Snape spojrzał ostatni raz na Dumbledore'a, który wyciągnął różdżkę, i kiwnął do niego głową. Jego palce powędrowały do znaku, który miał na przedramieniu. Wokół wciąż było pusto, Dumbledore jeszcze nie rzucił zaklęć zdejmujących te ochronne Voldemorta. Miał to zrobić dopiero, gdy Severus przeniesie się bezpośrednio do niego. Gdy czarnowłosy mężczyzna już zniknął, Dumbledore zaczął wykonywać różdżką skomplikowane ruchy, jednocześnie mrucząc pod nosem zaklęcia. Wciąż myślał jednak o Zakonie Feniksa i zastanawiał się, czy nie postąpił niewłaściwie, że im nie powiedział. Severus wybadał, że rezydencja Voldemorta, do której właśnie miał dostać się dyrektor i w której już znajdował się Snape, ma pewną małą lukę, jeśli chodzi o zabezpieczenia magiczne. Po nocnym siedzeniu Severusa nad tym niedopatrzeniem Czarnego Pana, udało mu się dojść do tego, że jeśli jedna osoba zdejmie ochronne zaklęcia, jednak zrobi to bez żadnego błędu oraz zostanie w chwili zdejmowania nieprzyłapana, wedrze się do środka bez zauważenia. To właśnie dlatego Snape przeniósł się tylko z Dumbledore'em. Nie powiedzieli o tym reszcie, ponieważ oczywiste było to, że większość z nich uznałaby, że to oni powinni wyruszyć na tę misję. Syriusz stwierdziłby, że jest ojcem chrzestnym Harry'ego i jeśli ktokolwiek mógłby go uratować, to powinien to być właśnie on. Dumbledore już słyszał w głowie głos także Alastora - „Znam się na czarnej magii lepiej, niż Snape. Złapałem setki tych gamoni. Zdejmę zaklęcia, znajdę chłopaków i wrócę. Ty, Dumbledore, już samą swoją obecnością tam, rozjuszysz nieświadomego nic Voldemorta, daj mi tam iść". Poza tym to nie był pierwszy raz, kiedy Dumbledore i Snape zostawiali Zakon w tyle i działali sami. Odniósł wrażenie, że ludzie przestali mu przez to wszystko aż tak bardzo ufać, dlatego wolał nie dawać im powodów w tej sytuacji, by wylewali na niego swoje kolejne pretensje. Nic w tym momencie nie było dla niego ważniejszego, niż uratowanie Harry'ego i Rona, dlatego nie mógł przejmować się, czy będzie lubiany przez innych. To była wojna. Jeśli sytuacja wymagała działania tylko jego i Severusa, nie zamierzał się wahać.
Severus szedł ciemnym korytarzem w stronę mosiężnych drzwi, za którymi powinien znajdować się Tom Riddle. Czuł nieprzyjemne mrowienie w całym ciele. Wiedział, że nie może dopuścić do tego, by Voldemort postanowił udać się do komnaty Pottera albo do lochów, do Weasleya. Nie powinien dopuścić także do tego, aby wysłał tam kogoś ze śmierciożerców. Nie robił tego za często, ponieważ – jak mu się zdawało – był nieomylny i nie było żadnego sposobu, by tamci dwaj zostali wyciągnięci przez kogoś z zewnątrz.. Znalazł się już przed wrotami. Zatrzymał się i zamknął na chwilę oczy. Plan musiał się udać. Musiał.
Hermiona leżała w łóżku i przewracała się z boku na bok. Coś gryzło ją od środka. Czuła się teraz wyjątkowo... inaczej. Obco. Miała wrażenie, że powinna teraz coś zrobić, ale nie miała pojęcia co. Kilka razy w ciągu ostatnich dziesięciu minut powtarzały się drgania. Miała dziwne myśli, dziwne ruchy. Męczyła się, próbując to opanować. Czy powinna iść zbudzić Thomasa i powiedzieć o tym? On na pewno jej pomoże. Nie kontrolując tego co robi, wstała i przeszła się po pokoju. Zdała sobie sprawę z tego co robi, dopiero gdy wróciła z powrotem do łóżka. Poczuła, jakby się obudziła, ale jednak nie śniła. Syknęła. Czuła się nieswojo w swoim własnym ciele. Czuła się tak, jakby ta jej czarnomagiczna cząstka dzisiaj wyjątkowo chciała o sobie przypomnieć. Jakby dzisiaj ta czarna magia była wyjątkowo silna. Silniejsza niż zwykle. Kierowała nią. Bała się, że za chwilę całkowicie straci nad sobą kontrolę. Przez głowę przeszła jej myśl, że pewnie jest już stracona, że już za późno, by ją uratować, a całe to leczenie to tylko teatrzyk, by podnieść ją na duchu przed... no właśnie – przed zniszczeniem tego ducha. Wstała. Tym razem całkowicie świadomie. Stwierdziła, że pójdzie do Toma i mu o wszystkim powie – że musi jej pomóc, bo jest dzisiaj wyjątkowo źle. Teraz. Ruszyła w stronę drzwi, jednak coś nie pozwoliło jej wezwać pomocy. Coś, czyli jej własne brzemię – jej nieczysta siła, czarna magia. Chwyciła za klamkę, ale nie nacisnęła jej. Stała, wpatrując się tępo w drzwi. Głos w głowie podpowiadał jej, że nie może tego zrobić. Nie może wezwać pomocy. Próbowała wyprzeć z siebie tę złą energię. Przecież potrzebujesz tej pomocy, powiedziała do siebie w myślach i już miała otworzyć drzwi, gdy przed oczami stanął jej Severus. A co jeśli to on teraz potrzebuje pomocy? – usłyszała w swojej głowie – Co jeśli plan się nie powiódł i wszyscy, czyli on, Dumbledore, Harry i Ron są skazani na śmierć? Pomyślałaś o tym, ty wredna egoistko? Zamknęła oczy i zacisnęła zęby, czując piekące łzy pod powiekami. Tak, to prawda. Jest egoistką. Już nawet przestała myśleć o tym, jak może radzić sobie teraz Severus i dyrektor, a przecież ratowali Harry'ego i Rona. Nie myślała o tym. Myślała tylko o sobie. O swoim problemie, o swoim cierpieniu. Czy to w porządku? Nie. Powinna im pomóc. Zrobić cokolwiek. A jeśli Severus naprawdę potrzebuje jej pomocy? W tym całym zadumaniu na ten temat nie zdawała sobie sprawy, że przecież Dumbledore i Snape są potężnymi czarodziejami, a ona tylko mądrą, inteligentną – ale jednak – nastolatką. Jak jednak miała to zrozumieć, skoro diabeł, który w niej siedział i ją kusił – czyli proces przemieniania jej duszy w duszę Voldemorta – przysłaniał jej racjonalne myślenie i podkładał takie myśli, by robiła wszystko na korzyść zła? Może gdyby w tym dniu wzięła więcej eliksiru, który chociaż w jakimkolwiek stopniu uspokajał jej czarnomagiczną część, nie postanowiłaby użyć zaklęcia Połączenia, by właśnie w tym momencie, gdy Severus znajdował się w rezydencji Voldemorta, się do niego przenieść. Tak więc Hermiona Granger właśnie podjęła tę decyzję – puściła klamkę i pomyślała o Severusie i o tym, by znaleźć się obok niego. Przecież muszę mu pomóc, myślała. I zaczęła znikać.
