Przez prawie pół dnia miała cudowną zabawę, opartą na banalnych zasadach. Wystarczyło, że uśmiechnęła się zalotnie do Severusa, czy wspomniała w jakikolwiek sposób o porannym pocałunku, momentalnie milkł, mordował ją wzrokiem i opuszczał sypialnię z głośnym trzaskiem drzwi, by po jakiś dwudziestu minutach wrócić i zająć fotel - odsunięty teraz od łóżka - z naburmuszoną miną. Kiedy zapytała go, dlaczego tak przy niej przesiaduje, wpierw ignorował całkowicie jej pytanie, ale gdy znów posłała mu zalotne spojrzenie, warknął, że musi tracić czas, czekając na Minerwę.
- Sev, mówiłam ci już, że nie jestem dzieckiem i nie trzeba mnie bez przerwy pilnować – odpowiedziała mu zimno, całkowicie niezadowolona z jego słów.
- Obawiam się, że właśnie trzeba. Eliksiry, które ci podałem, mogą wywrzeć inny skutek, niż zamierzony, dlatego lepiej, żeby ktoś cię miał na oku przez kilka najbliższych godzin. Wierz mi, z chęcią zająłbym się czymś produktywniejszym, ale dopóki Minerwa nie raczy w końcu tutaj przyjść, obawiam się, że jestem zmuszony znosić twoje humory – dodał, krzywiąc się teatralnie.
- Jak ci się coś nie podoba, możesz sobie iść. Umiem o siebie zadbać – mruknęła, krzyżując ręce na piersi.
Severus spojrzał na nią ze zdziwieniem i czymś pokroju ciekawości w oczach.
- Czy mam rozumieć, że próbujesz mnie właśnie wyrzucić z mojej własnej sypialni? – zapytał z nutką niedowierzania w głosie.
- A żebyś wiedział! Zresztą w tej chwili to raczej nie jest twoja sypialnia, tylko moja – sprostowała, pokazując mu język.
- Wiesz, że krowa ma większy?
- No i co z tego?
- To, że się nie chwali – odparł krótko z kpiącym uśmieszkiem.
- Ha, Ha, Ha...
- Zaśmiała się żaba, zjeżdżając okrakiem po brzytwie.
- Sev!
- Słucham, Nimfadoro?
Zjeżyła się cała, słysząc jego uprzejmy i prawie przymilny ton. Praktycznie czuła, jak włosy jej czerwienieją, gdy spoglądała na jego kpiący uśmieszek. Zacisnęła rękę na poduszce.
- Dobrze się bawisz? – warknęła z irytacją, która wzmogła się, gdy jego uśmieszek się poszerzył.
- O dziwo dosyć dobrze. Wiesz, nie sądziłem, że zniżenie się do twojego poziomu może w tak łatwy sposób dostarczyć nowych możliwości denerwowania cię – odparł spokojnie.
Spodziewał się, że te słowa mogą spowodować wybuch, więc zawczasu przygotował się do szybkiej reakcji. Dzięki temu udało mu się tym razem uniknąć poduszki, mknącej ku niemu z zadziwiająco zawrotną prędkością. Problem w tym, że poduszka poleciała dalej, jak na złość akurat w kierunku drzwi, które otworzyły się tuż przed zderzeniem.
- Severusie, bądź tak miły i następnym razem wywieś jakieś ogłoszenie, że można ucierpieć zbliżając się do twojej sypialni – mruknęła stojąca w drzwiach Minerwa, która nie była przygotowana do ewentualnego spotkania z poduszką, ale zdążyła ją chwycić, zanim po uderzeniu spadła na podłogę.
- Pretensje o to możesz mieć do Nimfadory, a nie do mnie. Jestem na tyle dojrzały, że nie rozrzucam poduszek po syp... - urwał, gdy druga poduszka trafiła go dokładnie w tył głowy.
Minerwa zasłoniła ręką usta, skrywając uśmieszek, a Severus powoli odwrócił się z powrotem do uśmiechającej się triumfująco Tonks. Zmrużył oczy, piorunując ją wzrokiem. Gdyby miał do czynienia z kimkolwiek innym, nie trafił by go szlag na widok przesłodzonego uśmieszku.
- Obawiam się, że muszę wprowadzić pewne sprostowanie - mruknął, nie odrywając od niej wzroku. - Nie jesteś dziecinna...
- No w końcu! Długo ci zajęło zrozumienie tego.
- Mówiąc, że jesteś dziecinna, obrażałem dzieci – dokończył, uśmiechając się mściwie.
Minerwa z rozbawieniem spoglądała na tą dwójkę mordującą się wzajemnie wzrokiem. Severus mógł sobie mówić, co chciał, ale na kilometr było widać, że dobrze się bawi. Gdyby było inaczej, w najlepszym razie Tonks już dawno byłaby związana i zakneblowana, by nie sprawiała problemów. Natomiast w najgorszym razie... no cóż, prawdopodobnie już by jej nie było pośród nich. A tymczasem nie dość, że wciąż była, to jeszcze całkiem dobrze jej wychodziło odrywanie Severusa od codzienności, a to, skromnym zdaniem Minerwy, dobrze mu zrobi.
Ledwie udało jej się powstrzymać wybuch śmiechu, gdy Severus odrzucił poduszkę z powrotem na łóżko, odwrócił się i zaraz dostał nią znowu po głowie. Z warknięciem obrócił się do Tonks, która uśmiechnęła się z wyższością.
- Masz dwa wyjścia – syknął groźnie. – Albo w tej chwili przestaniesz się zachowywać jakby ci brakowało rozumu, albo dostaniesz ode mnie przyspieszony kurs latania i momentalnie stąd wyfruniesz.
- Poczekaj, daj mi się zastanowić, bo to trudny wybór jest – odparła z uśmiechem, rozważając jego propozycję.
Severus niebezpiecznie zmrużył oczy. Minerwie przeszło przez myśl, czy aby nie uprzedzić Tonks, że zaczyna trochę przesadzać, ale doszła do wniosku, że raczej się nie pozabijają, a jeśli im przerwie, to przestaną dostarczać jej rozrywki, więc postanowiła w milczeniu obserwować dalszy rozwój sytuacji. Mistrz Eliksirów tymczasem zacisnął palce na poduszce. Błyskawicznie się zamachnął i zanim aurorka zdążyła się zorientować, dostała prosto w twarz.
- Ty! Nie wiesz, że kobiet się nie atakuje? – zawołała spoglądając na niego ze złością. Minerwa zdziwiła się, że jej włosy pozostały fioletowe.
- Ty jesteś kobietą? O wybacz, nie zauważyłem – zakpił Severus ze sztuczną uprzejmością w głosie.
- Ty dupku cholerny! – warknęła wściekle.
Przesunęła się, by sięgnąć po poduszkę, która upadła poza jej zasięg, gdy odbiła się od niej. Oparła się na łóżku prawą ręką i momentalnie syknęła z bólu. Severus błyskawicznie spoważniał, spoglądając na nią z lekkim niepokojem.
- Nic ci nie jest? – zapytał cicho.
Tonks pokręciła głową.
- Ręka mnie tylko trochę boli.
- Pokaż – rzucił, wstając.
Podszedł do niej powoli i usiadł obok na łóżku. Pochylił się i praktycznie w tej samej chwili zrozumiał, że dał się wciągnąć w pułapkę. Tonks praktycznie rzuciła się na niego, przewracając go na materac. Lewą ręką objęła go za szyję, podduszając go lekko i jednocześnie całym ciężarem przycisnęła go do łóżka.
- Złaź ze mnie, idiotko! – warknął, szarpiąc się z nią zaciekle.
- Jak ci zaraz dam idiotkę, to mnie popamiętasz! Jesteś wrednym dupkiem!
- A ty niedorozwiniętą kretynką! Złaź!
- Ani mi się śni!
Obserwując całą tą sytuację, Minerwie coraz trudniej było utrzymać powagę, aż w końcu nie wytrzymała i wybuchła śmiechem, narażając się tym samym na piorunujące spojrzenie Severusa.
- Niby co cię tak bawi? – syknął z irytacją.
- Czy naprawdę muszę mówić, że wy? – odparła retorycznie, przyglądając się im z szerokim uśmiechem.
Severus praktycznie warknął ze złością, wciąż próbując zrzucić z siebie triumfującą aurorkę.
- Sev, przestań się zachowywać, jak kundel, bo będę ci musiała obrożę kupić – rzuciła Tonks z rozbawieniem.
- Czy ja ci wyglądam jak jakiś pchlarz?
- Tak jakby. Wiesz, wilk też należy do psowatych…
- Lepiej dla ciebie, żebyś w tej chwili zamilkła – ostrzegł na tyle cicho, by Minerwa nie dosłyszała.
- Bo co? Zresztą nie masz się czego wstydzić, w końcu masz cztery łapy i ogon na zawołanie, więc powinieneś się raczej cieszyć.
- Severusie, mogę się dowiedzieć, o co chodzi? – zapytała lekko zdezorientowana Minerwa.
Mistrz Eliksirów nachmurzył się, wpatrując się w Tonks z żądzą mordu w oczach.
- Jesteś martwa.
Aurorka zbyła jego syknięcie wzruszeniem ramion. Wiedziała, że już za późno na wycofanie słów – udało jej się wzbudzić w Minerwie zainteresowanie, a co za tym idzie, Severus nie będzie miał spokoju, dopóki nie wyjawi swojego sekretu. Wprawdzie miała świadomość, że to nieco nie w porządku wobec niego, ale taka okazja mogła się nie powtórzyć, a znając Severusa, nie miał najmniejszej ochoty samemu się tym chwalić.
- Severusie?
- Zabije cię – mruknął Snape i westchnął ciężko. – Czego, Minerwo?
- Możesz mi wyjaśnić, o co chodziło Tonks? – wicedyrektorka zapytała ostrożnie.
Dopiero gdy Severus przeczesał dłonią włosy, uświadomiła sobie, że przestali się szarpać. Żeby tego było mało, Tonks dalej leżała na nim, jakby nigdy nic, uśmiechając się triumfująco. Nie po raz pierwszy Minerwa miała wrażenie, że ich stosunki są jakieś dziwne.
- Chodziło jej o wilka – powiedział niechętnie Severus po długiej chwili milczenia. Spojrzała na niego pytająco, na co znów westchnął. – Moja animagiczna postać.
Minerwa miała dziwne wrażenie, że gałki oczne zaraz wypadną jej z oczodołów. Z osłupieniem wpatrywała się w naburmuszonego Severusa, czując, jak szczęka próbuje opaść jej niżej niż to możliwe. Nawet nagły wybuch śmiech Tonks nie był w stanie wyrwać jej z otępienia, które pogłębiło się jeszcze na widok nieznacznego uśmiechu na twarzy Severusa.
- Jak… Jak to? TY jesteś animagiem? – wykrztusiła w końcu, gdy udało jej się zmusić szczękę do wznowienia działania.
- Coś ci się w tym nie podoba?
- Zaskoczyłeś mnie!
- No co ty nie powiesz – zakpił i skrzywił się nagle. Nachmurzył się, spoglądając na Tonks. – Twój łokieć wbija mi się w żebra.
- Przesadzasz. Twardym trza być, Sev, a nie miętkim – odparła aurorka z uśmiechem, poklepując go po ramieniu.
- Jak się z tobą rozprawię, to sama będziesz miętka - warknął, znów próbując ją zrzucić.
Silniej objęła go za szyję, uśmiechając się złośliwie. Przesunęła się, przenosząc cały ciężar na prawą rękę, tym samym mocniej wbijając łokieć tuż pod jego żebra. Severus skrzywił się lekko.
- Wstydź się, Sev, kobietę chcesz napaść?
- Już uzgodniliśmy, że w twoim przypadku kobiecość jest wątpliwa.
Tonks zmrużyła oczy, a końcówki jej włosów nabrały lekko czerwonej barwy. Zwiększyła nacisk na jego żebra i szyję, podduszając go lekko.
- Mam ci udowodnić, że nie jest? - warknęła, a kpiący uśmieszek, który otrzymała w odpowiedzi, spotęgował irytację.
- Śmiało, naprawdę chciałbym zobaczyć, jak zamierzasz to zrobić - odparł cicho, przyglądając jej się z czymś pokroju zaciekawienia w oczach.
Aurorka nachmurzyła się. Miała wielką ochotę mu dopiec. Tak wielką, że sama nie potrafiła tego zrozumieć. Wiedziała, że dopóki nie zmaże mu z twarzy tego uśmieszku, nie będzie jej traktował ani trochę poważniej, a miała już powyżej uszu tych tekstów o dziecinnym zachowaniu. Musiała tylko wymyślić jakiś prosty sposób, żeby...
Olśniło ją. Spojrzała uważniej na Severusa i niespodziewanie uśmiechnęła się zalotnie. W myślach wybuchła śmiechem, gdy jego uśmieszek prawie niezauważalnie się zmniejszył. Przestała go podduszać i napierać na żebra, a zamiast tego, przesunęła się i "nieopatrznie" musnęła ustami jego szyję.
- Wiesz, Severusie - mruknęła mu do ucha, przesuwając palcami po jego piersi. - Jest kilka sposobów, żebym cię przekonała.
Prawie niezauważalnie się uśmiechnęła triumfująco, gdy poczuła, jak jego mięśnie nieznacznie zadrżały pod jej dłonią. Zsunęła rękę niżej i przez chwilę błądziła palcami po jego brzuchu, delikatnie podciągając jego koszulę. Jednocześnie drugą dłoń przesunęła na jego kark, muskając delikatną skórę. Pocałowała go delikatnie tuż pod uchem i w tym samym momencie wsunęła rękę pod jego koszulę. Na jej nadgarstku momentalnie zacisnęła się dłoń Severusa.
- Przestań - syknął, próbują ją odsunąć.
- Dlaczego? Przecież ci się to podoba - szepnęła mu do ucha.
Ledwie to powiedziała, zrozumiała coś naprawdę, naprawdę dziwnego - jej samej też się to zaczynało podobać. Co jeszcze dziwniejsze, nie dlatego, że przestał jej dogryzać. Sama świadomość, że w ten prosty sposób poniekąd była w stanie sprawić mu swego rodzaju przyjemność, powodowała ciepło w dole brzucha.
- Tonks, proszę cię, przestań - wykrztusił Severus, wciąż zaciskając dłoń na jej nadgarstku.
- Dlaczego? - zapytała, badając ustami linię jego szczęki.
- Chociażby dlatego, że Minerwa się na nas gapi - syknął z jakąś dziwną nutą w głosie.
Tonks na chwilę znieruchomiała. Spokojnie rozważyła jego słowa, przeanalizowała możliwą reakcję Minerwy, gdyby pociągnęła tę zabawę dalej i uznała, że jednak nie warto. Nawet jeśli McGonagall nie dostałaby zawału na miejscu, szansa na zachowanie tego w tajemnicy przed Albusem była naprawdę nikła, a jeśli już Dumbledore by się dowiedział, to prawdopodobnie wiadomość ta by w szybkim tempie obleciała całą szkołę, tym samym całkowicie rujnując reputację Severusa. Jeśli zaś przez nią cała jego ciężka praca poszłaby na marne, prawdopodobnie mogłaby zapomnieć o dalszych tego typu zabawach, a taka opcja nie za bardzo jej odpowiadała...
Westchnęła i nie mogąc się powstrzymać, musnęła ustami jego policzek, zanim niechętnie się odsunęła. Usiadła na środku łóżka, zachowując stosowny dystans, dzielący ją i Severusa i jakby nigdy nic zerknęła na osłupiałą Minerwę, która w tej chwili przypominała posąg. Zacisnęła zęby, starając się nie wybuchnąć znów śmiechem, co było naprawdę trudne, gdy się spojrzało na wyraz kompletnego ogłupienia na twarzy tej surowej profesorki.
Severus odchrząknął cicho. Wstał powoli i starannie poprawił wygniecioną koszulę. Dopiero wtedy spojrzał na Minerwę, a jego usta samoistnie wygięły się w delikatny uśmieszek. Przeszło mu przez myśl, że chyba jednak warto było droczyć się z Tonks, chociażby po to, żeby ujrzeć Minerwę w tak niezwykłym stanie. Chociaż z drugiej strony to przedrzeźnianie się było naprawdę niebezpieczne. Z niepokojem zdał sobie sprawę, że zaczyna się przy niej zachowywać tak swobodnie, jak przy Katharinie. Najgorsze jednak było to, że były takie chwile, gdy naprawdę nie umiał zachować przy niej całkowitej obojętności. Ta jej potężna wola życia, ten entuzjazm i optymizm były tak silne, że można się nimi zarazić, jak jakąś paskudną chorobą.
Zerknął na jej szeroki uśmiech i poczuł się… dziwnie, gdy uświadomił sobie, że gdyby nie zareagował tak szybko, pożar pochłonąłby nie tylko jej ciało, ale też tą całą radość, którą wywoływała wokół siebie. Nie potrafił sobie wyobrazić spotkań Zakonu bez jej hałaśliwego wejścia, które pobudziłoby trupy na cmentarzu, bez jej śmiechu, żartów i docinków. Gdyby Tonks zginęła w tym pożarze, świat nabrałby ponurych barw.
Odepchnął na bok ponure myśli i podszedł do Minerwy, by położyć jej dłoń na ramieniu.
- Pozwól, że zostawię was teraz same i zajmę się eliksirem. Za jakieś dwie godziny niebezpieczeństwo, że wystąpią efekty uboczne minie i będziesz mogła wrócić do Gerarda – poinformował ją spokojnie, po czym wyszedł z sypialni.
Minerwie dobrą chwilę zajęło otrząśnięcie się z otępienia. Gdy w końcu jej się to udało, wzdrygnęła się i usiadła ostrożnie na fotelu przy łóżku. Dopiero wtedy uniosła głowę, by spojrzeć z niedowierzaniem na Tonks.
- Co to było? – wykrztusiła, wciąż nie mogąc uwierzyć w to, co zobaczyła.
- Nic – odparła z uśmiechem Tonks, wzruszając ramionami.
- Jak to było nic, to ja jestem święta! Severus się tak nie zachowuje! Coś ty mu zrobiła? – zawołała Minerwa, gdy upewniła się, że Severus znalazł się poza zasięgiem.
- No nic! On sam zaczął! Ja tylko rzuciłam w niego poduszką… - odpowiedziała Tonks, uśmiechając się niewinnie…
