Kilka dni później, gdy zaspani Hogwartczycy schodzili się na śniadanie, Ron wbiegł do Wielkiej Sali w czerwonych bokserkach w misie. Gonił go wymachujący różdżką Potter, którego garderoba również pozostawiała wiele do życzenia.
- RATUNKU! - wrzeszczał Weasley, lawirując między stołami.
- TY IDIOTO! JAK MOGŁEŚ UKRAŚĆ MOJĄ NIEWIDKĘ? - odwrzaskiwał Harry, co chwila strzelając zaklęciami, które omijały cel i trafiały w stoły zastawione jedzeniem.
- Harry! Ona powiedziała, że będę mógł zaliczyć! Taka szansa zdarza się raz na milion, co miałem zrobić?
- DEBILU! Mogłeś chociaż zapytać o pozwolenie!
- Nie pozwoliła mi przyjść z tobą! To była ostatnia szansa, zrozum!
- Mam w nosie twoje tłumaczenia! Nic mnie nie obchodzi, że chcesz się przespać z tą głupią Malfoy! Chcę natychmiast moją pelerynkę albo już ja się postaram, żeby cię z tej szkoły na zbity pysk wywalili!
- NIE! Harry, tylko nie to! Ja mam perspektywy na przyszłość! Nie mogą mnie wywalić!
- Do zostania męską dziwką nie musisz mieć skończonego Hogwartu. Petrificus totalus! - zaklęcie trafiło w jakiegoś Krukona, który zamarł z łyżką płatków śniadaniowych w powietrzu.
- Ja naprawdę nie chciałem zgubić tej twojej pelerynki! Przysięgam! Na pewno się znajdzie!
- Chcę ją teraz! Incancerus!
Weasley zaplątał się w liny, które wystrzeliły z różdżki Pottera i upadł przy stole Ślizgonów. Harry podszedł szybkim krokiem do przyjaciela i wycelował w niego różdżką, a bezbronny Ron zasłonił się ręką, krzycząc:
- NIE BIJ!
- Potter, co ty wyrabiasz? - krzyknęła Żelazna Dziewica wstając od stołu nauczycielskiego. - Czy ty do reszty postradałeś rozum? I co to za ubiór? To nie jest pidżama party, Weasley! Przynosicie hańbę mężnemu domowi Gryffindora! Oczekuję wyjaśnień!
- Ten baran zabrał mi pelerynę niewidkę bez pozwolenia i wsadził ją gdzieś, a teraz nie wie gdzie ona jest, matoł jeden!
- Spokojnie i bez wyzwisk, ośle jeden. Dać Weasley 'owi tak cenną rzecz jak peleryna niewidka, to głupota.
- Ja mu jej nie dałem! Sam wziął. To kradzież!
- Przecież mówiłeś, że mogę brać co twoje w każdej chwili! - spróbował bronić się Ron.
- Tak głąbie! Ale tylko pod warunkiem, że mi to oddasz!
- A o skórzany wibrator w panterkę tak się nie wkurzałeś!
- Bo już mi nie był potrzebny! A pelerynka tak!
- Przecież ci ją oddam!
- Chcę ją mieć z powrotem TERAZ!
- CISZA! - przerwała sprzeczkę McGonagall. - Potter, tydzień robót społecznych u Hagrida za nieodpowiedni ubiór i atak na ucznia. Weasley, tydzień robót społecznych u Filcha za nieodpowiedni ubiór i kradzież. A teraz grzecznie mi się pogodzić, ubrać się i zmykać na lekcje. Zrozumiano? - zapytała nieznoszącym sprzeciwu głosem.
- Tak, pani profesor - odpowiedzieli smętnie Ron i Harry, po czym podnieśli się z podłogi, by uścisnąć sobie dłonie na zgodę.
- Bardzo dobrze. Gryffindor dodatkowo traci po dwadzieścia punktów za zachowanie każdego z was. No... Już was tu nie ma!
Weasley i Potter wyszli z sali ze spuszczonymi głowami. A wśród uczniów rozpętała się burzliwa dyskusja na temat ich zachowania.
- No dobra dziewczęta - odezwała się Sam z tajemniczym uśmieszkiem. - Myślę, że już czas wprowadzić w życie plan destrukcji Hogwartu.
- Co proponujesz? - zapytała konspiracyjnym szeptem Lil.
- Dzielimy się nauczycielami i dniami dyżurów. Później pójdzie już gładko. Wystarczy uważać, żeby się nie zdradzić.
Zbieranie haniebnych informacji o nauczycielach postanowiłyśmy zacząć od Cartera. Ja miałam śledzić go w poniedziałki i czwartki, Lil we wtorki i piątki, a pozostałe dni zaklepała sobie Sam. Nie byłam pewna, czy inni profesorowie ukrywają tak kompromitujące fakty z życia, jak Snape. Samantha jednak twardo utrzymywała, że "coś musi kurwa być na rzeczy z tym chujem Carterem i pizdą McGonagall".
* * *
Nie miałam szczęścia do wielkich hec. Mimo, że nasz plan trwał już trzy tygodnie, ja nie trafiłam na żadną pikantną akcję. Za to Sam przyłapała Cartera i McGonagall na gorącym uczynku w pustym pokoju nauczycielskim i zrobiła im sesję zdjęciową z ukrycia. Widok nagiej Żelaznej Dziewicy rozpłaszczonej na stole i posuwającego ją nauczyciela historii magii źle zadziałał na mój układ trawienny. Wystarczył rzut oka, by zebrało mi się na wymioty. Tuż po tej akcji zaproponowałam, żeby zmienić obiekt zemsty. Niestety Sam znowu się uparła, że Carter na pewno ukrywa coś jeszcze. Kontynuowałyśmy więc plan. Za każdym razem bałam się, że zaraz na horyzoncie pojawi się McGonagall i zakochana parka zacznie się stukać w najbliższym wolnym pomieszczeniu. Nie natrafiłam na szczęście na gody tej pary, ale niefortunnie stałam się świadkiem niemniej pikantnej afery.
Znudzona podążałam pod peleryną niewidką za Carterem. Nie działo się zupełnie nic. Zamek był pogrążony w nadnaturalnej ciszy. Wynikało to z tego, że niemal wszyscy uczniowie zgromadzili się w pokojach wspólnych, by obejrzeć ćwierćfinał mistrzostw Europy w Quidditchu. Carterowi nie śpieszyło się na emisję meczu. Spacerował wolnym krokiem po korytarzu szóstego piętra, jakby na coś lub na kogoś czekał. Domyślałam się, że za chwilę może wkroczyć do akcji Żelazna Dziewica. Stało się jednak coś innego. Zza rogu wyłoniła się Trelawney. Natychmiast rzuciła się w ramiona Carterowi i zaczęli się obcałowywać. Szybko wyjęłam aparat i schowawszy się za zbroją rozpoczęłam sesję. Byłam zszokowana.
- Hagrid wie? - spytał Carter, a Trelawney pokręciła głową. - To dobrze. Ja też jakoś to zdołałem ukryć przed Minerwą.
- Tak. Jowisz nam sprzyja. Ale pamiętaj, w przyszłym tygodniu, gdy Merkury zbliży się do Plutona, pod żadnym pozorem nie będziemy mogli się spotkać.
- Wiem kochana. To oczywiste. Czy gwiazdy mówią ci, ile mamy czasu?
- Nie, ale karty mówią wyraźnie, że mamy czas, dopóki Francja nie pokona Niemiec.
- Cóż to znaczy moja droga?
- Musimy się śpieszyć - rzuciła krótko Trelawney i zaczęła zrzucać z siebie wielobarwne szale.
- Za wolno - warknął Carter i rozpiął rozporek, po czym przyparł Trelawney do ściany i podwinął jej spódnicę.
Skrzywiłam się z obrzydzeniem i zrobiłam kolejne zdjęcie
- Poczuj mojego Marsa w swojej Wenus! - krzyknął wojowniczo Carter i wszedł w Trelawney.
- Widzę to wyraźnie! Mars zderzył się z Wenus zwiastując zakończenie! - krzyknęła nauczycielka.
- Do zakończenia jeszcze daleko moja Nibiru! Pokaż mi swe kryształowe kule!
Trelawney uniosła do góry bluzkę, a Carter zaczął obmacywać jej piersi.
- Taaak!
Odwróciłam wzrok. Nie rozumiałam, jak Sam mogła patrzeć na bzykających się McGonagall i Cartera. A z jej sprawozdania wydarzeń wywnioskowałam, że tamten widok był "w chuj zajebisty", a Carter ma "cukinię i dwa melony zamiast genitaliów". Widocznie w Hogwarcie kopulujące publicznie pary były szarą codziennością, a ja po prostu nie zdążyłam się jeszcze przyzwyczaić do nowych realiów.
- Czy czujesz ten przepływ energii? - krzyknął Carter.
- Ach taaaak!
Przez czas ich całego stosunku zdążyłam zrobić około 10 zdjęć. Miałam nadzieję, że to wystarczy dla Skeeter, bo nie miałam zamiaru ponownie czekać na ich zbliżenie.
Nauczyciele pocałowali się na pożegnanie, po czym każdy z nich jak gdyby nigdy nic poszedł w swoją stronę.
- Niewiarygodne! - wykrzyknęła zdumiona Liliana, kiedy po skończonym śledztwie, wróciłam wieczorem do pokoju wspólnego.
- To jest zajebiste! Teraz wystarczy tylko znaleźć dowody na romans Hagrida i Trelawney i już mamy wielką aferę!
- Chcesz powiedzieć, że teraz będziemy śledzić Trelawney? - jęknęłam kapryśnie.
- Oczywiście! Skeeter jeszcze nigdy takiego materiału nie miała, jaki jej ufundujemy.
- Przypomnij mi, po co my to robimy? - zapytałam zrezygnowana, gdy Liliana przeglądała zdjęcia.
- Żeby pokazać światu patologię Hogwartu i zburzyć spokój nauczycieli. Wszyscy się wzburzą i wybuchnie wielka wojna między profesorami.
- Nie wiem, czy warto tak się poświęcać.
- Za późno by się wycofać Seszelko. Jakoś damy radę.
- Dziewczęta - zaczęła niepewnie Lil, patrząc ze zmarszczonym czołem na rozłożone na stole zdjęcia. - Coś jest nie tak. Seszela, czy tam był ktoś jeszcze oprócz ciebie i zakochanych?
- Nie, a czemu pytasz?
- Spójrzcie - wskazała palcem na jedno ze zdjęć.
W cieniu posągu stała przygarbiona postać w białych szatach. Ciężko było stwierdzić kto to. Lil przeniosła palec na następne zdjęcie. Na nim również była tajemnicza postać. Teraz jednak stała bliżej kopulującej pary. Twarz stała się bardziej widoczna. Mężczyzna w białych szatach był zarośnięty, a na jego głowie spoczywał biały turban. Dopadło mnie niepokojące wrażenie, że skądś go znam. Przyjrzałam się pozostałym zdjęciom. Na każdym z nich w różnych pozach pojawiał się mężczyzna. Nagle doznałam olśnienia.
- To przecież Osama Bin Laden!
