Rozdział dwudziesty pierwszy: Dzieci mroku
- „Spróbujcie się rozluźnić", powiedział… ta, łatwo mu mówić.
Isaac wypił jednym haustem kilka łyków lodowato zimnej coli. Od dwóch godzin on, Stiles, Scott, Jackson, Aiden i Ethan siedzieli w salonie w domu Scotta i rozmawiali na temat tego, co ostatnio wydarzyło się w Beacon Hills.
Dopiero od wczoraj mogli naprawdę się wyluzować i nieco odpocząć. Katerina zapowiedziała im co prawda, że pośle po dodatkowe wsparcie, ale jak na razie nie otrzymała żadnego odzewu od owych „potężnych kumpli". Scott i reszta zostali przez nią oddelegowani od dotychczasowych zajęć. Dziewczyna chciała, aby choć trochę wypoczęli przed dalszymi walkami – bo pewnym było, że takie niedługo nastąpią.
- Dokładnie. – odparł Aiden. – Peterowi się wydaje, że skoro tak dobrze zna tę erynię, to może robić, co mu się żywnie podoba… sorry, Stilinski. – dodał nagle, przypominając sobie o tym, że Stiles i Katerina ostatnimi czasy dość mocno się do siebie zbliżyli. – Nie chciałem cię urazić czy coś…
- Nic się nie stało. – zapewnił go nastolatek, uśmiechając się słabo. – Wszyscy jesteśmy już tym zmęczeni. To normalne. Dziewczyny też teraz nas zapewne omawiają. To pewnie dlatego uszy mnie tak pieką.
Po słowach Stilesa wszyscy się roześmiali. Zaśmiał się nawet Jackson, który przez większość tego spotkania siedział w kącie pokoju, obserwując tylko wszystkich uważnie.
Pilnuj ich, Jackson. Nie dopuść, żeby zrobili jakąś głupotę, której potem będą żałować.
„To właśnie robię, Kat. To właśnie robię". – odpowiedział głosowi w swojej głowie. Przyjął zaproszenie Scotta głównie dlatego, że Katerina go do tego namówiła. Nie chodziło jej tylko o to, aby chłopak pilnował swoich starych znajomych – chciała też, żeby i on mógł zaznać trochę odpoczynku od tego całego chaosu, jaki ich teraz otaczał.
Przyglądając się teraz swoim znajomym, Jackson doszedł do wniosku, że dobrze zrobił, przyjmując to zaproszenie. Zaskoczyło go, jak bardzo wszyscy się zmienili. Scott był teraz najpopularniejszym chłopakiem w ich szkole. Stiles stał się jeszcze bardziej wygadany, zabawny i pewny siebie. Isaac, dotychczas będący odludkiem, teraz umawiał się z Allison. Jackson czuł chwilami, że zwyczajnie nie ma z nimi o czym rozmawiać. Tak wiele się u nich zmieniło od czasu, gdy opuścił Beacon Hills. Fakt, mógł z nimi rozmawiać właśnie o tym, ale nie zamierzał tego robić. Scott i pozostali cieszyli się teraz swoim dniem wolnym. Jackson nie zamierzał zmienić go w gorzko-słodki wieczór wspomnień.
Sprawdził dyskretnie telefon. Katerina miała się z nim skontaktować w razie jakichś problemów. Na razie jednak nic mu nie napisała.
Pewnie ma lepsze rzeczy do roboty, niż uganianie się za Chuderlakiem. – pomyślał chłopak, uśmiechając się kątem ust. W momencie, gdy Scott zdecydował się zorganizować to spotkanie, Katerina zaproponowała wszystkim dziewczynom, aby i one urządziły sobie jakieś „małe przyjęcie". Siedziała teraz pewnie gdzieś z Lydią, Kirą i Allison, plotkując na ich temat i śmiejąc się ze wszystkich zabawnych historii, jakie nastolatki jej opowiadały.
Cieszmy się tymi krótkimi chwilami spokoju. – powiedział sobie w myślach Jackson, powracając niechętnie do rzeczywistości. – Niedługo znów przyjdzie nam iść na wojnę.
- …A potem przeskoczyłam nad autem, wylądowałam w tej kałuży i złapałam przewód pod napięciem. I nic mi się nie stało! – wykrzyknęła Kira, wyrzucając ręce ku górze w geście ekscytacji. – Normalnie nic!
- Jesteś burzowym kitsune… czy jak to się tam zwie. To przecież dla ciebie normalne. – stwierdziła Lydia, uśmiechając się pobłażliwie do nastolatki.
- No wiem. Ale mimo wszystko to było niesamowite! – dziewczyna roześmiała się głośno, wyraźnie podekscytowana.
Katerina przysłuchiwała się historii Kiry z zaciekawieniem. Nastolatka naprawdę aż do teraz nie miała pojęcia, czym tak naprawdę jest. Dopiero ta historia z nogitsune ujawniła jej prawdziwą naturę. Katerina była pewna, że gdyby nie to, Noriko dalej trzymałaby pochodzenie Kiry w tajemnicy przed nią.
- Powinnyśmy częściej organizować takie spotkania. – stwierdziła w pewnej chwili Allison. – Nigdy do tej pory nie miałyśmy okazji spędzić z tobą czasu w ten sposób, Kat. – tu młoda łowczyni obróciła się przodem w stronę erynii. – Jesteś naprawdę spoko, wiesz?
- Dzięki. – odparła Katerina, uśmiechając się szeroko.
- Twoje rodzeństwo teraz chyba patroluje okolice, zgadza się? – spytała się Kira. Katerina tylko potwierdziła to pojedynczym skinieniem głowy. – Szkoda, że ich tu z nami nie ma. Korina i Chryssa wydają się naprawdę fajne.
- Jak to wszystko się skończy, urządzimy sobie jeszcze jedno takie spotkanie. – stwierdziła erynia po chwili milczenia. – Rozprawmy się tylko z Chuderlakiem i jego pomagierami.
Katerina spędziła następną godzinę, obserwując śmiejące się i plotkujące nastolatki. Przez cały ten czas była jednak w ciągłym pogotowiu. Uważnie obserwowała otoczenie, gdy tylko wyczuła coś niepokojącego, lub gdy zwyczajnie wydawało jej się, że ktoś może je obserwować.
- Hej… czujecie to? – zapytała się nagle Kira. Katerina automatycznie obróciła się w jej stronę, marszcząc nieznacznie brwi. – Zrobiło się nagle tak jakoś… zimno.
- Nie, nic takiego nie czuję. – odparła Allison, po czym zerknęła znacząco na Lydię. Ta jednak zamarła, jak gdyby wsłuchując się w coś, co tylko ona czuła.
- Ktoś tu jest. – powiedziała po chwili banshee, wciąż myślami znajdując się daleko stąd. – Też to czuję.
Tyle Katerinie wystarczyło. I ona tu wyczuła, ale aż do tej pory sądziła, że po prostu wyczuwa obecność jakiegoś szkodnika, znajdującego się mile od nich. Teraz jednak miała pewność, że to nie było zwykłe „zawodowe przeczulenie" – ktoś naprawdę tu był.
- Idziemy stąd. – powiedziała Katerina cichym, stanowczym głosem. – Natychmiast.
Allison, Lydia i Kira posłuchały się jej bez żadnego sprzeciwu. Wszystkie były wystraszone i zdezorientowane. Nie wiedziały, czego się spodziewać.
Katerina tymczasem poprowadziła je przez długie korytarze szkoły, w której to zrobiły sobie owo „babskie spotkanie". W duszy modliła się, aby udało im się stąd wydostać, nim ten „tajemniczy nieznajomy", jakiego wyczuły, nie zdecyduje się przed nimi ujawnić.
- Witaj ponownie, Kat.
Dziewczyna stanęła jak wryta, otwierając szeroko oczy ze zdumienia. Idące za nią nastolatki również się zatrzymały.
No wolne żarty. – pomyślała, mrużąc nieufnie oczy na stojącego przed nimi mężczyznę. – Naprawdę, gorzej już nie mogłyśmy trafić. Chyba nawet Chuderlak byłby teraz lepszą opcją.
- Heinrich. – wycedziła następnie przez zaciśnięte zęby. Instynktownie stanęła też pomiędzy mężczyzną a trzema nastolatkami, zasłaniając je tym samym przed nim. – Czego tu chcesz?
Mężczyzna zacmokał z dezaprobatą, po czym przeniósł powoli ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
- Dziwne pytania zadajesz, Kat. – powiedział, wodząc znużonym spojrzeniem po całym otoczeniu. – Przecież po nas wzywałaś, czyż nie?
- Po Rolfa i resztę – owszem. Po ciebie – już nie tak bardzo.
Heinrich roześmiał się tubalnie, słysząc to.
- Och, przesadzasz. Nie jestem aż tak zły. Mam chyba jakieś pozytywne cechy, co nie?
- Możliwe. – odparła niechętnie Katerina. – Ale nie znam cię na tyle dobrze, aby móc wymienić chociaż jedną.
- Kogo tam tak w ogóle masz? – Heinrich wychylił się w bok, aby przyjrzeć się uważnie nastolatkom kryjącym się za Kateriną. – Wyczuwam chyba kitsune. I człowieka. I… a niech mnie. – tu Heinrich uśmiechnął się tak szeroko, że przez moment skojarzył się Katerinie z Jokerem z Batmana. – Banshee? Naprawdę? Mają tu banshee?
- Nie twój interes, Heinrich. – odcięła się erynia. – Zostaw je w spokoju. Przyjechałeś tu na moje wezwanie. Jesteś zatem zdany na słuchanie moich rozkazów.
- Oj, nie sądzę. To Rolf jest moim szefem. – odpowiedział jej Heinrich.
- A Rolf zawsze się mnie słucha. – odparła momentalnie Katerina. – Bez wyjątku. Wie, że nie warto mnie wkurzać.
- Bo Rolf nie wie, co to dobra zabawa. – Heinrich po raz kolejny uśmiechnął się niczym maniak. Od tego uśmiechu nawet Katerinę przeszły ciarki.
Nagle wampir zniknął. Allison instynktownie zasłoniła swoim ciałem Lydię, przeczuwając najgorsze. Katerina natomiast od razu domyśliła się, co zaraz nastąpi.
Heinrich zmaterializował się znikąd przed Allison. Łowczyni, nieprzygotowana na to, została przez niego odepchnięta na bok. Następnie wampir skierował całą swoją uwagę na Lydię.
Nastolatka wiedziała, co powinna teraz zrobić. Zaczęła mu uciekać, starając się go w ten sposób odciągnąć od swoich przyjaciółek. Heinrich, jak się domyśliła, ruszył za nią.
- Nie uciekniesz mi, mała banshee! – zawołał za nią, specjalnie nie używając swojej wampirzej szybkości, aby w ten sposób się z nią podroczyć. – I tak cię znajdę i złapię!
Nagle Heinrich został brutalnie popchnięty na pobliskie szafki. Od impetu uderzenia aż huknęło. Lydia zatrzymała się gwałtownie i obróciła na pięcie, aby zobaczyć, kto ruszył jej na ratunek. Odetchnęła z ulgą, momentalnie rozpoznając znajomą sylwetkę Kateriny.
- Mówiłam ci chyba, żebyś się od niej odczepił. – warknęła erynia, dociskając wampira mocniej do jednej z szafek. – Za drugim razem nie będę już taka miła. Jeśli jeszcze raz spróbujesz ją tknąć, to tak cię załatwię, że Rolf nie będzie miał nawet co zbierać.
- Uh, już zapomniałem, jak twarda jesteś. – odparł Heinrich, wciąż w nienaturalnie dobrym humorze. – Ale musisz przyznać… aura tej banshee jest niezwykle interesująca, czyż nie?
- Nawet jeśli, to nie jest twój zasrany biznes. – odcięła się Katerina. – Nie po to tu przyjechałeś. Masz nam pomóc rozprawić się z Chuderlakiem i jego szkodnikami. Kropka. Na tym twoja misja się kończy.
- Och, Kat, daj spokój…
- Dosyć, Heinrich.
Katerina obróciła się w stronę nowego głosu, jednocześnie wypuszczając ze swojego uścisku Heinricha. Wiedziała, że nie będzie już musiała go przed czymkolwiek powstrzymywać. Nawet jeśli Heinrich znów zechce coś odstawić, to tym razem nie ona będzie tą, która go sprowadzi do odpowiedniego poziomu.
Reszta klanu wampirów przybyła.
- Witaj, Katerina. – Rolf, wysoki, młody mężczyzna o ciemnych włosach i jasnoniebieskich oczach podszedł do erynii i szarmancko ujął jej dłoń, po czym ją ucałował. Katerina uśmiechnęła się nieznacznie. Rolf był niezwykle przystojny, nawet jak na standardy wampirów. Co prawda nigdy jej nie pociągał w żaden sposób, ale i tak uwielbiała jego towarzystwo. Był tym typem przyjaciela, którego każdy chciałby mieć u swojego boku. – Miło mi cię ponownie widzieć.
- I nawzajem. – odparła Katerina. – Dziękuję, że przybyliście tak szybko. Chuderlak z każdym dniem robi się coraz bardziej pewny siebie.
- Już się nie musisz o to martwić. – Rolf uśmiechnął się ciepło do Kateriny, która zaraz potem odpowiedziała mu na niego podobnym uśmiechem. – Jesteśmy tu, aby wam pomóc. Dopilnujemy, aby ta bestia zginęła, raz na zawsze.
Po tym niecodziennym spotkaniu Katerina zdecydowała, że Rolf i jego klan powinni jak najszybciej spotkać się z resztą „paczki z Beacon Hills". Dziewczyna chciała się zająć tą sprawą możliwie jak najszybciej. Teraz, gdy jej najsilniejszy sojusznicy przybyli, pokonanie Chuderlaka i jego armii szkodników wydawało się już tylko kwestią czasu.
W domu Kiry nie zastali wielu osób. Noriko i jej mąż siedzieli w kuchni, rozmawiając na jakiś temat przyciszonymi głosami. W salonie z kolei Katerina spotkała tylko Scotta, Stilesa, Dereka, Petera i Jacksona. Gdzieś na piętrze z kolei wyczuwała słabą aurę Hachirou.
- Hej. – powiedziała, gdy tylko dostrzegła Stilesa. Zaraz potem podeszła do niego i uścisnęła go mocno. Podświadomie cieszyła się, że chłopakowi nic się nie stało przez te kilka godzin, podczas których nie byli razem. Zostawiła go co prawda razem ze Scottem i resztą, ale i tak wciąż martwiła się, że nawet w takim towarzystwie Stilesowi dalej mogło towarzyszyć jakieś niebezpieczeństwo. – I jak, coś ciekawego wydarzyło się, kiedy nas nie było?
- Eee… tak właściwie to… tak. Coś ciekawego się wydarzyło.
Ton głosu Stilesa sprawił, że Katerina zmarszczyła brwi w dezorientacji. Bez trudu wyczuła w jego głosie spięcie i zdenerwowanie. Nie wiedziała jeszcze tylko, co je spowodowało.
- Co się dzieje, Stiles? – spytała się, wyraźnie zaniepokojona psychicznym stanem chłopaka. Wyglądał na naprawdę wystraszonego. Nikt jednak poza nim tak się nie zachowywał. O co zatem chodziło?
- Hej, kim ty jesteś? – rozległ się nagle nieznajomy, żeński głos. Katerina obróciła się w stronę hałasu i zauważyła w wejściu do salonu wysoką szatynkę o okrągłej, dziewczęcej twarzy i dużych, ciemnobrązowych oczach.
- Katerina. – odparła erynia dość oschłym tonem głosu. Coś w tej dziewczynie jej się nie spodobało. – A ty to kto?
- Malia. – powiedziała nieznajoma nastolatka. – Dziewczyna Stilesa.
Dziewczyna Stilesa. Dziewczyna Stilesa. Dziewczyna…
Że co proszę?!
Katerina powoli obróciła się w stronę nastolatka. Nagle wszystko stało się jasne. To dlatego był taki zestresowany i wystraszony. Jego dziewczyna – była lub obecna, tego Katerina na chwilę obecną jeszcze nie wiedziała – pojawiła się tutaj.
Dziewczyna obróciła się w stronę Malii jeszcze raz. Skupiła się nieco, aby lepiej wyłapać aurę nastolatki. W chwilę później zrozumiała już też, dlaczego nie przypadła jej do gustu.
Kojotołak. Cudnie. Po prostu cudnie. I na dodatek podaje się za dziewczynę Stilesa.
Naprawdę, ten dzień nie mógł się skończyć gorzej.
No, wreszcie jakoś przebrnęłam przez blok pisarski i coś skończyłam.
Powiem jedno: pełnowymiarowa praca ani trochę nie ułatwia mi pisania. Napisanie i skończenie tego rozdziału trochę mi zajęło, a i tak do końca nie jestem z niego zadowolona. No, ale może następne rozdziały jakoś lepiej pójdą :)
Jak widać, zdecydowałam się ująć też wątek Malii. Długo biłam się z myślami, czy warto się za to brać. Doszłam jednak do wniosku, że jeśli zwyczajnie ją usunę, to pójdę na łatwiznę. A mały konflikt nigdy nikomu nie zaszkodził :) Malia zatem oficjalnie dołączyła do naszej paczki. Jak ten problem zostanie rozwiązany – o tym w najbliższych rozdziałach.
Na koniec jeszcze dwie małe informacje. Po primo: zdjęcia Heinricha, Rolfa i reszty klanu znajdują się już w opisie na moim profilu. Po secundo: prace nad zwiastunem numer dwa niedługo ruszą ponownie. Na razie nie poszłam daleko do przodu z tym, ale planuję się tym na poważnie zająć, i to już wkrótce. Postaram się go ukończyć jeszcze przed publikacją rozdziału dwudziestego drugiego – tym bardziej, że posiadam już wszystkie potrzebne sceny do ukończenia tego zwiastuna.
Dziękuję z góry wszystkim czytającym, śledzącym i komentującym to opowiadanie. Postaram się napisać i opublikować kolejny rozdział jak najszybciej.
