż najprawdopodobniej była to tylko minuta, pan Weasley pokiwał głową.

Pochylił się do przodu z rękami spoczywającymi na kolanach. Bardzo cierpliwie słuchał naszych wyjaśnień, zatrzymując nas tylko, aby dopytać o detale. Teraz, po pełnych wyjaśnieniach wreszcie odpowiedział.

- Po pierwsze, Hermiono, chciałbym ci podziękować za uratowanie mojego syna.

Zarumieniłam się i poruszyłam niespokojnie, ale Fred położył mi rękę na kolanie, uspokajając mnie. Pani Weasley zerknęła na jego rękę i zobaczyłam błysk emocji przechodzącej przez jej oczy, wyglądało na to, że jest, no cóż, szczęśliwa. Ale musiałam to źle ocenić.

- Następnie chciałbym podkreślić, że możecie do nas zawsze przychodzić z jakimkolwiek problemem. Powtarzałem wam milion razy, że was kochamy i martwimy się o was.

Popatrzył na Freda kiedy mówił i poczułam jego miłość skierowaną do rodziców.

- I na koniec, myślę że oboje robicie wszystko co tylko możecie. Przeczytam uważnie wszystko o zaklęciu. Możemy też zmienić datę waszego ślubu. Poza tym uważam, że wszystko co możemy na razie zrobić, to obserwować was i czekać.

Naprawdę nie wiedziałam jak powinnam czuć się po tej pochwale, reprymendzie i radzie. To znaczy, zgadzałam się z nim, że prawdopodobnie powinniśmy przyjść do nich na samym początku, ale szczerze mówiąc po prostu o tym nie pomyślałam. Oprócz tego, Fred i ja jesteśmy pełnoletni i nie czułam się zbyt komfortowo dyskutując o niektórych, umm, szczegółach zaklęcia.

- Wiem tato, że mogę przyjść do ciebie ze wszystkim, ale po prostu nie miałem pojęcia co się dzieje. Właśnie to odgadliśmy i mieliśmy zamiar powiedzieć wam wieczorem.

Głos Freda był bardzo przekonujący i wyglądało na to, że jego rodzice mu uwierzyli. Pani Weasley pokiwała głową.

- No dobrze, cóż, obiad będzie gotowy za dziesięć minut. Umyjcie ręce przed jedzeniem.

Potem wstała i wyszła, a my podążyliśmy za nią. Wbiegłam po schodach do pokoju Ginny ignorując spojrzenia reszty. Dobiegłam do klamki i już chciałam otworzyć drzwi, kiedy uświadomiłam sobie, że w środku mógł być Harry.

Zapukałam.

Po chwili drzwi się otworzyły i Ginny wpuściła mnie do środka.

- Musimy pogadać. - powiedziałam cicho, już rumieniąc się na wspomnienie niesamowitego, aczkolwiek szybkiego pocałunku z Fredem.

Usiadłam na łóżku, a Ginny usiadła naprzeciwko mnie.

- Wyrzuć to z siebie. - powiedziała od razu z rozszerzonymi oczami i uśmiechem na twarzy.

- Zrobię to, ale najpierw powiedz mi, dlaczego powiedziałaś pani Weasley co się stało?

Uśmiech Ginny zamienił się w grymas i pokręciła energicznie głową.

- Nie zrobiłam tego!

Spojrzałam na nią z powątpiewaniem i kontynuowała swoją wypowiedź.

- Rozmawiałam o tym z Harry'm, nie miałam pojęcia, że ona jest w sąsiednim pokoju! Podsłuchała nas!

Uniosła ręce z irytacją i machała nimi na wszystkie strony podczas mówienia.

- Naprawdę? To okropne! Powiedziała nam o tym i brzmiało to tak, jakbyś przyszła do niej i o wszystkim jej opowiedziała. Muszę powiedzieć Fredowi, że to nie twoja wina, myślę, że planował wyciąć ci za to jakiś numer.

Jej oczy rozszerzyły się ze strachu i wyglądała na naprawdę przerażoną. Jednak nie dałam jej czasu na odpowiedź. Zostało nam tylko kilka minut do kolacji, a musiałam z nią pogadać o Fredzie.

- Całowałam się z Fredem. - wyznałam.

Wzięła głęboki oddech i przyłożyła rękę do ust, nie robiąc absolutnie nic by ukryć bardzo nie-Ginny'owy kwik, który z siebie wydała.

- Nareszcie! Podobałaś mu się od dawna! - Chwyciła mnie za ramię i spojrzała na mnie podekscytowana. - Szczegóły! Chcę poznać szczegóły!

- Naprawdę mu się podobałam? - zapytałam z niedowierzaniem.

Czy to możliwe, że podobałam mu się już wcześniej? To nie mogłaby być prawda, jak mogłabym mu się podobać?

- No pewnie! Widziałam to od dawna, szczególnie po balu Bożonarodzeniowym. Nigdy o tym nie mówił, ale mogę to stwierdzić po sposobie, którym na ciebie patrzył, kiedy myślał że nie patrzysz, albo kiedy robił się nagle cichy kiedy Ron o tobie mówił. Czekaj chwilę.

Zeskoczyła z łóżka i pobiegła do komody i chwyciła album z wycinkami z mojego piątego roku. Dałam jej wtedy na święta magiczny aparat i mugolski album. Przerzuciła kilka stron aż w końcu znalazła jedno, na którym wszyscy siedzieliśmy w pokoju wspólnym Gryffindoru. Siedziałam na kanapie pomiędzy Harrym a Ronem, uśmiechając się i machając do aparatu. W rogu można było zauważyć Freda i George'a grających w ekslodującego durnia, tylko że Fred nie był skupiony na grze, ale patrzył się na mnie.

- Zobacz, interesował się tobą od dawna!

Moje serce dziwnie zatrzepotało i poczułam, że się rumienię. Nigdy bym w to nie uwierzyła gdybym nie zobaczyła tego na własne oczy. Ale widziałam wyraźnie, jak patrzył na mnie ukradkiem myśląc, że nikt tego nie zauważa.

Wow.

- A teraz opowiedz mi o pocałunku! Ale nie podawaj zbyt wielu szczegółów, w końcu to mój brat.

N/A: Sorry, że tak długo nic nie wstawiałam, ale nauczyciele nagle się na nas uwzięli i zrobili nam mnóstwo klasówek i kartkówek. xD