21. Podróż
— Jak wam minęła podróż? — zagadnął uprzejmie Dumbledore Karkarowa. Wszyscy nauczyciele stali nieco z boku, przy wrotach wejściowych zamku, czekając, aż tłum uczniów wejdzie do środka.
— Całkiem dobrze. Nieco problemów na Morzu Barentsa z lodem pływającym, ale później już bez kłopotów.
— Ile zajmuji taka podróż statkim? — wtrąciła z pewną dozą zainteresowania Madam Maxime, która stała obok Dumbledore'a.
— Około trzech dni — odparł Karkarow, zastanawiając się, co może kryć się pod tym pozornie niewinnym pytaniem.
— Aż tyli? — w głosie Maxime dało się słyszeć lekceważenie. — My pokonalismi trasę w szesnaście godzin.
Karkarow zgrzytnął zębami. Nie miał bynajmniej zamiaru tłumaczyć ignorantom na czym polega cały złożony proces teleportacji tak dużego magicznego obiektu i jakie są jego wymogi oraz ograniczenia.
— Biło by szybciei, gdyby nie niekorzystni kierunek wiatru... — dodała dyrektorka Beauxbatons.
— Za to dla żaglowca niekorzystny jest tylko brak wiatru — zauważył chłodno Karkarow. — Ale tak się składa, że nasz statek w sprzyjających okolicznościach rozwija prędkość czterdziestu dwóch węzłów.
— A co będzi, jezeli żagiel sie urwi?
— To właściwie niemożliwe. — Teraz ton Karkarowa był już lodowaty. — Ale w razie czego mamy zapasowy komplet. W każdym razie bez żagli statek nie zatonie — podkreślił z obłudnie uprzejmym uśmiechem, po czym dodał: — Za to nie jestem pewien, czy wasz powóz byłby zdolny do utrzymania się w powietrzu, gdyby jakimś, nieszczęśliwym trafem oczywiście, ciągnące go abraksany zerwały uprząż... Słyszałem, że to dość kapryśne stworzenia.
Maxime nie spodobały się te słowa, ale nie zdążyła znaleźć odpowiednio ciętej riposty. Dumbledore, spostrzegłszy w jakim kierunku zmierza dyskusja, z właściwym sobie wyczuciem sytuacji przejął inicjatywę:
— Nie stójmy tak na zewnątrz, moi drodzy. Wejdźmy do środka.
Weszli. Aczkolwiek zachowując dystans.
Gdyby nie to, że Dumbledore był niepoprawnym optymistą, powinien pomyśleć: „Ładnie się zaczyna"...
