Hej, kochani :) Dziś niestety nie mam dla Was nowego rozdziału jako takiego – dotarliśmy w naszym opowiadaniu do momentu epilogu "Wewnętrznego Wroga", więc przed nami tylko przypomnienie tego, czego dotyczył. Zapewniam jednak, że jest ważny, bo stanowi przejście między dwoma głównymi wątkami tego fanfika :) Kolejna aktualka we wtorek!

Keti: Cieszę się, że znalazłaś chwilkę na zostawienie komentarza :) Wierni czytelnicy bardzo podnoszą mnie na duchu i motywują do pracy! Mam wielką nadzieję, że częstotliwość aktualek już się nie zmniejszy; robię w tym kierunku, co mogę ;)

Freja: Och, to z pewnością jest cisza przed jakąś burzą – powolutku zbliżamy się do finału, więc spokoju już raczej nie doświadczymy (a już Harry z pewnością nie ;)). Ale nasz chłopak z pewnością bardzo dojrzał w ciągu ostatnich tygodni i jestem z niego bardzo dumna :) Myślę, że naprawdę mu to pomoże biorąc pod uwagę, co go jeszcze czeka!

Jamie Grant: Uff, ulga :) Nigdy nie mam pewności, czy opisy walk wychodzą płynnie i przekonująco (w moich oczach absolutnie tak nie jest, ale ja po prostu spędzam zbyt wiele czasu nad tym tekstem :D). Rozszczepienie było paskudne; ja niestety aż za dokładnie byłam z stanie sobie wyobrazić obrażenia Harry'ego i aż mnie od tego zemdliło – miałam nadzieję, że uda mi się to przekazać ;) Dziękuję za komentarz, zarówno ten, jak i wszystkie inne – stały feedback bardzo mi pomaga :)

Przypomnienie

Jak na mroźne listopadowe popołudnie powietrze było nienaturalnie nieruchome; studenci, którzy mieli w sobie dość odwagi, by wyjść z zamku na błonia, szczelnie otulali się swoimi zimowymi płaszczami, a niektórzy założyli również szaliki, by nie zmarznąć. Rozsądniejsi uczniowie Hogwartu woleli jednak spędzić sobotni wieczór w Wielkiej Sali grając w Eksplodującego Durnia, czarodziejskie szachy, lub po prostu objadając się łakociami, które wypełniały tace stojące na wszystkich czterech stołach.

Na końcu stolika Gryffindoru siedziały Ginny Weasley i Hermiona Granger, pogrążone w ożywionej dyskusji; szeptały ze sobą tak zawzięcie, że nie zauważyły nawet, gdy podszedł do nich przywrócony na stanowisko profesora Hogwartu Remus Lupin.

- Hermiono?

- Co? - warknęła dziewczyna z irytacją, odwracając się do tego, kto ośmielił się im przeszkodzić. Remus uniósł brew z rozbawieniem. - Och! Przepraszam, panie profesorze! - powiedziała szybko. - Nie wiedziałam...

- Nic się nie stało, Hermiono - zaśmiał się Lupin. - Nie zamierzam odbierać ci punktów - zamilkł na chwilę i przyjrzał się uważnie obu młodym czarownicom. - Wszystko w porządku? - zapytał.

- Tak - odpowiedziała Ginny w momencie, w którym Hermiona stwierdziła:

- Harry znów miewa koszmary.

Ginny spojrzała na nią wilkiem.

- No co? - warknęła Hermiona. - Jeśli ktoś może mu pomóc, to właśnie profesor Lupin!

- On nie chce, żeby ludzie się o niego zamartwiali! - syknęła Weasley'ówna. - Harry czuje się coraz lepiej, profesorze, i naprawdę nie potrzebuje zamieszania wokół siebie.

- Ale nie może się tak męczyć w nieskończoność; od tygodni nie dosypia! - zauważyła Hermiona. Ginny westchnęła z irytacją.

- Wiesz, że on potrzebuje pomocy - powiedziała jej delikatnie przyjaciółka. - Chociaż tyle możemy dla niego zrobić.

- Chyba nie myślisz o wysłaniu go do Świętego Munga? - fuknęła Ginny. - To ostatnia rzecz, jakiej by sobie życzył!

- Nikt tego nie sugeruje, Ginny - wtrącił się Remus. - Wiem, że obie martwicie się o Harry'ego, ale musimy wziąć pod uwagę również to, czego on sam chce. Dojście do siebie po traumatycznych przeżyciach zajmuje naprawdę dużo czasu i dużo czasu jeszcze minie, zanim Harry znów stanie się sobą; kłótnie na ten temat w niczym mu nie pomogą.

Ginny i Hermiona zamilkły skrępowane unikając nawzajem swojego wzroku.

- Gdzie on jest? - spytał Lupin. - Od wczoraj go nie widziałem.

- Poszedł na spacer na błonia, żeby się przewietrzyć - odparła Ginny. Remus kiwnął głową.

- Harry otrząśnie się z tego wszystkiego - zapewnił. - Ale musimy współpracować, by mu w tym pomóc - podszedł do stołu nauczycieli, zabrał z krzesła swoją pelerynę i wyszedł na zimne, listopadowe powietrze.

Znalezienie Harry'ego nie zajęło mu wiele czasu; Remus zauważył go siedzącego nad brzegiem jeziora, wpatrującego się w jakiś punkt w oddali. Mężczyzna obserwował go przez chwilę zastanawiając się, czy zamierza wrócić do zamku i się ogrzać, bo domyślił się, że Harry siedzi tu już od dłuższego czasu. W końcu podszedł do niego cicho.

- Jak się miewa ośmiornica? - zapytał siadając obok chłopca.

- Chyba jej zimno - odparł Harry z uśmiechem. - Wciąż pływa w kółko.

Remus zaśmiał się i szczelniej otulił peleryną.

- Nie zmarzłeś jeszcze?

Harry potrząsnął głową.

- Rzuciłem na siebie zaklęcie rozgrzewające.

- Dobrze wiedzieć, że uważasz na lekcjach.

Chłopiec zachichotał.

- Nie jestem tylko ładną buzią, wiesz? - zażartował; Remus szturchnął go po przyjacielsku łokciem i obaj przez kilka chwil siedzieli w komfortowej ciszy.

- Dziewczyny mówią, że nie sypiasz ostatnio dobrze - odezwał się w końcu Lupin. Harry odwrócił twarz w przeciwną stronę.

- Jest coraz lepiej, Remus, naprawdę; nie czuję się już tak, jak tuż po... Jest lepiej.

- Wiem - zapewnił mężczyzna. - Nie znam nikogo, kto doszedłby po tym wszystkim do siebie tak szybko, jak ty. To godne podziwu.

- No cóż, miałem wiele pomocy - chłopiec wzruszył ramionami. - Byłoby mi o wiele trudniej bez ciebie, Hermiony i Ginny.

- Wciąż możemy ci pomagać, Harry. We wszystkim. Wiesz o tym, prawda?

- Wiem.

- Nawet, gdybyś mnie potrzebował o pierwszej w nocy – nie ma problemu.

- Okej - zaśmiał się chłopiec, ale jego śmiech ucichł, kiedy znów skierował wzrok na ośmiornicę próbującą teraz złapać latające nad jeziorem ptaki swoimi śliskimi mackami.

- Powiesz mi, co się dzieje, czy będę musiał to z ciebie wyciągnąć?

Harry uśmiechnął się krótko.

- Nic się nie dzieje...

- Harry - przerwał mu Remus. - Nie rób ze mnie idioty, proszę; możesz oszukiwać dziewczęta, ale ja chyba znam cię jednak lepiej.

Chłopiec odwrócił się, by na niego spojrzeć.

- Czasem jesteś nie do wytrzymania - stwierdził ze złośliwym uśmieszkiem. Remus nie odpowiedział – czekał, aż Harry zacznie mówić.

- Tęsknię za Ronem - zaczął chłopiec cicho. - Myślałem, że z biegiem czasu przyzwyczaję się do myśli, że już go tu nie ma... to wszystko jest naprawdę dziwne.

- Wiem - powiedział Remus łagodnie. - Nie ma takiego dnia, żebym nie myślał o Syriuszu, twojej mamie i tacie.

- Zawsze wydaje mi się, że zaraz wejdzie spóźniony do sali, albo że zobaczę go w Pokoju Wspólnym kłócącego się z Hermioną o jakąś głupotę - westchnął Harry ciężko. - Wiem, że potrzebuję czasu... ale to okazuje się o wiele trudniejsze, niż sądziłem, że będzie.

- Musisz się przyzwyczaić do tej myśli; pogodzenie się ze świadomością, że oni nie wrócą, jest zawsze bardzo trudne.

Harry mruknął niezrozumiale i przechylił się do tyłu opierając na rękach. Remus przyjrzał mu się z zaciekawieniem.

- Martwi cię coś jeszcze – widzę to w twoich oczach.

Chłopiec drgnął niepewnie na trawie. Istniało coś, co martwiło go, odkąd pokonał Voldemorta, i co wciąż pojawiało się w jego koszmarach – ale powiedzenie o tym Remusowi oznaczałoby, że nadal o tym myśli; że wcale nie dochodzi do siebie tak szybko, jak twierdził.

- Harry - odezwał się Remus mocnym głosem. - Jeśli nie porozmawiasz z kimś o tym, co cię dręczy, to będzie cię tylko dręczyć coraz bardziej; nie można dusić w sobie emocji.

Najwidoczniej nie zamierzał zrezygnować z tego tematu bez walki. Harry wziął głęboki wdech.

- Czasem śni mi się... że on nadal ma kontrolę nad moją duszą; śni mi się, że nie pozwala mi jej odzyskać bez względu na to, jak bardzo się staram, więc w końcu poddaję się, tak jak wtedy w lesie... - chłopiec zamilkł na chwilę walcząc ze sobą. - Remus, ja nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to wszystko pewnego dnia wróci i znów będzie mnie prześladować!

- To, co się wydarzyło, to już przeszłość, Harry. Nie wydarzy się ponownie. Voldemort odszedł raz na zawsze – nie musisz się martwić, że powróci - Remus odwrócił się i spojrzał Harry'emu w oczy. - A jeśli chodzi o poddawanie się... gdyby ktokolwiek z nas przeszedł choćby przez połowę tego, co ty znosiłeś w ciągu ostatniego lata, zapewne poddałby się już dawno temu. Nie jesteśmy w stanie nawet wyobrazić sobie, jak się czułeś, ale jestem pewien, że każdy człowiek czułby się bezsilny w takiej sytuacji.

Chłopiec kiwnął głową, ale wciąż wpatrywał się w gładką taflę jeziora.

- Poddanie się nie oznacza, że jesteś słaby, Harry.

Harry parsknął.

- Głosisz ciekawe teorie.

- Tak uważasz? - spytał Remus. - Uważasz, że profesor Dumbledore był słaby, kiedy poświęcił swoje życie, by nas ratować? A Severus? Czy był słaby, kiedy zgodził się bronić ciebie za cenę własnego życia?

- Nie...

- Nie. To odwaga. A gotowość do stanięcia twarzą w twarz ze śmiercią dla dobra całego czarodziejskiego świata? To jest odwaga w najczystszym wydaniu.

Chłopiec otworzył usta, by coś powiedzieć, ale Remus nie dał mu dojść do słowa.

- Chcesz temu zaprzeczyć?

- Nie - Harry pokręcił głową. - Chciałem tylko powiedzieć, że żałuję, że nie umiem patrzeć na różne rzeczy z perspektywy, tak jak ty.

Remus uśmiechnął się krzywo.

- To mój jedyny talent.

- Nie pleć bzdur! Jesteś też w miarę przyzwoitym nauczycielem! - zachichotał chłopiec.

- W miarę przyzwoitym?

- No cóż, semestr jeszcze się nie skończył... dopiero wtedy wystawię ci szczerą ocenę.

Remus wybuchnął głośnym śmiechem, przygarnął Harry'ego do piersi i poczochrał wściekle jego czarne włosy.


Wysoko w górze, na Wieży Astronomicznej, dwójkę przyjaciół z zainteresowaniem obserwował Severus Snape. Mężczyzna od trzech miesięcy nie rozmawiał z żadnym z nich. Po tym, jak się obudził, a pani Pomfrey uznała, że jest już w na tyle dobrym stanie, że może opuścić Skrzydło Szpitalne, spędzał większość czasu dochodząc do siebie we własnych kwaterach.

Teraz najbardziej irytowała go szybkość, z jaką Potter najwyraźniej otrząsnął się po tym, co się wydarzyło, i żył sobie dalej jakby nigdy nic. Dopiero, gdy przyjrzał mu się chłopcu uważniej, dostrzegł strach w jego oczach i koszmary, które nadal dręczyły jego myśli. Ciężko było go za to winić; Snape był jedyną osobą, która przeszła przez dokładnie to samo, co Potter, która widziała to samo, co on, i czuła ból, jaki zesłał na niego Voldemort. Mistrz Eliksirów zacisnął dłoń na Mrocznym Znaku, wciąż doskonale widocznym na jego przedramieniu; nigdy już nie piekł, ale mężczyzna zastanawiał się, czy kiedykolwiek zniknie z jego skóry.

- Nie powiedziałeś mu - rozległ się głos za jego plecami.

- Zrobiłem to, o co prosiłeś - odparł Snape kwaśno. - Nie utrzymuję z chłopakiem żadnego kontaktu.

- … mogę ci zaufać?

- Minęły już trzy miesiące; nie zamierzam się teraz wycofywać.

Snape znów skierował wzrok na Harry'ego i Remusa siedzących nad brzegiem jeziora. Obaj w milczeniu patrzyli w górę, w okno, przy którym stał. Mistrz Eliksirów skrzywił się dla zasady, po czym usunął się z widoku i wrócił do bezpiecznej przystani swoich kwater.

- O co mu chodzi? - zapytał Harry. Remus zaśmiał się.

- Pewnie nigdy się tego nie dowiemy.