Rozdział dwudziesty pierwszy: To koniec
Uśmiech na twarzy Roberta nie zapowiadał niczego dobrego.
Bianca rzuciła Oscarowi szybkie spojrzenie, czekając na jakiś znak z jego strony. Na jakieś potwierdzenie, że to jednak nie jest żart ani żadna manipulacja, i że mężczyzna naprawdę chce jej pomóc wydostać się stąd.
Oscar milczał jednak, wpatrując się hardym wzrokiem w Roberta, który wciąż nie przestawał się uśmiechać.
Zdradzi mnie, pomyślała Bianca, otwierając szerzej swoje ciemnoniebieskie oczy. Jak nic zaraz mnie zdradzi. Nie ma już dla mnie żadnego ratunku. Jestem zgubiona.
Robert nagle zrobił dwa kroki w stronę Bianki. Uśmiech na jego twarzy powiększył się możliwie jeszcze bardziej, a niebezpieczne błyski w jego oczach zdawały się wręcz ciskać gromy.
To była ta chwila – ta chwila, gdy nadejdzie początek końca życia Bianki. Dziewczyna bez trudu wyczytała to z miny Roberta.
- No cóż… – zaczął Robert, robiąc kolejny krok do przodu. – Chyba już cię stąd zabierzemy… jak sądzisz, Bianco? Chyba już pora pokazać ci salę, w której pozbawię cię resztek człowieczeństwa. – Robert nagle złapał dziewczynę mocno za ramię. Bianca załkała, pewna jak nigdy, że pomoc już nie nadejdzie.
- Proszę, nie… – Bianca nie zdążyła dokończyć swojej wypowiedzi. W tej samej chwili bowiem Oscar podniósł się, i z wściekłym okrzykiem na ustach rzucił się na Roberta, powalając go na ziemię.
Bianca, zszokowana tym, na krótki moment zamarła, przywierając mocno do ściany. Ocknęła się dopiero po dłuższej chwili, słysząc donośny głos Oscara.
- Bianca, uciekaj! – Dziewczynie nie trzeba było dwa razy tego powtarzać. Bianca wstała pospiesznie z podłogi, przeskoczyła nad walczącymi mężczyznami, i popędziła ku wyjściu, nie oglądając się za siebie.
Bianca uciekała przez długi czas, nie mogąc znaleźć wyjścia. Wszystkie korytarze wydawały się jej takie same, a większość drzwi była pozamykana za cztery spusty.
Dziewczyna nie była tu wcześniej – to musiała być ta część domu, której Oscar nie udostępnił do swojej „gry".
Bianca przebiegła przez kolejny korytarz, trafiając na ślepy zaułek. Cofnęła się pospiesznie, wbiegając w kolejny i kończąc tak samo.
Dziewczyna zdecydowała się zatem cofnąć do rozwidlenia korytarzy, i spróbować odnaleźć inną drogę. Wybiegła z korytarza i już miała przeciec dalej, gdy nagle wpadła na kogoś.
Nie na coś – na kogoś. Kierowana instynktem, Bianca zaczęła momentalnie krzyczeć i wyrywać się. Szybko jednak jej usta zostały zasłonięte przez czyjąś dłoń, a ona sama została popchnięta lekko na przeciwległą ścianę.
- Bianca, to ja. – Oczy Bianki otworzyły się szeroko, gdy dziewczyna uświadomiła sobie, że ową osobą jest Oscar. Dopiero teraz podniosła wzrok do góry.
To nie były żadne omamy – Oscar naprawdę tu był. Miał co prawda kilka zadrapań na twarzy i rękach, ale poza tym nic poważniejszego mu nie było.
- Gdzie jest Robert? – spytała się automatycznie dziewczyna, gdy pierwsza fala szoku minęła.
- Walczyłem z nim na tyle długo, aby dać ci czas na ucieczkę. – Oscar złapał dziewczynę za ramię i zaczął ją ciągnąć w sobie tylko znanym kierunku. – Biegłaś w kompletnie złą stronę. Wyjście jest tam. – Mężczyzna wskazał jej wąskie schody po prawej stronie jednego z korytarzy.
- No wybacz, że nie znam planów architektonicznych tego budynku. – odcięła się dziewczyna, zbiegając zaraz za Oscarem po schodach. – Na przyszłość radzę wybierać mniej skomplikowane budynki do swoich zabaw. – Oscar zatrzymał się nagle. Odwrócił się szybko do dziewczyny, uśmiechając się nieznacznie.
- A więc jednak nie przeszkadza ci moja natura? – Oczy Bianki powiększyły się dwukrotnie, nim dziewczyna głośno nie westchnęła z irytacją.
- Serio? Teraz zamierzasz takie tematy roztrząsać, człowieku? – Bianca popchnęła go mocno w dół, zmuszając do wznowienia ucieczki. – Jesteśmy krok od wolności, a ty z takimi tekstami wyjeżdżasz… serio, ty chyba naprawdę masz coś nie tak z głową. Albo Robert za mocno ci przyłożył w głowę.
Gdy tylko zbiegli po schodach, Oscar zmienił swoją pozycję – teraz szedł tuż obok dziewczyny. Nie za nią, nie przed nią – obok niej. Był pewien, że Robert nadal ich śledzi, i że w każdej chwili może wyskoczyć zza kolejnego zakrętu, lub wybiec nagle z jednego z pomieszczeń, które właśnie minęli.
- Jeszcze tylko kilka metrów… – powiedział w pewnej chwili Oscar. Bianca przeniosła na niego spojrzenie swoich błękitnych oczu i zauważyła, że mężczyzna uśmiechał się słabo. – Przed nami został jeszcze tylko ten korytarz i jedne schody. Zaraz potem trafimy do drzwi frontowych. – Bianca odwzajemniła z wahaniem uśmiech mężczyzny, czując nagle dziwne uczucie w dole brzucha.
Nie powinnam się do niego uśmiechać, pomyślała Bianca, idąc przez korytarz ramię w ramię z Oscarem. To wciąż mój wróg… to wciąż mój porywacz. Nie mogę o tym zapomnieć.
Bianca wciąż miała w pamięci jego słowa odnośnie tego, co rzekomo do niej czuł. Dziewczyna wciąż nie była w stanie uwierzyć w jego zapewnienia. Dalej sądziła, że to tylko jego gra, aby zmiękczyć ją i przekonać ostatecznie do tego, aby pozwoliła mu uciec przed wymiarem sprawiedliwości.
- Bianca… – zaczął nagle Oscar. Dziewczyna momentalnie cała się spięła, pewna, że za moment usłyszy po raz kolejny jakieś zapewnienia Oscara o tych jego uczuciach w stosunku do niej.
- Nie teraz, proszę. – odpowiedziała natychmiast dziewczyna, przyspieszając nieznacznie kroku. – Nie mamy na to czasu.
- Bianca, kiedy ja… – Oscar nie dokończył swojej wypowiedzi. W tej samej chwili bowiem długi, ostry nóż przeciął powietrze dosłownie milimetry od twarzy Oscara, zatopiwszy się następnie w ciemnej tapecie.
Bianca krzyknęła, cofając się gwałtownie w tył i niemalże upadając. Oscar przytrzymał ją, cofając się razem z nią.
Robert zamachnął się ponownie, celując tym razem w Biancę. Dziewczyna w ostatniej chwili uchyliła się przed ciosem.
Chłopak rzucił się na ich ponownie, krzycząc głośno. Bianca zdołała dostrzec na jego twarzy dwie podłużne rany, zadane najpewniej jakimś ostrym przedmiotem. Robert wciąż z nich dość obficie krwawił, co Biance sprawiło na krótką chwilę cichą, mściwą satysfakcję.
Nagle jej wizja została przesłoniona przez osobę Oscara, który złapał Roberta i przycisnął go mocno do ściany.
- Uciekaj! – krzyknął Oscar do Bianki, przez cały ten czas walcząc z wyrywającym się zaciekle Robertem.
Dziewczyna przebiegła obok nich, w ostatniej chwili unikając wyciągniętych ku niej ramion Roberta. W głębi duszy czuła, że Oscar poradzi sobie z tym maniakiem – pokonał go już raz, to pokona go i drugi. Z pewnością spotkają się przy wyjściu z dworu.
Bianca dobiegła do końca korytarza, po czym zbiegła po schodach. Po chwili dziewczyna poczuła, że zaraz jak nic rozpłacze się ze szczęścia.
Drzwi frontowe domu. Wreszcie będzie wolna.
Od upragnionej wolności dzieliło ją zaledwie kilka metrów. Kilka chwil poświęconych na przebiegnięcie przez te drzwi, i dalej na podwórze, w stronę bramy wyjazdowej – i będzie w końcu wolna. To, o czym marzyła od momentu trafienia tutaj, wreszcie zostanie jej dane.
Dlaczego zatem zatrzymała się w tych przeklętych drzwiach?
Bianca nie miała żadnych trudności w otworzeniu ich. Problemem okazało się przejście przez nie.
Bianca oddychała ciężko, myśląc intensywnie nad swoim kolejnym posunięciem. Co powinna teraz zrobić? Czy ma zacząć uciekać, jak Oscar jej kazał? Czy też może powinna się zawrócić i pomóc mężczyźnie który, bądź co bądź, próbował ocalić jej życie?
Coś w głowie Bianki podpowiedziało jej, że Oscar może jednak nie przeżyć tej walki z Robertem. Za pierwszym razem udało mu się go powalić, ale nie kompletnie pokonać. Tym razem mógł nie mieć już tyle szczęścia.
Bianca nie wiedziała nawet, kiedy wzięła ten krok do tyłu. Wiedziała tylko, że w pewnym momencie się odwróciła z powrotem w stronę wnętrza domu, biorąc głębokie, uspokajające oddechy.
To była jej decyzja. Nie było już od niej odwrotu.
Bianca postąpiła kolejny krok do przodu. Uniosła w górę głowę, słysząc nagły hałas nad sobą.
Dopiero wtedy stanęła w miejscu, zmrożona strachem.
- Taka naiwna… – Robert uśmiechnął się szaleńczo, nie spuszczając swoich bladych oczu z osoby Bianki. Dziewczyna otworzyła szeroko usta, wpatrując się w osobę stojącą przed Robertem.
- Nie!… – To jedno słowo samo wypłynęło z Bianki. Nie zdołała go powstrzymać, choć bardzo tego chciała.
Oscar… Oscar jest ranny.
Wszechświat zdecydowanie nie sprzyja im.
Oscar krwawił obficie z rany w podbrzuszu. Mężczyzna brał krótkie, niepewne oddechy, ledwie stojąc na nogach. W pionie przytrzymywał go tylko Robert.
Ciemnobłękitne oczy Bianki odnalazły nieco jaśniejsze oczy Oscara. Przez dłuższą chwilę wpatrywali się w siebie, jakby próbując przeczytać sobie nawzajem myśli.
Robert roześmiał się głośno, łapiąc mocniej wygięte w tył ramiona Oscara.
- A to ci dopiero heca! – Robert zaśmiał się jeszcze głośniej. – A myślałem, że ten półgłówek nie podołał swojemu zadaniu… myliłem się jednak. – Jasne oczy Roberta przeniosły się z Bianki na Oscar, i po chwili z powrotem na nią. – Też coś czujesz do tego psychopaty. Przyznaj się, Bianca!
- Po moim trupie. – syknęła dziewczyna. Była w pułapce; nie mogła się teraz ani cofnąć, ani ruszyć do przodu. Obie te opcje równały się pewną śmiercią.
- Och, to akurat można załatwić. – Robert zabrał jedną rękę z ramion Oscara i wyciągnął zza paska nóż, po czym bez słowa wbił go w brzuch mężczyzny.
Bianca nie zdołała zatrzymać krzyku, jaki się z niej wydobył. W ostatniej chwili zdołała jednak zakryć usta dłonią, tłumiąc nieco dźwięk.
- Możesz go ocalić, Bianca. – powiedział Robert, wywijając nożem na boki. Nie przerywał kontaktu wzrokowego z dziewczyną. – Wystarczy, że tu podejdziesz, a puszczę go wolno. Słowo honoru. – dodał Robert, uśmiechając się nieznacznie. – Nie jestem kompletnym tyranem. Pozwolę mu nawet o ciebie powalczyć. Chociaż, biorąc pod uwagę te rany, raczej długo nie pociągnie. – Bianca pragnęła teraz jak nigdy wcześniej posiadać jakieś moce nadprzyrodzone, aby móc z odległości zatłuc tego potwora. Niestety, nie była superbohaterem ani pół-bogiem – była tylko człowiekiem. W tej sytuacji mogła tylko stać bezczynnie i patrzeć się, jak życie powoli upływa z Oscara.
Nieświadomie Bianca wzięła pierwszy krok do przodu. Usta Roberta momentalnie rozciągnęły się w ogromnym, triumfalnym uśmiechu.
Oscar z kolei zbladł niemiłosiernie – i to nie z powodu utraty krwi. Bianca wzięła kolejny krok do przodu, nie patrząc się jednak na Roberta. Cała jej uwaga była skupiona na Oscarze, i tylko na nim.
Musiał coś zrobić – nim nie będzie na to za późno.
Bianca już przymierzała się do zrobienia kolejnego kroku, gdy nagle Oscar wyrwał się z sideł Roberta. Wykorzystawszy resztki swoich sił, Oscar odepchnął Roberta w tył, na ścianę, po czym szybo wyciągnął coś z kieszeni swojej kurtki.
Bianca nie potrzebowała więcej niż trzech sekund aby uświadomić sobie, co Oscar trzyma w ręce.
Detonator.
Skąd to się u niego wzięło?! – pomyślała gorączkowo dziewczyna, otwierając szeroko oczy. Jak długo miał to ze sobą? Jakim cudem ja to przeoczyłam? Jakim cudem Robert to przeoczył?
- Bianca… – Dziewczyna zmusiła się do tego, aby spojrzeć się w oczy Oscara. Wiedziała, co zaraz w nich zobaczy, i bała się tego jak niczego innego. – Biegnij.
Robert podnosił się już z ziemi i sięgał w stronę Oscara. Mieli mniej niż dziesięć sekund na zadziałanie, nim będzie za późno.
- Nie. – odpowiedziała hardym tonem Bianca, mimo iż wiedziała, że nie ma innego wyjścia.
- Biegnij! – Bianca cofnęła się w tył, nie przerywając kontaktu wzrokowego z Oscarem. Robert sięgnął ku mężczyźnie, chcąc go powalić na ziemię. Oscar, łapiąc się jedną ręką balustrady, kopnął Roberta w bok, odpychając go od siebie.
Dopiero wtedy Bianca się odwróciła i zaczęła biec.
Biegła tak szybko, jak nigdy wcześniej. Nogi same ją niosły ku bramie wyjazdowej. Wysypana grubym żwirem droga była nierówna i zdradliwa, i Bianca niejednokrotnie o mało co nie upadła na nią.
Biegła jednak dalej. Biegła, nie odwracając się za siebie.
W końcu przebiegła obok dużej, okrągłej rabaty. Brama była już tak blisko.
Dopiero wtedy Bianca zwolniła tempo i odwróciła się.
Nagle potężny wybuch wstrząsnął całą okolicą. Gorąca fala uderzeniowa zbiła Biancę z nóg, powalając ją przodem na twardy żwir.
Dziewczyna nie straciła jednak przytomności. Gdy ostatnie odłamki przeleciały tuż nad jej głową, Bianca obróciła się ostrożnie na bok, wpatrując się szeroko otwartymi oczami przed siebie.
Dom stał w płomieniach.
Phu! No, wreszcie skończyłam ten rozdział! :) Długo się za niego zabierałam, ale dzisiaj w końcu przysiadłam, zawzięłam się, i voila! - rozdział skończony. "To koniec" jest ostatnim rozdziałem "Back From The Dead". Poza tym rozdziałem opublikuję również epilog, który także jest już napisany, i czeka tylko na publikację. Z kolei w ciągu następnych kilku dni, maksymalnie tygodnia powinnam opublikować sequel tego opowiadania. Druga część będzie nosić tytuł: "Back From The Dead: New Game". W tej chwili trwają intensywne prace nad zwiastunem do tegoż opowiadania. Ma już nieco ponad minutę, i zapowiada się na bardzo ciekawe i dobre wideo :)
Jeszcze jedna notka co do wideo na temat mojego innego opowiadania zatytułowanego "Hunter" (to na podstawie serialu "Dawno, dawno temu", pairing: Peter/OC (Delia)... no cóż, to wideo również powstaje, ale w dość wolnym tempie. Miałam je opublikować już pod koniec tego tygodnia lub na początku tego, ale jak na razie utknęłam w ślepej kiszce. Ale być może w ten weekend w końcu coś się uda zakończyć :)
