Żeście się doczekali… czego? Czytajcie, a się dowiecie. Powodzenia! ;P
Tylko mnie za to nie zabijcie, proszę! Starałam się, nuuuu~ :(
Cały świat Shinigami wrzał od plotek, wszyscy słyszeli już o oświadczynach Williama T. Spearsa, lecz nikt nie wiedział, co naprawdę odpowiedziała Emily. Krążyły plotki, że powiedział od razu tak, inne znów mówiły o tym, że się zastanowi, lub że zmieniła już zdanie. Niektórzy uważali nawet, że dziewczyna bez słowa uciekła. Nikt nie był pewien, komu wierzyć, gdyż z całego departamentu Shinigami, nie wyciekło ani jedno słowo. Wszyscy trzymali buzię na kłódkę.
Ronald wraz z Catrin szli ulicami miasta, a wszyscy się im przyglądali, przez co czuli się nie swojo. W pewnym momencie podszedł do nich mężczyzna o ciemnych włosach i, typowych dla nich, zielono-złotych oczach, Knox rozpoznał w nim miejscowego krawca, pomógł mu też fakt, iż mężczyzna miał doczepione szpilki do kapelusza.
- Ooo, pan Ronald, jak widzę, wyjątkowo nie sam. Cóż to za miła panienka? – David Desman, bo tak nazywał się krawiec, był człowiekiem miłym, szanowanym, pomocnym i bardzo ciekawskim, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Blondyn uśmiechnął się szeroko i z gracją przedstawił dziewczynę.
- To Catrin Jack… - W myślach Ronald nadał jej już swoje nazwisko, lecz bał się iść tak szybko. Rudowłosa dziewczyna zarumieniła się delikatnie i ukłoniła się starszemu mężczyźnie. – Jedna z czterech przyjętych teraz studentek… a praktycznie, to już Shinigami… wczoraj zdała test, razem z resztą.
- A właśnie… słyszałem, że ponoć pan Spears wczoraj odważył się na spory wyczyn… jak mu poszło? Powiedźcie mi coś, wszyscy chcą wiedzieć, ale nikt tam od was nie chce puścić pary z ust. Wiemy tylko, że się oświadczył, ale czy ta Emily, ach, cudna Emily…- David przypomniał sobie początki. - Jak po raz pierwszy ją spotkałem… Wtedy była jeszcze taka niewinna, nieśmiała, a pan Spears stał z boku, poważny, trochę nawet podirytowany, lecz już wtedy w jego oczach, pojawił się ten błysk, ta mała iskierka szczęścia. Mam przeczucie do ludzi, od razu widziałem, że niedługo nie obejdzie się bez niej. Miałem rację jak widać! No, ale dobrze, powiedzcie… zgodziła się? – Dwójka młodych Shinigami spojrzała na siebie nawzajem i niepewnym głosem powiedzieli wspólnie.
- Noooo, więc….
Dzień egzaminu
Korytarze
Wszyscy wpatrywali się w Emily, która stała nieruchomo. Na zewnątrz spokój, opanowanie, a może nawet znudzenie, ale to…, co miało teraz miejsce w jej głowie. Gorsze niż światowe wojny, uczucia, tak sprzeczne, walczyły ze sobą. Z jednej strony Emi pragnęła teraz krzyknąć „Tak" i wbić swoje usta w jego, lecz z drugiej strony… najchętniej dałaby mu po twarzy i odeszła. Dziewczyna opuściła głowę, wzięła głęboki oddech i powiedziała coś pod nosem, lecz nikt tego nie usłyszał. William wstał i podszedł do dziewczyny. Przytulił ją do siebie i czekał, aż powtórzy. Był pewien, że to zrobi. Nie mylił się. Teraz już pewniej i odważniej, lecz słyszał tylko on, powiedziała to jedno słowo… odpowiedź, na najważniejsze w jego życiu pytanie. Słodko brzmiący ton jej głosu, wypowiedział.
- Wybacz, ale… NIE. – Pomiędzy obecnymi powstał szum. William stał nieruchomo, oczy puste, wzrok wbity w odchodzącą Emily, znikającą za drzwiami. Nikt nie wierzył w to, co przed chwilą miało miejsce. Może i było to nieplanowane. Może William trochę się zagalopował, skoro ostatnio mieli takie, a nie inne relacje, lecz mimo wszystko. Oboje nawzajem się kochają, potrzebują siebie, a do tego Emi, jest przecież kobietą, która raczej tak się nie zachowuje. Z obserwacji wynikało jednoznacznie, że u Bachet na pierwszym miejscu, zawsze, są zasady, później dopiero cała reszta.
- Em… William, ja… przepraszam, przykro mi, bardzo… - Shirley próbowała pocieszyć Spearsa, lecz chyba wszystko spisane było już na straty.
- Mi też. – Uciął krótko i oddalił się do swojego biura.
Biuro Williama
Usiadł w fotelu i załamał ręce, twarz ukrył w dłoniach i przez kilka chwil trwał tak, bez oddechu. Promienie światła wpadające przez przysłonięte okna, oświetlały ich grupowe zdjęcie, trochę pogniecione, bez ramki, przyklejone do blatu biurka. Delikatny uśmiech wtargnął na jego twarz. Jego wzrok skupił się na Emily, jej ręka na jego ramieniu. Tak bardzo brakowało mu teraz jej bliskości. Starał się odganiać te myśli. Wziął do ręki teczkę z dokumentami. Kolejny śmiertelnik umarł, czas zweryfikować dane.
- Edward Bachet, zmarł… Bachet? To… jej ojciec… - Will przyjrzał się zdjęciu dokładniej, lecz nie odnalazł już w nim podobieństwa do Emi, jej blond włosy przefarbowane, przycięte, a jej niebieskie oczy zastąpione oczami Shinigami, wszystko, co było z nim związane… znikło. William dokładniej wgłębił się w lekturę. Czytał uważnie każde słowo, całą historię. Zastanawiał się, czy nie pokazać tego dokumentu Emily… może to zrobi później… może to zrobi… może… albo i nie. Will westchnął i opuścił głowę. Zdołowany całą sytuacją, nie zauważył nawet, kiedy zrobiło się ciemno. Siedział w tych cieniach, z zamkniętymi oczami, nie oddychając, nie myśląc.
Mieszkanie Emily
Grell wszedł cicho do mieszkania Emily, zastał ją sprzątającą wszystko i dziwnie układającą niektóre rzeczy.
- Emily…, co ty robisz? – Emi zatrzymała się i spojrzała załzawionymi oczami na Grella, ostatnimi czasy płakała więcej, niż przez całe życie. Czy taka jest cenna beznadziejnego życia? Jeszcze więcej beznadziei?
- Nie widać? – Krzyknęła wściekła.
- Emily…, co się dzieje? – Grell może i był wrażliwy, ale nie bał się krzyku, zresztą… to nie był krzyk wściekłości na niego… to był raczej rozpaczliwy krzyk, krzyk, mówiący, że coś dzieje się źle, że czujemy się źle. Sutcliffe podszedł do dziewczyny, która opadła na ziemię na kolana. Usiadł obok niej i podniósł jej głowę, aby spojrzała na niego. Ledwo łapiąc oddech, usta wykrzywione w grymasie, posklejane od łez rzęsy i czerwone policzki i oczy. Czerwonowłosy uśmiechnął się miło i potrząsnął kobietą. – Gadaj, co się dzieje?
- Ja… Grell, nie mogę tak dłużej… - tłumaczyła, starając się wyrównać oddech i głos.
- Ale …
- Muszę stąd odejść. – Oczy Grella przybrały niewiarygodnych rozmiarów.
- Słucham? Dlaczego niby? – Emily wyswobodziła się z uścisku chłopaka i wstała. Dalej przepakowując rzeczy, mówiła.
- Muszę, nie dam rady dzień w dzień stawać z nim twarzą w twarz. Udając, że wszystko jest dobrze, wspaniale, kiedy nie jest! Jest kompletnie odwrotnie! To beznadziejna sytuacja!
- No, naprawdę! – Grell zdenerwowany, krzyknął na dziewczynę, która natychmiast zamilkła. Przyglądała mu się w zdziwieniu, wyczekując odpowiedzi. – Ktoś cię kocha, a ty kochasz tego kogoś… wielka tragedia, co za beznadziejna sytuacja! Nie do opisania, co ty masz niby zrobić? Powiem ci co! IDŹ DO NIEGO I POWIEDŹ PRAWDĘ! To, że on jest szefem, że to, że tamto… miłości, prawdziwej miłości, NIC nie przeszkodzi, chyba, że niechęć jednej ze stron, prawda?
- Grell. – Emily od połowy wykładu Grella stała nieruchomo. Jej martwe jakby oczy wpatrywały się teraz w jego czerwone usta. – Ja stąd odchodzę… jutro rano rada zarządzi, czy pójdę do nieba, piekła, czy będę już mogła powrócić na ziemię, jako czysta dusza.
- Ty nie żartujesz… chcesz stąd odejść? – Spanikowany Sutcliffe rzucił się na podłogę.
- Nie żartuję… jutro o tej porze… już mnie tu nie będzie…
Biuro Williama
Bez pukania, do biura Williama wpadł blondyn. Ronald Knox, zdyszany, machający rękami i płynący potem. Will odwrócił się i, typowym dla siebie tonem, powiedział.
- Ronaldzie Knox… czy mógłbyś pukać…- Jednak jego słowa zostały ucięte. Dobiegł Grell i teraz w dwójkę krzyczeli o czymś, pozornie ważnym. Spears wychwycił tylko kilka pojedynczych słów, w tym imię Bachet. – STOP! Uspokójcie się… a teraz spokojnie, wyraźnie, Knox, mów, co się stało?
- Emily chce… - Ronald starała się złapać dech, więc Grell dokończył.
- Uciec… nie, ODEJŚĆ, od nas…
- I co w związku z tym? – Wydawać by się mogło, że Williama to wcale nie wzruszyło, jednak po ostatnich zdarzeniach, nie było w to łatwo uwierzyć. Grell i Ronald najpierw spojrzeli na siebie, a później na Willa.
- Jak to, „co w związku z tym"? – Zapytał Sutcliffe, podszedł bliżej Spearsa i uderzył go po twarzy. – Kochasz ją, czy już nie?
- Ja… - William stał w bezruchu, z tył Knox przyglądał się temu z przerażeniem. Spears westchnął głośno, po czym powiedział szeptem. – Tak. Kocham… Emily.
- Więc czemu teraz tak się zachowujesz? Czemu nic nie robisz? Chyba nie pozwolisz jej tak po prostu odejść, co nie?
- Cokolwiek bym teraz zrobił, ona już podjęła decyzję i nic tego nie zmieni.
- Z takim nastawieniem? Na pewno nie! Chodź!
- CO? Ale gdzie? – William ciągnięty przez Grella i Ronalda, starał się uwolnić, krzyczał. Większość ludzi z biura przyglądała się tej sytuacji, lecz już nikt nie reagował, bo takie zachowanie Sutcliffe'a było im dobrze, a nawet za dobrze, znane.
Emily
- Wszystko chyba gotowe… dokumenty… mój zapis… kosa… - Emily sprawdzała, czy wszystko znajduje się na swoim miejscu. Odejście ze świata Shinigami wiązało się z wieloma formalnościami, a do tego rada musiała zadecydować, gdzie wysłać daną duszę, w końcu… nic nie może się zmarnować. – W takim razie, pójdę się umyć. – Dziewczyna zbierała ubrania, kiedy usłyszała hałas na korytarzu. Otworzyła drzwi i wychyliła się, co było wielkim błędem. Już po chwili leżała na ziemi, przygnieciona przez Williama i Grella, jedynie Knox utrzymał pion. – CO… wy, do…, wyprawiacie? – Wściekła kobieta zrzuciła z siebie mężczyzn i wstała, otrzepując się. Spojrzała na nich z góry i zażądała wyjaśnień.
- Cóż… my to tak naprawdę tylko w dodatku, więc… już pójdziemy, a wy sobie szczeeerze pogadajcie, ok. ? Dobrze, no to świetnie! Paaa~ - Grell wyciągną Ronalda z mieszkania Williama i Emily, by zostawić ich sam na sam. Miał wielką nadzieję, że może wreszcie, coś miedzy nimi się ruszy… w tą dobrą stronę.
- Tak, więc… co to miało znaczyć? O co ci znowu chodzi? Nie wyraziłam się jasno? – Emi starała się udawać nieugiętą, próbowała udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, że Will ją nie obchodzi, że wcale go nie kocha. Z każdą tą myślą, czynem, słowem, z każdą sekundą udawania, jej serce krwawiło coraz to bardziej. W tym samym momencie William decydował się na dość brutalne wyznanie. Skoro czasem czyny są lepsze niż słowa…
Bez zastanowienia przycisnął dziewczynę do ściany i wbił swoje usta w jej. Emily chwilowo się opierała, lecz w tym momencie, ta największa bariera, ten mur chiński, zapora, która miała oddzielić uczucia od zasad… pękła, runęła niczym domek z kart. Po jej policzkach spłynęły łzy. Nie smutku, nie szczęścia… łzy ulgi. Nagle zrobiło jej się tak lekko, tak dobrze. Nie umiałaby teraz opisać swoich uczuć. Poczuła, jak jego ręce wędrują pod jej koszulę, na jej kark. Każdy dotyk dodawał jej nowych emocji, robiło jej się gorąco, miała ochotę aż zamruczeć, lecz udało jej się powstrzymać. Jego ciepły oddech uderzał w jej szyję, usta od czasu od czasu zostawiały ślad na jej ramionach, czy szyi.
- Na pewno chcesz odejść. – Cały nastrój pękł, kiedy William wypowiedział te słowa. Emi zwróciła wzrok w przeciwną stronę, osunęła się od niego i poprawiła koszulę. Delikatnie odchrząknęła i powiedziała bez emocji.
- Tak, podjęłam już decyzję i nic tego nie zmieni, więc nie masz, co próbować.
- Nie będę cię zmuszać. – Odparł, choć w głowie miał na to wielką nadzieję. Zastanawiał się, co teraz robić.
- I bardzo dobrze… jutro już mnie tu nie będzie. To moja ostatnia noc tutaj… - William wychwycił coś, co mogło mu pomóc. Raz kozie śmierć… pomyślał, po czym podszedł od tył do dziewczyny. Ręce owinął wokół jej tali, a głowę oparł na ramieniu. Prosto do ucha wyszeptał jej.
- Skoro to twoja ostatnia noc tutaj, to może… pozwolisz sobie na małe szaleństwo? – Dziewczyna, przez chwilę nieruchoma, zaśmiała się głośno i oddaliła się od mężczyzny.
- I kto to mówi? Przecież dla ciebie najważniejsza jest praca, szefie! – Odparła z sarkazmem.
- Poprawię cię… była najważniejsza, teraz już nie jest. – William zrobił krok w jej stronę, lecz ona znów się oddaliła.
- Za późno… za późno zdałeś sobie z tego sprawę… - Pojedyncza łza spłynęła po jej twarzy. Nie zauważyła, kiedy Spears pojawił się na tyle blisko, że zdążył zetrzeć słoną kroplę z jej policzka.
- Wybacz… - powiedział, chwytając jej twarz w obie dłonie. Emily zacisnęła swoje ręce na jego nadgarstkach, lecz nie miała siły, aby go odepchnąć. William przytulił ją mocno do siebie. Dziewczyna płakała, a Spears głaskał ją po głowie…
Biuro Williama
- Tutaj jest… - Zielonowłosy chłopak wskazał na plik papierów na biurku.
- Edward Bachet… Heh…, czyli to tam się schowałeś… widzisz, i tak cię znajdziemy, nie tak łatwo wykiwać demona. – Zaśmiała się dziewczyna. Ich czerwone oczy połyskiwały w świetle księżyca. Już mieli wychodzić, kiedy kobieta zauważyła zdjęcie. – Patrz… czy to nie jest czasem jego córka?
- Trochę podobna…, ale nie za bardzo… - Niebieskowłosa zaczęła przegrzebywać szuflady i półki, każdy papier, teczkę, folder, książkę. W końcu, natrafiła na coś ciekawszego.
- „Nie za bardzo, nie za bardzo", to patrz! – Dziewczyna wcisnęła plik do ręki chłopaka.
- No… dobra, masz rację.
- Ja zawsze mam rację… i dobre pomysły… - uśmiechnęła się perfidnie, po czym spytała zielonowłosego, który przyglądał się zdjęciu.- Nie jesteś może głodny?
Emily
!FRAGMENT +18!
!
- Emily… przepraszam cię za wszystko. – William zerknął na dziewczynę. Od kilki minut panowała idealna cisza.
- Już to mówiłeś, przestań. – Emi uśmiechnęła się delikatnie, po raz pierwszy dzisiejszego dnia.
- Wiem, prze… - Bachet przyłożyła mu palec do ust, aby już nic nie mówił. Spojrzeniem wszystko sobie wyjaśnili. Dziewczyna przybliżyła się do chłopaka i delikatnie musnęła jego usta. Później jeszcze raz i znowu. William po chwili przejął inicjatywę, objął Emily i wzmocnił pocałunki. Oboje położyli się na jego łóżku, dziewczyna zdjęła z niego marynarkę, a okulary odrzucili już dawno, tylko im przeszkadzały, a ich wzrok, jak się okazało, nie był wcale taki słaby. William zaczął schodzić niżej, całował jej szyję, dekolt, powoli rozpinał jej bluzkę. Zerknął na jej wyraz twarzy, trochę przerażony, lecz w pewnym stopniu, ukazywała się również ekscytacja oraz podniecenie. Emily delikatnie mruknęła, aby kontynuował. Bez wahania Spears rozbierał ją dalej. Każdą część garderoby ściągał z niej z wyjątkową finezją, a ona nie pozostała mu dłużna. Niedługo już oboje byli nadzy, a ich podniecenie nadal rosło. William gładził jej ciało, na co ona reagowała dreszczami i cichym pojękiwaniem. Mężczyzna upewnił się jeszcze raz, czy aby na pewno może dojść dalej. Emily pokiwała głową i naszykowała się do rozpoczęcia. Will przyciągnął dziewczynę do siebie, ręce owinął wokół jej tali, a ona swoje zarzuciła na jego ramiona. Spears delikatnie i powolnie wszedł w dziewczynę, na co ona wydała dźwięk rozkoszy. Krople potu spływały po jej dekolcie, a wszystko robiło się coraz bardziej podniecające.
- Szybciej… - Rozkazała kobieta, pomiędzy kolejnymi jękami. Jej jędrne piersi reagowały na każdy jego ruch. Po jej ciele przeszedł dreszcz, kiedy poczuła, jak jego język drażni jej sutki. Emily coraz głośniej ukazywała swoją euforię. Powoli zbliżała się jednak do szczytu swoich możliwości, podobnie jak on. Szybko uprzedził dziewczynę.
- Dochodzę…
- … we mnie. – Dodała i spojrzała na niego z uśmiechem. William zrobił, jak kazała. Głośny krzyk, szybkie oddechy… Emily poczuła, jak robi się ciepła od środka. Szczęśliwa i cała mokra opadła na poduszki, a tuż obok niej, Spears. – Dziękuję… - Nim mężczyzna zdążył się zorientować, Emi wstała…
- Gdzie idziesz? – Zapytał przerażony, miał w końcu nadzieję, że uda mu się namówić ją na zostanie.
- Wykąpać się. – Odparła z uśmiechem, wzięła ubrania i skierowała się w stronę łazienki. Od razu weszła do wanny i puściła prysznic, jak poczuła, że ktoś za nią stoi. Kiedy się odwróciła, ujrzała Williama.
- Ja z tobą… - Kobieta jedynie odwróciła się do niego tyłem. Choć tego nie ukazywała była bardzo szczęśliwa, lecz to… nie zmieniało jej decyzji…
!KONIEC FRAGMENTU +18!
Dziękuję za uwagę!
Kolejny Dzień
Poranek
Mieszkanie Williama i Emily
Dziewczyna przebudziła się w jego łóżku, miała na sobie jedynie dolną część bielizny, a kiedy się odwróciła, ujrzała nadal śpiącego Williama. Kosmyki włosów spadały na jego twarz, wprawiało to Emily w dobry nastrój. Szczęśliwa ucałowała delikatnie jego usta i, tak, aby go nie budzić, wyszła z łóżka. Po kolei wykonała swoje codzienne, poranne czynności, a kiedy się ubierała, do jej pokoju wszedł Spears.
- Do pracy się szykujesz? Możesz mieć dzisiaj wolne, jak chcesz? – Will uśmiechnął się zadziornie, lecz dziewczyna, przybierając swoją maskę bez emocji, odparła krótko.
- Nie. Szykuję się na naradę. Zadecydują dziś, gdzie trafię. – Spears zszokowany podszedł do niej i złapał ją za ramiona, kierując ją tak, aby spojrzała na niego.
- Czyli ty… nadal chcesz odejść?
- Tak…- odparła, odrywając się od niego i spoglądając w lustro. – Nie zmieniłam zdania.
- A co… z no wiesz, wczoraj… ta noc…
- Jak powiedziałeś, to była ostatnia noc, miałeś rację… dobrze się bawiłam. Dziękuję…
- Czyli to za to dziękowałaś? Że … byłem dobrą… „Zabawą"?
- Nie…wczoraj dziękowałam ci za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Zawsze byłeś moim przyjacielem, szefem… zawsze mogłam się ciebie poradzić, rozumiałeś mnie, nie zawsze, ale czasem, nauczyłeś mnie wielu rzeczy i nie chodzi mi tylko o pracę Shinigami, ale też o życie… mam nadzieję, że nadal będę o tym pamiętać. Dziękuję… - Powiedziała znowu, lecz tym razie na znak podziękowań, pocałowała go w policzek. William złapał jednak dziewczynę i przycisnął jej usta do swoich. Oderwała się dopiero po dłuższej chwili.
- Nadal?
- Tak… - Odparła i zabierając rzeczy, wyszła z mieszkania.
Tak, to tak naprawdę ostatni rozdział, bo teraz czas na zakończenie, lub raczej zakończenia. To ja może wytłumaczę. Nie wiem, czy zdążę je napisać w tym tygodniu, ale zakończenia będą dwa. Normalne oraz Alternatywne, aby nie było… jeżeli ktoś chce, aby wszyscy byli szczęśliwi czyta normalne, jeśli nie alternatywne. Oczywiście nie bronię wam czytania obu, bo ogólnie będą się chyba nawet sporo różnić. Zobaczymy, dziękuję wam wszystkim ( dwóm? Czy jednak ktoś jeszcze czyta to coś? xD) za to, że tyle wytrwałyście, ja chyba bym nie dała rady, gdybym tego nie pisała. : )
Swoją drogą, pisanie TEJ sceny mnie rozbawiło, nie wiem czemu, ale zawsze tak mam. Może nie jest ona opisana po mistrzowsku, ale osobiście nie mam Doświadczenia, tak więc… wybaczcie. xD
P.S: Prawie 4 000 słów! xD Nie wiem czemu, to dla mnie takie niby osiągnięcie =.=
Kuroshitsuji © Yana Toboso
Emily © zaprzepaszczona
Grell: *podgląda przez okno* Uhh, chciałbym tak z Sebastiankiem moim~.
Ronald: Em… Sutcliffe-senpai… wiesz, że on nie jest twój, prawda?
Grell: Zamknij się ty bezczelna blond kreaturo bez serca! *płacze*
Autor: Oboje cicho! Staram się skupić… i nie roześmiać… -.-
