Tytuł oryginału: Hero Hunting

Autor: slantedknitting

Zgoda jest. Link w profilu.


Rozdział dwudziesty

Neville i Ginny


Następnego ranka Ron obudził się z bólem kręgosłupa. Kanapa Hermiony nie była za wygodna. Obrócił się z jękiem i powoli usiadł. Krzywiąc się, przekręcił głowę na boki, starając się rozciągnąć mięśnie karku.

— Dzień dobry.

Ron odwrócił się szybko i złapał za szyję z bezgłośnym jękiem, starając się uśmiechnąć do Neville'a.

— 'Dobry — wychrypiał.

— Wybacz za kanapę. Ciągle powtarzamy, że musimy kupić nową. Zjesz śniadanie?

Ron pokiwał głową i wstał, rozciągając kończyny i plecy. Czując się minimalnie lepiej, usiadł przy stole kuchennym i podziękował Neville'owi za jedzenie.

— Hermiona wyszła na śniadanie z Ginny — powiedział cicho Neville. — Nie chciała cię budzić...

Ron przytaknął i wpatrzył się w swój talerz, próbując zidentyfikować to, jak się czuł na myśl o zobaczeniu swojej rodziny.

— Czy... myślisz, że ona... powie Ginny? O mnie? Że tu jestem?

Neville wzruszył ramionami.

— Może. Zanim wyszła powiedziała, że nie wie, co zrobi. Wychodziły na śniadanie w każdą niedzielę. Powiedziała, że nie chciała tego odwoływać ze strachu, że jakoś się wyda. Więc po prostu poszła. Nie jestem pewny... co powie.

Ron znowu przytaknął i dźgnął jajka widelcem.

— Chciałbym zobaczyć Ginny. — Spojrzał w górę. — Nadal mieszka obok Ministerstwa w tym maleńkim mieszkanku?

— Nie, wprowadziła się do Roberta miesiąc temu.

— Prawda. Robert. On... on jest... miły, prawda?

Neville uśmiechnął się.

— Oczywiście. Znakomicie ją traktuje. Jest bardzo szczęśliwa.

Ron odłożył widelec z westchnięciem.

— Żałuję... żałuję, że nie znam go lepiej. Żałuję, że nie było mnie, żeby... żeby zobaczyć wszystkie te rzeczy, które się wydarzyły.

Neville podniósł swój talerz i zsunął resztę sosu na talerz Rona.

— Jesteś tu teraz — powiedział stanowczo. — Jesteś tu teraz i masz masę czasu, żeby go poznać. Pobierają się. Masz tyle czasu, ile chcesz.

Ron uśmiechnął się do niego z wdzięcznością i na nowo podniósł swój widelec. W ciszy zjadł resztę śniadania, podczas gdy Neville czytał Proroka Codziennego i pił kawę. Razem zabrali się za mycienaczyń, stojąc przy zlewie, woląc okazję do pracowania dłońmi nad szybkością magii.

— Och! — Neville prawie upuścił talerz. — Zapomniałem ci powiedzieć! Świnka jest w Norze.

Ron potarł policzek o ramię, starając się podrapać.

— Co? — zapytał bezmyślnie.

— Świnka. Twoja sowa? Jest w Norze. Nie wiedzieliśmy, gdzie jesteś i... cóż, ona nie jest za dobra jeśli chodzi o długie dystanse. Zwłaszcza odkąd się...

— Pomarszczyła? — zasugerował Ron, odkładając patelnię.

— Tak — zaśmiał się Neville. — Pomarszczyła ze starości. W każdym razie miałem ci to powiedzieć wczoraj wieczorem. Ostatnio ona siedzi w Norze.

Ron pokiwał głową i wysuszył dłonie o dżinsy.

— Dobrze — powiedział. — Dobrze.

Neville wyłączył wodę i spojrzał na zegarek.

— Prawie południe. Powinna już wrócić.

Ron wzruszył ramionami.

— Może są... — Urwał, kiedy frontowe drzwi otworzyły się i wpadła przez nie Ginny, biegnąc prosto na niego. Rzuciła się na niego z taką siłą, że cofnął się do tyłu i wpadł na blat kuchenny.

Wątpliwości i nerwowość odnośnie jego rodziny wyparowały z niego, kiedy przytulał swoją młodszą siostrę. Jej drobne ciało, dzikie włosy, silny uścisk — wszystko dawało mu komfort. To dlatego w końcu wrócił na dobre.

— Hermiona mówi, że zostajesz? — zapytała Ginny głosem stłumionym przez pierś Rona.

— Tak — odpowiedział, odsuwając ją lekko. Uśmiechnął się do niej. — Zostaję. Kiedy ślub? Merlinie, Ginny. Urosłaś.

Ginny wywróciła oczami i puściła go.

— Nie bądź sentymentalny. Mam 32 lata. Jak bardzo mogłam urosnąć od trzydziestki?

Ron uśmiechnął się i znowu ją przytulił, szczęśliwy z jej drażnienia się.

— Tęskniłem za tobą — wymamrotał.

— Ja za tobą też — powiedziała, znowu się odsuwając. — My wszyscy.

Ron spojrzał na Hermionę, która szczerzyła się do niego.

— Wszyscy — potwierdziła.

Znowu zerknął na swoją siostrę.

— Chcesz iść ze mną do domu?

— Do Nory?

— Do Nory.

— Tak. — Zaśmiała się. — Chcę zobaczyć minę mamy, kiedy się pokażesz.