You got to fight to make it through

Po ostatnich słowach Sary w salonie zapadła niezręczna cisza. W tej chwili chyba nikt nie wiedział co ma powiedzieć albo po prostu nie miał na to ochoty. Pierwsza tę sytuację przerwała Trzynastka.

- To wszystko mi się nie podoba.

- No co ty nie powiesz… - parsknęła Sarah.

- To może być pułapka – kontynuowała dziewczyna – ale… - dodała szybko – chyba nie mamy wyboru, prawda?

- Obiecałam Johnowi, że zrobię wszystko, absolutnie wszystko, żeby powstrzymać Skynet... – powiedziała kobieta i zamyśliła się na chwilę, jakby starała się znaleźć najlepsze wyjście z całej tej sytuacji. Problem tkwił jednak w tym, że dobrego wyjścia po prostu nie było.

- John widząc okazję na pewno podjąłby ryzyko – niespodziewanie odezwała się Cameron. – Nie byłoby to bezpieczne ale on taki już jest.

- Masz rację – Sarah sama w to nie wierzyła ale zgodziła się z terminatorką. – Właśnie dlatego to zrobimy, spróbujemy zniszczyć Skynet – dodała z determinacją w głosie.

- A jednak? Zgadzasz się więc? – niepewnie zapytał Jack.

- Żeby było jasne: nie podoba mi się to i nie ufam ci, wiem, że możesz nas prowadzić prosto w pułapkę ale… jeśli Skynet naprawdę jest już na ukończeniu, to nie mogę ryzykować tego, że im się uda go uruchomić. Wtedy będzie już na wszystko za późno, wszystko przepadnie. Musze spróbować go powstrzymać… albo zginać próbując… dla Johna.

- No więc idziemy na tą misję? Ostatecznie? – postanowiła się upewnić Trzynastka.

- Nie sądziłam, że to powiem ale tak. Nawet jeśli to pułapka. To jedyny trop jaki mamy, a czas ucieka… - pewnie odparła Sarah.

- Nie martwcie się, pomogę wam – zapewnił Jack.

- To nas akurat martwi – skomentowała matka Johna.

- Nadal nie rozumiem – Trzynastka niespodziewanie zwróciła się do kapitana. – Dlaczego chcesz pomóc Jack? Po prostu postanowiłeś przejść na naszą stronę i już?

- Ech… myślałem, że już zakończyliśmy ten temat? – westchnął mężczyzna.

- No nie całkiem. Powiedziałeś nam czemu byłeś z Szarymi ale nie czemu postanowiłeś ich ot tak zdradzić, a ja wolałabym wiedzieć coś na ten temat, zanim zdecyduję się iść na samobójczą misję… - odpowiedziała dziewczyna i nerwowo założyła włosy za lewe ucho.

- To nie było ot tak, River. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu – szczerze przyznał kapitan. – Mówiłem przecież – kontynuował – że w przyszłości było całkiem inaczej. Tam istnienie Skynetu to fakt a nie tylko możliwość. W przyszłości wszędzie jest wojna, zgliszcza i nic więcej. Trzeba się było z tym pogodzić i próbować sobie jakoś radzić. Każdy na własny sposób... – powiedział Jack i lekko spuścił wzrok. - A tu? – wyjaśniał dalej - Tutaj nie ma wojny, nie ma Skynetu, wszystko jest inne i… ja też. Jeśli jednak Skynet powstanie to znowu będzie tak jak w przyszłości, znowu pojawi się ten świat… A ja pomagam ten świat stworzyć, dopiero niedawno zdałem sobie z tego sprawę i… teraz postanowiłem coś z tym zrobić. Nie dopuścić do tego…

- To dla ratowania świata chciałeś nas dziś zabić? – wtrąciła Sarah. Po prostu nie mogła sobie darować…

- Już tłumaczyłem, że tak naprawdę to wcale nie chciałem. Ile razy mam mówić, żebyście mi w końcu uwierzyły?

- Zawsze o jeden raz więcej – złośliwie odparła kobieta.

- Ech… - powtórnie westchnął kapitan. - No dobra, zasłużyłem. W każdym razie chodzi o to, że nie chciałem przyczynić się do powstania tego zdewastowanego świata ale tak naprawdę to dopiero dziś zrozumiałem, że jeszcze nie jest za późno i przecież mogę spróbować wszystko naprawić. Nie muszę na siłę być z Szarym, mogę ich zdradzić i pomóc wam walczyć, przyłączyć się do was i w końcu zrobić coś dobrego, stając po właściwej stronie. Przecież lepiej późno niż wcale, prawda? – zapytał z nadzieją w głosie.

- Tak, zdrada to akurat coś w czym jesteś dobry – kompletnie ignorując jego pytanie podsumowała Sarah. Jeśli Jack był dobry w zdradzaniu, to Sarah była dobra w ignorowaniu ludzi, którzy ją denerwują. W tym i w walce z terminatorami, no i może jeszcze w składaniu karabinu szturmowego M4A1 na czas.

- Przestań już – powiedziała lekko poirytowana Trzynastka. – Ja mu wierze... tak jakby... no przynajmniej teraz mam jakiś jaśniejszy obraz całej tej sytuacji.

- Musimy ustalić plan działania – nagle, ucinając całą rozmowę, wtrąciła się Cameron. Widocznie była już znudzona tym gadaniem po próżnicy. Terminatorka zdecydowanie bardziej wolała działać niż mówić.

- Fakt – niespodziewanie odparła Sarah, spoglądając na cyborga. Nieczęsto się zdarzało, żeby Cameron i matka Johna się w czymś zgadzały. A dziś doszło do tego już drugi raz. Widocznie w obliczu kryzysu niejedno potrafi się zmienić. - Proponuję – kontynuowała – żeby Trzynastka razem z Cameron pojechały na zakupy po jakąś broń na akcję. Kupcie – kobieta odpowiednio podkreśliła to słowo, tak aby każdy zrozumiał jego prawdziwe znaczenie - coś odpowiedniego, będziemy też potrzebować sporo materiałów wybuchowych. Niedaleko stąd, w Tustin jest Baza wojskowa Marine Cors. Tam znajdziecie najpotrzebniejsze rzeczy… Ja zostanę tutaj z naszym kapitanem… – dodała po chwili – i przypilnuję go na wypadek gdyby nagle zmienił zdanie – skończyła, a w jej oczach widać było determinację, wolę walki i czysty ogień.

Wszyscy zrozumieli, a zwłaszcza Jack, że kobieta w tej chwili nie żartuje i lepiej zrobić to co mówi. To przecież może być ich ostatnia misja. Akcja prawie samobójcza ale jeśli się powiedzie, to Skynet być może nigdy nie powstanie. A przynajmniej jeszcze nie teraz… Wszyscy doskonale rozumieli powagę tej sytuacji.


Po chwili za oknem można było dostrzec światła odjeżdżającego samochodu, którym Cameron i Trzynastka pojechały do bazy wojskowej.

- Czy mogę dostać jakąś kartkę papieru i coś do pisania? – spytał Jack.

- Kuchnia, szuflada koło okna – krótko rzuciła Sarah.

Kapitan odnalazł wszystko, usiadł przy kuchennym stole i zaczął coś rysować.

Po chwili podeszła do niego Sarah i spojrzała mu przez ramię.

- To plan kryjówki Szarych? – zapytała zaciekawiona.

- Tak – odparł mężczyzna - ale nie przeszkadzaj mi teraz - dodał. - Kiedy wrócą Cameron i Trzynastka to wszystko wam wyjaśnię.

Kobieta zdawała się jakby przez chwilę rozważać jego słowa ale widząc, że Jack jest wyraźnie zajęty zdecydowała się dać mu spokój. Chwilowo. Usiadła na krześle niedaleko stołu i oparła rękę na blacie jednej z szafek, nie spuszczając przy tym wzroku z mężczyzny.

- Jeśli chcesz w czymś pomóc Saro, to przygotuj mi coś do picia, a nie siedź tam i mnie nie obserwuj, bo to nie pomaga. Wierz mi.

- Wierzę – szczerze odparła kobieta – ale to nie znaczy, że zamierzam przestać to robić – dodała z czymś w rodzaju śladowego i przewrotnego uśmiechu na twarzy. 'Złośliwość'?

- 'Typowe' – pomyślał Jack.

Sarah tymczasem kontynuowała – Nie zapominaj, że ci nie ufam, kapitanie. A jeśli chodzi o picie to też chętnie się napiję, może być whiskey. Po i przed tym wszystkim mi się należy. Butelka i szklana stoją w szafce, na dole.

- Sugerujesz, że mam ci nalać? – zapytał Jack unosząc ze zdumienia jedną brew.

- Jakbyś zgadł, sam nalej sobie czegoś bezalkoholowego. Powinieneś mieć teraz czysty umysł.

- A ty niby nie?

- Ja sobie jakoś poradzę – pewnie odparła kobieta.

- Grasz twardzielkę? – kapitan z jakiegoś niezrozumiałego, pewnie i dla niego, powodu chciał chyba nadepnąć Sarze na odcisk. Jakby jego sytuacja nie była już wystarczająco… mizerna.

- Nie muszę – matka Johna zdecydowanie jednak nie dała się sprowokować i wciągnąć w jego gierki. Nie dziś i nie w takiej sytuacji.

- O ho… no proszę – zdumienie Jacka sięgało zenitu. Kto jak kto ale ta kobieta zawsze potrafiła go zaskoczyć, a nie należał on do osób, które łatwo było zaskoczyć.

- No dalej kapitanie, masz chyba coś do zrobienia – teraz to Sarah uniosła brew, mniej jednak ze zdumienia, a bardziej wyzywająco.

- Ech… - westchnął Jack i ruszył w kierunku wskazanej wczesnej szafki. Kapitulacja. 'Kobiety…kto je zrozumie'?


Tymczasem…

- To tutaj – stwierdziła Cameron parkując nieopodal bramy budynku wojskowego. – Poczekaj na mnie, to nie będzie długo trwało – poinformowała Trzynastkę, po czym rozpięła kurtkę, tak aby widać było dekolt jej bluzki, umalowała usta pomadką którą miała w kieszeni, wysiadła z samochodu i podeszła do wartownika.

- Dobry wieczór Panu – powiedziała uśmiechając się słodko, a zarazem niewinnie i patrząc mężczyźnie prosto w oczy. Przy okazji upewniła się, że stoi poza zasięgiem kamery zainstalowanej przy wjeździe.

- Cywilne pojazdy nie mogą się tutaj zatrzymywać, proszę jak najszybciej stąd odjechać – w zamian usłyszała szorstki ton żołnierza.

- Właśnie wracałyśmy z siostrą do domu, z imprezy, kiedy z silnika zaczęły wydobywać się dziwne odgłosy. Zjechałyśmy z autostrady i ledwo dojechałyśmy do najbliższego oświetlonego miejsca, czyli tutaj. Może nam pan pomoże i oceni fachowym okiem co się dzieje? – Cameron wypowiadając te słowa ani na chwilę nie przestawała się uśmiechać. Widać było, że wartownik zaczyna lekko mięknąć. Terminatorka doskonale wiedziała jak wywiera się wrażenie na mężczyznach. Skynet stworzył infiltratora, który dobrze zna się na swojej robocie.

- Nooo, nie wiem. Jestem na służbie. Nie wolno mi opuszczać stanowiska. – mężczyzna widocznie się wahał. Cameron już wiedziała, że ma go w garści.

- Bardzo pana proszę. To zajmie panu tylko chwilkę – uśmiechnęła się jeszcze bardziej uroczo i delikatnie dotknęła jego przedramienia. Czy ktoś mógłby się jej oprzeć?

- Dobrze – mężczyzna w końcu pękł, a nie trwało to zbyt długo - …ale tylko spojrzę – dodał i odszedł kawałek od bramy, tak aby mógł lepiej obejrzeć samochód.

- Oh Dziękuję panu! – terminatorka prawie podskoczyła z radości. Wyglądała w tej chwili zupełnie jak piętnastoletnia fanka, która właśnie zobaczyła swojego idola. Sekundę później jednak uśmiech zniknął z jej twarzy… a zaraz potem strażnik leżał nieprzytomny. Cameron natomiast kończyła zakładać mundur wojskowy.

- Za długie rękawy, za szerokie spodnie… to nie twój rozmiar – oznajmiła wyraźnie rozbawiona wyglądem terminatorki Trzynastka. – Ale robota naprawdę świetna – przyznała, nadal nie mogąc opanować ataku śmiechu.

- To tylko kamuflaż – odpowiedziała Cameron tonem, który nie wskazywał na to, że podoba jej się jej obecny strój.

- Co tam się do cholery dzieje? - do uszu obu dziewczyn zaczął dobiegać głos z krótkofalówki leżącej obok nieprzytomnego wartownika. - Gdzie wy się podziewacie szeregowy Simm? Co się tam stało? Meldować natychmiast! - tym razem ton był jeszcze ostrzejszy.

Cameron podniosła urządzenie i zaczęła mówić głosem wartownika. - Wszystko w porządku, sir. Właśnie podjechał samochód z dwiema osobami w środku. Skontrolowałem pojazd, jest czysty, kierowca ma ważną przepustkę. Co mam robić?

- No jak to co? Wpuść ich do cholery i wracaj na stanowisko!

- Tak jest, sir!


Chwilę później Trzynastka z Cameron podjechały na tyły znajdującego się nieopodal magazynu broni. Rozbicie drzwi prowadzących do wewnątrz nie stanowiło dla terminatorki żadnego problemu. Kilka minut później dziewczyny przeglądały już zapasy Armii Stanów Zjednoczonych.

- Weź trochę materiałów wybuchowych i zapalniki - Trzynastka wskazała Cameron miejsce z C4 – a ja wezmę kilka MP5, M1014, weź jeszcze naboje do nich i ... - Trzynastka spojrzała na uśmiechniętą Cameron trzymającą M134. - Widzę, że znalazłaś swojego nowego przyjaciela. Do twarzy ci z tym – przyznała.

- Ta broń potrafi rozwiązać do 6000 problemów na minutę – Cameron skomentowała jak zawsze fachowo.

Wydostanie się z bazy Marines przebiegło bez żadnych problemów, nie licząc kilku małych wybuchów, wystrzałów i dźwięku syreny alarmowej. Godzinę później Cameron i Trzynastka wjechały do garażu koło domu.

W drzwiach przywitała ich Sarah. - Jak poszło?

- Wszystko w porządku – odpowiedziała jej Trzynastka. – Mamy to czego potrzebowaliśmy. Cameron wykorzystała swoje umiejętności i poszło nam znacznie łatwiej.

- Dobrze. Chodźcie teraz do salonu. Tam czeka Jack, który ma już opracowany plan działania – powiedziała kobieta i odwracając się na pięcie poszła w kierunku wyjścia.

- Zostawiłaś go samego? – zdziwiła się Trzynastka.

- Przykułam go do kaloryfera – rzuciła Sarah, nawet się nie odwracając.

- Oh


Kilka minut później, już w domu,Jack rozpoczął odprawę przed misją.

- Narysowałem plan całego kompleksu abyście mogli zapoznać się z rozmieszczeniem budynków i pomieszczeń. To jest ogromna baza militarna oddalona stąd o dokładnie 108 km na północny wschód. Zabezpieczenia w niej są najwyższej klasy ale jak każda baza ma swoje słabe punkty, które postaramy się wykorzystać. Ale od początku.

Wyruszymy z domu jutro, dokładnie o 21:00. Na miejscu będziemy ok. 22:30. Cały kompleks znajduje się niedaleko miasta Defence. Jest otoczony ze wszystkich stron ogrodzeniem pod napięciem, co 1000 m jest strażnica. Wewnątrz garnizonu stacjonuje oddział taktyczny i dowództwo Szarych. Żołnierze stale trenują i są przygotowani na wszystko. Każda podejrzana sytuacja na zewnątrz lub wewnątrz bazy jest sprawdzana, patrol ciężko opancerzonych samochodów w ciągu kilku minut wyjeżdża na miejsce zdarzenia. Nie sposób dostać się na kompleks niezauważonym. Ja jestem waszą jedyną drogą do wewnątrz budynku, a więc od początku będziecie musieli mi zaufać – kapitan mówił teraz jak prawdziwy żołnierz i do tego dowódca. - Do pierwszego stanowiska kontrolnego podjedziemy o 23:00.

- Nikt nie będzie podejrzewał, że przyjeżdżasz tak późno? – przerwała mu Sarah.

- Nie. Szarzy działają w ukryciu. Czasem w nocy przyjeżdżają złożyć raport z postępów w misji. Nikt nic nie będzie podejrzewał – wyjaśnił Jack. - Ja jestem tam znany – kontynuował - więc ukryjecie się w samochodzie i was przemycę do wewnątrz bazy. Po pierwszej kontroli czeka nas jeszcze jedna, podobna ale dokładniejsza. W tym miejscu w razie problemów użyjemy czegoś co odwróci ich uwagę ale o tym za chwilę. Myślę że powinno się udać. Później podjedziemy do ogromnych stalowych drzwi. Będę musiał wysiąść z samochodu, przesunąć kartę przez czytnik i podać hasło dostępu. Wtedy drzwi się otworzą i wejdziemy do środka bazy, zjedziemy na niższy poziom, na parking podziemny. Znowu wysiądę z samochodu, podejdę do strażników przy monitorach i zajmie się nimi. Dopiero wtedy będziecie mogły wyjść. Strażnicy zgłaszają się do centrali co godzinę więc dokładnie tyle czasu mamy na przeprowadzenie całej akcji – podkreślił mężczyzna i spojrzał czy wszyscy nadążają za jego wyjaśnieniami. Trzynastka miała już oczy wielkości talerzyków do ciasta, Cameron siedziała spokojnie jakby rejestrując cały monolog, a Sarah się zasępiła. Chyba nadążały… - Dalej pójdziemy tym korytarzem – Jack kontynuując wskazał to miejsce na mapie. - Na końcu znajduje się skład broni, a drzwi obok to miejsce gdzie odpoczywają żołnierze. Będzie ich dokładnie sześciu. Tu wkracza Cameron. Zrobi z nimi porządek i musi to zrobić w miarę po cichu, a nie będzie to łatwe bo mają sporą siłę ognia ale wierzę, że się uda. My się zajmiemy składem broni aby odciąć od zapasów nieplanowanych gości. Kiedy Cammy upora się ze strażnikami to zaczyna się łatwiejsza część planu. Tędy – kapitan znów wskazał na mapę, którą narysował - prowadzi droga do centralnego miejsca w kompleksie – laboratorium. Przejdziemy przez pomieszczenia dla pracowników aby się tam dostać. Musimy zniszczyć to co mają w laboratoriach, dane z dysków, cały panel kontrolny, serwerownię i halę, wszystko. Nie może nic ocaleć. Właśnie z tego powstanie istota świadoma – Skynet, a następnie terminatory. – W tym momencie wszyscy spojrzeli na ich cyborga.

- Cameron wiesz co to może dla ciebie oznaczać? – nieśmiało zapytała Trzynastka.

- Rozumiem co oznacza zniszczenie technologii umożliwiającej powstanie Skynetu – spokojnie odparła terminatorka.

- Pomożesz nam? Na pewno? – dziewczyna zapytała ponownie.

- Walka z każdą postacią Skynetu jest jednym z priorytetów mojej misji. Pomogę wam – potwierdziła Cameron.

- O tej godzinie nikogo już nie będzie w laboratorium więc pójdzie nam łatwo – Jack kontynuował wyjaśnianie swojego długiego planu. - Wewnątrz podłożymy bomby. Zapalniki ustawimy tak, żebyśmy zdążyli bezpiecznie opuścić bazę. Wrócimy tą samą drogą. Cała akcja nie powinna trwać dłużej niż 40 minut. Piękne fajerwerki powinniśmy podziwiać już z daleka. Taki mam przynajmniej plan – kapitan w końcu zakończył swą przemowę.

- Wszystko pięknie ale a co ze mną ? – spytała zasmucona Trzynastka.

- Ty zostaniesz poza bazą, będziesz obserwowała wszystko z odległości. Będziesz naszymi oczami i uszami na zewnątrz, pozostaniemy w kontakcie. Poza tym, to ty w razie potrzeby uruchomisz mały ładunek wybuchowy, który na chwilę odwróci uwagę strażników na drugiej kontroli – szybko sprecyzował Jack.

W tym momencie dziewczyna otwarła usta jakby chciała jeszcze coś powiedzieć ale ubiegła ją Sarah. - To wygląda bardzo prosto na planie ale realizacja na pewno nie będzie już taka łatwa.

- Jeśli wykonamy wszystko dokładnie jak zaplanowałem to cała akcja przebiegnie gładko i bez żadnych problemów.

- A co jeśli coś pójdzie nie tak? – wtrąciła Trzynastka patrząc na kapitana

- Wszystko musi pójść zgodnie z planem, uruchomienie alarmu będzie oznaczać dla nas poważne problemy - oznajmił spokojnie mężczyzna, jednak w jego głosie można było wyczuć zdenerwowanie. - Zaufajcie mi. Wiem jak to wszystko tam działa – dodał po chwili. - Poza tym mamy kilka atutów, które bardzo nam pomogą w akcji. Pierwszym z nich jest element zaskoczenia. Nikt nie będzie się spodziewał, że grupka ludzi spróbuje wysadzić cały kompleks. Ponadto żaden z Szarych nie wie, że nie jestem już po ich stronie i wam pomagam. Byłem tam nie raz więc znam rozkład budynków. No i mamy Cameron. Może i wygląda niepozornie ale jest jak cała armia żołnierzy – uśmiechnął się Jack. - Jakieś pytania?

Na to odpowiedziała mu tylko cisza i lekkie zasępienie oraz konsternacja…

- Taa… - kapitan głośno przełknął ślinę. Z jakiegoś powodu nie mógł oprzeć się wrażeniu, że robi tu dobrą minę do złej gry…


Do końca tej historii pozostały jeszcze dwa rozdziały - wszystko mam już zaplanowane i rozłożone. Kiedy się ukażą? Nie wiem ale postaram się, żeby się ukazały. Naprawdę CHCĘ i ZAMIERZAM dokończyć tę historię!