Na arenie rozlegają się wesołe głosy prowadzących, którzy prezentują reakcje ludzi w Kapitolu. Peeta podnosi głowę i widzę ostrożność na jego twarzy. Rozumiem, bo sama nie będę mogła uspokoić się dopóki Peeta nie opuści areny. Pojawia się poduszkowiec, który spuszcza drabinę w dół, obok Peety. Peeta rozgląda się jeszcze raz wokół po czym wchodzi na ostatni szczebel drabiny.

Kamera pokazuje Peetę dopóty, dopóki nie znika wewnątrz poduszkowca. Potem ekran robi się czarny, a następnie pojawia się godło Panem i teraz już wiem, że Głodowe Igrzyska w końcu się skończyły.

- Wygrał - szepczę, ale nie wiem czy mówię to do innych czy do siebie.

Haymitch kiwa głową.

- Tak, wygrał.

Mam problem z przekonaniem samej siebie, że Peeta jest bezpieczny. Może dlatego, że wiem, że tak nie jest. Nie zapomniałam, co powiedział mi Snow. Wciąż nie wiem jakie ma plany wobec Peety. Przypuszczam, że nie raczej mi się nie spodobają.

Nie tylko ja tak to odczuwam. Radość z wygranej Peety jest przyćmiona obawami, co się stanie z naszym zwycięzcą.

Chwilę później do pokoju wpada podniecona Effie.

- Co za wielki, wielki, wielki dzień! Nasz Peeta wygrał! Czyż to nie wspaniałe? Wiedziałam, że ma szansę, gdy tylko zobaczyłam jak łatwo przezwycięża swoje wady. Gdybym nie wiedziała, to nigdy by mi do głowy nie przyszło, że jest z Dwunastego Dystryktu!

Haymitch i ja wymieniamy spojrzenia, ale Finnick ratuje nas przed udawaniem uprzejmości wobec Effie.

- Jak miło znów panią widzieć, panno Trinket.

Effie rumieni się, a ja staram się nie śmiać z jej oczywistego zadurzenia w Finnicku.

- Dzień dobry, panie Odair. Dobrze pan wygląda.

- Jest pani zbyt miła - mówi, przeciągając dłonią po swoich brązowych włosach. - Jestem pewien, że wyglądam jak strach na wróble.

Opiekunka trybutów Dwunastego Dystryktu chichocze, a ja przewracam oczami.

- Wiem, że jesteś strasznie zajęta wszystkimi wystąpieniami i spotkaniami, teraz gdy Peeta wygrał - mówię najuprzejmiej jak mogę. - Nie chcemy być samolubni i cię zatrzymywać.

- Och, tak, oczywiście - mówi, wracając do rzeczywistości. - Tak właściwie to przyszłam z pewnego powodu. Peeta nie ma zbyt dużo obrażeń, dlatego w szpitalu będzie bardzo krótko. To tylko będzie kilka dni by doprowadzić jego ciało do porządku, nakarmić go i nawodnić.

- Tylko to? - pytam dla pewności. - Nie będą mu nic poprawiać, zgadza się?

Johanna uśmiecha się.

- Och, Katniss, nie powinnaś się tak martwić. Po wcześniejszym striptizie Peety wszyscy wiemy, że nie ma u niego co poprawiać.

- A propos - mówi Effie, spoglądając na swój mini-komputer i próbując ukryć rumieniec. - Prezydent Snow wydał ścisłe instrukcje by Peeta pozostał w nienaruszonym stanie.

- Och, to... dobrze - mówię, ale nie jestem z tego tak zadowolona jak oczekiwałaby Effie. - Więc kiedy będziemy mogli go zobaczyć? Mam nadzieję, że jak tylko wyjdzie ze szpitala?

- Tak właściwie, jedna z instrukcji prezydenta Snowa dotyczy tego, że nie powinnaś widzieć się z Peetą, aż wasze spotkanie nie zostanie pokazane na żywo w telewizji - mówi Effie, posyłając mi współczujące spojrzenie. - Główna ceremonia jest wstępnie wyznaczona za trzy dni, więc nie będziesz długo czekała. Tak w ogóle, to co znaczą trzy krótkie dni po tych dziesięciu, które spędził na arenie?

To będzie trzynaście dni, niemal dwa tygodnie odkąd ostatni raz czułam jego ramiona owinięte wokół mnie i jego usta na moich ustach.

- Coś jeszcze, Effie? - pyta Haymitch, kiedy ja nie odzywam się ani słowem.

- Musimy nagrać segment dotyczący pożegnania Misu - mówi Effie, spoglądając na mnie. - Myślałam, że może zrobimy to jutro po południu?

Z trudem ukrywam jęk, udając kaszel. Nienawidzę pożegnalnych segmentów, bo to tylko niepotrzebne posypywanie ran solą. Gdy trybut ginie na arenie, jeden z jego mentorów musi powiedzieć kilka słów o tym jak wspaniały był trybut i powiedzieć o nim jakąś anegdotę. Potem mentor składa kondolencje rodzinie i całemu dystryktowi, po czym na ekranie pojawia się z napis z życzeniami powodzenia w przyszłym roku.

To się mija z celem. Ponieważ, po pierwsze i najważniejsze, pożegnalne segmenty pokazywane są w środku nocy, gdy nikt ich nie ogląda. Ale ludzie z dystryktu, z którego zginął trybut, muszą to obejrzeć. Szczęściarze, których pożegnalne segmenty pokazywane są w dzień, to finałowa piątka, która jest wystarczająco popularna wśród obywateli Kapitolu.

- Może być jutro po południu - mówi Haymitch.

Effie wygląda na zaskoczoną. Zazwyczaj to ja zajmowałam się pożegnalnymi wywiadami. Nawet w zeszłym roku, pomimo mojego żalu, poradziłam sobie z wywiadem po śmierci Gale'a.

- Och, myślałam, że Katniss... - zaczyna Effie, wyglądając na zdenerwowaną i niepewną tego, co ma powiedzieć.

- Katniss jest zajęta usychaniem z tęsknoty za swoim chłopakiem - mówi, a ja ignoruję docinek i posyłam mu pełne wdzięczności spojrzenie. Nie wiem czy byłabym w stanie odłożyć na bok moje negatywne uczucia względem Misu i dać jej odpowiednie pożegnanie. Zwłaszcza, że chyba na takie nie zasłużyła.

- Oczywiście - mówi Effie, posyłając mi nerwowe spojrzenie. Wiem, że będzie rozpaczała, musząc radzić sobie z Haymitchem zamiast ze mną, ale jakoś nie jest mi jej szkoda. Będą musieli się jakoś dogadać, a Effie nie wpakuje się w żadne kłopoty, bo jest ślepo lojalna Kapitolowi. A oni nie pozbędą się Effie, bo musieliby znaleźć nowego opiekuna trybutów z Dwunastego Dystryktu.

Nagle drzwi się otwierają i do środka wchodzi Strażnik Pokoju. Pozostali napinają się, ale nie mają czego się bać, bo mógł przyjść tylko do jednej osoby.

- Panno Everdeen?

Wzdycham.

- Tak?

- Prezydent Snow chce panią widzieć - informuje mnie Strażnik Pokoju. - Natychmiast.

Effie wzdycha, ale tylko ona jest zaskoczona tym rozkazem. Kiwam głową. Oczekiwałam tego zaproszenia odkąd tylko Peeta znalazł się w poduszkowcu.

- Oczywiście - mówię i wstaję z krzesła, jednak Strażnik Pokoju jeszcze nie skończył.

- Chciałbym też poinformować pana, panie Abernathy, że nie musi pan czekać na pannę Everdeen i może pan wracać do Centrum Szkoleniowego. Jestem pewien, że pan Odair, panna Mason i panna Trinket z przyjemnością będą panu towarzyszyć.

Strażnik Pokoju wychodzi, a ja muszę niemal biec za nim, by dorównać jego długiemu krokowi. Nie wiem dlaczego Snow kazał pozostałym opuścić Centrum Operacyjne Igrzysk, ale nie podoba mi się to. Czuję niepokój, gdy zdaję sobie sprawę, że Strażnik Pokoju nie prowadzi mnie do prezydenckiego apartamentu. Zaczynam się coraz bardziej bać, gdy dociera do mnie, że idziemy w stronę garażu. Nigdy tam nie byłam, bo samochody zawsze wysadzają mentorów przed frontowymi drzwiami.

Strażnik Pokoju wskazuje czarny samochód z przyciemnionymi szybami. Otwiera drzwi i gestem zaprasza mnie do środka. Wyczuwam zapach krwi i róż. Zajmuję miejsce na przeciwko prezydenta Snowa.

Prezydent uśmiecha się do mnie, a samochód rusza.

- Panno Everdeen, cieszę się, że do mnie dołączyłaś.

- Jakże mogłabym odmówić pańskiej prośbie? - mówię, starając się brzmieć neutralnie.

- Muszę złożyć pani gratulacje z okazji zwycięstwa twojego chłopaka - mówi. - Musisz być bardzo szczęśliwa.

- Jestem.

- Naprawdę? - pyta Snow. - Ponieważ, muszę przyznać, nie jestem co do tego przekonany.

- Musi mi pan uwierzyć - mówię szybko. - Cieszę się, że Peeta wydostał się z areny, ale byłabym szczęśliwsza gdybym nie musiała tak długo czekać by go znów zobaczyć.

- Ach tak - mówi. - Widzę czemu nie jesteś tym zachwycona. Ale musisz zrozumieć, że obywatele Kapitolu mają małą obsesję na punkcie waszej historii miłosnej. Możesz sobie wyobrazić jak bardzo byliby zawiedzeni gdyby nie zobaczyli waszego ponownego spotkania w telewizji.

- Nie rozumiem co to byłaby za różnica, gdyby w telewizji zobaczyli nasze pierwsze czy też setne spotkanie po jego powrocie z areny - mówię, bo rzeczywiście nie widzę w tym logiki.

Snow cicho chichocze, a ja nie wiem, co go tak śmieszy, bo ja nie widzę w tym nic zabawnego.

- Obywatele zainwestowali w waszą miłość i wielu z nich czuje, że ma prawo być świadkiem tak wielu waszych pierwszych razów jak to tylko możliwe.

Czuję jak mój żołądek skręca się gdy to słyszę.

- Nie jestem pewna czy się z tym zgadzam.

Snow ignoruje mój komentarz i kontynuuje:

- Powinnaś się cieszyć, że w końcu udało mi się przekonać sporą liczbę moich wpływowych przyjaciół, że ty i Peeta nie uprawialiście seksu w noc zanim Peeta znalazł się na arenie.

- Czy to znaczy, że aukcja jednak się odbędzie? - pytam i jestem niemal pewna, że zaraz zwymiotuję.

- Nie - mówi. - Ale to oznacza, że mam sposób na zdobycie dużo więcej pieniędzy niż zarobiłbym na twojej aukcji.

Nie wiem co mam myśleć. Jestem tak zdenerwowana, że nawet nie potrafię się cieszyć z tego, że moje dziewictwo nie zostanie sprzedane jakimś obrzydliwym mutantom z Kapitolu.

- Nie zapytasz mnie w jaki sposób planuję zdobycie tych pieniędzy? - pyta mnie Snow, wyraźnie rozkoszując się tą rozmową. Tak naprawdę, to nie chciałabym wiedzieć, ale muszę grać swoją rolę.

- Jak? - Tylko to jedno słowo jestem w stanie z siebie wydusić.

- Zamierzam nagrać utratę twojego dziewictwa z panem Mellarkiem - mówi. - A potem pozwolę to oglądać tym, którzy kupią sobie do tego prawo.

Snow podaje mi torbę, w której natychmiast ląduje zawartość mojego żołądka. Spoglądam na Snowa załzawionymi oczami.

- Proszę mi powiedzieć, że pan żartuje.

- Jesteś zdenerwowana, bo pozwalam ci wyrazić uczucia do chłopca, którego kochasz? - pyta Snow. - Oczekiwałem większej wdzięczności. Może byłabyś bardziej zadowolona gdybym sprzedał was dwoje osobno?

- Nie!

- Tak myślałem - mówi, kiwając głową. - Jakoś nigdy nie jesteś specjalnie zadowolona z moich pomysłów. Ale czy teraz zbyt dużo od ciebie oczekuję, po tym jak okazałem swoją wspaniałomyślność pani Mellarkowi na arenie?

- Nie powiedziałam tego. Pańska dotacja dla Peety była bardzo mile widziana... - zaczynam.

- Och, moja droga panno Everdeen - mówi z wyrazem zadowolenia na twarzy. - Pieniądze były jedną z najmniejszych moich ingerencji w przeżycie twojego trybuta. Nie zdziwiło cię z jaką łatwością pan Mellark radził sobie na arenie? Wiem, że czasami potrafisz być wyjątkowo tępa, ale nawet ty musiałaś się zastanowić dlaczego chłopak dostał coś tak niesprawiedliwego jak pancerz, czyż nie mam racji?

- Podejrzewałam, że przyłożył pan do tego rękę - mówię, chcąc by moje podejrzenia okazały się mylne.

- A zauważyłaś pewne podobieństwa pomiędzy tym rokiem a poprzednim w zakończeniu Igrzysk?

- Jeśli mówi pan o zmiechach, to tak - mówię, zaciskając zęby - zauważyłam.

- To oczywiście nie przypominało sytuacji z panem Hawthornem - mówi. - Pan Mellark tak naprawdę nigdy nie był w niebezpieczeństwie ze strony tych istot, oczywiście. Zostały zaprogramowane tak, by go kompletnie ignorować.

Nie wiem co powiedzieć, dlatego nie mówię nic.

- Panno Everdeen, wyjaśnijmy sobie coś - mówi, patrząc mi prosto w oczy. - Pan Mellark tak łatwo sobie radził na arenie, bo rozmawiałem z panem Cranem i dałem mu jasno do zrozumienia, że ten chłopiec to zwycięzca.

Przełykam ślinę i kiwam głową na znak, że zrozumiałam.

- Nie zamierzasz podziękować mi za moje starania o to, by pan Mellark przeżył? - pyta Snow.

- Dziękuję - mówię łamiącym się głosem.

- Jedynym sposobem w jaki mi podziękujesz będzie granie według moich zasad - mówi. - Od momentu gdy ty i pan Mellark spotkacie się na oczach widzów, masz zachowywać się tak jakbyś nie wyobrażała sobie bez niego życia. Nie chcę by ktokolwiek zwątpił w twoje uczucia względem tego chłopca.

- Mogę to zrobić - mówię.

- A potem, po ostatnim wywiadzie z panem Flickermanem zabierzesz pana Mellarka do swojego pokoju i skonsumujecie swój związek.

Moje oczy rozszerzają się.

- Ale to za szybko.

- Prawda, ale to musi zostać zrobione zanim opuścicie Kapitol - mówi. - Mam nadzieję, że rozumiesz?

- A co jeśli on nie będzie chciał?

Snow śmieje się.

- Pan Mellark jest nastoletnim chłopcem. Szczerze wątpię by odmówił dziewczynie, którą kocha odkąd był pięciolatkiem.

Wciąż szukam powodu, powodu by odłożyć w czasie nasz pierwszy raz.

- Ale nie będziemy mieli czasu po ostatnim wywiadzie! Zaraz po nim powinniśmy wracać natychmiast do Dwunastego Dystryktu, prawda?

- Nie natychmiast - odpowiada.

- Nie, oczywiście, że nie natychmiast - mówię z paniką. - Chyba będziemy mieć trochę czasu na zabranie swoich rzeczy, ale chyba nie sądzi pan, że zdążymy...

- Nie - mówi. - Wasz powrót został przełożony na następny dzień, by upewnić się, że będziecie mieć mnóstwo czasu by spełnić moją prośbę. Oczywiście, jeśli nie czujesz się komfortowo z pomysłem o byciu z chłopakiem, którego kochasz, zawsze możesz oddać swoje dziewictwo panu Torrklinowu, a zadaniem pana Mellarka będzie zadowolenie kogoś, kto wygra jego aukcję.

Przegrałam. Nie mam wyjścia. Muszę podjąć decyzję. Wiem, że to nie powinno być trudne, bo kocham Peetę i wolę być z nim niż z kimkolwiek innym. Ale myśl o dzieleniu się naszą prywatnością z obywatelami Kapitolu doprowadza mnie do wściekłości. Nie mogę też zapominać o uczuciach Peety. Wiem, że nie spodobałaby mu się wiadomość o sfilmowaniu i sprzedaniu naszego pierwszego razu, ale sądzę, że wolałby to od alternatywy.

Och, jak bardzo chciałabym by Finnick mi coś doradził.

- Panno Everdeen, twoja decyzja, proszę. - Snow patrzy na mnie oczekująco ze skrzyżowanymi ramionami.

- Nie chcę by Peeta wiedział - mówię.

- A czego ma nie wiedzieć, tak dokładnie?

- Wszystkiego - mówię. - Nie chcę by wiedział co było alternatywą i nie chcę by wiedział, że ja zdecydowałam... i najważniejsze, nie chcę by wiedział, że jesteśmy filmowani.

- Rozumiem dlaczego chcesz go chronić przed tą wiedzą - mówi. - Obiecuję, że pan Mellark nic nie będzie wiedział o zaistniałej sytuacji. Sądząc po tym, o co mnie poprosiłaś, oznacza to, że zgadzasz się wypełnić moją prośbę, tak?

- Tak.

- Chcę usłyszeć na co dokładnie się zgadza, panno Everdeen - mówi. - Po prostu upewnijmy się, że jesteśmy na tej samej stronie.

- Po ostatnim wywiadzie Peety, zabiorę go do swojego pokoju i uwiodę go - mówię. - Czy to chciał pan usłyszeć?

- O tak.

Siedzimy przez chwilę w ciszy, a smród moich wymiocin i świadomość tego, na co się zgodziłam przytłacza mnie i czuję palącą potrzebę przerwania tej ciszy.

- To nie były... - Nawet nie jestem w stanie dokończyć pytania.

- Ciała trybutów pozostały nietknięte podczas tworzenia mutantów - mówi. - Choć wykorzystaliśmy trochę genetycznych materiałów, które zebraliśmy od trybutów przed ich wejściem na arenę.

- Co to znaczy?

- Nic, o co musiałabyś się teraz martwić - mówi, a ja czuję gęsią skórkę. - Musisz tylko wiedzieć, że byłem zadowolony z rezultatu i nie mam wątpliwości, że specjalny projekt, nad którym pracują obecnie największe umysły, będzie kompletnym sukcesem.

- Co to za projekt? - pytam.

- Och, panno Everdeen, wiesz, że nie mogę ci tego powiedzieć - mówi, uśmiechając się. - To zepsułoby niespodziankę, a ja wiem jak bardzo kochasz niespodzianki.

Samochód zatrzymuje się i drzwi otwierają się, a ja widzę frontowe wejście Centrum Szkoleniowego. Wysiadam z samochodu.

- Żegnam, panno Everdeen - woła jeszcze za mną Snow. - Będę z niecierpliwością czekał na twój występ.

Kiwam głową, bo nie mam nic do powiedzenia. Patrzę tylko jak Strażnik Pokoju zamyka drzwiczki, a samochód odjeżdża. Gdy znika za zakrętem, odwracam się i biegnę w stronę Centrum Szkoleniowego. Nie zwalniam dopóki nie znajduję się w windzie. W jakiś sposób utrzymuję spokój przez całą drogę na dwunaste piętro. Ale gdy tylko zamykają się za mną drzwi mojego pokoju, załamuję się. Rzucam się na łózki i po prostu pozwalam moim emocjom wylać się ze mnie. A potem zapadam w nicość.


Kilka godzin później budzi mnie pukanie do drzwi.

- Hej, Katniss - woła zza drzwi Johanna. - Jesteś tam?

- Tak - wołam, próbując doprowadzić moją twarz do porządku. - wejdź.

Johanna wchodzi do środka i siada na łóżku. Nerwowo zaciska palce na materiale bluzki.

- Nawet nie wiem dlaczego tu przyszłam. Obie wiemy, że nie jestem w tym dobra. Ale Haymitch jest z twoim chłopakiem, a Finnick... jest zajęty.

Kiwam głową na znak, że rozumiem co ma na myśli. Współczuję Finnickowi. Teraz, gdy Igrzyska się skończyły, spędzi kilka dni zabawiając ludzi, którzy mają wystarczająco dużo pieniędzy by kupić jego towarzystwo.

- Powiedziałaś, że Haymitch jest z Peetą? - pytam, woląc skupić się na tym temacie. - Czy coś się stało?

Johanna potrząsa głową i uśmiecha się.

- Nic, czego nie naprawiłoby trochę snu, jedzenia i wody. Choć chłopak desperacko chce cię zobaczyć.

Rumienię się.

- Naprawdę?

- Ostatnim razem, z tego co słyszałam, musieli go uśpić, bo próbował wyjść z pokoju i iść cię szukać - mówi. - Haymitch próbuje wyjaśnić mu sytuację.

- Ale poza tym, wszystko z nim dobrze? - pytam.

- Nie widziałam go osobiście - mówi, wzruszając ramionami - ale nie ma powodu by sądzić, że jest inaczej.

Milczymy przez chwilę, a ja wiem, że Johanna chce mnie o coś zapytać. Jest tylko jedna taka rzecz.

- Chciałabyś wiedzieć, co się wydarzyło pomiędzy mną i Snowem, prawda? - pytam.

- Aż tak to widać? - pyta Johanna w odpowiedzi. - Widać moje zdolności aktorskie są tak kiepskie jak twoje, skoro tak łatwo mnie rozszyfrowałaś.

- Snow chce... - Milknę, nie wiedząc jak wyrazić prośbę Snowa. - Chce, żebyśmy, Peeta i ja...

- Uprawiali seks? - podpowiada Johanna.

- Tak... - mówię powoli. - Ze sobą.

- Cóż, to ohydne i dziwne, ale dla dobra sprawy... - zaczyna.

- Snow zamierza to... nagrać i sprzedać tym, których na to stać.

- Naprawdę ci to powiedział? - pyta Johanna, a ja kiwam głową. - Okej, to zmieniło się z ohydnego i dziwnego w bardzo ohydne i niepokojące. Co powiedziałaś, gdy wyraził swoje żądania?

- Cóż, jasno powiedział, że albo to, albo oboje zostaniemy sprzedani, więc się zgodziłam.

Johanna wygląda na zaskoczoną.

- Zgodziłaś się?

- Nie miałam wyboru - kłócę się.

- Chyba nie - mówi. - Choć nigdy nie sądziłam, że zgodzisz się na coś takiego bez walki.

- To by tylko pogorszyło sprawę - odpowiadam. - A kto wie, kto by mógł na tym ucierpieć, gdyby Snow chciał się zemścić.

- Nie jest łatwo posiadać ludzi, których się kocha - mówi, spinając się. Zastanawiam się kto ją tak bardzo skrzywdził. Ściskam jej dłoń, przypominając jej, że wciąż są ludzie, którzy się o nią troszczą. Johanna przewraca oczami, ale uśmiecha się delikatnie. - Zastanawiam się na ile Snow to wyceni i czy mnie i Finnicka będzie na to stać.

Śmieje się, a ja patrzę na nią z wyrzutem.


Następne dni są dla mnie niekończącą się agonią. Wiedza, że Peeta jest tak blisko, ale i tak nie mogę go zobaczyć, doprowadza mnie do szału. Zrobiło się jeszcze gorzej gdy większość mentorów została odesłana do domów. Zostali zwycięzcy z "umówionymi spotkaniami" i mentorzy ze zwycięskiego dystryktu. Odjazd Johanny wprawił mnie w stan melancholii, który Haymitch opisał jako nieznośny.

Jedyną radością są wizyty Finnicka. Nie są one częste i nie trwają długo, ale lepsze to niż nic.

Czekam, aż Finnick wyjaśni mi, co miał na myśli podczas naszej rozmowy w noc przed atakiem zmiechów, ale Finnick jakoś się do tego nie garnie. Drobne uwagi na ten temat po prostu ignoruje. W końcu mam dość.

- Czy zamierzasz mi kiedykolwiek powiedzieć, o co ci chodziło?

Wygląda na nieco wystraszonego moją bezpośredniością, ale po chwili uśmiecha się.

- Może. Gdybym tylko wiedział, do czego się odnosisz...

- Pamiętasz noc przed zakończeniem Igrzysk? Rozmawialiśmy o tym incydencie z Annie, a ty powiedziałeś, że Peeta jest dużo bardziej wyjątkowy niż kiedykolwiek myślałam - przypominam mu.

- Pamiętam - mówi. - I co w związku z tym?

- Powiedziałeś, że mi to wyjaśnisz.

Finnick unosi brew.

- Jestem rozczarowany, że sama tego nie rozgryzłaś.

- Jak miałam niby to zrobić? - pytam. - Twój mózg pracuje w bardzo dziwny sposób.

Finnick śmieje się.

- Być może, ale nie zauważyłaś czegoś u Peety, gdy był na arenie? Czegoś co wyróżnia go spośród pozostałych zwycięzców?

Zastanawiam się, a po chwili to do mnie dociera. Zakrywam dłonią usta.

- On nikogo nie zabił, prawda?

Finnick potrząsa głową.

- Nikogo. Zastanawiałem się nad dziewczyną z Piątki. Tą, która zmarła po zjedzeniu jagód? Ale nie, Organizatorzy uznali to za samobójstwo.

- Wygranie Igrzysk, nie zabijając nikogo, to jest coś.

Finnick kiwa głową.

- Prawda, ale Kapitol stara się nie przyciągać do tego uwagi. Problem polega na tym, że ludzie widzieli tablicę zabójstw, a Peety nawet nie ma na tej liście. Wszyscy wariują - informuje mnie Finnick. - Peeta Mellark: kochanek, a nie wojownik.

Przewracam oczami, słysząc nadmiernie dramatyczne hasło, wymyślone przez obywateli Kapitolu.

- Powiedz mi prawdę. Powinnam się tym martwić?

- Tak naprawdę? - Finnick zagryza usta, myśląc. - Powiedziałbym, że nie, tak długo jak ty i twój chłopak nie wkurzycie Snowa.

- Wiesz, że bardzo się staram - mówię Finnickowi, znów myśląc o trudnej decyzji jaką podjęłam, pozwalając Snowowi sfilmować i sprzedać mój pierwszy raz z Peetą.

Finnick kiwa głową.

- Wiem.

Niedługo potem zostawia mnie, idąc spędzić trochę czasu z "przyjaciółką". Resztę nocy spędzam rozdarta pomiędzy podziwianiem Peety za to, że nikogo nie zabił, a martwieniem się o to, jakie może ponieść za to konsekwencje.


Następnego popołudnia, trzeciego dnia odkąd Peeta opuścił arenę, wychodzę z jadalni po samotnym lunchu i widzę znajomą twarz, której tak długo nie oglądałam.

- Cinna - wołam, biegnąc ku niemu.

Uśmiecha się i przytula mnie.

- Witaj.

- Widziałeś go? - pytam.

Jego zielone oczy błyskają rozbawieniem.

- Kogo? - chce być zabawny.

Daję mu kuksańca.

- Wiesz kogo. Peetę! Widziałeś go?

- Nie - mówi Cinna, pocierając brzuch. - Ale byłem bardzo zajęty przez kilka ostatnich dni, wiesz przecież.

- Wiem, przepraszam - mówię. - Ale ja po prostu wariuję siedząc tutaj i nic nie robiąc, tylko czekając.

- Więc powinnaś być zadowolona, że główna ceremonia jest dziś wieczorem - mówi.

Uśmiecham się szeroko. Dziś go zobaczę!

- Więc zakładam, że przyszedłeś mnie przygotować.

Kiwa głową i znów mnie przytula. Szepcze mi do ucha:

- Powinnaś coś wiedzieć, Katniss. Prezydent Snow zlecił wykonanie specjalnego stroju dla ciebie.

- I co? To nie będzie pierwszy raz, gdy założę suknię na jego żądanie. - Nie wierzę, że Cinna zapomniał o tych wydekoltowanych sukniach, które Snow kazał mi nosić przez ostatnie tygodnie.

- Ale to pierwszy raz, gdy był bardziej zainteresowany tym, co będziesz miała pod suknią - szepcze. Sztywnieję.

- Och.

Cinna uważnie mi się przygląda.

- Nie widzę, żebyś była tym specjalnie zaskoczona.

- Nie wiedziałam, że Snow zamierza zaprojektować moją bieliznę - mówię, wzruszając ramionami z obrzydzeniem. - Ale chyba znam powód, dla którego jest tym zainteresowany.

Cinna przygląda mi się z litością.

- Tak mi przykro. Myślałem, że twoja aukcja została odwołana.

- Bo została - mówię. Zastanawiam się czy powiedzieć mu wszystko. Teraz chyba jednak nie jest to najlepsza pora. - Jestem pewna, że prezydent po prostu chce bym wyglądała wyjątkowo dla Peety, to wszystko.

Widzę, że Cinna załapał podtekst i kiwa głową. Nie jestem pewna, ile zrozumiał, ale wystarczająco by mi współczuł.

- Więc upewnijmy się, że będziesz wyglądała jak najlepiej gdy go zobaczysz!

Bierze mnie za rękę i prowadzi do mojego pokoju, gdzie czeka na mnie moja ekipa przygotowawcza. Wymieniam spojrzenia z Cinną, gdy cała trójka mówi jeden przez drugiego, jak bardzo cieszą się z tego, że Peeta do mnie wrócił. Jest to nieco przytłaczające, ale cieszy mnie ich radość.

Mija kilka godzin zanim kończą swoją fryzurę i makijaż. Cinna przynosi prostą żółtą sukienkę dla mnie. Pomaga mi ją założyć, a Venia pomaga mi włożyć pasujące buty.

Sukienka nie pokazuje tak dużo jak niektóre stroje, które ostatnio nosiłam, za co jestem wdzięczna. Od razu widać, że jest to praca Cinny i widzę elegancję w jego projekcie. Materiał sprawia wrażenie jakby został zrobiony z czystego, delikatnego światła.

- Po prostu pokocha się w tym - mówi Floria.

- A jeszcze bardziej bez tego - chichocze Octavia.

- Jeszcze chwilę... nie zapomnij o ostatnim dodatku - mówi Venia, podając coś Cinnie.

Nasze spojrzenia spotykają się w lustrze i Cinna pomaga założyć mi marynarkę Peety.

- Pomyśleliśmy, że może chciałabyś mu to oddać.

Rumienię się i kiwam głową.

- Dziękuję.

Moja ekipa przygotowawcza żegna się ze mną, a Cinna odprowadza mnie do windy.

- Wyglądasz cudownie - mówi.

- Tylko dlatego, że masz niesamowity talent - odpowiadam.

- Gdybym tylko mógł sobie to przypisać - mówi i pochyla się, spoglądając mi prosto w oczy. - Wszystko w porządku?

Wiem, o co mnie pyta. To słodkie, że tak bardzo się martwi o to, co się stanie niedługo. Całuję go w policzek i uśmiecham się.

- W porządku. Jestem tylko trochę zdenerwowana. Chciałabym, żebyś poszedł tam ze mną. Znaczy... wiem, że tam będziesz, ale...

- Wiem, o co ci chodzi - mówi. - Nie martw się, zobaczymy się jutro.

Kiwam głową. Oczywiście, że Snow kazał Cinnie przygotować mnie jutro. Muszę wyglądać jak najlepiej przed kamerami.

Drzwi windy otwierają się i Cinna delikatnie popycha mnie do środka.

- Idź. Całe Panem czeka na wasze ponowne spotkanie.