Miło mi, że kolejne osoby zaczynają obserwować to opowiadanko. Co prawda już niewiele mi zostało, ale zawsze :) Dobrze, że kolejne osoby ujawniają to, że czytają. Zawsze jestem i będę ciekawa waszych opinii.

Day Twenty One - Lies

Sherlock kłamał od dziecka. Było to dla niego tak naturalne, jak gdyby było to zapisane w jego genach. Co prawda, nikt nie mógłby go opisać jako etatowego kłamcę - jak Mycrofta - ale młodszy z Holmesów nie unikał łgania, gdy było mu to na rękę. Jednak jeszcze kilka lat temu aż tak wielu okazji ku temu nie było. Proste - nie było komu kłamać. Z rodzicami rozmawiał od święta i wtedy z zasady nie kłamał, a jedynie milczał na tematy, które mogłyby okazać się zbyt trudne dla rodzicieli. A Mycroft... doskonale zdawał sobie sprawę, że nawet jeśli przeinaczy prawdę, to starszy braciszek i tak pozna tą właściwą.

Później poznał Molly. I Johna. I świat nagle się zmienił. Oboje troszczyli się o niego, każdy na swój sposób. Sherlock zaczął kłamać jak najęty, często nie dbając nawet oto, by poszczególne wersje opowiadane różnym osób były ze sobą spójne. Czasem nie wiedział, dlaczego właściwie to robił. Oni i tak znali prawdę, patrząc na niego ze smutkiem, że nie chciał podzielić się z nimi sekretem.

Nie, wróć. Okłamywał Johna, gdy mówił prawdę Molly i odwrotnie. Z biegiem czasu dotarło do niego, że bezpieczniej będzie nie kłamać. Przynajmniej przy nich, bo później mieli do niego żal. A jednak, w tej chwili patrząc na Molly, wiedział, ile rzeczy nie tyle przekręcił, a zataił.

(Dwa lata temu)

Te ślady na rękach? To poparzenia. Igły? Jakie blizny po igłach?... Tak, brałem. Kiedyś.. nie musisz się bać. Nie, już nie biorę.. Puść mój nadgarstek. Proszę. Tylko ci się wydaje, że są świeże... Myślisz, że biorę? Mylisz się.

(Dwa tygodnie temu)

Gdzie idę? Do Johna. Zmusił mnie, bym zaopiekował się jego dzieckiem, gdy on gdzieś tam pojedzie z Mary. Wrócę jutro. Po co mi pistolet? Te dziwne stwory lubią się nimi bawić.

(Dwa dni temu)

Miłość? Zgubne procesy mózgowe. Zbyt dziwne, skomplikowane jak na człowieka. Tak czy siak na szczęście mnie one nie dotyczą. Tak, byłem aseksualny. Nie.. Nigdy nikogo nie kochałem. Tak, kocham cię.

Sherlock przyglądał się Molly, tak nieświadomej w tej chwili jego rozważań. Gdy spała, wydawała się wolna od smutków i trosk - tych banalnych i trochę bardziej poważnych, którymi ludzie zadręczali się na co dzień, nie wiedząc, że prawdziwe cierpienia dopiero przed nimi. W dzień niepokoiła się o niego, licząc każdy jego posiłek, godzinę snu... Gdyby znała prawdę. Nie.. Sherlock kłamał dla dobra Molly, by zdjąć z niej choć trochę cierpienia (ojciec nie żyje, z matką brak kontaktu; brat siedzi w więzieniu, chodzi do niego na widzenia). Kłamał, by była wolna od trosk. By się nie martwiła o niego.