Epilog

— Dlaczego to zawsze ja muszę naciskać dzwonek? – zapytała Hermiona, kiedy aportowali się przed domem jej rodziców.

— Ponieważ to twoi rodzice – powiedział Severus. – To był twój pomysł, by zakomunikować im to osobiście.

— Cóż, nie mogłam napisać do nich tak jak sugerowałeś. To moi rodzice! – Hermiona wpatrywała się w męża. Mężczyzna był w kiepskim nastroju od czasu kiedy Hermiona przypomniała mu, że mają wiele do wyjaśnienia jej mugolskim rodzicom. Oni nie rozumieli zbyt dobrze czarodziejskiego świata i incydent z Hermioną podróżującą w czasie był czymś, co na pewno by ich zdezorientowało.

— Jeśli twój ojciec będzie chciał spróbować mnie zabić, kiedy odkryje, że byłem twoim nauczycielem, nie ręczę za swoje czyny – powiedział Severus, pomagając Hermionie wejść po schodach.

Aiden spał mocno, z główką spoczywającą na ramieniu matki, śliniąc tym samym bluzkę Hermiony, która westchnęła głośno i nacisnęła dzwonek.

— Wygląda na to, że nie ma ich w domu – powiedział Severus, odwracając się i robiąc krok w stronę schodów.

Hermiona złapała krawędź jego koszuli i zawróciła go, kiedy zamek w drzwiach szczęknął.

— Cześć, mamo – przywitała się dziewczyna, uśmiechając się promiennie.

Jej matka wpatrywała się w Aidena, z ustami otwartymi w szoku.

— Zamierza nas pani wpuścić do środka? – zapytał Severus, prawie warcząc w rozdrażnieniu.

Hermiona szturchnęła go bok. – Mogę wszystko wyjaśnić – powiedziała.

— Powiedz, czy dobrze zrozumiałem. – Ojciec Hermiony przeczesał drżącą ręką swoje siwe, cienkie włosy. – Zostałaś wysłana, cofnięta w czasie o dziewiętnaście lat. Uwiodłaś swojego przyszłego nauczyciela. Potem, zaszłaś w ciążę.

Hermiona zaczerwieniła się i spuściła głowę ze wstydem. – Tego było trochę więcej, tato – powiedziała miękko.

— Ale to są główne fakty, tak? – zapytał.

— Tak – szepnęła.

— Nie przyszło ci do głowy, by się zabezpieczyć? – Jej ojciec zmarszczył brwi rozczarowany. Było oczywiste, że przeżywał ciężkie chwile próbując uwierzyć, że jego córka zapomniała o tak prostej i jakże ważnej rzeczy.

Matka Hermiony nie powiedziała ani słowa od kiedy otworzyła drzwi. To było prawie godzinę temu, a ona wciąż wpatrywała się w Aidena w szoku. Severus, po raz pierwszy od wielu lat, czuł się jak dziecko, kiedy ojciec Hermiony zaczął zadawać mu pytania po tym, jak Hermiona pospiesznie wyjaśniła całą sytuację. Hermiona wykonała wspaniałą pracę nad ukrywaniem zawstydzających faktów. I wszystko było dobrze, dopóki jej ojciec nie zapytał o środek antykoncepcyjny.

Hermiona zakrztusiła się, zawstydzona. Severus zdecydował, że nadszedł jego czas, by zainterweniować.

— Nie, proszę pana. Działaliśmy pod wpływem hormonów. Nastolatki często nie myślą o konsekwencjach swoich działań; zwłaszcza tak młoda osoba w tak stresującej sytuacji w jakiej była Hermiona.

Wzrok pana Grangera spoczął na Severusie sprawiając, Snape zapragnął być niewidzialny. Nie żałował swoich słów. Tchórzostwem byłoby pozwolenie Hermionie, wziąć całą odpowiedzialność na siebie.

Oczy pana Grangera zwęziły się niebezpiecznie a twarz nachmurzyła się z gniewu. – Ty! Wykorzystałeś moją małą dziewczynkę!

— Formalnie rzecz biorąc, nie zrobił tego, tato – powiedziała szybko Hermiona, kładąc uspokajające rękę na kolanie Severusa. – Byłam starsza od niego, kiedy cofnęłam się w czasie. On był kimś w rodzaju wyrzutka, a ja skorzystałam z jego samotności.

Severus prawie czuł jak bicie serca Hermiony przyspiesza, kiedy jej ojciec znów na nią spojrzał.

— Muszę powiedzieć, Hermiono – zaczął pan Granger delikatnie – oczekiwałem od ciebie czegoś więcej. Wykorzystanie swojego przyszłego nauczyciela było bardzo nieodpowiedzialnym zachowaniem.

Hermiona spuściła głowę. Severus wiedział, że to były słowa, których jego żona bardzo bała się usłyszeć. Zanim którekolwiek z nich zdążyło coś powiedzieć, pan Granger powrócił do kontynuowania swojej przemowy.

— Ale co się stało, to się nie odstanie. Zrozumieliście swoje błędy i byliście wystarczająco dorośli, by być z nami szczerzy. Pomijając moje rozczarowanie, że byliście tak nieostrożnie, mogę być tylko dumny ze sposobu, w jaki poradziliście sobie z tą delikatną sytuacją.

Hermiona przytuliła się do Severusa, czując ulgę. Mężczyzna objął ją ramieniem, czując jak kobieta głęboko odetchnęła.

— Mogę go potrzymać? – zapytała nagle matka Hermiony, wpatrując się w Aidena.

— Oczywiście, mamo. Jesteś jego babcią – powiedziała Hermiona, wstając i delikatnie umieszczając Aidena na rękach jej matki.

Aiden obudził się niedługo potem i bardzo szybko skradł serca swoich dziadków.

Dwa miesiące później Ministerstwo zorganizowało przyjęcie, by uhonorować tych, którzy mieli znaczny wkład w pokonanie Voldemorta oraz jego Śmierciożerców. Severus nie chciał iść, ale Hermiona uparła się, że to dobrze zrobi jego publicznemu wizerunkowi. Nic, co by powiedział, nie przekonałoby jej, więc w końcu zgodził się pójść, byle tylko jego żona przestała mu trajkotać nad uchem.

Ku jego zaskoczeniu, otrzymał Order Merlina Pierwszej Klasy. Nie oczekiwał żadnej nagrody, a na pewno nic wyższego niż Order Merlina Trzeciej Klasy. On nawet nie był przytomny podczas ostatecznej bitwy.

Jeszcze bardziej zaskoczyło go przyznanie pośmiertnie Orderu Merlina Trzeciej Klasy Draco Malfoywi. Jego serce zaczęło łomotać, a głowa rozbolała. Hermiona odebrała nagrodę przyznaną Draco, mówiąc jak on obrócił się przeciw ojcu po latach emocjonalnego wykorzystywania.

Kilka godzin później, Severus mocno rozmyślał stojąc w ciemnym kącie pokoju. Wciąż nie do końca wybaczył Draco za jego zaangażowanie w porwanie jego rodziny. Hermiona więcej niż raz, mówiła mu, że Draco utrzymywał ją i Aidena przy życiu, dając Zakonowi wystarczająco czasu, na zlokalizowanie dworu, w którym urzędował Voldemort.

Uchwycił uśmiechniętą twarz Hermiony, kiedy Ron niezdarnie okręcił ją w tańcu. Drżenie rudzielca było trwałe, co powodowało, że robienie pełnych wdzięku rzeczy takich jak taniec, było prawie niemożliwe. Jakkolwiek, oczy Rona świeciły się, kiedy tańczył z Hermioną i potykał się o własne stopy. Wiedząc, że Hermiona nie zauważy jego krótkiego zniknięcia, Severus skierował się w stronę wyjścia, wyślizgując się, kiedy była odwrócona do niego plecami.

Wdychając głęboko nocne powietrze, Severus aportował się. Wiedział, gdzie Draco został pochowany – obok swojej matki. Severus odwiedził wcześniej grób Narcyzy, opłakując stratę kobiety, która była przy nim podczas jego burzliwego życia. Nigdy nie zaszczycił grobu Draco spojrzeniem, chociaż Hermiona umieszczała na nim kwiaty i płakała.

Jego kroki rozchodziły się echem, kiedy szedł przez opuszczone cmentarzysko. Gwiazdy migotały na niebie, oświetlając jego drogę. Zatrzymał się przed grobem Narcyzy. Wpatrywał się w oświetlony nagrobek, życząc sobie, by kobieta tam pochowana miała lepsze i dłuższe życie.

W końcu zwrócił się w stronę nagrobka Draco. Jego stopy powędrowały za spojrzeniem i ukucnął przed kamienną płytą. Wyciągając rękę, delikatnie dotknął imienia Draco.

— Wybaczam ci – wyszeptał. – Dziękuję, że ją uratowałeś.

Zamilkł wiedząc, że więcej słów nie potrzeba. Gdzieś tam, Severus wiedział, że Draco ma uśmiech na twarzy.

— Idę do Hogsmead – powiedziała Hermiona pięć miesięcy później.

Severus spojrzał na nią ponad obiadem Aidena składającego się z szynki i groszku. Chłopiec miał na sobie większość jedzenia. Pisty próbowała przekonać Severusa, żeby pozwolił jej nakarmić Aidena wiedząc, że zapewne większość obiadu wyląduje na ubraniu niż trafi do buzi chłopca, ale Mistrz Eliksirów odprawił ją. – Po co? – zapytał.

— Zabić Remusa – odparła, zakładając płaszcz.

Zduszony śmiech Severusa podążył za nią, kiedy zamykała drzwi, sprawiając, że jej nastrój tylko się pogorszył. Dwójka wymiotujących dzieciaków opuściła drugoroczną klasę, którą uczyła, w półgodzinnym odstępie czasu. Kilkoro innych uczniów próbowało insynuować, że również mają problemy z żołądkiem, ale Hermiona nie pozwoliła nikomu opuścić klasy bez wyraźnych fizycznych objawów choroby.

Kiedy dotarła do sklepu Remusa, otworzyła drzwi i stanęła twarzą w twarz z bliźniakami Weasley zamiast niego.

— Hermiona – powiedział George, ściskając ją mocno, kiedy dziewczyna wywracała oczami.

— Jak się masz, Hermiono? – zapytał Fred, ściskając ją, kiedy George wypuścił dziewczynę z objęć.

— Jak się mam? Przyszłam tu zabić Remusa za sprzedawanie rzeczy powodujących dywersję z zajęć, ale skoro wy dwaj tu jesteście, to nawet dobrze się składa. – Zrobiła krok w stronę Freda, który stał blisko niej.

— Umm… zaraz aportuję się do magazynu i przyprowadzę Remusa – powiedział George, zostawiając brata sam na sam z Hermioną.

Fred wyglądał na zdenerwowanego, kiedy stanął za ladą. – Cóż, Hermiono, nie możesz obarczać całą winą naszej dwójki za to, co się dzieje z twoimi uczniami – powiedział. – Gdyby nie ty, może nie mielibyśmy szansy wprowadzić naszych najlepszych produktów na rynek.

Fred zanurkował pod ladę, kiedy Hermiona rzuciła klątwę w jego kierunku. Zamierzała zmienić kolor jego włosów na fioletowy, ale zamiast tego skończyło się na wywróceniu klatki pełnej puszków pigmejskich.

— Hermiona? Co robisz? – zapytał Remus, kiedy wyszedł z magazynu. George skulił się za nim, używając Lupina jaką ludzką tarczę.

— Wiesz jaki nieprzyjemnie jest patrzeć na niestrawiony lunch? – zapytała Hermiona, wskazując w niego różdżką.

— W rzeczy samej, tak – odparł.

Hermiona posłała mu jadowite spojrzenie. – Powinnam…

— Hermiona! – Szczęśliwy głos za nią, nakłonił ją do odwrócenia się.

— Hagrid – powiedziała zaskoczona. – Nie wiedziałam, że przyjdziesz.

— To niespodzianka dla twojego chłopca, by uczcić jego pierwsze urodziny – odparł, uśmiechając się szeroko, zajmując całe wejście do sklepu, kiedy kucnął w drzwiach. – Mam dla małego zwierzątko domowe.

Hermiona bezgłośnie jęknęła. Zastanawiała się co półolbrzym uważał za zwierzątko domowe, adekwatne dla jednorocznego dziecka. – Co za cudowna myśl – powiedziała, uśmiechając się przez zaciśnięte zęby.

— Wyszedłem, by ją nakarmić – powiedział Hagrid – ale zobaczyłem cię i pomyślałem sobie, że się przywitam. W takim razie, do zobaczenia jutro!

— O nie – jęknęła Hermiona, chowając głowę w dłoniach.

— Wszystko będzie dobrze, Hermiono – powiedział Remus, kładą dłoń na jej ramieniu. – Pomogę ci uwolnić to zwierzątko, kiedy Hagrid wyjedzie.

— Dziękuję – odparła, już mniej zdenerwowana na niego niż była wcześniej.

— Potrzebujesz czegoś, co by cię rozweseliło – powiedział Remus. – Idź do domu i zapytaj Severusa, dlaczego był w Skrzydle Szpitalnym, kiedy zjawiłaś się w Hogwarcie w roku 1977. – Puścił jej oko, kiedy odwrócił się i poszedł z powrotem do magazynu.

Kiedy Hermiona tego wieczora położyła się do łóżka, przypomniała sobie słowa Remusa i odwróciła się w stronę Severusa. – Dlaczego byłeś w Skrzydle Szpitalnym w nocy, kiedy przybyłam do roku 1977?

Severus, który był w dobrym nastroju z powodu powrotu do nauczania od nowego semestru, groźnie na nią spojrzał. – Lupin powiedział ci, byś mnie zapytała, czyż nie?

Hermiona nie spojrzała na niego. – Dlaczego zawsze obwiniasz Remusa?

Severus parsknął. – Naprawdę chcesz, bym odpowiedział na to pytanie?

— Naprawdę chcę poznać odpowiedź.

Severus odłożył książkę, którą czytał, na kolana. – Ponieważ Lupin zawsze podsuwa ci pomysły, które przeradzają się w pytania odnośnie naszych szkolnych dni…

Hermiona cmoknęła ramię Severusa. – Chcę, byś odpowiedział na moje pytanie dotyczące bycia w Skrzydle Szpitalnym, Severusie.

Mężczyzna potarł oczy. – Zostałem przeklęty przez Blacka i Pottera. Twierdzili, że to było przypadkowe zaklęcie, które ominęło ich zamierzony cel.

— Przypadkowe? – zapytała Hermiona, w jej głosie słychać było sceptycyzm. – Co ci zrobili?

— Ja… — Severus westchnął ciężko. – Urósł mi rozwidlony ogon.

— Urósł ci rozwidlony ogon? – Hermiona patrzyła na niego w szoku. – Przeklęli cię, by urósł ci ogon? – Jej wargi zadrżały.

— To nie było śmieszne.

Hermiona parsknęła śmiechem. – Tak mi p—p—p—przykro, Severusie. To jest po prostu…

— Tak, moje upokorzenie też wtedy wszystkich rozbawiło – powiedział, odkładając książkę na nocną szafkę i kładąc się plecami do Hermiony.

— Severusie, wiesz, że nie wyśmiewam się z twojego upokorzenia. – Hermiona przysunęła się bliżej niego, kładą swoją głowę na jego ramieniu. – Rozmawiasz z osobą, która zamieniła się w kota na drugim roku. I sama to sobie zrobiłam. W końcu, to ktoś nakłonił cię do wyhodowania ogona.

Severus odwrócił się, strącając Hermionę z ramienia. – Pamiętam bardzo dobrze ten incydent. I ty też miałaś ogon.

Następnego dnia przyjęcie urodzinowe Aidena zostało zorganizowane w salonie, a Severus gderał cały ranek. Nie był w nastroju, aby ludzie zakłócali jego prywatność. A w szczególności nie był w nastroju, by jakakolwiek kreatura, którą miał przyprowadzić Hagrid, znalazła się w jego domu.

— Nie wiem dlaczego odczuwasz potrzebę, by mieć tu tyle ludzi – powiedział, kiedy Hermiona ustawiła stół z talerzykami.

— To pierwsze urodziny Aidena, Severusie. To wyjątkowy dzień! – Nawet na niego nie spojrzała, gdyż podała mu to usprawiedliwienie niecałą godzinę temu.

— Ale on nawet nie wie, że dziś są jego urodziny – powiedział Severus.

— Wiem o tym, Severusie Snape – odparła Hermiona, obdarzając go mrocznym spojrzeniem.

Severus usiadł na kanapie. Jego jedynym zadaniem było trzymanie rąk z daleka od rzeczy, które Hermiona przygotowała. Mimo to stwierdził, że to najtrudniejsze zadanie jakie mógł otrzymać. Kiedy Hermiona zawiesiła pod sufitem balonowego kucyka prawdziwych rozmiarów i zaczarowała go, by zachowywał się jak żywy, Severus pragnął tylko to przekląć. To była najbardziej denerwująca rzecz jaką kiedykolwiek widział.

W momencie, w którym Hermiona zaczarowała pluszowe misie tak, by śpiewały Happy Birthday za każdym razem, kiedy ktoś koło nich przejdzie, Severus z chęcią pocałowałby ten kucykowaty balon.

Mężczyzna ściągnął brwi na widok jego pokoju dziennego, który został przekształcony w ohydną imitację ZOO. Nienawidził przyjęć i nienawidził ludzi w jego domu. Kombinacja tych dwóch sprawiła, że miał wielką ochotę coś zniszczyć. Sięgał właśnie po pluszowego misia, by pozbawić go głowy, kiedy Hermiona go przyłapała.

— Ani mi się waż dotknąć tego niedźwiadka – powiedziała, celując w niego różdżką. – Polubisz to przyjęcie.

— Dlaczego się ożeniłem? – mruknął, rozsiadając się wygodniej i krzyżując ręce na piersi.

Ku konsternacji Severusa Aiden piszczał w zachwycie, kiedy obudził się ze swojej drzemki. Tulił kuca i misie, mówiąc: — Siczne, mama! Siczne! – A kiedy uśmiechał się do wszystkiego, Severus nic nie mógł poradzić na to, że i jemu udzielił się entuzjazm jego syna.

Do czasu przyjścia gości, Severus był prawie w tak dobrym humorze, by się uśmiechnąć. Jego grymas na twarzy nie zmienił się, ale Hermiona i Aiden mogli powiedzieć, że mężczyzna był w całkiem dobrym nastroju.

Podczas gdy dzień postępował, jego głowa zaczęła boleć a jego usposobienie malało. Kiedy Aiden otworzył prezent od Hagrida, którym okazał się być Diricawl, Severus prawie głośno jęknął. Mugolski termin określający Dodo był trafny, ponieważ zwierzę było głupie. Jedyną niezwykłą rzeczą w nim było to, że mógł zniknąć.

Aiden zaśmiał się głośno, ponieważ ptak zniknął przed jego oczami, by pojawić po drugiej stronie pokoju.

Severus zmusił się, by nie trzeć swoich skroni. Przynajmniej będą mogli powiedzieć Hagridowi, że ptak zniknął, kiedy przyjdzie ich odwiedzić.

Kiedy wszyscy, z wyjątkiem Remusa, wyszli, Severus powiedział: — Za rok nie robimy przyjęcia.

— Och, przestań, Severusie – odparł Remus, podnosząc po kolei śpiewające misie. Wszystkie śpiewały entuzjastycznie, każdy w innym momencie piosenki. – Aiden bawił się dobrze.

— Jak cudownie. Nie robimy przyjęcia za rok. – Severus usiadł na kanapie z ponurym wyrazem twarzy. Gdyby to nie było dla Hermiony, przekląłby każdego.

Dumbledore, McGonagall, Potter, Weasley, Lupin i Hagrid byli radośni, potęgując ból głowy Severusa. Rodzice Hermiony, którzy nadal nie byli zbyt pewni w obecności Severusa, przyszli na przyjęcie, dodając krępującą atmosferę do tego „złego" dnia.

Aiden usnął na godzinę przed końcem przyjęcia, a Urok Wyciszający nałożony na jego pokój ułatwiał mu sen.

Severus wrócił z wędrówki po wspomnieniach dzisiejszego dnia w porę, by usłyszeć jak Lupin mówi: — Hermiono, te Pufki Pigmejskie które tak przeklinałaś sprzedały się wczoraj jak ciepłe bułeczki.

— Idź do domu, Remusie – odparła Hermiona, pokazując drzwi.

Remus śmiał się, zmierzając do drzwi. – Tylko mówię, że możesz przychodzić i przeklinać te Pigmejskie Puszki kiedy tylko będziesz chciała – powiedział.

Oczy Hermiony błysnęły, kiedy zrobiła krok w kierunku Remusa, z wycelowaną różdżką.

Severus przez moment zastanowił się, czy Hermiona go przeklnie. Machnął różdżką parę razy, czyszcząc salon.

— Chciałam zachować parę rzeczy dla Aidena na pamiątkę jego pierwszych urodzin – powiedziała Hermiona, odwracając się do niego.

— Masz tam parę rzeczy, które możesz zachować. – Severus wskazał na przedmioty leżące na stole. – Idę do gabinetu, mam zamiar odzyskać siły po tym dniu.

— Nienawidzę tego gabinetu – wymamrotała Hermiona.

Severus uśmiechnął się. – Jeśli chcesz, możesz też tam wejść.

Hermiona wpatrywała się w niego, jak gdyby przesłyszała się. – Do twojego gabinetu?

Severus prawie prawie zaśmiał się na widok jej miny. – Tak, do mojego gabinetu – powiedział, potwierdzając zaproszenie.

Hermiona przekroczyła próg, rozglądając się dookoła jakby oczekiwała czegoś niezwykłego. – Tu jest tylko biurko i parę krzeseł – powiedziała, obracając się. Rozczarowanie pojawiło się na jej twarzy. – To jest to, co tak chowasz przede mną? – zapytała.

Severus przyciągnął Hermionę do siebie. – Jest tego trochę więcej. – Otworzył drzwi do małej szafki, ujawniając magiczne zdjęcie Hermiony. Dziewczyna na zdjęciu śmiała się i machała, a za nią widoczne było Hogsmead.

— Skąd to masz? – zapytała. – Nie pamiętam tej fotografii… Kiedy była zrobiona?

— Zostało zrobione przez fotografa Proroka Codziennego w 1977 roku. Robił historię o Hogwarcie. Wyjąłem film z jego torby, kiedy pił w Trzech Miotłach. – Severus zarumienił się, zadziwiając Hermionę. – Byłem zbyt nieśmiały, by poprosić cię o zdjęcie.

— Nieśmiały? – Uczucie niedowierzenia przepłynęło przez jej ciało i uśmiechnęła się. – Uprawialiśmy seks, a ty byłeś zbyt przestraszony, by poprosić mnie o moje zdjęcie?

— Nie powiedziałem, że to było racjonalne uczucie – zaczął bronić się Severus.

— Myślę, że to jest romantyczne – szepnęła Hermiona, unosząc dłoń do swojej szyii. Pociągnęła srebrny łańcuszek i przebiegła palcami po literach umieszczonych na wisiorku. – Dlaczego nie chciałeś, bym o tym wiedziała?

— Nie byłem przygotowany, byś wiedziała, że kochałem cię przez te wszystkie lata. – Jego głos był delikatny. Zanim Hermiona zdążyła jakoś zareagować, dodał: — I jesteś cholernie wścibską kobietą. Gdybym pozwolił ci tu wejść, znalazłabyś w sekundę to zdjęcie przeszukując moje rzeczy.

Hermiona spojrzała na niego. – Nie przeszukuję rzeczy innych ludzi. – Severus zauważył, że nie skomentowała tej wścibskości. To musiało dużo ją kosztować, by pominąć tę sprawę. – Poza tym, wpuszczałeś tu wcześniej innych. Nie bałeś się, że zobaczą zdjęcie?

— Oni nie grzebaliby w moich rzeczach. Jak myślisz, ile ludzi widziało wnętrze moich kwater? – Wpatrywał się w nią intensywnie.

— Jesteś najbardziej irytującym mężczyzną… — powiedziała Hermiona, leciutką uderzając jego ramię.

— A ty jesteś wścibską kobietą. – Dzielenie jego uczuć z Hermioną nie było takie trudne jak myślał. W bardzo satysfakcjonujący sposób czuł się wolny. – Jakiego uroku użyłaś, by Lupin wyszedł?

— Ja? – Hermiona spojrzała na niego niewinnie. – Remus jest moim przyjacielem. Nigdy bym go nie zraniła.

— Nie powiedziałem, że go zraniłaś. Ale wiem, że coś zrobiłaś.

Błysk w oczach zdradził jej niewinny wygląd. W końcu, jej usta wykrzywiły się w uśmiechu, kiedy spojrzała prosto w oczy Severusa. Chytrość i sposób w jaki to zrobiła sprawił, że Snape zaczął dziękować, że znajduję się po tej samem stronie barykady co ona.

— Powiedzmy, że podczas pełni zobaczy w lustrze purpurowego wilkołaka.

Severus zaśmiał się głośno. – Nie sądziłem, że taka jesteś.

Hermiona pociągnęła nosem. – Wciąż jest parę rzeczy, których o mnie nie wiesz.

Severus wziął Hermioną na ręce, powodując jej pisk. – Dobrą rzeczą jest to, że nałożyłem na pokój Aidena Urok Wyciszający – powiedziała, śmiejąc się.

— To jest bardzo dobra rzecz – odparł Severus, mrugając kiedy niósł ją do ich sypialni, kopniakiem zamykając za nimi drzwi.

Koniec