Rozdział 21
Pomimo, iż się już obudził Harry udawał, że wciąż śpi. Nie chciał rozmawiać o wczorajszej nocy. Miał nadzieję, że uda mu się zatrzeć ślady imprezy, nim ojciec wróci z sympozjum, ale się nie udało.
— Czas wstawać, synu, nowy dzień czeka. — Harry zamknął oczy i wstrzymał oddech. — Wiem, że już nie śpisz, dziecko. — Snape wymierzył mu żartobliwego klapsa.
— Jeszcze pięć minut — wymamrotał w poduszkę chłopak.
— Przygotuję śniadanie. Weź prysznic — polecił Snape, wychodząc z pokoju syna.
— Tak, tato. — Kolejny pomruk zabrzmiał od strony łóżka.
Posiłek przebiegał w zupełnej ciszy, zarówno ojciec, jak i syn, jedli powoli, patrząc na swoje talerze. Harry skończył i zaczął się bawić resztkami jedzenia.
— Skończyłeś?
— Tak, tato — odpowiedział cicho Harry.
— Dyrektor chce cię widzieć o dziewiątej — zagaił lekkim tonem Severus.
— Chce mnie widzieć? Z powodu tego, co się stało zeszłej nocy? — Harry oderwał wzrok od talerza i popatrzył na ojca ze strachem.
— Tak sądzę — odparł lakonicznie Severus.
— Jest zły? — zapytał zaniepokojony Gryfon.
— Myślę, że nie będzie cię zachęcać do tego rodzaju podstępnego zachowania — uściślił srogo Severus.
— Czy profesor McGonagall też jest na mnie zła? — dopytywał się przejęty Gryfon.
— Jestem pewien, że profesor McGonagall również będzie chciała z tobą porozmawiać, gdy opuści już skrzydło szpitalne.
— Jest w szpitalu? — Czyżby jego Opiekunka Domu dostała ataku serca, gdy zdała sobie sprawę,że ich brakowało? Harry spojrzał na Severusa. — Jest bardzo chora?
— Złamała nogę — uspokoił chłopca Severus.
— Przykro mi — mruknął Gryfon, ponownie wbijając wzrok w talerz.
— Musisz zacząć zdawać sobie sprawę, że twoje działania mają wpływ na wiele osób, nie tylko na ciebie i twoich przyjaciół. Jeśli skończyłeś jeść, umyj ręce i zęby i pospiesz się z tym, nie chcę, żeby Dyrektor na nas czekał.
Harry nigdy wcześniej nie został wezwany do gabinetu dyrektora. Czuł, że drżą mu nogi, gdy szedł obok ojca. Gdy przybyli na miejsce zdał sobie sprawę, że trzyma tatę za rękę. Blade ręce Snape'a były ciepłe, w przeciwieństwie do jego własnych, zimnych jak lód.
Harry nie zauważył, kiedy ojciec podał gargulcowi hasło. Usłyszeli głos Dumbledore'a zapraszający ich do środka:
— Severusie, panie Potter... Wejdźcie, proszę. Siadajcie.
Snape wybrał krzesło, ale Harry stanął obok Severusa. Poczuł ulgę czując rękę położoną opiekuńczo na ramieniu.
Dumbledore siedział przy biurku, a przed nim stała filiżanka ciepłej herbaty i talerz herbatników czekoladowych.
— Panie Potter... Nie codziennie się zdarza, że całemu rocznikowi udaje się wydostać niezauważonym ze swojego pokoju wspólnego, a jeszcze dziwniejsze staje się to, gdy udaje się to uczniom różnych Domów. A jeśli mnie pamięć nie myli, to... To w historii Hogwartu nie zdarzyło się jeszcze, żeby uczniowie dwóch „wrogich" Domów spali razem w kwaterach profesora. Powiedz mi, jak to zrobiłeś? — zapytał niezwykle zaciekawiony Albus.
— Profesorze... my... — wymamrotał Harry.
Severus nachylił się i szepnął mu do ucha:
— Mów głośniej dziecko, wszystko jest w porządku.
— Tak jest. — Gryfon odetchnął głęboko. — Profesorze my... Nie jestem pewien, jak to się stało… Chcieliśmy urządzić piżama party i... My...
— Poczęstujesz się ciasteczkiem, Harry? — zagadnął pogodnie Dumbledore.
— Nie, dziękuję, panie dyrektorze. — Gryfon pomyślał, że wystarczająco trudno wyznać mu prawdę teraz, nie potrzebował podczas tego zadania dusić się jeszcze okruszkami ciastka.
— Spokojnie, panie Potter, nie denerwuj się. Jestem tylko ciekawy, jak dokonałeś niemożliwego. — Dyrektor uśmiechnął się łagodnie do zestresowanego chłopaka.
Harry wyjaśnił, jak użył swojej peleryny, aby przemycić kolegów z dormitorium. Dodał, że dziewczyny wyszły na własną rękę.
— …użyliśmy prywatnego przejścia ojca do pokoju wspólnego Ślizgonów, tak żeby Draco i reszta chłopców mogła opuścić swoje dormitorium.
— Rozumiesz, dlaczego to, co zrobiliście było nieprawidłowe? — przerwał wywody chłopca dyrektor.
— Tak, panie dyrektorze. — Harry miał wielką nadzieję, że nie zostanie wydalony.
— Dobrze się bawiliście? — Albus gładko zmienił temat.
— Przepraszam... Nie bardzo rozumiem, panie profesorze? — Pytanie zupełnie zbiło Harry'ego z tropu.
— Chciałbym wiedzieć czy dobrze się bawiliście na imprezie? — powtórzył spokojnie Albus.
— Tak, dyrektorze. Graliśmy w szarady, jedliśmy lody i karmelizowany popcorn... Opowiadaliśmy sobie straszne historie i... Spaliśmy w śpiworach — wyliczał rozentuzjazmowany chłopak.
— Spowodowałeś wczoraj spore zamieszanie, Harry. Wszyscy nauczyciele, aż do bardzo późnej nocy was szukali — upomniał lekko Dumbledore.
— Przykro mi — wyszeptał zawstydzony chłopak, spuszczając głowę.
— Wiem. Dobrze byłoby, gdybyś napisał do wszystkich nauczycieli listy z przeprosinami.
— Tak, dyrektorze.
— Chcę, żebyście się dobrze bawili, Harry, ale musimy wiedzieć, gdzie jesteście. Znalezienie pustych łóżek, w których powinny spać dzieci, jest bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem, mój chłopcze. — Oczy potężnego białego czarodzieja błyszczały w tym momencie podejrzanie. — Chciałbyś to zrobić ponownie? — Harry zauważył, że Severus prawie się zakrztusił. Odwrócił się i spojrzał na ojca. Snape był niewzruszony jak zawsze.
— Tak, panie dyrektorze, chciałbym ponownie urządzić taką imprezę, to było bardzo zabawne. Wiem, że nie powinniśmy wymknąć się z dormitoriów i ja... To znaczy, jeśli profesor Snape pozwoli...
— Czyli, jeśli twój ojciec zatwierdzi ten pomysł, to zgodzisz się urządzisz ponownie taką imprezę, tak? — Dyrektor zmiłował się nad chłopcem i przerwał jego nerwową wyliczankę.
— Tak, jest.
— Chciałbym, żebyś coś dla mnie zrobił, Harry. — Albus przyglądał się uważnie młodemu Gryfonowi.
— Oczywiście, panie dyrektorze — przytaknął gorliwie chłopiec.
— Od bardzo dawna czułem, że uczniowie powinni odłożyć międzydomowe uprzedzenia na bok i cieszyć się wspólnie spędzanym czasem. Chciałbym, żeby trwało to cały czas, ale cieszy mnie nawet jedna noc i myślę, że mam pewnie bardzo dobry pomysł... Pragnąłbym Harry, abyś zaplanował pidżama-party dla pierwszorocznych z czterech Domów. Jeśli się to uda, a mam nadzieję, że tak będzie, to możemy wdrożyć ten pomysł na stałe, organizując taką imprezę może nawet ze dwa razy w roku. Warunek jest jeden - musicie „zapomnieć", że jesteście w różnych Domach i po prostu cieszyć się swoim towarzystwem jak prawdziwi przyjaciele, a nie wrogo nastawieni rywale — zaznaczył stanowczo dyrektor.
— Albusie... W moich kwaterach za żadne skarby świata nie pomieszczę trzydzieścioro pięcioro dzieci... — powiedział, zaciskając zęby, zdenerwowany Mistrz Eliksirów.
— Nie martw się tym, Severusie, możemy zaadaptować jedną z pustych klas i sprawić, że będzie wyglądała jak przytulne mieszkanie. Zaplanuj to na przyszły tydzień, Harry, na noc przed Wigilią. Dobrze byłoby gdybyś zapytał swoich przyjaciół, jakie są ich ulubione potrawy — podpowiedział z uśmiechem dyrektor.
— Tak, panie profesorze. Czy... Czy mogę poprosić kogoś o pomoc... — zapytał niepewnie Gryfon.
— Oczywiście, że tak, Harry. Zawsze możesz poprosić kolegów o pomoc. O kim pomyślałeś? — zapytał zaciekawiony Dumbledore.
— O Hermionie oraz Ronie i... Draco.
— Oczywiście, że możesz to zrobić. Może poprosisz też kogoś z Ravenclaw i Hufflepuffu?
— Tak, jest — zgodził się szybko Harry.
— Informuj mnie na bieżąco, młodzieńcze. — Dyrektor uśmiechnął się ciepło do Wybrańca.
— Tak, jest — zapewnił gorączkowo, wciąż oszołomiony przebiegiem rozmowy, Gryfon.
— To wszystko, możesz teraz odejść.
Harry poczuł, jak bardzo ma zdrętwiałe nogi, gdy jego ojciec wypchnął go delikatnie z gabinetu dyrektora. Dumbledore był jednak bardzo dziwnym człowiekiem. Idąc na rozmowę z nim Harry spodziewał się wydalenia, a teraz musiał zaplanować kolejną imprezę!
— Wróćmy do naszych pokoi, Harry. Musisz zacząć pisać listy, a ja muszę porozmawiać ze Ślizgonami.
Snape opuścił piszącego przy stole w kuchni Harry'ego i poszedł do pokoju wspólnego Slytherinu.
Wszedł do dormitorium pierwszorocznych i palnął im kazanie. Musiał pamiętać o słowach Dumbledore'a. Nie powinien zachęcać ich do skradania się, ale musiał zatwierdzić bratanie się z innymi Domami. Zawsze czuł, że jego uczniowie byli na uboczu, pozostawieni sami sobie przez pozostałe trzy Domy.
Zapowiedział swoim podopiecznym, że ich karą będzie całodniowy szlaban, którego szczegóły poda im później. Wrócił do swoich pokoi i znalazł Harry'ego coś malującego. Położył pudełko na stole i usiadł obok syna:
— Harry, idź, proszę do swojego pokoju i przynieść mi niewidkę — powiedział stanowczo.
— Moją pelerynę, tato? Ale... — Wystarczyło jedno spojrzenie rzucone przez Snape'a, by Harry skapitulował. — Proszę, tato. — Harry powoli wyszedł ze swojego pokoju, niosąc pelerynę w ręku. — Tato, proszę... Dasz mi jeszcze jedną szansę?
— Dałem ci ją po incydencie z materiałami wybuchowymi, Harry. — Przypomniał spokojnie Severus.
— Ale, tato... Obiecuję, że już nigdy jej nie użyję… Ja…
— Możesz jej używać synu, ale musisz najpierw zapytać mnie o zgodę. Zatrzymam ją dla ciebie. — Snape otworzył drewnianą skrzynię i umieścił w niej pelerynę. — W międzyczasie będzie tu spokojnie leżała.
— A jeśli to będzie coś pilnego? — dopytywał załamany Harry.
— Twoja peleryna zostaje u mnie. — Severus postanowił w końcu uciąć tą bezcelową rozmowę.
— Tak, si... ojcze.
— Teraz chcę, żebyś stanął w kącie i pomyślał o wszystkich zasadach, które wczoraj złamałeś. Chcę także, żebyś zastanowił się nad swoją karą — zakomenderował Mistrz Eliksirów.
— Oprócz utraty mojej peleryny? — rzucił zirytowanym tonem Harry.
— To nie jest kara, Harry, tylko środek ostrożności. Nie stracisz jej, po prostu usuwam pokusę z twojej drogi. Wiem, że należała do twojego ojca, ale jestem pewny, że twoi rodzice nie chcieliby żebyś używał jej w tak młodym wieku.
— Niedługo będę miał dwanaście lat… — oburzył się Harry.
— Wiem o tym, synu — odparł spokojnie Severus.
— Ale... — Jedyną reakcją Ślizgona było wskazanie ręką kąta.
— Jak długo mam tu stać? — zapytał podrażniony obrotem sprawy Gryfon.
— Przynajmniej dopóki nie stracisz tego nastawienia — odpowiedział surowo Severus.
— Tato!
— Cicho, Harry! — polecił srogo Snape.
Dziesięć minut później Severus dotknął jego pleców i kazał mu wyjść z kąta.
— Myślałeś o zasadach, synu?
— Myślałem... opuściliśmy dormitorium po ciszy nocnej i... Urządziłem imprezę, zapraszając tutaj przyjaciół bez twojej wiedzy — wyliczył posępnie Harry.
— Czy możesz mi powiedzieć, dlaczego to było nie właściwe? — spytał spokojnie Mistrz Eliksirów.
— Bo dla naszego bezpieczeństwa, powinniśmy zawsze być tam, gdzie powinniśmy, a jeśli tak nie jest, to wiele osób będzie się martwić. Profesor McGonagall powiedziała nam to ostatnio — wyrecytował Harry.
— Jak widać tydzień wcześniejszego chodzenia spać nie wyleczył cię z tego — zauważył sucho Severus.
— Tato, nie chcę znowu takiego tygodnia... Byliśmy bezpieczni. Nikt nawet nie dostał niestrawności! — wykrzyknął, oburzony niesprawiedliwością świata, Harry.
— Nie chodzi mi o to, co się działo na tym przyjęciu. Słyszałaś, co powiedziałem przed wyjazdem? Wyraźnie zaznaczyłem, że nie życzę sobie żebyś pod moją nieobecność przyprowadzał tutaj swoich przyjaciół, prawda?
— Tak, tato, ale... Wszystko było w porządku, nie roznieciliśmy ognia, tylko przenieśliśmy meble, a dziewczyny spały w moim pokoju i... — mówił gorączkowo Harry, starając się przekonać ojca, że nic złego tak naprawdę się nie stało.
— Harry... To była dobra impreza, na nic nie narzekam, ale wiesz, co powiedziałem... — Severus starał się mówić spokojnie, żeby nie zaogniać bardziej sytuacji, bo wiedział, że do niczego dobrego to ich nie zaprowadzi.
— Powiedziałeś, że nie mogę jej zorganizować... — przyznał chłopak, spuszczając głowę.
— A ty to zrozumiałeś, synu — przypomniał mu dobitnie Severus.
— Myślałem, że się nie dowiesz... — mruknął Harry.
— Jak byś się czuł, gdybym się nie dowiedział? Sądzisz, że powinieneś to zachować w tajemnicy? Harry, musimy sobie ufać — stwierdził kategorycznie, rozdrażniony postawą syna, Mistrz Eliksirów.
— Wiem. Ufam ci, tato — zaznaczył stanowczo Harry.
— To dlaczego się tutaj wkradłeś? — zapytał powątpiewającym tonem Severus.
— Już ci powiedziałem... Przepraszam. Ja tylko... — Harry urwał, nie chcąc zdradzić głównego powodu zorganizowania pidżama-party.
— Synu... Wiem, że pierwszy raz w życiu masz miejsce, do którego możesz zaprosić przyjaciół i jestem naprawdę dumny z ciebie, że tak świetnie wywiązałeś się z roli gospodarza, ale... — Severus nie mógł czynić Harry'emu więcej wyrzutów, gdy zobaczył radość i wdzięczność w oczach dziecka.
— Będę mógł jeszcze kiedyś zorganizować taką imprezę? — zapytał z wyraźnie wyczuwalną nadzieją Gryfon.
— Możemy pomyśleć o czymś na twoje urodziny — zgodził się Severus.
— Naprawdę? — zapytał zachwycony samym pomysłem Harry.
— Jeśli do tej pory skończysz czyścić moją kolekcję brudnych kociołków — przekomarzał się Severus.
— Tato!
— Wiesz, co zrobiłeś źle i dlaczego, a teraz powiedz mi, jaka kara będzie odpowiednia?— Severus postanowił jak najszybciej zakończyć tę nieprzyjemną rozmowę.
— Nie wiem... Chcesz żebym czyścił kociołki? — dopytywał się Harry.
— To nie było pytanie, synu. Chcę, żebyś mi powiedział, co uważasz za stosowną karę... Co sprawi, że pomyślisz dwa lub nawet trzy razy, nim znowu będziesz nieposłuszny — uściślił swoje wymagania Snape.
— Nie wiem, ty mi powiedz. — Harry spojrzał bezradnie na ojca, wzruszając ramionami.
— Nie wywiniesz się z tego tak łatwo. Może powinieneś stanąć w kącie na kolejne pięć minut i pomyśleć o tym?
— Tak, tato. — Harry smętnym krokiem pomaszerował we wskazane miejsce.
Severus usłyszał nagle gong w swoim gabinecie, więc wyszedł zobaczyć, co się stało. Zwinięty pergamin unosił się nad jego biurkiem. To był preferowany przez Albusa sposób komunikacji z pracownikami. Notatka zawierała informację, że dyrektor znalazł idealne miejsce dla pidżama party, ale konieczne byłoby posprzątanie komnaty, jak i delikatne jej odmalowanie. Zamierzał nakazać Gryfonom czyszczenie i zapytał Severusa czy wyśle swoich Ślizgonów i Harry'ego do pomocy. Przypomniał też Mistrzowi Eliksirów, że miał uwarzyć antidotum dla Quirrella. Severus odpisał, że jego podopieczni właśnie oczekują na szczegóły swojego szlabanu i że czyszczenie wybranego przez dyrektora pokoju będzie idealną karą.
Severus wrócił i zobaczył, że Harry nie stał już w kącie. Czyżby chłopiec był w łazience?
— Harry?
— Tutaj jestem. — Snape podążył za przytłumionym głosem wprost do salonu. Harry, nagi od pasa w dół, pochylał się nad oparciem kanapy. Severus zauważył, ze chłopiec umieścił pas na kanapie, w pobliżu twarzy.
— Co robisz, synu? — zapytał zaintrygowany Severus.
— Przepraszam, że byłem nieposłuszny. Ja... myślę, że powinieneś mnie zbić pasem, tato. Przykro mi, że cię nie posłuchałem... Ja... Jestem gotowy... — odpowiedział cicho chłopiec.
— Harry Potterze! W tej chwili wstań i się ubierz! — Widząc, że dziecko zabiera się do tego bardzo powoli, Severus uklęknął przed nim i zaczął mu pomagać. Potem przytrzymał syna za ramiona i spojrzał mu głęboko w oczy. — Nigdy... nigdy nie zamierzam karać cię laniem pasem, rozumiesz?
— Tak, tato, ale... Ty... Tamtej nocy, gdy wymknęliśmy się, aby przetransportować smoka sprawiłeś mi lanie... A ja znowu się zakradłem i... Chciałeś żebym wymyślił coś, co pozwoli mi się trzy razy zastanowić... więc... — Snape objął zapłakane dziecko.
— Pamiętasz dlaczego dostałeś wtedy lanie? — zapytał Severus, wycierając delikatnie łzy płynące po twarzy syna.
— Bo to było niebezpieczne... — wychlipał Harry.
— W przeciwieństwie do wspomnianej nocy, tym razem nie było żadnego niebezpieczeństwa ostatniej. Byłeś tylko lekkomyślny. Przykro mi, synu, że poprosiłem cię, abyś wybrał sobie karę. Powinienem przewidzieć, że będziesz dla siebie zbyt surowy... — Snape usiadł na sofie, sadzając chłopca na kolanach. Harry ukrył twarz w ramieniu ojca i płakał.
— To dostanę lanie czy nie? — dopytywał się, gdy się trochę uspokoił.
Severus pocałował spocone czoło Harry'ego:
— Nie, synu, będziesz miał dwa szlabany, jeden za nieposłuszeństwo wobec mnie, a drugi za skradanie się. Nigdy więcej nie chcę widzieć tego pasa, ani słyszeć, że mówisz o dostaniu lania nim. Słyszysz mnie? — zapytał surowo Severus.
— Tak, tato. — odpowiedział uspokojony Harry.
Severus jeszcze chwilę tulił Harry'ego. Pomyślał, że wkrótce chłopiec będzie zbyt duży lub będzie czuł się zbyt stary, by dać się tak objąć.
— Idę teraz do szpitala, chcesz iść ze mną?
— Mówiłeś, że profesor McGonagall jest w szpitalu — przypomniał Harry.
— Możesz zabrać jej list z przeprosinami — zaproponował Severus.
— Będzie na mnie naprawdę wściekła — przyznał zmartwiony Gryfon.
— Należało o tym pomyśleć, zanim postanowiłeś złamać zasady, synu — odparł bezpardonowo Mistrz Eliksirów.
— Zapomniałem...
Po chwili Harry i Snape weszli do skrzydła szpitalnego, ale profesor McGonagall już nie było. Pani Pomfrey powiedziała im, że wicedyrektorka była z powrotem w swojej kwaterze, odpoczywając. Snape poszedł z pielęgniarką do jej biura i oboje zaczęli dyskutować nad tym, co mogłoby pomóc Quirrellowi.
Początkowo Harry przysłuchiwał się rozmowie, ale w pewnej chwili coś... Jakby ktoś prosił o pomoc. Ktoś jeszcze był w ambulatorium? Harry wyszedł z biura, a następnie podążył za głosem, który brzmiał, jakby był bardzo obolały, przestraszony i... cichutki, jak małego zwierzątka. Harry zaczął się uważnie rozglądać dookoła. Może jakiś skrzat domowy został ranny... Zbliżył się do narożnika sali, gdzie stało łóżko otoczone zasłonami. Wydawało mu się, że głos dochodzi stamtąd.
Harry otworzył zasłony i zobaczyłem nieruchomą postać nauczyciela obrony przed czarną magią. Profesor Quirrell zastygł z wyrazem bólu na twarzy. Snape powiedział Harry'emu, że profesor uległ wypadkowi z eliksirami.
— Profesorze, potrzebuje pan czegoś? Słyszy mnie pan?
— Harry? — Snape wyszedł z kantorka pielęgniarki słysząc, że Harry z kimś rozmawia. — Harry... Co tu robisz, synu?
— On prosi o pomoc. — Snape spojrzał na Poppy. To było niemożliwe... Czyżbyczłowiekwyzdrowiałna własną rękę?
Poppy i Severus stanęli obok Harry'ego.
— Mówi, że jest uwięziony w środku... — Harry zobaczył wyraz konsternacji na twarzach dorosłych. — Nie słyszysz go, tato?
— Nie, Harry. Co mówi?
Harry zamknął oczy, wsłuchując się.
— Mówi, że chce się wydostać, ale nie może się poruszyć, a potrzebuje powietrza... — Harry pochylił się nad nieruchomą postacią, a po chwili przeszedł na drugą stronę łóżka. — To nie jest Quirrell, to jest… w nim? — Harry syknął ponownie. — Myślisz, że wąż jest pod jego turbanem?
— Dlaczego właśnie wąż, Harry? — zapytał zdumiony Severus.
— Bo brzmi jak wąż, z którym kiedyś rozmawiałem w zoo… — wyjaśnił szybko chłopak.
— Możesz rozmawiać z wężami! — wykrzyknęła zaskoczona pani Pomfrey. Harry odwrócił się w stronę ojca.
— To źle? — Snape uklęknął przed nim. Był w takim samym szoku, o ile nie w większym, niż pielęgniarka, ale wiedział, że chłopak potrzebuje otuchy.
— Nie, synu. To nie jest pospolity talent, ale nie niespotykany... Powiedz mi, co słyszysz.
Poppy rzuciła szybkie zaklęcie lokalizacyjne na Quirrella.
— Nie ma tu żadnego węża, Harry.
— Ale wciąż mówi... Mówi, że jest w nim. Mówi, że... że Quirrell zamierzał mu pomóc... że musi natychmiast się wydostać... — Harry ponownie syknął. — Nie jest wężem, ale nie ma ciała... Potrzebował kamienia, aby go odzyskać... Quirrell jest już bezużyteczny i... teraz chce mnie… — Harry nachylił się kierunku Snape'a. — Głowa mnie boli, tato. On mówi, że musi wyjść na zewnątrz… i że potrzebuje mojej pomocy.
Implikacje przeraziły Severusa.
— Harry, przestań. W tej chwili przestań go słuchać! Spójrz na mnie! — Snape spojrzał chłopcu w oczy i użył wszystkich swoich siły legimenty, aby dostać się umysłu syna. Nie napotkał żadnego oporu. Chłopiec ufał mu całkowicie. Usłyszał syk i zobaczył obrazy, których miał nadzieję, że Harry nigdy nie zrozumie. Próbował zbudować mur pomiędzy głosem i Harrym, ale ten się rozsypał. Nie miał zamiaru stracić dziecka. Rozejrzał się i zobaczył, że połączenie tworzące się w umyśle Harry'ego, przybiera postać grubej liny, która z każdą chwila robiła się coraz silniejsza. Wiedząc, że to czarna magia, jedyne co musiał zrobić, to ją przeciąć.
— Harry, posłuchaj mnie.
— Tato... Gdzie jesteś?
— Jestem tu, synu. Słuchaj mnie uważnie, Harry, bo nie ma czasu na wyjaśnienia. Musisz mi zaufać, pomóc mi i zatrzymamy go. To twój umysł, Harry, cała jego moc i potęga należy do ciebie. Harry, potrzebuje czegoś, aby przeciąć wasze połączenie.
Nagle Snape zobaczył wielkie szczypce - chłopak był świetny! Wziął je i próbował rozciąć linę. Ta jednak była zbyt mocna. Nagle poczuł, że ktoś jest obok niego. Dwie kolejne pary rąk zaczęły mu pomagać. W pierwszej chwili pomyślał, że to Harry. Widział tylko oczy, to szmaragdowe spojrzenie... Lily i... Potter też tam był. James. Coś do niego mówili, ale Severus nie mógł zrozumieć ani słowa. Z całych sił naparli w trójkę na szczypce i w końcu lina pękła.
Syczenie ustało. Severus poczuł, że spada. Wiedział, że trzyma Harry'ego. Próbował obrócić się na plecy, aby chronić dziecko. Nie był już w głowie syna. Własna pulsowała mu bezlitośnie. Zaczął powoli oddychać. Poppy stała obok nich, nie dotykając ich jednak. Severus spojrzał na łóżko i zobaczył na nim stertę popiołu oraz odpływający ciemny cień.
Ostatnią myślą Severusa, nim otoczyła go ciemność, było stwierdzenie, że trzyma Harry'ego w ramionach.
