Wiersz na dziś ma przerobioną wersję, którą podaję, bo lubię Was zadręczać swoją grafomańską tfurczością. Wolałabym jednak, żeby to Tetmajer patronował odcinkowi... Czy ktoś się domyślił, że ja uwielbiam tego poetę, czy też jakaś połowa odcinków zaczynająca się jego wierszami nie wyjaśniła, że mam obsesję:D

Merlinie, nawet nie wiecie ile męczyłam się nad tym odcinkiem. Ech... Klasa maturalna jest straszna, wiecie? Nic nie umiem, a wszyscy starają mi się to uświadomić... No nic, pozdrawiam wszystkich nadal czytających. Wybaczcie krótki odcinek.

Błagam Was komentujcie, bo tylko to mnie jeszcze mobilizuje.

Bijcie brawo też mej becie, która chora i zasmarkana (:D) sprawdzała z poświęceniem wielkim ten odcinek :)

Do ostanich osób komentujący – dziękuję, ale – NIE POGANIAĆ! Ja się staram!

PS. Odcinek prosto od bety. Rozwikłajcie nasze spory, czy przed myślnikiem po cudzej wypowiedzi zawsze musi być znak kończący zdanie?

Xxx

Nie z "mojej sfery", Bogu dzięki,

była kochanka ma,

Nie miała wypieszczonej ręki,

kocham pisała przez h a

Zupełnie była bez maniery,

mówiła często 'cas',

a jednak wszystkie z "mojej sfery"

oddałbym za nią wraz.

Moja kochanka" Kazimierz Przerwa-Tetmajer

A to jest… uhm… wersja gorsza, ale w dawnym napadzie niepoczytalności napisana w imieniu Dracona przeze mnie ;).

Wersja Dracona

Nie z „mojej sfery", dzięki Merlinie,

był kochanek mój

Nie chodził w wyuczonej minie,

na ślizgoński honor pluł

Zupełnie był bez maniery,

szlama przyjaciółką była jego,

a jednak wszystkich z „mojej sfery"

oddałbym za niego.

Xxx

Dwójka prefektów naczelnych szła korytarzem prowadzącym do Komnaty Życzeń. Wyglądali jakby się kłócili, ale dla mijających ich uczniów było to trudne do stwierdzenia gdyż najwyraźniej starali się nie unosić głosów ponad szept. Właściwie, Hermiona Granger, w ogóle starała się zakończyć tą dyskusję, ale jej przyjaciela coś zbyt denerwowało, żeby mógł dać temu spokój.

Ale on jest kompletnym idiotą! Czego on ich może nauczyć?! Zastosowania mandragory w walce wręcz?

Nie bądź, padalcem, Draco – warknęła Hermiona. – Może nie jest najlepszym uczniem w Hogwarcie, ale może ćwiczyć podstawowe zaklęcia z uczniami. Tak samo, Luna, Michael, czy Colin…

Ale oni się do niczego nie dają!

Nie bredź! Nie potrzeba specjalnych zdolności, żeby pilnować bandy dzieciaków rzucających się po sali Expelliarmusami!

Draco sapnął ze złością, patrząc a swoją przyjaciółkę.

A skąd weźmiemy takich z nich, którzy pomogą nam w nauczaniu, a nie tylko pilnowaniu na treningach?

Nie przesadzaj, niektórzy są bardzo dobrzy. Ginny mogłaby pomóc Harry'emu w OPCMie. Tobie pomógłby Zachariasz, jakbyś go przekonał, oczywiście… Terry pomoże mi z Eliksirami, Michael Corner i Hanna Abbotzajmą się Zaklęciami. Zobaczysz, jeżeli przekonamy ich, że powinni nam pomóc, to wszystko pójdzie dobrze.- Blondyn spojrzał na nią z lekkim współczuciem. Słyszał ją wczoraj, po północy, kiedy kładł się spać, wciąż ćwiczącą swoją przemowę do dawnej GD. Tym razem nie mogła po prostu wypchnąć na środek Harry'ego. Musiała sama ich wszystkich przekonać, że należy się wysilić, i pomóc.

xxx

W Pokoju Życzeń zebrała się cała dawna Gwardia Dumbledore'a, która nadal pozostawała w szkole, tym razem dodatkowo wzmacniana przez obecność pierwszego w jej szeregach Ślizgona – Draco Malfoy'a. Większość dawnych członków spoglądała na niego niepewnie lub wręcz niechętnie, ale blondyn zdawał się tego nie zauważać, rozsiadł się wygodnie w fotelu, który pojawił się tuż po jego przyjściu i ze skupieniem wpatrywał się w Hermionę.

Umm... Nie bardzo wiem, jak zacząć... Zapewne wszyscy pamiętacie, że dwa lata temu założyliśmy Gwardię Dumbledore'a... Zrobiliśmy to po to, żeby nauczyć się praktycznych zaklęć obronnych, ale także, a może przede wszystkim, żeby pomóc sobie przygotować się na wojnę, która trwa... na ewentualny atak V-Voldemorta, czy Śmierciożerców – mówiła Gryfonka, najwyraźniej rozluźniając się. – Teraz wojna jest poważniejsza niż kiedykolwiek dotąd, a w szkole są dzieci, które przy obecnym toku nauczania nie mają szans się obronić. Jak wiecie dyrektor Dumbledore powołał do życia grupę, która pomaga najmłodszym mugolom, bo oni i ich rodziny są w największym niebezpieczeństwie. Ale nie możemy zapominać o tych uczniach, którzy nie potrafią się obronić mimo, że ich rodzice, są czarodziejami.

Chcesz żebyśmy nauczali gówniarzy z młodszych klas? – upewnił się Zachariasz Smith.

Gryfonka zauważyła, że pytanie to chciało zadać więcej osób, choć może nie wszystkie w taki sposób. Zauważyła pocieszający uśmiech Dracona i wzięła się w garść, hamując złość.

Tak, Zachariaszu. Chcę, żebyśmy my się uczyli i żebyśmy nauczali młodszych uczniów. Chcę, żebyśmy byli w stanie przeżyć tą wojnę albo chociaż mieli na to jakieś szanse – Hermiona wzięła głęboki wdech i spojrzała po otaczających ją ludziach. – Chcę powołać do życia oddział Młodszego Zakonu Feniksa. (1)

xxx

Monica siedziała na łóżku Harry'ego pochylając się nad nim i głaszcząc go po włosach.

Widzę, że dostałeś dużo kartek... – powiedziała z uśmiechem, a Harry rzucił tylko wściekłe spojrzenie na stertę kartek z życzeniami powrotu do zdrowia, przysłanymi mu przez ludzi, których w większości nawet nigdy nie widział.

Niestety. Cieszę się, że już wieczorem wychodzę.

Jesteś taki markotny... – mruknęła, przesuwając dłonią po jego policzku i pochylając się niżej, prawie kładąc obok niego.

Brak seksu tak na niego wpływa. – oznajmił zimny głos spod drzwi.

Monica ze złością spojrzała na blondyna w jasnoniebieskich dżinsach i czarnej koszuli, lekko odpiętej u góry. Nie mogła nie przyznać, że był okropnie przystojny, ale nie mogła mu zapomnieć tego upokarzającego komentarza jakim ją przywitał, gdy pierwszy raz się spotkali.

Przyszedłeś z wizytą do swojego opiekuna? – spytała z uśmiechem patrząc na bukiet drobnych, niebieskich kwiatków, który blondyn trzymał w ręku.

Z tego, co wiem, mojego opiekuna nie można odwiedzać. Ma mieć zapewniony spokój i ciszę. Wpadłem z wizytą do mojego chłopaka i byłbym wdzięczny gdybyś z niego wstała. – oznajmił chłodno.

Szybkim zaklęciem transmutował pióro leżące na stoliku w kryształowy wazonik, a kolejnym czarem napełnił go wodą. Następnie ustawił go na środku szafki wraz z kwiatkami.

Mam nadzieję, że ci się podobają. Profesor Sprout brutalnie mnie skrzywdzi, jak się dowie, że to ja jestem odpowiedzialny za ich brak. – powiedział spokojnie, podchodząc bliżej.

Wziął Monicę za ramię i odsunął ją od Harry'ego, samemu siadając między nimi, przesuwając dziewczynę jeszcze dalej w dół łóżka.

Hej!

Wybacz. Miałem nadzieję, że zrozumiesz, że chcielibyśmy zostać na trochę sami.

Pochylił się nad Gryfonem w pozycji parodiującej wcześniejsze ułożenie Monici, różnicę stanowił tylko fakt, że Harry objął go i wychylił się do pocałunku, który Draco z chęcią ofiarował.

Poszła sobie. – powiedział Malfoy, odsuwając się nieco od Harry'ego, gdy usłyszał prychnięcie dziewczyny i odgłos zamykanych drzwi.

Mhm... – mruknął Harry, nie wypuszczając Ślizgona z objęć.

Draco uniósł tylko brew, a po chwili ułożył się wygodniej na łóżku obok Pottera, wtulając mu głowę w ramię.

Jesteś wygodny...

Mhm.

Rozmowny jesteś – burknął Draco. – I zachowujesz się jak normalny chłopak.

Przyniosłeś mi kwiatki – oznajmił Harry z uśmiechem.

Draco tylko parsknął śmiechem, zerkając w stronę wspomnianego bukieciku.

To transmutowana apaszka Hermiony, tak ci mówię, jak zacznie się na ciebie wściekać. Powiedziałem jej, że zabieram ją na prezent dla ciebie.

Nie pobiła cię?

Nie, początkowo wydawała się nieco oszołomiona desperacją twojego listu.

Nie przypominaj mi, ta wariatka już trzeci raz dzisiaj przyszła i zadręcza mnie swoją osobą. Czuję się bezceremonialnie zmolestowany.

Czy ja mogę cię teraz ceremonialnie zmolestować?- spytała Draco ze śmiechem.

Jej tu nie ma, a ty nadal zachowujesz się jak mój chłopak... – oznajmił Harry.

Draco zamyślił się na chwilę, bawiąc jednocześnie guziczkiem przy piżamie Pottera. Studiował przez chwilę prosty wzorek z niebieskich kwadracików składających się w różne szlaczki na białym tle.

Właściwie... Udajemy tak dobrze, i jest to całkiem miłe, że moglibyśmy spróbować naprawdę.

Mhm.

Potter!

Ale nie na bardzo poważnie. Naprawdę, ale nie całkiem na poważnie, dobrze?

Nie chcemy się angażować? – zaśmiał się Draco. – Dobrze, rozumiem – mruknął udając skrzywdzonego. – Mogę być twoją dziwką na przychodne, naprawdę...

Jesteś nieznośny, wiesz o tym? – spytał Gryfon ze śmiechem, przytulając mocniej swojego nowego chłopaka.

Mhm. Wiesz, co Potter? – mruknął po chwili Malfoy, nadal wpatrzony we wzorek na pidżamie.

Harry tylko mruknął pytająco, przeczesując włosy Malfoy'a. Uwielbiał się nimi bawić, były takie miękkie. Musiał wykorzystywać te rzadkie okazje, w których blondyn nie zaczynał toczyć piany z wściekłości, na myśl o jednym źle ułożonym włosku.

Potter...

Cooo?

Musimy ci kupić nową piżamę. Ta jest paskudna.

To szpitalna piżama, Draco.

Niemożliwe! Ma wzorki! Ja zawsze dostaję wypraną i różową! Perfidna faworyzacja Gryfonów! A mimo wszystko nadal nie znoszę twojej pidżamy!

Mimo, że jest lepsza od twojej?

Tak – odparł zapalczywie Draco.

Zawsze mogę ją zdjąć. – oznajmił Harry z leniwym uśmiechem.

Malfoy podniósł gwałtownie głowę i spojrzał z niedowierzaniem na swojego chłopaka.

No wiesz, co? Kilka metrów dalej śpi mój ojciec chrzestny!

Za zasłoną zaklęć wygłuszających i wyciszających – oznajmił Potter, ponownie całując Malfoy'a i przyciągając go do siebie.

Po dłuższej chwili blondyn oderwał się od Harry'ego i spojrzał mu w oczy z rozmarzonym wyrazem twarzy.

W przeciwieństwie do rozchwianych emocjonalnie Gryfonek, ja nie korzystam w pierwszej lepszej okazji. – oznajmił ciepłym i słodkim głosem, po czym wstał i ruszył do drzwi. – Do zobaczenia na kolacji, słonko.

Potter tylko warknął za wychodzącym Ślizgonem, który posłał mu pocałunek i zaśmiał się, zamykając za sobą drzwi.

xxx

Cdn.

Xxx

(1) Młodszy Oddział Feniksa zainspirowany jest poniekąd opowiadaniem Mai „Światło pod Wodą".