On tłumacza: Wiecie, że prawie dotarliśmy do magicznej liczby 10000 odświeżeń? Może komentarze też spróbowałyby pobić jakiś rekord? Bardzo miło czyta się każdy, który postanowicie mi wysłać. :)
8 sierpnia
Stając przed drzwiami mieszkania Syriusza, Remus był zdenerwowany. Nie miał ku temu powodu. Znał już tę dziewczynę, a przy pierwszym spotkaniu wydawała się przemiła. Pomagała też świadomość, że wiedziała o wilkołactwie i zupełnie jej to nie przeszkadzało. Może w przyszłości będzie lepiej?
Remus zapukał do drzwi i zawołał:
- Łapo, to ja! Gotowy do wyjścia? - aż podskoczył, kiedy cichy głos przyjaciela natychmiast mu odpowiedział. Syriusz musiał stać po drugiej stronie i czekać aż Remus się pojawi.
- Przetłumacz to. - zażądał zdumiewająco poważnie Syriusz. Kiedy mówił, przez szparę na listy wypadł kawałek pergaminu.
Remus podniósł go i odwrócił na drugą stronę. Zobaczył co najmniej piętnaście run.
- Łapo?
- Zrób to. - nakazał jego przyjaciel.
Remus przebiegł wzrokiem po symbolach. Nie miał całkowitej pewności, czy powinien brać Syriusza na serio.
- Zdajesz sobie sprawę, że mógłby to rozwiązać każdy kto zna runy?
- Jest dalsza część. - odparł niecierpliwie Syriusz. - Pospiesz się.
Chociaż Remus cieszył się, że Syriusz brał sprawdzanie tożsamości na poważnie, to nawet on uważał, że to lekka przesada. Ale rozumiał. Syriusz miał go zaprowadzić do tajnej kryjówki Hermiony. Z jej bezpieczeństwem (i ich przyszłością) nie było żartów. Wziął się więc do roboty.
- Um... Łapo? - spytał. - Masz może pióro?
Rozległo się podirytowane prychnięcie, a potem odgłos oddalających się kroków. Po chwili Syriusz wrócił i przez szparę przepchnięto pióro.
- Dzięki. - odparł Remus. Po pięciu minutach parsknął śmiechem. Runy zadawały pytanie: „Kto pocałował cię jako pierwszy?" A dokładnie: „obce usta na twoich, oryginalne, właścicielem był?" Ale zrozumienie run zawsze wymagało odrobiny zgadywania.
- Mary MacDonald, na szóstym roku. – pospieszył z odpowiedzią.
- Nie. - zaprotestował Syriusz.
- A racja. - Remus znów się zaśmiał. - Tak na przyszłość... nie liczę Rogacza. Myślałem, że masz na myśli pierwszy pocałunek, którego chciałem. A tak w ogóle to dalej myślę, że to wszystko zaplanowałeś. To ty uwarzyłeś eliksir miłosny, który miał dać Lily. Potem to ty przez przypadek wlałeś go do jego soku z dyni i choć nigdy nie wyjaśniłeś nam, dlaczego, eliksir sprawił, że Rogacz zakochał się we mnie.
Po drugiej stronie drzwi Syriusz śmiał się cicho.
- Nie o to miałem spytać - Remus poczuł jak twarz mu czerwienieje z zażenowania. - ale ponieważ trochę się martwię będzie musiało wystarczyć. Nie potrafiłbyś przeczytać run nawet gdyby miało ci to uratować życie, więc kto to dla ciebie napisał?
- No kto, Lunatyku? - spytał Syriusz z uprzejmą złością. - Twoja żeńska wersja, albo jak wolę teraz o niej myśleć, twoja na lata utracona córka.
Remus wyszczerzył zęby. Najwyraźniej jego przyjaciel powrócił do wkurzającej normy.
Kiedy otworzył oczy po aportacji, mocny wiatr natychmiast pozbawił go tchu, który ledwo co zdołał odzyskać. Rozejrzał się i zdał sobie sprawę, że stali na balkonie w centrum Londynu. Balkon ten był wąski i z trzech stron otoczony stalową barierką. Syriusz właśnie pukał do szklanych drzwi, które stanowiły jedyny sposób dostania się na tę betonową półkę.
Natychmiast odsunięto zasłonę i za oknem ukazała się podróżniczka w czasie. Kręcone włosy miała związane w kucyk i uśmiechała się radośnie na widok mężczyzn.
- Filiusa Flitwicka fascynują fioletowe frisbee. - przemówiła przez szybę.
- Severus Snape szaleje ze strachu przed szamponem. - odparł Syriusz.
Remus zaśmiał się pod nosem. Te nadmiernie aliteracyjne hasła może i brzmiały kuriozalnie, ale metoda pytań i odpowiedzi, którą stosowali Huncwoci powoli robiła się coraz bardziej przesadzona, bo coraz trudniej im było wymyślić pytania, na które tylko oni znali odpowiedzi.
Zaczęli jej używać dwa lata wcześniej, kiedy Ewan MacFusty zginął z ręki Śmierciożercy, który przy pomocy Eliksiru Wielosokowego udawał jego żonę, celem dostania się do warowni Strażników Smoków. I działała. Zapewniała im bezpieczeństwo i powód do śmiechu, o czym tak często zapominano w czasach takich jak te.
Hermiona otworzyła drzwi.
- Tak się cieszę, że przyszedłeś, Remusie. - powiedziała szczerze. - Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie bardzo zły.
- Wcale nie jestem zły. - uśmiechnął się Remus. - Trochę zdumiony i pod ogromnym wrażeniem, ale głównie to bardzo szczęśliwy, że mogę w tym uczestniczyć. Jeśli ci to nie przeszkadza chciałbym ci tylko zadać parę pytań.
- Nie ma problemu! - zawołała entuzjastycznie. - Wchodźcie, nastawię wodę na herbatę.
Syriusz odchrząknął, a dziewczyna spojrzała na niego z pytająco uniesionymi brwiami.
- Cześć. - przywitał się, marszcząc własne brwi. - Mi też miło cię widzieć.
- Cześć. - odparła, wywracając oczami i potrząsając głową. - Nie martw się ciołku. Mam więcej niebieskich. - Syriusz rozchmurzył się odrobinę słysząc to tajemnicze stwierdzenie.
- Mam notatki, na które możesz zerknąć, Remusie. - oznajmiła dziewczyna, wchodząc z powrotem do środka, by zaparzyć herbatę. - Leżą tam, na stole. - tu wskazała teczkę tak grubą, że mogłaby zawierać szczegółowy opis życia Nicolasa Flamela. - Chodzi mi o to, że - ciągnęła na tym samym oddechu. - o pewnych rzeczach nie mogę ci oczywiście powiedzieć, ale po przeczytaniu tego zrozumiesz co próbujemy osiągnąć i dlaczego. Na początku znajdziesz spis treści, gdybyś był czymś szczególnie zainteresowany. Tak strasznie się cieszę, że wiesz co tak naprawdę się dzieje. Naprawdę chciałabym usłyszeć co myślisz i... - urwała w środku wypowiedzi. Remus czuł, że opadła mu szczęka, a kiedy spojrzał na Syriusza, zobaczył, że temu trzęsą się ramiona i walczy by nie roześmiać się na głos.
- To ja zrobię herbatę, dobrze? - dokończyła dziewczyna z zakłopotaniem.
Remus otworzył teczkę, całkowicie oszołomiony entuzjazmem Hermiony. Przerzucił kilka zapisanych schludnym pismem kartek. Był pod wrażeniem tego, jak szczegółowo wszystko opisała.
- To świetny pomysł. - odezwał się, kiedy odzyskał głos. - Czy tobie to pomogło, Łapo?
Syriusz spojrzał na niego. Dalej cierpiał efekty próby utrzymania wesołości pod kontrolą.
- Ja nie dostałem pieprzonej teczki, to specjał dla Lunatyka. Zapomniałeś, że ona nas zna. Dla mnie wino i whisky, a do tego najpodlejszy kac na ziemi, a dla ciebie książka. Bez wątpienia uważała, że to docenisz.
Remus czuł się zaszczycony. Doceniał to ile w to włożyła wysiłku.
- Dziękuję Hermiono, to naprawdę świetnie. - powiedział, kiedy stawiała tacę na stoliku.
- Nie ma problemu. - odparła. - W ciągu dnia zwykle się nudzę, a ponieważ Syriusz powiedział, że wprowadzi cię we wtorek, spędziłam wczorajszy dzień szykując to dla ciebie. Trochę się bałam, że nie przedstawi sytuacji w zbyt... logiczny sposób, a Remus, którego znam... cóż, on wolałby dysponować wszystkimi informacjami, a nie tylko tymi, które Syriusz uznał za ważne.
- Dobra. - Remus zaśmiał się nerwowo. - To totalnie chore, że tak dobrze mnie znasz, ale masz rację. Naprawdę zrobiłaś to wszystko jednego dnia? - spytał, znowu przewracając kilka kartek.
- Mam spisane wszystko co zrobiliśmy dotychczas, więc tylko to skopiowałam. Historię wojny też miałam gotową, ale oprócz tego to tak. - uśmiechnęła się do niego. - Szczerze powiedziawszy nie miałam lepszego pomysłu na spędzenie czasu.
Syriusz przysiadł się do nich, wykasłując coś co brzmiało jak „Studentka stomatologii". Remus szturchnął go w ramię. Syriusz obrzucił go złym spojrzeniem, a potem roześmiał się.
- Hej, Hermiono. - wtrącił się. - Dla Lunatyka nie masz żadnych wykresów? Sądzisz, że on nie potrzebuje obrazków jak ja?
- To nie były obrazki, tylko jak powiedziałeś, wykresy. Obrazowy sposób na przekazanie danych numerycznych, przydany i łatwy do zapamiętania. Hermiona spojrzała na Syriusza z odrobiną wyższości i dodała. - I tak, załączyłam je.
- Zdajesz sobie sprawę, że go straciliśmy. - zauważył Syriusz, tonem wyrażającym udawany żal, jednocześnie przyglądając się Remusowi, który zatopił się już całkowicie w zbiorze informacji i nie odpowiedział. Syriusz zawsze uważał, że Remus głuchnął podczas czytania, ale nie była to prawda. Lupin używał tego jako przydatnej wymówki, żeby czasem zignorował swojego gadatliwego przyjaciela. A notatki były świetnie przygotowane.
Godzinę później nadal czytał. Przeniósł się na kanapę, stopy oparł na podłokietniku, a pod głowę podłożył poduszkę. Na stoliku obok niego stała filiżanka herbaty. Słowem, zapewniono mu wszelkie wygody. Hermiona i Syriusz grali w jadalni w Eksplodującego Durnia i wybuchali śmiechem za każdym razem, kiedy karty stwierdzały, że gra robiła się nudna i wybuchały. Co ciekawe działo się to zawsze podczas kolejki Syriusza.
Remus był zafascynowany. To wszystko co Hermiona zrobiła z Harrym... Mały Harry bohaterem. Podczas czytania Remusowi prawie udało mu się zagłuszyć dręczący go strach przed niebezpieczną misją Hermiony i Syriusza. Ale kiedy dotarł do ostatniej fazy planu, na którą składały się Szatańska Pożoga i Zasadzka, poczuł jak strach ten powraca z pełną siłą.
- Um... Hermiono? - wahał się czy należało kwestionować jej pracę. Była oczywiście świetnie zorganizowana i zaplanowała nawet najmniejsze szczegóły. Może źle zareaguje na jego komentarze? Przecież on nigdy nie podejmie się czegoś podobnego. Złamanie prawa i podjęcie takiego ryzyka dla przyjaciół... cóż, po tym wszystkim co dla niego zrobili on dla swoich ryzykowałby życie, jak mógłby tego nie zrobić? Ale jej misja wkraczała na nowe poziomy oddania. Jakie miał prawo coś jej sugerować?
- DUREŃ! - zawołał triumfalnie Syriusz, a w chwilę potem karty wybuchły mu w twarz. Hermiona roześmiała się i wstała, by podejść do Remusa i oprzeć się o tył kanapy. Spojrzała na mężczyznę z niepokojem. - Co przegapiłam? - spytała.
- Och... um - zająknął się, zdumiony jej pewnością, że znalazł błąd. - Nie, nic. Zastanawiałem się po prostu... ta zasadzka... nie sądzisz, że będzie trochę... cóż, ryzykowna? - ku jego ogromnemu zdziwieniu, niepokój Hermiony przemienił się w poczucie winy.
- No wiem. - odparła cicho. - Ale nie mogę wpaść na nic lepszego. Wiemy, że Riddle się tam pojawi o tej właśnie porze, ale co jeśli pokona Dumbledore'a? A nie możemy ostrzec Lily i Jamesa, bo przecież by tak nie zaryzykowali. Tak po prostu siedzieć i czekać na niego... nie, nigdy by się na to nie zgodzili. Nigdy nie wybraliby Petera. Naprawdę nie mogę wymyślić nic innego.
- O czym tam szepczecie? – zaciekawił się Syriusz, masując przedramię, na którym eksplozja wypaliła mu włosy.
- Remus zauważył, że jeśli podczas walki Dumbledore'a z Riddlem coś pójdzie nie tak... cóż, wtedy będziemy w ciemnej dupie.
Syriusz patrzył szeroko otwartymi oczami jak Hermiona westchnęła z irytacją, opadła na fotel i ukryła twarz w dłoniach. Potem skierował spojrzenie na Remusa. Remus też się jej przyglądał. Spodziewał się wściekłości, bo zasugerował Hermionie, że coś przeoczyła, ale jej reakcja go zaskoczyła. Najwyraźniej się z nim zgadzała.
- Co do diabła? - Syriusz wbił w niego wściekłe spojrzenie. - Ona nigdy nie przeklina. - powiedział cicho. - Coś ty do cholery jej powiedział?
- Ja, um... - Remus obawiał się, że właśnie popełnił gigantyczną gafę. - To co powiedziała. Tylko bez przekleństw. Wybacz Hermiono, nie chciałem sprawić ci przykrości. - powiedział łagodnie.
Dziewczyna raptownie uniosła głowę.
- Nie jest mi przykro, jestem na siebie zła. Wiem, że to niebezpiecznie, ale to ignorowałam. Nie mam pojęcia jak zapewnić im bezpieczeństwo, więc skupiałam się na horkruksach. - tu zmierzyła Syriusza ostrym spojrzeniem. - A tak w ogóle to winię ciebie.
- Mnie? Dlaczego?- spytał ze zdumieniem Syriusz. - My rzucimy Szatańską Pożogę, Dumbledore dorwie Riddle'a. Oczywiście, że będzie niebezpiecznie. Coś mi umknęło?
- Zdrowy rozsądek. - prychnęła Hermiona. Moglibyśmy wszyscy oblecieć pół świata na darmowych milach, które zebrał twój mózg, tak często lata na wakacje.
Remus szybko stłumił śmiech.
- Dobra, zgaduję, że mnie właśnie obraziłaś. Najprawdopodobniej zasłużyłem, ale mogłabyś wyjaśnić o co chodzi?
- Łapo - odezwał się Remus. - co jeśli Voldemort zabije Dumbledore'a? Pójdzie do Lily i Jamesa, a oni nie będą przygotowani. I...
- No wiem. - mruknął Syriusz. - Ale nie możemy z tym nic zrobić. Tak jak mówiłaś, Hermiono, jeśli powiemy im o Peterze, nie wybiorą go na Strażnika i będziemy mieć przerąbane. Jeśli ostrzeżemy ich po rzuceniu zaklęcia, po prostu przeprowadzą się gdzie indziej i rzucą je ponownie z innym Strażnikiem, a my będziemy mieć przerąbane. Musimy się więc modlić, żeby Dumbledore wygrał i wtedy nie będziemy mieć przerąbane. Serio, co innego możemy zrobić?
- Moglibyśmy powiedzieć im tego samego dnia. - myślał głośno Remus. - Czemu nie powiedzieć im w Noc Duchów? Chociaż lepiej upewnijcie się, że najpierw rzucicie tarczę. Lily was zatłucze za narażenie ich w taki sposób. - znów leżał na kanapie i patrzył w sufit. - Jeśli powiecie im na chwilę zanim pójdziecie rzucać Szatańską Pożogę będą mieli czas, by się przygotować, ale nie dość, by coś zmienić... ale dalej mogliby spróbować ucieczki... czy Voldemort by wiedział, gdyby nie było ich w domu?
- Genialne. - mruknęła zza dłoni Hermiona, po czym podniosła głowę. - Wiedziałam, że nie powiedzieliśmy ci bez powodu. Ale nie, nie będziemy mieli czasu. Całą noc zajmie nam otaczanie czarami Chaty Gauntów. To skomplikowane, a muszą mieć wiele warstw i być świeże. No i nie chcemy dużej ilości magicznych śladów w Dolinie Godryka. Riddle od razu by to wyczuł.
- W porządku, ale powiedziałaś, że to genialne...
- No tak, bo ty możesz tam być. To znaczy, jeśli chcesz. - powiedziała z wahaniem. - Wybacz, założyłam, że chcesz wziąć w tym udział. Wiedzieć to jedno, ale...
- Oczywiście, że chcę. - Remus poczuł się odrobinę urażony. - No i co, tak po prostu wpadnę z wizytą, a o zachodzie słońca rzucę: „Szykuj się Rogaczu, nadchodzi Voldemort"? To by chyba nie poszło za dobrze.
- Nie. Lepiej, żeby nie wiedzieli, bo jeszcze zrobią coś pochopnego. Ale ty byś wiedział, więc mógłbyś go wypatrywać i upewnić się, że James będzie miał przy sobie tę cholerną różdżkę.
- Co sądzisz, Łapo? - Remus spojrzał na Syriusza, który obserwował ich razem, a na jego ustach błąkał się pełen rozbawienia uśmiech.
- Serio? Jeśli wy sądzicie, że to dobry pomysł, to pewnie tak jest. I chcę się napić. Jest sobota.
Hermiona parsknęła śmiechem.
- Brzmi nieźle. - odparł Remus. - To poważne sprawy. Bombowe, ale przerażające.
- O tak, bracie. - mruknął Syriusz. - O tak.
Syriusz uważał, że najlepszym zastosowaniem dla kart do Eksplodującego Durnia był poker. Słowa frustrująco komiczne najlepiej opisywały sytuację, w której dostawałeś dobre karty, które jednak mogły wybuchnąć zanim wszyscy obstawili. W ten sposób wartość kart traciła na znaczeniu, a zyskiwała ją szybkość. Wszyscy obstawiali na wyścigi, byle tylko uniknąć poparzonych palców. Sprawiało też, że nie było sensu próbować pokerowych twarzy. Wszyscy wiedzieli kto siedział na parze trójek, bo zawsze starał się to przeciągnąć, wybrzydzając i nie mogąc się zdecydować, ile postawić. Panowało przekonanie, że im dłużej to potrwa, tym większa szansa, że karty eksplodują.
Nic więc dziwnego, że ta dziecinna, ale przyjemna gra razem z butelką najlepszego trunku pana Ogdena, wprawiła Syriusza w dobry nastrój.
- Sprawdzam. - oświadczył Syriusz wykładając na stół swojego pokera z królową jako wysoką kartą. Dwa pełne frustracji westchnięcia potwierdziły to czego się spodziewał. Właśnie, kiedy sięgał po swoją wygraną zapachniało dymem i palącym się materiałem. Syriusz roześmiał się patrząc, jak Remus gasi płomienie trawiące swój rękaw wodą z różdżki.
Wszyscy troje nie wyglądali najlepiej, nadpalone mankiety, sadza na ubraniach i twarzach, policzki zarumienione od alkoholu. Dochodziła dziewiąta wieczorem. Grali już od prawie dwóch godzin, radośnie gadając o wszystkim co nie dotyczyło Riddle'a, kawałów duszy czy przyjaciół, których mogą lub nie, narazić na niedorzecznie wysokie ryzyko.
- Wie pani, panno Fehr - powiedział Syriusz do Hermiony, która siedziała po drugiej stronie stołu. - kiedy mówiłem Malfoyowi, że jest panna wyjadaczem nie sądziłem, że miałem rację.
- Przepraszam? - odparła sarkastycznie, przytykając dłoń do ucha. - Co powiedziałeś? Zagłuszyło cię całe to złoto.
Obok niego Remus prychnął.
- Chyba twoja reputacja pokerowego króla legła w gruzach, Łapo.
- No cóż - westchnął Syriusz. - po to mamy whisky, żeby utuliła moje biedne ego.
Podczas gdy Remus tasował karty tak szybko jak to możliwe, byle tylko nie wybuchły, Syriusz dolał im wszystkim. Nagle przeszkodziło im natarczywe skrobanie w okno. Na parapecie siedział puchacz Syriusza i dziobał szybę, by zwrócić ich uwagę.
- Zoff? - Syriusz wstał i wpuścił ciemnoszarego ptaka do środka. Szybko odwiązał wiadomość od jego nóżki i rozwinął ją.
Syriuszu,
Usłyszałam ostatnio bardzo niepokojące wieści. Odwiedź mnie najszybciej jak to możliwe.
Twoja Matka
- Nie będzie odpowiedzi. - poinformował Zoffa Syriusz, który coraz bardziej zbliżał swój zakrzywiony dziób do jego nadgarstka. Gdyby sowy miały brwi, Zoff uniósłby swoje, a tak tylko wyleciał przed okno. Przerażenie Syriusza musiało odbić się na jego twarzy, bo atmosfera w pokoju raptownie się zagęściła.
- Od kogo to? Czy ktoś... - niedokończone pytanie Remusa zawisło w powietrzu.
- Syriuszu? – odezwała się w tym samym momencie Hermiona, obchodząc stół i kładąc rękę na jego pokrytym sadzą ramieniu. Spojrzała na wiadomość.
- To pewnie nic takiego. - zapewnił, próbując uspokoić ich nerwy. - Matka pisze, że usłyszał ostatnio bardzo niepokojące wieści. Chce żebym ją odwiedził. - Syriusz uśmiechnął się słabo. - Cokolwiek chce mi powiedzieć, na pewno nie będzie bardziej niepokojące niż wiadomość, że muszę się z nią spotkać. Przynajmniej jestem już pijany. - zaśmiał się. Tak naprawdę nie był, miał we krwi akurat tyle alkoholu, by oglądać wszystko przez różowe okulary i czuć wspaniałe ciepło rozchodzące się po całym ciele. - Równie dobrze mogę iść i to załatwić. Mogę pożyczyć trochę pasty do zębów, Hermiono? Może i wróciłem do jej łask, ale coś mi się nie wydaje, że będzie chciała podzielić się ze mną swoim niepokojem, jeśli pomyśli, że jestem napruty.
- Pewnie. - zgodziła się natychmiast Hermiona. - Iść z tobą? Musiałabym się przebrać, ale...
- Nie, chce porozmawiać ze mną. Matka nie lubi gierek, gdyby zależało jej na spotkaniu z tobą, po prostu by napisała.
- Syriuszu, czy przyszło ci do głowy, że to może być pułapka? - spytał Remus. - Co jeśli dowiedzieli się o horkruksach?
„Zawsze można liczyć na paranoję Remusa." pomyślał Syriusz.
- Oczywiście, że przyszło mi to do głowy. – stwierdził, choć tak naprawdę wcale nie przyszło. Był zbyt zajęty uspakajaniem Hermiony, której ręka dalej spoczywała na jego ramieniu.
- Pasta do zębów. - odezwał się, przerywając kontakt i przemierzając długość pokoju. Wszedł do przylegającej do sypialni łazienki i ochlapał twarz wodą, a potem umył zęby pastą nałożoną na palec. Wrócił do salonu, przeczesując włosy czystymi od sadzy rękami. - Mogę tak iść? - spytał z uśmiechem.
Remus dalej nie wydawał się przekonany, ale nic nie powiedział.
- Tak, znacznie lepiej, ale załóż jeszcze to. - odezwała się Hermiona, podając mu marynarkę. - Zostawiłeś tutaj ostatnim razem.
- Wygodnie. - mruknął zarzucając podane ubranie. Była to ta sama marynarka, którą miał na sobie na obiedzie u Malfoyów.
- To też weź. - podała mu kartę do gry. - Tak na wszelki wypadek. Portus. - mruknęła, stukając różdżką w waleta pik. Karta zalśniła na niebiesko. - Zadziała za godzinę. Po prostu ją podrzyj, jeśli nie będzie ci potrzebna. Już zdjęłam z niej czar, który sprawiał, że mogła wybuchnąć.
- Dzięki. - uśmiechnął się do niej z sympatią. Nawet pod presją zachowywała tak racjonalny umysł. Remus patrzył na niego dziwnie. Niepokój zniknął z jego twarzy zastąpiony ironicznym uśmiechem. Cholerny wilk. - Zostajesz, Lunatyku? Niedługo wrócę. Muszę się odegrać.
- Podziwiam to, że jeszcze się łudzisz. - odparła z uśmiechem Hermiona, a Remus przytaknął.
- Ta, zostanę. Jeszcze nie skończyłem książki, a ponieważ nie mogę jej zabrać ze sobą chcę się upewnić, że wszystko wiem.
- Świetnie. Zobaczymy się niedługo, nie wypijcie całej whisky. - nakazał Syriusz. - Po powrocie będę potrzebował pocieszenia.
- Dziękuje, że przybyłeś tak szybko, Syriuszu. - powiedziała jego matka, kiedy zajął miejsce w jej saloniku. Bardzo się zdziwił, kiedy Stworek przyprowadził go właśnie tutaj. Ostatni raz pozwolono mu tu wejść, jak miał może dziesięć lat. To były prywatne pokoje Walburgi Black, przedłużenie jej gotowalni, na którego wyposażenie składały się tylko niewielki okrągły stoliczek i dwa fotele stojące przed kominkiem.
- Martwiłem się, Matko. - oznajmił Syriusz. Zdumiało go to, ile prawdy było w tym stwierdzeniu. Musnął palcami schowanego w kieszeni waleta.
- Ja także. - odparła Walburga. Ku zdumieniu Syriusza nie mówiła tak ostro jak zwykle. - Nie będę owijać w bawełnę Syriuszu, odwiedziła mnie dziś Narcyza Mówiła, że w tym tygodniu razem z Hermioną byliście na obiedzie w Dworze Malfoya.
Syriusz był zdumiony. Sądził, że jego matka będzie zadowolona z takiego obrotu spraw.
- To prawda. - potwierdził. - Hermiona i Narcyza bardzo się polubiły. Myślałem, że się ucieszysz.
- To nie Hermioną się martwię. - oznajmiła Walburga, poprawiając pojedynczą gardenię w ogromnym bukiecie kwiatów stojącym w wazonie na stoliku między nimi. - Oboje wiemy, że Lucjusz jest zaangażowany. Chociaż rozumiem, że bardzo się starasz o akceptację po twoim...
- Idiotyzmie, jak to ujęła Babcia. - wtrącił Syriusz zaciskając usta. Nie podobało mu się, gdzie zmierzała ta rozmowa.
- Cóż, w dość oczywisty sposób robisz wszystko, by panna Fehr była szczęśliwa. Ale musisz uważać, Syriuszu. Czy jesteś... - zawahała się na moment. - Czy jesteś zainteresowany sprawą? Narcyza powiedziała, że Lucjusz był pod wrażeniem twojej osoby.
- Matko... Ja - Syriusz nie wiedział co powiedzieć. Gdyby otwarcie zaprzeczył mogłoby się to dostać do niewłaściwych uszu.
- To twoje życie, Syriuszu. - powiedziała cicho jego matka. - Ale musisz to przemyśleć. Po tym co się stało z Regulusem... Sądziłam, że przez wzgląd na Hermionę nie będziesz chciał ryzykować... Jej rodzina nie jest zainteresowana sprawą. Miałam nadzieję, że twoje... wcześniejsze przekonania uchronią cię przed zaangażowaniem się.
- Matko - Syriusz ledwo powstrzymywał ochotę, by się uśmiechnąć. - czy liczysz, że moja gryfońska natura wygra z dumą rodową?
- Choć to niemiła i bluźniercza myśl. - westchnęła Walburga - To tak.
- Nie zamierzam dołączyć do Śmierciożerców, Matko. - oznajmił Syriusz. - Musiałbym być głupcem, by to zrobić. Pracuję w Biurze Aurorów i cena za zdradę byłaby zbyt wysoka. - uważnie dobierał słowa, tak by matka odniosła wrażenie, że to kara odrzuca go od tego pomysłu, a nie przekonanie, że czystokrwiści byli równi mugolakom. A potem przypomniał sobie kartę atutową Hermiony. - A poza tym jakim byłbym dziedzicem, gdybym dał się zabić albo zamknąć jeszcze przed ślubem?
Jego matka widocznie się odprężyła, a nawet pozwoliła sobie na uśmiech.
- Nie sądziłam, że to zrobisz. Ale zawsze byłeś uparty i pomyślałam, że przez tę chęć udowodnienia swojego oddania uznasz, że ja i twój dziadek tego właśnie byśmy chcieli. - pod wpływem uśmiechu matki, Syriusz poczuł coś dziwnego. Z przerażeniem rozpoznał to jako zadowolenie, szczęście, że matka się o niego martwiła. Potrząsnął samym sobą. „Dość tego" pomyślał.
- Jeszcze coś, Syriuszu. - odezwała się Walburga, sięgając po niewielkie zielone pudełeczko stojące obok wazonu. - Chcę ci to dać. Z panną Fehr nie wolno nic polecać przypadkowi. - to powiedziawszy podała mu pudełeczko. Otworzył je i zobaczył srebrny pierścień z nieprzyzwoicie ogromnym diamentem otoczonym rzędem szmaragdów.
- Matko - uciął Syriusz, próbując nie pokazać po sobie irytacji. - spotykam się z Hermioną dopiero od trzech miesięcy. Nie wydaje mi się, żeby...
- Nie przeszkadza być przygotowanym. - przerwała mu. - Twój dziadek uważa, że i tak powinieneś go mieć. To pierścionek, który dał mojej matce.
Syriusz zdał sobie sprawę, że nie było sensu się kłócić. Spojrzał na zegar w kształcie karocy stojący na kominku. Zostało mu pięć minut do momentu do uaktywnienia się waleta.
- Dziękuję. - powiedział. Nie miał nic do pierścionka. Lubił swojego dziadka. - Powinienem już iść. - oznajmił, wkładając pudełeczko do kieszeni.
- Nie zostaniesz na kieliszek? Dziadek chciałby cię zobaczyć.
- Mógłbym zostać. Ale tylko na jeden kieliszek. – zgodził się Syriusz. Chciał wrócić do Remusa i Hermiony, a dziwnie było przebywać w towarzystwie jego matki i nie chcieć rzucić na nią klątwy.
- Dziadek jest w bibliotece. Chodźmy spróbować tej jego godnej pożałowania domowej whisky.
Kiedy schodzili po schodach na piętro z biblioteką, Syriusz wyciągnął z kieszenią waleta. Jednak zanim zdążył przedrzeć kartę, ta zaczęła świecić. Szybko upuścił ją na podłogę. Nie mógł tak po prostu zniknąć i wzbudzić podejrzenia. Walet wyparował. Czemu Hermiona kazała mu ją przedrzeć? Nie mógł jej po prostu dotykać. „Dziwne", pomyślał. Ale potem zdał sobie sprawę, że gdyby ją przedarł, karta w ogóle by się nie aktywowała i uniknąłby sceny. Jego matka nic nie zauważyła. Była kilka stopni przed nim. Syriusz uśmiechnął się. Skoro dostał pamiątkę rodzinną to niedługo będzie miał też dostęp do skrytki w banku.
Kiedy Syriusz zapukał do drzwi balkonowych pokoju hotelowego Hermiony, zauważył dziwaczne mrugające światło wypełniające ciemny pokój. Zasłony były odsłonięte, więc przysunął się do szyby i zajrzał do środka. To telewizor, zorientował się z ulgą. Znad oparcia kanapy wystawał tył głowy Remusa i gęsty kucyk Hermiony opartej o jego ramię. Nie zareagowali więc, zapukał ponownie. Remus poruszył się raptownie i odwrócił, by sprawdzić skąd dochodzi hałas.
Jego przyjaciel ostrożnie wstał, a włosy Hermiony zniknęły Syriuszowi z linii wzroku, kiedy ten o którego się opierała zniknął. Ziewający Remus podszedł do drzwi balkonowych przeciągając dłonią po twarzy i Syriusz poczuł, jak marszczy mu się czoło. Zasnęli? Tuż obok siebie?
Remus uśmiechnął się do niego sennie. Syriusz chciał go walnąć. „Niezbyt dobry pomysł. Ignorujesz to."pomyślał.
- Łapo, jaką dostałeś karę za nazwanie Profesor McGonagall „Minnie" prosto w twarz podczas Transmutacji na piątym roku? - spytał Remus przez szybę.
- Do końca roku musiałem jej pomagać w ocenianiu wypracowań napisanych przez pierwszaków. - odparł Syriusz, A na jego twarzy zagościł niechętnie uśmiech. - Ale w końcu ją przekonałem, żeby to cofnęła.
- O tak. - uśmiechnął się szerzej Remus.
Syriusz przeszukiwał głowę w poszukiwaniu czegoś o co mógłby spytać. Zwykle miał czas, żeby się przygotować. No i oczekiwał, że będą na niego czekać. A nie przytulać się na cholernej kanapie.
- Jaka była reakcja Jamesa na wiadomość, że zostałeś prefektem? - „Bardzo pasujące" pomyślał.
- Nie przystawiaj się do mojej dziewczyny. - zaśmiał się Remus. - Wkurzył się, że będę spędzał czas z Lily i że będzie musiała ze mną rozmawiać. - stuknął różdżką w drzwi i spróbował je otworzyć. - Jakim zaklęciem, ona je zamyka, Łapo? - znów stuknął i przekręcił gałkę. Drzwi nie poruszyły się.
- Nie mam pojęcia. - odparł Syriusz. - Ją spytaj. A może mam sobie po prostu pójść? - zdziwiło go jak ostrym tonem to powiedział. Bez wątpienia przesadził z whisky Polluxa.
- Syriuszu? Czemu miałbym... - spojrzał na kanapę i dotarło do niego jakie sprawiali wrażenie. - Nie bądź kretynem, Łapo. - zmrużył oczy. - Oglądaliśmy telewizję, nie było cię całe wieki, no i usnęliśmy. Nie jestem aż takim dupkiem, przecież wiesz.
Syriusz natychmiast poczuł się winny. Oczywiście, że Lunatyk nie był dupkiem.
- Wybacz, bracie. - mruknął przez szybę. - Obudź ją, bo w przeciwnym razie będziesz tam uwięziony, a ja naprawdę zacznę się zastanawiać. - spróbował zażartować. Merlinie, ale się cieszył, że Hermiona tego nie słyszała.
Remus odszedł do drzwi, żeby obudzić Hermionę. Syriusz nie słyszał co zostało powiedziane, ale widział, jak mężczyzna pochyla się nad oparciem kanapy, a potem pojawiła się nad nią ręka dziewczyny trzymająca różdżkę. Machnęła nią, a zamek szczęknął.
Syriusz zamknął za sobą drzwi, a dłoń Hermiony znów machnęła różdżką. Jej ręka dalej pionowo wystawała znad oparcia kanapy, bo najwyraźniej dziewczyna nadal leżała.
- Nie było cię całe wieki. - mruknęła Hermiona. Drzwi znów zamknęły się na klucz.
- Tak, Dziadek nalegał, że powinienem poznać zalety pędzenia własnego alkoholu. - Syriusz zauważył, że Remus zajął miejsce na jedynym wolnym fotelu. Drugi zajmowały pergaminy z notatkami i książki na każdy temat, od czarodziejskiej Europy po czarną magię. To zostawiało jemu miejsce obok Hermiony, która także usiadła i patrzyła na niego jakby zrobił coś strasznego. Cholera. Słyszała ich.
Nagle rzuciła w niego czymś co wylądowało mu na kolanach. Syriusz podniósł to i rozpoznał waleta.
- Miałeś go przedrzeć, jeśli nie był ci potrzebny. - mruknęła wściekle. - A nie pozwolić mu wrócić bez ciebie. Myślałam, że coś poszło nie tak.
Syriusz spojrzał na małego mężczyznę, o dwóch końcach.
- Przykro mi. - skłamał, ukrywając uśmiech. Hermiona się o niego martwiła.
