Czas Wielkiego Smutku dobiegł końca. Żałoba nie trwała długo, ale pamięć o poległych samsiyu pozostała. Zdecydowano, że będzie przekazywana w pieśniach kolejnym pokoleniom, tak jak dzieje o Sorukä Aymaktoyu. Życie w obu klanach powróciło do dawnego spokojnego trybu. Grace nie przeszła ścieżki życia Eywy, mimo to była w pełni szczęśliwa. Dalej prowadziła szkołę, ucząc zarówno dzieci Omatikaya, jak i Eywayä Eweng. Pomagałem jej w zajęciach. Myliłem się sądząc, że wzajemne konwersacje nie będą już potrzebne, że Na'vi nie będą chcieli uczyć się języka Sawtute za okrucieństwa, jakie od nich doznali. Chęć wiedzy o naszym dawnym świecie pozostawała silna. Nie mogliśmy im odmówić, po tym jak sami nauczyli nas widzieć. Jednak postanowiliśmy z Grace nie niepokoić Na'vi przykrymi faktami jakie miały miejsce na Ziemi na przestrzeni wieków. Już dość się wycierpieli. Skupiliśmy się wyłącznie na miłych i przydatnych tematach. Cieszyło mnie uczenie innych, tak jak samemu sprawiała mi radość nauka od ma Sevina Tute. Nigdy nie zapomnę jednego dnia, niby nie różniącego się od pozostałych dni, ale jednak był on wyjątkowy i cudowny. Mój aniołek oznajmił mi, że zostanę ojcem. Nie mogłem w to uwierzyć. Gwałtowny dreszcz przebiegł mi przez całe ciało, tak że upadłem z wrażenia na ziemię. Objąłem stopy mojej Pani tuląc doń twarz i płacząc pełnią szczęścia. Nie spodziewałem się tak wielkiej nagrody od Eywy, że obdarzy mnie i Sevina cząstką życia nas samych. Urodziła nam się córka. Była tak piękna, jak jej mama. Nazwaliśmy ją po babci Eana Tanhi. Nie tylko dla nas los był tak łaskawy. Również Na'viyä Tirea była brzemienna, nosząc pod sercem owoc miłości swojego życia. Niedługo po narodzinach naszego dziecka na świat przyszedł syn Jack-a i Na'viyä. Nazwała go na cześć jego ojca Hì'i Jack. Od tego dnia radość powróciła na twarz Na'viyä Tirea, nie była już smutna jak dawniej, chociaż straciła muntxatan, syn wypełnił pustkę w jej doświadczonym przez los życiu. Czas płynął teraz znacznie szybciej. Grace ponownie sama prowadziła szkołę, zawsze jednak mogła liczyć na wsparcie ze strony Sylwanin. Musiałem odnaleźć się teraz w nowej życiowej roli, co okazało się dla mnie o dziwo łatwe, chociaż przyznaje bałem się, czy podołam temu wyzwaniu. Postanowiłem sobie również, że będę wspierał Na'viyä Tirea i jej syna, próbując zastąpić mu ojca, na co Sevina nie tylko przystała, ale była dumna z tego pomysłu, jako pięknego gestu zarówno dla Jack-a jak i Na'viyä Tirea, a ona sama również wyraziła zgodę, widocznie nurtowało ją gdzieś głęboko w sercu, że Hì'i Jack nie miał ojca. Kto wie, może nasze dzieci zostaną w przyszłości parą? Nie chciałem jednak wyprzedzać faktów. Na wszystko przyjdzie jeszcze czas...

Koniec